Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Korepetytorka 42

Korepetytorka 42     Atmosfera była bardzo napięta. Wszyscy stanęliśmy jak wryci.  Wlepiałam wzrok w mamę, czekając, aż w końcu się uspokoi i coś powie. Kątem oka widziałam, jak Baranowski spogląda na Sylwie. Był bardziej przejęty, niż kiedy jego ukochany syn mówił, że zabił swojego brata.

     —  No powiedz wreszcie, co się stało!  — rzuciłam twardym, ale stanowczym tonem. Nie miałam już nawet siły krzyczeć. To był jeden wielki koszmar. Ten dzień nigdy się dla mnie nie skończy. W tamtej chwili byłam tego pewna. 

     — Marysia tu jest — odpowiedziała, wskazując na zamknięte drzwi gabinetu zabiegowego. — Chciałam do ciebie zadzwonić, ale nie odbierałaś, a potem komórka była wyłączona. Myślałam, że tobie też się coś stało!

     Wiedziałam, co za chwilę nastąpi. Przerabiałam to tysiąc razy. Wpędzanie w poczucie winy i pouczanie. Mama zapominała, że mam już swoje lata i nadal stosowała metody, które jeszcze działały na mnie dekadę temu. Musiałam temu jak najszybciej zapobiec i wreszcie poznać konkrety, a nie tylko emocje mojej rodzicielki.

     — Pytałam, co się stało! — powtórzyłam.

     — Twoja siostra pomagała mi obierać śliwki. Wyszła na drabinę i wtedy ona się zsunęła. Marysia spadła i złamała rękę. Teraz zakładają jej gips.

     — Tylko tyle? To nic związanego z cukrzycą?

     Dopiero kiedy te słowa padły z moich ust, zrozumiałam, co zrobiłam. Jasno zadeklarowałam, że złamanie ręki przez moją siostrę to pryszcz.

     — Tylko tyle? Może dla ciebie, ale dla mnie nie. Wiesz, jak bardzo się o nią martwię każdego dnia! Ciebie nie było w domu prawie całą dobę! Nie dawałaś znaku życia. Nie pomagasz mi w niczym!

     — Uspokój się!  — krzyknęłam w końcu, kompletnie nie zważając na Baranowskich i personel szpitala, który zaczynał się przysłuchiwać naszej rozmowie.

     Musiałam to jak najszybciej przerwać. Matka popadała już w histerię, na dodatek zaczynała rzucać oskarżenia, które były wygodnie dla niej, a nie miały nic wspólnego ze stanem faktycznym. Może rzeczywiście w ostatnim czasie mniej jej pomagałam i byłam gościem w domu, ale do jasnej cholery zarzut, że nie pomagam jej w ogóle, był mocno przesadzony. Ciekawe czy już zapomniała, kto przyniósł jej kilkadziesiąt tysięcy w kopercie na pompę dla Marysi. Jeśli to nie było odbierane z jej strony jako pomoc, to nie miałam już pojęcia, w jaki sposób mogłabym zadowolić seniorkę naszego rodu.

     — Przepraszam cię. Nie odbierałam, bo byłam mocno zajęta od rana  — powiedziałam, po czym rzuciłam lekkie spojrzenie Baranowskim. Zarówno Tomasz, jak i Sylwia lekko się uśmiechnęli. Oboje musieli zwizualizować sobie moje dzisiejsze obowiązki najpierw w hotelu, potem nad rzeką i w prywatnym SPA na poddaszu ich domu. 

     — To nasza wina. Edyta została dziś przez nas mocno wykorzystana — powiedział Tomasz z lekkim uśmiechem przy ostatnim słowie. Było w tym trochę cynizmu, ale cieszyłam się, że stanął w mojej obronie.

     — Marysi nic więcej się nie stało, ale gips będzie musiała nosić przez dwa miesiące — odpowiedziała moja mama.  — A co wy tu właściwie wszyscy robicie?

     — Szkoda gadać. Nasi synowie się pobili, właściwie to Piotrek pobił Pawła i dlatego tu jesteśmy.

     — Nie wiemy dokładnie, co się wydarzyło — zaoponował Tomasz.

     — Błagam cię. Przestań choć raz bronić go za wszelką cenę i przyjmij na klatę to, co się stało! - przerwała Sylwia.

