Nic nie pamiętam #105

Nic nie pamiętam #105Gdy w południe Patrycja szła
na swój oddział, dziewczyna zostawała  
przeważnie do obiadu sama.

    Tym razem jednak nie było jej to dane.
Ku jej zaskoczeniu pojawił się w drzwiach  
ten sam policjant, którego miała już nie zobaczyć.

     - Wiem, że nie jestem twoim ulubieńcem -
   powiedział Moduski, na dzień dobry. - Uwierz
   mi, że nie chciałem cię denerwować.
    
     Podszedł bliżej i oparłszy dłonie na poręczy
   kontynuował.

    - Sądziłem, że wiadomości o tym liście czy
      dokumencie i podpisie niejakiego
      Wilhelma, coś Ci nasuną do myślenia, że  
     zaskoczy jakaś szufladka - zaśmiał się. -  
    Wiem, wiem, mówię jak potłuczony ale  
    nie znam się na tym fachowym nazewnictwie
      jak doktor Fejkiel.

    Pacjentka machnęła ręką.

    -  Całe szczęście, że pan nie przyszedł kilka
      minut wcześniej gdy tu jeszcze była bo
   nie ręczyłabym za nią i jej reakcję na pana widok.
   Jest pan u niej na czarnej liście.

      Komisarz pochylił się i szepnął.

      - Powiem ci w zaufaniu, że jak  
     dowiedziałem się, że jest u ciebie to  
     czekałem w holu pół godziny aż pójdzie
     do siebie na oddział.
    
   Dziewczyna parsknęła śmiechem.

     - Serio? - zapytała gdy opanowała chichot.
      - Ale powiem panu, że dobrze pan zrobił.
       Choć sądziłam, że gliniarze to więksi
        chojracy.

     Filip udał zawstydzonego.

   - Czasami i nas strach oblatuje.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 247 słów i 1329 znaków, zaktualizował 21 mar o 19:57.

Dodaj komentarz