Podcięte skrzydła / 8

                                                          NANCY
   Nie mogłam zasnąć i przez niemal całą noc przewracałam się z boku na bok, rozmyślając o Justinie i cudownych chwilach, których dzięki niemu doświadczyłam. Sen zmorzył mnie dopiero nad ranem, a chwilę później, jak przez szybę, usłyszałam budzik w telefonie.  
   Wyciągnęłam dłoń i po kilku próbach w końcu udało mi się go wyłączyć, a w pokoju znów zapanowała cisza. Przekręciłam się na plecy i przetarłam piekące oczy, które nie chciały się otworzyć, do tego bolała mnie głowa. Pod palcami czułam pulsujące, opuchnięte powieki. Po chwili się uniosły, a źrenice leniwie przyzwyczajały się do półmroku. Każde poruszenie gałkami ocznymi było męczarnią, a zalegający na nich sen był jak piach; tarł, powodując łzawienie.
   Najchętniej zostałabym w łóżku i przeleżała cały dzień, wykorzystując fakt, że mamy nie ma i nie będzie aż do wieczora, jednak nie mogłam tak postąpić. Raz poszłam z Hannah na wagary, a to, co czekało na mnie po powrocie do domu… Drzwi nie zdążyły dotrzeć do futryny, a na moje ciało spadł ciąg uderzeń skórzanym paskiem, który wisiał w przedpokoju. Miał mi przypominać, że zasady to zasady i nie warto ich łamać. Przed dalszym jakże „miłym” przywitaniem uratował mnie telefon. Jego dzwonek był wybawieniem, ponieważ mama zawsze odbierała, nawet w godzinach wieczornych. „Każdy pacjent to pieniądze i nie można pozwolić, aby poszedł do kogoś innego”, powtarzała do znudzenia.
   Wolnym krokiem udałam się do łazienki i spojrzałam w lustro. To, co się w nim odzwierciedlało, nie wyglądało ciekawie. Przekrwione białka, sine wory pod oczami i wytrzeszcz wyłaniający się spod opuchlizny nasuwał tylko jeden obraz; zombie. Sięgnęłam po krople do wiszącej nad lustrem szafki. Jedynie one mogły uratować mój fatalny wygląd i zamaskować skutki nieprzespanej nocy. Zakropiłam, wzięłam chłodny prysznic, a następnie ubrana w beżową bluzę i czarne legginsy, weszłam do kuchni, gdzie promienie słońca tańczyły po meblach i stole.  
   Po kilku minutach delektowałam się płatkami owsianymi z mlekiem, a powieki nie były już tak ciężkie. Wstałam, odłożyłam miseczkę do zlewu i w locie wrzuciłam do plecaka kanapki, które przygotowałam wieczorem. Zawsze robiłam je na zapas, bo rano różnie bywało z czasem i z tym, którą nogą wstała mama. Zegar na ścianie wskazywał godzinę siódmą piętnaście. Postanowiłam, że pojadę wcześniejszym autobusem i zaciągnę Hannah do samotni. Ona spojrzy na sytuację z Justinem rozsądnie i zapewne szczerze powie, co o tym wszystkim sądzi. Nie myślałam trzeźwo, bo nie ukrywając, strasznie mi się podobał, a to, co ze mną robił…
   Zarzuciłam plecak na ramię i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle rozległ się chrzęst i zgrzyt. Stanęły otworem, a chłodny wiatr wdarł się do środka, lecz to nie on sprawił, że moje ciało pokryła gęsia skórka.  
   – Mama?
   – Ty niewdzięczna dziewucho! Już ja ci pokażę, gdzie raki zimują! – Odgłos plaśnięcia rozszedł się po przedpokoju.  
   Zamarłam, a rwący ból w policzku nasilił się, gdy jej dłoń uderzyła go po raz drugi.  
   – Tak cię wychowałam? Teraz rozumiem, dlaczego masz takie słabe oceny. Dorosłości ci się zachciało? – warknęła, szarpiąc mnie za ramiona i popychając na ścianę.  
