
Popijałam drinka powoli, pozwalając, by chłód szkła i gorzki smak alkoholu porządkowały myśli. Wiosenny zmierzch zaglądał do środka przez duże okna; dzień gasł leniwie, jakby i on potrzebował chwili wytchnienia. Miałam przed sobą kilka godzin przerwy. Czas, który rzadko bywał pusty, ale dziś wydawał się zaskakująco cichy.
Dzwonek do drzwi przeciął tę ciszę nagle, niemal zuchwale. Nie spodziewałam się nikogo. Spojrzałam na zegarek. Do kolejnego spotkania było jeszcze daleko. Odstawiłam szklankę i podeszłam do drzwi, bardziej z ciekawości niż ostrożności i wtedy ją zobaczyłam. Izabela stała w progu, spokojna i pewna siebie, jakby dokładnie wiedziała, że ten moment nadejdzie właśnie teraz. Brunatna garsonka była skrojona perfekcyjnie, kusa spódnica odsłaniała beżowe pończochy, a brązowe skórzane kozaki, szpilki ze smukłym noskiem dodawały jej tej elegancji, którą zawsze miała w sobie, nawet wtedy, gdy milczała. Uśmiechnęła się szelmowsko, bez słów. Weszła powoli, pozwalając, by zapach jej perfum wyprzedził każdy gest. Nasza relacja dawno przestała mieścić się w prostych definicjach. Zaczęła się jak umowa, ale z czasem obrosła w coś bardziej niepokojącego w przyzwyczajenie, w potrzebę, w napięcie, które nie pytało o role. Spotykałyśmy się częściej, niż powinnyśmy. Czasem za wiedzą Michała, czasem poza nią. Zawsze jednak na jej warunkach i z jej konsekwencją. Nigdy nie brała więcej, niż dawała. Nawet wtedy, gdy uczucia wyprzedzały rozsądek.
Nie zdążyłam zamknąć drzwi, gdy była już przy mnie. Akurat teraz, po tamtym drętwym facecie, mój nastrój potrzebował jej bardziej niż powietrza.
– Nie przypominam sobie, żebym miała cię w grafiku na tę godzinę – mruknęłam nisko, prowokująco, opierając się dłonią o futrynę.
Iza nie odpowiedziała słowem. Weszła powoli do przedpokoju, zamykając za sobą drzwi jednym, płynnym ruchem stopy. Napięcie między nami urosło w ułamku sekundy, gęste, elektryzujące, parzące skórę na odległość. Zanim zdążyłam nabrać powietrza, Iza zrobiła krok w przód. Jej dłonie, dotąd spokojne, zacisnęły się na moich biodrach z siłą, której się po niej nie spodziewałam. Pchnęła mnie do tyłu, a moje plecy z głuchym, podniecającym łomotem zderzyły się z chłodną ścianą przedpokoju. Sukienka uniosła się jeszcze wyżej, gdy Iza wbiła swoje ciało we mnie, nie zostawiając ani milimetra wolnej przestrzeni.
– Tęskniłam – zachrypiała, a jej wzrok spoczął na moich wargach.
W następnej sekundzie zatonęłyśmy w sobie. Jej usta dopadły moich z niszczycielską, łapczywą i nieprzytomnie namiętną siłą. To był pocałunek, który nie prosił o pozwolenie, on żądał wszystkiego. Język Izy wdarł się między moje wargi zaborczo, badając smak drinka, badając moją uległość, która natychmiast eksplodowała w odpowiedzi. Moje dłonie powędrowały do jej karku, wplatając się we włosy, ciągnąc ją jeszcze mocniej, jeszcze bliżej, dopóki twarde obcasy naszych szpilek nie zaczęły stukać o siebie w chaotycznym, dzikim rytmie. Jęknęłam prosto w jej usta, czując, jak zapach jej drogich perfum miksował się z aromatem garsonki i czystym pożądaniem. Była moja, byłam jej, a cztery godziny przerwy właśnie zamieniały się w najpiękniejszy grzech tej wiosny.
