Z pozdrowieniami dla Pani Profesor.
*********************************
Tak jak było do przewidzenia, zagrożony kompromitacją dyrektor już nie zjawił się w szkole. Zamiast niego pojawiła się plotka, że miał zawał i trafił na długotrwałe zwolnienie. W tej sytuacji sukces akcji okazał się połowiczny, bo choć Historyczka została w szkole to nadal zatrudniona tymczasowo. Do czasu ustanowienia nowego pryncypała sprawa była zawieszona. Lekcje historii odbywały się w miarę normalnie i wiszące wcześniej napięcie zamieniło się we wzajemne tolerowanie.
Jednak w szkole dało się zauważyć nerwowość. Intendentka, sekretarka i księgowa kursowały między pokojami z segregatorami i teczkami. W sekretariacie i gabinecie dyrekcji przeprowadzono szybki remont. W któryś wtorek zamiast godziny wychowawczej dzwonek wezwał wszystkich na apel. Nieco zdenerwowana wicedyrektorka przedstawiła zebranym nowego dyrektora szkoły. Jej zachowanie mogło wskazywać, że jest rozczarowana brakiem awansu. Również niektórzy nauczyciele mieli dziwne miny. Przed szereg sprężyście wystąpił mężczyzna w średnim wieku. Od strony gdzie stały najstarsze, maturalne klasy poniósł się szum. Osobnik gromko poprosił o ciszę i jakby przyzwyczajony do natychmiastowych reakcji na swoje polecenia, nie przerywając wypowiedzi, przedstawił się. Janusz jakiś tam, nazwisko ugrzęzło w gwarze. Następnie popierdzielił chwilę o obowiązkach uczniów, podkreślając możliwość uzyskania wiedzy jako wielką zdobycz ustroju. Zalecił to jako wyjątkową atrakcję dla uczniów i podkreślił, że jest to ich jedyne zadanie, z którego będą starannie rozliczani.
Względna cisza, która zapadła po jego pierwszych słowach zamieniła się znów w gwar. Gdy apel się zakończył poczta pantoflowa już niosła wieść. Nowy dyrektor to ten trep ze szkoły im. Ludwika Waryńskiego, który w czasie niedawnego stanu wojennego był wojskowym komisarzem szkoły. Podobno z woja wyleciał za gorzałę i uwiedzenie córki jakiegoś ważniaka. Jednak gdy trafił pod kapelusz partia udzieliła mu kredytu zaufania i „skierowała na odcinek oświaty”. Plotka głosiła też, że poprzedni dyrektor, komisarz i szkolny konserwator robili w czasie stanu wojennego w szkole popijawy. Zmuszali do uczestnictwa niektóre nauczycielki a nawet uczennice. Podobno najbardziej aktywny w nagabywaniu młódek był właśnie zupak. Pasowało to do powodu odejścia z wojska. Również konserwator Zygmunt, zwany Hadesem lub Plutonem miał ciekawą przeszłość. Był kiedyś marynarzem i niewykluczone, że potem służył w Legii Cudzoziemskiej. Mimo wieku sylwetka zdradzała siłę i wysportowanie. Szczęśliwie, gdy po latach wrócił do kraju nie stanął przed sądem za służbę w obcej armii i został nauczycielem w-f. Potem został jednak oskarżony przez kilka uczennic o napastowanie i choć ostatecznie dostał zawiasy lub umorzenie, to do zawodu nie wrócił. Został konserwatorem w tej szkole i prawdopodobnie donosicielem. Unikał uczennic, lubił jednak niektórych uczniów, zwłaszcza tych którzy dostarczali mu Amphorę czy Clan, ulubione tytonie do fajki. Był też nieocenionym źródłem informacji i szafarzem kluczy do piwnic szkoły, która jak przystało na „tysiąclatkę” posadowiona była na schronach.
Historyczka niecierpliwie czekała na decyzję w swojej sprawie. Dwukrotnie próbowała dostać się do nowego szefa, ale nie miał dla niej czasu. Gdy w końcu stanęła na dywaniku była pełna nadziei.