   – Przestań! – wykrzyczałam i nie wiem, jak udało mi się wyswobodzić spod jej furii i schronić w łazience. Ręce mi drżały, ale zdążyłam przekręcić klucz, zanim zacisnęła palce na klamce.  
   – Otwieraj! Co z ciebie za córka? Od obcych ludzi dowiaduję się, że obściskujesz się po kątach, na dodatek z jakimś bandziorem. Już ja ci wybije z głowy chłopaków i to, co z nimi robisz, gdy ja ciężko pracuję na chleb.  
   Usiadłam na toalecie, zatkałam uszy i spuściłam głowę. Kiwaniem się i mruczeniem pod nosem zagłuszałam jej wrzaski i walenie w drzwi. Im głośniej się dobijała, tym trudniej było mi zaczerpnąć tchu. Od miesiąca był spokój, a teraz znów rzuciła się na mnie z rękami. Jedyne, co mi się nasunęło, to to, że ktoś widział mnie z Justinem pod sklepem i doniósł. Nawet domyślałam się, kto. Pani Taylor, wścibska sąsiadka, która minęła się z powołaniem. Zamiast sprzedawać w markecie, powinna pracować dla służb specjalnych, bo nic nie umykało jej uwadze, a grono oddanych przyjaciółek, którymi się otaczała, miało oczy wokół głowy.
   – Masz szczęście, że muszę iść do pracy, bo inaczej spędziłabyś dzisiejszy dzień w łazience bez jedzenia i picia. Jeszcze tego brakowało, żebym któregoś dnia odkryła, że jesteś w ciąży. Tak tego nie zostawię i wyciągnę konsekwencje z twojego zachowania. I nie waż się iść do szkoły, rozumiesz? Wyglądasz, jakbyś się puszczała całą noc, i pewne tak było.  
   Nastała cisza. Kroki oddalały się i były coraz cichsze. Odetchnęłam z ulgą, przykładając ucho do drzwi. Serce czułam aż w gardle. Spocone dłonie wsparłam na podłodze i, oddychając szybko, zaczęłam nasłuchiwać. Sekundy, minuty… Drzwi wejściowe strzeliły z impetem, a nagromadzone we mnie ciśnienie znalazło ujście w łzach, obficie spływających po policzkach i wsiąkających w rękawy.  
   Zapragnęłam przestać oddychać. Po prostu zapaść się pod ziemię. Zniknąć i przenieść się gdzieś, gdzie będzie jedynie cisza i ja pod postacią ameby, aby nie musieć myśleć i przeżywać koszmaru dnia codziennego.  
                                                               ***
   Dzisiejsza jazda autobusem była zupełnie inna niż zazwyczaj. Mój wzrok nie śledził krajobrazu za szybą, lecz był wpatrzony w telefon, na który zerkałam spod obfitego kaptura nasuniętego na głowę. Dodatkowo spora liczba włosów specjalnie opadała na twarz, aby nikt nie dostrzegł czerwonego policzka, którego nie udało mi się ukryć pod toną pudru i podkładu. Ból rwał niemiłosiernie, przypominając o porannym incydencie.  
   Tak się zamyśliłam, rozważając, jak zostanę ukarana przez matkę, że gdy komórka zawibrowała, wzdrygnęłam się, mało nie wypuszczając jej z dłoni. Spodziewałam się odpowiedzi od Hannah, którą prosiłam, aby około ósmej przyszła na tyły szkoły, gdzie znajdował się mały zielnik, a pośrodku niego fontanna i ławka tuż pod rozłożystym klonem. Jednak na ekranie wyświetlił się niezapisany numer z wiadomością.  
   […] 5667: Cześć, piękna! Jak ci minęła noc? Czy chociaż raz o mnie pomyślałaś?  