Jej dłonie odnalazły moje ramiona z pewnością, która nie pozostawiała miejsca na wahanie. Cofnęłam się odruchowo, aż poczułam za plecami chłód ściany przedpokoju. Izabela nachyliła się bliżej, a jej pocałunek był dokładnie taki, jak ona sama, zdecydowany, głodny, ale podszyty czymś więcej niż pragnieniem. W tej jednej chwili zniknęło wszystko, co jeszcze przed chwilą wydawało się ciężarem. Zostało tylko napięcie między nami, znajome i wciąż nie do końca oswojone i ta pewność, że choć minęły miesiące od tamtej pierwszej nocy, ogień nie tylko nie przygasł, on nauczył się czekać.
Gdy plecy uderzyły o ścianę, a surowy chłód tynku przebił się przez cienki materiał czarnej sukienki, świat poza tym przedpokojem przestał istnieć. Liczyła się tylko Iza. Jej zapach, jej ciężar i ta nieprawdopodobna, drapieżna pewność siebie, która z każdym naszym spotkaniem karmiła się moim poddaniem. Zanim zdążyłam unieść dłonie, by spleść je na jej karku, Iza przechwyciła moje nadgarstki. Złączyła je jednym, bezwzględnym ruchem i uniosła wysoko nad moją głowę, dociskając do ściany. Ten gest tak władczy, tak daleki od tej zagubionej kobiety, którą poznałam kilka miesięcy temu sprawił, że w moim podbrzuszu eksplodowało czyste, gęste gorąco. Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, uderzając o żebra w rytmie jej przyspieszonego oddechu.
„Boże, jak ona się zmieniła..”. – przemknęło mi przez głowę, ale myśl natychmiast utonęła w fali narastającego podniecenia. Uwielbiałam to. Uwielbiałam świadomość, że to ja obudziłam w niej tę bestię, która teraz tak zachłannie brała to, co jej się należało. Iza nie marnowała ani sekundy. Podczas gdy jedna jej dłoń więziła moje ręce nad głową, druga rozgrzana, drżąca od nadmiaru emocji – zaczęła powolną, torturującą wędrówkę. Jej palce musnęły moją żuchwę, a potem zjechały niżej, wodząc po napiętej linii szyi, gdzie puls rwał się jak oszalały. Czułam szorstkość jej skóry, zapach luksusu i duszny aromat pożądania, który emanował z każdego jej poru. Zjechała dłonią niżej, rozwierając palce na dekolcie, i przez śliski, cienki materiał sukienki zaczęła badać kształt moich piersi. Nacisk był idealny stanowczy, prowokujący, sprawiający, że moje sutki natychmiast stwardniały pod dotykiem jej dłoni, ocierając się o tkaninę. W tym samym czasie jej usta nie dawały mi odetchnąć. Pocałunki były głębokie, łapczywe, niemal bolesne w swojej intensywności. Iza piła ze mnie, jakby była spragniona po tygodniach pustyni, a jej język dyktował warunki, zmuszając mój do całkowitej uległości. Każde jej westchnienie, każdy głęboki pomruk, który wibrował w jej gardle, przechodził prosto we mnie.
