Korepetytorka 10.

Korepetytorka 10.Była ciemna noc. Siedziałam sama w kuchni. Sącząc herbatę, wpatrywałam się w szarą kopertę wypełnioną kilkoma paczkami związanych banknotów. To była przepustka do szczęścia dla mojej mamy, siostry, a także dla mnie. W tym ostatnim przypadku sytuacja była jednak bardziej skomplikowana.
Cieszyłam się niesamowicie z tego, że dostałam te pieniądze i moja siostra dostanie szansę na normalne życie. Z drugiej strony bałam się co będzie, kiedy nie podołam temu, o co poprosiła mnie Baranowska. Musiałam rozłożyć sobie wszystko na czynniki pierwsze.
To, co jeszcze do niedawna wydawało mi się najtrudniejsze, było bułką z masłem. Nauczenie chłopaków podstaw niemieckiego było teraz niczym. Paweł przyłoży się i przyswoi słówka, a Piotrkowi będę musiała pokazać co nieco, i go zmotywować, ale także nie będzie z tym kłopotu.  
Ich ojciec będzie dużo trudniejszym celem. Miałam mieszane odczucia co do tego faceta. Zrobił na mnie wspaniałe wrażenie, kiedy go poznałam. Nie chciało mi się wierzyć, że może zdradzać Sylwię Baranowską, ale tego nigdy nie da się wykluczyć. Przetestowanie jego wierności to trudne zadanie i co najważniejsze nie mogę być nachalna w swoim działaniu.
O tym, co na końcu zaproponowała mi mama Pawła, na razie nie chciałam myśleć. Niby wszystko zgodne z prawem, bo chłopak ma swoje lata, ale mimo to miałam mieszane odczucia. Czułam się trochę jak prostytutka, z drugiej strony to wyróżnienie, kiedy matka tak bardzo kochająca swoje dziecko chce, bym to właśnie ja zrobiła z nim to pierwszy raz. Wiedziałam, że na tym Sylwii zależy najbardziej, choć nie chciała się do tego przyznać.
Zaczął mnie morzyć sen. Choć tak wiele wrażeń tego dnia a właściwie wieczoru przepłynęło przez moją głowę, schowałam dobrze kopertę z pieniędzmi i się położyłam. Następnego dnia chciałam zrobić mały kroczek w każdej z misji, jaka była mi powierzona.
Mama nie mogła uwierzyć, kiedy jej powiedziałam, a potem pokazałam pieniądze. Od razu pojechała by wpłacić je do banku. Chciałam jechać z nią dla jej bezpieczeństwa, ale nie mogłam. Czekał mnie ciężki dzień i musiałam wyglądać jak bóstwo, a to wymagało czasu.
Na pierwszy rzut poszły włosy. Prostowałam je długo, bo wtedy wyglądały najbardziej seksownie. Dziś musiałam zrobić wrażenie na dwóch facetach. Gdyby Piotrek też mnie dziś zobaczył, byłoby fajnie, bo utarłabym gówniarzowi nosa. Niech żałuje, że to całe dobro pójdzie dla jego brata.
Siedziałam w samym staniku i zastanawiałam się jaką sukienkę wybrać. Kusiła mnie różowa, ale ten numer był dobry na jeden raz. Chciałam, aby była to jakaś kiecka na ramiączkach, bo wtedy proste blond włosy spadające na ramiona wywoływały w facetach ogromne podniecenie. Nic z tego nie wyszło. Moje kiecki nie nadawały się już do niczego. Miałam nadzieje, że po zakupie pompy jakimś cudem coś zostanie, to będę miała okazje pojechać na zakupy do miasta. Na razie musiałam sobie radzić z tym, co mam. Przejrzałam bluzki i spódnice i wszystkie jakoś mi do siebie nie pasowały.
W końcu wpadłam na pewien pomysł. Założyłam kraciastą spódnicę, podobną do tych, jakie noszą Szkoci. Pięknie pokazywała moje nogi. Zawsze lubiłam je eksponować. Nie miałam się w tym zakresie czego wstydzić. Na górę założyłam coś prostego, ale jednocześnie genialnie seksownego. Zwykła biała bluzka, taka, jaką nosiłam na egzaminy. Niby nic, ale pod nią włożyłam kremowy stanik, a bluzki nie zapinałam, tylko zawiązałam na wysokości biustu. Stałam przed lustrem i podziwiałam. Przyszło mi do głowy, żeby pojechać po całości i zrobić sobie dwa kucyki. Wyglądałabym zapewne interesująco, ale odstąpiłam od tego pomysłu. Zbyt wiele nerwów włożyłam w walkę z prostownicą, by teraz stracić cały efekt. Pozostała kwestia makijażu. Nie zamierzałam przesadzać.