Uczniom tym razem nie udało się niczego podsłuchać, więc postanowili dowiedzieć się u źródeł. Gospodarz klasy na spotkaniu samorządu szkolnego zapytał wprost dyrektora kto ich będzie uczył historii. Odpowiedź była zdawkowa i niczego nie wyjaśniała. Również pani Marta unikała odpowiedzi. Zaczęli więc działać po swojemu. Kupili tytoń i piwo w Pewex’ie i poszli do pana Zygmunta. Stary wysłuchał ich uważnie i skomentował po swojemu – co, podoba się wam ta dupa? No jest niezła, prawda. Ale nie dla was dzieciaki. Musicie poczekać na swoją kolejkę. Póki co Janusz zagiął na nią parol. Pluton używając swobodnie imienia dyrektora podkreślił spoufalenie z nim. Romek pierwszy zorientował się w sytuacji
– Janusz? Znaczy nowy…o żesz kurwa, znowu to samo! A co ona na to?
Tercjan powoli nabijał fajkę z nowej paczki tytoniu.
– Tego nie wiem. Ale słyszałem jak Janusz rozmawiał o niej z Andrzejem. Nie będzie miała lekko.
Następnego dnia chłopcy odwiedzili nauczycielkę w domu. Historyczka wpuściła ich zdziwiona – co łobuzy, stęskniliście się? – patrzyła też czujnie czy czegoś nie szykują, ale nic na to nie wskazywało – nie przyszliście mnie napastować, to po co?
Odezwał się Romek, chłopak w którym się podkochiwała, jednocześnie trochę się bała ale i podziwiała.
– Marta wiemy, że trep coś knuje w twojej sprawie. Podobno rozmawiał o tobie z poprzednikiem. Mów co się dzieje?
– Naprawdę nie wiem. Powiedział, że jak będę miła to się zastanowi nad moją przyszłością. To wszystko – skłamała gładko.
Chłopcy byli zawiedzeni i mocno zaniepokojeni. Współpraca dwóch dyrektorów nie wróżyła niczego dobrego.
Nauczycielka na wszelki wypadek ostro zabroniła im robić czegokolwiek i wyrzuciła za drzwi. Ale zabronić Muszkieterom działania to było jedno, a sprawić by posłuchali to drugie. Akcja zbierania informacji musiała być dyskretna, choć zakrojona na szeroką skalę.
Znajomym i rodzinie opowiadano o nowym dyrektorze, czekając aż ktoś go skojarzy. Póki co odzew był niewielki. Wyszło tylko, że oprócz fiata 125 ma odkupioną z demobilu Nysę, którą ostatnio uruchomił i postawił na sąsiednim podwórku. Obserwacja i zbieranie informacji trwało. Dyrektor parę razy był przy Nysie, wyrzucił z niej rupiecie i zasłonił boczne i tylne okna. Wreszcie przyszli tam we dwóch i chwilę o czymś rozprawiali. Potem jeszcze przyniósł jakiś pakunek i nastał spokój. Wyglądało, że cokolwiek miał do zrobienia w aucie to właśnie to zrobił.
Narada bojowa Muszkieterów odbyła się niezwłocznie. Referował Darek.
– Wygląda, że Nyska jest kluczowa w planie tych kutasów. Musimy ją obserwować gdy dyra nie ma w szkole, bo ciągle nie wiemy dokładnie co planują i kiedy. Tu pomoże babcia Genowefa. Nie ma zbyt wiele zajęć poza poranną wizytą w kościele, a i tak ciągle przesiaduje w oknie. Będzie trzeba odwdzięczyć się starszej pani jakimś prezentem i jakąś przysługą. Kolejny problem to sama Marta. Nabrała wody w usta, więc ją też musimy obserwować. Romek, teraz musisz spotykać się z nią codziennie. Przecież i tak macie na siebie ochotę. Nie jesteś z mydła, nie wymydlisz się. Jak odmówi będzie to sygnał, że coś ma w planach. Jest też dobra wiadomość. Okazuje się, że cieć jest od dawna szantażowany przez naszych bohaterów i chętnie się odegra. W mojej rodzinie jest prawnik, który ma paru klientów jakich nam trzeba i zgodził się pomóc. Kontakt jest już nawiązany, są chętni do zarobienia kasy. Fundusze?
Romek odezwał się pierwszy – Mam kasę z budowania dachów latem. Ktoś się dorzuci?
Darek spokojnie powiedział – Muszkieterowie dorzucą się, wszyscy. Muszkieterki też. Na początek powinno wystarczyć. Resztę zapłacą oni.
