Korepetytorka 5.

Korepetytorka 5.Noc nie należała do spokojnych. Marysia miała kolejne ataki choroby. Mama była przy niej przez całą noc. Także chciałam pomóc, ale powiedziała, że najbardziej pomogę, jak wypocznę, by jak najlepiej wykonać jutro swoje zadanie. Około północy położyłam się spać, ale i tak nie mogłam długo zasnąć.
Zastanawiała mnie sytuacja z Piotrkiem. Nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, że mój organizm tak zareagował na bliskość jego ciała. Wielokrotnie tańczyłam, przytulałam się, i uprawiałam seks, ale nigdy jeszcze takiego czegoś nie zaznałam. Doszłam do wniosku, że był to przypadek. Odrzucałam od siebie myśl, że ten krnąbrny gówniarz może mnie w ten, czy inny sposób pociągać.
Zajęcia z nim miałam dopiero po południu. To trochę mi nie pasowało, bo zaburzało cały rozkład dnia. Z rana nic nie mogłam zrobić, bo trzeba było szykować się, i oswajać z myślą o zajęciach. Po ich zakończeniu będę już zapewne tak padnięta, że na nic nie będę miała siły. Nic nie zapowiadało produktywnych dni w czasie, kiedy będę udzielać tych korepetycji, ale kiedy tylko pomyślałam o kasie, jaką tam zarobie, wszystkie moje wątpliwości, i problemy schodziły na plan dalszy.
Obudziłam się z myślą, że to będzie bardzo ciekawa lekcja. Wyjrzałam przez okno, i choć to może się wydawać głupie, nie byłam zadowolona z pogodnego i słonecznego dnia, jaki się zapowiadał. Niestety, wtedy kiedy potrzebowałam deszczu, to go nie było. Obiecałam Piotrkowi nagrodę w postaci swego rodzaju striptizu. Gdyby dzień był zimny i pochmurny miałabym ułatwione zadanie. Specjalnie ułożyłam zestawy tak, by dać mu prztyczek w nos. Najłatwiejsze słowa ułożyłam w jeden zestaw, a te najtrudniejsze w jeden. Prawdopodobieństwo, że zapamięta, i wypowie poprawnie takie słowa jak der Oberkörper było nikłe. Pamiętałam jednak, co mówiła jego matka o talencie do języków. W razie gdyby wykuł wszystko na blachę, będę musiała pokazać coś więcej, może nawet bieliznę. Postanowiłam się przygotować i na taki wariant. Nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika!
W razie deszczu miałabym na sobie sweter, spodnie, skarpetki i buty. Miałabym w czym wybierać, zdejmując je z siebie. Dziś w przy takiej pogodzie w grę wchodziła sukienka, lub lekka bluzka i spódnica. Para butów, spódnica, bluzka. Bielizny ściągać nie zamierzałam i na początku nie liczyłam, że nawet w niej mu się pokaże. Niestety, aura nie była moim sprzymierzeńcem, i miałam świadomość, że mój uczeń tego dnia zobaczy mój stanik, lub moje majtki. Wybrałam mój najseksowniejszy komplet bielizny. A co tam! Niech się gówniarz napatrzy. Poza tym będzie miał większą chęć do nauki, jak tylko pomyśli, że następnym razem zobaczy coś podobnego. Pozostało pytanie: sukienka, czy spódnica?  Sukienka pozbawiała mnie pola manewru. Założyłam spódnice i bluzkę. Po policzeniu tego, co mogę zdjąć, wyszły mi tylko cztery rzeczy. Nie mogłam liczyć na jego pomyłkę, i musiałam się jakoś zabezpieczyć. Postanowiłam założyć bardzo cieniutkie, prawie niewidoczne pończochy.
Po obiedzie udałam się w kierunku rezydencji Baranowskich.
Nie było ich w domu. Kiedy szłam przez podwórko, słyszałam, że ktoś gra na skrzypcach. Od razu wiedziałam, że to Paweł. Lekcje z nim miałam zaplanowaną dopiero następnego dnia.
Zadzwoniłam i po kilku chwilach otworzył mi Piotrek. Nie usłyszałam żadnego przywitania.  
- Mama mówiła, że ma pani nie ściągać butów. Proszę od razu do mojego pokoju — powiedział.
