Dwa światy - Dramione 5

Dwa światy - Dramione 5Ze złością odłożyła kolejną książkę, nie znalazłszy w niej informacji, których poszukiwała. Niestety klątwa, która przeszła na chłopca była o tyle niecodzienna, że zbyt intensywne i jawne poszukiwania ksiąg traktujących o niej, mogłyby sprowadzić na Hermionę niechcianą kontrolę, która na pewno chciałaby wiedzieć, dlaczego dziewczyna tak się interesuje tym tematem. Dlatego musiała szukać okrężnymi drogami. A to doprowadzało ją do szału. Oczywiście uwielbiała czytać i nawet dowiedziała się kilku interesujących rzeczy, ale wolałaby działać sprawniej. Klątwa coraz bardziej się nasilała i młoda czarownica czuła podświadomie, że nie ma tyle czasu, ile zakładała na początku.

Pół roku później.
Zmarszczyła brwi, podchodząc pod klub Dracona. Na drzwiach i zasłoniętych od wewnątrz oknach widniały poszarpane plakaty zapraszające na koncert jakiejś gwiazdy, który odbył się jakieś trzy miesiące temu. Szarpnęła za klamkę, ale zamknięte drzwi nawet nie drgnęły. Przez chwilę walczyła z chęcią, by użyć różdżki, ale w końcu zrezygnowała, nie chcąc wzbudzać podejrzeń mugoli, którzy kręcili się po drugiej stronie ulicy.
- Klub jest zamknięty, panienko — powiedziała naraz jakaś starsza kobieta, przechodząc wolno koło Hermiony.
- Zamknięty? Jak to? - zdziwiła się, patrząc na nieznajomą zaskoczona.
- Straszna tragedia... - westchnęła babcia i odeszła.
- Tragedia? - powtórzyła Hermiona i raz jeszcze spojrzała na fasadę budynku. Dopiero po chwili dostrzegła policyjną taśmę i plombę zamykającą drzwi. Przełknęła ciężko ślinę. Co, na Gacie Merlina, się tu właściwie stało, że interweniowała policja? I gdzie był Draco z Syriuszem? Przeszła na drugą stronę ulicy i spojrzała w okna na piętrze. Wszystkie były zasłonięte. Wycofała się w cień i skupiła na wyglądzie pokoju chłopca, który zapamiętała. Deportowała się z cichym pyknięciem, mając pewność, że nikt nie będzie świadkiem jej nieoczekiwanego zniknięcia, po czym po kilku sekundach stanęła pewnie na nieco zakurzonej podłodze wewnątrz mieszkania. - Draco? - zapytała głośno. - Syriusz? Gdzie jesteście? - przez chwilę miała nadzieję, że któryś z nich jej odpowie, ale nic się nie stało. Przejrzała wszystkie pomieszczenia, ze zdumieniem odkrywając, że oboje zostawili swoje rzeczy w szafkach, nawet misie chłopca, a mimo to stamtąd odeszli. Nie miała tylko jeszcze pojęcia dlaczego. Czyżby jednak, mimo wszelkich zabezpieczeń, Lucjusz zdołał ich odnaleźć i dlatego musieli uciekać? Jeśli tak, to dlaczego tamta kobieta mówiła coś o jakiejś tragedii? - Draco, ty durniu, obyś tylko niczego nie wymyślił głupiego — mruknęła i deportowała się z mieszkania. Teraz miała kolejną misję do wykonania. Czas zacząć działać.

- Wybuch gazu? - mruknęła do siebie z niedowierzaniem, śledząc wzrokiem zaskakujący artykuł w mugolskiej prasie, którego wersję elektroniczną znalazła w miejscowej bibliotece. - Dziesiątki rannych, kilkunastu zabitych — szepnęła, zasłaniając usta dłonią. Więc było aż tak źle? Przesunęła tekst, szukając informacji o właścicielu i zamarła, widząc nieruchome zdjęcie Dracona. Policja pakowała go skutego do radiowozu. Patrzył wprost w obiektyw aparatu i... Jego wzrok był pusty. Nie wyrażał kompletnie niczego. Nie znalazła jednak żadnej wzmianki o chłopcu i to właśnie najpoważniej ją zmartwiło. Jeśli bowiem Draco poszedł siedzieć, maluch mógł się dostać w nieodpowiednie ręce, a taki ruch zagrażał wszystkim dookoła. Musiała dowiedzieć się, co stało się z maluchem...
Kilka kolejnych godzin spędziła, przekopując wszelkie dostępne rejestry przyjęć do sierocińców w mieście, a potem w hrabstwie. Nigdzie jednak nie znalazła wzmianki o chłopcu odpowiadającemu rysopisowi. Zapowiadało się coraz gorzej...