   Poczułam motyle w brzuchu, a uśmiech sam cisnął się na usta. Miałam tak wielką ochotę odpisać, że aż serce mnie zakłuło, gdy musiałam to zignorować, bacząc na sytuację, w której się znajdowałam. Nie mogłam pozwolić, żeby Justin zaglądał do mojego świata i się w nim zakorzeniał. Jak jednak to zrobić, skoro był uparty i nie wyglądało na to, że zamierzał odpuścić?  
   Przerażała mnie wizja związku, zwłaszcza za plecami matki, a sama myśl o tym odbierała tlen, o który z dnia na dzień coraz trudniej było mi walczyć. Choć byłoby to najcudowniejsze zdarzenie, jakie los mógłby wpleść w moje szare życie, nie byłoby warte ceny, którą przyszłoby mi za to zapłacić. Poza tym jego intencje wydawały mi się nieszczere, pomimo zapewnień, którymi mnie zarzucił.
   Westchnęłam i nie zastanawiając się, usunęłam SMS-a. Zanim ekran zgasł, przyszedł kolejny.  
   […] 5667: Co robisz po szkole? Dasz się wyciągnąć na spacer?
   Wykasowałam wiadomość zaraz po odczytaniu, podejrzewając, że milczenie jedynie podjudzi ogień. Jednak nie miałam wyjścia. Lepsze to, niż stanąć przed nim i po godzinie dukania wyrzucić w końcu, że mam potworną matkę i nie mam życia, poza tym, które ona dla mnie maluje.  
   Autobusem szarpnęło, gdy kierowca nacisnął hamulec, ustępując miejsca wariatowi pchającemu się na trzeciego. To musiał być znak, bo inaczej, przegapiłabym przystanek widniejący w oddali. Wstałam, schowałam telefon do kieszeni i po chwili napawałam się promieniami słońca przebijającymi się przez mglisty obłok okalający gwiazdę.  
   Ruszyłam chodnikiem, mijając pędzących w tę i z powrotem ludzi. Gdy postawiłam stopy na tyłach szkoły, omiotłam wzrokiem okolicę, poszukując Hannah. Siedziała na oparciu ławki, z twarzą wyciągniętą ku słońcu, a jej stopy poruszały się w rytm muzyki słuchanej przez słuchawki. Uśmiechnęła się na mój widok, jednak kąciki jej warg szybko opadły, a oczy powiększyły się, taksując moją ponurą twarz.
   – Ja pierdolę! Znowu! Pokaż to. – Poderwała się i z bliska oglądała to, czego nie zakrywał makijaż, delikatnie sunąc opuszkami po pulsującym policzku.  
   – Hannah… – wydusiłam, wtulając się w nią.
   – Najwyższy czas, aby to zgłosić, i nie chcę słuchać, że nie. Któregoś dnia ta jędza wpadnie w taki szał, że może się to dla ciebie źle skończyć. Życie ucieka ci przez palce i nic z niego nie masz poza wyzwiskami i bólem. Nancy, idziemy. – Odsunęła mnie od siebie i zaczęła ciągnąć za rękę.
   – Nie! – oznajmiłam stanowczo, karcąc ją wzrokiem, aby się nie nakręcała. – Wytrzymałam tyle, wytrzymam jeszcze. Skończę szkołę i wtedy rozważę opcję opuszczenia domu. Dużo nocy zarwałam, zagłębiając się w temat, i wiem, że lepiej się nie wychylać, bo mogę trafić jeszcze gorzej. Swoje piekło znam i wiem, jak w nim się poruszać. Nie spieszy mi się wskakiwać do innego, okrytego tajemnicą i nową porcją zasad. Nie patrz tak i nie naciskaj.  
   – Nie powiem, że cię rozumiem, bo nie rozumiem, ale to tylko dlatego, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie w twoim położeniu. To mi się w głowie nie mieści, a mózg krzyczy, żebym coś w tej sprawie zrobiła. Rozmawiałam z mamą i ona…
   – Co?!  
