Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Moja prywatna terapia. Część 5

Moja prywatna terapia. Część 5Poczułem, jak wszystko w środku momentalnie się zatrzymuje. Nie widziałem jej od trzech lat. Od tamtej nocy pełnej krzyków, niedopowiedzianych pretensji i trzaśnięcia drzwiami, które miało być ostateczne. I było. Przynajmniej do teraz.

Lena wyglądała inaczej niż ją pamiętałem - spokojniej, ostrzej, bardziej świadomie. Ciemne włosy spięte były w niski kok, a w jej spojrzeniu nie było już dawnej impulsywności. Tylko chłodna koncentracja.

Kiedy nasze oczy się spotkały, przez sekundę oboje przestaliśmy grać role profesjonalistów.

- Pan Paweł Wroński? - odezwała się oficjalnym tonem, jakby sprawdzała, czy dobrze odczytała nazwisko w dokumentach.

Skinąłem głową, zauważając jak wszyscy pracownicy gapią się na mnie po moim wybuchu.

- Lena Tkaczyk.

Cisza przecięła pomieszczenie cienką, niewygodną linią.
Nikt poza nami nie wiedział, że jeszcze kilka lat temu znaliśmy swoje oddechy lepiej niż własne myśli.

- Proponuję zaczynać - powiedziała i usiadła naprzeciwko mnie.

Spotkanie ruszyło.

Padały liczby, terminy, warunki współpracy. Mówiłem automatycznie, ale część mojej uwagi była przy każdym drobnym geście Leny - sposobie, w jaki obracała długopis między palcami, krótkim uniesieniu brwi, gdy nie zgadzała się z argumentem, spokojnym tonie, który kiedyś potrafił doprowadzić mnie do szału.

I wtedy wydarzyło się coś gorszego niż gniew.

Zrozumiałem, że nadal znam ją na pamięć.

- Oferta jest rozsądna - powiedziała Lena po godzinie negocjacji. - Ale oczekujemy większych gwarancji.

- Możemy je zapewnić - odparłem.

Spojrzała prosto na mnie.

- Tym razem?

To pytanie miało podwójne znaczenie. Oboje o tym wiedzieliśmy.

W sali zapadła cisza.

Prawnik po lewej stronie Leny nerwowo przełożył dokumenty, nie rozumiejąc napięcia, które nagle zgęstniało jak burza.

Odchyliłem się lekko na krześle.
- W biznesie nauczyłem się dotrzymywać słowa.

Kącik ust Leny drgnął prawie niewidocznie.

- Dobrze. W takim razie negocjujmy dalej.

Rozmowy przeciągnęły się do późnego popołudnia.

Kawa dawno wystygła, marynarki zawisły na oparciach krzeseł, a atmosfera stawała się coraz cięższa. Obie strony były zmęczone, ale nikt nie chciał odpuścić ani o krok.

Zauważyłem, że Lena nadal robi to samo co kiedyś - kiedy intensywnie nad czymś myślała, lekko przygryzała wewnętrzną stronę policzka. Ten drobiazg uderzył mnie mocniej niż wszystkie wcześniejsze wspomnienia.

- Potrzebujemy piętnastu minut przerwy - oznajmiła w końcu.

Wszyscy niemal z ulgą zaczęli wstawać od stołu.

Podszedłem do panoramicznego okna. Na dole miasto płynęło własnym rytmem - tramwaje, światła, ludzie spieszący gdzieś z pochylonymi głowami. Normalne życie. Zupełnie niepasujące do chaosu, który właśnie wrócił do mojej głowy.

Usłyszałem za sobą cichy stuk obcasów.

Nie musiałem się odwracać.

- Nadal uciekasz do okien, kiedy nie wiesz, co powiedzieć? - odezwała się Lena.

Jej głos był spokojny, ale już nie oficjalny.

Odetchnąłem ciężko.
- Nadal zaczynasz rozmowę od ataku?

- To nie atak.

Odwróciłem się wreszcie i spojrzałem jej w oczy. Staliśmy teraz sami pośrodku ogromnej sali konferencyjnej. Za szklanymi drzwiami widać było rozmyte sylwetki ludzi z obu firm, ale tutaj czas nagle zwolnił.

