
Przez pięć dni natrętne myśli nawiedzały umysł Aurelii. Najpierw, w sobotę, podsłuchała rozmowę telefoniczną swojej siostry Jadwigi z kuzynką Agatą. Zaciekawiona wypytywała Jadwigę z kim się całowała, a potem zmusiła podstępem siostrę do pocałunku, wykorzystując do tego loda. W tym celu wykorzystała swoją dziwną moc, przez którą każdy, kto widział ją jedzącą, nagle pragnął dokładnie tego samego. Jadwiga jakimś sposobem nie była na tyle oczarowana jaj lodami waniliowymi, co ustami Aleksandra. Aurelia nie mogła pojąć, jak Jadwiga śmiała stwierdzić, że usta kuzyna smakują lepiej niż jej ukochane lody waniliowe.
Następnego ranka była dręczona wyrzutami sumienia z tego powodu, że wykorzystała swoje zdolności przeciwko własnej siostrze, jednocześnie fantazjując o ustach kuzyna. Ku jej zdziwieniu Jadwiga przyszła z nią porozmawiać, usiadła na brzegu jej łóżka wybaczyła jej to, że posunęła się nieco za daleko i obiecały sobie, że jeżeli do czegoś dojdzie między którąś z nich a Aleksandrem, nie będą miały przed sobą tajemnic.
Tego samego dnia, po południu zaprosiła swoją przyjaciółkę Adę, by wspólnie poćwiczyć całowanie się. Ada, nie dość że chętnie przystała na propozycję, to zdając sobie sprawę ze zdolności Aurelii, zaproponowała jej, aby użyć do wspólnej zabawy, Nutelli oraz bitej śmietany. Ledwo powstrzymywały jęki, gdy języki, palce i czekoladowo-śmietankowa maź mieszały się w coraz śmielszych pieszczotach. Wspólne igraszki z przyjaciółką dawały ujście jej emocją jednak tylko na krótką chwilę. Mimo zaspokojenia, ciągle była ciekawa jak smakuje jej kuzyn.
W niedzielny wieczór, gdy Ada wyszła już z domu, Aurelia nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Leżała na łóżku, wciąż czując na skórze słodkie ślady Nutelli i bitej śmietany, wciąż pamiętając smak języka przyjaciółki, ale to nie wystarczało. W głowie miała tylko jedno, że jej umiejętność całowania wciąż jest za słaba, jej pocałunki są zbyt nieśmiałe i za mało dojrzałe.
***
W końcu wstała, boso, w samej za dużej koszulce i cicho zapukała do pokoju Jadwigi.
Jadwiga leżała na łóżku z książką na piersi, podniosła wzrok i uniosła brew, widząc błagalną minę siostry. Aurelia nie musiała wiele mówić, jej wyraz twarzy zdradzał wszystko. Mimo to padła na kolana przy łóżku i prosiła siostrę o to, by poćwiczyły wspólnie całowanie.
Jadwiga westchnęła, odłożyła książkę, ale nie odepchnęła jej. Wręcz przeciwnie, przyciągnęła Aurelię do siebie, ułożyła ją obok i pocałowała pierwsza, powoli, głęboko, bez pośpiechu. Ich języki spotkały się ostrożnie, potem śmielej, splatając się, smakując siebie nawzajem. Ręce Jadwigi wędrowały po plecach młodszej siostry, po szyi, po włosach, a Aurelia drżała pod każdym dotykiem.
Potem dłoń Jadwigi zsunęła się niżej, wędrowała po wewnętrznej stronie uda, leniwie, jakby przypadkiem. Palce musnęły krawędź majtek, zatrzymały się tuż przy najwrażliwszym miejscu. Jadwiga odsunęła się na moment, spojrzała Aurelii prosto w oczy i szepnęła, niemal dotykając jej ust:
– Tam na dole… też będziesz chciała go spróbować?
Aurelia poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy, a jednocześnie uderza gorącem w podbrzusze. Nie potrafiła skłamać. Skinęła głową, ledwo zauważalnie, a potem wyszeptała, drżąc:
– Jeśli jego usta są tak dobre, jak mówisz… to tak. Tam też będę chciała.
Jadwiga nie powiedziała nic więcej. Tylko pocałowała ją znowu, głębiej, mocniej, jakby chciała sprawdzić, czy młodsza siostra naprawdę jest gotowa na to, co sama dopiero zaczęła odkrywać.
W głowie Aurelii zakiełkowała nowa, niebezpieczna myśl, że to już nie tylko ciekawość. To jej głód i pragnienie skosztowania nowych rzeczy, powoli miesza się z pożądaniem, coraz bardziej podsycanym przez Jadwigę.
Jadwiga odsunęła się od Aurelii tylko na tyle, by gorący szept musnął jej ucho.
– Idź do kuchni i przynieś banany – wyszeptała, a jednocześnie opuszką palca wskazującego leniwie przeciągnęła po wilgotnej plamce na materiale majtek siostry. – Musimy na czymś poćwiczyć.
Aurelia zerwała się z łóżka jakby ktoś podłączył ją do prądu – boso, z rumieńcami na policzkach, z koszulką ledwo przykrywającą jej pośladki. Dopadła drzwi, już chciała nacisnąć klamkę, gdy w ostatniej chwili zamarła.
– Ile? – zapytała przez ramię, niepewna czy dwa banany im wystarczą.
– Wszystkie – padła odpowiedź, spokojna, niemal rozbawiona.
Aurelia zniknęła w korytarzu. Po chwili wróciła, dysząc lekko, z ciężką kiścią bananów w obu dłoniach. Rzuciła ją na pościel tuż obok siostry, cofnęła się do drzwi i z cichym kliknięciem przekręciła zamek, ostrożność wpojona przez lata wspólnego mieszkania z rodzicami.
Jadwiga już obierała pierwszego banana, skórka z cichym szelestem opadła na podłogę.
– Jutro po zajęciach – powiedziała, nie podnosząc wzroku – wstąpię do sex-shopu. Znajdę coś bardziej… realistycznego. Żebyśmy miały na czym naprawdę ćwiczyć.
Aurelia, na czworakach, podpełzła bliżej, oczy błyszczały jej jak u kotki przed miską śmietany.
– Świetny pomysł – wyszeptała.
– Wiem – Jadwiga uśmiechnęła się półgębkiem. – Ja zawsze mam świetne pomysły.
Pochyliła się, musnęła usta siostry krótkim, władczym pocałunkiem, po czym chwyciła Aurelię za nadgarstek i pociągnęła w stronę biurka.
Banana odłożyła na blat. Sama opadła na fotel obrotowy, opuściła siedzisko do samego końca, rozsunęła szeroko kolana i poklepała się w udo.
– Siadaj – rozkazała z tym swoim leniwym, ciepłym uśmiechem.
Aurelia posłusznie usiadła okrakiem na udzie siostry, zarzuciła jej ramiona na szyję, palce wplotła w ciemne włosy z tyłu głowy.
– To mało realistyczny scenariusz – ciągnęła Jadwiga, przesuwając dłonie na biodra młodszej – że wylądujecie razem w łóżku tylko po to by się całować. Najpierw będzie… tak.
Aurelia nie czekała. Pochyliła się powoli, musnęła wargi Jadwigi, raz, drugi, coraz śmielej, coraz głębiej, aż ich języki znów się splatały.
– Najpierw… – Jadwiga mówiła między pocałunkami, lekko zadyszana – będę… udawała… że to ja… jestem Aleksandrem… Potem… ty… będziesz go... udawała…
I przyciągnęła Aurelię bliżej, tak że ich ciała przylgnęły do siebie całkowicie.
– W porządku, kuzynie… – szepnęła Aurelia, jej usta wciąż muskały wargi Jadwigi, głos drżał od podniecenia i lekkiego rozbawienia, jakby naprawdę wyobrażała sobie, że siedzi na udzie Aleksandra, a nie starszej siostry.
Jadwiga, wyczuwając tę grę do końca, postanowiła nie pozostawać dłużna. Wiedziała, że młodsza siostra chce poczuć się zdobywana i postanowiła jej to dać. Lewą ręką mocno objęła talię Aurelii, przyciągając ją bliżej siebie, w taki sposób że ich ciała przylgnęły niemal całkowicie. Prawą dłonią zaczęła wędrować po ciele dziewczyny, najpierw delikatnie gładziła szyję, opuszkami palców muskając wrażliwą skórę pod uchem, potem zjechała niżej, wzdłuż boku, przez krzywiznę biodra, aż do płaskiego brzucha. W końcu dłoń zatrzymała się na młodej, jędrnej piersi Aurelii, chwyciła ją od dołu, mocno, bez wahania i zaczęła śmiało ugniatać, kciukiem drażniąc sutek przez cienki materiał koszulki.
Aurelia jęknęła głośno, nie mogąc się powstrzymać, musiała oderwać usta od ust siostry, by złapać oddech. Jej głowa odchyliła się lekko do tyłu, oczy przymknięte, policzki rozpalone. Po chwili jednak wróciła do pocałunku, jeszcze bardziej namiętnie, jeszcze łapczywiej, jakby chciała nagrodzić Jadwigę za to, jak dobrze wie, co z nią robić.
Po dłuższej chwili prawa dłoń Jadwigi porzuciła pierś i rozpoczęła powolną wędrówkę w dół, sunęła po brzuchu, muskała biodro, aż w końcu zatrzymała się na lewym udzie młodszej siostry. Najpierw delikatnie, niemal czule, gładziła skórę, jakby sprawdzała granice. Potem coraz śmielej, palce zacisnęły się mocniej, ugniatając mięśnie uda, przesuwając się coraz wyżej.
W końcu dłoń przeniosła się na wewnętrzną stronę prawego uda. Tam już nie była ostrożna, Jadwiga pieściła skórę powoli, okrężnymi ruchami, zbliżając się niebezpiecznie blisko miejsca, gdzie materiał majtek Aurelii był już wilgotny z podniecenia.
Aurelia całowała ją bez opamiętania, całkowicie pochłonięta falą doznań, jakie dawała jej dłoń siostry. Ale nagle coś w niej drgnęło, oprzytomniała gdy poczuła uścisk na udzie, który z pewnością miał przyprowadzić ja do porządku. Przypomniała sobie, po co tak naprawdę zaczęły tą zabawę, miały ćwiczyć robienie dobrze ustami, a nie tylko zwykłe całowanie. Nie chciała być dłużej bierną zabawką. Wplotła więc palce prawej dłoni w gęste włosy Jadwigi, lekko pociągając, by przejąć choć trochę kontroli. Lewą dłonią powędrowała niżej po szyi, przez klatkę piersiową, celowo omijając piersi siostry, po brzuchu, aż do krawędzi majtek. Gdy dotarła do celu, oderwała swe usta od ust Jadwigi i spojrzała jej prosto w oczy, jej oddech był ciężki i urywany.
– Mogę sprawdzić... jak smakujesz tam na dole...? – zapytała półszeptem, głosem tak drżącym, że ledwo dało się zrozumieć słowa.
Dłoń Jadwigi przesunęła się jeszcze kawałek wyżej po wewnętrznej stronie uda Aurelii, zatrzymując się tuż przed jej cipką. Kciuk musnął wilgotny materiał, potem palec wskazujący, powoli, jakby rysował niewidzialną linię.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo pragnąłem usłyszeć te słowa z twych ust – wyszeptała Jadwiga niskim, lekko ochrypłym głosem, wcielając się w Aleksandra tak przekonująco, że Aurelia poczuła dreszcz na całym ciele.
Delikatny, ale stanowczy klaps wylądował na jej pośladku.
– Wstawaj… – padło cicho, lecz nie znosząc sprzeciwu.
Aurelia posłusznie podniosła się z kolan Jadwigi. Stała chwilę, lekko chwiejąc się, patrząc, jak siostra przesuwa się na samą krawędź fotela, podciąga koszulkę nocną aż pod piersi i leniwie, kusząco, nieznacznie zsuwając majtki na biodra.
– Nie stój tak. Od razu powinnaś znaleźć się na kolanach między moimi nogami – dodała Jadwiga z lekkim uśmiechem, rozchylając kolana szerzej.
Aurelia opadła na pięty. Tuż przed jej twarzą znalazło się łono siostry, wilgotna plama na bawełnie ciemniała wyraźnie, a powietrze pachniało ciepłym, kobiecym podnieceniem.
Jadwiga sięgnęła na biurko, chwyciła banana, który na nim leżał i wsunęła go pod materiał majtek, cieńszy koniec przycisnęła sobie do cipki tuż pod łechtaczką, reszta sterczała dumnie, lekko zakrzywiona do góry, jakby naprawdę była twardym, napiętym kutasem.
– Nie wiem, od czego mam zacząć… – wyszeptała Aurelia, niepewna co ma teraz zrobić.
– Na początek go chwyć w dłoń. Nie musisz od razu brać całego do buzi. Możesz lizać, całować, muskać wargami, ssać… Najlepiej patrz mi prosto w oczy.
Aurelia posłusznie owinęła lewą dłoń wokół banana. Palce prawej dłoni dyskretnie wsunęła pod wilgotny skrawek materiału i przyłożyła kciuk dokładnie tam, gdzie czuła najmocniejsze ciepło. Gdy tylko zacisnęła palce lewej dłoni, banan drgnął, a Jadwiga jęknęła cicho, a jej biodra mimowolnie wyskoczyły do przodu.
Aurelia wysunęła język i powoli, od samego dołu, liznęła banana długim, mokrym ruchem aż po czubek. Jednocześnie prawą dłonią masowała wilgotną plamę, zbierając na palce gorącą wilgoć siostry. Gdy dotarła do końca banana, puściła materiał majtek, wsunęła oba palce do ust i zaczęła je oblizywać, powoli, z wyraźną rozkoszą.
Smak był obezwładniający: dojrzała, soczysta brzoskwinia, szczypta soli, odrobina cierpkości. Oczy Aurelii przewróciły się do tyłu, powieki zatrzepotały.
Potem znów przyciągnęła banana bliżej siebie, spojrzała prosto w oczy Jadwigi i lekko przekrzywiając głowę, zaczęła składać wilgotne, powolne pocałunki, wędrując od nasady aż po sam czubek.
– Boże… wyglądasz tak pięknie – wyrwało się Jadwidze, głos drżał z podniecenia.
Aurelia uśmiechnęła się, nie przerywając. Zauważyła, że za każdym razem, gdy niby przypadkiem poruszyła bananem, piersi siostry unoszą się gwałtowniej. Czasami biodra, delikatnie poruszają się do przodu. Postanowiła już się nie powstrzymywać i przy każdym ruchu delikatnie, niby przypadkiem poruszać bananem, by sprawiać siostrze przyjemność, wciskając owoc nieco głębiej.
Palce prawej dłoni znów wróciły pod majtki. Tym razem, gdy na moment oderwała usta od banana, odsunęła wilgotny materiał na bok, akurat na tyle, by kątem oka zobaczyć lśniące, nabrzmiałe wargi siostry i czubek banana, który teraz naprawdę ocierał się o jej cipkę.
Aurelia całowała banana coraz śmielej, powoli, z lubością, jakby naprawdę chciała zapamiętać każdy jego milimetr. Za każdym razem, gdy przysuwała usta bliżej czubka, drugi koniec owocu wbijał się głębiej w wilgotną cipkę Jadwigi, która próbowała zachować resztki godności, ale jej biodra zdradzały wszystko, unosząc się krótkimi, nerwowymi ruchami.
W końcu Jadwiga nie wytrzymała, jej obie dłonie powędrowały do własnych piersi. Zacisnęła je mocno, ugniatając, ciągnąc sutki, jakby chciała rozładować napięcie gdzie indziej niż między nogami. Oczy miała półprzymknięte, ale nie odrywała wzroku od twarzy siostry.
– Cały penis jest ważny… – zaczęła, starając się brzmieć jak nauczycielka, choć głos jej się łamał – ale możesz skupić się szczególnie na końcówce. To podobno najczulszy punkt u każdego faceta.
– W taki sposób? – zapytała Aurelia niewinnie, naciągając banana mocno w swoją stronę i składając na jego czubku mokry, niechlujny pocałunek, z głośnym mlaśnięciem.
Drugi koniec wbił się w Jadwigę tak mocno, że ta jęknęła głośno, wysoko i bezwstydnie.
– Czegoś mi tu jednak ciągle brakuje… – mruknęła Aurelia, niby do siebie.
Przerzuciła lewe przedramię nad udo siostry, opierając się na nim wygodniej, a prawą dłonią znów odchyliła wilgotny materiał majtek. Palcem wskazującym i środkowym zebrała gęstą, ciągnącą się wilgoć, rozsmarowała ją po czubku banana, potem znów zebrała kolejną porcję, i jeszcze jedną. W końcu uniosła lśniący palec wskazujący do ust, polizała go powoli, patrząc Jadwidze prosto w oczy.
– Smakujesz wyśmienicie – powiedziała cicho, z triumfem. – Chcesz skosztować?
Jadwiga tylko energicznie pokiwała głową, ślinianki pracowały jej tak intensywnie, że wrażenie, iż jeżeli otworzy tylko szerzej usta, ślina poleci ciurkiem kącikami jej ust, prosto na jej klatkę piersiową.
– Więc dobrze.
Aurelia wyciągnęła dłoń przed siebie. Między palcami ciągnęły się cienkie, lśniące nici śluzu.
Jadwiga rozchyliła usta i niemal rzuciła się na nie. Ssała łapczywie, głośno, językiem zbierając każdą kroplę własnego smaku, wodząc nim między palcami Aurelii jak po najdroższym przysmaku.
– O tak… dokładnie wylizuj, siostrzyczko – szepnęła Aurelia, sama drżąc z podniecenia.
Czuła każdy ruch języka siostry, każdy ciepły, mokry krąg.
– Jak będziesz grzeczna, dostaniesz jeszcze – droczyła się, uśmiechając się drapieżnie.
W końcu chwyciła banana oburącz i zaczęła zlizywać słono-słodką wilgoć z jego powierzchni, powoli, okrężnymi ruchami języka, jakby chciała, żeby ta tortura trwała wiecznie. Przy każdym liźnięciu delikatnie poruszała dłońmi, drażniąc cipkę siostry drugi końcem banana. Jadwiga już nawet nie próbowała ukrywać jęków.
Kiedy na bananie nie zostało już nic, Aurelia, nie mogąc się opanować, podświadomie chcąc wycisnąć z banana jeszcze więcej tego rozkosznego soku, zacisnęła dłonie i usta zbyt mocno nadgryzając banana w połowie, a to co można byłoby nazwać nasadą prowizorycznego penisa, zamieniła w miazgę,
– Cholercia… – wyrwało jej się, gdy zorientowała się, co właśnie zrobiła.
Spojrzała w górę, Jadwiga przyglądała jej się z szeroko otwartymi oczami i ustami jeszcze lśniącymi od jej własnej wilgoci, a potem obie parsknęły śmiechem, zdyszane, rozpalone i kompletnie bezwstydne.
– Chyba trochę mnie poniosło… – Aurelia uśmiechnęła się szeroko, wygrzebując z majtek siostry resztki rozgniecionego banana. Trzymała w dłoni ciepłą, lepką miazgę i uniosła brew. – Chcesz trochę?
Jadwiga tylko energicznie pokiwała głową. Wyprostowała się na fotelu, chwyciła nadgarstek Aurelii i przyciągnęła jej prawą dłoń do swoich ust. Najpierw zjadła to, co jeszcze trzymało kształt, potem zaczęła powoli, dokładnie wylizywać słodką papkę spomiędzy palców młodszej siostry. Aurelia w tym samym czasie oblizywała swoją lewą dłoń, nie spuszczając z Jadwigi rozbawionego spojrzenia.
