Nic nie pamiętam #228

Nic nie pamiętam #228Lekarka zmitygowała się.
W końcu miała przedstawić człowieka,
który sprawił jej ból, a perorowała jak
zakochana nastolatka po randce marzeń.

    - Trochę mnie poniosło - rozejrzała się  
za siebie. - To chyba ten las i blask
świateł z latarni, które nadają mu  
romantycznej aury.

      - To moja wina - komisarz pogłaskał
kobietę po ramieniu. - Wciąż ci przerywam.
Obiecuję już tego nie robić.

      Patrycja wyprostowała się, nie wiedząc  
jak ma się zachować na taką oznakę
czułości.

      - Wcale ci się nie dziwię.
Jak już chyba zauważyłeś jestem  
mitomanką - roześmiała się.
- Potrafię z małej opowieści zrobić  
dramat w trzech aktach.  
Dobra - uniosła dłoń.
- Postaram się w wielkim skrócie.
Minęło w takiej atmosferze kilka tygodni.
Zdecydowałam się przyjąć jego zaproszenie
na sobotniego grilla w jego domu.
Tam pojawiła się pierwsza rysa na  
tym idealnym porozumieniu.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 164 słów i 909 znaków, zaktualizował 9 lip o 11:40.

Dodaj komentarz