- Nie wiedziałem, że pracujesz dla Baltic - powiedziałem.

- A ja nie wiedziałam, że to ty jesteś prezesem.

- Gdybyś wiedziała, przyszłabyś? - rzuciłem, nie wiedząc czemu chcę to wiedzieć.

Lena zawahała się ledwie sekundę.
- Tak. To moja praca.

Profesjonalna odpowiedź. Zbyt profesjonalna.
Skinąłem głową, choć w środku poczułem dziwne ukłucie rozczarowania.

Przez moment patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Trzy lata ciszy wisiały między nami ciężej niż wszystkie dokumenty leżące na stole.

- Wyglądasz dobrze - powiedziałem w końcu.

Parsknęła krótkim, niewesołym śmiechem.

- To brzmi jak coś, co mówi się komuś na pogrzebie albo po rozwodzie.

- My praktycznie mieliśmy jedno i drugie.

Trafiłem.
Zobaczyłem to po jej oczach.

Lena odwróciła wzrok i podeszła do stołu, poprawiając rozsunięte dokumenty bardziej po to, żeby czymś zająć ręce, niż z realnej potrzeby.

- Nie przyszłam tutaj wracać do przeszłości, Paweł - rzuciła sucho.

- Ja też nie.

- Więc dobrze.

Ale żadne z nas się nie poruszyło.

W końcu spojrzała na mnie jeszcze raz. Tym razem bez chłodu.

- Wiesz, co było najgorsze?

Zmarszczyłem brwi.

- To, że po wszystkim przez kilka miesięcy łapałam się na tym, że kiedy wydarzało się coś ważnego… nadal chciałam najpierw zadzwonić do ciebie.

To wyznanie uderzyło mnie mocniej niż krzyk.

Bo dokładnie to samo robiłem ja sam.

Za drzwiami ktoś się zaśmiał. Ktoś wracał z przerwy.

Lena momentalnie odzyskała profesjonalną maskę.

- Wracamy do negocjacji - powiedziała cicho.

Minęła mnie, ale kiedy była tuż obok, usłyszałem jeszcze:

- I postaraj się tym razem mnie nie zaskoczyć. Mam już dość niespodziewanych spotkań z tobą.

Druga część spotkania była jeszcze trudniejsza.

Nie dlatego, że negocjacje utknęły. Wręcz przeciwnie - obie strony zaczęły powoli dochodzić do porozumienia. Problem polegał na tym, że każde spojrzenie między Leną a mną miało własny, ukryty dialog.

- Punkt siódmy wymaga doprecyzowania - powiedział jeden z prawników.

Lena wertowała dokumenty, ale zauważyłem, że od kilku minut czyta ten sam akapit.

Była rozbita tak samo jak ja.

I chyba właśnie to było najbardziej niebezpieczne.

- Możemy zaakceptować ten zapis pod warunkiem rozszerzenia odpowiedzialności wykonawczej — odezwała się w końcu.

- Zgoda - przytaknąłem.

Mój wspólnik spojrzał na mnie zaskoczony. Jeszcze rano walczyliśmy o ten punkt jak o życie.

Lena też to zauważyła.

Nasze oczy spotkały się tylko na sekundę.

„Nie rób tego” — mówiło jej spojrzenie.

„Sam nie wiem, co robię” — odpowiadało moje.

Po kolejnych czterdziestu minutach ustalono ostatnie poprawki. Atmosfera wyraźnie zelżała. Ktoś rzucił żartem, ktoś inny zaczął mówić o wspólnej kolacji po podpisaniu umowy.

Tylko Lena zamknęła teczkę trochę za szybko.

- Potrzebuję chwili powietrza - powiedziała i wyszła na taras przylegający do sali.

Wytrzymałem może dziesięć sekund i ruszyłem za nią.

Na zewnątrz było zimno. Wieczorne powietrze pachniało deszczem i miastem. Lena stała oparta o szklaną balustradę, z rękami skrzyżowanymi ciasno na piersi.

Nie odwróciła się, gdy podszedłem.

- To zły pomysł - powiedziała cicho.

- Wyjście na taras?

- Ty obok mnie.

Oparłem dłonie o chłodną barierkę.
- Wciąż jesteś zła?

