Korepetytorka 2

Korepetytorka 2Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Było już po północy. Nie mogłam zasnąć. Cały czas myślami byłam przy wizycie Baranowskiego u nas, i o mojej u niego jutro. Właściwie to powinnam powiedzieć, że dziś. Ta praca to była dla mnie wielka szansa i nie mogłam jej zmarnować. Jeśli ten gość jest naprawdę tak bogaty, jak mówiła moja mama, to faktycznie mogłabym zarobić na nową pompę insulinową dla Marysi. Obawiałam się jednak, że ci państwo mogą oczekiwać nauki na najwyższym poziomie. Nie miałam doświadczenia w nauczaniu, zwłaszcza nastolatków. Z drugiej strony ci chłopcy są niewiele młodsi ode mnie i chyba dam rade. Kto jak nie ja! Uspokoiłam się i w końcu udało mi się zasnąć.  
Spotkanie zaplanowane miałam dopiero na piętnastą, ale już od rana zastanawiałam się co na siebie włożyć. Chciałam wyglądać elegancko, ale bałam się, że jak pani Baranowska uzna, że jestem zbyt zgrabna, to może nie dopuścić mnie do swoich synów. Nie wiadomo, jakie pani psycholog ma poglądy w tych sprawach. Chciałabym jednak, by Baranowski zobaczył wszystkie moje wdzięki. Sama myśl o tym facecie podniecała mnie. Nie mogłam ukrywać, że podobał mi się, jak jasna cholera! To było tylko zauroczenie, jedno z wielu jakie przeżywałam w swoim życiu. Wiedziałam, że za jakiś czas mi przejdzie. Zawsze tak było. Nie mogło być inaczej, facet w końcu był żonaty.
Około południa przeszła ogromna burza, a po niej ochłodzenie. Powietrze stało się rześkie, ale nie było takiego upału jak wcześniej. Taki stan rzeczy częściowo rozwiązał mój problem. Założyłam sukienkę a na nią żakiet. Wyglądałam ładnie, i odpowiednio jak na rozmowę o pracę.
Dom a właściwie rezydencja Baranowskich była ogromna. Spodziewałam się ochroniarzy przy bramie, ale jak widać, ich majątek nie był aż tak wielki, by się czegoś obawiali. Może po prostu jeszcze im nie odwaliło. Sama myśl, że na wejściu przeszukałby mnie jakiś facet, wprowadziła mnie w miły nastrój.
Drzwi otworzyła mi pani Baranowska. Była dokładnie taka, jak opisał mi mama. Kobieta po czterdziestce, zadbana, ale jednocześnie gustownie i skromnie ubrana. Powitała mnie z uśmiechem na twarzy. Wnętrze ich domu zaparło mi dech w piersiach. Przestrzeń w salonie była ogromna i śmiem twierdzić, że to pomieszczenie miało tyle samo, a może nawet więcej powierzchni niż nasz dom w całości. Na sofie siedział Baranowski, zapatrzony był w laptopa. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i odłożył urządzenie na bok. To było miłe i dodało mi pewności, że nie będzie sztywno i nieprzyjemnie.
Czułam się tak, jakbym znała ich od dawna i przyszła na spotkanie towarzyskie.
Spodziewałam się, że mają jakąś pomoc domową, ale widok Sylwii Baranowskiej, która osobiście nalewa mi herbatę, rozwiał moje przypuszczenia.
- Domyślam się, że mama wprowadziła panią w temat naszego spotkania i propozycji? - zapytała kobieta, jednocześnie siadając obok męża na ogromnej skórzanej sofie.
- Tak, aczkolwiek sama też nie zna szczegółów — powiedziałam.
- Zależy nam na tym, by nasi synowie opanowali w kilka miesięcy podstawy języka niemieckiego. Chcemy, by potrafili się przywitać, powiedzieć o sobie kilka słów, nazywać podstawowe przedmioty i aby przynajmniej trochę rozumieli, co mówi do nich osoba z Niemiec.
Kiwnęłam głowa na znak, że rozumiem. Na tym etapie nie miałam jeszcze żadnych pytań.
- Nasi synowie są specyficzni i, pomimo że są bliźniakami, to poza fizycznym podobieństwem wszystko inne ich dzieli, a nie łączy — powiedziała Sylwia.
- No kochanie, to bardzo oględnie powiedziane. Bądźmy z panią Edytą szczerzy. Jeden z naszych synów jest bardzo udany, a drugi wiecznie buja w obłokach i mamy bardzo duże podstawy, by martwić się o to, czy poradzi sobie w życiu — powiedział lekko poddenerwowanym tonem Tomasz.
- Nie wydaje mi się, aby pani Edyta potrzebowała do nauki twojej opinii, na dodatek niesprawiedliwej i chybionej, ale skoro już zacząłeś ten temat, to pozwól, że ja go skończę.
Baranowski uniósł przepraszająco dłonie i sięgnął po filiżankę. Przemknęła mi przez głowę myśl, że w tym domu mimo wszystko rządzi pani psycholog, a nie pan biznesmen.
- Piotrek to ulubieniec mojego męża. Jest pyskaty...
- Potrafi walczyć o swoje — poprawił ją Baranowski, za co natychmiast został obrzucony nieprzychylnym spojrzeniem.
- Potrafi być krnąbrny, ale trzeba przyznać, że jest bardzo zdolny. Nie ma problemów w nauce, ale z powodu lenistwa, odziedziczonego najprawdopodobniej po ojcu osiąga przeciętne wyniki.