   Dobrze usłyszałam, ale docierało to do mnie powoli, a im wyraźniej się klarowało, tym mocniej odczuwałam wściekłość, która pokonała zakręt, wyłaniając się na ostatnią prostą. Przyjaciółka, za którą skoczyłabym w ogień, zdradziła tajemnicę, której strzegłam niczym Cerber wejścia do Tartaru.  
   – Nancy, spokojnie. Nie wymieniłam cię z imienia i nazwiska. Ogólnie nakreśliłam sytuację, ciekawa jej opinii. Znam mamę i mogę przysiąc, że zachowa to dla siebie. Ta tajemnica mnie dusi, rozumiesz? Gdybym mogła przynajmniej zwierzyć się Aaronowi, ale tego sobie nie życzyłaś. Bezsilność i codzienność, kiedy patrzę w twoje smutne oczy, pchnęły mnie do tego. – Położyła ręce na moich ramionach, ale na spokój było już za późno. Nie dopuszczałam do siebie jej tłumaczeń. Coś we mnie pękło, torując drogę amokowi, który zjadał mnie od środka. Cofnęłam się i wyrzuciłam z siebie:
   – Jak mogłaś?! Obiecałaś! Zaufałam ci, a ty…! Jeśli to wyjdzie na jaw i ktoś zapuka do moich drzwi, poddając mnie i matkę osądowi, nigdy ci tego nie wybaczę! Prosiłam, abyś się nie wychylała!
   Wściekłość to mało powiedziane, by opisać to, co mną zawładnęło.  
   – Nic takiego nie będzie miało miejsca. Przepraszam, teraz wiem, że to było głupie. Nancy, nie patrz na mnie jak na wroga. Nancy…?    
   – Rozczarowałaś mnie i najlepiej będzie, jak sobie pójdziesz.  
   – Nigdy! Złościsz się na zapas. Nawaliłam, wiem, jednak wiedz, że nie zostawię cię samej. Po coś mnie tutaj ściągnęłaś i nie odejdę, dopóki nie dowiem się, po co.  
   Telefon, który miałam w kieszeni, zadzwonił, całkowicie wytrącając mnie z równowagi. Podejrzewałam, że to matka i pewnie chciała się upewnić, czy zostałam w domu. Kiedy dzwonek rozbrzmiał po raz drugi, wyszarpnęłam komórkę z kieszeni. Widząc numer Justina, postanowiłam odebrać. Lepszej okazji na to, abym się jasno i dobitnie wysłowiła, nie będzie.
   – Piękna…?
   – Przestań do mnie dzwonić i pisać! Nie życzę sobie, żebyś stawał na mojej drodze i się mną bawił. Zapomnij o mnie i daj mi święty spokój, do cholery – wyrzuciłam z siebie jednym tchem, przerywając połączenie i siadając ciężko na ławce. Gniew to zły doradca i już po sekundzie ubolewałam nad każdym słowem, które opuściło moje usta.  Rozsypałam się na milion kawałków, żałując, że istnieję i zabieram tlen tym, którzy na niego zasługują.
   Hannah otworzyła szeroko usta. Po raz pierwszy w życiu ją zatkało. Usiadła obok mnie, obserwując, jak powstrzymuję łzy cisnące się do oczu, a telefon ściskam tak mocno, że aż mi kostki zbielały. Kiedy zawibrował, nawet na niego nie spojrzałam, domyślając się, kto do mnie napisał.
   – Co to było?  
   – Nic!
   – Jak to nic! Mów, co się dzieje i o co tutaj chodzi? Powiedzieć, że jestem w szoku, to mało powiedziane. Nancy, kogo tak zrugałaś i dlaczego ignorujesz wiadomość, którą dostałaś? – zapytała, wlepiając we mnie swój wścibski wzrok spod zmarszczonych brwi.
   Długo milczałam, patrząc na nierówny chodnik. Hannah wpatrywała się we mnie.  
   – Nancy! – Zacisnęła dłoń na moim przedramieniu, robiąc oczy jak kot ze „Shreka”.