     W jej oczach było wszystko. Złość, bezsilność i miłość. W takich momentach, kiedy uciszała Tomasza, byłam przekonana, że mimo wszystko w tym domu rządzi ona, choć niektóre fakty mogły wskazywać, że ma niewiele do powiedzenia.

     Dyskusja być może trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nie lekarz dyżurny, który właśnie wyszedł z gabinetu zabiegowego.

     — Czy są  tu rodzice chłopaka przywiezionego godzinę temu?

     Nawet nie sądziłam, że od przyjazdu karetki na SOR minęła już godzina. Straciłam kompletnie poczucie czasu. Sama nie miałam pojęcia, jakim cudem udało mi się jeszcze stać na nogach. Byłam totalnie wyczerpana.

     Baranowscy natychmiast ruszyli w jego stronę.

     — Chłopak ma złamaną nogę. Kość piszczelowa pękła na szczęście tylko w jednym miejscu. Złamanie nie jest skomplikowane, rezonans wykluczył przemieszczenie. Dostał znieczulenie, zaraz założymy mu gips. Za godzinę może dwie będą go mogli państwo zabrać do domu. Proszę w tym czasie zorganizować jakieś kule. Nasz sklep medyczny jest otwarty całą dobę.

     — Ile będzie miał ten gips? - spytał Tomasz.

     — Co najmniej sześć tygodni. Myślę, że nie będzie komplikacji, to naprawdę proste i niegroźne złamanie. Chłopak miał sporo szczęścia — podkreślił po raz kolejny medyk.

     — Dziękujemy. Zaraz zorganizujemy kule dla syna — zapewnił Baranowski, po czym uścisnął lekarzowi dłoń. Sprawiał przy tym wrażenie zatroskanego ojca, a nie zimnego drania, który na co dzień traktuje Pawła jak zbędny dodatek do Piotrka.

     — A pani może już zabrać córkę. Marysia została już zaopatrzona i zaraz przyprowadzi ja pielęgniarka. Mój kolega wypisuje kartę informacyjną.

     Obie z mamą odetchnęłyśmy z ulgą. Objęłam ją i przytuliłam. Widziałam, ile nerwów ja to kosztowało. Marysia była jej oczkiem w głowie, a odkąd zachorowała na cukrzycę, liczyła się tylko ona. Widziałam to każdego dnia, ale nigdy nie miałam do mamy o to pretensji. W trudnych chwilach takich jak ta mama bardzo cierpiała i cieszyłam się, że stan jej głębokiego niepokoju powoli mija.

     — Zamówię taksówkę. O tej porze pewnie trzeba będzie czekać — powiedziała z wyraźną ulgą.

     — Nie ma mowy. Odwieziemy panią i córkę do domu — odpowiedział szybko Tomasz tonem nieznoszącym sprzeciwu. Moja mam tylko lekko skinęła głową. Nie do końca rozumiałam czy zrobiła to zadowolona z jego propozycji, czy po prostu uznała, że nie ma co dyskutować z moim pracodawcą.

     Marysia była blada jak ściana i zapłakana. Objęłam ją i usiadłam na krześle, podając jej trochę kawy, którą kupiłam w automacie obok. W tym czasie Baranowscy poszli kupić kule a ja po krótce opowiedziałam jej co wydarzyło się w domu najbogatszych ludzi w naszej wiosce. Zastrzegłam, że nikomu nie może o tym opowiedzieć, co moja siostra zrozumiała od razu.

     Chwile potem Sylwia poprosiła mnie na stronę.

     — Edytko, skoro twoja siostra i Paweł są już zaopiekowani i w sumie wszystko skończyło się nie najgorzej, powinniśmy wszyscy dokończyć rozmowę i ustalić co robimy z cała tą sytuacją. Mój mąż nalega na twój wyjazd. 

     Spojrzałam na nią wymownie. Obie doskonale wiedziałyśmy, że nie chodzi mu tylko o tłumaczenie, ale o seks. To była sytuacja jak z telenoweli. W tym wypadku jednak miałam wrażenie, jakbym była bohaterką Trójkąta Bermudzkiego, z którego nie potrafię się wydostać.

     — Chce, żebyś wiedziała, że w tej sytuacji nie będę się opierać mężowi.

     — Słucham?

