Abigal cz. 7

     Noc minęła szybko. Wstała wyspana i nie pamiętała treści snu, chociaż wiedziała, że go miała.
Po porannych czynnościach poćwiczyła pół godziny. Przez ostatnie dni trochę się w tym opuściła.
,,Najgorzej stracić zasady i szybko będę wyglądać jak Madison” – pomyślała.
     Wzięła ponownie kąpiel. Tym razem nie zakładała niczego super pięknego. Ubrała się w spodnie i koszulkę z bawełny. Bieliznę też założyła bawełnianą. Lubiła czasem nosić stanik bez utwardzającej podstawy. Nawet czasem się zastanawiała, czy usztywnienie nie ma ujemnego wpływu na zdrowie piersi.
Dojechała do Tracy kilka minut przed dziesiątą. Zaraz za drzwiami dostała słodki pocałunek.
– Mam nadzieję, że nie jadłaś śniadania. Czekałam na ciebie, ale dzisiaj jest coś lekkiego. Na obiad, jeśli zostaniesz, przygotowałam pyszności.
– Przez żołądek do serca, co? – może powiedziała to niepotrzebnie.
– Przestań się naigrywać. Dużo myślałam o tym, co się stało.
– Miałyśmy dużo miłych chwil – zaczęła Abi.
– Wiem, było cudownie. Jeżeli nie przeszkadza ci różnica wieku... Chyba chciałabym być z tobą.
– Chyba? Wspomniałaś o różnicy wieku, a to, że jesteśmy tej samej płci, nie jest problemem?
– Mamy XXI wiek i żyjemy w kraju o dość dużej tolerancji w tych sprawach.
– Czyli było miło i chciałabyś być ze mną. Chyba.
– Gdybyś chciała.
Abi nie chciała kopiować rozmowy z Jaretem, ale nie dostrzegła lepszego rozwiązania.
– Nie zakochałaś się we mnie. To się czuje i widzi.
– Nie, ale to jest bardzo blisko.
– Właśnie. U mnie jest tak również, ale to nie jest to, co planuje.
– Planujesz? To uczucia nie mają znaczenia?
– Źle to ujęłam. Nie żałuję chwil z tobą spędzonych i nie mówię, że to był jeden raz, jednak...
– Jednak co?
– Nie jestem lesbijką.
– Ja chyba też nie. Kochanie się z tobą udowodniło mi, że jestem biseksualna, chociaż sama się tak nie określam. Byłam podniecona na twój przyjazd i sądziłam, że spędzimy ponownie kilka godzin na kochaniu.
– To wciąż może się stać, o ile chcesz.
– Czyli chcesz się ze mną kochać, ale nie bardzo widzisz układania sobie życia ze mną?
– To nie tak, że nie bardzo widzę. Nie zrozum mnie źle. Nie obwiniam Spencera, bo nikt mnie do tego nie zmuszał, jednak nie uważam, że spędziłam dobrze życie. Nie chciałabym popełnić drugi raz błędu.
– No tak, może to jednak zauroczenie. Wspominałaś mi, że być może poznam odpowiedniego mężczyznę... Wybacz, nie chciałam zniszczyć naszych miłych chwil.
– Nie przepraszaj. Odebrałaś niewłaściwie moje zdanie i uznałaś, że się naigrywam. A tak nie było.
– Dlatego przepraszam.
– To i ja przepraszam, że to powiedziałam, o drodze przez żołądek do serca. Nie uznamy tego za sprzeczkę?
– Nie. To chyba nic złego, że chcemy siebie. Znamy już swoje ciała i możemy czerpać z tego radość i rozkosz. Później porozmawiamy o planach.
     Abigal nieco odetchnęła. Miłość to dziwna rzecz. Nie można prawie kochać. Zielonooka nie planowała traktować kochania się z Tracy jako relaksu, ale wyglądało, że tak właśnie się stanie. Nie chciała myśleć, jak Tracy przyjmie całkowitą prawdę. O Jarecie. Czy wspomni jej o Jamesie? Co do tego nie miała pewności. Wiedziała, że Kathy na razie siedziała cicho w ciemnym kącie piwnicy i nie mogła na razie niczego zmienić.
