(Trochę kłopotów rodzinnych, trochę seksu, trochę „magii”...)
PONIEDZIAŁEK
W majowe poniedziałkowe przedpołudnie nad rzeką jest pusto i raczej cicho. Wczoraj na nadrzecznej plaży było trochę ludzi, dzisiaj we wsi słychać tylko szczekanie psów i odgłosy zwierząt w gospodarstwach; dzieci i młodzież są w szkołach, dorośli na polach lub w pracy. Kobieta wędrująca wzdłuż rzeki ma święty spokój. Przyszła tu właśnie dla niego, bo chce na spokojnie przemyśleć parę spraw.
Odkąd sięga pamięcią, rzeka życzliwie wspierała ją w zabawie, nauce i właśnie w trudnych chwilach. Kiedyś przyjeżdżała tu z rodzicami do domu ciotki i wujka, spędzała część wakacji chlapiąc się w rzece z koleżankami ze wsi i wymieniając z nimi najgłębsze dziecięce tajemnice. Nad rzeką zawsze rozmawiało się najlepiej i najszczerzej: o nauce, o rodzinie, o szczęśliwych i nieszczęśliwych miłościach, o planach na życie; najlepsze pomysły przychodziły do głowy właśnie tutaj. Potem wpadała tu nieraz na parę dni z podręcznikami ucząc się do egzaminów na studiach. Później przyjeżdżała w życzliwą gościnę ciotki z mężem, wreszcie z mężem i córką.
„Dlaczego nie ostrzegłaś mnie, rzeko mojego dzieciństwa? Dlaczego nie podpowiedziałaś pytań, które powinnam była zadać i wyegzekwować szczere odpowiedzi? Tyle kamyków wrzuciłam w twoje wody przez te lata, koniecznie lewą ręką przez lewe ramię, bo taką tajemnicę zdradziła mi tutejsza przyjaciółka ze trzydzieści pięć lat temu: że rzeka spełni życzenie albo udzieli rady, jeśli wrzucisz do niej kwadratowy kamyk przez lewe ramię. Pomagałaś mi w pierwszych miłościach i pierwszych smutkach, a teraz zawiodłaś.”
Po chwili ma ochotę postukać się w głowę. ”Taaa, jasne, to rzeka jest winna? Nie ty, nie twoje staranne niezauważanie niepokojących sygnałów: jego nadgodzin, późnych powrotów z pracy, coraz rzadszego i coraz bardziej rutynowego seksu, awanturek o byle co?”. Jak to śpiewał Breakout lata temu? ”Widziałam dziś jak szedłeś z nią, nie pierwszy raz; słyszałam jak mówiłeś jej nie raz, nie dwa, że ją kochasz i że nikt o tym nie wie, tylko wy”.* A nie, zaraz, przecież było odwrotnie, i w piosence i w życiu! Wszyscy widzieli i wszyscy wiedzieli, tylko nie ona. Dzisiaj na nadrzecznej plaży przeklina męża, który parę miesięcy temu pozostawił ją dla o połowę młodszej współpracownicy z firmy i wkurza się na swoje puste życie – puste rozmowy w pracy, puste mieszkanie, puste łóżko, nadchodzące puste lata.
Kobieta jest ładna i ma zgrabną sylwetkę, choć nie jest całkiem szczupła, ma wydatne piersi, spod spódnicy do kolan targanej nadrzecznym wiatrem wyglądają zgrabne opalone nogi. Trochę się garbi, jakby pod ciężarem myśli. Ciemne długie włosy spięła niedbale z tyłu. Wygląda z daleka na trzydzieści pięć, może czterdzieści lat, ale jej twarz widziana z bliska podpowiada wyższy wiek: zmarszczki blisko oczu nie pochodzą od śmiechu, w smutnych oczach brak energii, kąciki ust chwilami wyginają się w dół.
Wędruje plażą z opuszczoną głową, raz bliżej nadrzecznego wału, to znów bliżej wody. „Plaża” to zresztą słowo trochę na wyrost: to kilkumetrowej szerokości pas piasku przetykanego kamieniami i patykami. Czasem zatrzymuje się aby podnieść jakiś szczególnie ładny kamień, który i tak po chwili upuszcza, lub ochłodzić ręce w nurcie. „Tylko w tobie mogę, rzeko dawnych dni, tylko w twojej wodzie mogę ból zmyć z moich rąk, rzeko dzieciństwa” ** - przypomina sobie słowa piosenki, którą jej ojciec i wujek Zygmunt nucili przy ognisku nad rzeką. Przeszła już połowę odległości między jednym a drugim zejściem z wału nad rzekę, obracając w głowie słowa „mąż”, „córka, „kochanka”, „wina”, a czasem też „sąd”, „rozwód” i „pozew”, ale te ostatnie budzą w niej lęk. „Spójrz prawdzie w oczy, nawet rodzina cię nie wesprze. Matka podczas każdej rozmowy niby mimochodem stwierdza, że „u nas w rodzinie nigdy nie było rozwodów”, starsza siostra mamy zaciska wargi, gdy słyszy o zdradach i romansie, bo „Jak o niego dbałaś, no jak? Pewnie słabo dbałaś, więc znalazł lepszą”. Puste mieszkanie, puste łóżko, puste łóżko, puste łóżko, nie, kurwa, nie zniżę się do kupowania wibratora i innych takich, taaa, nie zniżysz się, a widzisz jakąś kolejkę chętnych absztyfikantów do ciebie, baby ponad czterdziestoletniej, porzuconej, ale nierozwiedzionej?” i ten kołowrotek myśli w końcu zmusza ją do zatrzymania się, bo garbi się, zakrywa twarz rękami i chce jej się płakać.
Wreszcie opanowuje się i oddycha głęboko parę razy; rozgląda się dookoła i nagle przekrzywia głowę i mruży oczy z zaskoczeniem. Po lewej stronie, gdzie wał nadrzeczny tworzy jak gdyby wnękę ocienioną przez wielkie drzewo dostrzega mężczyznę. Leży na wznak na kocu, opiera głowę o duży plecak, wyglądający na ciężki i wypchany. Kobieta mimowolnie robi parę kroków w jego stronę. Przygląda mu się dokładniej, ale to nikt ze znanych jej sąsiadów, zresztą oni w tygodniu nie mają czasu na relaks nad rzeką. Zauważa sandały na grubej podeszwie, rozpiętą czerwoną flanelową koszulę, ciemne spodnie… ”Zaraz, gdzie on ma te spodnie? Nie na nogach, leżą obok, zahaczone na jednej nodze! O matko, on się onanizuje!”. Kobieta szeroko otwiera oczy, ale nie, wzrok jej nie myli. Mężczyzna powoli porusza ręką masując sobie przyrodzenie i… patrzy na nią!
