Korepetytorka 28

Korepetytorka 28Sprawa została dokładnie przemyślana, a decyzja podjęta. Nie miałam już żadnych obiekcji i wahań. Ludzie robią gorsze rzeczy. Teraz trzeba było skupić się jedynie na tym, żeby nie spalić tematu i dobrze wykonać zadanie. Postanowiłam pójść na całość i nie udawać szarej myszki. Jeśli miałam przetestować wierność biznesmena Tomasza Baranowskiego i zrobić to w miarę szybko, to musiałam pokazać mu, że mam ochotę na seks z nim, a nie czekać tylko na jego inicjatywę.
Wierność polega na tym, że odmawia się propozycjom seksualnym od innych osób, a nie tylko na tym, że nie inicjuje się własnych. Na to chciałam zagrać. Czasu nie było za wiele. Sylwia nie naciskała, ale była w takim stanie, że nie miałam zamiaru przeciągać jej niepewności.
Stałam przed szafą i zastanawiałam się co by tutaj założyć na pierwszą lekcję z Tomaszem. Pogoda w końcu zaczęła mi dopisywać, niestety okoliczności nie. Był jeden mały problem, który mógł sprawić, że zaczęłyby się pytania i niepotrzebne komentarze. Miałam nadzieje, że uda mi się go ominąć, ale niestety tym razem fart mnie opuścił.
- Edytka! - powiedziała moja mama, wytrzeszczając oczy na mój widok. Było gorzej, niż się spodziewałam. Za wszelką cenę chciałam uniknąć spotkania z mamą, kiedy będę wychodziła na tę lekcję i kiedy będę z niej wracać.
- Tak mamo?
Rodzicielka otaksowała mnie wzrokiem. Miała na co patrzeć. Włożyłam bardzo odważną sukienkę na ramiączkach. Miała co prawda niewinny niebieski kolor, ale pokazywała bardzo dużo. Była obcisła. Zatroszczyłam się o to, aby jej ramiączka miały taka długość, żeby nie zakrywała całkiem mojego biustu. Robił to stanik w prawie identycznym kolorze, do którego założyłam przezroczyste ramiączka.
Pomalowałam się, czego nigdy dotąd nie robiłam, chodząc na lekcje, nawet kiedy szłam do łóżka z Pawłem. Rozpuściłam włosy, tak, aby seksowanie spadały na moje ramiona. Stojąc przed lustrem, sama widziałam, że jestem cholernie seksowna. Przeszła mnie nawet obawa, co będzie, jak spotkam jakiegoś napalonego faceta po drodze. Baranowski musiałyby być ślepy, żebym mu się nie spodobała.
- Chyba nie zamierzasz w takim stroju udzielać lekcji młodym chłopcom?  
Tego się właśnie obawiałam. Nie dość, że była moją matką, to jeszcze przecież uczyła i była dyrektorką szkoły. Nie była wybitnie surowa i zamknięta na nowości, ale w kwestii obyczajów miała swoje zasady, które znałyśmy zarówno ja, jak i Maryśka, a także wszystkie nauczycielki ze szkoły. Trudno je opisać, ale ogólnie rzecz biorąc, gdyby jakaś nauczycielka stosowała moje metody nauczania, już dawno skończyłaby w pośredniaku, albo nawet więzieniu.  
- Jest gorąco mamo.  
- No tak, ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia założenia takiego stroju. Edyta, przecież oni mają dopiero po kilkanaście lat!
- No i co z tego? Wybacz mamo, ale jak popatrzą sobie na ładną i seksowną dziewczynę, to potem mają lepsze wyniki w nauce. Przepraszam, śpieszę się.
Przeciąganie tej rozmowy nie miało najmniejszego sensu i niechybnie skończyłoby się awanturą. Na to nie mogłam sobie pozwolić. Nie miałam na to czasu ani ochoty. Gdyby jeszcze wyszło, że nie idę uczyć chłopaków, tylko samego Tomasza, żonatego faceta, moja mama zamknęłaby mnie w domu.
Po drodze spotkałam tylko jednego faceta, który zlustrował mnie wzrokiem i choć wyglądał na przybitego, to kąciki jego ust na chwilę się podniosły. To był dobry znak.