     Powoli pozwoliły, by hormony zaczęły rządzić. Abi upewniła się po raz drugi, że uprawianie seksu z kobietą daje jej nieco większą rozkosz niż z jej młodym kochankiem. Co do Tracy nie musiała się domyślać, bo blondynka co chwilę upewniała ją, że właśnie to najbardziej lubią tygrysy. ( Aluzja do stwierdzenia z książki o Puchatku).
     Przez pierwsze dwie godziny miały wiele pocałunków i tylko trochę delikatnych dotyków, w tym kilka razy bezpośrednio najbardziej wrażliwymi częściami ciała. Dwie następne godziny palce i dłonie stanowiły narzędzia do dawania rozkoszy. Tracy kupiła zabawkę, nieco mniejszą niż XXL, ale nie bawiły się nią długo. Wolały to, czym obdarowała ich natura.
Koło trzeciej, już ubrane, zaczęły rozmawiać. Tracy raczej nie spodziewała się, o czym będzie konwersacja.
– Wczoraj byłam z mężczyzną – Abi zaczęła od razu, bo chciała mieć to za sobą.
– Och! Czy to coś poważnego! – na szczęście blondynka nie wykazywała zazdrości, histerii, załamania z powodu tej informacji.
– Równie poważnego, jak z tobą.
– Nie rozumiem? Nie dałam ci wszystkiego? To znaczy, dzisiaj się lepiej starałam.
– Skarbie, nie o to chodzi. Chcę cię z kimś poznać.
– Co? Nie rozumiem! Z kim?
– Właśnie z nim.
– Dlaczego?
– Myślę, że się polubicie i to bardzo. Jest uroczy i z pewnością cię nie zawiedzie.
– A jak mi się nie spodoba albo ja jemu? – ta krótka odpowiedź Tracy przekonała ją, że na razie marzenia blondynki o wspólnym życiu odeszły w siną dal.
Poczuła z tego powodu rozluźnienie.
– Biorę to pod uwagę. Wówczas zadecydujecie za mnie, co będzie ze mną.
– Nie rozumiem. On wie o tym pomyśle?
– Aha.
Tracy patrzyła długo w szmaragdowe oczy.
– Jesteś piękna i było mi z tobą cudownie. Bardziej niż za pierwszym razem. Jestem pewna, że ty czujesz podobnie.
– Nie zaprzeczę.
– To, czego chcesz?
– Muszę sobie ułożyć życie. On jest dla mnie za młody.
– A ja? Mnie nie przeszkadza, że jesteś dwadzieścia lat starsza.
– Dwadzieścia jeden.
– Chrzanić to. Chcę cię pokochać! Jestem bliska, by się zakochać!
– To cudownie słyszeć. Nigdy bym sobie nie darowała, gdybyś mnie pokochała, a nie mogłabym być z tobą.
– Kim jest ta trzecia osoba – Tracy naprawdę nie była blondynką.
– Mój szef. On na razie nie wie o tobie ani Jarecie.
– Jesteś pewna, że to ten właściwy?
– Tak. Jesteś bardzo mądrą osobą, Tracy. Niczego nie żałuję i moje uczucie do ciebie jest większe niż twoje do mnie. Z Jaretem stało się żywiołowo. Znaczy pierwszy raz. Z tobą... Czułam, że mnie chcesz i ja czułam podobnie. Potem dopiero zaczęłam myśleć. Wybacz.
– Nie mam czego. Nie żałuję jednej sekundy z tobą. Wiem, że zrozumiesz, bo jesteś jak ja kobietą, ale jest mi dobrze z tobą nie tylko, kiedy się kochamy. Lubię z tobą jeść, rozmawiać. Nie spałyśmy w nocy, ale to też bym lubiła. Spacer, kino. Powiedz, że ty nie czujesz podobnie!
– Czuję, dlatego wynegocjuje z Jamesem pewne sprawy. O ile ty i Jaret się zgodzicie.
Tracy po raz kolejny zabłysła inteligencją.
– Będę z Jaretem a ty z Jamesem, ale poprosisz, byśmy mogły czasem się spotykać?
Abi była naprawdę zdziwiona, że Tracy już w ciemno zaakceptowała jej młodego kochanka.
– Właśnie. Nie wiem, jaka będzie jego odpowiedź.
Poczuła wibracje swojej komórki.
– Ciekawe kto to może być? – powiedziała, bo Tracy też usłyszała jej komórkę.
– Porucznik, mój znajomy – oznajmiła. – Mogę porozmawiać z nim chwilkę?