Już przy pierwszej wizycie Baranowscy powiedzieli, że u nich chodzi się w butach. To dlatego policzyłam je bez zastanowienia, jako element mojej dzisiejszej rozbieranki.
Pokój Piotrka był duży jak na nastolatka. Miał ogromne łóżko, prawie jak małżeńskie. Komputer z panoramicznym monitorem i dwie szafy.  
- Nieźle — powiedziałam bez zastanowienia, kiedy pierwszy raz rzuciłam na to wszystko okiem.
Fakt, że w pokoju panował ogólny nieład. Wszędzie, ale to dosłownie wszędzie były pozostawianie opakowania po chipsach, talerze po jedzeniu i ubrania do prania. Widok starych skarpet na miejscu, które wskazał mi, bym usiadła, troszkę osłabił mój zapał.
Chłopak szybko zobaczył, że nie wyszło najlepiej i szybkim ruchem ręki oczyścił krzesło, na którym dane było mi usiąść. Skarpety poleciały w jakiś kąt. Choć nie chciałam w to uwierzyć, znów poczułam to podniecenie wywołane zapachem Piotrka, kiedy przez chwile był blisko mnie. Nie chciałam się na tym skupiać.
Mój uczeń zasiadł na swoim fotelu odwrócony tyłem do biurka, ale twarzą do mnie. Widziałam na jego ustach uśmiech kiedy założyłam nogę za nogę. Jego oczy skupiały się głównie na moim biuście, czego udawałam, że nie widzę.
- Ja poszła nauka?
- Doskonale — odparł od razu z nieukrywaną pewnością siebie.
- Zobaczymy.
- Mam nadzieje, że nasza umowa aktualna — powiedział i uśmiechnął się przyjacielsko.
- Oczywiście, ale nie licz na wiele — powiedziałam z miłym uśmiechem, a w moim głosie nie było szczypty złośliwości. - Podzieliłam te trzydzieści słów na pięć zestawów, tak jak ustaliliśmy.
Chłopak kiwnął głową. Widziałam w jego oczach, że nie może się doczekać kiedy usłyszy pierwsze pytanie. Kiedy ja byłam w jego wieku, nigdy nie przejawiałam takich chęci do bycia pytaną w szkole.
- No to jedziemy: stopa?
- Der Fuß.
- Pupa?
- Der Po.
- Szyja?
- Der Hals.
- Warga?
- Die Lippe.
- Ząb?
- Der Zahn.
- Oko?
- Das Auge.
Byłam pod wrażeniem. Chłopak odpowiadał szybko i z pewnością siebie. Wszystkie nazwy wypowiedział poprawnie. Co prawda w tym zestawie były najłatwiejsze słowa, ale to pokazywało, że naprawdę się przygotował. Najwidoczniej chęć zobaczenia mnie półnagiej zmotywowała go bardziej, niż przypuszczałam.  
- Dobrze. Zgodnie z obietnicą dostajesz na początek buta — powiedziałam, po czym powoli i z gracją podałam mu szpilkę, która chwile wcześniej zdjęłam z nogi. Położył ją na ziemi, koło swojego fotela i z pytającą z nadzieją w oczach spojrzał na mnie, oczekując dalszego etapu naszej zabawy.
- Brzuch?
- Der Bauch.
- Ręka?
- Der Arm.
- Głowa?
- Der Kopf.
- Dłoń?
- Die Hand.
- Nos?
- Die Nase.
- Kolano?
- Das Knie.
Tym razem także był bezbłędny. Nie chciałam go komplementować, ani komentować. Po prostu zdjęłam drugą szpilkę i podałam mu. Zrobił z nią to, co z pierwszą. Ustawił je koło siebie tak równo, że kiedy przed oczami stanął mi widok, w jakim są one u nas w domu, to mogłam tylko pozazdrościć.
Miałam wrażenie, że traktuje je jak trofea. Poczułam lekkie podniecenie w podbrzuszu. Wiedziałam, że moja pozycja jest coraz gorsza. Do tej pory miałam tylko teoretyczny pogląd na tę zabawę. Teraz zrozumiałam, że to się dzieje naprawdę. On ma szesnaście lat, a ja dwadzieścia pięć! Za chwilę będę przed nim prawie naga. Co ja robię? Po chwili jednak refleksja sama do mnie przyszła: ratuję siostrę.
W moim podbrzuszu zaczynało robić się przyjemnie. Nie mogłam powstrzymać podniecenia, jakie zaczynało mnie ogarniać. Broniłam się, ale byłam bezsilna.