Baranowski skrzywił się, z lekkim uśmiechem kiedy jego żona wspomniała o lenistwie. Wyglądało to dość komicznie, ale powstrzymałam się od śmiechu. Tomasz faktycznie wyglądał na takiego, co lubi wydawać polecenia bez angażowania własnej osoby w realizowane zadania.
- Interesuje się sportem, gra w piłkę noż...
- Interesuje się też dziewczynami — wtrącił mężczyzna. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. To był dla mnie jasny sygnał, a raczej aluzja.
- Czy mógłbyś pozwolić mi mówić i nie przerywać swoimi docinkami — zapytała spokojnym tonem Sylwia. Podziwiałam ją za to, że potrafiła tak spokojnie znosić uwagi swojego męża. Zapewne niejedna kobieta na jej miejscu już dawno wybuchnęłaby ze złości.
Baranowski skupił na dokończeniu swojej kawy, jakby miał zamiar zaraz opuścić to pomieszczenie.
Jego żona opowiedział do końca mi o swoim synu Piotrku. Dowiedziałam się jeszcze, że mają z nim czasem problemy wychowawcze. Zasugerowała mi, by nie brać do siebie jego przykrych uwag, jakimi czasem potrafił obdarzać nauczycieli w szkole. Obawiała się, że w stosunku do mnie także może po nie sięgnąć.
Nie komentowałam jej wypowiedzi i nie zadawałam dodatkowych pytań.
- No to teraz opowiedz coś o maminsynusiu Pawełku — powiedział z lekką złością w głosie biznesmen. Widać było, że ta para ma wyraźne problemy z ustaleniem wspólnej linii wychowywania swoich dzieci. Kobieta nie skomentowała jego słów, tylko przeszła do opowiadania o Pawle. Kiedy zaczynała mówić, na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech, co dało mi do mylenia. Od razu zorientowałam się, że kobieta bardziej martwi się, czy nawet bardziej kocha drugiego syna. Mówiła o jego pasji do muzyki i tańca. Uprzedził mnie, że nie ma takich zdolności do języków jak jego brat, ale potrafi bardzo ciężko pracować i dzięki temu osiąga lepsze wyniki.
- Chyba trochę go idealizujesz — wtrącił po chwili Tomasz. Mężczyzna nie przejawiał zbytniej miłości do swojego syna i nie zamierzał tego ukrywać.
- Wydaje mi się, że nie — odpowiedziała kobieta, po czym zanurzyła usta w filiżance.
Dowiedziałam się, że Paweł brał udział w wielu konkursach tanecznych, ale jego partnerka zachorowała i chłopak przerwał karierę. To go lekko załamało. Poza tym jest bardzo nieśmiały i wstydzi się kobiet.
Po tej krótkiej charakterystyce zapewniłam oboje, że dam sobie radę z nauką podstaw języka niemieckiego. Ustaliliśmy, że lekcje odbywać się codziennie po dwie godziny.  
Kolejnym etapem było moje wynagrodzenie. Baranowscy wiedzieli, z jakimi problemami mierzy się moja mama i zaproponowali bardzo dobrą stawkę, wynosząca sto złotych za godzinę. Zastrzegli, że jeśli wyniki chłopców będą naprawdę zadowalające, mogę liczyć na solidną premię, nawet w wysokości stu procent wynagrodzenia.
- Rozumiem, że mam uczyć obu chłopców jednocześnie? - zapytałam, żeby ustalić ostatni szczegół.
- No właśnie problem polega na tym, że oni nie przepadają za sobą — powiedział Tomasz.
- Po prostu Piotrek czasem dokucza Pawłowi i szydzi z niego — sprostowała męża Sylwia.
- Najlepiej będzie jeśli lekcje będą osobno. Pani zarobi więcej, a oni osiągną lepsze wyniki — powiedział ze spokojem Tomasz.
- Spróbujmy najpierw łączonych lekcji, tak jak planowaliśmy na początku — powiedziała Sylwia a mąż z miną człowieka, który i tak wie jak to się skończy przystał na jej propozycje.
Z każdą chwilą ta rozmowa zmierzała do kłótni i w sumie to byłam zadowolona, że już się kończy. Za wielkim oknem, stanowiącym wyjście na taras dostrzegłam strugi deszczu. Skarciłam się w myślach za to, że nie zabrałam ze sobą parasola.
- Proszę się nie martwić, odwiozę panią — powiedziała Sylwia, widząc moje spojrzenie.
Umówiliśmy się na pierwszą lekcję kolejnego dnia. Zeszłam z kobietą do garażu, gdzie stało znane mi BMW.  
- Dobrze, że ten deszcz zaczął padać, bo chciałam z panią jeszcze coś omówić — powiedziała kobieta.
- Mam dla pani jeszcze jedną misję do zrealizowania — powiedziała, po czym ruszyłyśmy w stronę mojego domu.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 1582 słów i 8943 znaków. Tagi: #nauczycielka #dziewczyna #nauka #lekcje #seks

4 komentarze

 
  • Dyzio55

    Rafaello rusz piurem czekamy na więcej. Ciekawie się zaczyna wypadałoby kontynuować.  :shrug:

  • Rafaello

    @Dyzio55 Już jest.

  • GallAnonim

    Dobrze się zapowiada. Czyta się z ciekawością

  • trantolo

    Bardzo ciekawe czekam niecierpliwie na kolejne części 👏👏👏

  • Rafaello

    @trantolo Jak Ci się podoba coś u mnie to daj zawsze łapkę w górę, żebym wiedział czy pisać dalej. Dla mnie to jest wyznacznikiem gustów czytelników.

  • eksperymentujacy

    Świetnie rozwiniecie !
    Duża różnica pomiędzy tym a standardową „zerżnął mnie na pierwszej lekcji”
    Czekam na ciąg dalszy