Nic nie pamiętam #239

Nic nie pamiętam #239Patrycja uśmiechnęła się.

     - Dokładnie to samo mu powiedziałam.
Poprosił bym przez chwilę go wysłuchała a
później odejdzie i nigdy nie zakłóci już mojego
spokoju.

      - I co? Pozwoliłaś mu na to?

      Lekarka rozłożyła dłonie.

     - Mam jedną słabość - zerknęła skruszona
na komisarza. - Lubię fakty. - Poprawiła spódnicę
po czym kontynuowała. - Jego rodzice nie mogli  
doczekać się potomka. Dlatego zdecydowali się  
na adopcję. Gdy zostali zweryfikowani, jego
matka miała trzydzieści dwa lata a ojciec o siedem  
więcej. Lucyna, czyli jego przybrana matka i  
Tadeusz byli przeszczęśliwi z przyjęcia pod
swój dach Jędrzeja.
Po niespełna trzech latach, stał się cud -
Fejkiel uniosła dłonie ku niebu - i zastępcza matka
jednak zaciążyła i urodziła Teresę...

     - No i super - przerwała Filip. - Tylko to nie zmienia  
faktu, że w świetle prawa są rodzeństwem i
mają tych samych rodziców.

     - W świetle prawa - zakpiła kobieta. - To tylko
słowa a życie czasem ma się nijak do dokumentów,
formatów a nawet dogmatów.
Gdy miał siedemnaście lat, był u kolegi z sąsiedztwa
i tam to jego podchmielony tatuś, powiedział:

    - " Ty Jedruś to jesteś swój chłop,
      nie to, co twój zastępczy tatuś" -

        Moduski, pokiwał głową.

    - No tak, na sąsiadów zawsze można liczyć.
       Wyobrażam sobie jak szybko biegł do  
     domu.

    - Dokładnie - przytaknęła Patrycja.
     - Zawsze był niepokorny, więc nie zważał
    na słowa. Zagroził wyprowadzką. I to wtedy  
       ta trzynastolatka, o cztery lata młodsza
     dziewczynka, była jakby mediatorem.
    To Teresa przychodziła i z płaczem prosiła    
      by nie odchodził za rok, gdy będzie  
    pełnoletni.

       - I co? Z tych siostrzanych łez zrodziło się
     uczucie? - funkcjonariusz zaśmiał się z kpiną.
     - No proszę cię! Wcisnął ci kit, a ty łyknęłaś
     jak tiktaki.

     - Nie wtedy. Ona miała trzynaście lat, to było
        dziecko - Fejkiel powiedziała z lekką irytacją.
    
   Nastąpiła chwila ciszy.
   Na niebie wiatr przegonił ciemne chmury i  
   w ich miejscu pojawił księżyc, który swoją
     poświatą rozjaśnił ciemne podwórko.
    Policjant w tym czasie spoważniał a psychiatra
    zaczęła wyjaśniać zawiłą relację jakby miała
     przed sobą pacjenta na kozetce.
  
      - Musisz wiedzieć, że w tym czasie zaczynają się
   przemiany nie tylko w ciele ale i w umyśle.
   Dziewczynki szybciej dojrzewają, wiec ta różnica
    była adekwatna do ich przemian czasowych.
     Przez następne trzy lata obydwoje zaczęli  
    interesować się swym ciałem i płcią przeciwną.
    A mając świadomość wiedzy, w postaci....

      - Braku odziedziczonych chromosomów -  
   dokończył mężczyzna. - Zaczęli śmiało myśleć
    o swych pragnieniach względem siebie.

     - Trochę to uprościłeś - lekarka pokiwała  
      dłonią. - Ale niech ci będzie.
      Jak Teresa miała szesnaście lat to coś z nim
    zaczęło się dziać.  
    Zaczął się jej przyglądać, dostrzegać zarys  
    jej kobiecych atrybutów. Czuł zazdrość wobec jej  
  kolegów i wreszcie gdy zostali któregoś wieczora
     sami, zagalopował się i ją pocałował.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 566 słów i 3051 znaków, zaktualizował 19 lip o 11:24.

Dodaj komentarz