Nic nie pamiętam #217

Nic nie pamiętam #217- No, niestety - Patrycja rozłożyła
dłonie. - Jak cię widzą, tak cię piszą.
Garsonki, poza pani rektor, dystyngowany
chód.
Jakbym jeszcze zaczęła spacerować j z
białym pudelkiem to byłby pełny obraz,
dlaczego przypisano mi taką a nie inną ksywkę.

Ubawiła się z własnego opisu siebie.

    - A może wystarczyłoby pospacerować z
mężczyzną i to by spowodowało, że  - Moduski
zrobił pauzę. - Uznaliby, że nie jesteś taka  
niedostępną.

     Fejkiel,  popatrzyła na komisarza a z jej  
twarzy znikał powoli uśmiech.

       - Przepraszam, zagalopowałem się -  
Filip położył rękę na sercu. - Wiem z twojego
programu w internecie, co przeszłaś. Terapia,  
później pomagałaś innym i to spowodowało,
że zapomniałaś o swoich potrzebach,

       - To miłe, co powiedziałeś - lekarka
założyła kosmyk włosów za ucho. -
Prawda jest jednak taka, że ze śmiercią mamy
w jakimś tam stopniu sobie poradziłam  
- pokręciła dłonią i zmrużyła oczy - Czasem  
dopadnie jeszcze melancholia, mimo, że  
to już kilkanaście lat.  

    - Przyznasz jednak, że to miało wpływ na  
twoje dorastanie i miało wpływ na relacje
z rówieśnikami i co za tym idzie, nie miałaś
ochoty na randki.

     Funkcjonariusz czekał na odzew kobiety,
która skupiła się na swej literatce, po której
opuszkiem palca objeżdżała górną krawędź.

     - To wszystko prawda - zaczęła po chwili.  
  - Tylko, że na to jaka jestem a przede
wszystkim, czemu jestem sama - westchnęła.
- Miał wpływ pewien mężczyzna. Który -
przełknęła ślinę i upiła łyk wina. Po czym
dokończyła. - Który mi zrobił krzywdę.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 310 słów i 1600 znaków, zaktualizował 29 cze o 17:16.

Dodaj komentarz