Korepetytorka 11.

Korepetytorka 11.Atmosfera w pomieszczeniu zrobiła się nieciekawa. On patrzył na mnie, a ja na niego. Nie uciekał wzrokiem. Ten etap, kiedy wstydził się to powiedzieć miał już za sobą. Stało się, teraz czekał na moją reakcję. W pewnym sensie czułam zawód. Najwyraźniej idealizowałam jego postać jako przykładnego ojca, męża i niezepsutego kasą biznesmena. Szkoda.
Czekał na moją odpowiedź, ale ja nie miałam zamiaru mu żadnej udzielić. W razie, gdyby naciskał, miałam w gotowości odpowiedź, że muszę ten temat przemyśleć. Choć kwota, jaką zaproponował, była kusząca, to jednak miałam pewną umowę z jego żoną i zamierzałam jej dotrzymać. Umowa zakładała, że kiedy padnie propozycja seksu, to ona dowie się o tym pierwsza. Nie brałyśmy jednak pod uwagę, że jej mąż zasłoni się dobrem syna, po to, żeby znaleźć pretekst do zaciągnięcia mnie do łóżka. Starałam się nie okazywać złości i innych emocji, jakie mną targały.
- Nie musisz odpowiadać od razu. Jak wiesz, wyjeżdżamy teraz z żoną i wracamy za kilka dni. Chce, abyś wykorzystała ten czas na przemyślenie mojej propozycji.
- Rozumiem. Tak zrobię — powiedziałam spokojnie i żeby przerwać jakoś ten dziwny stan, uśmiechnęłam się przyjacielsko. Mógł to zinterpretować zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Taka kobieca sztuczka.
Po chwili usłyszeliśmy rozmowy w salonie. Sylwia przyszła w odpowiednim momencie.
- Zdaje się, że twój uczeń już jest — powiedział i wstał, co było dla mnie wyraźnym znakiem. Oboje wyszliśmy do salonu.
Sylwia, kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się konspiracyjnie. Była zadowolona z tego, że rozmawiałam z jej mężem. Zapewne domyślała się, czego tą pogawędką mogła dotyczyć. Nie skomentowała mojego stroju. Spojrzałam na Piotrka, bo byłam ciekawa jego reakcji. Widziałam w jego wzroku to samo co ostatnio, kiedy zobaczył mnie w różowej sukience.
- Jak tam Paweł, gotowy na lekcje? - zapytałam i bardzo serdecznie się do niego uśmiechnęłam.
- Tak — powiedział z zadowoloną miną.
- My bierzemy Piotrka i jedziemy do mojej siostry. Wrócimy wieczorem — powiedziała Sylwia.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i gestem dłoni przywołałam Pawła. Przeczochrałam go trochę po włosach, by się przywitać, a potem położyłam rękę na jego ramieniu i poprowadziłam do jego pokoju. Przechodząc koło jego brata, ukradkiem spojrzałam na niego. Była w nim zazdrość, że tak lubię Pawła. Zapewne poprawił sobie humor myślą, że to przecież dla niego się rozbieram.
Mój uczeń przyłożył się do lekcji. Widziałam ogromny postęp. Starał się. Nie miałam pojęcia czy to ze względu na to, żeby nie zawieść rodziców przed ciotką, czy może dla mnie. Ta druga opcja też była możliwa i nie ma co ukrywać, że pomogłaby mi w mojej misji. Jak na razie wyczuwałam z tym lekki problem. Mój strój trochę go peszył. Jego wzrok kilka razy usiekł w stronę supła na mojej bluzce. Tuż pod nim był mój stanik. Paweł od razu odwracał wzrok. W pewnym sensie podziwiałam go za to, że potrafi się opanować. Jego brat zapewne wbiłby wzrok w tamto miejsce i nie przejmował się tym, że tak nie wypada.
- Jestem z ciebie bardzo dumna. Sporo się nauczyłeś!- pochwaliłam Pawła.
- Dziękuje.
- A mogę mieć do ciebie małą prośbę?
Chłopak nic nie powiedział, tylko z zaciekawieniem skinął głową.
- Chciałabym, żebyś wziął skrzypce i zagrał coś dla mnie. Kocham twoją muzykę — powiedziałam i nie było w tym ani trochę kłamstwa. On naprawdę cudownie grał.
