Dwa światy - Dramione 1

Dwa światy - Dramione 1Odstawiła pusty już kieliszek po znakomitym drinku na stolik i oparła się wygodnie o półokrągłą sofę loży, w której siedziała, wodząc wzrokiem po tańczących na parkiecie parach. Jej randka zakończyła się o wiele szybciej, niż zakładała, ale nie miała zamiaru płakać z tego powodu. Nie było za kim, bo facet okazał się totalnym przygłupem i szybko go spławiła. Przyszła tu, by dobrze się bawić, więc w takt wygrywanej muzyki stukała w podłogę obcasem wysokich czerwonych szpilek, kołysząc się przy tym delikatnie.
Gdy właśnie coraz bardziej wczuwała się w nieznaną jej dotąd melodię, stanęła przed nią nagle młoda kelnerka i postawiła na jej stoliku wysoką szklankę pełną różnokolorowego alkoholu.
- Od pana przy barze — powiedziała głośno, by brunetka ją usłyszała, po czym uśmiechnęła się do niej lekko. - Z zaproszeniem na parkiet — dodała.
- Możesz powiedzieć mi, który to dla mnie zamówił? - zapytała Hermiona, pochylając się do dziewczyny nieco. Szczupła, przesadnie wymalowana blondynka, wskazała miejsce przy barze. Hermiona spojrzała w tamtym kierunku. Na stołku barowym siedział szczupły młody chłopak. Jego jasna, bujna czupryna postawiona gustownie na żel lśniła w świetle kolorowych lamp, jednak twarz pozostawała w półmroku, więc nie miała bladego pojęcia, jak chłopak wygląda.
- To tamten.
- Dzięki. Możesz mu przekazać, że musi się tu sam pofatygować, jeśli chce ze mną zatańczyć?
- Pewnie...
Gdy kelnerka odeszła, sięgnęła po szklankę i upiła łyk. Drink był mocny, ale tak pyszny, że sączyła go przez słomkę do momentu, gdy tuż za swoim uchem, nie usłyszała tak dobrze sobie znanego głosu, ociekającego szyderstwem:
- Nieźle go spławiłaś, Granger...
Słowa te sprawiły, że o mały włos nie zaczęła się dławić. Spojrzała szybko na przybysza i zdrętwiała.
- Co ty tu robisz? - zapytała, mierząc Malfoy'a wściekłym wzrokiem. Wzruszył ramionami, uśmiechając się do niej cwanie, po czym zajął miejsce po drugiej stronie stolika. - Czy ja pozwoliłam ci tutaj siadać?
- W moim klubie mogę robić, co zechcę, Granger — odparł.
- W twoim klubie? - aż otwarła usta ze zdziwienia. Zadowolony blondyn rozparł się wygodnie na sofie i kiwnął głową.
- W moim — potwierdził, wbijając w nią przeszywające spojrzenie.
- Nigdy nie sądziłam, że zobaczę cię wśród mugoli — powiedziała, gdy pierwszy szok już minął. - Przecież według ciebie i twojej rodziny to zwierzęta...
- Zerwałem wszelkie kontakty z rodziną — odparł. - Żyję na swój własny rachunek.
- Zerwałeś kontakt z Lucjuszem? Niesamowite — prychnęła. - Sądziłam, że nie masz własnego rozumu...
- Zamierzasz mnie obrażać? - nachylił się do niej, a jego oczy zalśniły złowieszczo.
- Chciałam dobrze się dziś bawić, ale zdaje się, że skutecznie mi to udaremniłeś — powiedziała, wstając i poprawiając lekko obcisłą sukienkę.
- Daj spokój, Granger — również wstał i zagrodził jej drogę. - Znasz mnie, ja znam ciebie... Oboje doskonale wiemy, do czego jesteśmy zdolni.
- I właśnie dlatego wolę trzymać się od ciebie z daleka, Malfoy... Przepuść mnie z łaski swojej...
- Jeden taniec — obrócił się do niej bokiem, jednocześnie wyciągając do niej rękę. - A potem się rozstaniemy, będziesz mogła iść, gdzie tylko zechcesz.
- Dlaczego mi to proponujesz? - założyła ręce na piersi, marszcząc brwi.
- Bo ja też chciałbym się dzisiaj pobawić, a nie tylko pilnować interesu... No jak? Gotowa na szaleństwo?
Westchnęła, jeszcze chwilę bijąc się z myślami, po czym stanowczo podała mu dłoń. Wyszczerzył się głupkowato.
- Mam nadzieję, że potrafisz tańczyć sambę — mruknął jej do ucha, wprowadzając ją na parkiet. Tańczące dotąd pary natychmiast ustąpiły im miejsca. Najwyraźniej wszyscy doskonale tu wiedzieli, kim jest Draco.