   Musiałam to z siebie wyrzucić, więc opowiedziałam jej o wczorajszym zajściu spod sklepu, i o spoliczkowaniu przez matkę, kończąc słowami:
   – Justin zaproponował mi związek. Chciałam to z tobą przedyskutować, ale jak sama słyszałaś, już nie ma tematu, jednak…
   – Zanim otwarcie przyznasz się, że jesteś nim zauroczona, pozwól, że coś ci powiem.  
   Zwróciłam twarz w jej stronę. Zaintrygował mnie jej spokój i fakt, że nie nawrzeszczała na mnie, kategorycznie wybijając mi Justina z głowy, wyciągając z rękawa argumenty typu: on się tobą bawi, a ty łykasz piękne słowa jak pelikan ryby i tym podobne.
   – Zasięgnęłam języka i okazało się, że on spotyka się z Amber Davies. Sarah jest z nią blisko i nawet nie musiałam się specjalnie starać, żeby zaczęła mówić. Wiesz, co to dla ciebie oznacza, prawda?
   – Mówił, że nikogo nie ma.
   – Kłamał – oznajmiła bezpośrednio, dodając: – Ten cały Justin ma wobec ciebie jakiś plan i realizuje go powoli, naśmiewając się z ciebie za twoimi plecami. Nie zdziwię się, jeśli Amber macza w tym palce. To, że przestała cię popychać, wyśmiewać i ubliżać, nie oznacza, że o tobie zapomniała. A jeśli nawet nic o tym nie wie, to kiedy się dowie, rozpęta piekło. Tak więc zejdź na ziemię, przemyj oczy lodowatą wodą i odzyskaj rozum, który ci się gdzieś zapodział.
   – Masz rację. – Wsunęłam kosmyk włosów do ust i przygryzłam go wraz z palcem; zabolało.
   Zamknęłam oczy, przywołując oblicze Amber, a następnie postawiłam swoje lustrzane odbicie obok niej. Widziałam wyraźny kontrast, dochodząc do wniosku, że Hannah wie, co mówi. Nie dorastałam Amber do pięt, więc chłopak taki jak Justin na pewno nie zainteresowałby się mną sam z siebie, bez ukrytego podtekstu. Prawda bolała, ale lepiej ją znać, niż snuć utęsknione wizje miłości i bliskości. Serce jeszcze nie zaczęło bić w rytm tego wszystkiego i nie zacznie, bo mu na to nie pozwolę. Dokładanie cierni do tych, które już mnie okalają, nie było mi do niczego potrzebne.
   – Zapomnij o tym narwańcu. Wiem, że jest przystojny, ale poza tym nie reprezentuje sobą niczego dobrego. Wysypie się z tą intrygą szybciej, niż myślisz. – Objęła mnie ramieniem.
   – Cieszę się, że cię mam, chociaż podniosłaś mi ciśnienie tą rozmową z mamą. Niemniej rozumiesz mnie i potrafisz wyrwać umysł z obłoków. – Uśmiechnęłam się, czując, jak spada z moich barków paręnaście kilogramów balastu.  
   – Jeszcze raz przepraszam.  
   Mój telefon zawibrował. Prędzej czy później i tak bym do niego zajrzała, a wzrok zawisłby na wiadomościach. Odblokowałam więc ekran i kliknęłam, rozwijając treść.
   […] 5667: Dlaczego nie odpisałaś? A poniżej: Nie wiem, o co ci chodzi, ale się dowiem, kiedy ochłonę i przyswoję to, co powiedziałaś. Nie wyrzucisz mnie ze swojego życia, bo chcę w nim być.
   – Co jest?  
   – Czytaj. – Podałam jej komórkę, nabierając głęboko powietrza do płuc.
   – On się na ciebie zawziął i nie odpuści. Nie wiem, co mam ci powiedzieć i co z tym fantem zrobić. Też muszę to przetrawić i pomyśleć. Jedyne, co mogę na szybko poradzić, to odpisz mu cokolwiek.