Już po chwili w całym pokoju rozległo się coś wspaniałego. Grał kilka minut, ale ja miałam wrażenie, że to była tylko chwilka. Było tak cudowne, że mogłabym tego słuchać całymi dniami.  
Nagrodziłam go brawami i bardzo szczerym uśmiechem. Widział moje szczere zadowolenie i chyba to go trochę ośmieliło.
Spojrzałam za okno i ze strachem w oczach dostrzegłam, że nastąpiło załamanie pogody. Byłam tak zaabsorbowana lekcją z Pawłem, a potem jego muzyką, że nie dostrzegłam tego wcześniej.
Sytuacja zmieniała się, a właściwie to pogarszała się z minuty na minutę. Robiło się coraz ciemniej.
Zadzwoniłam do mamy, by zapytać ją, czy zdążyła wrócić z banku. Uspokoiła mnie, że wszystko z nią i z Marysią dobrze i że powinnam pozostać u Baranowskich jak najdłużej i nie wracać teraz, bo idzie prawdziwy huragan. Nie miałam pojęcia, skąd ma takie rewelacje, ale widząc to, co się działo za oknem, byłam przekonana, że może mieć rację. Uśmiechnęłam się na myśl, że pozwoliła mi w pewnym sensie zostać u kogoś na noc. Chyba pierwszy raz w życiu.
Tuż po zakończeniu rozmowy z mamą zadzwoniła do mnie Sylwia.
- Edytko, czy u was jest także nieciekawie na zewnątrz? - zapytała zaniepokojona.
- No niestety tak — odpowiedziałam.
- W takim razie mam do ciebie ogromną prośbę. My nie chcemy wracać w takich warunkach i zostajemy u mojej siostry. Czy możesz zostać z Pawłem? - zapytała.
Gdyby nie rozmowa z nią kilka dni temu ta prośba wydawałaby mi się nie podejrzana, ale mimochodem zaczynałam snuć teorie, że Sylwia wykorzystuje sytuacje, aby umożliwić mi realizacje naszego planu.
- Tak mogę — odpowiedziałam.
- Problem jest taki, że Paweł od dzieciństwa panicznie boi się burz, a zwłaszcza wyładowań. Powinien być przy nim ktoś. Bardzo cię proszę, zrób to dla mnie.
W jej głosie było przerażenie. Domyślałam się, że to ona zawsze występowała w tej roli, a teraz kiedy jej nie ma, była przerażona. To pokazywało, jak opiekuńczą była matką, ale z drugiej strony uświadomiło mi, że spoczywa na mnie ogromnie odpowiedzialne zadanie.
Spojrzałam na Pawła. Siedział sparaliżowany na swoim fotelu i wpatrywał się w okno. Na jego rękach widziałam gęsią skórkę. Choć skrywał to już teraz, był panicznie przerażony.
- Pani Sylwio, obiecuję, że zajmę się Pawłem najlepiej, jak potrafię — zapewniłam ją.
- Liczę na ciebie Edytko. I pamiętaj, że masz moje zaufanie i zgodę na wszystko — powiedziała już spokojniej.  
Wiedziałam, co ma na myśli. W tym zdaniu wyrażało się więcej niż tysiąc słów, ale kiedy patrzyłam na jej syna, wydawało mi się, że w takim stanie, w jakim się znajdował, nie było to możliwe.
Rozłączyła się, a ja dla bezpieczeństwa, zresztą zgodnie z jej poleceniem, wysłałam mamie SMS-a z informacją, że nie wracam i wyłączyłam telefon.
Podeszłam do mojego ucznia i usiadłam koło niego. Złapałam go za dłoń i spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Wszystko będzie dobrze. Przy mnie jesteś bezpieczny — powiedziałam mu bardzo powoli i wyraźnie. Chciałam, by się uspokoił i żeby to zdanie wbiło się w jego umysł. To mogło w przyszłości bardzo mi pomóc, zwłaszcza że przecież zadanie z nim związane nie należało do najłatwiejszych.
- Trzeba pozamykać wszystkie okna. Pójdziesz ze mną?
- Mamy taki specjalny system, który zamyka wszystkie okna naraz w domu w czasie deszczu i burzy. Jest w kuchni. Tata nie pokazywał?  
Dopiero teraz przypomniałam sobie o nim.
- A faktycznie, pokazywał. Pójdziesz ze mną dla pewności? Nie chciałabym czegoś pomylić, wiesz, jestem tylko mało ogarniętą blondynką.