„Cholerny zboczeniec, ja ci zaraz pokażę straszyć ludzi gołym kutasem!”. Kobieta przypomina sobie o komórce w kieszeni spódnicy. Zadzwoni na policję i powiadomi ich o facecie, który… zaraz, ale właściwie to… ”przecież nie łazi goły po plaży, tylko leży w ustronnym miejscu, nie bulwersuje ludzi, bo tu w ogóle nie ma ludzi” to wyobrażenie ekshibicjonisty rozpaczliwie usiłującego znaleźć sobie widownię nieoczekiwanie ją rozśmiesza. Szybko zakrywa usta dłonią, żeby to ukryć. ”Niewiele brakowało, a przegapiłabym go. Zresztą… rzeka nie takie numery na plaży już widziała, męskie, damskie i mieszane...”. Przypomina sobie, jak w wakacje po siódmej klasie razem z dwiema koleżankami z otwartą buzią i rękami w majtkach podglądały zza krzaków chłopaków kąpiących się na golasa; jak dwa lata później brat jednej z tych koleżanek dawał jej tutaj, na plaży pierwsze, nieśmiałe lekcje miłości fizycznej; i jak po maturze niechcący nakryły, we dwie z przyjaciółką, starszych państwa baraszkujących na kocu w krzakach i nie mogły wyjść ze zdumienia, że „sześćdziesięciolatki jeszcze to robią, tacy starzy ludzie?!”.
Jak zahipnotyzowana podchodzi do koca. W myślach nazywa mężczyznę Wędrowcem, bo opalenizna, podniszczony plecak i znoszone sandały sugerują długą wędrówkę. On spokojnie patrzy na nią z dołu, na ustach pojawia się jakby ślad uśmiechu, jego oczy przesuwają się po jej postaci od stóp do głów. ”Mam się go bać? Chyba go nie podniecam? Jest przystojny, znacznie młodszy ode mnie, na co trzydziestolatkowi czy trochę starszemu taka stara baba? Chyba że jest bardzo wyposzczony? A może to jednak ekshibicjonista i potrzebuje widowni? Ale chyba się na mnie nie rzuci?” Nie wie, co ma robić. Dzwonić na policję? Przecież facet pójdzie sobie zanim tu dojadą. Odwrócić się plecami do niego i iść dalej, jak gdyby nigdy nic? Trochę to niebezpieczne… Zostać i ot, tak popatrzeć sobie na jego orgazm folgując tak zwanym chuciom? ”Cholera, to miał być spokojny spacer nad rzeką!”. Tymczasem stoi i patrzy na dłoń mężczyzny masującą kutasa. I wtedy… Wędrowiec przestaje się samozadowalać, przesuwa się na kocu trochę w prawo i patrząc jej w oczy drugą dłonią poklepuje kilkukrotnie koc przy swoim lewym boku.
Kobieta wchodzi na koc ”Zwariowałaś, kobieto? Co ty robisz? Wielomiesięczna posucha rzuciła ci się na mózg?”, patrzy z góry w oczy mężczyzny, niebieskie? a może szare? nie widzi dokładnie, bo promienie słoneczne i cień liści na przemian padają na jego twarz; wreszcie klęka na wysokości jego bioder i siada na podwiniętych nogach. Spódnica podsuwa się trochę do góry odsłaniając jej kolana i kawałek ud. Wędrowiec zerka na odsłonięte nogi i podejmuje znów akcję; nie dotyka kobiety, patrzy tylko na nią, chwilami przymykając oczy na dłużej i pomrukując. Wtedy kobieta śmielej przygląda mu się z bliska. Jest wyższy od niej, ma ciemne włosy, przystojną twarz z kilkudniowym zarostem, tors umięśniony w sam raz, nie jak kulturysta ale jak ktoś, kto trochę dba o siebie, płaski brzuch, żadnych tatuaży. Niżej… Kobieta mimowolnie oblizuje wargi widząc ciemne włosy łonowe i erekcję, czuje znajome mrowienie w dole brzucha. ”Opanuj się! Użyj sobie trochę, popatrz na ładnego gołego faceta, bo nie wiadomo kiedy znów się przytrafi okazja, a potem pomachaj mu na pożegnanie i pa!”.
Zajęta obserwacją krocza mężczyzny nie zauważyła, że otworzył oczy i obserwuje ją uważnie. Z uznaniem przygląda się piersiom, skanuje jej profil, lekko zwilża wargi językiem patrząc na jej tyłek. Potem znów przestaje robić sobie dobrze, i nieoczekiwanie podkłada sobie obie ręce pod głowę układając się wygodniej. Przekrzywia trochę głowę, a ten gest razem z lekko podniesionymi brwiami i leciutkim uśmieszkiem wygląda jak… wyzwanie?
Kobieta rozgląda się na boki i w kierunku rzeki; nikogo tam nie ma. ”Naprawdę mi odbija! Ale… Kiedy ostatnio dotykał cię jakiś facet? Kiedy ty kogoś dotykałaś? A, pierdzielę, nikt nie widzi!” – stwierdza w końcu zadziwiając sama siebie, wyciąga lewą rękę i dotyka naprężonego członka. Najpierw głaszcze go, wyczuwa jednocześnie twardość ciała i miękką, jakby aksamitną skórę; potem obejmuje go, jest średniej długości, ale chyba trochę grubszy niż te, które miała. Wędrowiec reaguje na dotyk przeciągłym westchnieniem i uśmiechem zachęty. Kobieta zaczyna poruszać dłonią; takie pieszczoty nie są dla niej nowością, wiele razy dogadzała mężowi ręką i ustami, gdy nie mogli kochać się zwyczajnie. ”No cóż, tego też nie docenił, a może ta nowa daje mu nawet podczas okresu?” Zaciska dłoń nieco mocniej, patrząc z ukosa na mężczyznę, ale on nie krzywi się z bólu, leży spokojnie i chyba czeka na dalszy ciąg, więc zaczyna rytmicznie ruszać lewą ręką, a prawą dłoń opiera na jego piersi. Wyczuwa szybkie bicie serca, jest już chyba mocno podniecony, ale to zrozumiałe, przecież zabawiał się ze sobą już przed jej przyjściem. Przesuwa paznokciami po jego piersi, Wędrowiec reaguje na to westchnieniem i odchyleniem głowy do tyłu.