Zaśmiała się pod nosem.
- Po trzech latach? To już nawet nie jest złość.

- To co?

Długo milczała.

- Najgorsze jest to, że kiedy cię dziś zobaczyłam… wszystko wróciło od razu. Jakby ktoś wyciągnął kabel z przeszłości i podłączył go prosto do serca.

Zamknąłem oczy na sekundę.

Dokładnie to samo próbowałem w sobie zagłuszyć od rana.
- Lena…

- Nie. - Pokręciła głową. - Nie próbuj teraz mówić rzeczy, które brzmią dobrze po latach. Za późno na idealne zdania.

Odwróciła się wreszcie w moją stronę.

W jej oczach nie było już chłodu. Było zmęczenie, żal i coś znacznie gorszego - uczucie, które nigdy do końca nie wygasło.

- Wiesz, co mnie najbardziej wtedy zniszczyło? - zapytała. - Nie samo rozstanie. Tylko to, że pozwoliłeś mi odejść bez walki.

Przełknąłem ciężko ślinę. Bo nie miałem na to dobrej odpowiedzi.

Miałem wtedy dumę. Złość. Strach. Wszystko oprócz odwagi.

- Codziennie chciałem zadzwonić - powiedziałem cicho.

Patrzyła na mnie nieruchomo.

- Ale nie zadzwoniłeś.

- Ty też nie - odgryzłem się.

Uśmiechnęła się smutno.

- Bo liczyłam, że pierwszy raz w życiu to ty zawalczysz o mnie.

Te słowa zawisły między nami boleśnie i prawdziwie.

W środku sali ktoś zapukał w szybę.

Nasi współpracownicy wracali do stołu negocjacyjnego.

Lena szybko otarła pojedynczą łzę, zanim zdążyła spłynąć niżej.

Znów założyła swoją profesjonalną maskę, ale tym razem zauważyłem, że ręce delikatnie jej drżą.

- Dokończmy umowę - powiedziała cicho. - A potem zdecydujemy, co zrobić z nami.

Podpisanie umowy trwało zaledwie kilka minut.

Seria podpisów, uściski dłoni, zdjęcia dla działu PR. Ktoś otworzył szampana. Ktoś inny mówił o „początku strategicznego partnerstwa”.

Słyszałem te słowa jak przez wodę.

Lena stała kilka kroków dalej, rozmawiając z zarządem swojej firmy. Uśmiechała się dokładnie tak, jak powinien uśmiechać się człowiek sukcesu. Profesjonalnie. Z dystansem.

Ale kiedy nasze spojrzenia znów się spotkały, ten uśmiech zniknął odrobinę za szybko.

Wieczór przeszedł płynnie w firmową kolację w restauracji na ostatnim piętrze budynku. Światła miasta migotały za oknami, kelnerzy roznosili wino, rozmowy stawały się coraz luźniejsze.

Siedziałem naprzeciwko jednego z dyrektorów, ale praktycznie nie słuchałem co mówił.

Lena zniknęła.
Zauważyłem to natychmiast.
Odłożyłem kieliszek i bez słowa wyszedłem z sali.

Znalazłem ją na pustym korytarzu przy windach. Stała oparta o ścianę, z telefonem w dłoni, ale ekran był wygaszony.

Po prostu potrzebowała uciec od ludzi.

Kiedy mnie zobaczyła, westchnęła cicho.

- Wiedziałam, że przyjdziesz.

- Ja nie.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słów. Cisza między nami była już inna niż rano. Mniej ostra. Bardziej niebezpieczna.

Bo zaczynała przypominać dawną bliskość.

- Powinniśmy tego nie ruszać - powiedziała Lena, choć w jej głosie brakowało przekonania.

- Pewnie tak - przyznałem

- To komplikuje wszystko.

- Wiem.

Mimo to żadne się nie cofnęło.

Podszedłem bliżej.
- Powiedz mi jedną rzecz. Tylko szczerze.

Lena uniosła wzrok.

- Czy przez te trzy lata był ktoś, przez kogo zapomniałaś o mnie?

To pytanie wyraźnie ją zabolało.

Odwróciła głowę, jakby szukała odpowiedzi gdzieś za oknem na końcu korytarza.

- Próbowałam - powiedziała po chwili. - Naprawdę próbowałam.

