Nic nie pamiętam #251

Nic nie pamiętam #251- Zabierał mnie w soboty do pana Janka
- perorowała Milena. - Który w Sianokosach
miał  stadninę koni.
Kazek uwielbiał jazdę wierzchem.
Ja się na początku bałam ale jak złapałam kontakt
ze zwierzęciem  - wyciągnęła wskazujący palec. -  
I co nie mniej istotne, rytm jazdy, to czekałam na
ten wypad po staniu przy straganie.

    Franeczko, wstała i spojrzała na drugą stronę  
Warty, gdzie sznur aut stał w korku, jak
to bywa w godzinach szczytu w większych  
aglomeracjach.

    - Chodźmy moje słoneczko, zgłodniałam.
Zapraszam cię na pyzy. W końcu jesteśmy w
Poznaniu.
Chyba, że wolisz knedelki z truskawkami?

     - A będą mieli? - Nadzieja nie kryła wątpliwości.

     - Dobry gospodarz ma wszystko.
   Znajdziemy takiego.
    
Ruszyły w kierunku wyjścia z ogródka na parking.

    - Kazek zaimponował mi zaradnością, swym  
podejściem do ludzi, koni, a także nie będę  
udawać, kasą - ciocia, Patrycji, wzruszyła ramionami.
- Cóż, przyjemnie mi było przyjmować od niego
prezenty i jeździć po wybrzeżu by zwiedzać każde  
ciekawe miejsce.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 195 słów i 1053 znaków, zaktualizował 30 lip o 17:37.

Dodaj komentarz