Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Marta Croft - spełnienie

Marta Croft - spełnienieBlask mojej trzęsącej się pochodni tańczył po złocistych, gładkich płaszczyznach jego klatki piersiowej, gdy unosił mnie w górę, odrywając moje stopy w szpilkach od lodowatej posadzki.  

Śliski, oliwkowy jedwab sukni napiął się na moich pośladkach, a wysokie rozcięcie otworzyło się całkowicie, obnażając udo i czarną koronkę pończochy, która kusząco odcinała się na tle jasnej skóry.  

Zsunięte ramiączko uwolniło lewą pierś – jej ciężka, biała masa opadła bezwładnie, obramowana ciemnym pasem koronki, a nabrzmiały, purpurowy sutek stwardniał natychmiast pod wpływem chłodnego, stęchłego powiewu podziemi.

Złoty Strażnik nie tracił czasu na dworskie ceregiele.  
Jego drapieżne, karminowe ślepia zafiksowały się na moim obfitym biuście. Jedna z jego potężnych, metalicznie lśniących dłoni puściła mój pas i powędrowała wyżej, topiąc długie, szponiaste palce w miękkim ciele obnażonej piersi.  

Ścisnął ją zachłannie, brutalnie, badając jej potężny ciężar, aż syknęłam z mieszaniny rozkoszy i bólu, która lotem błyskawicy przeszyła moje podbrzusze.  

Ugniatał miękkie ciało niczym plastyczną glinę, spychając drugą, wciąż uwięzioną w gorsecie pierś ku górze, przez co głęboki rowek dekoltu niemal zniknął pod naporem wezbranej skóry.

– Puść... proszę... – mój własny głos wydał mi się obcy, zdradziecko niski i chropowaty od pożądania, które gęstniało we mnie z każdym jego uderzeniem serca.

W odpowiedzi bożek wydał z siebie gardłowy, zadowolony pomruk, od którego zadrżały kamienne ściany korytarza.  

Bezceremonialnie obrócił moje bezbronne ciało i posadził mnie na swoim biodrze, opierając moje plecy o chropowatą, prekolumbijską płaskorzeźbę.  

Pochodnia wypadła z moich osłabłych palców, gasnąc z sykiem w kałuży wilgoci na ziemi – jedynym światłem pozostał teraz niesamowity, wewnętrzny żar bijący z jego oczu i pulsujący blask złotego ciała.

Poczułam, jak jego dłoń wsuwa się pod oliwkowy jedwab, rozrywając delikatne szwy sukni z głośnym, suchym trzaskiem. Szorstkie, starożytne palce dotknęły moich rozchylonych ud, gładząc skórę tuż nad krawędzią pończochy, a potem bezlitośnie wdarły się wyżej, prosto między moje nogi. Moja myszka była już całkowicie bezbronna, lepka i pulsująca gorącym śluzem, który spływał obficie po jego palcach. Gdy jego dłoń naparła na nabrzmiałe wargi łonowe, rozciągając je i pieszcząc z pierwotną, samczą siłą, wygięłam plecy w łuk, gryząc wargi, by mój głośny jęk nie rozniósł się po zakamarkach świątyni.

– Ach, tak... tak bardzo gorąca... – zdało mi się, że słyszę jego szept w moim umyśle, choć jego wyszczerzone kły nie drgnęły.

Złoty Strażnik uniósł moje biodra jeszcze wyżej, szeroko rozkładając moje kolana na boki, tak że zawisłam okrakiem na jego potężnej, złotej miednicy. Druga ręka bożka chwyciła jego monstrualny, arcyciężki fallus, który tętnił dziko, napięty do granic możliwości i lśniący od soków.  
Przyłożył chłodną, grubą główkę bezpośrednio do mojej ciasnej szczelinki. Poczułam ten potworny opór. Rozpychał mnie jeszcze zanim wniknął, a sama świadomość tego, jak potężna kolumna za chwilę rozsadzi moje wnętrze, sprawiła, że skóra pokryła się gęsią skórką.

Nie było miejsca na litość. Bożek napiął pośladki i zadał pierwszy, głęboki, bezwzględny sztych.

Z mojego gardła wyrwał się wysoki, rozdzierający jęk, który utonął w mroku starożytnych krypt.  