   – Odpisać? Przed chwilą mówiłaś, żebym go olała.
   Nic już z tego nie rozumiałam.  
   – Jeśli będziesz milczeć, on się do ciebie pofatyguje, a wtedy będzie gorzej. Sama mówiłaś, że jest upierdliwy i osiąga wyznaczony cel. Coś mi przyszło do głowy.  
   – Co chcesz zrobić? – spytałam, a serce zaczęło tłuc się w piersi.
   – Nic złego. Poszło. Zmieńmy temat, bo powietrze wokół nas jest tak gęste, że jeszcze chwila, a zacznie nas osaczać i dusić. Rozchmurz się, wszystko się ułoży.  
   – Po tym, co napisałaś, to nie dość, że się wkurzy, to na bank go niebawem zobaczę.  
   – O to chodzi. Wymyślę coś, żeby się od ciebie odczepił, a teraz porozmawiajmy o jutrzejszej imprezie. – Skrzyżowała ręce na piersi, szeroko się uśmiechając.
   – Po dzisiejszym mama mnie do ciebie nie puści. – Wyjęłam z plecaka butelkę soku i zwilżyłam gardło, podając ją Hannah, ale pokręciła głową, odmawiając.  
   – Tego nie wiesz. Jej zawsze coś się nie podoba. Na ostatnie nocowanie poszłaś bez problemu, a poranek był ciężki i zostawił ślad – stwierdziła, związując rozwiewane przez wiatr włosy w ciasny kucyk.
   – Wtedy chodziło o oceny. Tym razem sytuacja jest bardziej skomplikowana i naprawdę się wściekła.
   Odruchowo spojrzałam na swoją prawą dłoń. Nie wiedziałam, czy to był wypadek, czy matka specjalnie zatrzasnęła drzwi lodówki, gdy sięgałam po jogurt, co skończyło się mocnym stłuczeniem. Najbardziej ucierpiał pierwszy palec, który często drętwiał i odchylał się od reszty.
   – Po południu do niej napiszę, przypominając, że nocujesz u mnie. Jeśli odpowie, że nie, przełożymy wypad. Chociaż byłoby szkoda, bo mam dla ciebie niespodziankę.
   – Jeśli zamierzasz mnie z kimś poznać, zapomnij. – Przewróciłam oczami i popukałam się w czoło.  
   – Nie w tym sensie… – Przerwała, szukając słów, co w jej przypadku wymagało burzy mózgu. – Chodzi o to, żebyś się nie nudziła. Ja, Aaron, impreza. Jesteśmy praktycznie jak papużki nierozłączki, więc wiadomo, że będę miała dla ciebie mało czasu. Hank to miły chłopak i na pewno znajdziecie wspólny język. On jest cichy i równie nieśmiały jak ty.  
   Uniosłam kąciki ust. Uśmiech nie był szczery ani radosny. Był nijaki, jak wszystko, co według Hannah miało mi pomóc się zrelaksować. Ciekawość spała i nic, co dotyczyło jego osoby, mnie nie interesowało. Dwa ponuraki obok siebie rzucający zdanie na godzinę, a może i rzadziej. Mój uśmiech się pogłębił, ponieważ rozbawiła mnie ta wizja.  
   – Cholera, jak ten czas leci. Za chwilę historia, na której muszę być – przyznała, wpatrując się w ekran telefonu.
   – Też bym wolała napisać sprawdzian, niż odpowiadać, ale nie można mieć wszystkiego. Leć i zajrzyj do mnie po szkole.
   – Nie da rady. Umówiłam się z Aaronem. Wzięłaś sukienkę? – Puściła oczko, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu po odczytaniu wiadomości.
   – Tak, ale nie czuję się w niej komfortowo, patrząc na swoje odbicie w lustrze.