Kobieta zmienia ręce, teraz porusza członkiem prawą dłonią, a lewą masuje uda mężczyzny, sięga też do woreczka z klejnotami i pieści go delikatnie. Mężczyzna mruczy przeciągle, a jej przychodzi do głowy szaleńcza myśl o bardziej zaawansowanej pieszczocie. Znów patrzy w kierunku wody i rozgląda się po okolicznych zaroślach, na szczęście bardzo kolczastych. ”Raz kozie śmierć, może to ostatni raz przed trzydziestoletnią posuchą? Stuknij się w łeb idiotko... – karci się w duchu po chwili – ”...nie ma się z czego śmiać, ta perspektywa jest całkiem realna!”.
Przestaje walić mu konia, przesuwa się na kocu w kierunku jego głowy i pochyla w kierunku członka. Ujmuje go dłonią i obejmuje ustami, zaczyna lizać żołądź. Wędrowiec ze świstem wciąga powietrze, a kiedy ona zaczyna ruszać głową i połykać go niemal całego, kładzie dłoń na jej plecach i przesuwa po nich palce. Bluzka jest cienka, kobieta dobrze czuje przez nią mocny i przyjemny dotyk palców i paznokci. ”Skąd on wie, że ja to lubię? O matko, i cipa mi wilgotnieje!” Skupia się na obciąganiu, rytmicznie porusza głową w górę i w dół, połyka całego członka i wypuszcza go z cmoknięciem, albo masuje go ręką, a ustami pieści tylko żołądź. Po kilku minutach słyszy coraz szybszy oddech i nagle mężczyzna przesuwa dłoń z jej pleców i kilkukrotnie lekko klepie ją po ramieniu. W tym samym momencie kobieta czuje pierwsze pulsowanie członka, więc wypuszcza go z ust i zaczyna szybko masować jednocześnie ściskając. Wędrowiec wygina się, biodra idą do góry, głowa do tyłu, a z ust wydobywa się głośne „Aaaghghgh!” i w tym momencie kutas wypluwa na brzuch i klatkę piersiową kilka strug spermy. Kobieta przestaje ruszać ręką dopiero chwilę po tym, gdy wytryski całkiem ustają.
Przez długą chwilę oboje pozostają nieruchomi. Wreszcie Wędrowiec otwiera oczy, patrzy na nią z uśmiechem, po czym sięga gdzieś za siebie po zielony ręcznik, który, jak się okazuje leży koło plecaka. Wyciera nim dokładnie brzuch i pierś, odkłada na bok, po czym nieoczekiwanie ujmuje dłoń kobiety i delikatnie całuje jej wnętrze, które jeszcze przed chwilą ocierało się o jego członka. Teraz ona odczytuje z jego twarzy odprężenie, ale i wdzięczność.
Kobieta uśmiecha się niepewnie, bo chwile ekscytacji minęły i teraz czuje się zwyczajnie głupio; w końcu właśnie obciągnęła druta nieznanemu mężczyźnie, którego widzi pierwszy raz w życiu i pewnie ostatni, skoro on nie jest stąd. Powoli wstaje, poprawia spódnicę; rozgląda się uważnie dookoła, ale wokół nadal nie ma nikogo. Wędrowiec patrzy na nią z dołu; leży na wznak, z jedną ręką pod głową i nie robi najmniejszego ruchu, żeby zakryć swoją nagość. Kobieta wykonuje nieokreślony gest dłonią w jego kierunku, coś w rodzaju zakłopotanego „No to na razie, było miło, to ja już sobie pójdę”. Odwraca się chcąc przejść po kocu i wyjść spod drzewa w kierunku rzeki. W tym momencie on siada, unosi rękę i kładzie dłoń na jej nodze, z tyłu, pod kolanem, ściska lekko. ”Aaach… Co on robi? Żaden mężczyzna w moim życiu nie zainteresował się dłużej tym miejscem, wszyscy łasili się tylko na cycki i cipę, skąd on wie, że jest tak wrażliwe?” Jej ciało zastyga i napręża się, jakby krzyczało „Czemu chcesz już iść, zostań jeszcze chwilę, może wydarzy się coś dobrego?”
Wędrowiec podnosi się, klęka przy niej, przesuwa obiema dłońmi po jej nogach do góry, po łydkach, pod spódnicę po udach, coraz wyżej. Wsuwa dłonie pod majtki z tyłu i na chwilę zaciska je na pośladkach. Potem niespodziewanie wyciąga jedną dłoń i rozpina guzik i suwak spódnicy na biodrze. Spódnica opada na koc. Kobieta instynktownie zasłania łono obiema dłońmi, patrząc na mężczyznę z góry. On łapie z nią kontakt wzrokowy i nie zważając na jej dłonie chwyta za gumkę majtek i zsuwa je w dół, a kiedy są na kostkach, ujmuje jej dłonie i odsuwa je na bok. Kobieta zaczyna oddychać szybciej, nerwowo rozgląda się wokół.
W tym momencie przeszywa ją mocny impuls przyjemności: to Wędrowiec dotyka językiem jej najczulszego punktu. Dotyka drugi raz i zaczyna wiercić tam końcem języka, kobieta gwałtownie odrzuca głowę do tyłu i jęczy głośno. „To niemożliwe! Kim on do diabła jest, jasnowidzem? Jednym dotknięciem pod kolanem zatrzymał mnie i sparaliżował przyjemnością, a teraz pierwszym dotykiem języka trafił w najczulsze miejsce mojej cipy? Nawet mój żałosny małżonek po latach nie potrafił dobrze obchodzić się z tym miejscem, a ten...”
Wędrowiec opuszcza obie dłonie wzdłuż jej nóg i kładzie je pod kolanami; fale gorąca znowu nadchodzą. Ale on nie masuje tylko naciska dość mocno i zmusza ją tym do ugięcia nóg, do opuszczenia się niżej, zsunięcia majtek z nóg i wreszcie - do umoszczenia się gołymi nogami i odsłoniętą cipą na jego wysuniętych udach. Siada więc na nich, trzyma ręce na jego ramionach i wmawia sobie, że to konieczne dla utrzymania równowagi.