Złoty taran wbił się we mnie z impetem preinkaskiego miecza, bezlitośnie rozsuwając delikatne, ciasne ścianki mojego łona, które ledwo co ochłonęły po poprzednim najeździe.  

Wszedł cal po calu, na całą swoją potworną długość, aż poczułam gwałtowne uderzenie w samą szyjkę macicy. Moja rozepchana do granic możliwości piczka pulsowała wokół jego grubego trzonu, przyjmując to nieludzkie wypełnienie z mieszaniną bezgranicznego przerażenia i dzikiej, zwierzęcej rozkoszy.

Złoty Strażnik zaczął poruszać się we mnie miarowo, ciężko i natarczywie. Każde jego gwałtowne pchnięcie unosiło moje ciało w górę i ciskało je z powrotem na potężny pal, a moje pełne piersi podskakiwały dziko, uderzając o jego twardą jak skała klatkę piersiową.  

Ślina z jego wyszczerzonych kłów kapała na mój dekolt, mieszając się z moim potem i lśniąc perłowo w mroku.

Złoty taran bożka parł naprzód bez cienia litości, a każdy milimetr jego nieludzkiej męskości zamieniał moje wnętrze w płonącą, rozciągniętą do granic możliwości otchłań. Poczułam potworny, tępy opór, gdy gładka, twarda jak szczere złoto główka z całym impetem uderzyła w ciasne wejście mojej piczki. Rozpychała delikatne ścianki bezwzględnie, cal po calu, zmuszając moje ciało do ustąpienia przed tą starożytną, niszczycielską siłą.

– Ach... nie... za duży... – mój własny krzyk ugrzązł mi w gardle, zamieniając się w chrapliwy, pełen bezsilności jęk, gdy arcyciężka kolumna wdzierała się coraz głębiej.

To nie było zwykłe obcowanie – to był bezlitosny najazd na moje łono. Moja rozgrzana myszka, choć napełniona już wcześniej sokami, drżała pod naporem tak monstrualnego kształtu. Czułam każdą nabrzmiałą, grubą żyłę na jego trzonie, która przeciskała się przez moje ciasne wnętrze, rozciągając miękkie tkanki tak mocno, że skóra wokół jego nasady napięła się niemal do pęknięcia. Wchodził we mnie niczym rozżarzony pal, bezlitośnie gniotąc i taranując wszystko na swojej drodze, aż potężne, ostateczne pchnięcie sparaliżowało mój oddech, gdy korona jego członka z furią uderzyła bezpośrednio w samą szyjkę macicy.

Moje łono zostało doszczętnie sparaliżowane tym nieludzkim, totalnym wypełnieniem. Byłam tak potwornie rozparta, tak ciasno opięta wokół tej złotej, tętniącej machiny, że najmniejszy ruch bożka wywoływał we mnie dreszcz bolesnej, a zarazem obezwładniającej rozkoszy. Każde głębokie,  pchnięcie na nowo rozrywało i deformowało moje wnętrze, zmuszając moją bezbronną, pulsującą piczkę do ugięcia się przed przeznaczeniem starożytnej przepowiedni.

Jego ruchy stawały się coraz szybsze, bardziej drapieżne. Wiedziałam, co nadchodzi – przepowiednia musiała dopełnić się krwią i nasieniem bogów. Bożek chwycił moje pośladki z siłą żelaznych kleszczy, unieruchamiając mnie całkowicie na swoim przyrodzeniu, i zaczął tarabanić się we mnie bez opamiętania. Moje wnętrze płonęło, rozciągane i gniecione przez grubą, żylastą kolumnę, która pompowała we mnie starożytny ogień.

Nagle Złoty Strażnik zesztywniał. Jego czerwone oczy rozbłysły niemal oślepiającym żarem, a z gardła wyrwał się potężny, triumfalny ryk. Poczułam, jak jego potężne biodra drgają w spazmach.  

Wtedy Złoty Strażnik osiągnął apogeum szału. Jego potężne, metaliczne ciało zesztywniało w jednym, konwulsyjnym skurczu, a czerwone ślepia rozbłysły niemal oślepiającym, krwawym żarem, gdy uwięził moje biodra w uścisku nieludzkich kleszczy. Poczułam gwałtowne, potężne tąpnięcie głęboko wewnątrz – moment, w którym prastary bożek otworzył śluzy swojej niszczycielskiej, boskiej płodności.