Gdy obie były już czyste, Aurelia podparła się na kolanie siostry i wstała. Po drodze pochyliła się i złapała Jadwigę w krótki, ale bardzo namiętny pocałunek, smak banana i ich wspólnej wilgoci wciąż gościł na ich językach.
– Teraz moja kolej odgrywać Aleksandra – powiedziała, otrzepując dłonie. – Pokażesz mi, jak to się robi tak jak należy.
– Chętnie – wyszeptała Jadwiga, wciąż lekko zdyszana. – Choć szczerze moje doświadczenie jest zerowe
– Nie szkodzi. – odparła Aurelia – Masz tu jakiś ręcznik? Nie chcę ci poplamić fotela.
Jadwiga wstała na wyraźnie chwiejnych nogach, podreptała do szafy, rozsunęła drzwi i rzuciła siostrze gruby, puszysty ręcznik kąpielowy. Aurelia złapała go w locie, rozłożyła na siedzisku, usiadła wygodnie i poklepała się po udzie, puszczając Jadwidze zalotne oczko.
Jadwiga ruszyła w jej stronę, ale po drodze zatrzymała się przy łóżku, oderwała drugiego banana z kiści i pomachała nim z uśmieszkiem.
– O czymś zapomniałaś.
– No tak… mogło mi wylecieć z głowy – Aurelia przegryzła język i przewróciła oczami z teatralnym westchnieniem.
Wzięła od siostry banana, wbiła paznokieć w jego skórkę, obrała go wprawnymi ruchami. Skórka wylądowała na biurku, a tuż obok położyła już obrany owoc. Jadwiga natychmiast usiadła bokiem na udzie młodszej siostry, zarzuciła jej ramiona na szyję i zaczęła obsypywać delikatnymi, ale coraz bardziej natarczywymi pocałunkami.
Lewa dłoń Aurelii sunęła powoli w górę pleców Jadwigi, aż palce wplotły się w jej gęste włosy. Nagle zacisnęła je mocno i zdecydowanie odciągnęła głowę siostry do tyłu.
– Co jest…? – zaprotestowała zaskoczona Jadwiga.
– Zapomniałaś? – głos Aurelii obniżył się o oktawę, stał się głęboki, spokojny, władczy. – Ostatnim razem rzuciłaś się na mnie dokładnie tak samo. Myślisz, że pozwolę ci na takie pogrywanie sobie ze mną?
Jadwiga zadrżała. Rozpoznała ten ton. To był dokładnie ten aspekt Aleksandra, który sprawiał, że miękły jej kolana, ta cicha, niewzruszona kontrola.
– Przecież już cię przepraszałam za tamto… – jęknęła błagalnie, wchodząc w rolę. – Czego jeszcze ode mnie oczekujesz?
– Zgadza się, przeprosiłaś – Aurelia uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak trafia w sam środek czułego punktu starszej siostry. – Ale poprawy nie widzę. Wskakujesz mi na kolana i od razu do całowania, jakby ci się to po prostu należało.
Jadwiga przełknęła ślinę. Nie wiedziała już co odpowiedzieć.
– To… co mam zrobić, skoro tak bardzo tego pragnę? – wyszeptała w końcu, niepewnie.
Aurelia rozciągnęła usta w szerokim, drapieżnym uśmiechu.
– Po prostu poproś. Grzecznie. A ja… rozważę twoją prośbę.
– Aleks… proszę… – głos Jadwigi drżał, prawie pękał. – Od tamtej chwili… codziennie myślę tylko o tobie. Nie pragnę niczego bardziej… pragnę znów cię poczuć… proszę…
Aurelia, nie zwalniając uścisku na włosach, przesunęła lewą dłoń na policzek siostry. Kciukiem powoli, niemal czule przeciągnęła po wilgotnej dolnej wardze.
– Grzeczna dziewczynka… – mruknęła, unosząc kącik ust w leniwym, władczym uśmiechu. – Pokaż, co potrafisz.
Przyciągnęła głowę Jadwigi do siebie. Gdy ich usta spotkały się w głodnym pocałunku, palce rozluźniły się na włosach. Prawa dłoń powędrowała niżej, najpierw do piersi, agresywnie chwyciła jedną, potem drugą, ugniatając mocno, drażniąc sutki przez cienki materiał. Po dłuższej chwili zjechała dalej, na lewe udo Jadwigi. Palce wbiły się w ciało, masując je mocno, intensywnie, niemal brutalnie, aż w końcu Aurelia szarpnęła, zmuszając siostrę do założenia nogi na nogę, naciągając ją bardziej na siebie i sięgając głęboko do jędrnego pośladka.
Jadwiga nie chciała być bierna. Prawą ręką uczepiła się ramienia Aurelii, lewą zaś wędrowała coraz niżej po jej ciele. Nagle przerwała pocałunek, westchnęła głośno, gdy poczuła palce sięgające przez pośladek i wsuwające się pod wilgotny materiał majtek. Najpierw delikatne rozpoznanie, potem dwa palce rozchyliły fałdy skóry i zaczęły masować, powoli, rytmicznie, w tę i z powrotem wzdłuż szczeliny między fałdami. Jadwiga zadrżała, zacisnęła powieki, a potem znów wpiła się w usta Aurelii, jakby chciała zagłuszyć własny jęk.
Po chwili palce wycofały się. Jadwiga otworzyła oczy, rozczarowana, zdyszana. Spojrzała na siostrę, ta uniosła dwukrotnie brwi z szelmowskim uśmiechem.
– Aleks… – wyszeptała Jadwiga, rozumiejąc grę. – Pragnę zaspokoić cię ustami… pozwolisz mi na to?
– Szybko się uczysz – odparła Aurelia niskim, spokojnym głosem. – Jak tak dalej pójdzie, to za niedługo chyba zerżnę twoją soczystą cipkę.
Dla podkreślenia klepnęła siostrę mocno w pośladek. Jadwiga poczuła gorąco rozlewające się w dole brzucha. Oddałaby wszystko, żeby te słowa padły z ust jej kuzyna.
Złożyła szybki, głodny pocałunek na ustach siostry i zsunęła się z jej uda, lądując na klęczkach między rozchylonymi nogami Aurelii.
Aurelia poprawiła się na fotelu, przesunęła pośladki na samą krawędź, lekko zsuwając figi na biodra. Sięgnęła po banana, wsunęła go za linię materiału, dokładnie tak samo, jak wcześniej robiła to Jadwiga. Cieńszy koniec przycisnęła sobie do rozpalonej cipki, reszta sterczała dumnie.
– No, maleńka… – powiedziała, głaszcząc Jadwigę po policzku prawą dłonią, lewą pewnie trzymając owoc na miejscu. – Pokaż mi, co potrafisz.
Jadwiga uniosła spojrzenie, złapała banana oburącz i spojrzała siostrze prosto w oczy.
– Postaram się dać z siebie wszystko.
Jadwiga najpierw przełożyła oba ramiona nad nogi Aurelii, opierając się wygodnie o jej uda, dzięki czemu jej twarz znalazła się dokładnie na wysokości banana. Nie odrywała wzroku od oczu młodszej siostry, błyszczących, pełnych napiętej ciekawości.
Zwilżyła wargi powoli, jakby chciała, żeby Aurelia zapamiętała każdy jej ruch. Potem złożyła długi, soczysty pocałunek dokładnie pod czubkiem banana, prosto na „żołądź”. Gdy oderwała usta z głośnym, mokrym cmoknięciem, uśmiechnęła się delikatnie.
– Żołądź jest najwrażliwsza, ale są też inne miejsca, które są bardzo dobrze unerwione.
Mocno naciągnęła banana w swoją stronę, drugi koniec wbijając w rozpaloną cipkę Aurelii, która tylko westchnęła krótko przez zaciśnięte zęby. Paznokciem wskazującym zatoczyła delikatną obręcz tuż pod zwieńczeniem owocu.
– Tuż pod nią jest bardzo wrażliwa, cienka skórka… – przerwała, by powoli, płasko polizać dokładnie w tym miejscu, od dołu do góry. – Możesz ją lizać… całować… – złożyła tam powolny, wilgotny pocałunek – …i delikatnie ssać.
Przymknęła wargi wokół zaznaczonej linii i lekko pociągnęła, demonstrując. Aurelia patrzyła jak zahipnotyzowana, w głowie zapisując każdy szczegół.
– Od spodu znajduje się wędzidełko prącia – tłumaczyła Jadwiga – Jest podobne do tego pod językiem… i tak samo wrażliwe.
Puściła banana lewą ręką, chwyciła dłoń Aurelii i wsunęła jej dwa palce do swoich ust, głęboko, aż po same knykcie.
Aurelia drgnęła, ale posłusznie zaczęła delikatnie badać obszar pod językiem siostry, opuszkami szukając cienkiej błony łączącej spód języka z dnem jamy ustnej. Masowała ją powoli, okrężnymi ruchami.
Gdy w końcu Aurelia wysunęła wilgotne palce, Jadwiga uśmiechnęła się szeroko.
Jadwiga mówiła cicho, jakby prowadziła najpoważniejszy wykład na świecie, choć jej głos drżał od podniecenia:
– Do tego nie będziesz musiała trzymać go cały czas oburącz. Dłońmi możesz go drażnić… na przykład przeciągając paznokciami po torsie.
Lewą ręką sunęła powoli po boku Aurelii, lekko drapiąc skórę, dziewczyna zadrżała, przygryzając wargę.
– Po udach… – palce zacisnęły się mocno na wewnętrznej stronie uda Aurelii – …czy chwytając za pośladki.
Ramieniem oplotła biodro siostry i sięgnęła daleko do tyłu, chwytając jędrny pośladek, wciskając w niego palce tak mocno, że Aurelia jęknęła cicho.
Potem puściła, złapała dłoń Aurelii i przyciągnęła ją do banana.
– Przy dobrych wiatrach wcale nie będziesz musiała go przytrzymywać, bo sam będzie stał.
Aurelia zrozumiała od razu. Przejęła banana od siostry, trzymając go pewnie, a sama, niby przypadkiem, zaczęła nim drażnić swoją rozpaloną cipkę.
– W tym czasie jedną ręką możesz gładzić jego brzuch albo udo… – Jadwiga przesunęła dłoń po napiętym brzuchu Aurelii – …a drugą, na przykład, bawić się jajkami. Podobno faceci to uwielbiają.
Prawą ręką odsunęła pasek wilgotnych fig Aurelii i powoli przeciągnęła palcami po śliskich wargach, zbierając gorącą wilgoć.
– Ewentualnie możesz chwycić oburącz za pośladki…
Przerzuciła prawe ramię nad udo siostry, oplotła jej biodra i obie dłonie wbiła mocno w pośladki Aurelii, rozciągając je lekko, wciskając palce tak głęboko, że dziewczyna wygięła się w łuk.
Aurelia, trzymając banana, sama zaczęła nim powoli poruszać, okrężnymi ruchami drażniąc swoją kobiecość coraz śmielej, podczas gdy agresywne pieszczoty siostry potęgowały każdą falę rozkoszy.
Jadwiga złożyła kilka wilgotnych, głośnych pocałunków na spodniej stronie banana, a potem lekko się uniosła i jednym płynnym ruchem wessała prawie połowę do ust. Gdy cofnęła głowę, owoc był wyraźnie nadgryziony, a ona przeżuwała z triumfalnym, figlarnym uśmiechem.
Przełknęła i spojrzała na Aurelię z rozbawieniem.
– Wybacz, ale jestem za bardzo napalona, żeby ciągnąć to dalej.
Pochyliła się jeszcze raz, odgryzła kolejny kawałek, a potem szybkim ruchem ściągnęła figi Aurelii aż do połowy ud.
Aurelia uniosła resztkę banana. Między nią, a jej lśniącą, nabrzmiałą cipką rozciągnęła się długa, srebrzysta nić śluzu.
– Wiem o czym mówisz – powiedziała z szerokim, rozpalonym uśmiechem.
Aurelia zbliżyła do ust resztkę banana, która przed chwilą przylegała do jej cipki. Na jego powierzchni lśniła gęsta, przezroczysta warstewka jej własnych soków, pachniała podniecającym słonawo-słodkim zapachem, dokładnie tym samym, którym pachniała jej kobiecość.
Nie odrywając wzroku od Jadwigi, powoli wsunęła kawałek do ust. Zamknęła oczy. Język rozprowadził smak po podniebieniu, ciepły, lepki, nieprzyzwoicie intymny. Przeżuła kilkukrotnie i przełknęła z głośnym, cichym westchnieniem, a potem oblizała wargi, jakby chciała zatrzymać każdą kroplę.
Jadwiga patrzyła na to jak zahipnotyzowana. Jej oddech stał się płytki, urywany. Nie wytrzymała.
Bez słowa chwyciła pasek fig Aurelii i jednym zdecydowanym ruchem zsunęła je aż do kostek. Aurelia rozchyliła nogi szerzej, prawie bezwiednie, opierając stopy o krawędź fotela.
Jadwiga opadła niżej. Najpierw tylko ciepły oddech na wewnętrznej stronie uda, potem delikatny pocałunek tuż nad kolanem, wyżej, jeszcze wyżej… aż w końcu jej usta znalazły się dokładnie tam, gdzie chciały się znaleźć.
Pierwsze liźnięcie było powolne, płaskie, od samego dołu aż po łechtaczkę, jakby smakowała najdroższy przysmak. Aurelia zacisnęła zęby na swoim przedramieniu, dusząc w sobie krzyk.
Jadwiga nie spieszyła się. Językiem rysowała leniwe ósemki, czasem tylko muskając, czasem przyciskając mocniej, czasem wciągając delikatnie wargi w usta i puszczając z cichym mlaśnięciem. Co chwilę unosiła wzrok, żeby sprawdzić, jak Aurelia reaguje, oczy miała błyszczące, pełne czystej, siostrzanej czułości i dzikiego pożądania jednocześnie.
Aurelia drżała coraz mocniej. Biodra same zaczęły się unosić, szukając coraz więcej doznań. Drugą ręką wplotła palce we włosy Jadwigi, nie ciągnąc, tylko trzymając, jakby bała się, że starsza siostra przerwie pieszczoty.
Kiedy język Jadwigi skupił się wyłącznie na łechtaczce, okrężnymi, coraz szybszymi ruchami, Aurelia wbiła zęby głębiej w przedramię. Ciało napięło się jak struna. Przez chwilę nie oddychała wcale.
A potem przyszło, ciche, długie, rozlewające się po całym ciele drżenie. Fala za falą. Aurelia zacisnęła uda na głowie siostry, nie mogąc się powstrzymać, a Jadwiga tylko delikatniej, czulej lizała, przeciągając rozkosz, aż ostatnia fala nie opadła.
Gdy w końcu Aurelia rozluźniła mięśnie, Jadwiga podniosła głowę. Usta miała lśniące, policzki rozpalone. Uśmiechnęła się słabo, prawie nieśmiało.
– Chodź – wyszeptała tylko.
I pomogła Aurelii wstać z fotela, obie chwiejne, obie wciąż drżące.
Jadwiga poprowadziła Aurelię do łóżka, niemalże niosąc ją, obie wciąż drżały na nogach jak po długim, wyczerpującym tańcu. Gdy opadły na materac, od razu splotły się w jedno. Twarz przy twarzy, piersi przy piersiach, a ich oddechy mieszały się ze sobą.
Bez słowa splotły swoje nogi, wsuwając uda między uda siostry. Gładkie, spocone udo Jadwigi znalazło się dokładnie między nogami Aurelii, dociskając się mocno do jej rozpalonej, ociekającej sokami cipki. Aurelia odpowiedziała tym samym, jej udo wcisnęło się głęboko między uda starszej siostry, aż poczuła na skórze gorące, lepkie pulsowanie łechtaczki Jadwigi.
Zaczęły się poruszać od razu, jakby nie mogły już dłużej czekać. Powoli, okrężnie, potem coraz mocniej. Cipka jednej sunęła po udzie drugiej, zostawiając śliskie, gorące smugi. Skóra była tak mokra od ich soków, że każdy ruch wydawał cichy, nieprzyzwoity dźwięk, miękki, lepki, jakby ktoś mieszał miód.
Aurelia poczuła, jak łechtaczka Jadwigi pulsuje na jej udzie, twarda, gorąca, śliska. Jadwiga jęknęła w jej usta, gdy sama poczuła, jak rozpalone wargi Aurelii rozmazują się po jej skórze, zostawiając gorące ślady. Zapach był gęsty, ciężki, kobiecy, słony i słodki jednocześnie, aż kręciło w głowie.
Całowały się bez przerwy, języki splatały się głęboko, łapczywie, gryząc wargi, ssąc, jakby chciały się nawzajem połknąć. Dłonie wbijały się w pośladki, rozciągały je, wciskając udo jeszcze mocniej w cipkę, żeby tylko wywrzeć więcej tarcia, więcej ciepła, więcej rozkoszy.
Tempo rosło samo. Biodra poruszały się coraz szybciej, coraz mocniej, jakby obie chciały wbić się w siebie. Uda ślizgały się po cipkach, łechtaczki ocierały się o napięte mięśnie, pulsowały, puchły, bolały z rozkoszy. Pot spływał po plecach, między piersiami, skóra kleiła się do skóry.
– Jadzia… – Aurelia prawie płakała, głos drżał jej na granicy szlochu.
– Ćśś… – wyszeptała Jadwiga, gryząc ją w szyję.
I wtedy doszły, nagle, jak uderzenie pioruna. Najpierw Jadwiga, której całe ciało zesztywniało, uda zacisnęły się na nodze Aurelii, cipka zaczęła pulsować w szalonym rytmie, gorące soki trysnęły na skórę siostry. Dwie sekundy później Aurelia zaczęła szczytować, jej biodra wygięły się w łuk, łechtaczka eksplodowała bólem rozkoszy, cipka wbiła się w udo Jadwigi, długie, mocne skurcze, fala za falą, aż łzy spłynęły jej po policzkach.
Trzymały się kurczowo, drżąc, dysząc sobie w usta, aż ostatnie drgnięcie nie przeszło przez obie jednocześnie.
Potem już tylko leniwe, niemal bezwładne ruchy, delikatne kołysanie biodrami, jakby żadna nie chciała puścić tej ostatniej iskry.
W końcu oddechy się wyrównały. Jadwiga pocałowała Aurelię w mokre od łez policzki, w skroń, w zamknięte powieki. Aurelia wtuliła się w siostrę całym ciałem, nosem w szyję, wdychając zapach ich wspólnego orgazmu.
I zasnęły, ze plecionymi nogami, dłoń na piersi drugiej, wciąż mokre, wciąż gorące, wciąż tworząc jedność.
***
Poniedziałek był dla Aurelii jednym przeciągającym się w czasie, podniecającym majaczeniem.
Na matematyce wpatrywała się w tablicę, ale widziała tylko usta Aleksandra, ciepłe, wilgotne, smakujące lepiej niż jakiekolwiek lody. Na polskim, gdy nauczycielka mówiła o metaforach, w głowie Aurelii pojawiało się tylko jedno porównanie, szesnaście centymetrów twardej, pulsującej rzeczywistości, którą chciała poczuć na języku, w dłoni, w sobie. Nawet na wuefie, biegnąc wokół boiska czuła, jak między udami robi się mokro na samą myśl, że być może już niedługo…
Gdy tylko przekroczyła próg domu, Jadwiga czekała na nią na półpiętrze. Bez słowa uniosła brew i dyskretnie pokazała małą, czarną torebeczkę z logo sklepu dla dorosłych. Aurelia poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.