Następnego dnia rano.

Poprawiła marynarkę garsonki, w którą się ubrała i delikatnie zapukała do gabinetu Ministra, po czym weszła do środka, gdy tylko usłyszała zaproszenie.
- Witam cię, Hermiono — powiedział Shacklebolt, uśmiechając się do dziewczyny promiennie. - Co też cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze?
- Musimy porozmawiać — odparła, siadając naprzeciw biurka.
- Domyślam się...
- Chodzi mi jednak o dyskrecję i dochowanie tajemnicy.
- No proszę, przyznam, że mnie zaintrygowałaś. O co więc chodzi? - Kingsley machnął różdżką i na blacie pojawił się imbryk i dwie filiżanki. - Herbaty?
- Nie, dziękuję... Chodzi mi o Malfoy'a... Konkretnie młodego.
- Domyślam się. O starego raczej byś nie pytała. Niestety, pan Malfoy jest obecnie nieosiągalny.
- Wiem, policja go zgarnęła...
- Wpłaciliśmy za niego kaucję — mruknął czarnoskóry, popijając herbatę i patrząc na nią znad filiżanki. - Nie mogliśmy pozwolić, by czarodziej czystej krwi tkwił w mugolskim więzieniu. Nawet były kryminalista.
- Draco nie jest niczemu winien... - stanęła w jego obronie. Kingsley uniósł brew zaskoczony, po czym pochylił się w jej stronę.
- Owszem, jest — powiedział bez emocji. - Jest winny nie powiadomienia odpowiednich organów o stanie zdrowia swego młodszego brata, a przede wszystkim o ciążącej na chłopcu klątwie, która to właśnie doprowadziła do nieszczęśliwej śmierci nie tylko mugolskich obywateli miasta, ale również trzech bawiących się w tym czasie w klubie czarodziejów... Dlaczego go szukasz, Hermiono?
- Jest mi coś winien... - mruknęła niechętnie, czując, że serce najpewniej za chwilę wyskoczy jej z piersi. Jej myśli buntowały się gwałtownie przeciwko dopuszczeniu do siebie możliwości, że chłopiec mógł już... Nie, nie mogła tak myśleć!
- On tobie? Czy to raczej ty wyruszyłaś na poszukiwania przeciwzaklęcia, które mogłoby zneutralizować działanie klątwy w chłopcu?
- Gdzie jest Draco? I Syriusz? - zapytała, już nawet nie ukrywając, że wie o chłopcu. Skoro Kingsley i tak znał już prawdę.
- Ty nigdy nie odpuszczasz, co?
- Dobrze wiesz, że nie — powiedziała twardo, patrząc na mężczyznę nieustępliwie. - Ten mały cierpi i trzeba mu pomóc.
- Pan Malfoy przebywa obecnie w areszcie.
- W areszcie? Za co? - oburzyła się.
- Zdaje się, że przedstawiłem ci już ciążące na nim zarzuty... W Nurmergardzie.
- Co?! - aż podniosła się ze swojego miejsca. - Zwariowałeś, Kingsley? Wtrąciłeś do więzienia człowieka tylko dlatego, że próbował chronić brata przed niechybną śmiercią?
- Jaką śmiercią, Granger? Sądzisz, że zabilibyśmy chłopca tylko dlatego, że został obarczony tak wielkim brzemieniem? Masz mnie za drugiego Voldemorta bądź Grindenwalda?
- Nie — zaprzeczyła. - Ale wiem, że już nigdy nie ujrzałby światła dziennego. Odizolowalibyście go od świata, trzymając w zamknięciu — prychnęła. - Niestety, doskonale znam metody Szpitala Świętego Munga... Chcę się widzieć zarówno z Draco, jak i z chłopcem — zażądała stanowczo. Czarnoskóry czarodziej pokręcił głową.
- Nie mogę załatwić ci widzenia z maluchem, to akurat niemożliwe. A co do pana Malfoy'a... Cóż, jestem zdania, że obecnie nie chce nikogo widzieć. Jak zresztą od chwili osadzenia go w więzieniu.
- Kingsley... - westchnęła. - Ja nie proszę cię o umożliwienie mi widzenia z nim, ja cię informuję, że tam polecę, a ty masz zrobić wszystko, by strażnicy zawczasu wiedzieli o mojej wizycie i nie stawiali przeszkód.
- Czasami naprawdę żałuję, że to ty jesteś jedną trzecią Wielkiej Trójcy — syknął niezadowolony. - Prawdopodobnie komuś innemu zdołałbym odmówić...
- Śmiem wątpić — prychnęła, odbierając od niego zgodę na odwiedzenie Draco. - Dzięki, mam u ciebie dług...
- Obyś nie pożałowała tych słów.