Czułam, jak moje nogi w szpilkach miękły, jak całe napięcie po całym dniu i po tamtym beznadziejnym kliencie odpływało, ustępując miejsca dzikiemu, pulsującemu pożądaniu. Byłam uwięziona między chłodem ściany a parzącym ogniem jej ciała w brunatnej garsonce. Kusa spódniczka Izy ocierała się o moje nagie uda, a świadomość, że dzieli nas tylko kilka warstw ubrań i parę centymetrów od całkowitego zatracenia, doprowadzała mnie do szaleństwa. Jęknęłam cicho w jej usta, próbując poruszyć biodrami, wbić się w nią, poczuć ten twardy, obiecujący nacisk, ale Iza tylko mocniej docisnęła moje nadgarstki do muru, jakby chciała mi pokazać: „Teraz grasz na moich warunkach”. Moje zmysły płonęły. Całe moje doświadczenie, cała ta zawodowa chłodna rezerwa, którą zazwyczaj nosiłam jako pancerz, stopiły się w ułamku sekundy. Przy niej byłam tylko czystym, pulsującym pragnieniem. Chciałam, żeby ta chwila w przedpokoju trwała, a jednocześnie pragnęłam, żeby natychmiast zerwała ze mnie tę sukienkę i wbiła się we mnie tak głęboko, aż zapomniałabym, jak się nazywam. Iza wyczuła moje bezbronne poddanie i bezlitośnie je wykorzystała. Odrywała się od moich ust powoli, kusząco, by zaraz potem zatopić zęby i wargi w rozgrzanej skórze mojej szyi. Gdy jej gorący oddech i wilgotny język musnęły pulsującą tętnicę, plecy same mocniej docisnęły się do ściany, a z gardła wyrwał mi się cichy, urwany jęk. Moje ciało zareagowało natychmiastowo, bezwiednie, palce u stóp mocniej zacisnęły się w szpilkach, a wzdłuż kręgosłupa przebiegł ostry dreszcz, paraliżując mnie od środka słodkim, gęstym pragnieniem. Nagle uścisk na moich nadgarstkach zelżał. Iza puściła moje ręce, pozwalając im bezwładnie opaść, ale ja nie zamierzałam bezczynnie czekać. Moje dłonie, uwolnione z więzów, natychmiast znalazły swój cel. Zsunęłam je wzdłuż jej talii, niżej, aż palce zatopiły się w gładkim materiale jej kusej, brunatnej spódniczki, łapczywie chwytając i ściskając jej jędrne, zaokrąglone pośladki. W tym samym ułamku sekundy Iza wróciła do moich ust. Nasze języki splotły się na nowo, rozpoczynając szaleńczy, dziki taniec, w którym nie było już miejsca na delikatność. Przyciągnęłam ją do siebie z całej siły, wręcz wgniatając jej biodra w moje, by poczuła, jak bardzo byłam mokra i jak bardzo jej potrzebowałam. Każde mocniejsze ściśnięcie jej pośladków przez spódniczkę sprawiało, że Iza mruczała prosto w moje usta, a jej biodra odpowiadały instynktownym, drapieżnym pchnięciem.
Pocałunkom nie było końca, stawały się wręcz narkotyczne. Iza, niesiona tą samą gorączką, zadziałała bezbłędnie i nieprawdopodobnie śmiało. Jej wolna dłoń wsunęła się pod materiał mojej czarnej sukienki wiązanej na szyi. Jednym, pewnym ruchem wyłuskała mój biust na zewnątrz, pozwalając, by chłodne powietrze przedpokoju na ułamek sekundy musnęło rozgrzane piersi, nim jej dłoń ujęła jedną z nich zmysłowo, pieszczotliwie, zaborczo. Kciukiem zaczęła drażnić twardy, sterczący sutek, wysyłając prąd prosto do mojego podbrzusza.
— Jesteś taka seksowna... — wyszeptała Iza, odrywając się na milimetr od moich ust. Jej głos był niski, chrapliwy, zniekształcony pożądaniem. Oczy jej płonęły, a na policzkach malowały się rumieńce. — Pragnę cię, pragnę się z tobą kochać...
Spojrzałam na nią, oddychając ciężko. Moje piersi unosiły się wysoko, a usta były nabrzmiałe od jej drapieżnych pocałunków. Na moją twarz, mimo całego tego obezwładniającego podniecenia, wypłynął szelmowski, wyzywający uśmiech. Moje spojrzenie zjechało na moment na podłogę przedpokoju, a potem wróciło do jej zamglonych oczu.