Wieczorem po kolacji, gdy rodzice zajęli się swoimi sprawami, drzwi do pokoju Jadwigi zamknęły się cicho.
Na łóżku leżały dwa dilda, identyczne, jakby odlane z tego samego, idealnego modelu, szesnaście centymetrów, lekkie zakrzywienie w górę, wyraźnie zarysowana żołądź, delikatne żyły na całej długości. Wyglądały tak prawdziwie, że Aurelia odruchowo przełknęła ślinę.
Jadwiga usiadła po turecku, wzięła jedno z nich do ręki i spojrzała na siostrę z lekkim, władczym uśmiechem.
– Zaczynamy wykład numer dwa – powiedziała niskim głosem. – Tym razem pokażę ci, jak doprowadzić faceta do tego, by umierał z rozkoszy.
Przez następną godzinę nie było w pokoju nic prócz cichych, szczegółowych instrukcji, mokrych dźwięków i coraz cięższego oddechu obu dziewczyn.
Jadwiga pokazała, jak powoli, okrężnie masować żołądź, jak delikatnie drapać paznokciem wędzidełko, jak brać głęboko do gardła bez odruchu wymiotnego, jak jednocześnie pieścić jądra, jak zmieniać tempo, żeby mężczyzna tracił rozum. Aurelia słuchała, powtarzała ruchy na drugim dildo, czasem obie sięgały po to samo i ich palce splatały się na sztucznej, ciepłej od dłoni skórze.
– Pamiętaj – szeptała Jadwiga, gdy już obie leżały obok siebie, dilda odłożone na bok – najważniejsze to patrzeć mu prosto w oczy. Wtedy wie, że robisz to tylko dla niego. I że jesteś tylko jego.
Aurelia kiwnęła głową, czując, jak w brzuchu znów rozlewa się gorąco. W głowie miała już tylko jedno oblicze Aleksandra, jego ciemne spojrzenie, gdy będzie klęczała przed nim dokładnie tak, jak przed chwilą ćwiczyła.
Gdy zgasły lampki, wtuliły się w siebie jak poprzedniej nocy. Ze splecionymi nogami, piersi przy piersiach, oddechy zsynchronizowane.
Po wszystkim obie zasnęły z tym samym obrazem przed oczami: Aleksander, rozpięty pasek, ich usta na nim, palce jego dłoni wplecione w ich włosy i jego głos łamiący się z rozkoszy wypowiadający ich imiona.
Obie były coraz bogatsze w wiedzę. Obie coraz bardziej głodne prawdziwego smaku Aleksa.
***
Wtorek był dla Aurelii jednym, długim, natarczywym pulsowaniem między udami. Na każdej lekcji Aurelia widziała tylko usta Aleksandra, jego dłonie, jego spojrzenie. Na polskim, gdy nauczycielka mówiła o „pragnieniu” w literaturze, Aurelia poczuła, jak wilgoć przesiąka przez majtki i spływa gorącą strużką po wewnętrznej stronie uda. Musiała prosić nauczycielkę o pozwolenie na wyjście do toalety, by wytrzeć wilgoć chusteczkami, a i tak przez resztę dnia chodziła z mokrą plamą na bieliźnie i z głową pełną kiełkujących planów.
Wieczorem, leżąc w łóżku Jadwigi, po wspólnych zabawach, zanim zasnęła powoli w głowie układała plan. W czwartek jej lekcje kończą się dość wcześnie, wtedy uda się do apartamentu Aleksandra, pod jakimś błahym pretekstem. W końcu nie trzeba mieć konkretnego powodu by odwiedzić brata stryjecznego i wreszcie będzie sama z nim.
Przez całą noc śniła o jego smaku.
***
Środa przypominała bardziej przygotowaniami do wojny, niż normalny dzień Aurelii.
Po szkole zamknęła się w pokoju i przejrzała szafę jak generał przed decydującą bitwą.
Na następny dzień przygotowała granatową sukienkę na ramiączkach z motywem kwiatowym, kończącą się tuż nad kolanem. Jeansowa katanka, miała sprawić by nie wyglądała na zbyt zdesperowaną. Długo się zastanawiała nad tym co założy na stopy, ale wybór padł na sandałki na koturnie, które dodadzą jej osiem centymetrów, optycznie wydłużą jej nogi, a krok stanie się bardziej uwodzicielski. Zamiast plecaka postanowiła zabrać ze sobą małą zamszową, granatową torebkę, w której umieściła notatnik, długopis komórkę i kilka kosmetyków.
Wieczorem zajrzała do pokoju Jadwigi, która już chciała oddać się wspólnym uniesieniom wraz z siostrą, jednak Aurelia wytłumaczyła jej, że chce pielęgnować w sobie narastające pragnienie względem kuzyna, by nie wycofać się w ostatniej chwili. Następnie udała się do łazienki, wzięła długą kąpiel, ogoliła wszystko na gładko, nawilżyła ciało olejkiem waniliowo-migdałowym. Przed lustrem stanęła nago i spojrzała na siebie tak, jak chciała, żeby spojrzał na nią Aleksander. Spojrzenie miała rozpalone pożądaniem, sutki stwardniały prosząc o uwagę, a jej usta były delikatnie rozchylone. Wiedziała, że w czwartek nastąpi ten dzień.
***
Czwartek zaczął się dla Aurelii jeszcze przed świtem.
Budzik zadzwonił o piątej trzydzieści, ale ona już leżała z otwartymi oczami, serce waliło jej tak mocno, że czuła je w całym ciele: w gardle, w brzuchu jak i między udami. To nie był strach. To było coś głębszego, paląca pewność, że dziś wszystko się zmieni, że dziś w końcu przestanie być dziewczynką, która tylko fantazjuje. Dziś zdobędzie to, czego pragnie od soboty. Dziś sprawdzi, czy Jadwiga miała rację.
Wstała bezszelestnie, nogi drżały jej lekko, jakby już biegła. Pod prysznicem gorąca woda spływała po skórze, a ona stała z zamkniętymi oczami, wyobrażając sobie, że to dłonie Aleksandra muskają jej plecy, brzuch, uda. Zapach mydła waniliowego mieszał się z jej własnym, ciepłym, zapachem podniecenia, tym samym, który przez ostatnie dni zostawiał ślady na pościeli.
Wyszła z kabiny, para osiadła na lustrze. Usiadła przed toaletką, lokówką zakręciła delikatne loki, każdy jej ruch był świadomy, pełen napięcia, jakby już przygotowywała się do jego spojrzenia. Makijaż nakładała drżącymi z podniecenia dłońmi. Chciała wyglądać naturalnie, ale tak, żeby nie mógł oderwać od niej wzroku. Błyszczyk smakował słodkimi malinami, niewinnie, a jednocześnie prowokująco.
Spryskała się perfumami, za uszami, na nadgarstkach, w zagłębieniu między piersiami, tam gdzie serce biło najgłośniej. Chciała by zapach malin i wanilii został z nim na dłużej, wyryty w jego pamięci.
Granatowa sukienka z kwiatowym motywem otuliła jej ciało, materiał był chłodny, ale szybko nagrzał się od jej skóry. Ramiączka cienkie, delikatne. Jeansowa katanka – maska nonszalancji. Sandałki na koturnie wylądowały na jej nogach, a stukot obcasów brzmiał jak odliczanie do nieuniknionego. Mała torebka, była lekka i pełna tajemnic.
Włosy zostawiła rozpuszczone, pofalowane. Chciała, żeby poczuł ich zapach, gdy będzie blisko.
W szkole nie była w stanie usiedzieć. Na pierwszej lekcji odliczała minuty, czując, jak materiał sukienki ociera się o uda, jak ramiączka wbijają się lekko w skórę, każdy szczegół przypominał jej, po co to wszystko. Na drugiej już wiedziała, że nie wytrzyma, między nogami była gorąca, wilgotna, pulsująca, jakby jej ciało samo domagało się spełnienia.
Na przerwie po czwartej lekcji udała się do szatni. Poprawiła ramiączka sukienki, poczuła chłód powietrza na rozpalonej skórze. Przeczesała miękkie i pachnące włosy. Dodała błyszczyk malinowy smak znów zagościł na jej ustach. Spryskała się jeszcze raz perfumami po szyi, w zgięciu łokcia i w zagłębieniu dekoltu, gdzie serce biło jak oszalałe, jakby chciało wyrwać się i uciec gdzieś daleko.
Serce waliło jej tak mocno, że czuła je w gardle, w skroniach, w samym środku siebie, ten ból słodki, że aż nie do zniesienia.
Wyszła tylnym wyjściem, nie mówiąc nikomu ani słowa. Powietrze na zewnątrz było ciepłe, letnie, pachniało trawą i asfaltem, ale ona czuła tylko własny zapach, własny puls, własną determinację.
W głowie miała tylko kilka słów, powtarzanych jak modlitwa, jak przysięga, jak ostatnie tchnienie przed skokiem w przepaść: „Dziś sprawdzę, jak smakują usta Aleksandra. Sprawdzę, czy Jadwiga mówiła prawdę. Choćby nie wiem co.”
Ruszyła prosto do apartamentu Aleksandra, krok szybki, zdecydowany, biodra kołyszące się lekko, perfumy zostawiające za sobą słodki, malinowy ślad w powietrzu. Ślad, który miał jej pomóc go uwieść, zanim jeszcze otworzy drzwi.
***
W okolice apartamentowca dotarła tramwajem, wysiadła na przystanku tuż przy szerokiej alei i przez chwilę stała, wdychając ciepłe, letnie powietrze przesiąknięte zapachem miasta. Słońce odbijało się w lustrzanych ścianach wieżowca, tworząc tysiące błyszczących refleksów, które sprawiały, że budynek wyglądał jak wielki, nieosiągalny klejnot.
Zanim skierowała się ku niemu, skręciła w boczną uliczkę, do cukierni „Słodki Zakątek”. tej samej, którą od dziecka odwiedzała przy każdej nadarzającej się okazji, tej, gdzie zapach świeżego ciasta i bitej śmietany zawsze działał jak zaklęcie, które sprawiało, że po prostu chciało się do niej wracać po więcej. Nie chciała przyjść z pustymi rękami. Kuzyn zasługiwał na coś więcej niż wymówki, a poza tym… potrzebowała pretekstu, czegoś namacalnego, co uspokoi drżenie jej dłoni i ewentualnie pozwoli jej wybrnąć z trudnej sytuacji, uciekając się do używania swoich zdolności.
Weszła do środka. Dzwoneczek nad drzwiami zadźwięczał delikatnie, a ją owionął słodki, ciężki aromat wanilii, masła i pieczonego ciasta. Za ladą pani Anastazja uśmiechnęła się przyjaźnie, ale Aurelia ledwo skinęła głową, zbyt zajęta patrzeniem na witrynę. Ptysie, eklerki, tarty, rogaliki… Wszystko wyglądało idealnie, kusząco, ale ona wiedziała, czego szuka.
Wzrok zatrzymał się na rzędzie podłużnych ciastek z ciasta francuskiego – złocistych, chrupiących, z błyszczącą polewą i widocznym, kremowym nadzieniem. Cztery sztuki z pewnością wystarczą.
– Poproszę cztery rurki z mascarpone – powiedziała cicho, głos drżał odrobinę, jakby nie była pewna swoich słów.
Pani Anastazja zapakowała je starannie w białą papierową torebkę z logo cukierni, przewiązaną cienką, różową wstążeczką. Aurelia zapłaciła, wzięła torebkę do ręki. Była ciepła, pachnąca, ciężka od kremu i poczuła, jak nowa doza pewności siebie rozlewa się po jej ciele.
Wyszła na słońce.
Ścisnęła torebkę mocniej, jakby to był jej talizman, dzięki któremu wszystko się dobrze potoczy.
Ruszyła pewnym krokiem w stronę kryształowego apartamentowca, jednej z dwóch lśniących wież, które górują nad miastem jak bliźniacze, niebotyczne lustra. Sandałki stukały równo o chodnik, sukienka delikatnie falowała przy każdym kroku, perfumy mieszały się z zapachem świeżych ciastek.
Gdy wyszła zza zakrętu, widok, który ją zastał, dosłownie zaparł jej dech w piersiach, aż musiała przystanąć na chwilę, ściskając mocniej papierową torebkę.
Z daleka „kryształowe bliźniaczki” wyglądały imponująco, ale z bliska, stojąc tuż pod jedną z nich, budynek przytłaczał skalą i pięknem. To nie był zwykły wieżowiec, to był olbrzymi diament wbity w betonowe serce miasta, lśniący i nieosiągalny. Ściany składały się z ogromnych tafli szkła z lustrzanymi powłokami weneckimi w subtelnych odcieniach błękitu, srebra i złota, w zależności od kąta padania słońca odbijały niebo, chmury, okoliczne budynki albo po prostu rozbłyskiwały tysiącem iskier, jakby cały gmach był jednym wielkim, oszlifowanym klejnotem. Ktokolwiek widział je z takiej odległości, rozumiał, dlaczego nazywano je dziełem wyprzedzającym epokę, chłodna, doskonała symetria, zero zbędnych ozdób, tylko czysta, hipnotyzująca gra świateł.
U podnóża wieżowca rozciągał się obszerny plac, który w żaden sposób nie przypominał typowego, szarego podjazdu pod luksusowym budynkiem. Zamiast betonu, starannie przycięte trawniki, klomby pełne kwitnących hortensji i lawendy, gęsto nasadzone drzewa, młode platany i klony, rzucające przyjemny cień. Między nimi wiły się ścieżki z jasnego kamienia, a co kilka metrów stały ławeczki z kutego żelaza, na których można było przysiąść i po prostu patrzeć w górę, na ten lśniący kolos.
Aurelia stała chwilę dłużej niż zamierzała, czując jak serce bije jej jeszcze mocniej, nie tylko z podniecenia, ale i z lekkiego onieśmielenia.
Wzięła głęboki wdech, napawając się jeszcze przez chwilę tym przepięknym widokiem – słońce tańczyło na lustrzanych ścianach, a powietrze było pełne ciepłego, letniego lenistwa. Potem ruszyła przed siebie, a sandałki stukały w rytm jej kroków.
Gdy wkroczyła na plac, otuliło ją ciche bzyczenie owadów, pszczoły i trzmiele krążyły leniwie nad klombami. Przystanęła na moment, nie mogąc się powstrzymać. Kolorowe hortensje i lawenda pachniały intensywnie, słodko, mieszając się z jej własnymi perfumami. Dotknęła palcami płatka jednego z kwiatów, który był miękki, delikatny, prawie jak skóra.
Po chwili kontynuowała wyprawę, serce biło jej już nie tylko z podniecenia, ale i z lekkiej tremy, to naprawdę się działo.
Drzwi do holu były otwarte na oścież, jakby czekały by ją powitać. Weszła po szerokich, niskich schodach, chłodne powietrze klimatyzowanego wnętrza owionęło jej rozgrzaną skórę. Za marmurowym kontuarem recepcji pojawiła się drobna brunetka, w podobnym wieku co ona, schludny uniform, ciepły uśmiech, oczy pełne młodzieńczej bystrości, ale i profesjonalizmu.
Aurelia skierowała kroki prosto do lady. Pomyślała, że lepiej upewnić się co do adresu, tak na wszelki wypadek.
– Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – zapytała młoda kobieta z uśmiechem na ustach, gdy tylko Aurelia się zbliżyła.
– Dzień dobry – odpowiedziała Aurelia, starając się brzmieć swobodnie.
Odłożyła papierową torebkę na blat i zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu kartki z zapisanym adresem Aleksandra. W końcu znalazła, podała ją kobiecie.
– Chciałam się upewnić, czy aby na pewno posiadam dobry adres.
Brunetka spojrzała na kartkę, potem na Aurelię – uprzejmie, ale z lekkim dystansem.
– Przykro mi, ale nie mogę udzielić pani takich informacji.
Aurelia sięgnęła po portfel, wyłuskała z niego dowód osobisty i położyła go na blacie, upewniając się, że kobieta zauważy jej zdjęcie i nazwisko.
– Jestem kuzynką Aleksandra Wilczyńskiego, chciałam zrobić mu niespodziankę.
Kobieta spojrzała na dokument, potem na Aurelię – uśmiech zrobił się cieplejszy, prawie siostrzany.
– Niestety, ale to za wiele nie zmienia – odparła cicho, kładąc kartkę z powrotem na blacie i przesuwając ją w stronę Aurelii. Po czym nachyliła się lekko i dodała konspiracyjnym półgłosem:
– Ale jeżeli chce pani zrobić niespodziankę kuzynowi, proszę się udać pod ten adres.
Puściła jej szybkie, porozumiewawcze oczko.
Aurelia poczuła, jak ulga i radość rozlewają się po całym ciele.
– Dziękuję – odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
– Nie ma za co. W korytarzu po lewo, szósta winda zawiezie panią na docelowe piętro.
– Jeszcze raz dziękuję – odparła z uśmiechem.
Aurelia schowała dowód osobisty z powrotem do portfela, kartkę z adresem zacisnęła w dłoni, tak na wszelki wypadek. Zabrała papierową torebkę, wciąż ciepłą, pachnącą, odwróciła się i ruszyła w wyznaczonym kierunku. Sandałki stukały o wypolerowaną posadzkę, każdy krok odbijał się lekkim echem, jakby hol żegnał ją cicho.
Obejrzała się za siebie, rzucając jeszcze raz okiem na przestronny hol. Ogromne marmurowe donice z drzewkami cytrusowymi rzucały długie, miękkie cienie, liście lśniły w świetle lamp, a w jednym z nich przemknął jakiś różowy ptak przelatując między koronami drzew, trzepocząc zgrabnie skrzydłami.
Gdy dotarła do drzwi windy, nacisnęła guzik. Jak na życzenie, drzwi rozsunęły się niemal natychmiast z cichym, aksamitnym szumem, odsłaniając obszerne wnętrze wyłożone lustrami z czterech stron. Srebrne poręcze na wysokości bioder odbijały ciepłe światło. Weszła do środka – zapach jej perfum, malinowo-waniliowy, odbił się od ścian, otulając ją gęstą, słodką mgiełką.
Zerknęła na karteczkę, upewniła się co do numeru i nacisnęła przycisk. Drzwi zasunęły się bezszelestnie.
Została sama z otoczona własnymi odbiciami, każde z nich patrzyło na nią z lekkim, drapieżnym uśmiechem.
Nie mogła się oprzeć. Podniosła wzrok i dokładnie przyjrzała się swojemu odbiciu. Granatowa sukienka opinała ciało kusząco, kwiatowy motyw przyciągał wzrok do talii i bioder. Ramiączka cienkie, delikatnie wpijające się w skórę ramion. Dekolt subtelny, ale kuszący, a skóra w zagłębieniu między piersiami kusząco lśniła od perfum. Sandałki na koturnie wydłużały nogi, sprawiając, że wyglądała na wyższą, bardziej pewna siebie, bardziej… dostępną.
Naciągnęła materiał sukienki z przodu, napinając go jednocześnie na pośladkach, lekko wypinając się w lustrze. Czuła, jak tkanina sunie po skórze, jak podkreśla krzywizny. Cicho westchnęła z zachwytu, głęboki oddech drżał jej w gardle.