   – Przestań! Wyglądałaś bombowo i nie chcę nic więcej słyszeć. Daj to cudo. Mama obiecała, że ją zwęzi w zaznaczonych przez nas miejscach. – Wyszarpnęła mi plecak z dłoni i sama ją sobie wzięła, przekładając do swojego. Wstała, pomachała i biegiem ruszyła w kierunku drzwi wejściowych do szkoły.  
   Ja również się podniosłam i poszłam na przystanek autobusowy. Po przekroczeniu progu domu zamierzałam iść spać i wyłączyć myślenie aż do wieczora.
                                                          AIDEN
   Myślałem, że umrę, słuchając piskliwego głosu nauczycielki geografii. Nieustannie wałkowała temat klimatu w Anglii i ukształtowania terenu. Wzniosłem głowę z miną znudzonego mopsa, po czym westchnąłem, rozglądając się wśród uczniów. Prawie wszyscy ziewali, błądząc wzrokiem po ścianach lub wyglądając przez okno, marząc, by w końcu rozbrzmiał ten wyczekiwany dzwonek.
   Zerknąłem na telefon leżący pod książką, nie dowierzając, że minęło zaledwie pięć minut. Korzystając z tego, że siedziałem w ostatniej ławce, zacząłem przeglądać media społecznościowe, ale znudziło mnie to szybciej niż beznadziejny monolog nauczycielki. Wsadziłem komórkę do kieszeni, wsparłem ciężką głowę na dłoniach, zamknąłem oczy i przeniosłem się w świat komiksu, nad którym pracowałem, obmyślając zadanie dla swojego bohatera, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
   – Proszę – powiedziała nauczycielka, a ja, unosząc powieki, z zaciekawieniem obserwowałem bladą twarz Amber zaglądającą do środka. Wyglądała na przejętą i zanim zdążyła coś powiedzieć, przechwyciłem jej spłoszony wzrok, który wodził dookoła.
   – Dyrektor poprosił, aby Aiden Stevenson niezwłocznie przyszedł do jego gabinetu – oznajmiła głosem, który mnie zaskoczył. Był grzeczny i nader cichy jak na jej piaszczystą i często warkliwą barwę.  
   – I ciebie o to poprosił? – Nauczycielka zmierzyła ją spod okularów, poprawiając wsuwkę we włosach.
   – Akurat wychodziłam z toalety, kiedy go spotkałam. Jeśli mi pani nie wierzy, proszę pójść i sama spytać.
   – Nie trzeba. Zmykaj. Ty, Aidenie, spakuj się i idź, niech dyrektor nie czeka.
   „Czego może ode mnie chcieć?” – pomyślałem, drapiąc się w głowę. Jednym ruchem dłoni zgarnąłem książki z ławki do plecaka – nie obyło się bez pudła. Zeszyt spadł na podłogę. Gdy się po niego schyliłem, szarpiąc się z zamkiem w plecaku, źle wymierzyłem odległość i podczas prostowania się otarłem ramieniem o kant ławki. Przekląłem pod nosem i z naburmuszoną miną opuściłem klasę, o mało co nie wpadając na Amber.
   – Aiden, musimy porozmawiać. To ważne. – Pochwyciła mnie za dłoń, ciągnąc w stronę końca korytarza.
   – Zwolnij, pali się czy co?
   – Można tak powiedzieć. Olivier do mnie napisał. Pamiętasz, jak mówił, że podjedzie do tego laboranta i go wypyta? – mówiła szybko, a schody, które pokonywaliśmy, niknęły w oczach.
   – Tak, a co? – zdążyłem zapytać, nim wepchnęła mnie do męskiej toalety i zaczęła sprawdzać kabiny.
   – Pusto. Słuchaj. – Oparła dłonie na moim szybko pracującym torsie i spojrzała głęboko w oczy. – Był u niego dzisiaj rano, przed pracą. Pukał, nikt nie otworzył. Dzwonił, telefon wyłączony. Postał chwilę i już miał iść, kiedy pojawił się jakiś facet z psem. Zagadnął go i okazało się, że wczoraj wieczorem dwóch mężczyzn wywlekło laboranta z domu w samych slipach, wrzuciło go do samochodu i odjechali.