Twarz Wędrowca jest dokładnie na wysokości jej piersi. Mężczyzna bez wahania rozpina guziki bluzki i rozchyla ją. Kobieta dopiero wtedy przypomina sobie, że nie ma stanika, nie założyła go ze względu na upał, a i tak nie zamierzała się kąpać. Czuje pierwszy dotyk na swoich dużych piersiach, mężczyzna obejmuje je i zaczyna masować, nie za mocno, właściwie w sam raz, żeby znów obudzić wilgoć w jej kroczu. ”Znów to samo, pierwszy dotyk cycków i od razu pierwsze trafienie, sutki już mi twardnieją, jak on to robi, jasnowidz pieprzony?!”. Kobieta odchyla się do tyłu, a dłonie i język mężczyzny zaczynają wariować na jej piersiach; obejmuje i masuje je, pieści twarde sutki językiem i ściska je pomiędzy palcami, wreszcie przesuwa dłonią pod piersiami, po miejscu, które u niej jest bardzo wrażliwe ale zazwyczaj ukryte i niedotykane. Kiedy kobieta jęczy, on dopiero teraz obejmuje ją, nachyla ku sobie i pierwszy raz całuje w usta. Ona bez wahania rewanżuje mu się tym samym, atakuje jego język swoim, przygryza delikatnie jego wargi. Czuje lekki posmak mięty; ”Żuł gumę? Mył zęby w rzece miętową pastą? A co mnie to…?”
Po tysiącu lat pieszczot piersi i ust mężczyzna podnosi się i podtrzymując kobietę zsuwa ją ze swoich kolan na koc. Kładzie ją tam na wznak, w rozchełstanej bluzce ukazującej mu piersi, które teraz rozłożyły się trochę na boki, z rozłożonymi gołymi nogami. Nie może ich zsunąć, bo mężczyzna klęka, a potem układa się wygodnie między nimi i zaczyna całować jej pachwiny, wzgórek i wąski pasek włosów łonowych. Kiedyś dbała o fryzurkę w tym miejscu, chcąc skusić nią małżonka do bardziej zaawansowanych pieszczot, ale od kilku miesięcy dała już sobie spokój, bo po co, dla kogo się starać? Wędrowca chyba to nie zraża, bo masuje palcami jej włoski, uda i pachwiny, wreszcie zaczyna pieścić językiem wargi sromowe, które już się rozchyliły w wilgotnym oczekiwaniu.
Kobieta kładzie dłoń na jego głowie ale nie musi go ani zachęcać ani powstrzymywać, on bez żadnych jej sugestii potrafi zrobić z jej cipą i łechtaczką wszystko! I robi! ”Dlaczego dopiero teraz spotykam kogoś takiego? Dlaczego nie w ogólniaku, nie na studiach? No dobra, bez przesady, nie miałam tych facetów aż tak wielu przed mężem, niektórzy naprawdę byli w tym dobrzy, na seks z mężem ogólnie też nie mogłam narzekać, ale coś takiego?!” Znów jęczy czując jego język wsuwający się głęboko, penetrujący ją, i dłonie masujące uda. Potem język długo wymienia się miejscami z palcami, język w środku, palce na łechtaczce, palce w środku, język wyżej na czułym koraliku, jej uniesione i rozchylone nogi dają mu pełen dostęp.
Wreszcie biodra kobiety unoszą się w powietrze, Wędrowiec klęczy przy niej, palcami jednej dłoni pieści ją od środka, a drugą dłonią dotyka łechtaczki, znów z idealnym naciskiem i tempem; kobieta chwyta ręcznik porzucony przez niego i zatyka sobie usta tłumiąc wycie, które pieszczoty kochanka wyrywają z jej gardła. Czas na chwilę zatrzymuje się dla niej, liczy się tylko orgazm, soki spływające po jego palcach i ciepło męskiego ciała obok niej.
Wędrowiec odsuwa ręcznik z jej twarzy i powoli odgarnia włosy. W jego wzroku i lekkim uśmiechu jest czułość i satysfakcja z jej radości i przyjemności. Kładzie się obok niej i wsparty na łokciu obserwuje jej twarz, podczas gdy palce lekko błądzą po jej brzuchu, piersiach i udach. Dzięki temu jej powrót do rzeczywistości jest powolny i łagodny. Obejmuje go za szyję, przyciąga twarz do swojej i całuje w usta. I znów leżą obok siebie.
Kobieta wreszcie zaczyna oddychać wolniej. „Jeszcze ktoś mnie zechciał! Jeszcze nie jestem taka stara i brzydka, jeszcze potrafię dać przyjemność facetowi i ją wziąć!” Niespodziewanie łzy radości stają jej w oczach. ”Więc może jednak zawalczyć jeszcze o siebie? Może pójść w ten rozwód, bo co innego mi pozostanie – słomiane wdowieństwo do końca życia? Może potem znajdzie się jeszcze ktoś taki jak ten nieznajomy, ktoś, kto stanie się znajomym, a potem bardzo znajomym, a potem...”
Czuje dotknięcie na ramieniu, otwiera oczy i widzi, że Wędrowiec patrzy na nią poważnie i jakby zaniepokojony. ”Boże, ja to powiedziałam?! Powiedziałam to wszystko na głos?!” Podrywa się przerażona:
- Powiedziałam to wszystko na głos?!
Wędrowiec kiwa poważnie głową.
- Przepraszam, bardzo cię przepraszam – mówi siedząc i zakrywając twarz, bo teraz z kolei łzy upokorzenia napływają jej do oczu – ja nie chciałam tego powiedzieć, ja… mam kłopoty, mąż mnie rzucił dla innej, córka mieszka oddzielnie, nie mam faceta, nie mam rozwodu, nie mam z kim pogadać, nawet w rodzinie, a cała ta sytuacja – tłumaczy chaotycznie – przepraszam, to moje kłopoty a nie twoje, kurwa mać, jaka ze mnie idiotka...
Kobieta klęka na kocu, rozgląda się gorączkowo za majtkami i spódnicą, ale on również się podnosi, uspokajająco kładzie jej ręce na ramionach i przytula ją, nie pozwala jej wstać. Po chwili namysłu delikatnie dotyka jej twarzy, ociera łzy, ujmuje za podbródek i nieco podnosi go do góry; potem odciąga jej ramiona do tyłu, co sprawia, że kobieta prostuje się i wypina biust, wreszcie ujmuje obie jej dłonie i… zaciska je w pięści i unosi jak gardę bokserską.
- Mam walczyć? – domyśla się kobieta – Mam się jednak z nim rozwieść? Tak myślisz?