Subtelny, melodyjny sygnał dźwiękowy zakomunikował, że dotarła na właściwe piętro. Drzwi rozsunęły się z szumem.
Wzięła głęboki wdech, wypełniając płuca chłodnym, czystym powietrzem korytarza i wyszła z windy.
Nie bardzo wiedziała, w którą stronę się udać. Rozejrzała się. Korytarz był szeroki, jasny, z dyskretnym oświetleniem, które rzucało ciepłe refleksy na ściany. Na ścianie przy drzwiach windy zauważyła ramkę ze srebrną oprawą, w której widniał plan piętra. Cztery ogromne apartamenty, każdy zajmujący ćwiartkę kondygnacji. Odnalazła ten, który ją interesował i odwróciła się w odpowiednim kierunku.
Jej kroki, już nie tak pewne jak wcześniej, odbijały się echem na korytarzu, sandałki stukały wolniej, jakby każdy odgłos przypominał jej, jak blisko jest granica. Torebka z rurkami kołysała się lekko w dłoni, zapach kremu mieszał się z jej perfumami, tworząc słodką, ciężką aurę.
Serce galopowało jej jak oszalałe, pulsowało w skroniach, w gardle, między udami. Miała jeszcze chwilę, by uznać, że to był głupi pomysł. Jeszcze sekundę, by zawrócić.
Uśmiechnęła się szeroko, usiłując rozproszyć wszelkie niepewności. Jej usta drżały nieznacznie, błyszczyk lśnił w świetle.
– Raz się żyje – powiedziała cicho, głos drżał jej od podniecenia.
Sięgnęła do eleganckiego, srebrnego przycisku dzwonka obok masywnych, ciemnych drzwi i nacisnęła go zdecydowanie, czując pod palcem chłodny metal.
– Teraz już nie ma odwrotu – wycedziła do siebie przez zęby.
Serce waliło jej w piersi jak bęben, odliczając ułamki sekund w oczekiwaniu aż drzwi się otworzą.
***
W końcu usłyszała cichy, metaliczny dźwięk przekręcanego zamka, który w ciszy korytarza zabrzmiał jak strzał startowy. Drzwi otworzyły się powoli, z lekkim szumem uszczelek, wpuszczając do korytarza ciepły zapach mieszkania, drzewo sandałowe, cytrusy, coś świeżego jednocześnie dzikiego, czego nie potrafiła dokładnie określić.
Z początku wzrok miała spuszczony, jakby bała się spojrzeć wyżej zbyt szybko. Najpierw zobaczyła stopy Aleksandra, bose w eleganckich, czarnych skórzanych japonkach, skóra na stopach była gładka, zdrowa, zadbana. Potem wzrok powędrował w górę by ujrzeć jasne, beżowe bojówki, lekko luźne, materiał miękko opinał uda, przepasane szerokim, wojskowym paskiem z czarnej skóry, którego klamra połyskiwała. Nad nimi rozpięta, czarna lniana koszula z zakasanymi rękawami, odsłaniająca tors, który wyglądał jak wyrzeźbiony przez greckiego mistrza. Każdy mięsień wyraźnie zarysowany, skóra gładka, napięta, delikatnie odbijająca refleksy światła.
W końcu podniosła wzrok wyżej. Twarz Aleksandra o męskich, szlachetnych rysach, z delikatnym, serdecznym uśmiechem na ustach, które wyglądały miękko, wilgotnie, kusząco. Brązowe oczy, ciepłe, wpatrzone w nią intensywnie, schowane za czarnymi, prostokątnymi oprawkami okularów, które dodawały mu intelektualnego, lekko drapieżnego uroku. Zapach jego wody kolońskiej doleciał do niej mocniej, drzewny, z nutą pieprzu i cytrusa sprawiał, że zakręciło jej się w głowie.
– Cześć – powiedziała cicho Aurelia, uśmiechając się niepewnie, jakby sama nie wiedziała czy powinna tu przychodzić.
Aleksander przez krótką chwilę, która dla niej ciągnęła się jak wieczność, patrzył jej prosto w oczy, jakby usiłował zajrzeć w głąb jej duszy, jakby chłonął zapach jej perfum, malin i wanilii, mieszający się z ciepłym zapachem wypieków z torebki. Potem jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, szczery, ciepły, niemal rozbrajający.
– Cześć, fajnie, że przyszłaś… wchodź – powiedział pogodnym, niskim głosem, który zawibrował jej w brzuchu, odsuwając się na bok, aby zrobić jej miejsce.
Aurelia uśmiechnęła się szerzej, ulga i radość rozlały się po jej ciele gorącą falą. Entuzjazm w jego głosie przyjemnie ją zaskoczył, jakby naprawdę na nią czekał, jakby jej obecność była najlepszą rzeczą, jaka mogła mu się dziś przytrafić. Weszła do środka, zapach mieszkania otulił ją całkowicie ciepły, męski, piżmowy z delikatną nutą miodu w tle. Aleksander zamknął drzwi za nią cicho, kliknięcie zamka zabrzmiało jak ostateczne przypieczętowanie, jakby właśnie zamknął świat na zewnątrz.
– Pomyślałam, że fajnie byłoby cię odwiedzić – powiedziała, ściskając nerwowo papierową torebkę przed swoim łonem, palce wbijały się w papier.
– Nie musisz się tłumaczyć – puścił jej oczko, zaczynając zapinać guziki koszuli, jeden po drugim, nie spiesząc się.
Aurelia patrzyła na to z lekkim żalem, każdy guzik zasłaniał kolejny centymetr tego idealnego torsu, ciepłej skóry, którą chciała dotknąć, poczuć pod palcami, językiem. Jego ciało wyglądało jak ciacho, którego pragnęła skosztować, wgryźć się w nie, poznać jego smak.
Aleksander skończył zapinać koszulę, poprawił kołnierzyk i spojrzał na nią znów – tym razem z lekkim, figlarnym błyskiem w oku, zapach jego skóry doleciał do niej mocniej, gdy stał tak blisko.
– Można powiedzieć, że los mi cię zesłał.
– No nie wiem, do samego końca nie byłam pewna, czy to dobry pomysł tak cię nachodzić – powiedziała Aurelia, głos miała cichy, lekko drżący, ale uśmiech na ustach próbował ukryć nerwowość.
Aleksander spojrzał na nią z tym swoim ciepłym, figlarnym błyskiem w oku, jakby jej wizyta była dokładnie tym, czego potrzebował.
– Jadłaś już dzisiaj obiad? – zapytał krzyżując ramiona na piersiach.
– Nie – pokręciła głową niepewnie.
– To doskonale – uśmiechnął się szerzej, odsłaniając równe zęby. – Moja propozycja brzmi następująco, ty pomożesz mi w przygotowaniu posiłku, przy okazji sobie porozmawiamy, a potem zjesz razem ze mną posiłek.
Aurelia uniosła brew, zaciekawiona, serce zabiło jej trochę szybciej, nie tylko z głodu.
– Masz zamiar improwizować, czy masz konkretne danie na myśli? – zapytała, głos już pewniejszy, z lekką nutą rozbawienia.
– Żeberka w sosie własnym, z kluskami śląskimi i buraczkami zasmażanymi – odpowiedział spokojnie, jakby to było najzwyklejsze danie na świecie.
Aurelia poczuła, jak ślinianki zaczynają jej intensywnie pracować, a w wyobraźni już czuła zapach tego dania. Tłuste, soczyste mięso, gęsty sos, ciepłe kluski, słodko-maślane buraczki. Brzuch skręcił jej się przyjemnie, chcąc jej oznajmić, że to kusząca propozycja.
– Nie wiem, jak mogłabym się nie zgodzić na taką propozycję – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, wręczając Aleksandrowi papierową torebkę. Ciepło kremu mascarpone przenikało przez papier, zapach słodki, ciężki, kusząco wypełnił przestrzeń między nimi.
– A to ja mam coś na deser.
Aleksander wziął torebkę, spojrzał na nią, potem na Aurelię z uśmiechem, który sprawił, że poczuła ciepło rozlewające się po policzkach.
– Niech zgadnę… rurki z kremem mascarpone? – powiedział, unosząc brew.
– Masz aż tak dobry węch? – zapytała, zdejmując jeansową katankę. Materiał zsunął się z ramion, chłodne powietrze mieszkania owionęło nagie ramiona. Zawiesiła katankę i torebkę na wieszaku w przedpokoju, czując jego spojrzenie na plecach.
– Też… – odparł z uśmiechem, głos niski, ciepły. – Po prostu pamiętam, co lubisz wrzucić na ząb. Jak chcesz, to w szafce po lewej masz kapcie, ale jak ci wygodnie w butach, to możesz w nich zostać.
Odwrócił się i ruszył powolnym krokiem w głąb mieszkania. szerokie plecy napięte pod czarną koszulą, materiał lekko falujący przy każdym kroku.
Aurelia stała chwilę, wpatrzona w jego szerokie plecy napięte pod czarną koszulą. Spojrzała na swoje sandałki na koturnach, które dodawały jej wzrostu, wydłużały nogi, sprawiały, że krok był kołyszący, uwodzicielski. Może właśnie o to mu chodziło? Może chciał, żeby miała je na nogach?
Uśmiechnęła się sama do siebie, szeroko, drapieżnie i ruszyła za nim, sandałki stuknęły o podłogę, sukienka zafalowała lekko na biodrach.
Przechodząc przez obszerny salon, Aleksander nagle przystanął.
– Poczekaj chwilę – powiedział, głosem lekkim, ale z nutą czegoś figlarnego, co sprawiło, że Aurelia poczuła lekkie mrowienie w brzuchu.
Ruszył w kierunku komody z ciemnego drewna, po drodze odkładając papierową torebkę na niską ławę. Otworzył szufladę, metalowe prowadnice zaszeleściły cicho i wyjął z niej małe, aksamitne pudełeczko.
– Hmm… ta będzie odpowiednia – mruknął do siebie z uśmiechem, odwracając się do Aurelii i ściskając coś w garści. – Mówiłaś, że nie byłaś pewna, czy to dobry pomysł, żeby tutaj przychodzić, zgadza się?
– Tak – odparła cicho, niepewna, co Aleksander zamierza zrobić. Serce zabiło jej szybciej, dłonie zacisnęły się.
– Wierzysz w los i przeznaczenie? – zapytał
Aurelia zamrugała, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć. Zrobiła parę kroków do przodu, podchodząc do ławy.
– Chyba tak – powiedziała w końcu cichym głosem, w którym wybrzmiewała szczerość.
– Wybierz więc liczbę od jedynki do dwudziestki – Aleksander uśmiechnął się szerzej, w jego oczach tańczyły iskierki rozbawienia.
– Sześć…? – powiedziała niepewnie Aurelia, czując, jak adrenalina zaczyna krążyć jej w żyłach.
– Rzucę więc kostką dwudziestościenną i zobaczymy, co na ten temat ma do powiedzenia los – wyjaśnił, składając dłonie i zaczynając nimi delikatnie potrząsać. Miedziana kostka szeleściła cicho w jego dłoniach. – Jeżeli wypadnie szóstka, uznajemy, że przyjście tutaj było twoją dobrą decyzją i po prostu los tak chciał. Jeżeli wypadnie jakakolwiek inna liczba… – potrząsnął jeszcze raz – uznajemy, że był to zły pomysł, zabierasz rurki z kremem i wychodzisz.
Aurelię zamurowało. Chciała zaprotestować, otworzyła usta, ale słowa uwięzły jej w gardle. To brzmiało tak, jakby chciał ją wyprosić, zwalając winę na przypadek. Nim zdążyła się odezwać, miedziana kostka już toczyła się po blacie ławy z cichym, metalicznym stukotem i o mały włos nie spadając z krawędzi, zatrzymała się tuż przed nią.
Spojrzała na nią z niedowierzaniem. Górna ścianka lśniła w świetle lampy.
Sześć.
Aleksander podszedł bliżej, nachylił się, by spojrzeć na wynik i uśmiechnął się szeroko. Podniósł ciepłą jeszcze od jego dłoni kostkę z blatu, a Aurelia wyjęła ją z jego palców, by przyjrzeć się dokładniej. Miedziany kawałek metalu, ciężki, idealnie ukształtowany w dwudziestościan, z precyzyjnie wygrawerowanymi liczbami od jednego do dwudziestu.
– Wygląda na to, że los zdecydował, abyś została i pomogła mi w gotowaniu – powiedział z wyraźnym zadowoleniem w głosie.
– Żartujesz sobie? – zapytała z niedowierzaniem, głos drżał jej między wściekłością a ulgą. Nie była pewna, czy bardziej jest wkurzona, że w ogóle rozważał jej wyproszenie, czy szczęśliwa, że los, albo on, zdecydował inaczej.
– Nie – odparł spokojnie, biorąc kostkę z jej dłoni i chowając ją do kieszeni. – Po prostu sądzę, że z pewnego powodu los mi sprzyja. Przepraszam, że w taki sposób to weryfikuję, ale chyba sama rozumiesz. Jakbym rzucał parzyste na nieparzyste, to równie dobrze mógłbym rzucić monetą. Zaś jeżeli pożądany wynik ma mniejszą szansę na wypadnięcie, graniczące z cudem… to wtedy można mówić o prawdziwym szczęściu i sprzyjającym losie.
Aurelia musiała przez chwilę przetrawić jego słowa. Wychodziło na to, że chciał, żeby została. Bardzo chciał. Przynajmniej to wynikało z jego słów.
– Powiedzmy, że ci wierzę – odparła, mrużąc oczy, ale kąciki ust drgnęły jej w uśmiechu.
– Chodźmy do kuchni – powiedział, chwytając papierową torebkę i ruszając przodem.
– Nie odkładasz kostki? – zapytała, idąc za nim, głos już lżejszy, z nutą rozbawienia.
– Jeszcze może się przydać – odpowiedział z wyraźnym rozbawieniem w głosie.
Weszła za nim do kuchni, czując, jak serce bije jej szybko, ale już nie z niepewności, tylko z ekscytacji.
Aurelia weszła za Aleksandrem do dużej, wszechstronnej kuchni i od razu poczuła się, jakby przekroczyła granicę innego świata. Podłogi i blaty były z czarnego lśniącego marmuru. Białe ściany, w przeciwieństwie do reszty apartamentu, pozbawione były sztukaterii, zamiast tego pokrywał je gładki, chłodny biały marmur, który odbijał światło lamp w miękkich, subtelnych refleksach.
Największe wrażenie robiła jednak ogromna, funkcjonalna wyspa pośrodku pomieszczenia, z jednej strony zapraszała wysokimi hokerami, by przysiąść zaraz po wejściu do wnętrza, z drugiej dawała tyle przestrzeni wokół, że poruszanie się przy niej musiało być czystą przyjemnością. Jako dziewczyna, która uczyła się w technikum gastronomicznym, Aurelia natychmiast doceniła tę przemyślaną ergonomię, tu wszystko było na swoim miejscu, gotowe do pracy.
Aleksander skierował się prosto do wielkiej, dwudrzwiowej lodówki z czarnym frontem. Otworzył ją z lekkim szumem uszczelek i wyjął dużą, szklaną miskę z poporcjonowanymi, surowymi żeberkami, mięso wyglądało świeżo, tłusto, kusząco.
– Z samego rana wstąpiłem do sklepu i jak je tylko zobaczyłem, nie mogłem się oprzeć, żeby je kupić – powiedział z lekkim uśmiechem, stawiając miskę na wyspie.
Potem sięgnął ponownie i wyjął trzy średniej wielkości złociste cebule, pachnące ziemią i ostrością.
– Zajmiesz się ich pokrojeniem? – zapytał, unosząc brew, ciepłym głosem, w którym dało się dostrzec władczy ton.
– Z przyjemnością – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, czując, jak przyjemne podekscytowanie rozlewa się po brzuchu. W końcu mogła się na coś przydać.
Nie miała pojęcia, gdzie szukać przyborów, ale Aleksander, jakby czytał w jej myślach, już podawał jej wszystko: solidną deskę sztorcową z ciemnego drewna, szklaną misę na pokrojoną cebulę, ostry nóż kuchenny o ergonomicznej rękojeści i wskazał dyskretny kosz pod blatem. Tak przygotowana, Aurelia ustawiła się przy wyspie, a zapach cebuli już drażnił jej nozdrza.
Zabrała się za krojenie, nóż sunął gładko w jej sprawnych dłoniach, cebula chrupała pod ostrzem, pierwsze łzy napłynęły jej do oczu.
– Jak tam ci idzie w szkole? – zapytał Aleksander pogodnie, wyciągając z szuflady przyprawy, jego głos rozbrzmiał ciepło w ciszy kuchni. – Praktyki cię jeszcze nie obrzydziły pracy w gastronomii?
– Mało brakowało, gdy pierwszy raz byłam na praktykach w restauracji – zaczęła Aurelia, głos miała ciepły, pełen wspomnień, nóż sunął pewnie po desce, a cebula chrupała pod ostrzem. – Chcieli, abym pracowała jako kelnerka, ale poszłam do kierowniczki i poprosiłam o pracę na kuchni. Bez żadnego sprzeciwu mnie tam przerzuciła.
Aleksander wyjął ciężką patelnię, postawił ją na palniku z cichym stuknięciem i nalał oleju – zapach rozgrzanego tłuszczu zaczął powoli wypełniać kuchnię, ciepłym, domowym aromatem.
– I podobało ci się? – zapytał, odwracając się do niej z lekkim uśmiechem, a jego oczy błyszczały za szkłami okularów.
– Dostałam nawet książkę z przepisami i wszystkimi procesami technologicznymi do przygotowania poszczególnych potraw – ciągnęła, kończąc kroić pierwszą cebulę i wsuwając pokrojoną, wilgotną masę do szklanej miseczki – Ale w kolejnych latach praktyki już odbywałam w stołówkach na terenie szkoły. Większa ilość dań, brak monotonii, codziennie do nauki coś nowego.
– A jak z ocenami w szkole? – dopytał, oprószając żeberka mąką – biały pył osiadał na tłustym mięsie, które pachniało świeżością i przyprawami.
– W większości piątki i czwórki, czasami jakaś trójka wpadnie, ale to rzadko – odparła, zaczynając kroić drugą cebulę, a uśmiech nie schodził z ust.
– Na wagary nie chodzisz? – rzucił lekko, układając żeberka na rozgrzanej patelni – mięso zasyczało głośno, zapach smażonego tłuszczu wypełnił kuchnię, apetycznym zapachem.
– Dzisiaj jestem na wagarach – odpowiedziała, kończąc kroić drugą cebulę i wsypując ją do miseczki, głos miała zadziorny, z wyczuwalną nutą rozbawienia.
Aleksander przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadał, jedynie przewracał żeberka łopatką, mięso skwierczało.
– Nie boisz się, że wywalą cię ze szkoły za frekwencję? – zapytał w końcu spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć troskę o kuzynkę.
Aurelia wsypała pokrojoną cebulę do miseczki i zaczęła obierać ząbki czosnku. Łupinki szeleściły cicho, zapach czosnku drażnił nozdrza. Pokręciła głową na boki, uśmiechając się pod nosem.
– Nie wiedziałeś, że z dobrą średnią ocen i z dobrymi wynikami semestralnymi nie da się w tej szkole wylecieć za frekwencję?
– No tak, bo ty chodzisz do prywatnej szkoły Zamoyskiego, co nie? – odparł, unosząc brew, przewracając żeberka na drugą stronę – mięso zaskwierczało głośno.
