Nic nie pamiętam #256

Nic nie pamiętam #256Pamięta dzień gdy stanęła na progu swego domu
by oznajmić, że jest w ciąży.                                                                      
Rodzice Kazka podtrzymywali ją na duchu, obiecywali  
pomoc i to oni nakłonili by oznajmiła to rodzicom.  

Tak strasznie się bała, ich reakcji, tego, co ma  
nastąpić po urodzeniu.                        

      Ojciec nawet nie ukrywał rozczarowania.                                

    - No to nie ma co, piękny upominek mi podarowałaś  
   - oznajmił nim mama zdążyła zasłonić usta.                                    

Miał za kilka dni imieniny i liczył, ze Milena przyjechała
z tego powodu a może i ze skruchą przyznać rację,
że jej ucieczka i to wszystko, co nastąpiło po tym, było
dziecinne i bez przyszłości.                

      - Proszę pana, to moja wina, jako starszy powinienem  
być rozsądniejszy - wziął ją w obronę przyszły narzeczony.  
- Obiecuję, że zrobię wszystko by wasza córka i nasze dziecko  
miało zapewniony byt. Mam pracę a za dwa lata  
postaram się założyć własny interes - uklęknął przed matką.
- Proszę państwa by powierzyli mi swoją rodzoną, bym
od dziś to ja mógł układać sobie z nią wspólne życie.  -                                  
Matka oczywiście się rozpłakała a Franeczko musiała
oprzeć się o ścianę.                                                  

  Na to wspomnienie aż  ją oblał zimny pot i brakło jej  
na moment powietrza.  
Zaciągnęła się październikowym chłodem.  
W tym momencie jak na zawołanie zerwał się wiatr i
kobieta dopiero teraz dostrzegła jak bardzo zmarzła,  
Stojąc bowiem od pół godziny na balkonie, oparta
o balustradę, w samej satynowej koszulce.  
Która po następnym świście pozwoliła by owiał jej  
dekolt, musnął piersi i wdarł się jeszcze niżej  
po samo podbrzusze  
Złączyła  aż kolana, co w niczym nie pomogło.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 306 słów i 1628 znaków, zaktualizował 4 sie o 15:53.

Dodaj komentarz