Oceniając swój wygląd, wyglądałam jak młoda, atrakcyjna dziewczyna, która nie jest ani zbyt wyzywająca, ani zbyt skromnie ubrana. O taki efekt mi właśnie chodziło.
Lekcje z Pawłem miałam dopiero o szesnastej, ale zamierzałam się pojawić tam godzinę wcześniej. Taki był plan, jaki wczorajszego wieczoru uzgodniłam z Sylwią. Tę godzinę miałam poświęcić na rozmowę z jej mężem. Z racji, że zgodziłam się popilnować chłopaków w trakcie jego nieobecności, musiał mi pokazać kilka rzeczy w domu. To był doskonały pretekst, by będąc z nim sam na sam rozpocząć grę.
Chłopaki mieli być z matką na zakupach i powinni pojawić się dopiero przed czwartą. Nie zdziwiło mnie, kiedy po zadzwonieniu na dzwonek w drzwiach ukazał mi się Baranowski.
- Witaj Edytko, cieszę się, że jesteś — powiedział na przywitanie, ale nie był to w jego wykonaniu oklepany tekst. Wiedziałam, że naprawdę cieszy się na mój widok. Lubił mnie. W mojej głowie pojawiła się obiekcja, że skoro ten facet jest w porządku, pomaga mi, lubi mnie i daje mi pracę, to może nie powinnam testować jego wierności względem żony. Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Szybko wytłumaczyłam sobie, że ulegam chwilowym emocjom, a to na dłuższą metę zawsze bywa zgubne.
- Cieszę się, że zgodziłaś się na popilnowanie naszych synów w trakcie naszego wypadu. Niby są dorośli, ale wiesz, jak jest.
- Kontrola podstawą zaufania, jakbym słyszała moją mamę — podsumowałam, a Baranowski zrobił minę, która wskazywała, że zgadza się ze mną w stu procentach. Było w niej także coś, co nazwałabym uznaniem, albo docenieniem mojej dojrzałości. Być może chwalił nie mnie, ale samego siebie, za to, że tak dobrze dobrał kadrę szkoleniową dla dzieciaków. To wskazywałoby na to, że jest bufonem, a jak na razie tak bym go nie nazwała.
Oprowadzał mnie po wszystkich zakamarkach swojej posiadłości. Nie sądziłam, że ich dom od środka jest jeszcze większy niż z zewnątrz. Pokazał mi zawory gazu, wody i wyłączniki prądu. Miałam nadzieje, że ta wiedza nie będzie mi potrzebna, poza tym sama nie byłam pewna czy w razie zagrożenia, działając w stresie, będę pamiętała do nich drogę. Na koniec pokazał mi i zdradził kod do alarmu. Prosił, żebym na noc go uruchamiała.
- No i jak, dasz radę?
- Dam — powiedziałam z lekko przerysowaną pewnością siebie, ale z uśmiechem na twarzy.
- Straszny upał dziś, a Sylwii i chłopców jeszcze nie ma. Zapraszam cię na doskonały kompot z czereśni do mojego gabinetu. Mam tam własną lodówkę. Chciałbym z tobą jeszcze o czymś porozmawiać.
Byłam zaskoczona, ale także zadowolona. Wprawdzie nie miałam pojęcia, o czym będzie rozmowa, ale liczyłam, że faktycznie zaproponuje mi coś, czym będę mogła pochwalić się Sylwii. Choć było to mało prawdopodobne, to zatliła się we mnie iskierka nadziei.
Jego gabinet był w porównaniu do innych pomieszczeń dosyć skromny. Baranowski poczęstował mnie zimnym i pysznym kompotem. Widziałam, że kiedy ja patrzyłam w sufit z powodu przychylonej szklanki, to on zerkał na mój biust. To był dobry znak.
- Z którym masz dziś zajęcia?
- Z Pawłem.
Baranowski cmoknął z dezaprobatą, co nie było miłe. Nie lubiłam, kiedy się źle wyrażał się o swoim synu i kiedy faworyzował Piotrka.
- Szkoda. Piotrek zapewne miałby ogromną radochę, widząc cię w takim stroju, a Paweł...
- Ale co, coś jest z moim strojem nie tak? - zapytałam uwodzicielsko, patrząc na jego twarz.
Zaśmialiśmy się oboje. Doskonale wiedzieliśmy, o co chodzi.
- Wyglądasz bardzo seksownie. Zazdroszczę smarkaczom, że mogą z tobą przebywać i patrzeć na ciebie — powiedział, po czym na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec i speszenie. Chyba zrozumiał, że lekko się zagalopował. Można to było zinterpretować na wiele sposobów, ale ja wiedziałam, że podobam mu się jako kobieta. Teraz byłam tego pewna.
- Zawsze może pan skontrolować moje poczynania i przy okazji moich uczniów i przyjść na lekcje. Pan zna niemiecki?
- Tylko trochę.