- Bez przesady Edyta, ale wolałbym mimo wszystko pozostać w pokoju.
Chłopak ze strachem i na trzęsących się nogach podszedł do okna. Widziałam, ile kosztuje go zmierzenie się z własnym strachem. Robił to, by nie wyjść przede mną na mięczaka. Zasłonił rolety. W pokoju zrobiło się ciemno.
- To ty zostań, a ja pójdę — powiedziałam i zanim wyszłam, objęłam go jeszcze raz i zapewniłam, że nic złego się nie stanie.
Znalazłam odpowiednie urządzenie w kuchni. Po chwili od włączenia usłyszałam, jak zamykają się okna. Byłam zadowolona. Szybko okazało się, że zrobiłam to w ostatniej chwili. Po chwili w całym domu zaszpanowała ciemność. Wyłączyli prąd.
Byłam lekko spanikowana. Dom był duży, ale nie powinnam mieć trudności z tym, żeby dotrzeć do pokoju mojego ucznia. Bałam się, w jakim stanie go zastanę. Na szczęście obok lodówki już wcześniej zauważyłam latarkę. Szybko namierzyłam ją dotykiem i uruchomiłam.
Przechodząc przez salon, usłyszałam jakiś dźwięk w garażu. Wystraszyłam się. To mogło być wszystko. Zastanawiałam się, czy to możliwie, aby do tak pilnowanego domu dostali się złodzieje. Nie można było wykluczyć tej opcji. Bardziej prawdopodobne było to, że drzwi są niezamknięte.
Wiedziałam, gdzie są drzwi, bo zaledwie trzy godziny wcześniej wszystko pokazał mi Baranowski. To był palec boży, że akurat dziś zapoznał mnie z sekretami swojego domu!
Weszłam do garażu i zobaczyłam na środku rozsypane narzędzia i kota. Wiedziałam już, że futrzak pewnie też spanikował i musiał narozrabiać. Nie miałam zamiaru tego sprzątać, bo na górze czekał na mnie Paweł. Zresztą rozsypane śrubokręty nikomu teraz nie przeszkadzały.
Latarka nigdy nie zastąpi naturalnego światła, czy tego z lampy. Brutalnie się o tym przekonałam, kiedy chwilę później usłyszałam trzask rozrywanego ubrania, rozluźnienie w talii i ból na plecach.
W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się stało, ale kiedy przyświeciłam lepiej, zauważyłam, że na szafce, jaka była przy drzwiach jest świeża krew. To była moja krew! Klamka w drzwiach była mniej więcej na wysokości pod moimi piersiami. Przechodząc obok niej, zawadziłam o nią bluzką. Kiedy zrobiłam krok i szarpnęłam, bluzka rozerwała się prawie na całej długości. Na nieszczęście szarpnęło mną i przywarłam ciałem do klamki, która musiała zrobić mi ranę na plecach.
- Nie wierzę! - krzyknęłam, kiedy zrekonstruowałam to zdarzenie i zorientowałam się, co się stało. Tylko tego było mi potrzeba!
Moja bluzka praktycznie wisiała tylko na moim ramieniu. Była rozerwana na całej długości pleców. Nie chciałam jej teraz zdejmować. Wyjęłam z kieszeni spódnicy chusteczki i lewą ręką przyłożyłam kilka w miejsce, z którego jak sądziłam, sączy się krew. Nie chciałam pobrudzić Baranowskim podłóg, mebli, ani ścian. Idąc z lewą ręką na plecach i z prawą trzymająca latarkę ponownie wstąpiłam do kuchni. Widziałam tam apteczkę, która w tej sytuacji była konieczna. Na szczęście miała uchwyt, więc zabrałam ja w zęby.  
Kopnęłam w drzwi i błagałam, by Paweł był w stanie otworzyć. Nie mogłam krzyknąć, by to zrobił, bo usta miałam przecież zajęte.
Na szczęście chłopak podszedł i ze zdziwieniem otworzył mi. Rzuciłam na łóżko latarkę, ale w sumie nie była potrzebna, bo w pokoju było dużo widniej niż w garażu i na dole. Chłopak dostrzegł apteczkę, moją rękę na plecach i rozerwaną bluzkę, która ledwo na mnie wisiała. Spod niej wyłaniał się biały koronkowy stanik.
- Co się stało? - zapytał bardziej zdziwiony niż przerażony.