Serce uderzyło mi mocniej.
- Ale?

Zaśmiała się cicho, gorzko.

- Ale okazuje się, że nie da się łatwo zapomnieć człowieka, przy którym pierwszy raz czuło się wszystko aż tak mocno.

Zrobiłem jeszcze krok.

Dzieliło nas może pół metra.

- Lena…

- Nie patrz tak na mnie.

- Jak?

- Jakbyś za chwilę miał zburzyć mi cały spokój, który budowałam przez trzy lata.

Milczałem.

Bo właśnie to chciałem zrobić. I chyba ona doskonale o tym wiedziała.

Winda obok nas otworzyła się z cichym dźwiękiem, ale nikt nie wysiadł. Metalowe drzwi po chwili zaczęły się zasuwać.

Lena nagle pokręciła głową, jakby walczyła sama ze sobą.

- To jest absurdalne - szepnęła. — Rano byliśmy dla siebie obcymi ludźmi.

- A teraz?

Spojrzała mi prosto w oczy.

I wtedy po raz pierwszy od trzech lat zniknęła cała jej ostrożność.

- A teraz boję się, że jeśli jeszcze chwilę będziesz stał tak blisko… znowu cię pocałuję.

Powietrze między nami momentalnie zgęstniało.

Nie odpowiedziałem.

Po prostu powoli uniosłem dłoń i dotknąłem jej policzka, omiatając powoli go kciukiem i zaskakując tym gestem nawet siebie.

Lena zamknęła oczy dokładnie tak samo jak kiedyś. Jakby jej ciało pamiętało mój dotyk.

- Powiedz, żebym przestał - szepnąłem.

Nie powiedziała.

Nasze usta spotkały się lekko, niemal niepewnie - jakbyśmy bali się spłoszyć coś kruchego, co przetrwało tylko we wspomnieniach. Pocałunek był ciepły i spokojny, pełen dawnej bliskości ukrytej w drobnych gestach, znajomym zapachu skóry i cichym drżeniu oddechu. Na krótką chwilę czas cofnął się do wszystkich niewypowiedzianych słów, letnich wieczorów i spojrzeń, które kiedyś znaczyły cały świat.

Cały świat momentalnie zniknął.

Była tylko ta jedna sekunda - gwałtowna, długo tłumiona, pełna emocji silniejszych niż rozsądek. Objąłem ją mocniej, jakbym bał się, że zaraz zniknie znowu na kolejne trzy lata.

I wtedy rozległ się dźwięk telefonu.
Krótki.
Ostry.
Brutalnie realny.
Drgnąłem. Lena odsunęła się minimalnie, ciężko oddychając.
Telefon zawibrował drugi raz gdy wyjmowałem go z kieszeni.

Na ekranie pojawiło się imię:

„Majka ❤️”

Lena momentalnie zamarła.

Poczułem, jak całe ciepło z poprzednich sekund zamienia się w lodowaty ciężar.

- Lena…

Ale ona już zrobiła krok do tyłu.

Jeszcze przed chwilą jej oczy były miękkie. Teraz wróciła do nich ostrożność. I ból.

Telefon znów zawibrował.

Tym razem wraz z podglądem wiadomości:
„Jak poszło spotkanie? Tęsknię.”

Lena odwróciła wzrok.

- Masz dziewczynę - powiedziała cicho.

To nie było pytanie.

Przeczesałem nerwowo włosy dłonią.

- To… skomplikowane.

Lena parsknęła gorzkim śmiechem.

- Oczywiście, że skomplikowane. Z tobą nigdy nie było inaczej.

- Nie planowałem tego.

- Ja też nie planowałam cię pocałować.

Zapadła cisza.

Ciężka. Duszna.

Zrobiłem krok w jej stronę, ale odsunęła się od razu.

- Nie - powiedziała spokojnie. - Nie rób tego znowu.

- Czego?

Spojrzała mi prosto w oczy.

- Nie sprawiaj, żebym znowu uwierzyła w coś, czego sam nie jesteś pewien.

Kiedy ruszyła w stronę drzwi, złapałem ją delikatnie za nadgarstek.

Nie mocno. Bardziej desperacko niż stanowczo.

- Lena, poczekaj.

Zatrzymała się.