     — Muszę się opiekować Pawłem. Nie mogę z wami jechać. Mam nadzieje, że to rozumiesz.

     — Tak, ale...

     — Powiedziałam Tomaszowi, że doskonale zdaję sobie sprawę, że chce wykorzystać sytuacje.

     — Moim zdaniem on chce wykorzystać sytuacje i mnie do kompletu, o czym obie wiemy — wtrąciłam. To było odważne, ale nie zamierzałam potulnie wykonywać ich poleceń. Z Sylwią łączyła mnie już jakaś więź, po dzisiejszych jej wyznaniach w SPA nawet chyba bardzo silna i wiedziałam, że nie skarci mnie za taki wywód.

     — Zgadza się. Chce też, żebyś wiedziała,  że daje ci wolną wolę i jemu powiedziałam to samo.

     — Że co proszę?

     Podtrzymuje swoją politykę co do waszej relacji. Muszę być konsekwentna, skoro sama to wymyśliłam.

     Kobieta przed kolejnym zdaniem nabrała głęboko tchu, a ja poczułam, jak zasycha mi w ustach.

     — Zapowiedziałam mojemu mężowi, że może mnie w tych Niemczech zdradzać, ile tylko chce, ale tylko z tobą i co najważniejsze za twoją zgodą. To drugie jest oczywiste, Tomasz nigdy nie zrobiłyby ci krzywdy. Wszystkie karty są w twoich rekach. Widziałam na nagraniu, że było ci z nim dobrze.

     — Pani chyba żartuje...

     — Edyta spokojnie — powiedziała, chwytając mnie za rękę. — Powtarzam jeszcze raz. Jeśli seks z moim mężem sprawia ci przyjemność, to po prostu możesz iść z nim do łóżka, ile tylko chcesz. Jedyne, o co proszę to, abyś nie zaszła w ciąże.

     Parsknęłam pod nosem, patrząc w sufit. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Miałam wrażenie, że z tego zmęczenia już po prostu zasnęłam, a to wszystko mi się śni.

     — Nie ma mowy — odpowiedziałam. — Nie jadę do żadnych Niemiec! Nie będę więcej sypiać z pani mężem. To była chora propozycja i żałuje, że się na nią zgodziłam. Jedyne co nas obie usprawiedliwia to chęć ratowania Marysi — wyartykułowałam, a mój wzrok automatycznie padł na siostrę, która w międzyczasie przysypiała na ramieniu mojej mamy.

     — Rozumiem — odpowiedziała Sylwia. Chciała dodać coś więcej, ale w tej samej chwili zmaterializował się przy nas jej mąż.

     — Ustaliłyście coś? - zapytał chłodnym i zimnym tonem biznesmena, zupełnie innym od tego, którym operował podczas rozmowy z lekarzem.

     — Tylko tyle, że nie jadę z panem do żadnych Niemiec. I to była wyłączne moja decyzja nie pana żony.

     — Edyta wiesz, że cię tam potrzebuje!  — rzucił wyraźnie niezadowolony z tego, co usłyszał.

     — Do czego? Do tłumaczenia czy ruchania? Brzmi niby podobnie, ale dla mnie to jednak pewna różnica.

     — Zatkało go. Nie spodziewał się po mnie chyba takiej bezpośredniej uwagi.

     — Mam dość tego cyrku. Zwariowałyście obie i ty i moja żona! Potrzebuje cię tam, żebyś mi pomagała w tłumaczeniu rozmów z rodziną mojej ciotki i jej lekarzami. Do jasnej cholery tu chodzi naprawdę o spore pieniądze!

     — Milczałam. Sylwia i jej mąż także. Ta chwila trwała bez końca, w trakcie której ja patrzyłam na nią, a ona na niego. Tylko on nie patrzył na mnie. Najwidoczniej bał się, że wyczytam z jego spojrzenia więcej, niż powinnam. W tym, co powiedział, było wiele szczerości, ale i tak uważałam, że w jego myśli zagnieździła się chęć, aby niby przypadkiem którejś nocy mnie wykorzystać.