Marta wychodząc ze szkoły skręciła w zaułek aby sprawdzić czy Fiat dyrektora jeszcze tam stoi. Placyk był pusty, czyli to naprawdę dziś. Przecież wiedziała, lecz wolała się łudzić. Gdy chciała zawrócić czyjeś silne ręce ją chwyciły, na głowę wpadł worek z ciemnego materiału i została poniesiona w nieznane. Rozszedł się dziwny zapach, który był jej już skądś znany. Napastnik bez problemu niósł jej czterdziestopięciokilogramowe ciało. Została rzucona na jakiś mebel, na szczęście miękki. Szept kazał być jej cicho, i nie wzywać pomocy. Została sama, zamknięta w ciemności. Oprawca przed wyjściem, rzucił by dla własnego dobra siedziała jak mysz pod miotłą. Nie była związana a worek dał się łatwo zdjąć z głowy. Przez szpary w drzwiach sączyło się trochę światła. Podbiegła do drzwi próbując je otworzyć. Solidne drzwi dały się odrobinę uchylić ale z wierzchu coś je blokowało. Przez szparę zobaczyła nieznane pomieszczenie z kolejnymi drzwiami. Zrozumiała, że nikt jej nie usłyszy. Z nudów poprawiła potarmoszone w czasie zajścia ubranie i usiadła na wielkim fotelu znajdującym się w pomieszczeniu. Co dziwne, nie był zakurzony.
Atrakcyjnie, wręcz wyzywająco ubrana dziewczyna wchodziła przechodziła przez bramę kamienicy. Chustka na głowie nie pasowała do mini i pończoch ze szwem oraz szpilek. Być może stanowiła ochronę fryzury przed wiatrem. Dziewczyna spojrzała z namysłem na starego busa stojącego na podwórku. Brud uniemożliwiał nawet odczytanie tablic rejestracyjnych. Można by pomyśleć, że ktoś nie lubiący właściciela zemścił się na aucie, obrzucając je błotem. Lub celowo zatarł znaki na tablicach. Boczne drzwi były niedomknięte. Gdy kobieta w chustce mijała auto, drzwi otworzyły się i ktoś zarzucił jej na głowę worek, a ją samą wciągnął do auta. Jeden z napastników odezwał się przysuwając do niej twarz, ziejącą odorem wódki: – myślałaś kurwo, że znów dam się podpuścić? Teraz pojedziemy do lasku się zabawić i nikt się nie nawet domyśli gdzie jesteś. A jak zaczniesz się stawiać, to cię tam zostawimy gołą. Jasne?
Dwóch mężczyzn trzymało kobietę a trzeci usiadł za kierownicą i pojechali w stronę pobliskiego lasku. Było to ulubione miejsce spotkań młodzieży i par szukających samotni. Zaparkowany na uboczu samochód nie przyciągnie tam niczyjej uwagi. Kierowca i pasażerowie byli tak przejęci sprawą, że nie zwrócili uwagi na szarego Seata 850, który mimo podeszłego wieku dziarsko podążał za nimi. Porzucił ich dopiero gdy skręcili w boczną drogę.
Gdy się zatrzymali ofiara potulnie potaknęła zmienionym ze strachu głosem – będę grzeczna panie dyrektorze, tylko mnie nie bijcie. Prośba odniosła odwrotny skutek i w tym samym momencie otrzymała dwa ciosy. Najstarszy z porywaczy mruknął coś, co mogło być wulgaryzmem w obcym języku, wyszedł z auta i zniknął pozostawiając tylko ulotny aromat fajkowego dymu. Dwaj pozostali katowali dziewczynę jeszcze przez chwilę, a potem na zmianę gwałcili.
Rechotali też i komentowali swoje działania – Nie widzisz tego ale nie zakładamy gumek. Jak ci się poszczęści to będziesz miała dyrektorskiego bękarta.
Gdy kobieta chciała protestować i krzyczeć dostawała kolejnego kuksańca lub pociągnięcie ciężkim wojskowym pasem.
W końcu mężczyźni zaspokoili swe żądze i zaczęli żartować z ofiary – masz trochę szczęścia, że Zyga zrezygnował, pewnie już mu nie staje. A może mu się nie podobasz?