- To w czym problem? Mogę pouczyć także pana — powiedziałam i uśmiechnęłam się zalotnie.
- Ja jestem oporny na wiedzę — powiedział.
- E tam. Nie z takimi sobie radziłam.
- Ale ty mnie kusisz dziewczyno — powiedział, a na jego twarzy pojawiło się to, co chwilę wcześniej. Widziałam, że w jego umyśle zaczyna się bitwa myśli.
Oparł się wygodnie na fotelu i spojrzał na mnie. Czułam, że to po co mnie tam ściągnął, za chwilę ujrzy światło dzienne.
- Rozmawiałem ostatnio z Piotrkiem... - powiedział i urwał. Moje serce zaczęło bić coraz mocniej. Teraz sobie uświadomiłam, że Piotrek nie powiedział matce o tym, że dostał ode mnie w twarz, ale powiedział o tym ojcu.
Zaschło mi z nerwów w gardle. Nalałam sobie szklankę kompotu. Chciałam ugasić nie tyle pragnienie ile czerwony rumieniec, jakim zaczynałam się oblewać. Nie wiedziałam, co się wydarzy. Z jednej strony to przecież jakby chciał mnie zwolnić, to nie pokazywałby mi wszystkiego.  
- Musisz wiedzieć, że ja i Piotrek mamy bardzo bliską relację. Jesteśmy kumplami i mówimy, a przynajmniej on mówi mi o wszystkim.  
Nie uspokoił mnie tym zdaniem. Nie odzywałam się.  
- Trochę się krępuje, ale muszę ci powiedzieć, że bardzo mu się podobasz. Tak naprawdę jesteś pierwszą kobietą, z która ma bliski kontakt. Do tej pory oglądał tylko słabe porno w internecie i stąd czerpał wiedze.
Baranowski po raz trzeci zalał się rumieńcem, a ja wręcz przeciwnie. Zaczynałam chyba rozumieć, o co chodzi i bynajmniej nie było to trzaśnięcie go w pysk.
W dalszym ciągu skupiałam się tylko na słuchaniu.
- Wiem, jak ważna dla młodego chłopaka jest kwestia dojrzewania i odpowiedniego wejścia w świat damsko-męski. Chciałbym, by w przypadku Piotrka to było przeżycie i czas, jaki zapamięta do końca życia i to w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Moje pierwsze doświadczenia z koleżankami to potajemnie pocałunki i schadzki w szopie jej rodziców. Chciałbym, żeby u Piotrka tak nie było.
To zmierzało w pewnym kierunku, którego się bałam, a raczej nie mogłam w to uwierzyć.
- Powiem prosto z mostu! Wiem, że cała kasa, jaką zarobisz, pójdzie na sprzęt dla twojej siostry. Szanuje cię za to, nawet nie wiesz jak bardzo. Rodzina to ogromna wartość i kiedy jest w potrzebie, trzeba o nią dbać, i to bez dwóch zdań! Przemyślałem to i postanowiłem dać ci zarobić podobną kwotę tylko dla ciebie. Chciałbym dać ci trzydzieści tysięcy.
Nie wiedziałam za bardzo, o co mu chodzi. Najwyraźniej nie wiedział o tym, że Sylwia już mi zapłaciła, ale to mnie nie dziwiło.
- A za co te pieniądze? - zapytałam z lekkim niepokojem, choć udawanym. Byłam przekonana, że za chwilę padnie propozycja seksu. Czekałam na to. Z jednej strony mogłabym zrealizować powierzone zadanie. Z drugiej dopiero teraz widziałam, w jakie bagno weszłam.
- Chcę, byś rozprawiczyła Piotrka — powiedział, po czym nalał sobie kompotu.
Zatkało mnie. W ciągu niespełna doby dostałam dwie takie same propozycje. Tomasz chce, bym za kasę rozprawiczyła Piotrka, a Sylwia, żebym to samo zrobiła z Pawłem.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Uśmiechnęłam się tylko znacząco, licząc, że zrozumie, iż się zgadzam.
Nie musiałam się zastanawiać. Skoro zrobię to z Pawłem, to z tym gówniarzem też. Z nim pójdzie łatwiej, bo on tylko czeka, aż rozłożę nogi. Pawła bałam się bardziej.
- Cieszę się, ale jest jedno „ale” — powiedział i zwilżył po raz kolejny usta.
- Jakie? - zapytałam zdziwiona. Nie miałam pojęcia, czym może mnie jeszcze zaskoczyć.
- Nie oddam Piotrka w niepewne ręce. Najpierw będziesz musiała na mnie zaprezentować swoje umiejętności.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 2196 słów i 11914 znaków, zaktualizował 2 lip o 12:08. Tagi: #seks #młodzi #zdrada #uwodzenie

1 komentarz

 
  • izabela

    Bardzo fajnie piszesz podoba mi się. Jestem na tak.