– Zgadza się – odpowiedziała z uśmiechem na ustach, głos pełen dumy.
– To prawda, że oceny z różnych przedmiotów różnie ważą?
Aurelia przytaknęła głową, rozgniatając ząbki czosnku płazem noża, a ostry i apetyczny zapach rozszedł się intensywnie.
– Wszystkie przedmioty w technikum mamy tak samo jak w innych szkołach. Jednak oceny cząstkowe są inaczej wystawiane i inaczej jest kładziony na nie nacisk. Na przykład na moim kierunku najważniejsze są oceny z przedmiotów zawodowych, z nich muszę wyciągnąć średnią cztery i pół, aby nie zostać wyrzuconą ze szkoły. Z biologii i chemii oraz matematyki muszę mieć średnią cztery. Z języka polskiego przynajmniej trójkę. Natomiast z reszty przedmiotów nawet z jedynkami warunkowo zdaję, gdyż szkoła wychodzi z założenia, że na przykład znajomość historii nie jest mi potrzebna, aby umieć dobrze gotować. Za frekwencję nie wyrzucają z tej szkoły – jedynie za zbyt niską średnią ocen, ewentualnie za zachowanie.
Aleksander pokiwał głową, przewracając żeberka.
– Fajnie byłoby, jakby w szkołach publicznych też mieli takie podejście – powiedział z lekkim westchnieniem, ale uśmiech nie schodził mu z ust.
Aurelia spojrzała na niego, czując, jak atmosfera między nimi robi się coraz lżejsza, coraz bliższa, a zapach wspólnie przygotowywanej potrawy i jego spokojny głos, potęgowały to uczucie.
Aleksander ostrożnie przełożył rumiane żeberka do garnka. Na patelnię wsypał cebulę i czosnek wcześniej przygotowane przez Aurelię, a cebula natychmiast zaczęła skwierczeć. Mieszał zawartość patelni wprawnymi ruchami łopatki, nie odwracając się, ale głos miał spokojny, z lekką nutą ciekawości.
– Zastanawia mnie tylko, dlaczego postanowiłaś mnie dzisiaj odwiedzić – powiedział, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. – Nie to, żeby mi to przeszkadzało, bo lubię twoje towarzystwo, ale nie dzwoniłaś, nie zapowiedziałaś się. Można powiedzieć, że miałaś dość sporo szczęścia, że mnie zastałaś w domu. Do tego zapewne musiałaś jakoś zdobyć mój adres, bo nigdy wcześniej u mnie nie byłaś. Jak już o tym mowa, to nie zapowietrzyłaś się z zachwytu, przechadzając się po moim mieszkaniu.
Aurelia poczuła, jak policzki płoną jej gorącem, rumieniec rozlał się po twarzy i szyi, gorąco rozlało się też niżej, aż do brzucha, gdzie motyle szalały już od dłuższego czasu. Odpowiedź na ostatnią część pytania była oczywista, a zarazem wstydliwa. Aleksander skutecznie odwracał jej uwagę od zapierającego dech wnętrza. Podążając za nim korytarzem i salonem, ledwo była w stanie zachwycać się marmurami, światłem czy przestrzenią, bo cała jej uwaga skupiała się na jego szerokich plecach, na tym, jak koszula opinała ramiona, na lekkim kołysaniu bioder i pośladkach w beżowych bojówkach.
Spuściła wzrok, zawstydzona, choć Aleksander wciąż stał do niej bokiem, mieszając cebulę, patelnia skwierczała, cebula rumieniła się, czosnek pachniał coraz intensywniej. Chwyciła deskę i nóż, postanawiając posprzątać swoje stanowisko pracy. Przeszła do zlewu, woda szumiała cicho, gdy płukała deskę, czując na sobie jego ciepłą i spokojną obecność, ale zarazem coraz bardziej przyciągającą.
– To proste… – odpowiedziała w końcu Aurelia, głos miała cichy, ale z lekką nutą rozbawienia, jakby cieszyła się z tego, że sprytną zagrywką udało jej się uniknąć kłopotliwego pytania. – Wchodząc do apartamentowca głównym wejściem, można przywyknąć do tego, że wkracza się do innego świata. Wielkie przestrzenie, marmurowe podłogi, sztukateria i wielkie lustra optycznie powiększające przestrzeń, do tego dość spora ilość roślinności i jakieś egzotyczne ptaki w holu, a wykończenie twojego apartamentu jest dość spójne z resztą budynku.
Odłożyła umytą deskę i nóż na ociekacz, woda kapała cicho z ostrza. Wróciła z gąbką i ścierką, przetrzeć blat, czarny marmur lśnił pod jej dłońmi, chłodny, gładki.
– Faktycznie, jak się wchodzi głównym wejściem, to można odnieść wrażenie, że odwiedza się inny świat – przyznał Aleksander, mieszając cebulę na patelni. Cebula rumieniła się złociście, a czosnek pachniał coraz intensywniej.
– A co to za ptaki? – zapytała szybko, starając się odwrócić jego uwagę od wcześniejszego pytania. Odniosła gąbkę i ścierkę na miejsce, czując, jak serce bije jej trochę szybciej.
Aleksander nie odwrócił się, ale w jego głosie dało się słyszeć lekką nutę rozbawienia.
– Zależy, o które pytasz. Przed budynkiem można spotkać trzy pary pawi, nimfy i rodzime gatunki ptaków, za to w holu o tej porze zazwyczaj zostają tylko kakadu różowe. Jest ich tam chyba cztery albo pięć par. Przyznam, że sprytnie usiłujesz uniknąć odpowiedzi na moje pytanie.
Aurelia w międzyczasie wskoczyła pośladkami na blat, chłodny marmur przyjemnie kontrastował z ciepłem jej skóry, sukienka podwinęła się lekko na udach. Przesunęła dłońmi po gładko ogolonych nogach, czując ich miękkość, ciepło, lekkie dreszcze na skórze. Spojrzała na nie, potem zerknęła na Aleksandra, którego ruchy były pewne i spokojne.
– Co cię nakłoniło do tego, by mnie dzisiaj odwiedzić? – zapytał znów, tym razem głos niższy, bardziej bezpośredni, łopatka znieruchomiała na moment w patelni.
Aurelia poczuła, jak gorąco rozlewa się po jej ciele.
Za to Aleksander sprawiał wrażenie, jakby to była zupełnie normalna, codzienna rozmowa. Cały czas był spokojny, opanowany, jakby nie czuł tego samego napięcia, które pulsowało w powietrzu niczym ukryty prąd.
Przesypał złocistą, skwierczącą cebulę z patelni do garnka. Przelotnie zerknął na Aurelię, gdy odwracał się, by sięgnąć po czajnik stojący na blacie obok zlewu.
– Nie wiem, od czego zacząć… – odpowiedziała zmieszana, głos miała cichy, lekko drżący. Podparła się z tyłu na wyprostowanych ramionach, prostując nogi w kolanach. Zerknęła w dół, na swoje stopy w sandałkach, palce pomalowane delikatnym różem, skóra lśniąca od olejku.
Aleksander wracając z czajnikiem w ręce, przystanął w półobrocie. Jego ciepłe i intensywne spojrzenie na moment skupiło się na jej nogach, sunąc powoli od sandałków w górę, po łydkach, aż po uda. Po chwili przeniósł wzrok na jej twarz.
– Jeżeli jest to aż tak skomplikowane, to najlepiej zacznij od początku, aby wszystko złożyło się w logiczną całość – powiedział spokojnym, niskim głosem, który zawibrował jej w brzuchu. – Jeżeli czegokolwiek się wstydzisz, ze swojej strony mogę cię zapewnić, że wszystko, co mi powiesz, pozostanie między nami. Pasuje?
Aurelia przytaknęła powoli głową na zgodę, czując, jak gorąco rozlewa się po jej ciele. Aleksander w tym czasie zalał zawartość garnka wodą z czajnika. Odstawił czajnik na miejsce i ponownie zerknął na uda Aurelii. Tym razem nieco dłużej, bez pośpiechu, jakby delektował się widokiem.
Aurelia uśmiechnęła się szeroko, widząc, że jej nogi przyciągają jego wzrok. Jej policzki wciąż były rozpalone, ale już nie tylko z uczucia wstydu.
– Pasuje – odpowiedziała z pogodą w głosie.
Aleksander otworzył szafkę nad blatem, zajrzał do jej wnętrza.
– W zamian mogę zdradzić ci mój sekret – powiedział ze śmiertelną powagą, ale w kącikach jego ust czaił się uśmiech. – Trochę oszukuję podczas gotowania. Nie chce mi się szykować bulionu, więc używam kostek rosołowych. Do sosów albo tego typu dań często używam albo jakichś mięsnych kostek, albo tych na żeberkach.
Aurelia szerzej się uśmiechnęła, słysząc to wyznanie, ciepło rozlało się po jej brzuchu, jakby to była najbardziej intymna tajemnica na świecie.
– W taki sposób mi też się zdarza oszukiwać – odparła z nutą rozbawienia.
Jej palce przesunęły się po krawędzi blatu, chłód marmuru przyjemnie kontrastował z gorącem skóry.
Aleksander wrócił do kuchenki, zerkając przy okazji na Aurelię. Rozpakował kostkę rosołową, sreberko zaszeleściło cicho i wrzucił ją do wnętrza garnka. Zamieszał łopatką, po czym odłożył ją na bok i przykrył garnek pokrywką z lekkim stuknięciem.
Wsunął ręce w kieszenie spodni, oparł się biodrem o blat i spojrzał na Aurelię z zaciekawieniem. Jego postawa była niedbała, ale oczy intensywnie się w nią wpatrywały, jakby naprawdę chciał usłyszeć wszystko od początku.
– Wracając do tego, dlaczego dzisiaj do ciebie przyszłam… to po prostu nie mogłam dłużej wytrzymać – powiedziała cicho, głos drżał jej lekko, ale nie odwróciła wzroku.
Aleksander uniósł brew.
– Wszystko się zaczęło od tego, jak podsłuchałam w sobotę, jak Jadwiga rozmawia z twoją siostrą przez telefon.
Zamilkła na moment, czując, jak jej serce zaczyna bić szybciej.
– Zapytałam się jej, czy naprawdę się z tobą całowała, szantażując ją lodami waniliowymi – ciągnęła Aurelia cicho, głos delikatnie jej drżał, ale nie przerywała. – Opowiedziała mi, że rzuciła się na ciebie… i zaczęła cię całować. Nie dawało mi spokoju to, że stwierdziła, że twoje usta smakują lepiej od lodów, którymi ją częstowałam…
Przerwała nagle, słowa uwięzły jej w gardle. Policzki płonęły gorącem, wzrok uciekł w dół na własne uda skryte pod materiałem sukienki.
– I co w związku z tym? – zapytał spokojnie, niskim, ciepłym głosem, jakby zachęcał ją do kontynuowania.
Aurelia wbiła wzrok w swoje uda, nie mogąc spojrzeć mu w oczy, wstyd palił ją od środka, ale jednocześnie podniecenie rosło, gorące, nie do opanowania.
– No… też chciałabym spróbować – wyznała w końcu półszeptem, ale słowa padły wyraźnie. – Dlatego dzisiaj przyszłam.
Aleksander uniósł w zdziwieniu uniósł brew, ale uśmiech na jego ustach stał się szerszy, przyjaźniejszy.
– Od soboty czekałaś, żeby do mnie przyjść? – zapytał spokojnym głosem z delikatną nutą zaskoczenia.
– Chciałam się najpierw jakoś przygotować – przyznała, wciąż spoglądając w dół. – Ale im dłużej czekałam, tym to pragnienie było we mnie coraz silniejsze. W końcu wczoraj zdecydowałam się, że dziś, skoro wcześniej kończę lekcje, to cię odwiedzę.
W końcu odważyła się podnieść wzrok. Spojrzała na Aleksandra, który spoglądał na nią przymrużonymi oczami.
Czekała na jego reakcję, serce waliło jej jak oszalałe.
– W jaki sposób się przygotowywałaś aż tyle dni? Poza tym, z tego, co wcześniej mówiłaś, to i tak urwałaś się z lekcji – zapytał Aleksander spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć cień rozbawienia, jakby już domyślał się odpowiedzi.
Aurelia poczuła, jak gorąco rozlewa się po jej policzkach jeszcze mocniej. Siedziała na blacie, nogi zwisały swobodnie, sandałki muskały powietrze. Przełknęła ślinę.
– Ćwiczyłam całowanie z koleżanką i z Jadwigą – wyznała cicho, ale patrzyła mu prosto w oczy. – A z lekcji wcześniej wyszłam, bo nie mogłam się już doczekać.
Nie wspomniała o ćwiczeniu obciągania na bananach i dildach, o nocach spędzonych z siostrą na wspólnym „treningu”, o Nutelli i bitej śmietanie, którą wraz z Adą zlizywały ze swych ciał.
– Hmm… – Aleksander zdawał się nad czymś zastanawiać, wzrok miał ciepły, badawczy, kącik ust uniósł się lekko.
Aurelia zebrała się w sobie.
– Aleks, błagam – powiedziała błagalnym tonem. – Jadwiga tak zachwalała smak twoich ust, że też muszę ich skosztować.
Aleksander uśmiechnął się szeroko spokojnie i drapieżnie, a jego oczy błysnęły za szkłami okularów.
– Skoro tak stawiasz sprawę…
Wyciągnął ręce z kieszeni i wyprostował się. Aurelia zauważyła miedzianą kostkę w jego palcach.
– Wybierz trzy liczby – powiedział spokojnie.
Aurelia była zaskoczona, serce zabiło jej mocniej. Tym razem też chciał, żeby los zdecydował. Chciała zaprotestować, ale nie miała wyboru. Musiała się poddać jego grze, czując, jak adrenalina krąży jej w żyłach.
– Siedem… trzy i sześć – powiedziała cicho, ale pewnie.
– Dobrze więc – odpowiedział z szerokim i figlarnym uśmiechem na twarzy. – Jak wypadnie siódemka, zaczniemy się całować teraz, ale krótko, aby na spokojnie dokończyć i zjeść obiad. Natomiast po obiedzie pójdziemy do salonu, tam wygodnie się rozsiądziemy na kanapie, może puścimy jakąś muzykę i będziemy się całować, nawet do późnego wieczora. Jeżeli wypadnie trójka, pocałujemy się teraz krótko, a jak wypadnie szóstka, z całowaniem wstrzymamy się, aż będziemy oboje najedzeni. Jak wypadnie jakakolwiek inna liczba, to dzisiaj się nie całujemy.
Oddech i puls Aurelii przyspieszył. W jego ustach niemal wszystkie warianty brzmiały dla niej jak obietnica raju, z wyjątkiem ostatniego, który miał największą szansę. Czuła, jak gorąco między udami narasta, jak jej skóra drży pod sukienką.
Zamiast rzucić kostką, Aleksander zrobił krok ku niej i wyciągnął dłoń z kostką w jej stronę.
– Sprawdźmy, czy tobie los też sprzyja w sprawach związanych ze mną – powiedział niskim głosem. – Tylko rzuć ją porządnie, aby potoczyła się po blacie.
Aurelia wzięła kostkę w dłoń, metal był ciepły od jego dłoni, a jej ciężar... przyjemny. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe.
Aurelia potrząsnęła chwilę kostką w prawej dłoni. Miała nadzieję, że wypadnie siódemka, że los znowu będzie po jej stronie. Chuchnęła w zamkniętą dłoń na szczęście, ciepły oddech owionął skórę, potem skręciła się w lewą stronę, podpierając na lewym ramieniu, sukienka zafalowała lekko, ramiączko zsunęło się odrobinę niżej. Wypuściła kostkę z ręki.
Miedziana kostka potoczyła się po czarnym blacie z cichym, metalicznym stukotem, wirując, odbijając światło lampy, aż zniknęła jej z zasięgu wzroku. Musiała obrócić się przez prawe ramię, by ją zobaczyć, ale zanim to zrobiła, na moment usiadła normalnie, złapała oba kciuki w drobne piąstki, skuliła ramiona, zbliżając dłonie do twarzy, jakby chciała ukryć się przed wynikiem.
– Oby to była siódemka – powiedziała półszeptem, oczy zacisnęła mocno, oddech wstrzymała.
Gdy otworzyła oczy, zerknęła najpierw na Aleksandra – stał cały czas na swoim miejscu, ręce w kieszeniach, uśmiech na ustach ciepły, figlarny, jakby wiedział coś, czego ona jeszcze nie wiedziała.
– Aż tak ci na tym zależy? – zapytał niskim, rozbawionym głosem. – To sprawdź, co wypadło – dodał, nie czekając na jej odpowiedź.
Aurelia skręciła się w tułowiu tym razem w prawą stronę, jednocześnie zakładając nogę na nogę. Przez chwilę nerwowo błądziła wzrokiem po blacie, serce waliło jej w gardle. Pochyliła się w kierunku kostki, a sukienka napięła się na piersiach, ramiączka wpiły się lekko w skórę.
Kostka leżała nieopodal, skierowana do góry ścianą z wyrytą, wyraźną cyfrą „siedem”.
Radość eksplodowała w niej jak fala. Już chciała krzyknąć, skoczyć z radości, ale Aleksander pochylił się tuż obok, jego ramię otarło się o jej ramię, a zapach, który mu towarzyszył jeszcze mocniej uderzył w jej nozdrza, aż zakręciło jej się w głowie, a sutki wbiły się w otulający je materiał.
– Czyli dość miło spędzimy dzisiaj czas – powiedział z wyraźnym zadowoleniem, niskim głosem, który sprawiał, że wszystko w niej miękło. – Dobrze wiedzieć, że los się do mnie uśmiecha nawet wtedy, gdy ktoś inny rzuca kostką.
Jego oddech musnął jej ucho, blisko, bardzo blisko.
Aurelia poczuła, jak skóra drży na całym jej ciele, od czubka głowy po palce stóp.
Aleksander sięgnął po kostkę leżącą na blacie. Nagle wyprostował się, wzrostem górując nad nią, płynnym ruchem wsuwając kawałek miedzi do kieszeni.
Aurelia podążyła za nim wzrokiem.
– Co teraz? – zapytała cicho, głos drżał jej z niepewności. W najśmielszych scenariuszach nie przypuszczała, że zajdzie aż tak daleko. – Tak po prostu będziemy się całować?
Aleksander skinął głową powoli, uśmiech na ustach ciepły, ale z nutą drapieżności.
– Przecież po to tu przyszłaś… – powiedział niskim głosem, który sprawił, że w jej brzuchu poczuła przyjemne wibracje.
Położył lewą dłoń na jej kolanie, skóra jego palców była ciepła i zdecydowanie kontrastowała z chłodem marmuru pod jej udami. Powoli przesunął ją ku górze, po wewnętrznej stronie gładkiego, rozpalonego uda, które drżało pod jego dotykiem. Potem wsunął dłoń pod kolano i delikatnie, ale stanowczo rozplótł jej skrzyżowane nogi, robiąc między nimi miejsce dla siebie.
Obie dłonie położył na jej kolanach, rozsunął je nieco bardziej, sunąc palcami po nagiej skórze ud, wszedł między nie, coraz bardziej zmniejszając między nimi i tak niewielki dystans. Zapach jego skóry w niewytłumaczony sposób otulał ją całkowicie.
Aurelia w tym czasie podpierała się oburącz o blat, oddech wiązł jej momentami w gardle. Oderwała dłonie, chcąc objąć go za szyję, poddając się całkowicie chwili, lecz Aleks chwycił ją ponownie pod udami, mocno, pewnie i nagle przysunął do siebie.