- Miałam wypadek w garażu. Kot narozrabiał, a ja myślałam, że to złodzieje. Zahaczyłam o klamkę i stało się.
Usiadłam na krześle przypominającym taboret.
- Dobra, zajmiemy się tym — powiedział, a ja byłam uradowana, że choć na chwile zapomni o traumie.
- Pomóż mi zdjąć to, co zostało a mojej bluzki. Mam nadzieje, że nie obrazisz się, jak będę przy tobie siedziała w samym staniku — powiedziałam z miłym akcentem.
Chłopak nie skomentował moich słów, tylko bardzo delikatnie i z opiekuńczością pomógł mi zdjąć bluzkę.
Nie skupił się na moich piersiach, ale stanął za mną i delikatnie zdjął chusteczki, jakie przyłożyłam na ranę.
- Nie jest tak źle. To nie rana cięta, a raczej głębokie rozharatanie. Tylko krew się leje strasznie.
- Nie uspokoiłeś mnie tym.
Cały pokój wypełnił się światłem, a w naszych uszach rozległ się grzmot. Paweł odskoczył w stronę ściany, ale szybko wrócił i chwycił za apteczkę.
- W szkole uczyli nas pierwszej pomocy, ale nie mogę niczego obiecać — powiedział, a ja zaczęłam się głośno śmiać. W tym, co powiedział, było coś śmiesznego. On chyba też to zrozumiał, bo na jego twarzy zobaczyłam uśmiech. To nie był częsty widok.
Widziałam, jak zerka na mój biust, kiedy otwierał apteczkę. To był dobry znak.
Podszedł do moich pleców i zaczął przemywać ranę. Kilka razy zawadził o mój stanik. Domyśliłam się i czułam, że blisko niego też jest obolałe miejsce.
- Czy mój biustonosz ci przeszkadza? - zapytałam.
- Trochę tak, ale dam rade.
- Nie krępuj się, tylko zdejmij go — powiedziałam.
- No ale przecież...
- Paweł daj spokój. To dla mojego dobra, a po drugie, to przecież mnie nie zgwałcisz, prawda?
Chłopak zaniemówił. Na półce stało lustro. W nim widziałam, co robi za mną. Poczułam, jak delikatnie rozpina haftki. Resztę zrobiłam za niego. Złożyłam biustonosz i odłożyłam go na bok.
- Powiem ci, że to jest moment, o którym marzy każda kobieta i dziewczyna. Nie ma nic przyjemniejszego niż wieczorem rozpiąć stanik i poczuć ulgę — powiedziałam.
Paweł cały czas opatrywał moją ranę. Bolało mnie, ale nie mogłam mieć do niego pretensji. Musiał wszystko dobrze odkazić. Czekałam na moment, kiedy skończy. Nie miałam zamiaru skrywać swoich piersi przed nim. Po pierwsze to jakaś sprawiedliwość w stosunku do brata mu się należała, a po drugie, to bardzo pomogłoby mi w moim planie. Byliśmy sami w domu i gdyby nie ten wypadek to być może dziś wykonałabym zadanie, ale nie sądziłam, by w tych warunkach do tego doszło, choć nie można było tego wykluczyć. Sytuacja była dogodna, tylko czy on był na to gotowy.
Po kilku minutach gmerania na moich plecach skończył opatrywanie mojej rany.
- Mam nadzieje, że nie będzie zakażenia — powiedział z obawą w głosie.
- Pesymista z ciebie.
- Raczej realista. W garażu nie jest za czysto.
Trudno było nie przyznać chłopakowi racji. Widziałam, że nie może znaleźć sobie miejsca. Z jednej strony chciał nie patrzeć w okno, a z drugiej był peszony widokiem swojej korepetytorki z cyckami na wierzchu. Zastanawiałam się, czy zakładać biustonosz, ale ostatecznie stwierdziłam, że mam na to jeszcze czas.
Usiadłam na jego łóżku. Nie pozostawiłam mu wyboru. Usiadł na krześle, na którym jeszcze przed chwilą byłam ja.
- Nie powinnaś się ruszać. Mięśnie na plecach są wrażliwe i może ponownie dojść do krwawienia.
- Łatwo ci mówić — powiedziałam ze śmiechem.
- Pomóc ci z biustonoszem?
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to wolałabym jeszcze go nie zakładać. No, chyba że nie podobają ci się moje małe piersi, no to...