Wędrowiec stanowczo kiwa głową, a wyraz jego twarzy znów się zmienia: teraz patrzy na nią z szacunkiem i poważaniem. ”A może on jest aktorem? Przecież oni uczą się wyrażania uczuć nie tylko słowem czy gestem, ale i wyrazem twarzy. Bo jak inaczej to możliwe, że wystarczy mu lekkie przesunięcie brwi, uśmiech lub powaga, przekrzywienie czy wyprostowanie głowy do pokazania coraz to czegoś innego? Ale przecież mógłby to po prostu powiedzieć. Tylko że on się w ogóle nie odzywa! Ale co mnie to obchodzi? Zrobił mi taką minetę, że odleciałam, nie przeżywałam czegoś takiego od nie wiem kiedy? Ale co jeszcze mi zrobił, że czuję się jakby… silniejsza?” – ostatnie słowo wypowiada w duchu z wahaniem, jakby sama w to nie wierzyła
Wędrowiec gasi chaos w jej głowie przytuleniem i długim pocałunkiem w usta i znów zaczyna pieścić jej piersi. Jej sutki znów szybko reagują na dotyk jego palców i języka. Kobieta sięga w dół i dotyka członka. Ku jej zdziwieniu jest znów pobudzony, choć od wytrysku nie minęło wiele czasu. Zaczyna powoli masować go w górę i w dół, dotyka główki, sięga niżej do woreczka i masuje go delikatnie. Kutas szybko zaczyna sztywnieć. Po dłuższej chwili pieszczot Wędrowiec odsuwa jej rękę i zdejmuje z niej bluzkę, odkłada na bok przyciskając ręcznikiem, żeby nie odfrunęła z wiatrem. Staje przed nagą kobietą na ugiętych nogach i zaczyna przesuwać twardym członkiem po jej cyckach: masuje je nim, drażni główką sutki, przesuwa nią po wrażliwej skórze pod piersiami.
Po długiej chwili tej zabawy prostuje się i zaczyna podobną na jej twarzy. Jedną ręką delikatnie chwyta ją za włosy z tyłu i przytrzymuje, drugą przesuwa kutasem po po policzkach, nosie, poklepuje ją nim po twarzy, a wszystko to z lekkim uśmiechem mówiącym „Wiem, że to jest przyjemne także dla ciebie, gdyby nie było, to nie trzymałabyś mnie za goły tyłek”. Rzeczywiście, chwyt za włosy jest zbędny, kobieta najpierw nadstawia twarz na dotyk kutasa, potem chwyta go u podstawy i sama zaczyna nim przesuwać po swojej twarzy. W końcu otwiera usta i pochłania go jak przedtem, robi „głębokie gardło”, potem zaczyna znów robić mu loda. Ale Wędrowiec ma inne plany.
Wysuwa członka z jej ust, z domyślnym uśmiechem popycha ją i znów kładzie na wznak na kocu, nagą i rozkraczoną. Pochyla się i przez chwilę pieści cipę językiem i palcami. Potem odwraca się, sięga do plecaka i wyciąga z bocznej kieszonki prezerwatywę, szybko rozdziera opakowanie i nakłada ją sprawnie. Kładzie się na kobiecie, ale wstrzymuje się jeszcze przez chwilę i uniesieniem brwi zadaje jej pytanie. Kobieta odpowiada uśmiechem i skinieniem głowy, bierze członka do ręki i nakierowuje go.
Wędrowiec nie bawi się w półśrodki. Wchodzi w nią jednym ruchem do samego końca, wie, że po jego pieszczotach jest wprost mokra. Zaczyna uderzać biodrami w regularnym rytmie, członek pracuje w pochwie jak tłok w silniku, ale mężczyzna chce dotrzeć jeszcze głębiej, więc poprawia pozycję. Wsadza ramiona pod jej kolana, unosi je i opiera się na kocu, teraz kobieta jest jeszcze bardziej otwarta na jego pchnięcia. Docierają do samego końca, a jego klejnoty uderzają ją rytmicznie niżej; ona kładzie ręce na jego przedramionach i przestaje czuć cokolwiek innego oprócz rozkoszy od penetrującego ją grubego kutasa promieniującej z dołu i gry światła i cienia na swojej twarzy na górze. Czas przestaje się dla niej liczyć, nie wie, po ilu minutach czy godzinach nadchodzi fala orgazmu, który wygina ją w łuk i znów, jak poprzednio, wyrywa z gardła wycie. A potem bezwładnie opada na koc, a ręce zsuwają się z ciała Wędrowca.
Ale jeszcze zanim opadną, członek wysuwa się z niej, a niespodziewanie silne ręce mężczyzny obracają ją na brzuch i ustawiają na czworakach. Kobieta ugina ręce, jego dłoń przyciska jej głowę do koca, a członek wchodzi w nią od tyłu i zaczyna szaleńczą jazdę, której towarzyszą jego pomruki. W pewnym momencie Wędrowiec chwyta kobietę za włosy i odgina jej głowę do tyłu nie przerywając rżnięcia. ”O matko, co on ze mną robi, gdyby tu był ktoś drugi, jego też bym wzięła, w usta, aż tak bardzo brakowało mi seksu?!”. Mimo jego niedawnego orgazmu jazda trwa całkiem krótko. Mężczyzna puszcza jej włosy, chwyta obiema dłońmi za biodra i uderza coraz mocniej, charcząc zdławionym głosem, aż w końcu kobieta czuje, po raz drugi dzisiaj, jego skurcze i wytrysk, tak mocny, że jej cipa odczuwa go nawet mimo nałożonej prezerwatywy. Mężczyzna przywiera do jej pleców i całuje je, opiera się jedną ręką o koc, a drugą chwyta jej wiszącą pierś i w tej pozycji wykonuje ostatnie, już o wiele lżejsze ruchy biodrami. Wreszcie nieruchomieje, wychodzi z niej i kładzie się na boku, pociągając ją za sobą.
Oboje dyszą ciężko, szybko, potem coraz wolniej, wreszcie zaczynają oddychać normalniej. On cały czas przytula się do niej od tyłu, ona czuje, że ”Dotyka kutasem mojego tyłka! I się lepi! Kiedy zdążył zdjąć gumkę?” i nagle pod wpływem tego dotyku i jego dłoni na jej ramieniu zaczyna szlochać. Wędrowiec od razu się podrywa, pochyla się nad nią i patrzy badawczo.
- To nic, to nic, przepraszam – szepcze kobieta – ja tylko… wiesz, ja tak dawno nie byłam z mężczyzną, trudno, i tak tyle o mnie wiesz, mogę się przyznać, mogę zrobić z siebie jeszcze większą idiotkę, już nic mi nie zaszkodzi.