Marta siedziała nieruchoma ze strachu. Powodem jej przerażenia nie było porwanie a to dziwne pomieszczenie. Od dziecka bała się odciętych od świata, zapomnianych pomieszczeń. Wyobrażała sobie, że czają się w nich tajemnicze i groźne byty. Była już prawie dorosła, gdy zrozumiała czego się boi i jednocześnie pragnie. Nieokreślone stwory zaczęły przybierać postać trolli ze skandynawskich legend lub potworów z mackami. Gdy dłużej o tym myślała postacie unieruchamiały ją a ich zachowanie było otwarcie erotyczne. Było to tak sugestywne, że brakowało tylko impulsu by przerażenie przeszło w rozkosz. Z letargu obudził ją dźwięk otwieranych drzwi. Do środka wszedł mężczyzna z fajką w zębach. Marta była bardzo zdziwiona – Hades…, znaczy pan Zygmunt? Ale co pan tu robi? Spóźnię się na spotkanie!
Poderwała się aby go wyminąć, jednak odbiła się od potężnej sylwetki. Konserwator spokojnie zamknął drzwi i przesunął skobel. Droga ucieczki była odcięta.
– Spokojnie pani psor. Uratowałem panią od tych dwóch złamasów. Pobili by panią i zgwałcili. Ces deux idiots jednak zadarli z niewłaściwymi ludźmi i pewnie sami mają teraz kłopoty. A pani jest mi teraz coś winna.
Nagle zmienił ton wypowiedzi – Od dawna obserwuję jak mnie kokietujesz. Zasze pod moją dyżurką bardziej wypinasz cycki i dupę, a szpilki głośniej stukają. Myślisz mała, że nie wiem po co to robisz? Teraz będziesz miała okazję spełnić marzenia.
Chwycił ja jak lalkę i rzucił na biurko. Sięgnął ręką zadzierając obcisłą spódnicę. Rozległ się lekki trzask gdy materiał odsłonił krocze aż do pępka.
– Rozłóż teraz nóżki i pokaż co masz dla mnie. Nie bój się, ja cię przynajmniej nie pobiję.
Przerażona kobieta zrozumiała, że wpadła z deszczu pod rynnę. Zrezygnowana patrzyła jak Hades rozpina spodnie. Podświadomie zarejestrowała, że starszy pan ma sporo do zaoferowania. Drgnęła gdy odsunął materiał majteczek i odszukał łechtaczkę. Przerażenie minęło i zdziwiona Marta poczuła, że ta zabawa może jej się spodobać. Gorączkowo zastanawiała się jak pokierować zabawą by osiągnąć spełnienie. Gdy chwyciła ręką za penisa, mężczyzna mruknął z aprobatą.
– No widzisz? Słyszałem jak te łobuzy od Romka mówiły o tobie. Szukasz mocnych wrażeń i dziś je dostaniesz.
Zerwał z niej majtki i gwałtownie odwrócił ją na brzuch. Zrobił to z siłą, która ją przeraziła. Krzyknęła gdy natarł na jej pochwę. Czuła jak ją rozpycha i wypełnia sobą. Silne, gwałtowne ruchy powodowały pulsowanie nawet skroniach. W dole jej brzucha budowało się napięcie, które rosło z każdym pchnięciem. Gdy już oczekiwała spełnienia, kolejny ruch podnosił granicę. Traciła chwilami rytm bo pchnięcia następowały częściej i były szybsze. Brakowało jednak bodźca, który wyzwolił by orgazm. Hades jakby odczytał jej oczekiwania i dwa mocne klapsy spadły na napiętą skórę na pośladkach. Pomyślała o postaci z ostatniego snu, która penetrowała jej delikatne ciało wielkim i dziwacznym narządem. To było to! Krzyknęła z bólu i w tym momencie spłynęła na nią rozkosz. Brutalna, wręcz bolesna rozkosz. Taka jakiej pragnęła.
Gdy fala minęła mężczyzna cofnął się, prezentując ciągle sterczące prącie. Pozwolił jej zsunąć się z biurka i przyciągnął do siebie siadając na fotelu – dokończ – pociągnął ją w dół.
Zrobił to delikatnie aczkolwiek stanowczo. Nauczycielka niechętnie rozchyliła usta a natarczywy penis wcisnął się prawie ją dławiąc. Chwyciła go ręką ograniczając dalsze zgłębianie jej buzi. Ciężka dłoń na jej głowie nadała rytm. Na szczęście Zygmunt był mocno podniecony i już po chwili poczuła gorzki smak w ustach. Zakrztusiła się ale ulżyło jej, że już po wszystkim. Stary zapiął spodnie i podał jej paczkę chusteczek.
– Rozmazałaś się trochę. Jesteśmy kwita. Ale jak byś chciała powtórzyć, to wystarczy jak znów zaczniesz się prężyć przed dyżurką. I potrenuj z młodym obciąganie. A to za zniszczone dessous – położył na blacie 20 dolarów i odblokował drzwi.