- Czy umiem? Facet, mówisz do zapalonej tancerki — odparła, stając pośrodku okręgu.
- Świetnie — puścił jej oczko. Rozbrzmiała muzyka. Przyciągnął ją mocno do siebie, aż wstrzymała oddech, opierając się dłonią o jego klatkę piersiową. Pod palcami wyczuła natychmiast twarde mięśnie.
Po chwili jednak całkowicie poddała się muzyce, prowadzona przez pewne, wyjątkowo ciepłe ręce Dracona, który okazał się świetnym tancerzem. Jej policzki wkrótce pokryły mocne rumieńce, gdy wirowali w rytm latynoskiej melodii. Ich oddechy zgodnie przyspieszyły, oczy poczęły błyszczeć tym samym ogniem, a skóra parzyć przy każdym najmniejszym dotyku.
DJ rozochocony przez zachwycony ognistym tańcem tłum, nie poprzestał bynajmniej na jednej piosence. Młodzi czarodzieje płynęli na parkiecie przez trzy, czy cztery utwory. Sami nie wiedzieli, ile ich było. Liczył się tylko fakt, że na parkiecie tworzyli wręcz parę idealną. Zakończyli swój taniec, dopiero gdy w ostatniej nucie Hermiona przylgnęła do blondyna niemal całym ciałem, a ten musiał ją złapać w talii, by nie upadła.
- W porządku? - mruknął, odgarniając jej włosy z czoła. Kiwnęła lekko głową.
- To było szalone — przyznała cicho, walcząc z każdym oddechem. Uśmiechnął się szyderczo, po czym schylił się lekko i niespodziewanie wziął ją na ręce.
- Bo my jesteśmy szaleni, Granger — odparł, po czym zszedł z parkietu i ruszył z powrotem do jej loży.
- Dlaczego mnie niesiesz? - zapytała zaskoczona.
- Bo ledwo możesz już stać na tych szpilkach, Granger — mruknął. Po chwili posadził ją na kanapie. - Siedź, zaraz wrócę.
Zaskoczona patrzyła za nim, jak znika w tłumie tancerzy. Miała mętlik w głowie i kompletnie nie wiedziała, jak powinna reagować na zachowanie byłego Ślizgona. Wrócił po kilku minutach z tacą zastawioną najróżniejszymi napojami. Tuż za nim zjawiła się kelnerka niosąca przystawki i jakieś lekkie potrawy.
- Na koszt firmy. Z niewielką rekompensatą za szkolne lata — powiedział, jak uprzednio siadając naprzeciw niej.
- Jesteś chory, Malfoy? - zapytała całkowicie wytrącona z równowagi, patrząc na niego wielkimi oczami.
- Nie. Wyzwolony spod władzy mego ojca-tyrana — odparł, mierzwiąc sobie włosy. - Powiedz mi... Jak to się stało, że główna kujonka naszej szkoły, prymuska, bohaterka wojenna bawi się w klubie w mugolskim świecie? Na dodatek sama bez tych dwóch przygłupów przy boku? Sądziłem, że wyszłaś za Weasley'a i urodziłaś mu już co najmniej dwójkę dzieci.
Uśmiechnęła się pobłażliwie, sącząc powoli słodkiego drinka i dochodząc do siebie po szalonym tańcu.
- Przyznam szczerze, że wiele osób właśnie tak myśli, ale wiesz, ja nie lubię grać pod dyktando innych. mam dość wizerunku grzecznej dziewczynki, która myśli tylko o nauce. Fakt, dzięki niej zdobyłam świetną posadę, ale to wcale nie znaczy, że wciąż jestem tą samą dziewczyną, co te pięć lat temu, gdy ukończyłam Hogwart — odparła, bawiąc się parasolką w drinku. - A z Ronem po prostu się nam nie ułożyło. Za bardzo spodobała mu się sława, którą osiągnął po zniszczeniu Voldemorta.
- No tak... Wieprzlej nigdy nie był okazem wybitnej inteligencji — mruknął, sącząc whisky.
- Mylisz się, został Aurorem.
- Cóż za strata dla świata — mruknął. - A ty? Kim ty jesteś?
- Otworzyłam bibliotekę — odparła, uśmiechając się dumnie.
Ryknął śmiechem.
- Więc jednak niewiele się zmieniłaś... - powiedział, szczerząc białe zęby. - Choć tak patrząc na ciebie teraz, nie powiedziałbym kiedyś, że będziesz tak wyglądać. Muszę przyznać, jestem pod wrażeniem.
Zarumieniła się lekko i przygryzła słomkę.
- Dzięki. Ty też całkiem nie najgorzej wyglądasz.
- Nie najgorzej? - uśmiechnął się zaczepnie. - Uważaj, bo wezmę to za wyzwanie...
Wzruszyła ramionami, a jej srebrna sukienka zalśniła w blasku ustawionych na stoliku niewielkich lampek.