Umówiłam się z Baranowską, że będziemy sami z Tomaszem. Oczywiście Piotrek dalej miał swój areszt i nie wychodził z pokoju. Najważniejsze było, żeby Paweł ani Sylwia nie plątali się po domu. To miało dać trochę swobody i luzu Tomaszowi i bardzo mi pomóc. Cały czas miałam w pamięci, jak z obawą zerkał ostatnio na drzwi.
Tomasz nie skomentował mojego ubioru, co wcale nie oznacza, że go nie zauważył. Wyglądał, jakby nie wiedział co powiedzieć, był zaskoczony i lekko speszony. Jeśli moje odczucia były dobre, to znaczyło, że miałam już co najmniej trzydzieści procent sukcesu.
- Na początek chciałabym sprawdzić pana znajomość języka. Mówił pan, że coś umie, ale niewiele.
- Zgadza się. Potrafię się przedstawić i pamiętam podstawowe słowa. Uczyłem się w szkole, ale z wiekiem pamięć staje się ulotna.
- Bez przesady. Jest pan przecież jeszcze młody.
Pierwszy komplement z mojej strony był delikatny i idealnie wpleciony w rozmowę. Było dobrze. Jego reakcja także pozwalała na optymizm. Uśmiechnął się, ale jego wzrok chyba mimowolnie cały czas wędrował po moim ciele.
- To może dziś przypomnimy sobie wszystko, co jest związane z człowiekiem.  
- Nie widzę przeszkód, choć to chyba bardzo obszerny temat.
- Też tak uważam — powiedziałam, uśmiechając się zalotnie. - Niemniej chciałabym się skupić na fizycznym wymiarze człowieka i relacji międzyludzkich.
- Robi się intrygująco. Zaczynajmy.
Baranowski faktycznie potrafił powiedzieć o sobie kilka słów po niemiecku. Miał nawet dobry akcent i wymowę.  
- Świetnie panu idzie. To teraz zobaczymy czy pamięta pan części ciała.
Mężczyzna uśmiechnął się, po czym pochylił głowę. Zamarłam. Piotrek musiał mu opowiedzieć o tym, w jaki sposób przebiegała moja lekcja z nim, dotyczącą tego zagadnienia. No tak, jebany gówniarz! Po wpadce na próbie gwałtu robił wszystko, żeby zwalić na mnie winę i opowiedział kochanemu tatusiowi, jak to nauczycielka prowokowała go, pokazując mu coraz więcej w zamian za przyswojenie kolejnej partii słówek.  
- Czy coś nie tak? - zapytałam.
- Nie, coś sobie przypomniałem — powiedział i spojrzał na mnie. Było w jego wzroku pożądanie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wcale nie jest źle. Piotrek w gruncie rzeczy odwalił dobrą robotę. Jego ojciec mógł fantazjować o tym, że sam dostaje taką lekcję. Jeśli teraz sobie to przypomniał, to poniekąd przybliżył mnie do celu, ale jak do cholery mogłabym to wykorzystać? Nie byłam przygotowana na taki rozwój wydarzeń. Kurwa mać! Taka szansa przejdzie mi koło nosa. No nic. Muszę się trzymać swojego planu. Może uda mi się na następnej lekcji dać mu nagrodę w postaci striptizu w zamian z naukę jakichś słówek.
Z głową, ręką czy nogą nie było większych problemów. Kiedy zapytałam go o włosy, niby przypadkiem zaczęłam poprawiać własne. Kiedy zapytałam go o udo, akurat przekładałam nogę z jednej na drugą. Baranowski wodził wzrokiem po moim ciele. Kulminacja przyszła, kiedy zapytałam go o pośladki. Wstałam i odwróciłam się do niego tyłem, po czym położyłam na nich dłonie.
- Przepraszam, ale wydaje mi się, że każde określenie tej części ciała jest niestosowne, dlatego krepuje się, żeby je nazwać.
- A to ciekawe.
- Dokładnie, zwłaszcza że jak pan widzi, nie mam problemu z tym, żeby je pokazać — dodałam.