Z samego dna jego rozpalonego trzonu, bezpośrednio w moją potwornie rozepchaną macicę, ruszyła nieubłagana, arcyciężka lawina. To nie było zwykłe wytryśnięcie – to był gwałtowny potop gorącego jak płynne złoto, gęstego nasienia, które z furią zaczęło zalewać moje bezbronne łono. Pierwsze, potężne uderzenie boskiego soku uderzyło z taką siłą, że aż wygięłam plecy w łuk, a z mojego gardła wyrwał się rozdzierający, wysoki skowyt, który utonął w mrocznych kryptach świątyni.

Strumienie nasienia tryskały raz za razem, z niesłabnącym, pulsującym impetem, bezlitośnie pompując w głąb mojego ciała hektolitry gęstej, kleistej substancji. Czułam to dojmująco, z porażającą, zmysłową wyrazistością: moja macica była rozsadzana od środka, wypełniana po brzegi tnącym, starożytnym ogniem, który nie pozostawiał ani milimetra wolnej przestrzeni. Gorąca, gęsta ciecz napierała na ścianki mojego rozciągniętego łona z tak potwornym ciśnieniem, jakby za chwilę miała rozerwać moje powłoki, niosąc ze sobą nieodparty nakaz dopełnienia starożytnej legendy.

Zalało mnie całkowicie, do cna, topiąc moje wnętrze w gęstym, parującym basenie bogów. Nawet gdy spazmy Strażnika zaczęły powoli cichnąć, nadmiar arcyciężkiego, samczego nasienia, nie mieszcząc się już w mojej przepełnionej macicy, zaczął gwałtownie parzyć i przeciskać się wstecz. Gorąca, lepka rzeka leniwie wytryskiwała na zewnątrz, oblepiając moje uda, spływając po oliwkowym jedwabiu sukni i koronkach pończoch, podczas gdy ja trwałam bezwładnie, doszczętnie i bezpowrotnie napełniona nowym, boskim życiem.

W tej samej chwili, gdy złoty taran bożka wciąż tkwił głęboko we mnie, pieczętując to bezwstydne napełnienie, w moim ciele runęły wszelkie prawa natury. Gorąca, gęsta lawina starożytnego nasienia, która przed momentem z furią rozsadziła moją macicę, nie zamierzała czekać. Zamiast spocząć w głębi mojego łona, boski sok zaczął tętnić własnym, szalonym i nieludzkim życiem, rozpalając moje podbrzusze niewyobrażalnym, wewnętrznym pożarem.

Nagle, ku mojemu absolutnemu przerażeniu i bezgranicznemu zaskoczeniu, poczułam od środka potężne, gwałtowne parcie – ruch tak namacalny i drapieżny, jakby zakorzenione we mnie nasienie zaczęło błyskawicznie pęcznieć, rozpychając moje wnętrzności.

– Ach!... Co... co się ze mną dzieje?! – mój zbolały, chrapliwy krzyk rozdarł duszny mrok krypty, gdy spojrzałam w dół na swoje ciało.

Oliwkowy, śliski jedwab sukni, dotąd opinający moją wąską talię, zaczął trzeszczeć w szwach. Na moich własnych oczach, cal po calu, mój dotąd płaski brzuch począł gwałtownie unosić się i zaokrąglać z potworną, magiczną szybkością. To była bezlitosna, przyspieszona transformacja. Tkanki mojego brzucha rozciągały się pod wpływem nieludzkiego naporu, rosnąc w oczach niczym bochen chleba w rozżarzonym piecu.

Cienki materiał sukni naprężył się do granic wytrzymałości. Patrzyłam z niemałym oszołomieniem, jak podbrzusze wypycha się do przodu, formując się w twardą, lśniącą od potu i nasienia kulę. Brzuch rósł bez opamiętania – najpierw stał się okrągły niczym niewielka dynia, by po kolejnej salwie wewnętrznych skurczów przybrać potężny, ciążowy kształt, wypchnięty wysoko aż pod same piersi.