- Naprawdę chcesz teraz rozmawiać o uczuciach? Pięć minut po podpisaniu kontraktu i chwilę po tym, jak odezwała się twoja dziewczyna?

- Majka nie jest…

Urwałem. Bo sam nie wiedziałem, jak skończyć to zdanie.

Lena spojrzała na niego uważnie.

I chyba właśnie to milczenie powiedziało jej najwięcej.

- Jesteś z nią, Paweł - powiedziała cicho. - To powinno wystarczyć.

- Nie rozumiesz.

- To mi wytłumacz.

Ton miała spokojny, ale w oczach znów pojawił się ten dawny ogień. Nie złość. Coś bardziej niebezpiecznego. Nadzieja walcząca z rozsądkiem.

- Po naszym rozstaniu wszystko było… puste. Majka pojawiła się później. Jest dobra. Spokojna. Przy niej życie przestało się rozpadać.

Lena słuchała nieruchomo.

- Ale?

Podniosłem wzrok.

- Ale nigdy nie przestałem porównywać wszystkich do ciebie.

Te słowa uderzyły ją mocniej, niż chciała pokazać.

Odwróciła twarz, jakby potrzebowała sekundy, żeby odzyskać kontrolę.

- To nie jest komplement - rzuciła w końcu. - Ani dla mnie, ani dla niej.

Wiedziałem, że ma rację.

Telefon zawibrował ponownie.

Tym razem Lena sama spojrzała na ekran.

„Może wpadniesz dziś wcześniej? Kupiłam twoje ulubione wino.”

To było takie zwyczajne.
Tak normalne.
Tak bardzo niepasujące do chaosu, który właśnie działa się tutaj.

Zamknęła oczy na moment.

- Ona niczego nie zrobiła - powiedziała cicho. - Nie zasługuje na to.

- Wiem.

- Więc czego właściwie chcesz?

To pytanie zawisło między nami boleśnie długo.
Bo pierwszy raz od lat naprawdę nie znałem odpowiedzi.

Końcówka spotkania przebiegła dość szybko, formalnie. Wymienialiśmy uprzejmości, snuliśmy plany na dalszą współpracę.
Tylko ani razu więcej nie spojrzałem Lenie w oczy.
A ona mi tego nie ułatwiała.
Była perfekcyjna. Profesjonalna. Opanowana.
Jakby tamten pocałunek nigdy się nie wydarzył.

Dopiero kiedy wszyscy zaczęli wychodzić z sali, nasze spojrzenia spotkały się na krótką sekundę.  
Lena skinęła głową. Formalnie. Bez emocji.
I właśnie to bolało najbardziej.

Do domu wróciłem po dwudziestej trzeciej.
Światło w salonie nadal się paliło.

Majka spała zwinięta na kanapie pod kocem, z książką opartą o brzuch i pustym kieliszkiem po winie stojącym na stoliku. Telewizor grał cicho jakiś stary film, którego pewnie nawet nie oglądała do końca.

Zatrzymałem się w drzwiach. Nagle poczułem się jak intruz we własnym mieszkaniu.
Majka poruszyła się lekko i otworzyła oczy.

- Hej… - mruknęła zaspanym głosem.  
Uśmiechnęła się do mnie miękko, zupełnie nieświadoma burzy, którą właśnie wniosłem do domu.

Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
- Przepraszam, długo nam zeszło.

Usiadłem obok niej, a ona od razu oparła głowę o jego ramię, jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie.

I właśnie dlatego zrobiło mi się jeszcze gorzej.

- Jak poszło? - zapytała cicho.

Przez chwilę milczałem. Miałem wrażenie, że jeśli powiem za dużo, wszystko zacznie się sypać.

- Dobrze. Podpisaliśmy umowę.

- Wiedziałam, że ci się uda.

Pocałowała mnie lekko w policzek.
Niewinnie.
Ciepło.
Bez żadnych gier.

Zamknąłem oczy na sekundę.

- Kto prowadził negocjacje po drugiej stronie? - zapytała, sięgając po kieliszek.

I wtedy przyszło to jedno zdanie. To, którego bałem się najbardziej.

- Lena.

Majka uniosła wzrok, patrząc na mnie wzrokiem w którym kryła się mieszanka zdziwienia, szoku i strachu.