Opatuliła się szczelniej szalikiem, przestępując niecierpliwie z nogi na nogę, podczas gdy nadgorliwy strażnik po raz n-ty sprawdzał dokumenty, które mu przedstawiła.
- Długo jeszcze? - zapytała w końcu zrzędliwie. - Bo jeszcze chwila i już w ogóle tam nie wejdę, bo zamarznę!
- W porządku — mruknął w końcu mężczyzna, podając jej plakietkę z napisem "gość". Masz piętnaście minut, Granger.
- O ile sobie przypominam, na zgodzie wpisana jest godzina i tego się trzymajmy, jeśli nie chcesz wylecieć z tej roboty, kiedy poskarżę się twojemu szefowi, a po drugie nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na ty, więc spływaj — warknęła, wyrywając mu z rąk papiery i dumnym krokiem weszła do przygnębiającego zamku. W recepcji otrzymała numer celi, w której przebywał Draco i udała się tam z kolejnym strażnikiem.

- Dlaczego tam jest tak ciemno? - zapytała, wskazując na celę młodego Malfoy'a.
- Nie życzy sobie, przy zapalano światło. Twierdzi, że tak jest lepiej — padła zwięzła odpowiedź znudzonego mężczyzny.
- Bzdura — pokręciła głową i weszła do celi, którą strażnik otworzył na jej wyraźne polecenie. - Lumos — mruknęła pod nosem, unosząc wysoko różdżkę. Jaskrawe światło płynące z jej czubka zalało niewielkie, zimne pomieszczenie. Jej wzrok natychmiast padł na skulonego na pryczy, wychudzonego blondyna. - Draco! - krzyknęła przerażona jego stanem. - Co oni ci zrobili?! - uklękła przy wąskim łóżku. Uniósł ciężko powieki i spojrzał na nią.
- Granger — chrypnął po chwili, rozpoznając ją. - Wróciłaś.
- Przecież obiecałam ci, że wrócę. Gdzie jest Syriusz? Co tam się stało? Lucjusz was odnalazł?
- Lucjusz? Nie, on nie ma takich środków...
- A więc? - potrząsnęła nim za ramię, bo wyglądał tak, jakby miał zamiar znów odpłynąć. - Wytłumacz mi, a zrobię wszystko, żeby cię stąd wypuścili. Przecież Syriusz potrzebuje twojej pomocy, nie możesz tutaj być!
- Syriusz? Pomocy?... Nie, Granger, on już niczego nie potrzebuje. Mój brat nie żyje.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1778 słów i 10032 znaków, zaktualizowała 17 cze o 21:35.

2 komentarze

 
  • emeryt

    Dziękuję Tobie za ten, kolejny odcinek. Ten jest fajny, lecz jest chyba rozwinięciem do ciekawszych akcji. Serdecznie pozdrawiam i życzę w dalszym ciągu wspaniałej weny.

  • shakadap

    Jak zwykle dobrze napisane, czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • elenawest

    @shakadap dzięki wielkie 😁