- Jak to się stało, że wylądowałeś właśnie tutaj? - zapytała w końcu.
- Nie miałem w sumie większego wyboru. Mój ojciec pomimo swej porażki wciąż zachowywał się tak, jakby był panem świata. Nie docierało do niego, że stracił dziewięćdziesiąt procent swego majątku. Malfoy Manor nie należy już do rodziny, matka wyjechała do Stanów i wzięła z nim rozwód, więc próbował położyć pieniądze na moich pieniądzach, które miałem bezpiecznie schowane w mugolskim banku. I cały czas próbował kontrolować moje życie, zaaranżował małżeństwo z Astorią, jakby to cokolwiek miało mu pomóc. Poza tym ludzie wciąż pamiętają, komu służyliśmy, więc pewnego wieczoru spiłem ojca Ognistą z dodatkiem eliksiru usypiającego, zebrałem swoje rzeczy i w ciągu jednego dnia załatwiłem sprawy związane z odłączeniem się od rodziny. Teraz żyję na własny rachunek. Klub oraz moje mieszkanie są zabezpieczone przed Lucjuszem. Ponadto Ministerstwo pomogło mi w ukryciu przed nim mojej osoby. Nie było łatwo ani tanio, ale się udało. Nie odnalazł mnie od pięciu lat, choć oczywiście próbował — wyjaśnił, opróżniając szklankę do dna i luzując krawat.
- Nie tęsknisz za matką? - zagadnęła go, siadając bokiem i kładąc nogi na siedzisku sofy. Uśmiechnął się kącikiem ust, obserwując ją.
- Mam z nią stały kontakt. Za moją namową wykonała ten sam fortel i teraz jest szczęśliwa daleko od tego szaleńca. Ma nowego męża... Wyglądasz na zmęczoną, Granger...
- Zgadza się. Nie spałam dziś zbyt dobrze — przyznała, z przyjemnością zjadając krewetkę.
- Czemu?
- Wciąż męczą mnie pewne koszmary... Poza tym otwieram dość wcześnie.
- Pracujesz tam sama? - zapytał, taktownie omijając temat koszmarów. Podejrzewał, co wciąż może ją męczyć.
- Oczywiście, że nie — zaprzeczyła, uśmiechając się lekko. - Ale jako właścicielka mam mnóstwo spraw, których muszę przypilnować. Sprowadzamy mnóstwo nowych książek na życzenia klientów, również tych naprawdę trudno dostępnych.
- Widzę, że to lubisz...
- Ja to kocham, Malfoy. Kocham. To całe moje życie. Książki dają mi szczęście — przyznała, dopijając drinka. - Powinnam już iść.
- Odprowadzę cię. Gdzie mieszkasz?
- Na Pokątnej — odparła, sięgając po swoją niewielką torebkę.
- Na Pokątnej? Ministerstwa nie było stać na zaoferowanie ci czegoś godnego bohaterki wojennej?
- Ależ zaoferowali — machnęła ręką. - Ale po rozstaniu z Ronem zrezygnowałam, nie potrzebuję aż takiej przestrzeni.
- Dobra, chodź, mała. Nie puszczę cię samej po nocy... - podał jej rękę.
- Zawsze mogę się deportować do swojego mieszkania — odparła, ale przyjęła jego ramię. Ruszyli ku wyjściu, przeciskając się między wciąż napływającymi do klubu ludźmi.
- Możesz, ale myślę, że spacer obojgu nam dobrze zrobi... Poza tym chyba nie chciałabyś ryzykować przypadkowego zdemaskowania, co?
- A skoro o zdemaskowaniu mowa... Widziałeś, co zrobiła Ginny? - zaśmiała się cicho. Kiwnął głową.
- Owszem. Odważny krok. Ministerstwo nie jest wściekłe? Przyznam szczerze, że ostatnio mam coraz mniejszy wgląd w nasz świat.
- Nie, pozwolili jej publikować książki. W gruncie rzeczy jest nieco szurnięta, więc kto uwierzy jej w fakt, że to, co opisuje w książkach o młodym czarodzieju, jest w rzeczywistości prawdą?
- Pytanie tylko, skąd ona wie, co powiedzieliśmy?
- Nie wie... Wymyśla. Przynajmniej kwestie Ślizgonów, bo od nas ma wspomnienia.
- Ciekawy jestem, czy odniesie sukces?
- Już odniosła. Również w naszym świecie. Ludzie chcą się dowiedzieć, przez co przechodziliśmy... - odparła, uśmiechając się lekko. Przy boku Dracona było jej wyjątkowo dobrze. Być może dlatego, że w odróżnieniu od Rona, wiedział, jak zachować się przy kobiecie.
- Cóż... Szaleńcy zawsze mają szczęście — skwitował to krótko.