- Lena?

- Moja była.

W salonie zapadła krótka cisza.
Nie ciężka. Bardziej ostrożna.

Odstawiła kieliszek.

- Nie mówiłeś, że pracuje w tej firmie.

- Bo nie wiedziałem.

To akurat było prawdą.

Przyglądała mi się chwilę uważnie.
Za długo.

Jakby próbowała wyczuć coś ukrytego.

- I jak było?

Odwróciłem wzrok na ciemne okno.

W głowie nadal czułem smak tamtego pocałunku.

- Dziwnie - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Dawno się nie widzieliśmy.

Skinęła głową.
- Rozumiem.

Ale chyba nie rozumiała.
Bo gdyby wiedziała, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej, nie siedziałaby teraz wtulona we mnie tak spokojnie.

Objąłem ją automatycznie.

I pierwszy raz od bardzo dawna poczułem, jak bardzo można jednocześnie być obok kogoś… i myślami całkowicie gdzie indziej.

Noc była długa.

Majka zasnęła szybko, wtulona w moje ramię, spokojna i ufna. Leżałem obok niej w ciemności, patrząc w sufit i słuchając miarowego oddechu kobiety, która właśnie niczego od niego nie podejrzewała.

Czułem się z tym coraz gorzej.

O drugiej nad ranem delikatnie wysunąłem się z łóżka i poszedłem do kuchni. Nalałem sobie wody, ale nawet jej nie tknąłem.

Telefon leżał na blacie. Wystarczyło kilka ruchów palcem, żeby znaleźć numer Leny.
Nadal go pamiętałem.
To było chyba najbardziej absurdalne ze wszystkiego.

Przez chwilę patrzyłem na ekran, walcząc sam ze sobą.

Nie powinien pisać.
Zwłaszcza teraz.
Zwłaszcza po tym, co zrobiłem Majce.

Ale mimo to otworzyłem wiadomości i napisałem.
Paweł: Mam nadzieję, że bezpiecznie wróciłaś.

Tylko tyle.

Żadnych emocji.
Żadnego wracania do pocałunku.
Żadnych wyrzutów.

A jednak serce zabiło mi mocniej.

Długo wpatrywałem się w wiadomość, zanim odpisała.

Lena: Tak. Dzięki.
Paweł: Nie musiałaś odpisywać.
Lena: To po co napisałeś?
Paweł: Bo próbuję zachowywać się rozsądnie, a kompletnie mi nie wychodzi.

Przez chwilę nic się nie pojawiało.

Potem trzy kropki.
Znikały.
Wracały.
Znowu znikały.
Oparłem dłonie o blat i zamknąłem oczy.
To było dokładnie to samo, co siedziało teraz w nim.
Spojrzałem w stronę salonu.
Majka nadal spała.
Bezpieczna. Nieświadoma.

A ja właśnie pisałem z kobietą, o której przez trzy lata próbowałem zapomnieć.

Telefon zawibrował ponownie.

Lena: Powinnam żałować tego pocałunku?

To pytanie uderzyło mnie mocniej niż wszystko wcześniej. Bo odpowiedź pojawiła się w głowie natychmiast.

Nie.

I właśnie dlatego było tak źle.

Usiadłem ciężko przy kuchennym stole i potarłem dłonią twarz.
Chwilę to trwało zanim odpisałem.

Paweł: Nie wiem.

Odpisała po kilku minutach.

Lena: Ja też nie.

Cisza po tej wiadomości była jeszcze gorsza niż wcześniejsza rozmowa.
Odłożyłem telefon ekranem do dołu.
Powinienem to zakończyć.
Powinienem wrócić do łóżka.
Powinienem skupić się na kobiecie, która była obok mnie każdego dnia, a nie na wspomnieniu, które nagle wróciło z całą siłą.
Ale kiedy wróciłem do sypialni i położył się obok Majki, wiedziałem już jedno.
To nie było wspomnienie.
I właśnie tego bałem się najbardziej.

Rano Majka pierwsza zauważyła, że coś jest nie tak.

Nie dlatego, że powiedziałem za dużo.

Wręcz przeciwnie - byłem zbyt cichy.