Dyrektorzy wypchnęli dziewczynę z auta, prosto pod nogi młodzieńca w czarnym skórzanym płaszczu, takiż lakierkach i czarnych spodniach. Wytwornie odziany mężczyzna zdjął worek z głowy ofiary i z dezaprobatą popatrzył na prawie nagą kobietę z krwawiącą wargą i podbitym okiem. Pręgi po pasie na udach też nie dodawały jej uroku.
– Kurwa, to nie jest ta suka, Marta – skonstatował Andrzej
– Dopiero teraz się zorientowałeś? Mówiłeś, że przecież znasz ją dobrze – odrzekł Janusz
– Miała chustkę na głowie a potem worek. A jej dupy nie zapamiętałem.
Młody człowiek podniósł głowę na zaskoczonych dyrektorów i warknął – kobiet nie wolno bić do krwi, nie było takiej umowy.
– Chuj cię to obchodzi – odszczeknął Janusz – i w ogóle co to za ździra?
– To Klaudia, jedna z moich najlepszych aktorek. Wynajęliście ją do odgrywania roli ofiary napadu, ale o uszkodzeniach nie było mowy. Dopłacacie po 100 dolców w ramach przeprosin dla pani.
– Spierdalaj alfonsie, bo i ty dostaniesz po ryju! – trep jeszcze nie pojmował sytuacji.
Mężczyzna w skórzanym płaszczu cofnął się robiąc miejsce dwóm, nieco swobodniej ubranym młodzieńcom, którzy wepchnęli się do auta. W oknie przy lewych drzwiach Nyski pojawiła się kolejna postać.
Andrzej sięgnął pod siedzenie auta, ale nie zdążył nic wyjąć bo cios w twarz zamroczył go na chwilę. Drugi z niefartownych gwałcicieli dostał w żebra ręką obutą w szpadrynę. Z drugiej strony do auta wszedł trzeci ochroniarz i zaczął rozdzielać leżącym kopniaki. Alfons patrzył z beznamiętnie jak mężczyźni wiją się, próbując uniknąć ciosów. W końcu nakazał przerwać zabawę.
– Mówię po raz ostatni, dopłacacie po stówce papieru i jeszcze stówę dla chłopaków, za fatygę! Bo powtórzymy lekcję! Wywracać kieszenie, no już!
Poturbowani wyjęli portfele i wysypali wszystko co mieli. Młody człowiek spojrzał krytycznie na banknoty. Już nabrał powietrza gdy wtrąciła się prostytutka – Waldi daj im spokój, to golasy. A ja nie pierwszy raz dostałam lanie. Mnie nic nie będzie, a im to jeszcze nie wiadomo, bo tak im było pilno do mojej cipy, że nie założyli gumek. No i teraz mają czym się martwić.
Alfons zgarnął pieniądze i zażądał kluczy i dowodu od auta – to biorę w ramach rekompensaty. Jakiś badylarz chętnie kupi. A wy najlepiej zmieńcie powietrze, tutejsze wam nie służy. Chłopaki zmotywujcie ich trochę.
Odgłosom uderzeń zawtórowały jęki.
Marta jak oparzona wpadła na schody wiodące ze schronu na szkolny korytarz. Na półpiętrze opanowała się trochę i skierowała w kierunku wyjścia. Czuła się trochę winna ale ważne było, że jej chłopcy tym razem o niczym nie wiedzieli. Po chwili była już przed szkołą. To co zobaczyła zachwiało jej pewnością. Na murku przed szkołą siedziała zgraja młodzieży i bezwstydnie szczerzyła w uśmiechach zęby – Do widzenia pani profesor!
Plotki o dziwnych wydarzeniach z udziałem dyrektorów pojawiły się prawie natychmiast. Ktoś też chyba doniósł do kuratorium i milicji. Oficjalne śledztwo, z powodu braku ofiar i świadków nie ruszyło z miejsca. Jednak fala umiejętnie podsycanych plotek spowodowała, że obaj panowie byli spaleni w oświacie. Przynajmniej w tym mieście.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Historyczka
Nie przestaję sobie wyobrażać jak jestem wywieziona do lasu...
RomeT
@Historyczka 😁
Historyczka
@RomeT

Lub jak kołyszę biodrami, a następnie poprawiam pończochę, przechodząc nieopodal opisanego tak szczegółowo pana...