– Jasne – Tracy nie była zła w najmniejszym stopniu.
Abigal połączyła się z ostatnim numerem na liście.
– Porucznik Starfish, słucham – pewnie nie spojrzał, kto dzwoni.
– Dzwoniłeś przed sekundą, Chris. Nie zdążyłam.
– Nie zostawiłem wiadomości, sądząc, że zadzwonisz.
– Jestem. Chciałeś się spotkać na kawie – patrzyła na śliczną buzię Tracy i powiedziała to nieco zalotnie.
– To zawsze możemy zrobić. Mam pewną informację.
– Pewną w sensie sprawdzoną, czy po prostu informację? – dalej jej głos sygnalizował, jakby chciała poflirtować.
Robiła to tylko w jednym celu. Jak zareaguje jej młoda kochanka. Tracy chyba starała się, by nic nie pokazać.
– Chodzi o twojego męża, byłego męża.
– Co jeszcze ten kłamca nabroił? – zaczęła być poważna.
– Wiesz, sprawdzaliśmy wszystkie powody. Rozmowa z rektorem dużo rozjaśniła. Dowiedziałaś się, prawda?
– Tak. Do końca udawał, że jest niewinny. Dałam mu szanse się przyznać.
– Tak, rozumiem. Znalazłem coś, lecz pewnie wiesz. On był bezpłodny. Próbował się leczyć, ale zakończył to dekadę temu.
– Co! – ciśnienie u Abi gwałtownie się podniosło.
– Czyli nie wiedziałaś? – teraz Starfish z pewnością się zdziwił.
– Ten sukinsyn powiedział, że robił badania i z nim wszystko w porządku. A ja głupia uwierzyłam. Mam dość regularne okresy, ale sprawdzałam, że to nie wyklucza niepłodności. Nigdy nie zakładał kondona. Mógł mnie skurwiel zarazić lub jedną ze swoich kochanek.
– Cholera, przykro mi – odebrała, że Chris naprawdę jest zasmucony.
– Dobrze, że się zabił, bo bym sama go ukatrupiła – powiedziała ze złością.
– Chyba lepiej skończę. Daj znać, kiedy będziesz chciała naprawdę spotkać się na kawie czy może miała ochotę wypić coś mocniejszego w moim towarzystwie.
Przerwał połączenie.
Tracy na nią patrzyła bardzo uważnie.
– Zrozumiałam, że cię oszukał. Być może jesteś płodna.
– Z pewnością jestem idiotką. Kretynką! To nie jest trudne sprawdzić płodność.
– To tego tanga potrzeba dwojga, a ty tańczyłaś solo.
– Prawda. Ostatnio zabawiłam się z Jaretem i mam właśnie środek cyklu.
– Czy ta wiadomość zepsuła nam dzień? – Tracy usiadła obok na kanapie, na której Abigal usiadła z wrażenia.
Siedziała za nią i tuliła do swoich piersi.
– Nie aż tak bardzo. Widzisz, jaka jestem. Nie wiem, czego jeszcze się dowiem o Spencerze Carterze, ale nie pozwolę mu, żeby mi niszczył więcej mojego teraźniejszego i przyszłego czasu. Straconego nie wrócę.
– Znamy się krótko, ale od początku jesteś mi bliska. Bardzo bliska.
Szatynka nie widziała jej oczu, a blondynka jej. Poczuła, że jednak dla Tracy nie była tylko obiektem seksualnych rozkoszy.
,,Serca nie oszukasz” – pomyślała.
Nie miała na myśli serca istoty, która ją tuliła.
Wiedziała, że ma problem. Podwójny a może potrójny. Musiała natychmiast coś postanowić.
Wysunęła się z jej ramion i odwróciła.
– Mam kłopot – patrzyła prosto w błękity.
Tracy po raz kolejny wykazała mądrość i spostrzegawczość.
– Czyli martwiłaś się, czy nie jestem zakochana, a sama wpadłaś?
– To nie tak – poczuła dłoń blondynki na policzku.
– Może i masz racje. Jesteś starsza i bardziej doświadczona we wszystkim, bo uczymy się przez czas. Powiem ci, co ja myślę. Z Jaretem po prostu odkryłaś, że możesz być dla kogoś atrakcyjna. Ze mną, że jest coś większego niż sama rozkosz. Prawda?