- Dobry jesteś. Teraz przejdziemy do trochę trudniejszych słów.
- Nie widzę problemu — powiedział i uśmiechnął się, jakby już wiedział, że i tak odpowie poprawnie.
- Palec u ręki?
- Der Finger.
- Palec u stopy?
- Der Zeh.
- Paznokiec?
- Der Nagel.
- Ucho?
- Das Ohr.
- Kciuk?
- Der Daumen.
- Włosy?
- Das Haar.
Moja sytuacja wyglądała coraz gorzej. Nie wiedziałam co mam teraz zdjąć. Padło na pończochy, ale miałam jeszcze inny problem. W miarę jak moja świadomość ogarniała, co się dzieje, cała ta sytuacja podgrzewała mnie coraz bardziej. Między moimi nogami było już cholernie wilgotno. Jeśli dojdzie do tego, że będę musiała zdjąć spódnice, to Piotrek zobaczy plamę na moich majtkach! Na samą myśl ogarnął mnie wstyd. Modliłam się, by pomylił się w kolejnych zestawach, ale na to się nie zanosiło. Był naprawdę dobrze przygotowany.
Musiałam wywiązać się z zadania. Wstałam i spojrzałam na niego uwodzicielsko.  W skupieniu czekał na to co się wydarzy.
Włożyłam ręce pod spódnice i starając się za bardzo jej nie podciągać, opuściłam rajstopy. Powoli i z subtelnością, patrząc na niego, zdjęłam je. Trzymając je tylko końcówką palców, upuściłam na moje buty.
Piotrek poczerwieniał na twarzy. To były wypieki podniecenia. Poczułam się, dzięki temu lepiej mając świadomość, że nie tylko na mnie ta sytuacja tak działa, i w razie gdyby odkrył, jak na niego reaguje, to ja także mogłabym mu się odwzajemnić.
- Nie mogę się doczekać kolejnego zestawu — powiedział, patrząc na moją spódnicę. Przejrzałam go. Wiedziałam, że bardziej zależy mu na „dole”, niż na „górze”. Nie byłam zachwycona z tego powodu. Zostały dwie rzeczy na moim ciele, które mogłabym jeszcze zdjąć. To spódnica i bluzka. Jeśli pomyli się w czwartym zestawie będę szczęśliwa, i w razie poprawności w piątym pokazuje mu piersi, zdejmując bluzkę. Jeśli odgadnie oba, będę musiała jakoś ukryć moje mokre już majtki.
Była też opcja, że czwarty odgadnie poprawnie i wtedy liczę na pomyłkę w piątym, zdejmując po czwartym bluzkę. Spódnice zdejmuje na końcu i tylko w razie konieczności. To nie ulegało dla mnie żadnej wątpliwości.
- Łokieć?
- Der Ellenbogen.
- Pępek?
- Der Nabel.
- Pięta?
- Die Ferse.
- Pięść?
- Die Faust.
- Twarz?
- Das Gesicht.
- Łydka?
- Der Muskel.
-Źle! - Krzyknęłam, omal nie podskakując z krzesła.
Chłopak zrobił przerażoną minę.
- Szlag! Die Wade! Przecież Der Muskel to mięsień — poprawił sam siebie.
Widziałam na jego twarzy autentyczną wściekłość. Był zły sam na siebie, że przez swoje roztargnienie tak się pomylił. Ja z kolei byłam szczęśliwa. Wiedziałam już, że nie będę musiała pokazywać mokrych z podniecenia majtek. Ostatni zestaw był najtrudniejszy, i skoro tutaj się pomylił to i tam jest na to duża szansa.
- Kręgosłup?
- Die Wierbelsäule.
- Podniebienie?
- Der Gaumen.
- Ramię?
- Die Schulter.
- Rzęsa?
- Die Wimper.
Pozostały mi dwa najtrudniejsze słowa. Miałam nadzieje, że jednak nie podoła.
- Udo?
- Der Oberschenkel.
- Tułów?
- Oberkörper.
To koniec!
Na twarzy Piotrka pojawił się uśmiech zwycięzcy. Wiedziałam, że teraz nie mogę po prostu powiedzieć, że nie zdejmę już nic, straciłby do mnie zaufanie i przestał się uczyć. Obiektywnie rzecz biorąc, ma talent do języków. Jedno potknięcie na trzydzieści słów o niczym nie świadczy. Nawet mnie się to zdarzało w liceum i na studiach.