Pół godziny później dotarli na Pokątną.
- To tutaj — powiedziała, stając pod drzwiami swego mieszkanka.
- Oczywiście — uśmiechnął się. - Dzięki za taniec, Granger. Zrobiłaś się... No... W każdym razie było sympatycznie — odchrząknął. - Do zobaczenia, mam nadzieję, że jeszcze zobaczę cię w swoim klubie.
- Postaram się wpaść. Ja również dziękuję — odwróciła się i powoli weszła do środka, mając świadomość, że Ślizgon uważnie ją obserwuje. W myślach przysięgła sobie, że już więcej nie zjawi się w tamtym klubie...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2270 słów i 12588 znaków, zaktualizowała 19 lis o 7:03.

5 komentarzy

 
  • Iga21

    To kiedy można się spodziewać kolejnej części ?

  • elenawest

    @Iga21 myślę że jeszcze w tym tygodniu 😉

  • Indragor

    Nie ja dałem łapkę w dół, ale popraw łączniki na pauzy. Taka mieszanina łącznik - pauza w dialogach wygląda koszmarnie.

  • elenawest

    Ah te motywujące łapki w dół ;-) dzięki, jesteście wielcy, hejterzy :-) chociaż niech się przyzna ten, kto to zostawił :-P a jak nie, to spierd...

  • agnes1709

    @elenawest Olej, co tam łapki. Skoro ktoś ma radochę i myśli, że wyrządził Ci wielką krzywdę... :smh: Ja dam w górę, mimo że nie czytam. Nie mój gatunek ;) Dla otuchy powiem Ci, że ja swego czasu otrzymałam około 150 - 200 w dół (dokładnie nie pamiętam) w przeciągu trzech dni. Chyba komuś nie spodobał się mój komentarz dotyczący jej/jego czerstwych wypocin :D Łapki usunięto, co pewnie zabolało obdarowującego, ale to mnie już nie obchodzi. Takie zachowania są i będą, niektórzy są niereformowalni. A może to zazdrość? ;)

  • elenawest

    @agnes1709 pewno tak :-P wiesz, teraz już się tym nie przejmuję, po prostu mnie to śmieszy :-D

  • elenawest

    @agnes1709 no i serdecznie dziękuję za łapkę w górę :-*

  • agnes1709

    @elenawest Do usług ;)

  • shakadap

    Brawo. Świetnie napisane.
    Czekam na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • elenawest

    @shakadap dzięki wielkie ❤️

  • Paulla7

    Powiem Ci szczerze, że w czasach liceum uwielbiałam fan fiction z HP ;)
    A do tego duetu mam szczególny sentyment :)
    No cóż nie pozostało mi nic innego jak czekać na kolejne części :D

  • elenawest

    @Paulla7 bardzo się cieszę że to również Twoj ulubiony duet 😁