Wędrowiec przecząco kręci głową, sięga do jej dłoni i ponownie zaciska je w pięści. Kobieta wzdycha:
- Tak, wiem, walka o siebie, rozwód, tylko... Łatwo ci powiedzieć… Miałabym wszystkich przeciwko sobie, będę sama jedna!
Mężczyzna patrzy na nią w zamyśleniu, potem odwraca się i patrzy za ich plecy, w kierunku rzeki, wreszcie rozgląda się dookoła, jakby czegoś szukał. Kobieta oddycha głęboko parę razy, również siada i rozgląda się za ubraniem.
- Muszę już iść – mówi już normalnym głosem – mam spory kawałek do domu, a tam czeka… robota, wiesz? Skoro mam zacisnąć pięści, to… muszę jakoś przygotować się do tej walki.
Wędrowiec kiwa głową ze zrozumieniem i gdy ona zakłada majtki, on przesuwa się po kocu i podaje jej spódnicę, którą wiatr przesunął na kamienisty piasek w stronę plecaka; wreszcie podaje jej bluzkę takim gestem, jak gdyby z szacunkiem ubierał ją w najdroższe futro po zakończonym balu na królewskim dworze. Kobieta ubiera się z ociąganiem, ale ”Jak długo mogę zapinać bluzkę i poprawiać spódnicę? Idiotka, idiotka!”. Wreszcie oboje stają na kocu naprzeciwko siebie. Nagi Wędrowiec stoi nieruchomo, rozluźnione ręce przy ciele, za to kobieta nerwowo zaciera ręce i zaciska wargi. Wreszcie odważa się spojrzeć mu prosto w oczy.
- Nie wiem, co mam powiedzieć, wiesz? – duka – ja nigdy wcześniej…
Mężczyzna stanowczym ruchem kładzie palec na jej ustach; po chwili opuszcza go, nachyla się, przytula ją i całuje ją w policzek. Kobieta wzdycha, odwraca się i powoli odchodzi w kierunku rzeki.
Dochodzi do linii wody; odwraca się nagle i patrzy w kierunku Wędrowca. Ten stoi zupełnie nagi koło rozbebeszonego plecaka; chyba zaczął wyciągać z niego jakieś ubrania, żeby się przebrać, i nagle zmienił zdanie. Stoi wyprostowany i zupełnie się nie wstydzi, nie zakrywa, ale po co miałby się zakrywać, ciągle nikogo tu nie ma, a ona tak niedawno oglądała go z bliska ”Z takiego bliska, że bliżej nie można" uśmiecha się do siebie w duchu. Kiedy mężczyzna spostrzega, że zatrzymała się i odwróciła unosi ramiona w geście zwycięzcy i pręży muskuły, a potem pokazuje jej obie dłonie z uniesionymi kciukami. Jego postawa i wzrok wyraża wiarę w jej siłę i nieustępliwość, to przecież poza zwycięzcy po wygranej walce!
Kobieta przykłada dłonie do ust.
- Bądź tu! – woła do niego z daleka – bądź tu, słyszysz? Będę cię potrzebować! Za rok, za dwa lata, za pięć, ale bądź! Proszę!
Mężczyzna uśmiecha się szeroko i kiwa głową.
Kobieta rusza na północ, z biegiem rzeki; idzie wyprostowana, energicznym krokiem, jakby rankiem nad rzekę zeszła inna osoba, a tutaj szła inna. Zamierza przejść jeszcze kawałek, a potem skręcić koło dwóch wielkich topoli i wyjść na drogę, która przebiega w pobliżu. Wróci nią do wsi, ale przedtem, póki entuzjazm i decyzyjność jej nie opuszczają, chce zrobić coś jeszcze: porozmawiać ze swoją matką i może z córką. Dotyka kieszeni w spódnicy, w której bezpiecznie spoczywa smartfon, i niespodzianie wyczuwa tam coś jeszcze. Wyciąga z głębokiej kieszeni telefon, wsadza dłoń i wyciąga... szaroróżowy, spłaszczony, prawie kwadratowy kamień!
Wędrowcze, jesteś niemożliwy! – uśmiecha się. – Kiedy udało ci się podrzucić mi ten kamyczek? I po co? Sentymentalna pamiątka po przypadkowym, aczkolwiek niezmiernie przyjemnym seksie z zupełnie obcym facetem? Też mi suwenir. Chociaż… kamień ma rzadko spotykany regularny kształt, podczas gdy zazwyczaj kamienie tutaj to obłe otoczaki wygładzone przez nurt rzeki, przyniesione przez nią z gór. Jest zupełnie taki jak te, które przez lata rzucała do rzeki lewą ręką i przez lewe ramię.
Zaraz… Taki sam? Niech więc tradycji stanie się zadość! Kobieta śmiejąc się sama z siebie staje tyłem do rzeki, kładzie kamyk na lewej dłoni i głośno i wyraźnie mówi:
- Rzeko, proszę, dodaj mi sił w walce o sens reszty mojego życia, o szacunek do samej siebie! I pozwól mi znowu spotkać się kiedyś z Wędrowcem – dodaje ciszej w ostatniej chwili.
Rzuca kamyk przez lewe ramię i nie odwracając się czeka na plusk. Jest! Powoli opuszcza dłoń i nagle, jakby mimochodem, dotyka przez bluzkę swoich piersi dokładnie tak, jak po raz pierwszy dotknął ich Wędrowiec, masuje je, potem sięga między nogi. Jej oddech przyśpiesza na chwilę na wspomnienie tego, co działo się na kocu pod drzewem. ”Ciekawe jak będę jutro chodzić? Ale nawet jeżeli będzie trochę boleć, to było warto. Było warto, po stokroć! – powtarza sobie. Patrzy w kierunku, z którego przyszła, ale nikogo tam nie widać. Może wrócił na koc w zagłębieniu pod drzewem, a może zdążył już spakować się i odejść w przeciwnym kierunku.
Rusza dalej, nagle zaczyna nucić wojowniczo „Oskarżam cię o łez strumienie, osamotnienie, zdradę i gniew! Oskarżam cię o to cierpienie, wojen płomienie, przelaną krew”. *** Po kilku minutach dochodzi do dwóch topoli, skręca przy nich, wspina się piaszczystą ścieżką i wychodzi na płaską łączkę między wałem a szosą. W tym momencie czuje wibracje telefonu i słyszy jego sygnał. Widocznie dopiero po wyjściu wyżej komórka złapała zasięg. Na wyświetlaczu „Mama”.
- Halo? Cześć mamo.
- …
- Bo całe przedpołudnie byłam nad rzeką, a tam nie ma zasięgu, dopiero teraz, przy szosie. Co u ciebie?