Zatkało go i bardzo dobrze. Taki był cel. Pokazałam, że nie jestem taka porządna, na jaką wyglądam i jest dla niego szansa na to, że wyląduje ze mną w łóżku. Myślał też pewnie, że z inną częścią ciała, którą mam z przodu też może być podobnie. Niestety miałam innym pomysł na to, jak rozmawiać o piersiach.
Przeszliśmy do kolejnych partii ciała. Dotykałam swoich ramion, kiedy o nich mówiłam. Przy okazji poprawiałam swoje przezroczyste ramiączko. Robił się czerwony. Widziałam, jak bardzo go to podnieca.
- A wie pan, jak można po niemiecki określić kobiece piersi?
- Nie wiem.
- Ma pan może jakiś pomysł?
- Obawiam się, że nie.
- W niemieckim, podobnie jak w polskim mamy kilka określeń. Niektóre są medyczne, niektóre eleganckie, a niektóre mniej. Które chciałby pan poznać?
Baranowski nie wiedział co odpowiedzieć, więc wzruszył tylko ramionami.
- Jest pan gentlemanem, więc wydaje mi się, że nigdy nie używa pan słowa „cycki”, więc je pominę. Zapoznam pana jedynie ze słowem, jakie odpowiada polskiemu słowu „piersi”.
- Naprawdę uważasz, że jestem tak porządny, że nigdy nie używałem słowa „cycki”?
- Ciężko mi wyobrazić sobie pana, używającego tego słowa. Powiem szczerze, że nawet chętnie bym je usłyszała.
- Cycki — powiedział Baranowski trochę beznamiętnie.
- Tak się nie liczy. Chodziło mi o to, że nie wyobrażam sobie, aby tak określił pan konkretną część ciała jakiejś kobiety.  
Baranowski uniósł brwi.
- No na przykład jestem pewna, że nigdy nie powiedziałby pan do mnie: Edyta masz fajne cycki.
Wytrzeszczył oczy. Było grubo. Znalazłam się na granicy. Najważniejsze było to, że jemu ta gierka się podobała.
- To nieeleganckie, przyznaje, ale gdybym miał podstawy, żeby tak powiedzieć, to mógłbym to zrobić.
- W takim razie proszę tak powiedzieć, a ja potem powiem, jak to będzie po niemiecku.
- A podstawy?
Dobrze, dobrze. Złapał się na mój seksualny haczyk!
- Nie rozumiem?
- Nie mogę skomplementować czegoś, czego nie widziałem.
Uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Było super. O to chodziło. Teraz był czas na najważniejszy moment.
Wstałam i położyłam dłonie na swojej sukience. Przylgnęła do ciała. Nabrałam powietrza i wypięłam pierś do przodu. Baranowski zdawał się nawet nie mrugać. Na pewno nie tego się spodziewał.
- Przyznam, że potrafisz zaskoczyć.
- Myślał pan, że się rozbiorę?
Zatkało go. Pokiwał tylko głową niby na tak, niby na nie.  
- Na to przyjdzie może czas podczas omawiania czegoś innego. Na razie chce, żeby dopełnił pan umowy tak jak ja.
- Edyta masz fajne cycki — powiedział.
Pochwaliłam go uśmiechem i zapoznałam z niemieckim odpowiednikiem tego zdania. Kazałam mu je nawet zapisać.
Tomasz wypił jednym haustem całą szklankę wody. Był podniecony i nie mógł doczekać się kolejnej części lekcji.  
- No to jak już wiemy, jak nazywają się części naszych ciał, to zapoznajmy się z tym, co je okrywa.
Co pan ma na sobie?
Baranowski zaczął wymieniać poszczególne części swojego ubioru. Beznamiętnie podawałam mu kolejne niemieckie słówka. Było ważne, aby na chwile powrócić do normalnej lekcji. Rozpaliłam jego zmysły i podnieciłam. Teraz trzeba było obniżyć napięcie, żeby znów zapragnął tego, co było wcześniej, i powtórzyć zabieg.
Wymieniliśmy chyba wszystkie części męskiej garderoby, nie tylko te, które miał na sobie, ale także te w szafie i te, o które mnie zapytał.