   – Napisał coś więcej? Jak wyglądali, jaka marka i kolor samochodu?
   – Dopytał o szczegóły, ale opis podany przez faceta nie pasował do nikogo, kogo kojarzyłby z widzenia. Samochód był czarny, marka nieznana. Aiden, to Ken! On mnie zabije! – zaczęła panikować i drżeć. Przytuliłem ją, nie wiedząc, co odpowiedzieć.  
   Rozważałem różne warianty i tylko ten z Kenem wydawał się realny. Minęło ponad pół roku i nikt nie tknął laboranta.
   – Musisz powiedzieć prawdę. Ta bajka o tym, że zaszłaś z Olivierem w ciążę i ze strachu przed bratem opłaciłaś lekarkę, która po cichu dokonała aborcji, od początku mi się nie podobała. Ukradliśmy pięć tysięcy, a taki zabieg w przyjaznych warunkach jest wart najwyżej dwa. Co z pozostałymi trzema? Poza tym Olivier nie umie kłamać i wystarczyłaby silniejsza próba wzięcia go w dwa ognie, a pękłby, śpiewając jak na spowiedzi.
   – Masz rację, ale nie dam rady stanąć przed bratem i tak po prostu opowiedzieć, czego się dopuściłam – przyznała. Jej bijące w piersi serce mocno dawało o sobie znać.  
   Amber, seksbomba, którą wszyscy omijali szerokim łukiem z powodu wrednego stylu bycia, którym emanowała, tkwiła teraz wtulona we mnie i naprawdę się bała, co dla wrogów byłoby niezłą pożywką, gdyby ją teraz zobaczyli.  
   – Nie masz wyjścia. Nie ma tutaj co zwlekać. Pójdę z wami, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie obronię cię przed Kenem, ale przynajmniej wesprę swoją obecnością.  
   – Jeszcze nie nazbierałam pełnej kwoty, a Olivier jutro wyjeżdża do Londynu.  
   – Wątpię. Liam do tego nie dopuści. Ken jedno mówi, drugie robi. Uspokój się, bo to w niczym nie pomaga. – Pogładziłem ją po włosach, dodając: – Na pocieszenie powiem, że pierwsza fala złości już zeszła z twojego brata. Może o nic nie będzie pytał, jedynie każe potwierdzić i oddać pieniądze. Amber, nie wybiegaj w przyszłość, tworząc wizje rodem z horroru.  
   – Co mnie podkusiło, żeby coś takiego zrobić?
   – Miłość – odpowiedziałem cicho, łapiąc jej bladą twarz w dłonie.
   – Pierdolone uczucie, które podszeptuje głupie rozwiązania.  
   – Co prawda, to prawda. – Parsknąłem śmiechem, który jej się również udzielił. Naelektryzowana atmosfera, w której tkwiliśmy, zaczęła zanikać, rozluźniając nasze spięte ciała.
   – Wariat! – Uderzyła mnie pięścią w okolice pępka.  
   – Mądra zabrała głos. Koniec mordęgi na dziś. Spadamy stąd i idziemy prosto do pracy Oliviera. – Wyjąłem telefon, sprawdzając godzinę. Amber, nie bacząc na to, że jesteśmy w męskiej toalecie, zniknęła w najbliższej kabinie. Załatwiła potrzebę i wyszliśmy na korytarz, zderzając się z dzwonkiem i wyłaniającymi się z klas ludźmi.
   Amber zabrała plecak i w pośpiechu opuściliśmy mury szkoły, mając szczęście, że akurat wybuchła bójka i pan pilnujący bramy skupił uwagę na szarpiących się za włosy dziewczynach.  

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Hart

    Wciąga to jak woda topielca. A na dodatek pełno tu elektryzujących zwrotów akcji. Adrenalina wzrasta z każdym połykanym odcinkiem. Pozdrawiam 👍🏻

    55 minut temu