- …
- No patrz, a do mnie nie zadzwonił ani razu. I dobrze. Możesz mu powiedzieć, że spotkamy się w sądzie.
- …
Kobieta nabiera tchu i podnosi głos:
- Na rozprawie rozwodowej, a niby po co?
- …
- No to mój będzie pierwszy! – Prawie krzyczy – Mamo, ten człowiek zdradzał mnie wielokrotnie i okłamywał, porzucił, teraz nastawia córkę przeciwko mnie! Czego ode mnie oczekujesz?! Że przeżyję następne trzydzieści lat jako samotna ale nierozwiedziona żona?! Bo może kiedyś palma mu odbije i zechce wrócić?! Niech się wali, on i jego dziunia!
- …
- Dokładnie to, co myślę! I od dawna tak myślę, tylko wreszcie mówię to głośno! Jeśli odważy się zadzwonić do mnie, to usłyszy to samo! Mamo, on mnie porzucił dla innej kobiety po ponad dwudziestu latach małżeństwa, po czyjej jesteś stronie?!
- ...
- Mówię dokładnie takim tonem, jakim ty do mnie!
- …
- I dobrze, pa! – kończy połączenie i oddycha głęboko.
Odwraca się w kierunku rzeki. „Znów mi pomogłaś; po raz pierwszy odważyłam się powiedzieć to wszystko głośno! No, może po raz drugi, Wędrowiec usłyszał to jako pierwszy, ale tamto nie było zamierzone. Teraz do ciotki, obiad i potem do internetowej roboty: wzory pism do sądu, kodeks rodzinny, może jakieś strony z darmowymi poradami prawnymi? O płatnych pomyślę już w domu.”.
Teraz wybiera numer córki, ale nikt nie odbiera; próbuje kilka razy, ale ciągle włącza się poczta głosowa. Kobieta nie chce zostawiać ograniczonej czasowo wiadomości w tak ważnej sprawie, bo o rozwodzie powinna porozmawiać z córką, a nie z jej automatem. Rozłącza się więc, wychodzi na szosę i z podniesioną głową i zaciśniętymi pięściami rusza żwawym krokiem w kierunku wsi.
CZWARTEK
Kobieta powoli pedałuje na rowerze-składaku. Wraca ze sklepu z sąsiedniej wioski, na kierownicy i bagażniku kołyszą się wyładowane torby z zakupami. „Chyba wszystko kupiłam, rzeczy dla chorej sąsiadki też, teraz zrobimy obiad, potem znów do laptopa. Adwokat i tak będzie mi potrzebny, ale przynajmniej wiem już o wiele więcej, a kiedy wiem więcej, to mniej się boję.” Dojeżdża do domu, otwiera furtkę, wprowadza rower i starannie zamyka bramkę. Prowadząc rower krętym chodniczkiem pod pergolami słyszy coraz wyraźniej rozmowę dobiegającą od strony domu. Ciotka rozmawia z jakimś mężczyzną. Któryś sąsiad przyszedł?
Dochodzi do schodków i zamiera ze zdumienia. Przed wejściem do domu ciotka rozmawia z… Wędrowcem!
„Co on tu robi?! Jak tu trafił?! I dlaczego tak wygląda?!” Rzeczywiście, dzisiaj mężczyzna wygląda inaczej. Jest ogolony, ma na sobie czystą granatową koszulkę z krótkim rękawem i długie spodnie dżinsowe, sportowe buty, na przegubie ręki zegarek na metalowej bransoletce, smartfon tkwi w tylnej kieszeni spodni. Nie ma śladu po ciuchach i sandałach sfatygowanych wędrowaniem, nie mówiąc już o całym ekwipunku. Ale nie wygląda również jak tutejszy, bo sąsiedzi na co dzień nie przejmują się elegancją, chodzą w bardziej roboczych ciuchach.
Ciotka spostrzega ją i woła radośnie:
- Reginko, dobrze, że już jesteś! Pozwól, to jest pan Adam, kupił dom po Stasiakach, wiesz, ten biało-szary, na drugim końcu wsi, przyjechał teraz do niego na dłużej i zobacz, co ostatnio w nim znalazł! – potrząsa tryumfalnie jakimiś sfatygowanymi zeszytami czy notatnikami. – Zeszyty z przepisami, które pożyczyłam lata temu Stasiakowej, a ona powiedziała, że gdzieś zaginęły! A że były podpisane, zadał sobie tyle trudu, żeby się dowiedzieć czyje to, i właśnie je przyniósł! Jeszcze raz panu dziękuję! Oj, przepraszam, nie przedstawiłam, to moja siostrzenica Regina, przyjechała na krótki urlop, ale już pojutrze wyjeżdża.
Wędrowiec podczas perory ciotki odwraca się do kobiety, na jej widok na jego twarzy maluje się zaskoczenie; uśmiecha się i kłania się uprzejmie, więc ona równie uprzejmie kiwa głową, po czym opiera rower o ławkę. Mężczyzna znów zwraca się do ciotki; ma niski, przyjemny głos:
- Nie będę zabierał już paniom czasu, wracam do siebie. Kłaniam się pani!
- Jeszcze raz bardzo panu dziękuję! Reginko, odprowadź pana do furtki – woła ciotka. Zdejmuje torby z zakupami z kierownicy roweru i bardzo, bardzo powoli kieruje się do domu, spoglądając co chwila za nimi.
Kobieta nabiera głęboko powietrza i uprzejmie wskazuje drogę. Ruszają wolnym krokiem. Wędrowiec zaczyna mówić głosem na tyle donośnym, że na pewno będzie go słychać przy wejściu do domu, nawet kiedy się trochę oddalą:
- Pani ciocia wspominała o kłopotach z zasięgiem komórek i internetu. Mój dom jest na drugim końcu wsi, ale jednocześnie o kilometr bliżej masztu telekomunikacyjnego przy skrzyżowaniu. Zasięg jest tam całkiem dobry. Gdyby potrzebowały panie bardziej niezawodnie skorzystać z internetu lub komórki, to zapraszam do siebie, na kawę i gigabajty. Można usiąść z telefonem czy laptopem w ogródku, proszę się nie krępować, naprawdę.
Dochodzą do furtki i zatrzymują się przed nią.
- Regina – ni to pyta, ni stwierdza Wędrowiec, zupełnie innym, cichym głosem, przeznaczonym już wyłącznie dla jej uszu.