     Sylwia miała racje. Seks z nim był niezły i nie krzyczałabym, gdyby się do mnie dobrał. Zresztą na samą myśl o tym zrobiło mi się przyjemnie. Był dobrym kochankiem, ale przyjemność fizyczna nigdy nie zrekompensuje kaca moralnego. Nie chciałam z nim więcej się kochać, nawet gdyby to oznaczało stratę szansy na mega orgazmy i ekstra kasę. Chciałam zachować resztki godności. Przed nim, przed jego żona i przede wszystkim przed dziewczyną, którą każdego ranka widywałam w lustrze.

     Ta chwila milczenia sprawiła, że wpadłam na pewien pomysł.

     — Moja mama z panem pojedzie. Ona zna niemiecki lepiej ode mnie. Poza tym ja znam tylko ze studiów, a ona spędziła w Niemczech jakiś czas, kiedy byłam dzieckiem i ma obycie.

     Baranowski milczał, patrząc na mnie podejrzliwie. Po chwili przeniósł wzrok na żonę.

     — Nie wiem, czy twoja mama się zgodzi w sytuacji, gdy twoja siostra wymaga opieki, ale nie zaszkodzi spróbować.

     — Ja się zajmę siostrą. Mama może jechać do Niemiec. Pomoże w tłumaczeniach i trochę sobie odpocznie. Należy się jej.

     Tomasz osobiście poszedł do mojej mamy poprosić ją o wyjazd. To była całkiem niezła strategia. Moja mama czuła do niego ogromny szacunek i wdzięczność za pomoc, jaką nam okazał. Nie znała całej prawdy, pewnie wtedy zmieniłaby zdanie, ale to tylko działało na moją korzyść. Szanse na powodzenie pomysłu oceniałam połowicznie. 

     Tomasz szedł z poczekalni z zadowoloną miną. Tylko co ona oznaczała? Może mama się nie zgodziła i wtedy z satysfakcją oznajmi mi, że jednak muszę z nim jechać? A może wręcz przeciwnie będzie zadowolony, że z nią pojedzie?

     Mama mimo sytuacji się zgodziła. Tomasz musiał ja przekonać nie tylko możliwością odpoczynku, ale także pieniędzmi. Pensja dyrektorki szkoły wystarczała na utrzymanie jej i mojej siostry, ale z większymi wydatkami zawsze był kłopot. Taki wyjazd to była dla niej szansa na remont, czy zakup mebli. 

     — Pomysł, aby zamiast Edyty pojechała jej mama, był przedni — podkreślił Tomasz, ale przypominam,  że to nie koniec naszych rozmów. Zgadzam się na to, ale pod warunkiem, że Piotrek i ty jedziesz z nami — powiedział do swojej żony.

     — Chyba żartujesz! Mam zostawić Pawła ze złamaną nogą? Piotrek ma jechać do Niemiec po tym, co zrobił? Co to niby ma być? Nagroda za to, że chciał zabić brata?

     — Uspokój się — krzyknął biznesmen, lekko się rozglądając. Sylwia faktycznie niepotrzebnie mówiła tak głośno o ich kłopotach.

     — Bez ciebie w Niemczech nie załatwię wszystkiego. Ciotka chce, abyśmy przyjechali oboje. Musisz ze mną jechać. Inaczej możemy zapomnieć o spadku, a ja mogę tam w ogóle nie jechać.

     Sylwia westchnęła bezsilnie. Wiedziała, że jej mąż ma racje. Musiała z nim jechać, choć tego nie chciała.

     — A Piotrek nam po co?

     — A co chcesz go zostawić z Pawłem po tym wszystkim. Co myślisz, że będzie mu podawał herbatki i leki przeciwbólowe do łóżka? Nie sądzę! Też jestem wkurwiony po tym, co zrobił, choć pewnie obie uważacie inaczej, ale myślę głową, a nie...  — zatrzymał się i to go uratowało.

     Byłam przekonana, że gdyby dokończył, dostałby w twarz i to nie od jednej a dwóch kobiet.

     — Piotrek jedzie z nami dla bezpieczeństwa Pawła. Paweł zostaje z Edytą. Jej siostra zamieszka u nas. Poradzisz sobie z opieką nad obojgiem? Oczywiście moja szwagierka, którą poznałaś, będzie ci pomagać — oświadczył, choć byłam przekonana, że nawet z nią o tym nie rozmawiał.

     Spojrzałam na Sylwię. Pomysł wydawał się niegłupi i stanowił pewne wyjście z sytuacji.
Po chwili namysłu wyraziłam zgodę na taki układ.

