Nic nie pamiętam #115

Nic nie pamiętam #115Lekarka nie mogła wdać się w
dłuższą konwersacje, mimo iż ciekawość
ją niemal zżerała od środka.

Wyszła niezaspokojona z sali by  
przyjąć kolejnego pacjenta, który  
zapewne jest zdziwiony, że tak  
zdyscyplinowana kobieta jaką dała
się poznać Fejkiel, przepadła na  
kwadrans.

    To, co jednak usłyszała od Nadziei,  
  - jak poprosiła by na siebie mówić -
  nasunęło jej pewien pomysł.
  A usłyszała:

   - Wiesz jak to jest z poznanymi na  
portalu, wyobraźnie podsuwa ci wizje
o - dziewczyna uniosła barki do góry. -
No, że to ludzie idealni, bez skazy.
a gdy spotykacie się w realu - pokiwała
głową ze śmiechem. -  Okazują się tacy
sami jak ty. Mają wady, słabości, po prostu
szara rzeczywistość daje o sobie znać.

  Usiadła na łóżku i dodała.

   - Ten Moduski, za pierwszym razem był
     z notesem, strzelał pytaniami a ja  
    poczułam się jak mała dziewczynka
   przyłapana na grzebaniu w portfelu.

      Dziś był sobą, grzeczny, taktowny
   i ja -  raptownie wstała i uściskała
    psychiatrę. -  Patrysiu, czuję, że będzie
   dobrze.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 196 słów i 1054 znaków, zaktualizował 28 mar o 12:40.

Dodaj komentarz