Moje pełne, ciężkie piersi opadły teraz na tę nową, gigantyczną wypukłość, która brutalnie zmieniła całą moją sylwetkę. Skóra na moim brzuchu napięła się tak mocno, że stała się niemal przezroczysta, pulsująca w rytm żywego złota, które we mnie krążyło. Czułam dojmujący, rozkoszny i zarazem przerażający ból rozciąganych mięśni – byłam bezwzględnie, w ciągu zaledwie kilku uderzeń serca, doprowadzona do stanu błogosławionego, dzierżąc przed sobą potężne brzemię starożytnej cywilizacji.

Złoty Strażnik patrzył na to z góry z wyrazem absolutnego, drapieżnego triumfu. Przepowiednia spełniła się na jego oczach. Przejechał swoją wielką, chropowatą dłonią po moim napiętym i monstrualnie wielkim brzuchu, a ja jęknęłam bezsilnie, uwięziona między jego mocnymi udami, czując, jak w moim powiększonym łonie tętni i rozwija się nowe, boskie życie.

Złoty Strażnik nie zamierzał poprzestać na samym zapłodnieniu; w jego gorejących, karminowych ślepiach nie było widać ani krzty sytości, a jedynie jeszcze większy, pierwotny głód. Widok mojego nowo wyrosłego, potężnego brzucha podziałał na niego niczym najsilniejszy afrodyzjak. Jego monstrualny taran, wciąż tkwiący głęboko w moim rozepchanym wnętrzu, zamiast wiotczeć, natychmiast stwardniał na powrót, stając się jeszcze grubszy, bardziej żylasty i bezlitosny.

– Ach... nie... przecież już dałam... ach... dałam ci wszystko... przepowiednia się spełniła! – wykrztusiłam chrapliwie, a mój głos załamał się, przechodząc w bezsilny szloch, gdy poczułam, jak ta potężna kolumna na nowo rozpycha moje udręczone łono.

Bożek odpowiedział niskim, gardłowym warkotem, w którym nie było miejsca na sprzeciw. Bezceremonialnie zmienił pozycję, nie pozwalając, by jego członek choćby na milimetr wysunął się ze mnie. Chwycił mnie w pasie swoimi potężnymi, złotymi łapami i obrócił plecami do siebie, zmuszając, bym oparła się dłońmi i przedramionami o chropowatą, lodowatą ścianę świątyni. Wypchnął moje biodra wysoko w górę, przez co mój nowy, gigantyczny brzuch zawisł bezwładnie nad posadzką, twardy i napięty, kołysząc się ciężko przy każdym moim ruchu. Oliwkowy jedwab zsunął się całkowicie, odsłaniając moje nagie, rozpalone pośladki oraz całą monumentalność mojej nagłej, ciążowej sylwetki.

Wtedy, stojąc tuż za mną, zadał pierwsze potężne pchnięcie w nowej pozycji.

Z mojego gardła wyrwał się wysoki, rozdzierający krzyk, który echem przetoczył się przez starożytne korytarze. Złoty pal wbił się we mnie od tyłu z furią tarana, wchodząc aż po samą nasadę, bezlitośnie gniotąc i rozpychając moją piczkę, która teraz, pod wpływem ciąży, stała się jeszcze bardziej nabrzmiała, gorąca i ciasna. Każdy jego bezwzględny sztych wstrząsał całym moim ciężarnym ciałem; przy każdym uderzeniu mój potężny brzuch opadał i unosił się, a pełne, ciężkie piersi, pozbawione jakiegokolwiek oparcia, podskakiwały i kołysały się dziko w mroku, ocierając się o siebie z plaśnięciem.

Złoty Strażnik zaczął tarabanić się we mnie bez opamiętania, narzucając szaleńczy, zwierzęcy rytm. Jego twardy jak skała brzuch z głośnym, mięsistym klaskaniem uderzał raz za razem o moje nagie, czerwone pośladki, a jego szponiaste palce wbiły się w boki mojego wielkiego bębna, ugniatając napiętą skórę i stabilizując mnie na swojej nieludzkiej męskości. Czułam to dojmująco, z porażającą intensywnością – brał mnie w posiadanie brutalnie, jako ciężarną samicę, pieczętując swoje panowanie nad moim nowym stanem.