     — No to mamy ustalone. Edyta, Paweł i Marysia zostają u nas w domu. Ja, Sylwia, Piotrek, twoja mama i Konrad jedziemy do Niemiec.

     — Konrad? - zapytała lekko skonsternowana Baranowska.

     — Konrad. Ochroniarz. Potrzebujemy kogoś takiego. To już nie są te Niemcy co kiedyś. Nie pozwolę, żeby stała ci się jakaś krzywda. Kobiety w Niemczech nie są bezpieczne. Będzie chodził z tobą, robił za szofera. Przyda się.

     Sylwia zrobiła zdziwioną minę. Najwyraźniej jej małżonek po raz pierwszy zaproponował coś takiego.

     — No dobra. Niech będzie ten Konrad, ale w takim razie chce, żeby Edyta także czuła się bezpiecznie. 

     — Co masz na myśli?

     — Chce, żeby do naszego domu na ten czas także wprowadził się ochroniarz. Pomoże czasem Edycie no i w razie, gdyby rozeszło się, że nas nie ma i ktoś chciał się włamać to będzie na miejscu.

     Baranowski kiwnął z uznaniem.

     — Bardzo dobry pomysł kochanie. Zadzwonię do naszej firmy ochroniarskiej i poproszę o taką usługę.

     — W grę wchodzi tylko ten ochroniarz Rafał, którego poznaliśmy osobiście. Zna dom, poza tym poznał już Edytę.

     — Ok  — odpowiedział Baranowski obojętnie, jakby wybierał skarpetki na wyjazd.

     Sylwia spojrzała na mnie, zanim zdążyłam się odezwać. Nie musiała nic mówić. Doskonale wiedziałam, co ma na myśli. Chciała naprawić coś, co zepsuła. Szansa była nikła, ale gdzieś w głębi mnie zapaliła się iskierka nadziei, że między mną i Rafałem może jeszcze nie wszystko stracone. Byłam jej wdzięczna, że tak to rozegrała.  Będę miała czas, żeby mu wszystko wyjaśnić. Może jak pozna moją siostrę i zobaczy, jak bardzo jest chora, zrozumie moje motywacje.

     — Jedziemy jutro po południu.

     — Po południu? Jeszcze dwie godziny temu mówiłeś, że to bardzo pilne i trzeba jechać jak najszybciej — przypomniała wyraźnie zdziwiona decyzją męża Sylwia. 

     — Dzwoniłem do Niemiec i nie jest aż tak źle. Zanim wyjedziemy, musimy sobie kilka spraw wyjaśnić i zrobić jedną rzecz.

     — Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli.

     — Ja też nie rozumiem, po co ta szopka z motelem i nagrywaniem porno bez zgody aktora — odparował Baranowski.  — Dlatego jutro spotykamy się w samo południe w tym samym pokoju. Wyjaśnimy sobie kilka spraw i zaspokoimy się wszyscy nawzajem.

     — Co takiego?  — krzyknęłam na pół korytarza. Wydawało mi się, że się po prostu przesłyszałam.

     — Albo się zgadzacie, albo wszystko, co teraz ustaliliśmy, ląduje w koszu. Dodatkowo mówię matce Edyty o tym, co jej córka razem z tobą zrobiły. Przyznam się do seksu z jej córką, ale wyjawię jej także jakim podstępem mnie do tego zmusiłyście. Myślę, że twoja mama nie będzie zadowolona, jak dowie się, że uprawiałaś seks z Piotrkiem i z Pawłem.

     Zatkało nas. 

     — Tak, wiem o tym. Nie pytajcie skąd. Wpieprzyliśmy się w jakieś chore układy i zależności. Skoro moja żona chce, żebym kochał się z Edytą, to jutro zobaczy to na własne oczy na żywo, nie na telewizorze. A potem obie zrobicie mi dobrze, w ramach kary za ten numer z nagraniem. I chce odzyskać wszystkie kopie płyty.  Więc jak? Zgadzacie się czy mam iść rozmawiać z mamą Edyty?

     Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.

     Nie miałyśmy wyjścia. Zgodziłyśmy się na ten szantaż. Miałam nadzieje, że to zakończy ten chory układ. Byłam naiwna.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Pumciak

    No to zrobiło się bardzo ciekawie.

    16 godz. temu