Jej pośladki przesunęły się po marmurze z cichym szurnięciem, z impetem jej łono i uda uderzyły o jego twarde, ciepłe biodra napięte pod materiałem spodni. Nie chcąc stracić równowagi, napięła mięśnie brzucha i niemal w panice zarzuciła mu ręce za szyję, wtulając się w jego klatkę piersiową, ramiona, szyję. Teraz czuła ciepło jego ciała, bicie serca pod koszulą, jeszcze intensywniejszy zapach skóry, który sprawiał, że kręciło jej się w głowie i powoli traciła zmysły. Zapach ciała, którego chciała, którego musiała skosztować.
Próbowała uspokoić swoje myśli, oddech i szalejące serce, opierając czoło w zagłębieniu między jego szyją, a barkiem. Miejscem tak ciepłym, bezpiecznym, ale jednocześnie tak niebezpiecznie kuszącym.
– Tylko pamiętaj, ja dyktuję tempo – powiedział cichym, spokojny jednocześnie władczym głosem.
Aurelia oderwała czoło od jego szyi i podniosła wzrok by spojrzeć mu w oczy.
– Jedz małymi łyżeczkami, bez pośpiechu – dodał, delikatnie figlarnie się uśmiechając. – Będziesz chciała więcej, to wystarczy, że dasz znać.
Kiwnęła powoli głową wyrażając gotowość, uświadamiając sobie nagle, że siedzi gołymi pośladkami na chłodnym marmurowym blacie, sukienka podwinęła się wysoko, materiał zebrał się wokół jej talii. Po nagiej skórze jej ud wciąż spoczywały jego władcze dłonie. Czuła, jak kciuki Aleksandra zataczają drobne, prowokujące kółeczka po wewnętrznej stronie ud, powoli, leniwie, jakby rysował niewidzialne ścieżki, które prowadziły coraz wyżej.
Po chwili przerwał tę prowokującą pieszczotę. Dłonie zaczęły dalszą wędrówkę, sunęły w górę, badając dotykiem aksamitną, rozpaloną skórę, palce muskały, ściskały lekko, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr jej ciała.
Aurelia nie mogła oderwać wzroku od jego warg, pełnych, wilgotnych, kuszących swą bliskością. Rozchyliła delikatnie własne usta, zwilżyła je koniuszkiem języka, unosząc nieznacznie podbródek, dając tym samym, niemy sygnał, że jest już gotowa.
Gdy ich usta się spotkały, z natychmiastową intensywnością, dłonie Aleksandra dotarły do jej pośladków. Zacisnęły się na nich mocno, palce wbiły się w skórę i przyciągnął ją jeszcze bliżej, wciskając jej uda w swoje biodra. Czuła twardość jego ciała pod materiałem spodni. Czuła coś mocno przylegającego do jej cipki, drażniącego ją, ale w tej chwili to było tylko tło.
Aurelia niemal całkowicie została pochłonięta przez rozkosz, jaką zapewniały jej usta Aleksandra. Smak był obezwładniający, waniliowa słodycz, śmietankowa delikatność, unikalna, kremowa gęstość serka mascarpone, ale z nutą ostrości papryczek chili i delikatnym, słonawym posmakiem, który sprawiał, że chciała więcej. Wysunęła nieśmiało język, delikatnie, badawczo, by poczuć go intensywniej i wtedy nagle uderzyła w nią jak fala, mieszanina wszystkich najwspanialszych smaków, jakie kiedykolwiek znała, coś nie do opisania, coś, co sprawiało, że kręciło jej się w głowie.
Język Aleksandra przesunął się po jej wargach, powoli, prowokująco ale stanowczo, a dreszcze przyjemności zaczęły promieniować z ust na całe jej ciało, piersi, brzuch, docierało nawet między jej uda.
Przerwała pocałunek, nie mogąc dłużej wytrzymać tej fali. Oparła czoło w zagłębieniu tuż nad jego mostkiem, ciepłym zakątkiem, w którym unosił się jego zapach. Czuła jak oparł brodę na jej głowie, czuła bicie jego serca, szybkie, mocne, prawie tak samo jak jej własne. Przez chwilę zastanawiała się czy on czuł dokładnie to samo co ona.
Oddech Aurelii był urywany, myśli rozproszone, ciało wciąż drżało od tego pierwszego, krótkiego, ale już uzależniającego smaku.
– I jak smakują moje usta? – usłyszała rozbawiony, niski głos Aleksandra, gdy rzeczywistość zaczęła powoli do niej wracać, jakby ktoś delikatnie podkręcał światło w ciemnym pokoju.
Aurelia uniosła głowę. Uśmiechnęła się, usiłując zebrać myśli.
– Jeszcze nie miałam okazji kosztować czegoś… tak wspaniałego – przyznała cicho, delikatnie drżącym głosem. – Muszę chyba do tego przywyknąć… nie potrafię nawet tego przyrównać do czegoś, co znam. Jakbyś był mieszanką wszystkich najsmaczniejszych rzeczy, jakie miałam okazję próbować… i czegoś jeszcze.
Zdała sobie sprawę, jak mocno czuje jego męskość wbijającą się w nią przez materiał spodni. On potęgował to uczucie, trzymając ją mocno za pośladki, przyciągając jej ciało do swojego.
– Może to smak twoich najlepszych wspomnień – zażartował – Przecież większość najlepszych wspomnień takiego łakomczucha jak ty jest związana z jedzeniem.
Słowa Aleksandra dały jej do myślenia. Skoro to mieszanka najwspanialszych smaków z jej wspomnień… może te, których nie potrafi określić, nie mają odpowiedników w smakach, tylko w uczuciach? Otworzyła szerzej oczy, podniosła głowę, by spojrzeć na niego.
Aleksander zdjął brodę z jej czubka głowy i zanim zdążyła złapać pełne spojrzenie, złożył delikatny, ciepły pocałunek na jej czole.
– Jeżeli czujesz to samo co ja podczas pocałunku – powiedział cicho, głos niski, spokojny – to najprościej będzie przestać zastanawiać się, co wchodzi w skład tego uczucia, a zwyczajnie dać mu trwać i rozkoszować się chwilą. Nie sądzisz?
Nieśmiały uśmiech zagościł na ustach Aurelii.
– Jestem gotowa jeszcze raz spróbować – oznajmiła już nieco bardziej pewnym siebie głosem.
Dłonie Aleksandra przesunęły się powoli w górę, na jej talię, delikatnie muskając skórę pod sukienką, zmniejszając nacisk, jaki wcześniej wywierał na jej ciało.
Aurelia odczuła brak tego nacisku jako pustkę. Natychmiast owinęła nogi wokół jego bioder, zapinając stopy klamrą za jego pośladkami. Napinając uda, mocno przywarła do jego wypukłości.
Ich usta ponownie się spotkały, tym razem z głębszą, niecierpliwą namiętnością. Aurelia postanowiła nie analizować komplikacji smaków, nie rozkładać ich na części pierwsze. Chciała jedynie rozkoszować się pocałunkiem, zatopić się w nim całkowicie, pozwolić, by pochłonął ją bez reszty.
Gdy język Aleksandra zaczął powoli i prowokująco badać jej wargi, z tą władczą delikatnością, aż cała zadrżała, od ust po czubki palców. Dreszcz przebiegł jej kręgosłupem, sutki stwardniały boleśnie pod materiałem sukienki, między udami poczuła gorące, mokre pulsowanie. Mogłaby przysiąc, że na chwilę straciła zmysły, lub, że jej zmysły wręcz odbierały zbyt dużo bodźców, jej świat zawęził się do ciepła jego ust, do smaku, który znów uderzył w nią intensywną falą, którą trudno było opisać.
Gdy odzyskała zmysły, zdała sobie sprawę, że oboje bez zahamowań badają językami wnętrza swych ust, splatają się, smakują, walczą o dominację, ale to on prowadził, a ona poddawała się z rozkoszą, jęcząc cicho w jego usta.
W ciągu kilku następnych minut dreszcze przyjemności kilkukrotnie obmywały jej ciało, czuła fale gorąca, mrowienia i pulsowanie między udami. Przyzwyczajała się do nich coraz bardziej, nauczyła się oddychać przez nie, ale dwukrotnie znów straciła świadomość na ułamek sekundy. Świat nagle pociemniał, a potem znów wrócił ostrzejszy, intensywniejszy, a jego język znajdował się jeszcze głębiej w jej ustach.
Nagle Aleksander przerwał pocałunek. Delikatnie, ale zdecydowanie, odsuwając się odrobinę, jego oddech był gorący na jej wargach.
– Odniosłem wrażenie, że na początku kilka razy traciłaś przytomność – powiedział niskim głosem z nutą rozbawienia, a jego oczy błyszczały figlarnie.
– Tak było – przyznała cicho, policzki płonęły jej gorącem, oddech wciąż nieregularny, cipka pulsowała boleśnie z niedosytu. – Do takich wrażeń ciężko przywyknąć, ale staram się jak mogę.
– Zróbmy sobie małą przerwę – powiedział spokojny i ciepłym głosem. – Muszę w garnku zamieszać, aby niczego nie przypalić.
Subtelnie klepnął ją w prawe udo, ciepło jego dłoni wywołało delikatne mrowienie, które rozlało się nieco niżej. Aurelia rozplotła nogi, rozwiązując klamrę za jego plecami. Puścił jej talię ostrożnie, cofając się krok, ale jego dłonie sunęły jeszcze po jej udach, gładząc prowokująco jej rozpaloną skórę.
Aurelia w końcu opuściła wzrok niżej i spostrzegła wilgotną plamę na jego kroku, ciemniejszą na beżowym materiale. Z jej cipki ciągnęła się cienka, lśniąca nić śluzu aż do jego spodni. Jej wzrok podążał za tą nicią, a gdy dotarł do jej własnego krocza, zobaczyła niewielką, mokrą plamę na blacie tuż pod cipką, która była boleśnie gorąca, lepką.
– Nie ruszaj się – powiedział Aleks z uśmiechem niskim głosem, ale z nutą władzy. – Jak zejdziesz z blatu, to kończymy zabawę i pilnujesz garów.
Przerwał palcem nić wilgoci łączącą ich krocza. Powoli uniósł palec do ust i oblizał go z wyraźną rozkoszą, patrząc jej prosto w oczy.
– Tam też smakujesz niesamowicie – powiedział półszeptem.
Aurelia zarumieniła się ze wstydu, gorąc rozlał się po twarzy, szyi, piersiach, a sutki boleśnie napierały na materiał je okalający, jednocześnie poczuła, jak jej cipka zaciska się rozpaczliwie, wilgotniejąc jeszcze bardziej.
Aleksander, jakby nic wielkiego się nie stało, podszedł do kuchenki, zdjął pokrywkę z garnka, para uniosła się lekko, a zapach żeberek oraz cebuli wypełnił kuchnię i zamieszał łopatką, spokojnie, pewnie.
Aurelia siedziała na chłodnym marmurowym blacie, pośladkami czując jego twardość i chłód, który kontrastował z gorącem pulsującym w jej cipce. Nogi zwisały swobodnie, szeroko rozchylone, sukienka podwinięta była wysoko wokół talii, odsłaniając wilgotny materiał majtek przylegający do nabrzmiałej cipki, lśniąc od jej soków. Podparta była na wyprostowanych ramionach, piersi uniesione, sutki twarde, boleśnie napięte pod cienkim materiałem, oddech jej płytki i nieregularny. Uśmiech na jej ustach drżał z powodu mieszanki wstydu, triumfu i czystej, niepohamowanej chęci kontynuowania tego co zaczęli, co do tej pory udało jej się osiągnąć.
Obserwowała Aleksandra, jak miesza w garnku. Był spokojny i pewny siebie, a przede wszystkim opanowany. Czekała na więcej, pragnęła poczuć jego usta tam, na dole. Wyobrażała sobie jego język, ciepły, władczy, liżący ją powoli, rozkoszujący się jej smakiem.
Wreszcie Aleksander odłożył łopatkę z cichym stuknięciem i nakrył garnek pokrywką. Odwrócił się w jej kierunku, zrobił parę kroków do przodu, powoli, celowo, jego spojrzenie sunęło po jej ciele, po rozchylonych udach i po wilgotnym kroczu, które pulsowało pod jego władczym wzrokiem.
– Tęskniłaś? – zapytał z uśmiechem na ustach.
Aurelia nerwowo pokiwała głową, cipka zacisnęła się boleśnie na sam dźwięk jego głosu.
Aleksander podszedł bliżej, wsunął ramiona od wewnątrz pod jej uda, skóra jego przedramion była ciepła gdy muskała wewnętrzną stronę jej ud.
– Unieś pośladki – wydał polecenie spokojnym głosem, ale nie znoszącym sprzeciwu.
Posłuchała natychmiast, unosząc się. Mięśnie napięły się, gdy udami podparła się na jego przedramionach.
Chwycił za gumkę majtek i płynnym, pewnym ruchem zsunął je z jej pośladków. Materiał wilgotny, gorący, przesiąknięty jej sokami, zsunął się po udach z cichym szelestem. Gdy opadła z powrotem na marmur, Aleksander owinął dłonie wokół ud, tym razem obejmując je od zewnątrz, delikatnie napierając, złączył jej nogi i zdjął majtki całkowicie, powoli, delektując się każdym centymetrem odsłanianej skóry.
Zwinął wilgotny materiał w kłębek, podniósł do twarzy i patrząc jej prosto w oczy, zaciągnął się głęboko jej zapachem.
Po chwili majtki wylądowały na blacie obok niej, z mokrym, nieprzyzwoitym plaśnięciem.
– Później je przepiorę i wysuszę – powiedział cicho, uśmiechając się drapieżnie. – Ty masz dbać o to, aby nie zmoczyć swojej sukienki, bo ta raczej za szybko nie wyschnie, a z wilgotnej plamy na sukience będzie ci się ciężko wytłumaczyć przed rodzicami. Zrozumiałaś?
Aurelia posłusznie skinęła głową i z powrotem rozłożyła szeroko nogi z nadzieją, że w końcu przejdzie do konsumpcji. Spoglądała na niego maślanymi oczami, przygryzając dolną wargę niemalże do krwi, po czym sugestywnie powędrowała wzrokiem ku swojej rozpalonej wilgotnej cipce błagającej o jego uwagę.
Aleksander szerzej się uśmiechnął, podchodząc do krawędzi blatu.
– Może później – powiedział półszeptem.
Położył obie dłonie na jej pośladkach, jego palce wbiły się w jej jędrną skórę i przysunął ją do siebie z impetem, wbijając jej wilgotne, gorące krocze w twardą, napiętą wypukłość swoich spodni, a jego dłonie powędrowały na jej talię.
Aurelia niemal instynktownie oplotła go nogami wokół bioder, zapinając stopy klamrą za jego plecami i zarzuciła ręce na szyję wtulając się w niego piersiami, brzuchem, cipką, czując, jak jej soki przesiąkają przez jego spodnie.
– Choć przyznam szczerze, z przyjemnością zatopiłbym w niej swoje usta – szepnął jej do ucha, muskając płatek ucha. – Ale na to jeszcze przyjdzie czas.
Ich głodne siebie wargi znowu się spotkały z pełną, niepowstrzymaną namiętnością.
***
Aurelia całowała się z Aleksandrem na blacie blisko godzinę. Czas rozmył się w gorących, niekończących się pocałunkach, na wzajem badających się językach, w jękach tłumionych w ustach drugiego. Jej nogi oplatały jego biodra, ręce wczepione w jego włosy, ciało przylegało do ciała, cipka pulsowała na wypukłości jego spodni, a jej skóra gorąca, wilgotna od potu i soków.
W końcu Aleksander przerwał delikatnie, ale stanowczo, odsunął się odrobinę, oddech miał ciężki, oczy ciemne, wręcz dzikie. Aurelia poczuła pustkę, jej usta były opuchnięte, rozpalone, a ciało drżało z niedosytu. Miała nadzieję, że znów tylko zamiesza w garnku z żeberkami i wróci, by kontynuować, by w końcu zszedł niżej, by dał jej więcej.
Ale Aleksander odwrócił się do szafki, wyjął średni garnek, napełnił go wodą z kranu i nasypał solidną szczyptę soli. Z zamrażarki wyciągnął paczkę gotowych klusek śląskich, położył ją na blacie obok niej z cichym stuknięciem.
Potem podał jej rolkę ręczników papierowych.
– Ogarnij się nieco, aby przypadkiem sukienki nie pobrudzić – powiedział spokojnym głosem, uśmiechając się pod nosem. – Jak woda się zagotuje, zrobisz kluski śląskie. Ja tymczasem przepiorę twoje majtki i wrzucę je na grzejnik. Jak skończę, wrócę i przygotuję buraczki zasmażane.
Położył prawą dłoń na jej udzie i pogłaskał skórę kciukiem. Spojrzał głęboko w jej niebieskie oczy, po czym uśmiechnął się i puścił oczko. Delikatnie ścisnął jej udo, po czym jego dłoń się odsunęła.
Potem chwycił jej wilgotne majtki z blatu i wyszedł z kuchni. Dźwięk jego oddalających się kroków był cichy i spokojny.
***
Po wspólnie zjedzonym posiłku w ciepłej, domowej atmosferze, pełnej śmiechu i ukradkowych spojrzeń, Aurelia wraz z Aleksandrem przenieśli się do salonu. Kuchnia została za nimi z naczyniami odstawionymi na bok i zapachem żeberek wciąż unoszącym się w powietrzu.
Aleksander wszedł pierwszy, wybrał coś na telefonie, a z głośników popłynęła spokojna, zmysłowa muzyka. Głęboki bas i spokojne gitarowe riffy, idealnie wypełniały przestrzeń, sprawiając, że atmosfera stała się bardziej intymna.
Rozsiadł się na szerokiej, skórzanej kanapie, rozpościerając ramiona na oparciu, koszula nieco napięła się na jego ramionach. Wyglądał tak jakby wszystko dookoła, łącznie z nią należało do niego.
Aurelia usiadła obok, bliżej niż potrzeba, wtuliła się w jego tors, głowę oparła na twardej klatce piersiowej, czując pod policzkiem ciepło jego ciała, bicie serca spokojne, ale mocne. Zapach jego skóry otulił ją ponownie, mieszając się z resztką aromatu obiadu.
Gdy poczuła, jak jego ciepła i ciężka dłoń ląduje na jej ramieniu, zaczęła błądzić własną dłonią po jego torsie. Palce sunęły po materiale koszuli, badając twarde mięśnie, znajdujące się pod spodem. Wypukłe i napięte, wydające się na swój sposób promieniować swym ciepłem nawet przez tkaninę.
– Twoja przyszła żona będzie miała z tobą dobrze – powiedziała rozmarzona, spokojnym głosem, z wyraźnym żalem w tle, jakby już tęskniła za czymś, co dopiero się zaczęło. – Nie dość, że bosko się całujesz, do tego wspaniale gotujesz, aż strach pomyśleć w czym jeszcze jesteś taki dobry.
Aleksander uśmiechnął się pod nosem, nie spoglądając na nią od razu.
– Tak się składa, że nie będę miał żony – odpowiedział tajemniczo, niskim głosem, z delikatną nutą rozbawienia.
Aurelia podniosła głowę z jego twardej piersi, by spojrzeć mu w oczy.
– Jak to? Nie zamierzasz uszczęśliwić żadnej kobiety?