Ruchy bożka stawały się coraz bardziej natarczywe, głębokie i pozbawione litości. Wpychał we mnie swoją grubą, tętniącą żyłami kolumnę na całą długość, gniotąc moją szyjkę macicy, za którą rozwijało się już jego boskie plemię. Rozkosz pomieszana z bolesnym rozparciem paliła moje podbrzusze żywym ogniem, a gęste, lepkie nasienie z poprzedniego wytrysku, zmieszane z moimi sokami, tryskało wokół jego nasady, oblepiając moje uda i kapiąc na kamienne płyty. Wygięłam kręgosłup, zaciskając palce na rzeźbieniach ściany, całkowicie zatracona w tym wyuzdanym, starożytnym szale, podczas gdy nienasycony bożek pompował we mnie swój wieczny ogień bez końca.

Każde kolejne, potężne pchnięcie Złotego Strażnika stało się teraz inne – głębsze, bardziej niespieszne, lecz podszyte przerażającą, badawczą precyzją. Jego monstrualna, twarda jak szczere złoto kolumna wchodziła we mnie cal po calu, gniotąc ziejące, gorące wnętrze z taką siłą, jakby chciał dotknąć samego dna mojego udręczonego łona. Pchał swą nieludzką męskość bez litości, aż do ostatecznych granic moich tkanek, celowo uderzając i napierając grubą, tętniącą główką bezpośrednio w napiętą, ciążową szyjkę macicy.

– Ach!... Przestań... ty go... ty go zmiażdżysz!... – mój chrapliwy, zbolały krzyk rozdarł duszny mrok krypty, gdy całe moje ciężarne ciało zadrżało pod naporem tego bezwzględnego sztychu.

Bożek nie słuchał. Jego szponiaste dłonie wbiły się mocno w boki mojego nowo wyrosłego, twardego brzucha, palcami niemal odmierzając jego gigantyczny kształt, podczas gdy od środka jego pal penetrował mnie z drapieżną ciekawością. To nie był już tylko ślepy szał żądzy – odnosiłam dojmujące, przerażające wrażenie, że on swym arcyciężkim, żylastym przyrodzeniem chce namacalnie sprawdzić to nowe, boskie życie, które przed chwilą tak gwałtownie we mnie zakiełkowało. Każdym powolnym, potężnym ruchem dociskał moje wnętrzności, jakby badał siłę i pulsowanie rosnącego w gęstym nasieniu bękarta, parząc moją macicę starożytnym ogniem.

Wpychał we mnie swą grubą, nabrzmiałą pałkę na całą potworną długość, rozpychając i tarabaniąc się w moim łonie z nieludzką głębokością. Czułam ten napór z porażającą, zmysłową wyrazistością: z przodu jego szorstkie dłonie gniotły napiętą do granic skórę brzucha, a od środka jego tętniący członek boleśnie uderzał w bazę nowego życia, badając stopień mojego napełnienia. Wygięłam kręgosłup w łuk, z gardła wyrwał mi się wysoki, zduszony skowyt zwierzęcej rozkoszy i bezsilności, gdy ten starożytny wojownik, tkwiąc we mnie aż po same jaja, celebrował swe brutalne ojcostwo w gęstych oparach spływającego po moich udach nasienia.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 3058 słów i 17432 znaków, zaktualizowała 2 cze o 7:00.

3 komentarze

 
  • Użytkownik takisobie

    Rozgrzało mnie to opowiadanie. Brawo, brawo, brawo :)

    17 godz. temu

  • Użytkownik Fantazyjny999

    Ciekawy pomysł ciekawy . Nie spodziewałem się tak szybkiego efektu zbrzuchacenia😜😈😍

    18 godz. temu

  • Użytkownik Jakub

    genialnie obrazowe opisy.. świetny pomysł takiego tempa akcji aż do zaawansowanej ciąży... zawsze się zastanawiam czy są kobiety odczuwające chociaż po części takie pożądanie jak w opowiadaniach, czy zawsze jest to raczej kobieca personifikacja męskich marzeń, fantazji i pragnień..

    19 godz. temu