Chłopak zrobił się czerwony. O to mi chodziło. Chciałam go trochę ośmielić i skierować rozmowę na odpowiednie tory.
- Podobają mi się, ale nie wiem, czy wypada, bym na nie patrzył.
- Skoro ja nie mam nic przeciwko, to dlaczego nie. Właściwie, to jeśli chcesz, możesz usiąść koło mnie i dotknąć je. To będzie korzystne dla mnie. Wydzielą się endorfiny i proces zabliźniania się rany będzie szybszy — powiedziałam z niesamowitą jak na mnie kokieterią. Właściwie to można by powiedzieć, że to była uwodzicielska przemowa.
Chłopak spojrzał na mnie, a potem delikatnie wstał i usiadł koło mnie. Spojrzałam na niego z uśmiechem. Widziałam, że nie wie, czy się nie wycofać. Nie chciałam do tego dopuścić. Wzięłam jego dłoń i położyłam na piersi. Jego oczy zapłonęły. Po chwili sam zrobił to samo z drugą dłonią. To był niebywały sukces.
Jego dotyk był delikatny i miły. Trzymał jedynie ręce, więc nie nazwałbym tego stymulacją, ale i tak dawało mi to wiele przyjemności.
- I jak? - zapytałam cicho.
- Cudownie — odpowiedział. - To mój pierwszy raz, kiedy mam okazje dotykać kobiecych piersi.
- Ciesze się, że to mnie spotkała ta przyjemność. Masz bardzo miły dotyk i jeśli chcesz, to możesz mnie po nich pomasować.
Chłopak zaczął wykonywać nieśmiałe ruchy. Po chwili bardziej się rozochocił. Widziałam, jak przyspiesza mu oddech. Musiał wchodzić w stan podniecenia.
W tym momencie uświadomiłam sobie, że muszę podjąć decyzję, czy iść z nim na całość. A co jeśli powie, że nie chce? Wyjdę na jakąś gwałcicielkę, na dodatek nieudolną. Na taki krok było za wcześnie.
- A całowałeś się już kiedyś?
- Nie.
- A chciałbyś?
Nie musiał nic odpowiadać. Widziałam to w jego oczach. Objęłam jego policzki bardzo delikatnie swoimi dłońmi i pocałowałam go. Oderwałam się i spojrzałam w jego usta. Zrobiłam to drugi raz.
- Chyba zabrnąłem za daleko — powiedział ze speszoną miną. Zabrał dłonie z moich piersi.
- Tak ci się tylko wydaje. Nie robimy nic złego.  
Pokój wypełniła ponownie jasność, a w całej okolicy rozległ się grzmot. Paweł przeraził się. A ja wykorzystałam moment i przytuliłam go. Jego głowę umieściłam między moimi piersiami.
Poczułam, jak zaczyna je całować.
Szepnęłam mu do ucha, że to bardzo miłe, i żeby nie przestawał. Położyłam się, a on chyba całkowicie zapominając o swojej nieśmiałości, zrobił to samo koło mnie. Całował moje piersi.
Wtuliłam go jeszcze bardziej w swoje ciało. Poczułam na nodze jego erekcje. Nie wiedziałam co z tym zrobić. Jeśli teraz bym go tam dotknęła, mogłoby to mieć bardzo zły skutek, dla mojego zadania.
Chłopak był nieśmiały, ale czułam, że podoba mu się ta sytuacja.
- To na pewno nic złego?
- Przecież tylko leżymy koło siebie. To, że jestem naga to nie twoja wina. Bardzo mi pomogłeś i jestem ci wdzięczna. Nie uprawiamy seksu, tylko sprawiamy sobie przyjemność — szepnęłam mu do ucha.
- Ale nikt się nie dowie o tej sytuacji? - zapytał z niepokojem w głosie.
- No co ty! To nasza tajemnica.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Tin Tin

    Nie mogę się doczekać 12

  • anon

    Kiedy część 12 mega mnie podnieca ta korepetytorka.

  • Sęp

    Dawaj, dawaj - rewelacja !

  • izabela

    Bardzo fajne opowiadanie , Dobrze się czyta i potrafisz świetnie dozować sytuację. Ciekawa jestem dalszego ciągu i co z tym biednym przerażonym kotem . Myślę że kotkowi należy się jakaś dobra karma jak by nie było trochę pomógł .