- Taaa... – krzywi się kobieta. – To na cześć babci. Na domiar złego dokładniej to Regina Klara, po obu babciach.
- Ależ to bardzo ładny zestaw – sprzeciwia się Wędrowiec – na pewno wiesz, że „regina” oznacza „królową”, a „clara” to „czysta”, prawda?
- Wiem, prawie każdy mi to mówi – wzdycha Regina. – Ale ta wiedza jakoś nie uprzyjemnia mi używania tych imion. Hmmm… Adam? Podobno pierwszy człowiek w historii ludzkości?
- Taaa... – teraz z kolei on krzywi się komicznie. – Podejrzewam, że rodzice chcieli zaoszczędzić na prezentach, tylko nie chcą się do tego przyznać. Mam imieniny w Wigilię Bożego Narodzenia, rozumiesz.
- No tak, zawsze to jeden prezent mniej. Przyjmij serdeczne wyrazy współczucia.
- Jak tam twoje sprawy? – pyta Adam po długiej chwili milczącego i chyba… czułego? troskliwego? ”I znów, jak on to robi, co on robi z oczami, z ustami?” patrzenia jej w oczy – Załatwiłaś to, co miałaś załatwić?
- Tak. Właściwie nie tyle załatwiłam, co zaczęłam zbierać informacje: wzory pism, paragrafy o rozwodach, fora internetowe, porady prawne itp. Dużo tego jeszcze przede mną, ale wiem już coś niecoś, a kiedy wiem więcej, to mniej się boję. Pierwsza rozprawa będzie co najmniej parę miesięcy po złożeniu pozwu, a cała sprawa trochę potrwa, bo zamierzam złożyć pozew o rozwód z jego wyłącznej winy, więc na jednej rozprawie się nie skończy, bo dowody, świadkowie... Ale nie odpuszczę, nie zatrzymam już tego. Po prostu nie mogę sobie pozwolić na dalsze marnowanie życia, nie mam go już aż tak wiele.
- A rodzina?
- Ciotka Marta mnie wspiera – Regina wskazuje w kierunku domu – ale tylko ona; pewnie dlatego, że sama nie odważyła się odejść od wiarołomnego męża ani wywalić go z domu, i teraz tego żałuje. Po naszym... – zacina się na chwilkę – spotkaniu w poniedziałek ”Cholera, rumienię się!” rozmawiałam z mamą i drugą ciotką, obie zniechęcają mnie do tego jak mogą. Jeszcze tylko kochana córeczka do mnie nie zadzwoniła z ochrzanem, że chcę się rozwieść z jej równie kochanym tatusiem, który płaci czynsz za jej kawalerkę. On też nie zadzwonił, chociaż do reszty mojej, rozumiesz mojej! rodziny dzwoni bez skrępowania – Regina aż zaciska pięści ze złości. „Jak to możliwe, że znów rozmawiam z nim tak otwarcie? Po tym jednym seksie na plaży? Wtedy też nagle zaczęłam mu się zwierzać. To przez te jego oczy i uśmiechy, tę oszczędną mimikę…”
- Jesteś aktorem? – pyta znienacka.
- Ja? Skąd? Jestem informatykiem i jednocześnie bankowcem, często pracuję zdalnie, z domu. Skąd ci przyszło do głowy aktorstwo?
- Ale na pewno jesteś czarodziejem i jasnowidzem.
- Jeszcze lepiej – uśmiecha się Adam.
- Ten kamyk, który mi wcisnąłeś…
- Aaa, ten kamyk, ten kwadratowy. Zadziałał?
- Kamyk leży na dnie rzeki rzucony lewą ręką przez lewe ramię, a ja odważyłam się na rozwód i znów się spotykamy, więc chyba tak… Zaraz... – reflektuje się – jak to „czy zadziałał”? Skąd wiesz, że miał jakoś „zadziałać”?
- Bo ja z kolei niespodziewanie trafiłem z tymi zeszytami akurat do twojego domu, i na szczęście dokładnie podczas twojego powrotu z zakupami, dzięki temu nie minęliśmy się, więc… mój chyba też zadziałał.
- Też wrzuciłeś jakiś kamyk?!
- Nie „jakiś”, tylko kwadratowy! Inne nie działają. Urodziłem się w tych okolicach, od dziecka znam opowieści o mocy kwadratowych kamyków.
- I o co prosiłeś rzekę?
Adam nie odpowiada, zamiast tego uśmiecha się lekko i powoli otwiera furtkę; oboje wychodzą na drogę. Wyciąga do Reginy dłoń. Ona podaje mu swoją, i... O wstydzie! Czuje falę gorąca, mrowienie w dole brzucha ”te sutki, dobrze, że mam stanik pod tą obcisłą bluzką!”. Jakby ten niewinny dotyk przeniósł ją w czasie o trzy dni wstecz, na plażę nad rzeką! I to dokładnie do tego momentu, gdy on dotknął ją pod kolanem zmuszając jej ciało do protestu „Czemu chcesz już iść, zostań jeszcze chwilę, może wydarzy się coś dobrego?”.
Adam całuje ją w rękę, ale po staroświecku: nie ciągnie jej ręki do góry patrząc jej w oczy, ale schyla się i całuje grzbiet dłoni.
- Moje zaproszenie jest aktualne – mówi wciąż trzymając jej dłoń – nadal zapraszam na kawę, ciasto i gigabajty.
- Dziękuję, ale słyszałeś przecież, że pojutrze wyjeżdżam, a jutro raczej nie będę miała czasu.
- Zaproszenie nie jest ograniczone czasowo – odpowiada spokojnie patrząc jej w oczy. – Przecież obiecałem ci, że tu będę, więc będę. Za miesiąc, za rok, za dwa, za pięć. Będę. Przyjdź.
- Będziesz? – upewnia się Regina.
- Będę – potwierdza Adam.
Puszcza jej dłoń, odwraca się i odchodzi w kierunku swojego domu na drugim końcu wsi. Kobieta patrzy za nim przez chwilę czekając, aż jej oddech i tętno trochę się uspokoją. Potem wchodzi do ogrodu i z uśmiechem zamyka za sobą furtkę.
KONIEC
* „Nie ukrywaj, wszystko wiem”, tekst: Tadeusz Nalepa (fragm.)
** „Rzeka dzieciństwa”, tekst: Tadeusz Nalepa (fragm.)
*** „Testosteron”, tekst: Kayah (fragm.)
Komentarze i recenzje jak zwykle mile widziane
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Pumciak
Piszesz naprawde piękne opowiadania czekam na następne
Telemach77
@Pumciak Dzięki.