- No to teraz trzeba nauczyć pana, jak nazywamy damską garderobę. Powinien pan potrafić skomplementować ubiór cioci. Kobiety są wrażliwe na tym punkcie.  
- Doskonale o tym wiem Edytko.
- To dlaczego nie pochwalił mnie pan za moją kreację? - zapytałam z uśmiechem, po czym poprawiłam sobie okolice mojego dekoltu.
Zatkało go, a ja, aby nie trzymać go w niepewności, zaśmiałam się, dając mu do zrozumienia, że tylko się wygłupiam. Nie chciałam wymuszać na nim kilku komplementów, tylko zwrócić ponownie uwagę na swoje piersi.
- Nie mam dziś na sobie zbyt wiele, ale nie widzę przeszkód, żeby nauczyć pana tego, co mam na sobie.
Uśmiechnął się. Jego wyobraźnia musiała wchodzić na najwyższe obroty.
- Sukienka po niemiecki to skirt.
Mój uczeń pokornie zapisał.
- No to dalej. Co mam jeszcze na sobie?
- Nie mam pojęcia, widzę tylko sukienkę.
- A nie wie pan, co kobiety noszą pod sukienkami?
- No niby wiem, ale..
- Ale co? To proste pytanie. Gdybym zapytała, co kobiety noszą w stanikach, zwanych biustonoszami to miałby pan problem, bo są takie przedstawicielki mojego gatunku, które noszą wszystko, ale w tym wypadku, wydaje mi się, że zna pan odpowiedź na pytanie.
Mężczyzna poprawił się na krześle.
- Zazwyczaj pod sukienkami porządne kobiety mają bieliznę.
- Ooo, a nieporządne? -zapytałam z miną upierdliwej małej dziewczynki, którą kiedyś byłam.
- Edyta, nie poznaje cię! — powiedział z podobnym wyrazem twarzy.
- Nie wiem jak inne kobiety, ale ja zazwyczaj pod sukienką nosze stanik i majteczki.
- Zazwyczaj?
- Czasem robię wyjątki — dodałam z uśmiechem. - Ale nie dziś. Tak się składa, że mam na sobie pełen zestaw.
Odchyliłam sukienkę i zajrzałam do biustonosza, jakbym chciała się upewnić, że wiem, co mówię.
Na twarzy Baranowkiego były już takie wypieki, że mogłabym coś ugotować.
Znów profesjonalnie omówiłam kilka słówek. Po chwili postanowiłam wrócić do podgrzewania atmosfery.
- Na następną lekcję chce, aby pan nauczył się wszystkiego, co było omawiane. Nauka języka to przede wszystkim mozolne i długotrwałe wkuwanie słówek.
- A będzie jakąś motywacja?
A jednak! Wiedział o sposobie, jaki zastosowałam z Piotrkiem.
- Co pan ma na myśli?
- Wiesz co. Rozmawiałem z Piotrkiem.
- No domyślam się — powiedziałam i teatralnie opuściłam głowę. - Nie było innego sposobu, żeby zmotywować go do nauki. Nie mam sobie nic do zarzucenia i nie uważam, że moje zachowanie wyzwoliło w nim chęć zgwałcenia mnie.
- Nikt tego nie sugeruje. Uważam jedynie, że mogłabyś także na mnie zastosować taką metodę.
Spojrzałam na niego uwodzicielsko.
- Nie wydaje mi się, aby była taka konieczność. Sam pan chciał się uczyć, a Piotrek został nijako przymuszony. To dwie różne kwestie.
- Mimo wszystko...
- Mimo wszystko to mam lepszy pomysł — powiedziałam, po czym wstałam i nachyliłam się nad jego biurkiem. Od razu skierował wzrok na moje piersi. Mój zapach uderzył go w nozdrza. Zbliżyłam się do jego ucha.
- Ich will mit dir ficken
- Co to znaczy? - zapytał niemal szeptem.
- Chce się z tobą pieprzyć — odpowiedziałam.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Cukierek11

    Nie mogę  się doczekać  kolejnej części, błagam nie każ nam długo czekać

  • eksperymentujacy

    warto poczekać na taką część :)