– Hmm… – odchylił głowę lekko do tyłu, spoglądając w przestrzeń nad sobą, jakby ważył słowa. – A jeżeli nie chciałbym uszczęśliwić tylko jednej kobiety?
– O czym mówisz? – zapytała cicho, serce zabiło jej mocniej.
Aleksander położył prawą dłoń na jej kolanie. Poczuła ciepło przenikające przez materiał sukienki. Powoli przesunął ją wyżej, na udo, jego palce muskały jej skórę. Ciepło jego dłoni rozlewało się po udzie, budząc znajome mrowienie w podbrzuszu.
Potem nagle pociągnął, wciągając ją na siebie.
Aurelia niemal automatycznie umieściła dłonie na jego twardej, muskularnej klatce piersiowej.
Opuścił głowę, by spojrzeć jej prosto w oczy, a oba ramiona ponownie umieścił na oparciu kanapy.
– Tak będzie nam się nieco… wygodniej rozmawiało – powiedział z uśmiechem na twarzy, głosem, w którym kryła się nuta drapieżności.
Aurelia skinęła głową z uśmiechem na twarzy, siedząc na nim okrakiem, z sukienką podwiniętą wysoko, udami przylegającymi do jego bioder. Czekała cierpliwie na to, co powie dalej albo na to, co zrobi.
– Nie będę miał żony, bo… do niedawna myślałem, że nie będę miał w ogóle żadnej przyszłości – powiedział Aleksander spokojnym, niskim głosem, jakby opowiadał o zwykłym fakcie z przeszłości.
Jego ciepłe dłonie spoczęły pewnie na jej udach. Palce lekko zaciskały się na skórze.
– Wyniki badań wskazywały na kilka ognisk nowotworu złośliwego w płucach i w mózgu. Lekarze dawali mi zaledwie kilka miesięcy życia, maksymalnie do roku. Pogodziłem się z tym. Żyłem jak asceta, żadnych zobowiązań, żadnych problemów dla innych po mojej śmierci.
Aurelia poczuła, jak serce ściska jej się lekko, nie litość, a z troski. Była zaskoczona, że on, taki silny, taki spokojny, nosił w sobie coś takiego.
– Chorujesz…? Na coś takiego strasznego? – zapytała cicho, głosem pełnym ciepła, z szeroko otwartymi oczami.
Aleksander spojrzał jej prosto w oczy, spokojnie, bez cienia użalania się.
– Do niedawna wszystko na to wskazywało – wyjaśnił – Ale kilka dni temu coś się zmieniło. Mam poważne podstawy uważać, że wszystko ze mną w porządku. Jutro jadę na pełne badania, żeby to zweryfikować. Wygląda na to, że czas mi się nie kończy, a jedynie… nie będę mógł mieć dzieci.
Jego dłonie zaczęły powoli sunąć w górę jej ud, jakby zmierzając do jej pośladków.
– To… to dobrze, że jesteś... chyba zdrowy – powiedziała cicho, głos drżał jej nieznacznie, a oddech przyspieszył. – Ale dlaczego to miałoby oznaczać, że nie będziesz miał żony?
Aleksander uśmiechnął się spokojnie w swój specyficzny drapieżny sposób.
– Skoro i tak nie mogę mieć dzieci, a czas mi się nie kończy… po co ograniczać się do jednej kobiety? – powiedział niskim głosem – Po co wybierać tę jedną, która „zasługuje”? Wolę uszczęśliwić większą ilość kobiet, które same przychodzą i o to proszą… i oczywiście jeżeli uznam, że zasługują.
Spojrzał jej głęboko w oczy, z uśmiechem na twarzy. Ruchem dłoni, spoczywających na udach Aurelii, wprawił jej miednicę w delikatne, powolne bujanie.
Aurelia poczuła, jak gorąco rozlewa się po całym ciele. Niemal automatycznie zaczęła sama poruszać miednicą, delikatnie ocierając się swoją kobiecością o jego spodnie. Gorąco między udami narastało z każdym ruchem, a jej oddech stawał się płytszy.
– Na przykład ty jesteś taką kobietą – powiedział cicho – Przyszłaś, poprosiłaś o przysługę… dlaczego miałbym ci odmówić, skoro uważam, że na to zasługujesz? Wystarczy, że zachowasz to w sekrecie, aby przypadkiem nie dowiedzieli się o tym twoi rodzice.
Puścił jej konspiracyjne oczko.
Aurelia poczuła rumieniec na twarzy. Uświadomiła sobie, że to co właśnie robi jest czymś, czym nie można od tak pochwalić się rodzicom. Szczególnie biorąc pod uwagę, że jest dość bliską rodziną z Aleksandrem.
– A… mogę opowiedzieć o tym Jadwidze? – zapytała cicho, głos drżący z ekscytacji. – Obiecałyśmy sobie, że jeśli którejś coś się uda… podzielimy się szczegółami.
– Czyli Jadwiga też o mnie fantazjuje? – zapytał wyraźnie rozbawiony, unosząc przy tym brew.
Aurelia powoli skinęła głową. Była zawstydzona, ale jednocześnie chciała być z nim szczera.
Aleksander zbliżył twarz, aż Aurelia poczuła jego oddech na swoich ustach.
– A twoim zdaniem powinienem spełnić jej fantazje? – zapytał prowokującym szeptem.
Aurelia kiwnęła energicznie głową.
– Tak… a zrobisz to?
– Jak przyjdzie i ładnie poprosi… to się zastanowię – odpowiedział enigmatycznie, z drapieżnym uśmiechem na twarzy.
Aurelia przygryzła dolną wargę i zacisnęła piąstki na materiale koszuli Aleksandra.
– Widzę, że już nie możesz się doczekać, co usłyszysz od siostry, gdy będzie relacjonować ci, w jaki sposób spełniłem jej fantazje – powiedział, spoglądając jej prowokacyjnie w oczy
Aurelia poczuła, jak gorąco rozlewa się po jej ciele jeszcze mocniej – od policzków po brzuch, po uda przylegające do jego bioder.
– Jak chcesz – dodał powoli opuszczając wzrok na jej dłonie, znajdujące się na jego klatce piersiowej – jeżeli moja koszula ci przeszkadza, możesz ją rozpiąć
Aurelia spowolniła ruchy bioder, niemalże zatrzymując swe ruchy. Jej oddech stał się płytki, urywany. Zabrała się za rozpinanie guzików, jej palce drżały z nerwów, wędrując coraz niżej, odsłaniając coraz większą ilość wyrzeźbionego torsu. Najpierw ujrzała jego rozbudowaną klatkę piersiową, następnie twarde mięśnie brzucha.
Nagle poczuła, jak Aleksander chwycił ją za oba pośladki. Jego palce mocno wbiły się w jej skórę i zmusił jej miednicę, by wróciła do poprzedniego tempa. Biodra znów zaczęły się poruszać rytmicznie, niecierpliwie, ocierając się o twardą wypukłość pod jego spodniami. Jej palce nerwowo rozpinały resztę guzików, aż koszula rozchyliła się całkowicie. Miała wrażenie, że skóra na jego mięśniach była tak cienka i napięta, jakby miała za chwilę się poddać i rozerwać na strzępy.
Gdy skończyła rozpinać guziki, próbowała zdjąć koszulę z jego ramion. Jednak materiał ciasno opinał jego mięśnie, nie chciał zejść tak łatwo.
– Pomożesz? – poprosiła cicho, drżącym głosem.
– Nie tak łatwo, coś za coś – odparł prowokująco z uśmiechem na twarzy.
– Najpierw pozbędziemy się twojej sukienki – drażnił się z nią, zaciskając dłonie na jej pośladkach.
Nie wiele myśląc, Aurelia od razu sięgnęła ręką za siebie. Jej palce odnalazły suwak na plecach, pociągnęła go w dół z cichym szelestem. Chwilę męczyła się, usiłując zdjąć sukienkę przez głowę, jednak materiał zbyt ciasno przylegał do jej spoconego ciała. W końcu poddała się i stanęła na kanapie ze stopami po obu stronach jego ud, zachwiała się lekko na miękkim siedzisku, więc chwyciła go za twarde ramię by w ten sposób utrzymać równowagę.
Aleksander pomógł jej stabilnie ustać, trzymając ją mocno za uda, zaciskając palce na ich jędrnej skórze.
W tym czasie Aurelia zsunęła materiał sukienki na talię, przez pośladki. Sukienka opadła nieco niżej, gdy złączyła razem uda, ale zatrzymała się na wysokości kolan. Na krótką chwilę stanęła po prawej stronie Aleksandra, by skutecznie zsunąć sukienkę z nóg, materiał zafalował i wylądował na kanapie.
Kopnięciem posłała sukienkę na koniec kanapy. Ponownie stanęła okrakiem nad Aleksandrem i z impetem wylądowała pośladkami na jego udach. Jej rozpalona, wilgotna cipka przylgnęła do materiału jego spodni.
Zarumieniła się na myśl, że przez chwilę stała przed nim bezwstydnie ubrana jedynie w granatowy stanik, z przemoczoną drżącą z podniecenia cipką tuż przed jego twarzą.
– I to mi się podoba – powiedział niskim głosem.
Podniósł się z oparcia, zbliżając swój tors do jej ciała. Aurelia wykorzystała sytuację i zaczęła zsuwać koszulę z jego ramion, jej drżące z podniecenia palce sunęły po jego rozpalonej skórze, przy okazji składając drobne, gorączkowe pocałunki na jego twarzy policzek, szczęka, kącik ust.
Gdy koszula wylądowała na sukience, Aleks położył dłoń na jej plecach i pociągnął ją za sobą, by znów oprzeć się na oparciu kanapy. Aurelia przylegała do nagiego torsu Aleksandra, ich oddechy splatające się ze sobą w oczekiwaniu, jakby oboje sprawdzali kto dłużej będzie w stanie opierać się swemu pożądaniu.
W końcu Aurelia poddała się i wpiła się namiętnie w usta Aleksandra, oddając się bez reszty. Jej język splatał się z jego, smakował go głębiej, a dreszcze przyjemności zaczęły rozsyłać znajomą już rozkosz po całym jej ciele, od ust przez piersi, brzuch, aż między uda, gdzie wszystko pulsowało z pożądania.
Poczuła, jak jego dłoń powoli i pewnie wędruje po jej plecach, po kręgosłupie, karku, by w końcu palce wplotły się mocno w jej włosy. Stanowczo za nie pociągnął, ale nie sprawiając jej ból, odciągając jej głowę do tyłu. Pocałunek został przerwany z mokrym, cichym mlaśnięciem.
Aurelia dyszała rozpalona, patrząc na Aleksandra szeroko otwartymi oczami, jakby właśnie zabrał jej najsłodszy smakołyk, którego dopiero co skosztowała i miała ochotę jeszcze przez długi czas się nim rozkoszować. Usta miała opuchnięte i wilgotne, oddech nierówny, a piersi unosiły się szybko pod granatowym koronkowym stanikiem.
– Widzę tutaj jeszcze pewną niesprawiedliwość – powiedział niskim głosem. Pełnym rozbawienia, wędrując wzrokiem w dół po jej szyi, dekolcie, piersiach.
Lewą dłonią wciąż trzymając ją mocno za włosy, kontrolując ją, nie pozwalając na najmniejszy ruch, prawą przeniósł z pośladka na jej policzek. Kciukiem delikatnie musnął jej dolną wargę. Następnie jego dłoń powędrowała niżej, po szyi by przy obojczyku odbić w bok. Zwinny palec zawinął się wokół ramiączka stanika i powoli, celowo zsunął je z ramienia. Materiał opadł, miseczka wywróciła się na drugą stronę, odsłaniając lśniącą od potu, jędrną pierś, zwieńczoną różowym sutkiem, twardym od podniecenia.
– Nieładnie z twojej strony kryć przede mną takie skarby – mruknął
Jego prawa dłoń wróciła na pośladek, za który mocno ścisnął, palce wbiły się w skórę i trzymając go pewnie, zmusił ją, by uniosła biodra.
Aurelia natychmiast zrozumiała sygnał. Jej mięśnie napięły się, pośladki uniosły, by wbić wilgotne krocze w jego tors.
Gdy pierś znalazła się w zasięgu jego ust, Aleksander natychmiast zassał sutek. Mocno go ssał, jego język wirował wokół niego, zęby podgryzały delikatnie.
Aurelia odchyliła głowę do tyłu, mocniej wciągnęła powietrze i wydała z siebie cichy jęk zachwytu. Rozkosz rozlała się falą, sutek bolał słodko pod jego pieszczotą. Mimowolnie zaczęła poruszać biodrami, wilgotną cipką ocierała się o jego muskularny tors, z każdym ruchem, który Aleksander dyktował swoim uchwytem na jej pośladku.
Gdy Aurelia cicho jęczała Aleksander zwolnił uchwyt na jej włosach. Przeniósł dłoń na drugi pośladek, po drodze pociągając drugie ramiączko, sprawiając, że stanik opadł niżej, oswobadzając drugą pierś. Teraz obiema dłońmi agresywnie ugniatał jej pośladki, przy każdym ruchu wbijając wilgotną, drżącą cipkę w swój tors. Palce sięgały coraz głębiej, niby przypadkiem pieszcząc ją od tyłu, muskając jej wargi, wilgotne, rozpalone i delikatnie rozchylone, jakby były gotowe na jego przybycie.
Już myślała, że przywykła do nowych doznań, że potrafi już oddychać przez te fale rozkoszy, ale wtedy usta Aleksandra oderwały się od jej lewej piersi i powędrowały do prawej. Kolejne intensywne fale przyjemności zaczęły przepływać przez jej ciało, jakby ktoś wlewał w nią rozpalony miód. Sutek prawej piersi znalazł się w jego ustach, był ssany mocno, język wirował wokół niego, zęby podgryzały go delikatnie, a ona czuła, jak wszystko w niej zaczyna drżeć. Jakby tego było mało, prawa ręka Aleksandra wylądowała na piersi, którą przed chwilą opuściły jego usta. Dłoń objęła ją mocno, ugniatała z władczą siłą, palce ściskały, drażniąc sutek, który wciąż był rozkosznie obolały po wcześniejszych pieszczotach.
Za to lewa dłoń zsunęła się z pośladka, Aurelia poczuła, jak palce obejmują zmarszczkę między pośladkiem, a udem, wsuwają się między uda, ugniatając delikatnie całą dłonią wewnętrzną stronę prawego uda. Przy okazji palec wskazujący niby przypadkiem ocierał się o jej wilgotne wargi.
Ruch jej bioder przyspieszył, mimo braku dłoni na pośladkach dyktujących tempo, nie mogła się powstrzymać. Coraz śmielej ocierała się o jego palec, wbijając agresywnie łechtaczkę w jego twardy, napięty tors.
Nagle wszystko eksplodowało. Wbiła miednicę mocno w jego ciało, ruchy pozornie się zatrzymały, ale całe jej ciało drżało z rozkoszy, jakiej nigdy dotąd nie doznała. Orgazm rozlał się gorącą, niepowstrzymaną falą, od cipki przez brzuch, piersi, aż po czubek głowy. Cipka zaciskała się rytmicznie, wyciskając soki na jego tors. Jej uda drżały, oddech uwiązł w gardle.
Po chwili Aleksander przestał ssać jej pierś, jedynie jedną dłonią mocno szczypał sutek, drażniąc go do granic, a drugą delikatnie ocierał się o jej drżącą z przeżywanej rozkoszy cipkę, przedłużając fale rozkoszy.
Gdy zmysły zaczęły powoli wracać do Aurelii, spojrzała w dół na uśmiechniętą twarz Aleksandra. Poczuła palącą potrzebę, by ucałować mężczyznę, który zafundował jej te doznania, które jeszcze nie zdążyły opuścić jej ciała. Opadła pośladkami na jego uda, przyciągnęła jego głowę do siebie i namiętnie pocałowała, język splatał się z jego, ponownie go smakował.
Puściła w końcu jego włosy i umieściła jedną dłoń na jego twardej klatce piersiowej, a drugą nieco niżej, na brzuchu, centralnie na wilgotnej plamie, jaką pozostawiła swoją przemoczoną cipką.
Przerwała w końcu pocałunek, spojrzała na swoją dłoń, lśniącą od wilgoci.
– Mam jeszcze jedną prośbę – powiedziała cicho, wpatrzona w Aleksandra wciąż nieobecnym wzrokiem, ledwie będąc w stanie normalnie oddychać, uśmiechnęła się nieznacznie – Chciałam cię… skosztować też… tam na dole.
Uniosła się nieznacznie, jej mięśnie wciąż drżały, i przeniosła dłoń z klatki na jego krocze. Palce odnalazły napęczniałe przyrodzenie kuzyna, ukryte w nogawce spodni, pulsujące pod materiałem.
– Zasługujesz na to… bym ja tobie… również…
Nagle opadła, wtuliła twarz w muskularną pierś Aleksandra.
– Ale jak… trochę odpocznę…
Poczuła dłoń Aleksandra delikatnie gładzącą ją po włosach.
– Dobrze… odpocznij chwilę, ja poczekam – powiedział z wyraźnym zadowoleniem w głosie.
Nie minęło dużo czasu, gdy Aurelia uznała, że nie jest w stanie już dłużej czekać. Odepchnęła się delikatnie od klatki piersiowej Aleksandra.
– Okej, chyba jestem już gotowa – powiedziała niepewnie, bardziej do siebie niż do niego, jakby sama dodawała sobie otuchy.
Aleksander spojrzał na nią z ciepłym, figlarnym uśmiechem.
– Bez pośpiechu – powiedział niskim, spokojnym głosem.
Aurelia oderwała wilgotną dłoń od jego torsu, palce lśniły od jej soków. Spojrzała na nią przez chwilę, potem drugą ręką sięgnęła za siebie, szukając zamka stanika.
– Pomożesz mi go zdjąć? – zapytała cicho – Nie chciałabym go pobrudzić.
Aleksander przesunął dłoń po jej plecach, by jego palce odnalazły zamek bez większego problemu i rozpięły go jednym ruchem. Pomógł jej oswobodzić się ze stanika, ramiączka zsunęły się po ramionach Aurelii. Odrzucił go niedbale na koniec kanapy, gdzie dołączał do reszty ich garderoby.
Aurelia teraz bez obaw, całkowicie naga z wyjątkiem sandałków na stopach, patrząc kuzynowi prosto w oczy, zebrała wilgoć jaką pozostawiła na brzuchu Aleksandra i rozprowadziła ją powoli na swoich piersiach. Jej palce sunęły po jędrnej skórze, sprawiając, że jej atuty lśniły jeszcze bardziej w popołudniowym świetle wpadającym przez wielkie okna.
Widziała, jak oczy Aleksandra ciemnieją, jak jego oddech przyspiesza, a uśmiech na ustach staje się drapieżniejszy.
Nie czekając dłużej, zabrała się za rozpinanie paska u jego spodni. Chwilę się z nim mocowała, ale w końcu sobie poradziła. Następnie rozpięła guzik, rozsunęła zamek błyskawiczny.
Będąc świadomą, że nogi mogą nie utrzymać jej na stojąco, po prostu zsunęła się z jego ud na podłogę, klęknęła u jego stóp, przy okazji ciągnąc za sobą materiał spodni i bielizny. Aleksander nie utrudniał jej zadania, uniósł biodra w odpowiednim momencie, pomagając jej.
Spodnie i bokserki zsuwały się niżej, odsłaniając go przed nią coraz bardziej.