Chłopak cały czas patrzył na moją spódnicę. Widziałam, że liczy na to, że właśnie ją zdejmę. Zapewne myślał, że pokazanie majtek będzie łatwiejsze niż pokazanie piersi, nawet w biustonoszu. Miał rację. Gdyby nie ta cholerna plama, jaka powstała między moimi nogami z powodu tego podniecenia, jakie mnie ogarnęło, to zapewne zdjęłabym spódnice. Teraz jednak musiałam zmienić plany.
Kiedy rozpięłam kilka górnych guzików bluzki, jego oczy zapłonęły. Mój kremowy stanik wyłonił się powoli. Chciałam to zrobić jak najszybciej i mieć już za sobą. Mimo wszystko to było dla mnie ogromnie wstydliwe przeżycie. W końcu moja bluzka wylądowała na kupce z butami i pończochami.
- Napatrzyłeś się, bo chce się już z powrotem ubierać?  -zapytałam z uśmiechem, na który tym razem musiałam się wysilić. Chłopak nic nie odpowiedział.
Schylił się w stronę kupki, i podał mi pończochy. Wstałam z krzesła i pochyliłam się, by je założyć. Nie chciałam, żeby miał za łatwo i stanęłam bokiem. Gdybym to zrobiła przodem, po prostu miałby idealny widok na moje cycuszki. Co jednak za dużo, to nie zdrowo!
Założyłam je i spojrzałam na niego wymownie. Podał mi lewego buta, potem prawego. Na końcu dostałam bluzkę.
- Muszę przyznać, że jestem zadowolona z twojego zaangażowania. Przyswoiłeś słówka szybko i porządnie. Oby tak dalej!
- No wie pani, nie chciałem wyjść na błazna. Poza tym miałem motywację.
Wyjęłam z torebki kolejny zestaw słów tym razem dotyczący ubrań.
- Naucz się tego na pojutrze — powiedziałam tonem, prawie że rozkazującym. Nie chciałam wchodzić z nim w polemikę, jaką próbował zainicjować. Chciałam już zapomnieć o tej rozbierance i skupić się na dalszej nauce.
- Dużo tego, nie wiem, czy znajdę czas i motywacje — powiedział, spoglądając wymownie w okolice mojego krocza.
Nie miałam pojęcia, dlaczego tak upodobał sobie moją cipkę. Chyba miał na jej punkcie obsesje. To było przerażające, ale także podniecające!
- Są wakacje, jak możesz nie mieć czasu? - wyśmiałam go.
- No wie pani, jak to jest. Nie chce się. Chyba że znów zaproponuje pani jakąś nagrodę.
- Znów? Przecież tę z dzisiaj to ty wymyśliłeś — przypomniałam mu.
Czułam, że ta rozmowa tak szybko się nie skończy, i na powrót zajęłam miejsce na krześle.
- Umówmy się, że ja także przygotuje na następną lekce zestaw kilku, powiedzmy dziesięciu słówek i panią przepytam. Chce sprawdzić, czy zna pani niemiecki perfekt, czy tylko podstawy.
- Nie ma najmniejszego problemy — powiedziałam z ulgą. Byłam przekonana, że wymyśli znów jakąś zabawę z zabarwieniem erotycznym. Niemiecki znałam bardzo dobrze i nie miałam się czego obawiać.
- Dziękuje za miłą lekcję — powiedział, po czym odprowadził mnie do drzwi.
Na zewnątrz panował upał, ale to i tak w porównaniu do tego co działo się w moim podbrzuszu pod nogami. Kiedy opuściłam jego pokój, kolejna fala podniecenia przeszyła mnie na wskroś. Nie wiedziałam, czym to jest spowodowane.
Zamykając bramę, ujrzałam na piętrze w oknie chłopaka ze skrzypcami. To był Paweł. Na mój widok uśmiechnął się tylko, i odszedł od okna. Lekcje z nim miałam jutro. Wiedziałam, ze nie będzie takich cyrków jak z Piotrkiem, ale nie będzie także podniecenia. Ta myśl towarzyszyła mi przez całą drogę do domu. Trzeba było przyznać, że coraz bardziej podobały mi się te korepetycje.

Dodaj komentarz