Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Moja mała sąsiadka.

Pierwszy raz zobaczyłem ją, gdy miała jakieś siedemnaście lat. Właśnie wprowadziłem się do nowego mieszkania, a ona wraz z matką i ojczymem mieszkała dokładnie nade mną. Byłem od niej prawie dwa razy starszy, to pewnie dlatego zawsze na korytarzu mówiła mi „dzień dobry”. Zmieniłem swoją odpowiedź na „cześć”, kiedy zobaczyłem, jak na klatce całuje się ze swoim chłopakiem. Miała już wtedy z dziewiętnaście lat, zaczęła studia prawnicze, stała się o wiele poważniejsza. Gdy widywałem ją na co dzień, nigdy nie pomyślałem o niej w kategorii obiektu pożądania. Ot, ładna sąsiadka, młoda, fajna dziewczyna. Być może działo się tak, ponieważ była całkowitym przeciwieństwem mojego „ideału” kobiety. Poza tym byłem nieco młodszy od jej matki. Jednak w momencie, kiedy zobaczyłem rękę chłopaka na jej pośladku, kiedy wpychała mu swój język do gardła, złapałem się na tym, że ta dziewczyna mnie podnieca. W kilka sekund, gdy ich mijałem, zauważyłem jej zgrabny tyłek w leginsach, które ostro wżynały się między pośladki, sprawiając, że tworzyły oddzielne półkule. Szczupłe ciało wyciągnęło się praktycznie wisząc na chłopaku, który jedną ręką obejmował ją w talii, a drugą dotykał pośladków. Całowali się dziko, nie było w tym żadnej finezji czy namiętności, jednak bardzo dużo zaangażowania. Przeszedłem niezauważony, zaciągając się jej zapachem. Później kilka razy złapałem się na tym, że gapię się na nią, kiedy mijaliśmy się na korytarzu. Mała, drobna, a wręcz chuda, blondynka. Niska, z włosami prawie po pas. Od tego momentu przestała być chudą dziewczyną, a zaczęła szczupłą kobietą.
Weronikę widywałem rzadko. Częściej bywała w Poznaniu, gdzie studiowała. Rodziców odwiedzała czasami w weekend. Markowe ubrania, dobry makijaż i jakaś taka nabyta pewność siebie sprawiły, że z nieśmiałej, skromnej dziewczyny, zmieniła się w piękną kobietę.
W lipcu 2019 roku mojego kolegę zostawiła żona. Odeszła po romansie w pracy ze swoim kolegą. Ale nie z tego powodu zapamiętałem dokładnie tę lipcową datę. Był 13 lipca, z nieba lał się żar. Umówiłem się z kumplem, miał wpaść na nockę i zapić smutki po swojej żonie. Kumpel wpadł, poszliśmy do baru. Było pusto, ledwie kilka osób porozsiadanych pod ścianami. Kilka piw i opowieści później, do baru wparowała głośna ekipa najebanych małolatów. Było już po pierwszej w nocy, więc doszliśmy do wniosku,że kończymy na dziś. Kumpel poszedł się odlać, ja siedziałem jeszcze, dopijając resztkę z butelki. W tym samym momencie, gdy odstawiałem pustą butelkę na barze, poczułem czyjeś ręce na swoich barkach.
- Cześć sąsiad! –odwróciłem się, gdy tylko usłyszałem wesoły głos.
- Weronika? –rzuciłem, chcąc bardziej upewnić się czy to faktycznie ona. Wyglądała jak z obrazka. Krótka, czarna sukienka opinała jej zgrabne, chude ciało. Wyzywający makijaż podkreślał jej pijane oczy. I te szpilki... Miały chyba z 15 cm. Jej nogi sięgały nieba... a sukienka zdawała się być zbyt krótka, by je jakkolwiek zasłonić.
- Pijemy coś? –rzuciła mi prosto w twarz. Poczułem wyraźny odór alkoholu. Delikatnie chwiała się, próbując patrzeć mi w oczy.
- W zasadzie miałem już wychodzić. – obejrzałem się w kierunku toalet za kumplem.
- No weź! – zasyczała. – Świętuj ze mną. – patrzyła mi prosto w oczy, chcąc udać błagalne spojrzenie.
- Zdany egzamin? – zapytałem, chcąc jakoś wywinąć się z tej sytuacji.
- Hah! Jebać egzaminy! Zostałam singielką! – rzuciła siadając na krześle obok.
Kiedy wdrapywała się na wysokie barowe krzesło, dość niezdarnie rozłożyła nogi. Spojrzałem odruchowo pomiędzy jej rozszerzone uda i chociaż poza sprężystymi udami nic nie dostrzegłem, ogarnęło mnie poczucie zażenowania, gdy tylko spojrzałem ponownie jej w twarz. Złapała mnie na tym, jak gapie się na jej krocze. Myślałem, że spalę się ze wstydu.
- No dawaj sąsiad! Wypijemy! – powiedziała i pokazała na barmana. – Dwa szoty! – krzyknęła w jego stronę.
Po chwili obok nas znalazły się dwie pięćdziesiątki wódki. W tej chwili podszedł do nas mój kolega, poklepał mnie po ramieniu i rzucił „miłego”, po czym uśmiechnął się porozumiewawczo i wyszedł.
Weronika podniosła kieliszek i szybkim ruchem przechyliła go wraz z głową. Skrzywiła się lekko, chociaż mimo tego grymasu byłem pod wrażeniem. Zrobiłem to samo mimo, że nie lubię wódki. Przełknąłem szybko, by nie czuć smaku.
- Jeszcze raz to samo! – krzyknęła Weronika.
- Kończymy. Odprowadzę cię do domu, co? – zapytałem. Nie chciałem już tu siedzieć, poza tym nie chciałem, żeby widziano mnie z najebaną małolatą.
- Chodźmy, po drodze kupimy setkę. – chciałem ją zachęcić.
- Dobra, ale ty prowadzisz. – zachichotała.
Zapłaciłem i wyszliśmy z baru. Złapała mnie pod rękę i zaczęła opowiadać. W trakcie ledwie półgodzinnego spaceru dowiedziałem się, że była dwa lata ze swoim chłopakiem, że robiła dla niego wszystko, co chciał, łącznie z dość szczegółowym opisem tych czynności, a on ciągle był zazdrosny. Ciągłe wyrzuty, kłótnie o innych chłopaków, o jej ubieranie się czy nawet o innowacje, które wymyślała w łóżku doprowadziły do tego, że zerwali. Wczoraj. A dziś postanowiła się upić, ale jej najlepsza koleżanka musiała wracać do domu, bo jej chłopak się martwił.
- I tak oto jestem z tobą. – rzuciła.
Szliśmy w milczeniu. Od tych opowiadań stanął mi, a że byłem nieco upojony alkoholem, kutas nie opadał. Zawsze tak miałem. Alkohol działał na mnie jak afrodyzjak. Zastanawiałem się czy zauważyła. Na pewno było widać, bo aż niewygodnie było mi iść. Swoją drogą, jak ona mogła tak dobrze się trzymać po takiej dawca alkoholu – zastanawiałem się stawiając kolejne kroki.
- O, Żabka! Weź mi limonkę. –rozkazała Weronika, po czym opadła na ławkę, którą akurat mijaliśmy.
- Na pewno? –chciałem, by w głosie zabrzmiało zmartwienie.
- Weź nie pierdol, sąsiad... chociaż ty nie... Idź! – uśmiechnęła się szeroko. – Chyba, że ze mną się nie napijesz? – wyszczerzyła się szeroko.
Wyszedłem ze sklepu, w kieszeni obijały mi się dwie buteleczki. Na ich dźwięk usłyszałem rechot z pobliskiej ławki.
- Jaki żul! Haha – darła się, aż zanosząc się od śmiechu.
- Dobra, chodź. – złapałem ją pod rękę i pociągnąłem z ławki. – Cicho! – próbowałem ją nieco uciszyć.
- Haha... – dalej śmiała się, nie mogąc przestać.
Różnica wieku - to było właśnie to, co mnie w tamtej chwili odróżniało od niej.
- Idziemy do ciebie. – zadecydowała.
- Jak do mnie? Mieszkasz piętro wyżej, jak dojdziemy do mnie, to i do ciebie się uda. – mówiłem.
Doszliśmy pod nasz blok. Widać było po niej, że powoli kończy się jej dzisiejszy wieczór. Mniej mówiła, bardziej skupiając się na chodzeniu. W takich szpilkach to i tak cud, że przeszła taki kawał.
- Czekaj... – zawiesiła się na chwilę. Myślałem, że zaraz będzie rzygać.
- Chodźmy przez piwnice, nie chcę, żeby starzy mnie zobaczyli. – dodała całkiem trzeźwo.
Obeszliśmy blok z boku i weszliśmy osobnym wejściem od parkingu wprost na długi, piwniczny korytarz. Szła przede mną, stawiając małe kroczki, a chwiejąc się opierała dłońmi o ścianę. Muszę przyznać, że widok był przedni. Chuda dupka obciśnięta w czarnej sukience, która kończyła się ledwo za pośladkami. Zgrabne nogi i te maleńkie stópki na wielkich szpilach. A to całe potykanie się tylko dodawało jakiegoś takiego uroku. Mała dziwka.
- Kurwa, jak mnie bolą nogi. – zatrzymała się i podniosła jedną nogę, by odpiąć zapięcie buta.
W takiej pozycji z przodu musiało być widać jej całe krocze – to była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy. Weronika niezdarnie mocowała się jedną ręką z zapięciem, które nie chciało puścić. Klęła pod nosem. Podszedłem do niej, ukląkłem z przodu, pochyliłem się i zacząłem odpinać malutką klamrę jej buta. Tak, jak się spodziewałem, zobaczyłem wszystko. W jasnym świetle piwnicznej jarzeniówki dostrzegłem cienki pasek czarnych stringów przechodzący przez jej lekko rozchylone zakończenie ud. Nawet nie kryłem się z tym, po prostu odpinałem buta i patrzyłem prosto w jej rozchylone krocze. Poczułem jej dłoń opierającą się na mojej głowie.
- No dalej. – usłyszałem.
W pierwszej chwili myślałem, że mam zanurzyć głowę pomiędzy jej uda, ale gdy po chwili spojrzałem na nią zobaczyłem, że z wyszczerzonymi zębami, wręcz wyśmiewając się ze mnie, głową wskazywała drugi but. Skarciłem się w myślach. Co na sobie wyobrażałem...
Weronika chichotała nadal.
- I co tam zobaczyłeś? – zapytała, kiedy już boso szła w kierunku schodów, prowadzących do wyjścia na klatkę schodową.
Nic nie odpowiedziałem, szedłem za nią oczekując dalszych drwin. Myślałem, że idziemy już do domu. Kiedy doszliśmy do schodów, Weronika opadła na nie luźno, wyprostowując nogi i odchylając się nieco do tyłu.
- Kurwa moje nogi... – znów zaczęła narzekać. – Dawaj te flaszki. – zwróciła się w moim kierunku.
Bez słowa podałem jej buteleczkę, sam otwierając szybko swoją. Patrzyła na mnie uważnie. Przechyliłem butelkę wypiłem ciepłą, limonkową wódkę. Twarz musiała mi się wykrzywić, bo Weronika znów zachichotała, po czy też szybko wychyliła zawartość swojej. Cały czas patrzyła mi prosto w oczy. Dziwne spojrzenie pijanej dziewczyny. Takie pobudzone, dzikie?
- Chciałbyś mnie zerżnąć, co? – zaczęła mówić, wyrzucając z ust kolejne słowa i zdania. Mówiła dość szybko i głośno. Zbyt głośno.
- Wiem, że chciałbyś. Widziałam zawsze, jak na mnie patrzysz. Kiedyś wydawało mi się to dziwne, bo jesteś starszy, ale dziś... – zawiesiła się na moment. – Dziś jesteś zajebistym kumplem, a patrząc na twój rozporek aż sama nabrałam ochoty. – znów się zaśmiała.
Nasz wzrok spotkał się i zapadła totalna cisza. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Dostrzegłem, jak rozchyla uda i podciąga sukienkę. Nie spuszczała mojego wzroku ze swoich oczu. Stałem bez ruchu.Kątem oka dostrzegłem, że jej ręka sięga w stronę krocza i odchyla materiał majtek.Nie wytrzymałem, mój wzrok opadł niżej i dokładnie w tym momencie zgasło światło.
Usłyszałem, jak Weronika zanosi się od śmiechu – Kurwa, nie wierzę! – prawie krzyczała. Słyszałem, że jej głos dobiega z coraz bliższej odległości i kiedy zapaliło się światło była obok mnie. Stała bosa i machała rękoma, próbując aktywować czujkę światła.
Stałem oparty o ścianę. Weronika przeszła naprzeciwko mnie, oparła dłonie o ścianę i wypięła tyłek. Czarna sukienka sięgała do połowy jej małych pośladków. Odwróciła głowę do mnie.Ostatnia setka zrobiła swoje. Prawie słaniała się na nogach, próbując podnieść jedną stopę, by zdjąć majtki. Widziałem, jak zsuwa skąpą ilość czarnego materiału swoich stringów. W końcu udało jej się je zdjąć. Stała wypięta z odsłoniętymi pośladkami, bezbronna, chwiejąc się i trzymając ściany.
Podszedłem i stanowczo złapałem ją za biodra. Podciągnąłem wyżej sukienkę, odsłaniając ją aż po plecy. Na prawym pośladku zauważyłem plasterek antykoncepcyjny. W tej chwili już mnie miała. Jej ręka zaczęła błądzić po moim rozporku, próbując go rozpiąć. Pomogłem jej, rozpinając pasek i odpinając guzik szortów. Spodnie zjechały do kostek. Odciągnęła gumkę bokserek i chwyciła go w dłoń. Zamruczała, kiedy  jeździła chwilę po nim ręką. Rozmiar się zgadzał, choć nigdy nie uważałem, że mam kutasa ponadprzeciętnej wielkości. Mimo tego, w tej chwili czułem się, jak olbrzym. Mała Weronika bez szpilek była o ponad głowę niższa ode mnie. Kiedy spojrzałem na jej rękę, gdyporuszała moim penisem, jego grubość była niewiele mniejsza od jej nadgarstka. Nie czułem nic, oprócz dzikiego pożądania. Objąłem ją lewą ręką w talii tak, że dłonią sięgałem do cipki. Zacząłem masować wilgotną muszelkę. Już nakierowałem twardego penisa na jej cipkę i zacząłem rozsmarowywać nim nasze soki, gdy w głowie przyszło chwilowe otrzeźwienie.
- Na pewno? – zapytałem tłumiąc dyszący oddech. W odpowiedzi poczułem, jak przyciska do mnie tyłek.
Wszedłem w nią delikatnie, tylko trochę. Wyszedłem, naciągnąłem skórkę i znów delikatnie naparłem. Wszedłem głębiej.  Była przyjemnie wilgotna i ciepła. Po kilku płytszych ruchach, dopchałem do końca. Jęknęła.
- O tak... –szepnęła, odwracając twarz w moim kierunku. Jej tępy wzrok sprawiał wrażenie braku kontaktu z rzeczywistością. Wiedziałem, że w tej chwili alkohol przejął jej instynkty.
Majaczyła pod nosem, jak dobrze jej czuć go w sobie, a ja niezbyt szybko wsuwałem go całego. Konsekwentnie w jednym tempie, niezbyt szybko. Starałem się, by czuła każdy ruch i tak też było, sądząc po jej cichych jękach. Patrzyłem jak drobniutka dziewczyna stoi na palcach, starając wypiąć się, jak tylko może najbardziej. Z mojej perspektywy, jej drobny tyłek wyglądał jeszcze bardziej podniecająco. Ugiąłem lekko kolana i zmieniłem kąt. Wchodziłem w nią teraz bardziej od dołu. Z dźwięków dochodzących z jej ust wywnioskowałem, że sprawia jej to większą przyjemność.
- Jeszcze chwilę! – wymamrotała, a piwniczny korytarz poniósł echem jej słowa.
Na to czekałem. Liczyłem, że da mi znać, że zaraz skończy. Zawsze na to liczę, gdy kocham się z kobietą. Potrafię wtedy dobrze obliczyć swój koniec. Złapałem ją mocno za biodra i zacząłem poruszać się szybciej, coraz szybciej i mocniej. Do tej pory poruszaliśmy się niemal bezszelestnie – nie licząc mojego dyszącego oddechu i jej jęków. Teraz doszło jeszcze klepanie mojego podbrzusza o jej chudy tyłek. Już nie zależało mi, by było jej dobrze, czułem jak dochodzi. Przez ostatnie kilka sekund zagłębiłem się w niej, poruszając tylko biodrami delikatnie na boki. Czułem, jak drży i jak słania się na nogach. Nie wiedziałem tylko czy od orgazmu czy wypitego alkoholu.Podtrzymywałem ją, objąwszy w pasie. Prawie bezwładnie odkleiła się od ściany i opadła na mnie. Kończyłem w Weronice, będąc na lekko ugiętych kolanach, ze słabą możliwością ruchów, jednak chyba właśnie to sprawiło, że był to jeden z nielicznych, tak silnych orgazmów, które pamięta się do końca życia.  
Wlewałem się do jej wnętrza, trzymając jej prawie bezwładne ciało. Naprężony kutas ładował w nią kolejne salwy nasienia. Na plecach czułem dreszcze, rozchodzącego się orgazmu. Docisnąłem Weronikę mocno do swojego krocza, kiedy ostatnie krople spermy nawilżały jej cipkę. Pchnąłem ją lekko do przodu, stawiając na nogach. Chwiała się i chyba tylko dlatego, że ciągle w niej byłem, nie upadła. Oparła się rękoma o ścianę, widziałem na jej ramionach gęsią skórkę. Ciężko oddychała, ale wyczuć można było w tym oddechu zadowolenie. Spojrzałem na zegarek – 02:27. Nasza piwniczna przygoda trwała 23 minuty, choć wydawało się, że to cała wieczność. Kołysałem biodrami delikatnie, będąc jeszcze półsztywnym kutasem w niej, by pozwolić naszym emocjom rozejść się po ciele. Patrzyłem na jej odsłonięte pośladki, na mały plaster antykoncepcyjny na jednym z nich. Delikatnie wyszedłem.
- Teraz do ciebie. – Weronika, jakby się obudziła z letargu. Po tępym wzroku nie było śladu. Twardo stanęła na zimnym betonie i zaczęła obciągać materiał sukienki. Podniosłem jej buty i stringi. Zbliżyłem je do twarzy i silnie zaciągnąłem powietrze nosem.  
- Jesteś niemożliwy!  -prawie, że uradowała się, gdy to zobaczyła.  
- Chodźmy! – wskazałem drogę. – Idź pierwsza, szybko, będę za tobą i otworzę drzwi. – zadecydowałem. Chciałem w razie czego ją asekurować.  
Weronika ruszyła dziarskim krokiem, jednak była zbyt pijana, by w pojedynkę wejść na drugie piętro. Nogi plątały jej się, chociaż była już bez szpilek. Trzymałem ją od tyłu za biodra i delikatnie popychałem do przodu. Zauważyłem na jej nodze mokry ślad – to moja sperma wypływała z jej wnętrza, po udzie, aż na wysokość kolana. Na kilku stopniach były krople, które musiały wypłynąć, kiedy w rozkroku pokonywała kolejne stopnie schodów. Praktycznie bez słowa weszliśmy pod drzwi mojego mieszkania. Otworzyłem je i wpadliśmy do środka.  
Stała oparta o ścianę, wydawała się półprzytomna. Spoglądała na mnie spod przymrużonych oczu. Zacząłem ją całować. Dziko, namiętnie, mocno. Nic więcej nie chciałem, jak tylko mieć ją w ramionach, tylko dla siebie. Wskoczyła niezdarnie na mnie, trzymając mnie za szyję, zaplatając nogi wokół mojego pasa. Zawlokłem nas do mojej sypialni.  
Zrzuciwszy ją z siebie, szybko pozbyłem się ubrań. Stałem całkiem nagi w poświacie parkingowego oświetlenia. Weronika szamotała się, chcąc zrzucić z siebie sukienkę. Pomogłem jej. Całując, zdjąłem mały staniczek, który skrywał wręcz miniaturowe piersi. Najmniejsze, jakie kiedykolwiek widziałem na żywo, a na pewno, jakie kiedykolwiek dotykałem. Była szczupła i drobna. Gdy tak leżała z rękoma za swoją głową, mogłem podziwiać jej piękne i zadbane ciało. Całowałem jej szyję, przygryzałem uszy. Zjeżdżałem w dół, na piersi, brzuszek. Drżała. Przed oczyma stanął mi widok sprzed chwili, kiedy idąc po schodach widziałem cieknąca po jej udzie spermę. Bez hamulców wjechałem językiem w jej krocze. Zasyczała tylko, głęboko nabierając powietrza.  
- Tak… tak… - powtarzała lekko poruszając bioderkami.  
Lizałem ją zawzięcie. Uwielbiałem lizać cipki, a świadomość, że wylizuje ją z własnej spermy, pobudzała mnie jeszcze bardziej. Podniosłem jej nogi, chcąc tak ustawić sobie jej krocze, by mieć dostęp do odbytu. Niestety, była zbyt wiotka, by sama utrzymać je w górze. Odwróciłem ją na plecy.  
- Wypnij się! – warknąłem. Usłyszałem swój głos, jakby dobiegał gdzieś z boku. Wykonała polecenie, a ja wbiłem się językiem w jej pupę. Dochodziła, a język w odbycie tylko spotęgował jej szczytowanie. Stękała, jakby dławiła się powietrzem, była na krawędzi. Ostatnią resztką sił odwróciła się na plecy i wystawiając cipkę pod moje usta wysapała:  
- Dokończ proszę… ja juuuż… - odleciała, gdy mój język dotknął jej nabrzmiałej łechtaczki.  
Leżała na plecach, ja przy niej na brzuchu, z twarzą mokrą od jej soków i mojej śliny przy jej biodrze. Oddychaliśmy ciężko. Byłem szczęśliwy i zadowolony z siebie. Pomyślałem wtedy, że prawie czterdziestoletni facet z powodzeniem wyruchał młodą siksę.  
Weronika poruszyła się pierwsza. Zjechała twarzą na wysokość mojej, a w rękę ujęła mojego sterczącego penisa.  
- Daj cię skończę. – szepnęła. – Jak chcesz? – zapytała, delikatnie całując mnie w usta.  
- Ustami. – rzuciłem szybko.
- Nie wiem czy dam radę, po alkoholu mnie cofa. – zwątpiła, co nieco zbiło mnie z tropu.  
- Dobrze, Słonko… - zgarnąłem jej włosy z twarzy.  
Wstałem i podciągnąłem ją wyżej, na poduszkę. Wszedłem pomiędzy jej nogi i delikatnie waląc sobie konia, potarłem fiutem o jej muszelkę. Weronika mocno rozszerzyła nogi, bym mógł w nią wejść. Była tak mokra, że bez problemu wszedłem w nią cały po pierwszym pchnięciu. Przyjemnie chlupała, gdy się w niej poruszałem. Podparty na łokciach, leżałem na niej, dość mocno w niej pracując. W tej chwili byliśmy, jak doje nastolatków, którzy robią to pierwszy raz. Wplatała mi dłonie we włosy, a ja wyobrażałem sobie, że zalewam ją, by mieć z nią dziecko. Po chwili poczułem, że jeszcze chwila i dojdę, ale w tym samym momencie zobaczyłem zagryzioną wargę mojej kochanki i poczułem jej spięte ciało. Oddychała nosem, jednocześnie pojękując, gdy napierałem na jej wnętrze.
- Ja już… już. – szeptała mi do ucha. – Skończ we mnie. Proszę. Skończ… - jęczała w taki sposób, że od samego słuchania można było dojść.  
Pocałowałem ją w tym samym momencie, gdy ponownie zacząłem w niej strzelać. Poruszałem mocno biodrami, chcąc wbić się w nią, jak najgłębiej. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Jakby świat się zatrzymał. Ostatni raz zostałem dłużej, docisnąłem najmocniej i opadłem na bok.  
Obudziłem się z pierwszym blaskiem dnia. Była godzina 5:19. Weronika leżała głową na mojej piersi, otaczałem ją ramieniem. W świetle dnia była jeszcze bardziej drobna. Przyglądałem się jej rozmazanemu makijażowi, jej małym, ale zgrabnym piersiom. Bałem się ruszyć, by ten sen się nie skończył. Weronika oddychała równo i spokojnie. Mała sąsiadka, przy której instagramowych fotkach zdarzało mi się kilka razy zapomnieć, leżała przy mnie, totalnie bezbronna, niewinna.

5 komentarzy

 
  • onatakchce

    Jak to możliwe, że to jest jeszcze w poczekalni????
    Chyba wyglądam, jak ta sąsiadka... mrrr :>

  • cicha2591

    👍

  • zzzzzzz

    Ciekawe opowiadanie. Będzie dalsza część

  • Poznaniak

    Całkiem dobre

  • Rebus

    Mistrzowskie opowiadanie. Czy będzie ciąg dalszy?.