Ale na jedną rzecz Aurelia nie była przygotowana, na rozmiar przyrodzenia Aleksandra.
Gdy spodnie wraz z bokserkami zsunęły się poniżej połowy ud, kutas wyskoczył nagle do góry, prężąc się przed nią dumnie, jakby dopiero co uwolniony z więzienia. Pulsował lekko, nabrzmiewając z każdym uderzeniem serca i co najdziwniejsze, wyglądało na to, że nie był jeszcze w pełnym wzwodzie. Skóra naciągnięta do granic, gładka, bez owłosienia, lśniąca delikatnie w świetle wpadającym przez okna do salonu, grube żyły biegnące wzdłuż trzonu, pulsowały rytmicznie, a cała długość zakrzywiała się lekko ku górze. Wydawał się piękny, ale jednocześnie groźny i przerażający.
Aurelia patrzyła z otwartymi ustami, nie mogąc oderwać wzroku. Rozmiar przebijający wszystko, co znała. Banany, na których ćwiczyła, wydawały się teraz zabawkami. Dilda, które Jadwiga kupiła jako „odwzorowanie przeciętnego przyrodzenia”, były co najmniej o półtora raza mniejsze. W myślach szybko policzyła: szesnaście centymetrów dilda… podzielić na pół, dodać szesnaście… dwadzieścia cztery. Może więcej. I grubość, zakładała, że palcami ciężko będzie jej go objąć.
Przebiegła jej przez głowę myśl, że coś takiego nigdy nie zmieści się w jej ciasnej cipce, w którą ledwo była w stanie wsunąć końcówkę jednego palca. Jak na zawołanie, cipka zacisnęła się boleśnie, przypominając o niedawnym orgazmie, jakby chciała jej zakomunikować, że chętnie spróbuje przyjąć w swoje wnętrze tego potwora.
Ostatecznie odsunęła tę myśl jednak na bok. W końcu miała zaspokoić go ustami, a nie swoją kobiecością.
– Myślałam… myślałam, że jak go czułam przez spodnie, jest już w pełnym wzwodzie – powiedziała cicho, jakby sama do siebie, drżącym głosem, z oczami wciąż szeroko otwartymi ze zdumienia, może z... podziwu?
Aleksander uśmiechnął się szerzej, a jego ciemne oczy wydawały się błyszczeć przepełnione dumą z tego, jakie wrażenie zdołał na niej zrobić.
– Przyznam szczerze, że z trudem, ale przez dłuższy czas udało mi się go trzymać pod kontrolą. – powiedział spokojnym głosem
Aurelia otrząsała się z szoku, lecz usta wciąż miała rozchylone. Wróciła do zsuwania spodni z jego nóg. Materiał powoli sunął po skórze, po udach, łydkach, aż w końcu pozbyła się go całkowicie. Odrzuciła spodnie i bokserki na bok, na stertę ubrań.
Aleksander zsunął się na krawędź poduszki kanapy, zbliżając swoje przyrodzenie do jej twarzy. Ciężki, gorący, pulsujący kutas znajdował się zaledwie kilkanaście centymetrów od jej ust.
Aurelia położyła dłonie na jego udach. Skóra była napięta na twardych mięśniach, które wyraźnie czuła pod opuszkami palców. Powoli oblizała dolną wargę i przygryzła ją delikatnie, wpatrując się w olbrzymie przyrodzenie przed sobą. Pulsowało nieznacznie, zdając się nabrzmiewać jeszcze bardziej, żołądź lśniła, a grube żyły biegły grubo wzdłuż trzonu. Zastanawiała się, jak się za nie zabrać, jak objąć ustami coś tak wielkiego, jak pomieścić to w gardle, jak najlepiej sprawić mu przyjemność.
Wzdrygnęła się wystraszona, gdy Aleksander nagle podniósł się z oparcia i sięgnął za nią po papierową torebkę, spoczywającą na ławie.
– Może ci jakoś pomogę – powiedział rozbawionym głosem, opadając z powrotem na oparcie.
Torebka zaszeleściła w jego dłoni. Zajrzał do jej wnętrza, po czym wyjął jedną z grubych rurek. Lewą ręką czule odgarnął jej blond loki za ucho, palcami muskając jej skórę, prawą zaś zmiażdżył połowę rurki w dłoni. Biały, lepki krem wyciekł gęsto, a ciasto z cichym chrupnięciem ustąpiło pod jego naciskiem.
Aurelia zszokowana otworzyła szerzej oczy, nie dowierzając, że bezcześci taki przysmak. Ale uśmiech zagościł na jej ustach, szeroki, nieśmiały, gdy zaczęła rozumieć.
Aleksander powoli, prowokująco rozprowadził maź po swoich jądrach, gdzie biały, gęsty krem połyskiwał, kontrastując na jego skórze, po spodniej stronie kutasa, aż do żołędzi, gdzie rozprowadził resztki mascarpone lśniące kusząco i tak nieprzyzwoicie.
– Ups… chyba trochę się pobrudziłem – powiedział z udawanym roztargnieniem w głosie – Pomożesz mi się trochę wyczyścić?
Aurelia przytaknęła szybkim skinieniem głowy.
– Możesz zacząć od dłoni.
Podsunął jej przed twarz swoją prawą dłoń. Jego palce lśniły od kremu i resztek ciasta.
Nie wiele się zastanawiając, wysunęła język. Na początku powoli i nieśmiało zaczęła zlizywać przysmak z jego dłoni. Smak mascarpone mieszał się z słonym posmakiem jego skóry. Lizała dokładnie, długimi, mokrymi liźnięciami, zaczynając od wnętrza dłoni, wylizując dokładnie między palcami, w końcu ssąc delikatnie każdy palec z osobna, nie mogąc się doczekać, aż zasugeruje, że powinna przejść do tego, co na nią czekało – wielkiego, pokrytego kremem, pulsującego kutasa.
Gdy dłoń wydawała się już czysta, Aurelia zassała kciuk Aleksandra do ust i zaczęła go powoli, delikatnie ssać, język wirował wokół, smakując resztki mascarpone.
– Grzeczna dziewczynka – powiedział z zadowoleniem, gładząc ją po policzku pozostałymi palcami.
– Wydaje się, że z dłonią już skończyłaś, więc chyba musisz się za niego zabrać.
Wyciągnął kciuk z jej ust z mokrym, cichym mlaśnięciem.
Aurelia drżąc cała z podniecenia, zbliżyła twarz do nasady jego przyrodzenia. W nozdrza uderzył ją słodki, kremowy zapach serka mascarpone zmieszany z czymś jeszcze, czymś pierwotnym, męskim, magicznym, od czego kręciło jej się w głowie, a w podbrzuszu rozlewało się rozkoszne mrowienie. Pragnęła pochłonąć go całego, natychmiast, bez reszty, ale powstrzymała żądzę. Musiała zacząć powoli.
Ostrożnie wysunęła język i zaczęła oczyszczać jądra delikatnymi liźnięciami, smakując słodki krem na ciepłej, gładkiej skórze. Liźnięcia stawały się coraz odważniejsze, głębsze, ale jądra wisiały swobodnie, uciekając przed jej językiem ciężkie, pełne, kuszące.
W końcu zdeterminowana schowała język, otworzyła szerzej usta i zassała lewe jądro, które wypełniło jej usta. Oczy wywróciły jej się na drugą stronę, a jęk uwiązł w gardle, mimowolnie wbiła paznokcie w uda Aleksandra, zostawiając czerwone ślady na jego skórze. Oddychała ciężko nosem, usiłując się uspokoić, jednocześnie nie wypuszczając zdobyczy. Jej język pracował wewnątrz, liżąc, ssąc, czyszcząc każdy centymetr, smakując słodycz kremu i słony, męski posmak skryty pod słodyczą.
Gdy skończyła, z głośnym, mokrym mlaśnięciem wypuściła je z ust. Rzuciła okiem, by ocenić swoją pracę skóra lśniła już tylko od jej śliny. To samo uczyniła z prawym jądrem. Zassała je mocno, język wirował, usta pracowały a całe jej ciało drżało z rozkoszy.
Aleksander spoglądał na nią, obserwując jej pracę. Jego oddech stał się głębszy, kutas drgnął lekko, jakby już nie mógł się doczekać jej ust. Trzymał dłoń na jej głowie, z palcami wplecionymi w blond włosy. Ale nie popychał jej, nie ponaglał, obserwował z ciekawością, do czego sama jest w stanie się posunąć.
Aurelia uniosła wzrok. Jej oczy błyszczały, były pełne głodu. Powoli, drżąc z podniecenia, zbliżyła usta do nasady ciężkiego, pulsującego kutasa, lśniącego od resztek kremu i jej wcześniejszych liźnięć.
Najpierw wysunęła ostrożnie język i nieśmiało musnęła spodnią stronę trzonu, od nasady w górę, długim, mokrym liźnięciem. Smak mascarpone mieszał się z słonym, męskim posmakiem jego skóry. Jęknęła cicho, czując, jak kutas drgnął pod jej językiem, nabrzmiewając jeszcze bardziej.
Liźnięcia stawały się coraz odważniejsze, język sunął wzdłuż grubych żył, badał je, smakował każdą wypukłość. Z dołu do góry, powoli, delektując się rozmiarem tak wielkim, że musiała przechylać głowę, by objąć całą jego szerokość. Gdy dotarła do nabrzmiałej, lśniącej żołędzi, oblizała ją okrężnie. Jej język wirował wokół rowka, zbierał resztki kremu, drażnił wrażliwą skórę.
Aleksander westchnął głęboko, dłoń na głowie Aurelii zacisnęła się nieznacznie na włosach, ale nie pchał, tylko trzymał, kontrolując ją.
Kutas drgnął znowu, żołądź napięła się pod jej językiem, a ona poczuła, jak jej wilgotna cipka zaciska się boleśnie.
Lizała żołądź coraz śmielej. Język płasko i szeroko, sunął po niej od spodu, potem okrężnie. Ssała delikatnie czubek, smakując słodycz kremu i słony preejakulat, który zaczął sączyć się z otworu, zapewniając jej nowe doznania. Jęknęła znów – tym razem nieco głośniej – wibracje przeszły przez kutasa, a Aleksander zacisnął palce na jej włosach mocniej.
– Dobrze… właśnie tak – mruknął niskim, chrapliwym głosem.
Aurelia oblizywała go dalej długimi, mokrymi liźnięciami, rozchylonymi ustami, ze śliną spływającą jej po brodzie.
Aleksander patrzył na nią dłuższą chwilę, rozkoszując się widokiem. Lewą dłonią wciąż trzymał ją za włosy, palce wplecione mocno w blond kosmyki. Delikatnie, ale stanowczo pociągnął, odciągając jej głowę od kutasa, zmuszając, by spojrzała mu w oczy.
– To jeszcze nie wszystko – powiedział niskim głosem, obdarzając ją swym drapieżnym uśmiechem.
Prawą ręką sięgnął po drugą połówkę rurki z kremem i miażdżył ją w dłoni. Ciasto pokruszyło się z wyraźnym chrupnięciem, a biały, gęsty krem mascarpone wyciekł między palcami.
Aurelia przyglądała się z oczami szeroko otwartymi, rozchylonymi ustami i z przyspieszonym oddechem, jak zaczyna znów powoli rozprowadzać maź po swoim kutasie od nasady po żołądź. Krem spływał gęsto po trzonie, po żyłach, po jajach. Widząc to poczuła, jak w cipce znów eksploduje gorąco, jak jej soki spływają po udach.
Nie była w stanie dłużej czekać.
Z palącą determinacją rzuciła się na niego, już nie bawiąc się w delikatne liźnięcia. Otworzyła usta szeroko, wargi objęły trzon mocno, łapczywie, ssąc go od razu intensywnie. Język pracował pod spodem, zbierał krem, smakował słodycz mascarpone zmieszaną ze słonym, męskim posmakiem jego kutasa. Ssała go żarłocznie, wargi sunęły w górę i w dół, obejmując grubość, język wirował wokół żył, drażnił rowek żołędzi.
W końcu wielki kutas Aleksandra wypełniał jej usta, ledwo mieszcząc się w ich wnętrzu. Rozciągał jej wargi do granic możliwości. Ślina mieszała się z kremem, spływała po brodzie, po jajach. Jęknęła głośno, a wibracje przeszły przez trzon, Aleksander zacisnął palce w jej włosach mocniej, jego biodra drgnęły mimowolnie wbijając się w nią nieco bardziej.
Ssała go głębiej, usta sunęły coraz niżej, gardło otwierało się z trudem, ale jakimś cudem była w stanie przyjąć go coraz więcej, łapczywie, bez zahamowań. Lepka słodycz kremu zmieszana ze śliną w akompaniamencie nieprzyzwoitych dźwięków spływała po jej brodzie, szyi i piersiach. Język pracował pod spodem, drażniąc żyły by w końcu dotrzeć do jąder, gdy była w stanie przyjąć do gardła już całą jego długość.
Aleksander przyglądał jej się, nie mogąc uwierzyć w to co właśnie widzi. Jego słodka kuzynka właśnie obciągała mu, przyjmując całe jego gigantyczne przyrodzenie do gardła. Nie chciał jej przerywać, ale troska o Aurelię jednak zwyciężyła. Delikatnie pociągnął ją za włosy, ale nie przyniosło to zamierzonego efektu. Tym razem z użyciem nieco większej siły, odciągnął jej głowę od swojego kutasa, przerywając jej ssanie mokrym, głośnym mlaśnięciem. Ślina zmieszana z kremem spływały po jej brodzie i po jego trzonie.
Aurelia dyszała. Jej usta były opuchnięte i czerwone od wysiłku, wciąż rozchylone, a oczy nieobecne, wpatrzone w pulsującego kutasa przed nią, lśniącego od jej śliny i resztek mascarpone.
– Kurwa, jak to możliwe – wyszeptał ochryple, głosem drżącym z podniecenia.
Kutas drgnął pod jej spojrzeniem. Aurelia nie oderwała od niego wzroku.
– Nie wiem… ale chcę jeszcze – powiedziała cicho, pełna głodu.
Jej język musnął wargi mimowolnie, jakby już smakowała go znowu.
Aleksander widział, że jej oczy nie jarzyły się już delikatnym różowym blaskiem, one płonęły, czerwienią, dzikie od pożądania. Uśmiechnął się drapieżnie, sięgnął po kolejną rurkę z torebki.
Zmiażdżył całą w dłoni, ciasto ustąpiło z głośnym chrupnięciem, a gęsty krem mascarpone zaczął wyciekać między palcami. Rozprowadził go powoli, prowokująco po całym kutasie, prowokująco. Krem spływał grubo, lśnił, mieszając się z jej śliną i z preejakulatem sączącym się z czubka.
Potem oblizał własną rękę, długo, głośno, patrząc jej prosto w oczy, język sunął po palcach, ssąc resztki kremu i jej smaku.
– Gardło cię nie boli? – zapytał niskim głosem
Aurelia pokręciła powoli głową na boki, nie mogąc oderwać wzroku od kutasa, pokrytego grubą warstwą kremu, pulsującego, gotowego na jej usta.
– Nie… chcę więcej – wyszeptała drżącym głosem.
Jedyne co ją powstrzymywało na rzucenie się na niego, to dłoń Aleksandra trzymająca ją za włosy.
W końcu uścisk na włosach zelżał, a Aurelia rzuciła się na niego znowu, z ustami szeroko otwartymi, jej wargi objęły kutasa, ssąc go mocno i głęboko, łapczywie jak wygłodniałe zwierzę. Krem spływał do gardła, słodki, gęsty, mieszał się z jego smakiem słonym, męskim, magnetycznym. Ssała go żarłocznie, gardło otwierało się szerzej, brała go głębiej, aż do granic, aż łzy napływały jej do oczu, ale nie przestawała nawet na chwilę.
Jęknęła głośno – wibracje przeszły przez kutasa, Aleksander jęknął w odpowiedzi, biodra drgnęły, wbijając się głębiej.
Ssała go dalej ustami, gardłem, językiem, całą sobą. Głodna, nie mogąc się nasycić tym smakiem, tym rozmiarem, tym wszystkim. Czegoś ciągle jej brakowało.
Aurelia nie mogła już dłużej czekać. Dłonie oderwały się od jego ud, przeniosła ramiona wyżej, chwyciła go mocno za biodra, palce wbiła głęboko w twarde pośladki, ściskając je, przyciągając do siebie. Nowa pozycja była wygodniejsza. Jej głowa była teraz wyżej, gardło otwarte, usta gotowe na więcej. Z agresywną determinacją nadziewała się na jego kutasa, mocno i głęboko, bez zahamowań.
Usta Aurelii rozchylone były szeroko, wargi obejmowały całą grubość trzonu, ssąc go żarłocznie, gardło otwierało się na siłę, przyjmując go całego, centymetr po centymetrze, aż do nasady. Kutas wypełniał ją całkowicie, rozciągał jej gardło, wbijając się głęboko w jej wnętrze, pulsując agresywnie. Krem i ślina spływały po brodzie, po jajach. Jęczała głośno, a wibracje przechodziły przez trzon, zapewniając dodatkowe doznania Aleksandrowi, który jęczał w odpowiedzi, a jego biodra mimowolnie wypychane były przez niego do przodu.
Aleksander poddał się wreszcie. Dłoń we włosach Aurelii zacisnęła się mocniej, pchała, dopychając jej głowę w końcowej fazie. Czuł jej wilgotną brodę na jajach, nos wbijający się w podbrzusze oraz gardło zaciskające się wokół kutasa, ssące go łapczywie, pochłaniające go całego.
Po dłuższej chwili takiego brutalnego, głębokiego obciągania, któremu towarzyszyły głośne, mokre dźwięki, w akompaniamencie jęków i mlaśnięć, Aleksander w końcu doszedł. Kutas napiął się boleśnie, drgnął głęboko w jej gardle i zaczął eksplodować gorącymi, gęstymi strumieniami nasienia wbijającymi się prosto w gardło, wypełniając jej żołądek. Jęknął głośno, biodra drgnęły, dłoń w jej włosach trzymała mocno, nie pozwalając jej się cofnąć.
Aurelia łapczywie i zachłannie przełknęła wszystko i to jej wystarczyło. Orgazm uderzył w nią znowu, z nową nieznaną dotąd siłą, cipka zaczęła spazmować, wyciskając ze swego wnętrza soki, które zaczęły spływać po jej udach, tworząc mokrą plamę na marmurowej podłodze. Całe jej ciało zaczęło drżeć, fale rozkoszy rozlewały się od gardła, przez żołądek po cipkę, promieniując na każdy, nawet najmniejszy fragment ciała. To było to, czego jej brakowało. Gorące, gęste nasienie Aleksandra głęboko w jej wnętrzu.
Gdy Aleksander przestał dochodzić, jego kutas wciąż pulsował w jej gardle, mięknąc powoli. Ściągnął ją z siebie delikatnie, ale stanowczo ciągnąc, za włosy. Aurelia osunęła się nieprzytomna, z przymkniętymi oczami i wciąż drżącym ciałem. Jej usta były opuchnięte, lśniące śliny, kremu i nasienia.
Wciągnął ją na swoje uda i przytulił czule do nagiej piersi. Dłonią gładził jej plecy, włosy, drugą trzymał za pośladek. Wtuliła się w niego, drżąc, zadowolona, wciąż pochłonięta przez ekstazę.
– Dobrze… odpocznij – mruknął cicho
Aurelia wtuliła twarz w jego szyję, szczęśliwa i gotowa na więcej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz