Tracy patrzyła na Jareta i jednocześnie czuła jak jej myśli przyspieszają. Czyżby naprawdę on, to ten wybrany? Od razu skonfrontowała tę myśl z tym, co czuła do Abi. Czy ona i Jaret będą ze sobą walczyć o miedzianowłosą? Z pewnością nie. Tracy z miejsca odrzuciła jakiekolwiek problemy z Abi. Miała pewność, że jeśli kiedykolwiek dojdzie do nieporozumień z Abi, dogadają się od razu. Poczuła momentalnie rozluźnienie. Czy tak samo będzie z Jaretem? Pragnęła poznać kogoś, z kim będzie mogła być całkowicie szczera. Od zawsze, a raczej od czasu kiedy zaczęła sama podejmować decyzje, chciała mieć za znajomych i przyjaciół właśnie takich ludzi. Trwała chwila milczenia. Czy i Jaret myślał właśnie o tym?
– O czym teraz myślisz? – zapytała.
– Chciałem właśnie zapytać o to samo, ale skoro zrobiłaś to pierwsza, powiem. Od kilku chwil zastanawiam się, czy jesteś tą osobą, którą zawsze chciałem poznać. Szczerą. Nawet Abigal taka nie jest. Troszkę mi nakłamała.
,,Nawet myślimy o tym samym" – pomyślała.
– Pewnie miała powody – Tracy nawet nie zastanawiała się, że staje z miejsca w jej obronie.
– Nie miałem nic złego na myśli. Na drugim spotkaniu zaczęła sama mi to tłumaczyć, dlaczego tak postąpiła. Wiesz, co mam na myśli. Niektórzy ludzie grają. Pokazują siebie w niewłaściwym świetle. Nie są do końca szczerzy. Mają ze sobą miłe chwile, ale często obydwoje grają. Tłumaczą to poczuciem prywatności.
– Każdy chce mieć cząstkę siebie, która należy tylko do niego.
– To prawda. Może źle się wyraziłem. Różnica polega na tym, że szczera osoba nie czuje strachu. Nie jest głupia i naiwna i nie opowiada wszystkiego o sobie każdemu. Jednak jeśli pozna druga szczerą osobę i czuje do niej zaufanie, może odkryć całą swoją osobę, bez strachu.
– Bo wie, że ta druga osoba nigdy nie wykorzysta tego przeciwko niej.
– Dokładnie. Jeśli mi zaufasz, nie musisz mówić mi wszystkiego o sobie, ale możesz.
Tracy dotknęła jego dłoni, a nawet objęła ją swoimi.
– Kurcze! To wygląda jak zaczarowane. Oboje poznaliśmy Abi i prawie natychmiast byliśmy z nią w łóżku. Skąd ona wiedziała, że jesteśmy dla siebie?
– Nie wiem, Tracy. Jesteśmy.
Blondynka patrzyła wnikliwie w jego tęczówki. Nie powiedział: może jesteśmy, tylko od razu to stwierdził. Poczuła ciepło w środku. Też tak odczuła. Są dla siebie.
– Pójdziemy się przejść, Jaret? – zapomniała, że już to zaakceptowali.
– Z chęcią. Tylko tu wrócimy.
– Czyli czekamy na Abi. Ciekawe jak jej się powiedzie.
– Trzymam kciuki – powiedział brunet.
Wyszli po kilku minutach. Tracy zamknęła drzwi i z radością ujęła ponownie dłoń bruneta.
– Czyli jestem twoją dziewczyną?
– Na to wygląda – po wyrazie twarzy można było poznać, że jest także zadowolony.
To nie była twarz zadowolonego samce, było widać coś głębokiego, podobnego do ulgi z odrobiną ekstazy.
Abigal dotachała pod dom Jamesa. Ją również czekała chwila prawdy. Nie zamierzała niczego ukrywać. Wręcz chciała swojemu szefowi powiedzieć wszystko. Czy pocałunek, który mieli, to sprawił? Raczej nie. Podobnie jak w innych sprawach i tu miała przeczucie. Czuła, że tym razem wszystko się będzie układać samo.
Zadzwoniła do drzwi. Nie komunikowała się z nim wcześniej telefonicznie, aby się upewnić, czy jest w domu i czy będzie miał dla niej czas. Czuła, że jest i nawet na nią czeka.
– Abigal! Właśnie myślałem o tobie.
– Myślałeś o tym, że przyjdę?
– Chciałem.
– Czyli masz przeczucia jak ja. To nie jest domena, tylko kobiet. Masz chwilę?
– Chwilę? Mam dla ciebie cały czas.
– Jesteś uroczy. Podobnie jak Jaret.