– Nie wiem. Moja praca wskazuje, jaka jestem. Być może przez to jestem nieszczęśliwa, że nie pozwalam uczuciu, które zaczęło rozkwitać, zabłysnąć. Żyjemy w kraju i w wieku, kiedy nikt specjalnie by nam nie robił problemów, ale coś mi szepcze, że to nie jest najlepsza droga dla nas wszystkich.
– Chodzi ci o ludzi?
– Nie. O tych, którzy obecnie mnie otaczają. Ty, Jaret i James. Zrobię wszystko, by żadne z was nie cierpiało.
– A ty? Tobie się nie należy nic od życia?
– Postaram się to dostać, skarbie – delikatnie pocałował usta Tracy.
Po kilku minutach znowu były blisko, tym razem prawie dwie godziny. Tracy wyraźnie czegoś chciała i poczyniła ku temu postępy. Jednak jeszcze nieco brakowało. Ponownie się umyły i ubrały.
Nie rozmawiały podczas dawania sobie rozkoszy o tych ważniejszych sprawach, dlatego blondynka uznał, że może powrócić, bo nurtowało ją szczególnie jedno stwierdzenie.
– Co miałaś na myśli, mówiąc: Postaram się to dostać? Rozumiem, że nie idziesz za głosem serca, tylko rozsądku, ale nie chcesz pozbyć się uczucia.
– Tak. Powiem ci wszystko, jeśli się uda. Mamy jedną rzecz do sprawdzenia.
Tracy z pewnością nie była blondynką. Wręcz przeciwnie, pewnie można by ją uznać za osobę obdarzoną sporą inteligencją.
– Czy się sobie spodobamy, prawda? Nie wiem, co on czuje, ale ja mam do ciebie duże uczucie.
– Wiem, ale w tej materii centymetr czasem znaczy tysiąc mil. Gdybym pokochała ciebie lub ty mnie, nie próbowałabym was połączyć.
– Masz racje. Albo się kogoś kocha, albo nie. Nie można kogoś prawie kochać.
– Nie można. Tylko że ja tak czuję – spojrzała w błękity po raz setny.
– Kłamczucha – Tracy dotknęła czubek nosa swojej kochanki.
Siedziały kilka minut, tylko na siebie patrząc.
– Czyli jaki masz plan? Gdzie się mamy poznać?
– Chyba w miejscu, którego nie lubię.
– W twoim domu?
– Nigdy nie myślałaś o pracy w policji? Sądzę, że Sherlock Holmes by miał o tobie dobre mniemanie.
– Przesadzasz, wyciągam tylko logiczne wnioski.
– Tak, tak. Najlepiej nie czekać.
– Czyli jutro? Może o szóstej? Mam zajęcia do trzeciej. Wytypowali mnie, bym prowadziła klasę z mechaniki pojazdów. Za tydzień mają kogoś dać. Na szczęście semestr się niedługo kończy. Większość, która nie wie, żałowała twojego męża i ciebie.
– I niech tak zostanie. W końcu są gorsze zbrodnie.
     Pożegnały się za godzinę. Abi była kobietą konkretną i zadzwoniła do Jareta. Podała mu adres. Robił wrażenie, że jest we wszystkim posłuszny. Pozostawało najważniejsze. Jakie będzie wzajemne wrażenie. W takich sprawach nie można zrobić czegoś dla kogoś i Abigal dokładnie o tym wiedziała.
Ku zaskoczeniu wszystkich pojawiła się w pracy następnego dnia i wykonywała wszystko, jakby nic się nie stało. Paul przedstawił propozycje Jamesowi i ten wstępnie zaakceptował. Liczyło się to z kosztami i musiał to jeszcze raz obliczyć, czy ryzyko nie jest zbyt duże. Zdanie Rafaela liczyło się najmniej.
Przed samym końcem pracy Paul zapukał do jej gabinetu. Domyśliła się celu wizyty.
– Siadaj – wskazała drugi fotel.
– Powiem, co czuję – odezwała się pierwszy – moja córka cię uwielbia.
– Nie za bardzo rozumiem, dlaczego – powiedziała niepewnie.
– Jest chyba jeszcze druga sprawa – Paul wyraźnie miał problem z nazwaniem rzeczy po imieniu.
Abigal czekała, co powie. Czy zacznie tekst: Nie zrób jej krzywdy lub nie wiem jak Madison to zniesie. Okazała się, że chyba nie znała do końca swojego przyjaciela z pracy.
– Wierzę, że postąpisz właściwie. Nie mogę decydować ani za córkę, ani za ciebie.  
– Paul, o czym ty mówisz! Pewnie doznała zauroczenia z powodów mi nieznanych.
– Znam swoje dziecko. Jest najmłodsza, ale najmądrzejsza. Nie ma życiowego doświadczenia, ale sądzę, że jest nie tylko mądrzejsza od Martina i Rosmund, ale pewnie i ode mnie i żony. Jeśli czegoś zapragnie, poruszy niebo i ziemię. Czasem i piekło.
– Nie musisz się martwić.
– Nie o to chodzi. Wiem, co czujesz.
– Wiesz?
– Nie za bardzo rozumiem, jak to wiem, ale moja Kathy ma jednak szanse.
– Paul!
– Moja żona też jest tobą zachwycona, na szczęście nie w takim stopniu jak Kathy.
– Bardzo mi miło, chociaż nie wiem dlaczego. Co miało znaczyć twoje zdanie: córka ma jednak szanse?
– Tu raczej chodzi tylko o Kathy. Ja mylę się często, Madison rzadko, Kathy nigdy. Gdyby nie widziała szansy, nawet by nie zaczynała.
– Paul, nastąpiło jakieś nieporozumienie. Kathy jest ładna i mądra. Bystra. Ja nie jestem nią zainteresowana w najmniejszym stopniu, już nie wspomnę, że jest córką mojego przyjaciela z pracy, którego cenię za serce.
– To lepiej. Powiedziałem ci to, tylko byś wiedziała.
– Powiedziłeś, że poruszy niebo i ziemię i to jest w porządku, ale dodałeś jeszcze piekło. Zdolna jest do oszustwa, szantażu? Manipuluje ludźmi? Nie wygląda na taką.
– Och nie! To dobra osoba. Co do ciebie... Jesteś całkowicie heteroseksualna, więc nie rozumiem mojej córki.
– Ona też taka jest.
– Nie rozumiem, dlaczego chce twój numer komórki.
– Możesz jej go dać. Wówczas może się coś wyjaśni. Paul, muszę ci coś powiedzieć. Nie jestem aniołem, ale też nie należę do osób, które można uwieść. – Abi w tej samej chwili sobie uświadomiła, że młoda brunetka już wygrywa jeden zero.
Dostanie jej numer.
– Dobrze. Dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Jak widzisz, zachowałem całkowitą dyskrecję co do naszej poprzedniej rozmowy. Nie musiałaś dodawać: Nie ma znaczenia czy wygadasz, czy nie. Pamiętasz, prawda?
– Wybacz. Czasami unoszę się pychą. Nigdy mnie nie zawiodłeś, Paul.
– A ty mi już pomogłaś trzy razy. Szkoda, że Matt okazał się zwykłym samcem.
Abi posłała mu dłuższe spojrzenie. Naprawdę Kathy miała do niego zaufanie, skoro to wiedział.
– To bez znaczenia, może miało marginesowe. Kathy czegoś chce i dowiem się, o co chodzi. – Abi nie miała pewności, że córce Paula chodzi tylko o seks, a może wcale o tym nie myślała.
– Nie mów mi, dobrze? Przyszedłem ci powiedzieć, że ci ufam, a nie prosić, żebyś pamiętał, że ma dziewiętnaście lat i jest córką twojego kolegi z pracy.
– Przyjaciela. Powiedziałam jej, żeby sobie darowała. Właśnie dlatego.
– Nie bierz tego pod uwagę. Mogę jeszcze coś dodać? Nigdy nie rozmawialiśmy o sprawach tak osobistych.
– Możesz. Coś zaniedbałam?
– Nie. Nie chciałbym cię urazić. Chcę coś powiedzieć, a właściwie stwierdzić fakt.
– Co takiego? – Abi zaczęła się zastanawiać czy nie powiedziała czegoś niewłaściwie.
– Nie powiedziałaś, że to niemożliwe. Stwierdziłaś, że jesteś hetero i Kathy również, ale wygląda, że nie jest dla ciebie czymś obrzydliwym...
– Być z kobietą? Masz rację. To nie jest dla mnie obrzydliwe. Zapomniałeś, co powiedziałam. Ja nie jestem do zdobycia. Kathy nie ma najmniejszych szans i będzie dla niej najlepiej, jeśli jak najszybciej zapomni. Dlatego raczej nie przyjdę więcej do twojego domu, dla jej dobra.
Pokiwał ze zrozumieniem głową.
– Pójdę już – krótko ją przytulił i wyszedł.
,,A to ci historia. Nigdy bym się nie spodziewała, że Paul jest taki” – pomyślała.
Zaczęła porządkować biurko.
,,No zobaczymy mała, czego naprawdę chcesz. Chyba nie tego.”
Po kilku minutach już jechała w kierunku miejsca, które postanowiła jak najszybciej sprzedać.

     Wróciła do domu przed piątą. Nie chciała nic gotować i powiadomiła obie strony, że nic nie przygotuje. Przed szóstą zaczęła się denerwować. Pierwszy przyjechał Jaret. Dokładnie na czas. Tracy spóźniła się dziesięć minut. Pewnie zrobiła to celowo.
– To ona – powiedziała i spojrzała na bruneta.
Dopiero teraz dostrzegła, że jest nieco zdenerwowany.
– Hej, przepraszam za spóźnienie. – Tracy robiła wrażenie spokojnej.
– Zrobiłaś to specjalnie. Nie chciałaś go poznać przed drzwiami – powiedziała Abi.
– To prawda. Jest już. Dostrzegłam BMW.
Nastąpił moment prawdy.Weszły do salonu. Abigal spojrzała najpierw na Jareta. Tak! Powoli przeniosła wzrok na blondynkę.
,,Chyba jakieś dobre duszki tu maczają swoje łapki” – pomyślała, widząc twarz Tracy.
Nie zamierzała tej ważnej wiadomości trzymać dla siebie, chociaż oni już i tak wiedzieli.
– Czyli podobacie się sobie z wyglądu. Wspomniałam Tracy, że jesteś uroczy. Jej też coś tam opowiedziałam o tobie – chciała powiedzieć:panie XXL, ale tym by sporo zdradziła.
Nie miała pewności czy na blondynce zrobi to wrażenie. Miała nadzieje, że nie dzisiaj.
– Planowałam inaczej, to znaczy chciałam z wami pobyć, ale zmieniłam zdanie. Zostawiam was samych. Nie wiem, kiedy wrócę. Gdybym zabawiła dłużej, możecie zostać razem, lub jeśli nie, Tracy zamkniesz mieszkanie. Mam drugą parę kluczy.
– Nie tak miało być – blondynka zaprotestowała.
– Tak mi przyszło. Nie wiem, czy będziecie chcieli mnie jeszcze spotykać, ale jeśli chodzi o was, zapomnijcie o grach. Karty na stół. Dacie znać o wyniku. To jest oczywiście opcja, a nie przymus.
– Nie wiem jak Tracy, ale jesteś mi bliska. – Jaret jako typowy samiec nie dostrzegł, w jaki sposób blondynka patrzy na właścicielkę domu.
– Wszystko będzie dobrze, mały – delikatnie cmoknęła mu policzek.
Pomimo ich protestów Abigal wyszła. Wsiadła do Mercedesa i pojechała spotkać się z Jamesem.

     Tracy siedziała na kanapie i patrzyła na Jareta.
– No i ładnie – powiedziała.
– Czy można to uznać za grę z jej strony? – zapytał brunet.
– Znam ją krótko, ale nie podejrzewam – blondynka nie wyglądała na złą.
– Karty na stół, tak? – zapytał brunet.
– Zacznę od siebie. Abigal jest mi bliska, podobnie jak tobie. Czy ją kocham, nie wiem? Przeżyłam z nią cudowne chwile.
– Ja również, ale mówmy o nas.
– Aha. Chcesz wiedzieć, co myślę o tobie. Uważam, że jesteś przystojny. Polegając na opinii Abi, mam wierzyć, że jesteś uroczy. Nie znam cię wcale.
– Kobiety podobno odczuwają. Co myślisz o mnie?
– Nie myślę. A ty?
– Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Fizycznie, jesteś bardzo ładna.
– Jej nie chodziło o to, żebyśmy się przespali, bo to możemy zawsze zrobić.
Jaret tylko się uśmiechnął. Wyglądało, że Tracy niczego nie ukrywała i w tej kwestii.
– Faktycznie łatwo się z tobą rozmawia. Mamy dwie drogi. Możemy się poznawać.
– Czyli nie bierzesz pod uwagę, że się rozejdziemy w pokoju. Druga opcja to łóżko?
– Abi wolała wszędzie indziej – rzekł i zrobił przepraszająca minę.
– Ze mną miałyśmy wręcz przeciwnie. Cztery godziny pocałunków w różne miejsca, tylko w moim łóżku.
Ponownie, nie miała problemów opowiadać o dość intymnych doświadczeniach z Abigal.
– Miałeś sporo dziewczyn? – spojrzała mu w oczy.
– Dwie. Nie warto wspominać. Szukałem przyjaźni i szczerości.
– Rozumiem. W tym się z tobą zgadzam. Czyli w jednym jesteśmy zgodni.
– Myślę, że nie tylko w jednym. Nie mam tak głębokich odczuć, ale wydajesz się być bratnią duszą.
     Kiedy to powiedział, Tracy zaczęła o nim myśleć intensywniej. Dlaczego? W momencie, kiedy dała wyraźny sygnał, że może z nią spać, nie zaczął natychmiast robić coś w tym kierunku. Wręcz przeciwnie.
Przeżywała z Abi rozkosze i sądziła, że to się nie skończyło, ale teraz od razu, kiedy zrozumiała, że Jaret może, a jej nie bierze, momentalnie zaczęła go chcieć. Jednak brunet nadal pozostawał niezmienny.
– Możemy się przejść. Jest ładnie na dworze.
Przysunęła się bliżej.
– Chcesz porozmawiać, żeby się lepiej poznać, tak?
– Właśnie. To najłatwiejszy sposób na poznanie.
– Och! Tak sądzisz? Znam lepsze – pogładziła policzek brunetowi.
– Tracy... To zawsze możemy...
– Chcesz powiedzieć, że nie jestem dla ciebie atrakcyjna? Mówiłaś, że ci się podobam.
– Bardzo.
Diabelski pomysł przyszedł do głowy blondynki.
– Gdyby Abi i ja byłybyśmy nago, którą z nas byś wybrał pierwszą?
Jaret nie był głupi, przy tym szczery.
– Miałbym pierwszy trójkąt w życiu – posłał jej uśmiech.
– Porozmawiamy o tym z Abi – Tracy też się uśmiechnęła.
Spojrzała na niego, nieco przekręcając głowę.
– Jesteś uroczy, miała racje. Jeśli dam ci wszystko, co pragniesz, zdradzisz mnie potem? Myślę o ciele i duszy.
Jaret poczuł, że zaczyna ją bardziej lubić. Skoro o to pytała, to chyba stawiała sobie podobne warunki. Takiej dziewczyny szukał. I chyba znalazł.
– Nigdy – zaakcentował to słowo i od razu dostrzegł reakcję na jej twarzy.
Pozytywną, to mało. Tracy nie tylko w słowach pozostawała szczera, jej mina mówiła więcej niż tysiąc słów.
– Dobrze. Dziękuję za szczerą odpowiedź. Szczerze mówiąc, jestem mile zaskoczona. Może nie zaskoczona, bo już mam odczucie, jaki jesteś. Może trochę przeciągnęłam z propozycją łóżka. Masz rację, to może stać się zawsze. Nie wiem, jak odbierzesz moje słowa, ale nawet z Abi tak łatwo mi się nie rozmawiało. Nie, źle powiedziałam. Jest ci w tym równa. Chcę z tobą iść się przejść. – poczuła miłe prądy.
     Będzie a właściwie ma już chłopaka! Co nie znaczyło, że pozycja Abi uległa zmianie. Serce i ciało wiedziało swoje. Czekała z niecierpliwością kiedy wyjdą i Jaret weźmie jej dłoń w swoją. Już się właściwie znali, a przecież nawet go jeszcze nie dotknęła!

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użył 4244 słów i 24445 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Hart

    Czy u ciebie zawsze te relacje muszą być tak skomplikowane? Chociaż w tym wypadku to urocze komplikacje. Zauroczenie i miłość dzieli bardzo cienka granica czy któryś z twoich bohaterów postanowi ją przekroczyć? Może ty znasz odpowiedź?. Pozdrawiam

    1 godz. temu

  • Użytkownik Pumciak

    Namieszała Abi i zrobiło się jeszcze ciekawiej.

    10 godz. temu