Krzątałem się po kuchni z kubkiem kawy w dłoni, odpowiadałem półsłówkami, kilka razy zawiesiłem wzrok gdzieś poza mieszkaniem, myślami będąc gdzieś indziej.

Majka obserwowała mnie uważnie znad stołu.

- Okej - powiedziała w końcu. - Co się dzieje?

Uniosłem wzrok.

- Nic.

- Kłamiesz fatalnie przed dziewiątą rano.

Spróbowałem się uśmiechnąć, ale wyszło blado.

Odstawiła kubek.

- To przez nią?

To pytanie przyszło za szybko. Za celnie.

Poczułem napięcie w karku.

- Po prostu dziwnie było ją zobaczyć po tylu latach - wydusiłem wymijająco.

Milczała chwilę.

- Nadal coś do niej czujesz?

I właśnie tego bałem się najbardziej.  
Nie pytania.
Tylko tego, że nie potrafiłem odpowiedzieć od razu.
Ta sekunda zawahania wystarczyła.
Majka zauważyła ją natychmiast.

W jej oczach pojawiło się coś kruchego, czego wcześniej tam nie było.

- Paweł…

- To nie jest takie proste.

Parsknęła cicho, bardziej z bólu niż rozbawienia.

- Wiesz, ludzie zwykle mówią takie rzeczy dokładnie wtedy, kiedy jest bardzo proste.

Wstała od stołu i podeszła do okna.

Przez chwilę stała tyłem do mnie.

- Spotkaliście się raz i od wieczora zachowujesz się, jakby ktoś wyciągnął ci grunt spod nóg - powiedziała cicho. - Myślisz, że tego nie widzę?

Przymknąłem oczy.
Widziałem.
Wszystko widziałem.
I nienawidziłem siebie za to coraz bardziej.

- Majka

- Nie pytam, czy ją kochasz bardziej ode mnie - odwróciła się - Pytam, czy w ogóle jesteś jeszcze tutaj ze mną.

To zabolało najbardziej.

Bo Majka nie była problemem.
Była dobra.
Spokojna.
Prawdziwa.

A mimo to jedna chwila z Leną wystarczyła, żeby cały mój poukładany świat zaczął pękać.

Telefon zawibrował na blacie.

Oboje spojrzeliśmy na ekran.

„Lena.”

Majka zamarła. Ja też.

Przez kilka sekund w mieszkaniu panowała kompletna cisza.

W końcu odwróciła wzrok pierwsza.

- Odbierz - powiedziała spokojnie.

- Majka…

- Odbierz, bo inaczej oboje będziemy patrzeć na ten telefon jak na bombę.

Zawahałem się, ale sięgnąłem po komórkę.

- Halo?

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

A potem odezwał się głos Leny.
Cichszy niż zwykle.

- Przepraszam. Nie powinnam dzwonić tak rano.

Automatycznie spojrzałem na Majkę.

Stała nieruchomo przy oknie, obejmując się ramionami.

- Stało się coś? - zapytałem.

- Nie… to znaczy… - Lena urwała. - Zostawiłeś zegarek w sali konferencyjnej. Mam go u siebie.

To było absurdalnie zwyczajne.
I właśnie dlatego napięcie zrobiło się jeszcze gorsze.

- Mogę go oddać kurierem - dodała szybko Lena. - Nie musimy się spotykać.

Majka zamknęła oczy.

Poczułem, że niezależnie od tego, co teraz powie, ktoś i tak zostanie zraniony.

- Ja… oddzwonię później - powiedziałem cicho.

- Jasne.

Lena rozłączyła się pierwsza.

Powoli odłożyłem telefon.

Maja długo milczała.

A potem zadała pytanie, którego bałem się od momentu, kiedy zobaczyłem Lenę w tamtej sali konferencyjnej.

- Gdyby ona wtedy nie odeszła… byłabym teraz tutaj?




BadAngel

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użył 4293 słów i 23384 znaków, zaktualizował 22 maj o 17:42.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Nickzajetyjuz

    Świetnie to skomplikowałes/łaś!

    Przedwczoraj

  • Użytkownik BadAngel

    @Nickzajetyjuz Dziękuję za Twoją opinię. Mam nadzieję, że ciąg dalszy będzie również interesujący.

    Przedwczoraj