– To miło, że tak odczuwasz.
Każdy inny facet zadałby pytanie. Kim jest Jaret, ale James nie zapytał. I tym jednym zdobył od razu wszystkie punkty, jakie dla niego miała.
– Jesteś głodna?
– Samotny mężczyzna potrafi gotować, prawda?
– To prawda. Mam coś dla ciebie – uśmiechnął się szczerze.
– Jeśli to kwiaty dla mnie, muszę cię po raz drugi pocałować. Już wiesz, że mój były mąż cię nie zabije.
– Nie musisz, ale możesz – ku miłemu zaskoczeniu wziął ją za rękę i zaprowadził do salonu.
Nawet nie wspomniał o spencerze.
Mieszkał ładnie, właściwie od pierwszej chwili wszystko jej się spodobało.
Doprowadził ją do kanapy i posadził. Poszedł do drugiego pokoju i wrócił z bukietem różnych kwiatów. Dość sporym bukietem.
– Dziękuję, James. Chcę z tobą najpierw porozmawiać.
Brunet nie był dzieckiem i zrozumiał, co powiedziała. Poczuł miłe prądy w dole pleców.
– Nie odpowiedziałaś, ale sądzę, że nie odmówisz poczęstunku.
– Pewnie masz kilka sałatek własnej recepty i przygrzejesz nam rapy. Jarzynowe z kurczakiem.
– Naprawdę jesteś wróżką. Właśnie to przygotowałem. Napijesz się kieliszek czerwonego wina?
– Nie odmówią. Pewnie wiesz, że lubię musujące wina.
– Tak czułem, ale skoro się zgodziłaś na czerwone, szampana wypijemy innym razem.
– Na to wygląda, że nastąpi kolejny raz.
– Włącz muzykę. Czuj się jak u siebie, Abi.
– Dziękuję.
On poszedł do kuchni. Jego dom zaprojektowano inaczej niż jej salon. Dlatego zniknął z pola widzenia. Abi jednak nie włączyła muzyki. Zaczęła układać kolejność informacji, jakie mu pragnęła przekazać. Nie musiała pytać, co czuje, bo widziała w jego oczach. Niby człowiek nie powinien być zazdrosny o przeszłość, tylko Abi nie miała pewności czy nie zechce jeszcze jeden raz być z Jaretem. Co do tego, że pragnie spędzić miło czas z Tracy miała powność i nawet się nad tym nie zastanawiała. Tylko jak na to zareaguje James? Nikt nie chce być drugi. Nikt nie chce być pierwszym, jeśli jest jeszcze ktoś.
Brunet wrócił po pięciu minutach. Na sporej tacy stały dwie salaterki sałatek.
– Talerzyki i wszystko inne zaraz przyniosę.
– Mogę pomóc – to brzmiało jak oświadczenie, a nie pytanie.
– Jasne.
Poszła z nim. Kuchnię miał przestronną. Zapach jedzonka uderzył w nozdrza. On podszedł do opiekacza, a ona ustawiała talerze i sztućce na podobną tacę.
– Wino i kieliszki mam w barku.
– Tak myślałam.
Po kilku chwilach już siedzieli przy sporym stole w dużym salonie.
– To za nasze pierwsze spotkanie – podniósł kieliszek.
– Dziękuję. Jestem tu po raz pierwszy, a czuję się naprawdę jak we własnym domu, a właściwie lepiej.
– Może być twój.
– Zobaczymy.
– Zjedzmy najpierw – poprosił.
Abi zastanawiała się nad jego reakcjami. Był spokojny, a nie miał szans wyczuć, o czym będą rozmawiać.
Sałatki jej przypadły do gustu. Urok posiłków polega na tym, że każdy ma indywidualne poczucie smaku. Można zrobić coś z tego samego przepisu, a zasmakuje nieco inaczej.
– Dobre – powiedziała to i oczekiwała reakcji.
– Cieszę się, że ci smakowało.
– Trochę cię testuje. To było niebo w gębie. Super. A szczerze mówiąc, ostatnio jadłam naprawdę dobre rzeczy.
– To naprawdę się cieszę. Ja zauważyłem cię już dawno, ale nie dawałem znaków, bo miałaś męża. Kiedy mnie dostrzegłaś? – sam za nią zaczął ważny temat.
– Niedawno, kilka dni temu. James to nie będzie dla ciebie łatwe, co powiem.
Znowu, każdy inny mężczyzna by się zmartwił, ale Abi nie zauważyła najmniejszej oznaki zasmucenia na przystojnym licu bruneta.
– Może dam radę – posłał jej uśmiech.
– To graniczy z cudem, ale wezmę to pod uwagę.
Abigal zaczęła mu opowiadać. Opowieść zaczęła od chwili, kiedy na światłach ktoś na nią zatrąbił, a potem pokazał środkowy palec. Skończyła o tym, że w domu zostawiła dwójkę swoich kochanków. Zastanowiła się po raz wtóry czy byłych, czy raczej nadal aktualnych.
– Skoro mi to wszystko powiedziałaś, musisz coś dodać – jego twarz nadal miała pogodny wyraz.
– Tak. Jak już wspomniałam, obawiałam się, by się nie zakochali we mnie. I tak się nie stało, jednak nie jestem pewna co do moich uczuć w stosunku do Tracy.
– Myślę, że ją bardzo lubisz.
– To prawda. Gdybym się zakochała, nie byłoby mnie tutaj.
– Tak sądzę. Nie powiedziałaś słowa, ale rozumiem, że chciałabyś mieć ze mną relację. Ja z tobą też bym chciał. Gdzie jest to, co miało graniczyć z cudem?
– No tak, tego nie wyczułeś. Nie mogę i chyba nie chcę tak gwałtownie uciąć relacji z Tracy.
– Rozumiem. Nie wiem, jak dobry jestem w łóżku. Nie ważne jak nam było z żoną, bo to jest indywidualne. Nie zamierzam z nikim realizować. Jeśli mnie pokochasz, raczej wątpię, byś chciała kochać się nadal z kimkolwiek innym.
– To jest prawda. Jaret mnie zapytał, czy kochałam męża. Chyba nie. On? Pewnie także mnie nie.
– Gdyby cię kochał, nigdy by cię nie zdradził.
– Pewnie tak. Poza ogniem w środku mam też w sobie rozsądek. Nie liczyłam na taką reakcję z twojej strony. Mężczyzna chce być jedynym. Nie tylko pierwszym, a już na pewno nie drugim.
– Abi, to jest kwestia uczucia, niczego więcej.
– Nie mówisz mi, że mam zacząć z tobą, kiedy skończę z nimi! To nie jest realne! Akceptujesz to?
– Czy chciałabyś być z kimś, kto stawia warunki?
– James. Nie jestem ciebie godna.
– Abi, nie mów bzdur. Nie zamierzam cię zdobywać. Możesz być ze mną tylko z wyboru. Mogę się mylić, ale to dotyczy całej waszej trójki. Nadal obowiązuje ta sama zasada. Jeśli oni się pokochają, to zadział i u nich.
Zielonooka pokręciła głową. Ten facet nigdy jej nie zdradzi ani ona jego.
– Dziękuję. Jestem wzruszona – otarła łzę.
– Nie wiem, co na to odpowiedzieć.
– Czasem milczenie wystarczy.
Abi opowiedziała wszystko, ale bez szczegółów dotyczących spraw intymnych. Nie miała w tej chwili pewności, czy ma mu podarować pocałunek. Obiecała, ale teraz trochę się obawiała. James dowiedział się o jej kochankach. Nie wyglądał na faceta, dla którego ważne jest łóżko. Od kilku lat był wdowcem i jeżeli sam się nie zaspakajał, musiał być naładowany testosteronem. Abi wyczuwała, że nie miał żadnej kobiety i sam się sobą również nie zajmował. Czy wyglądał na głodnego tych rzeczy? W żadnym stopniu. Co dziwniejsze z pewnością nie udawał.
– Nie pytasz o mnie?
– Może się mylę, chociaż przeczucia mi podszeptują, że nie. Nie miałeś nikogo od czasu śmierci żony, prawda?
– Tak, masz rację. Wiem, jaki masz dylemat.
– Wiesz? – poczuła się zdziwiona.
– Nie jestem czarodziejem jak ty, ale nie sądzę, że jest to trudne do odgadnięcia. Zanim się po raz pierwszy pocałowaliśmy, powiedziałaś, że nie rzucasz słów na wiatr. Oczywiście, nie czuj się zobowiązana tym razem. Czułem, że przyjedziesz i kupiłem kwiaty. Dla kobiety, którą dostrzegłem już dawno. Którą szanuję, podziwiam. Która jest piękna i fizycznie i duchowo. Możesz sądzić o sobie inaczej, ale jak tak uważam. Twój dylemat polega na tym, że zastanawiasz się, jak ja na to patrzę. Nie mówię, że mnie to nie obchodzi, że miałaś zbliżenie z Jaretem i Tracy. Ma. Nie stawiam ci warunków, bo oferuję ci wolność. Czy jestem w tobie zakochany? Nie, chociaż brakuje milimetra. Ty? Prawdopodobnie brakuje ci centymetr by pokochać Jareta i pół milimetra by czuć miłość do Tracy. Jesteś na tyle dojrzała, że wiesz, jak jest z miłością. Do mnie masz tysiąc mil.
– Może zrobiłam błąd, przychodząc dzisiaj? – spojrzała mu w oczy, pragnąc dostrzec odpowiedzi.
– Ty nie robisz błędów, przynajmniej ostatnio.
– Sądzisz, że zachowuje się jak niewyżyta samica? Robiłam to z Jaretem, z Tracy a teraz chcę z tobą.
– A czy tak się czujesz? Jak samica podczas roju?
– Nie.
– Nie musimy tego mieć. Ja sobie niczego nie obiecywałem. Zależy mi na tobie i nawet sobie powiedziałem: Nie zepsuj tego James. Chyba nie zepsułem.
– Nie jesteś facetem, któremu chodzi o łóżko. A ja też taka nie jestem, chociaż każdy z boku widząc, co robiłam ostatnio, tak by sądził.
– Powiem ci, co czuję. Mogę się mylić. Czuję, że będziemy ze sobą. Czuję, że Jaret i Tracy są dla siebie. Pozostaje tylko jedno. Kiedy poznamy miłość, cała nasza czwórka. Bo miłość, ta prawdziwa, zrobi za nas całą pracę. Całą.
Abi delikatnie pocałowała usta Jamesa i zaczęła kierować kroki do drzwi.
– Poczekasz kilka dni, James? Jesteś bardziej wartościowy, niż sądziłam. Postaram się wszystko ułożyć. Wiesz, co mam na myśli.
– Wiem, Abi. – uśmiechnął się miło.
Kiedy zamknęła drzwi, pomyślał, że może tak jest lepiej. Byłby w stanie się z nią kochać nawet teraz i ona pewnie to odczuła, ale wybrała lepszą drogę.
Z myślami tak jest, że kiedy przyjdą lepsze, zaraz pojawiają się od razu gorsze. Czy naprawdę odpowiada mu taka sytuacja? Kobieta, którą wybrał, ma kochanka i kochankę. Co prawda chce ich połączyć, ale jaką będzie miał gwarancje, że ich erotyczne powiązania się skończą?
James uważał i wierzył, że prawdziwa miłość wszystko wyprostuje. Tyle tylko, że fizyczne relacje, szczególnie jeśli są udane, łączą. Co, gdyby postawił veto? To świadczyłoby, że sam łamie swoje zasady. Nie chce ingerować w jej życie, a już na pewno daleki jest, żeby jej cokolwiek zabraniać. Czy zaakceptuje związek z kobietą, która będzie poza nim oddawać ciało innym osobom?
Siedział na fotelu i rozmyślał o tym. Pozornie, gdyby oddawała je kobiecie, byłoby to łatwiejsze do przyjęcia. To pewnie wynikało z męskiego ego. Z opowiadania odniósł wrażenie, że serce Abigal jest nawet bliższe Tracy. Podobnie cielesne doznania też chyba bardziej woli otrzymywać od blondynki. Czy byłby w stanie zaakceptować wolny związek? A co jeśli by go do tego zaprosili? James nigdy o takich sprawach nie myślał. Jak to się odbywa? Czy w takiej relacji wszystkich się traktuje równo, czy jednak kogoś się preferuje? Uważał, co prawda, czysto teoretycznie, że wszystko, co odbiega od natury wcześniej czy później się rozleci. Czy jest możliwe, że Jaret pokocha z wzajemnością Tracy i to wystarczy, by byli tylko dla siebie? Abigal raczej nie naciskałaby, aby kontynuowali wspólną relację. Gdyby tak było od razu, chciałaby być z nimi razem i nie zawracałaby głowy na ich łączenie, a już na pewno nie chciałaby budować relacji z nim. Przez lata chyba po cichu się w niej podkochiwał. Podobała mu się fizycznie jako kobieta i cenił w niej piękne wnętrze. Umiała się maskować, bo przez czas, kiedy pracowała z nim, nie odkrył, że jest nieszczęśliwa w związku ze Spencerem. Czy ma ją zapytać o te sprawy, czy raczej pozwolić jej działać? Skoro do tej pory Tracy się w niej nie zakochała ani ona w niej, teraz raczej to nie nastąpi. Odczuwał, że z młodym brunetem sprawa jest nawet łatwiejsza. Uczucie nie stanowiło zagrożenia. Czyli pozostała kwestia jak bardzo Abi polubiła rozkosze fizyczne i nimi. Niby powiedziała mu wszystko, ale przecież nie mógł przewidzieć, jak się to skończy. Nie wiedział nic o córce Paula. Abi nie uważała, że musi tę sprawę odkrywać, bo sama nie widziała w młodej osobie żadnego zagrożenia dla jej planów.
,,Czekałeś tyle, James, to możesz jeszcze poczekać. Trzymaj na wszelki wypadek serce na smyczy. Byłoby smutno się w niej zakochać i zostać na lodzie.”
Czas i związane z tym nagromadzone doświadczenie ma pozytywy. Człowiek w miarę upływu lat zatraca możliwość młodzieńczego zakochania. Z jednej strony taka młodzieńcza miłość jest pełniejsza kolorów, z drugiej, gdy coś nie pójdzie dobrze, więcej boli. James ostatecznie zaufał Abi, że zrobi wszystko by go nie skrzywdzić, bo przecież i on odczuwał. Nie, że więcej. Określał siebie, że jest najzupełniej przeciętny w tych sprawach.
Szatynka wracała do swojego domu i także myślała o tym samym. Jak się to wszystko ułoży. Spodziewała się, zanim weszła do domu Jamesa, że do czegoś między nimi dojdzie w sensie fizycznym. Z drugiej strony nie sądziła, że Jaret i Tracy znajdą się od razu w łóżku. Wyglądał, że są dla siebie. Czy jednak to, że wzajemnie się sobie podobają, sprawi, że się zakochają w sobie? Czy wszyscy ludzie mogą się zakochać? To pytanie ją zelektryzowało. Co, jeśli ona nie jest do tego zdolna? Miłość jest opisywana przez poetów i pisarzy, definiowana przez psychologów, a jednak nadal pozostaje tajemnicza.
Zastała zamknięte drzwi, ale samochody stały na wjeździe do garażu.
– Poszli się przejść, czy do kawiarni – powiedziała do siebie.
Weszła do środka. Spodziewała się wiadomości, ale takiej nie znalazła. Nie miała niczego lepszego do zrobienia, więc sobie usiadła. Zaczęła wodzić wzrokiem po meblach i ścianach i z miejsca przypomniał się jej mąż.
,,Czy go nienawidzę? Z pewnością nie".
Oczywiście zdrady poszły na drugie miejsce. Największą zbrodnią, jaką popełnił to kłamstwo na temat swojej płodności. Pomyślała, jak się to objawia i w jaki sposób bada. Miał nasienie. Być może niepłodny mężczyzna jest dlatego, że jego plemniki są martwe lub za słabe? Naprawdę nie wiedziała. Fizyczne deformacje były łatwe do stwierdzenia u kobiety. Niedrożne kanały rodne, nieprawidłowa budowa narządów. To, że Spencer był niepłodny, nie oznaczało od razu, że ona jest gotowa, by zajść w ciąże. Postanowiła jak najszybciej się zbadać. Wiek też miał znaczenie. Nie miała osiemnastu lat! Nie wiedziała, na czym badanie polega. Niby nauka się rozwinęła przez ostanie sto lat, a z pewnością przez ostanie dekady, ale wciąż pozostawała wiele niewiadomych. Leki nie zawsze działały, operacje nie gwarantowały zdrowia. Czasem lekarze skazywali kogoś na śmierć, a pacjent odzyskiwał zdrowie. Innym razem całkiem zdrowy człowiek umierał. Abigal nie uważała się za osobę całkowicie wierzącą, ale musiał przyjąć, że musi być coś nieokreślonego, co wpływa na ludzkie losy.
Poczuła mały głód i zrobiła sobie kanapkę. Nie musiała uważać na pieczywo, miała dość szybką przemianę materii. Pomyślała jeszcze raz o rodzinie Paula. Gdyby tyle jadła codziennie, z pewnością musiałaby zwiększyć ilość treningu lub skończyłoby się to nadwagą. Pomyślała o Kathy, w świetle tego, co usłyszała od Paula. Skoro jej to powiedział... Właśnie! Nigdy by się tego po nim nie spodziewała. Literalnie udzielił jej pozwolenia działania, tylko że Abi nie czuła niczego w stosunku do dziewczyny. Wiedziała, że jest bardzo ładna, inteligentna i zdecydowana, ale to nie stanowiło żadnego problemu. Przypomniała sobie początek relacji z Tracy. Tam od razu wiedziała, że coś zaiskrzy. Usłyszała dźwięk przekręcanego klucza.
– Czyli przyszłaś pierwsza – Tracy robiła wrażenie bardzo ucieszonej.
Pozostawała kwestia, co jest źródłem jej zadowolenia. To, że ją zobaczyła czy też fakt jak spędziła czas z Jaretem. Brunet spojrzał na nią, a potem na blondynkę.
,,Och, więc jednak iskrzy” – pomyślała Abi.
Przynajmniej wyczytała to z jego pojedynczego spojrzenia, jakim obdarzył Tracy. A ona? Abi koniecznie chciała zobaczyć, jak blondynka patrzy na Jareta. Tak! Coś między nimi się zaczynało...I wówczas Tracy spojrzała na nią. Nadal widziała tam uczucie, chociaż nie miłości. Blask pożądania wcale nie zmalał.
– Co u ciebie, Abi? – zagadnął Jaret.
– Dobrze – nie miała pewności, czy chce o tym mówić.
– No jak to! Tylko tyle nam powiesz? Popchnęłaś nas ku sobie, opowiedziałaś sporo Jaretowi o mnie i mnie o nim, a sama jesteś taka zamknięta? To niesprawiedliwe!
– Daj spokój, Tracy. Może nie ma ochoty opowiadać – Jaret ponownie spojrzał na blondynkę z dużym uczuciem.
– Chcę więcej informacji – Tracy usiadła blisko Abi i zrobiła zapraszający ruch w kierunku bruneta, żeby też się przybliżył.
Po chwili siedzieli z obu jej stron i wpatrywali się w jej twarz.
– No dobrze, powiem. James okazał się bardziej wartościowy, niż sądziłam. Postanowiliśmy poczekać.
– Poczekać? No tak, faktycznie jesteś w związku – Tracy obdarowała ją radosnym uśmiechem, a potem w podobny sposób spojrzała na Jareta.
– Czyli rozumiesz, a Jaret?
Brunet obdarował ją najpiękniejszym uśmiechem i wyczuła więcej uczucia w tym jednym spojrzeniu niż we wszystkich razem, którymi ją obdarował do tej chwili.
– Rozmawialiśmy o tobie – powiedział cicho.
Poczuła mrowienie.
– To znaczy? – zapytała niepewnie.
– Jesteś nam bliska – zaczął – chociaż jak pewnie dostrzegłaś między mną i Tracy coś się buduje.
– Coś? – spojrzała na niego, potem na blondynkę.
– Chyba pasujemy do siebie. Jest uroczy, jak wspomniałaś – Tracy nadal patrzyła na nią z uczuciem.
– Wiem, że to źle zabrzmi, ale jest najbliższa moim wyobrażeniom o wymarzonej partnerce. Dziewczynie...
– To cudownie – Abi poczuła rozluźnienie.
– Tak, ale nadal jesteś w naszych sercach. Pewnie sądziłaś, że zarówno dla Jareta i mnie jesteś tylko obiektem seksualnej rozkoszy. To tak nie działa. Nie jesteśmy w tobie zakochani, ale brakuje nam tyle – pokazała prawie złączone palce.
– Już o tym rozmawialiśmy – ponownie poczuła prądy.
Mimo że siedzieli blisko, poczuła, że jeszcze się przybliżyli.
– Może James jest bardziej przewidujący niż ty – Tracy prawie szepnęła do jej ucha.
Momentalnie przypomniała sobie jej erotyczne dmuchnięcia. Ciało momentalnie zareagowało.
– Co masz na myśli, Tracy?
– Rozmawiałam o tym z Jaretem, ale ustaliliśmy, że będzie lepiej, jeśli ja powiem. Sądzę jednak, że się domyślasz.
– Czy się domyślam? Raczej o tym nie myślałam.
– O tak? Jesteś kłamczuszkiem, Abi. Poznałaś nas, bo słusznie uznałaś, że wiekowo bardziej do siebie pasujemy na długoterminowy związek. Kto wie, może jak łabędzie będziemy razem do końca życia.
– W jakim sensie jestem kłamczuchem? Trochę nakłamałam Jaretowi, ale wyjaśniłam.
– Och wiemy. Nie o to chodzi. Wiesz, co mam na myśli, a mówisz, że o tym nie myślałaś.
– Nie brałam pod uwagę trójkąta.
– O, teraz lepiej. Nie brałaś? Uznaliśmy z Jaretem, że będzie to najlepszy sposób wzajemnego poznania i jednocześnie pożegnania się z cudowną kochanką.
– Uznaliście? To ja nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia? – Abi nadal czuła mrówki, ale jednocześnie poczuła się ubezwłasnowolniona.
– Nic podobnego! Oczywiście, że decyzja zależy od ciebie. Daliśmy ci tylko do zrozumienia, że my to akceptujemy, a nawet uważamy, że będzie fajnie.
– James dowiedział się o tobie i Jarecie, ale to o czym mówisz, to coś innego.
– Czy ja wiem? W handlu jest często sprzedaż wiązana. Dwa za jedno. Przecież niczego innego nie będzie, niż mieliśmy w dwójkach.
– Nie miałam na myśli definitywnego zakończenia naszych związków – Abi nie miała pewności czy ten ich pomysł się jej podoba.
– A co dokładnie powiedział James?
Brwi miedzianowłosej się zeszły i posłała blondynce dłuższe spojrzenie.
– Esencją jego wypowiedzi była miłość. Uznał, że jeśli się pokochacie, będziecie chcieli być tylko ze sobą.
– Bardzo interesująca teoria. Może on raczej miał ciebie na myśli? Kiedy ty go pokochasz, będziesz chciała być tylko z nim. Możliwe, że mówił też o sobie.
– Na razie z nim nie spałam.
– Właśnie! Akceptuje to, że jesteś praktycznie w związku typowo erotycznym zarówno ze mną, jak i z Jaretem. Może tego nie powiedział wprost, ale nie chciałby, być z tobą w takiej relacji wiedząc, że śpisz jeszcze z kimś innym.
– Tak też pomyślałam i jestem mu wdzięczna, że dał mi szanse, by te nasze związki zakończyć.
Tracy ujęła delikatnie policzki Abi w dłonie.
– Potrafiłabyś tak po prostu to zakończyć?
– Nie będzie mi łatwo. Z jednej strony nie chciałabym tego, z drugiej tak nie można, szczególnie jak się już poznaliście i polubiliście.
– Wygląda, jakbyś się martwiła bardziej o nas niż o siebie. Powiedz, jak sama czujesz, odnośnie do siebie.
Szatynka poczuła się nieco bezradna. Nie spodziewała się, że Tracy z taką łatwością będzie mówiła o tym wszystkim.
– Kiedy sobie opowiadaliście, nie robiliście tego z detalami? – zapytała, ale z powodu pozycji, nie mogła widzieć ich twarzy, bardziej obserwowała Tracy.
– Nie – odrzekł szybko brunet.
– Ja tylko wspomniałam, że było uroczo – powiedziała blondynka, wciąż mając subtelny uśmiech na twarzy.
Nadal patrzyła w jej oczy.
– Co, Tracy?
– Nic, czekam na odpowiedź.
Abi uznała, że nie wymiga się od powiedzenia prawdy.
– To trochę przywiązuje. Liczyłam, że nawet jeśli będę już z Jamesem, pozwoli mi być z wami jeszcze kilka razy.
W środku wiedziała, że z powodu, iż będzie z mężczyzną, raczej będzie jej brakować Tracy, ale nie chciała tego powiedzieć, żeby nie zrobić przykrości brunetowi.
Tracy chciała jeszcze o coś zapytać, ale uznała, że nie jest na to właściwa pora.
– Czyli jak podoba ci się nasz pomysł, na nazwijmy to, pierwsze pożegnanie – oczy Tracy świadczyły, że chyba podoba się jej ten pomysł.
Abigal zaczęła się zastanawiać, od kogo ten pomysł wyszedł. Była więcej niż pewna, że od blondynki. I to jej stwierdzenie: Pierwsze pożegnanie. Czyli ma się z nimi kochać we trójkę i to pierwsze pożegnanie będzie dotyczyć Jareta. Jak inaczej by użyła słowa: pierwsze? Musiała mieć na myśli i drugie, z nią. A co jeśli pod złotymi włosami przyjdzie jej pomysł, by wciągnąć do tego Jamesa? Czworokąt to bardziej interesujący związek niż trójkąt.
– Mogę się zastanowić?
– Jasne. Pewnie nie chciałabyś tego tutaj. Mówiłaś, że dom zbyt wiele ci przypomina o smutnych wspomnieniach.
– Nie mówiłam tego! Chodzi mi tylko o mojego zmarłego męża. Dom sam z siebie jest ani dobry, ani zły, chyba rozumiesz!
– Moje kondominium będzie dobrym miejscem?
– Lubię swój dom, ale uważam, że Abigal będzie się tam czuła najbardziej komfortowo. – wtrącił się Jaret.
– Już za mnie postanowiliście? – powiedziała to nieco wygórowanym tonem wskazującym, że nadal ma decydujące zdanie.
– Powiedz, że nie chcesz i zapomnimy – Tracy odrzekła poważnie, ale uśmiech pozostał na jej licu.
– Jest różnica między odrzuceniem a akceptacją. Myślę.
– Tracy, chyba za bardzo naciskasz – odezwał się Jaret.
– Przepraszam. Masz rację.
– To nie mnie powinnaś przeprosić – odrzekł miękko.
– Powiedziałam przepraszam do Abi – pogładziła go po policzku.
– Nie chcę tu dzisiaj nocować – odezwała się szatynka.
– Jutro mam zajęcia, ale nadal możemy pojechać do mnie. Jeśli nie jesteś zdecydowana być z nami, Jaret pojedzie do domu.
,,Och, już widać kto będzie rządził w ich związku” – Abi uśmiechnęła się do swojej myśli.
– Masz tylko jedno łóżko, Tracy? – zapytał i wszyscy załapali, co ma na myśli.
– Jestem despotyczna, to błąd. Przedstawiłam Abi nasz plan a od niej zależy decyzja. Chciałam, żeby to wyszło żywiołowo, ale uznaję, że naciskałam. I żeby rozwiać wszystkich myśli. Biorę pod uwagę, by wciągnąć do tego Jamesa – wypaliła.
– O tak! – Abigal wyciągnęła sekretne działo. – Jest jeszcze Kathi. Dziewiętnastoletnia córka Paula z pracy. Leci na mnie, że już po dwóch sekundach byłabyś daleko w tyle.
Zobaczyła, że jej wypowiedź spowodowała tsunami we wnętrzu Tracy.
– Nic o tym nie wiedziałam – powiedziała cicho blondynka.
– No już dobrze, przepraszam – szatynka pogładziła jej włosy. – Co myślicie o pomyśle, by pojechać do Jareta. Ma dwa gościnne pokoje. Ja sobie wszystko przemyślę a w razie, gdybym nie chciała, każdy może spać gdzie chce i jak chce. Tylko że jest późno – zakończyła.
– Prawda. My nie robimy tego piętnaście minut. Obiecuję ci, że będziemy tylko spać z Abi – Tracy zwróciła się do Jareta.
,,A to ci nowina! Czyli mi odmówi, jeśli dam znać, że ją chcę? Interesujące” – pomyślała Abi.
– To twoja decyzja. Nie czuję się odtrącony albo drugoplanowy. Myślę, że Abi odrobinkę woli ciebie.
– Och – Tracy delikatnie go pocałowała w usta – pewnie nie jest dokładnie tak.
,,To mała cholera. Dokładnie wie, że tak jest" – pomyślała szatynka.
Abigal wstała i usiadła na fotelu, mając ich oboje przed oczami.
,,Do czego doprowadziłam” – pomyślała.
Zaczęła powoli przyzwyczajać się do myśli, że mogłaby to zrobić z nimi naraz. Tylko miało to i słabą stronę. Co, jeśli wszyscy to polubią? Wówczas nie tylko jej będzie trudniej o nich zapomnieć, ale i może to wpłynąć na związek Tracy i Jareta. O Czworokącie powiedział tylko ta w lekkiej złości. Nie sądziła, że James o tym nawet by pomyślał. On chciał Abigal. Tylką ją. Dalszego tak? Och!
Mógł być tylko jeden powód. Chyba w tym jednym i najważniejszym nie powiedział jej prawdy. A ona nie zapyta. Bo kiedy jest miłość, następuje wypowiedzenie magicznego zdania. Kocham cię. A tego na razie nie powiedział. Pewnie miał ku temu ważny powód.
– Zastanowiłam się i podjęłam decyzję. Dzisiaj jest czwartek. Sobota będzie dobrym dniem. Spotkamy się u Tracy i zrobimy to razem – Abi to powiedziała i odczuła od razu delikatne prądy w dole brzucha.
,,No tak. Jestem jednak samicą podczas rui" – pomyślała, ale miała pewność, że twarz niczego nie zdradziła.
,,Stanowczo nie jestem warta Jamesa" – pomyślała jeszcze.
Miało się wszystko wyjaśnić i ułożyć, a raczej się bardziej skomplikowało. Przypomniała sobie wydarzenie z dzieciństwa. Zrobiła z innymi dziećmi śnieżną kulę, a potem puścili ją z osnieżonej górki. Wolno rosła a w końcówce zbierała nie tylko śnieg, ale nawet trawę. Tak! Jeśli jednak wciągną Jamesa to może i Kathy. Jest młoda i napalona. Będzie miała Abi i drugą cipkę. A przy tym dwa solidne... Pomyślała, a raczej przeczuła, że James też jest solidnie obdarowany. Otworzyła oczy, bo na chwilę je wcześniej zamknęła. Policzki ją paliły a dwie pary oczu z pewnością to dostrzegły.
– Czy coś się stało, Abi? – Tracy stanęła za fotelem i delikatnie położyła dłonie na jej karku.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
Bardzo mnie ciekawi jak Abi to poukłada
Sapphire77
@Pumciak Cierpliwość, to szlachetna cecha.