— Tutaj? — dopytałam prowokująco, unosząc lekko jedną brew. Moje dłonie wciąż mocno trzymały jej pośladki, nie pozwalając jej się odsunąć nawet na centymetr.
Iza uśmiechnęła się w odpowiedzi równie bezczelnie, równie drapieżnie. Jej klatka piersiowa falowała w rytm mojego oddechu, a dłoń na mojej piersi zacisnęła się odrobinę mocniej, jakby chciała mi przypomnieć, że to ona tu dziś rządzi. W jej oczach nie było ani grama wahania. Ta dawna, nieśmiała mężatka zniknęła, ustępując miejsca kobiecie, która dokładnie wiedziała, jak wielką władzę ma nade mną w tej chwili.
„Mój Boże, ona naprawdę chce to zrobić w przedpokoju... na stojąco, przy samych drzwiach” – pomyślałam, a ta myśl sprawiła, że krew w moich żyłach zamieniła się w płynny ogień. Świadomość, że za kilka godzin ma przyjść tu inny facet, a my teraz, bezwstydnie i dziko, bierzemy siebie na progu mojego apartamentu, była najbardziej podniecającą rzeczą, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam. Nie czekałam na jej słowną odpowiedź. Moje rozchylone wargi ucięły wszelki dialog, topiąc nas w kolejnym, potwornie głębokim i zaborczym pocałunku, który był absolutnym, bezwarunkowym „tak”. Zgrabnym, niemal tanecznym ruchem wysunęłam się z jej objęć, zostawiając ją na ułamek sekundy oszołomioną nagłym brakiem mojego ciepła. Podeszłam do lady stojącej tuż przed kanapą, poruszając się biodrami niczym rasowa kotka na nieludzko wysokich szpilkach. Moja czarna sukienka, wciąż lekko pozwijana i uniesiona po szaleństwie w przedpokoju, bezwstydnie odsłaniała smukłe nogi w lśniących pończochach, których koronkowe manszety opinały uda przy każdym kroku. Chwyciłam szklankę i wzięłam powolny, głęboki łyk drinka. Alkohol przyjemnie zapalił mi gardło, ale prawdziwy ogień płonął znacznie niżej.
Odwróciłam się i spojrzałam na Izabelę. Ona już zdążyła przenieść się do salonu. Ułożyła się na kanapie z jedną nogą kusząco podwiniętą pod drugą. Materiał jej brunatnej spódniczki podjechał wysoko, ukazując szeroką, elegancką manszetę beżowej pończochy, która idealnie kontrastowała z jej gładką skórą. Patrzyła na mnie wzrokiem, od którego topniały wszelkie hamulce. Było w nim tyle głodu, tyle zmysłowej, absolutnej pewności siebie.
„Ta kobieta mnie wykończy” – pomyślałam, odstawiając szklankę z cichym stukotem. „Zmieniła się w drapieżnika, a ja z rozkoszą dam się jej upolować.”
Odpowiedziałam na jej spojrzenie tym samym bezwstydnym błyskiem. Powoli, zmysłowo wczołgałam się na kanapę naprzeciw niej, pozwalając, by materiał mojej sukienki znów uniósł się wyżej. Gdy znalazłam się tuż przy niej, zbliżyłam swoją twarz do jej twarzy, aż dotknęłyśmy się czołami. Słyszałam jej przyspieszony, gorący oddech, czułam magnetyzm, który przyciągał nas do siebie z siłą grawitacji.
Iza bez wahania uniosła ramiona i oplotła moją szyję, przyciągając mnie jeszcze o milimetr bliżej. Wtedy jej wolna dłoń zaczęła błądzić po moim ciele. Przesunęła się wzdłuż moich boków, gładząc rozgrzaną skórę, po czym ujęła moje nagie, wciąż wysunięte spod sukienki piersi. Pieściła je z niesamowitym wyczuciem, badając kciukami twardość sutków, by zaraz potem zsunąć dłoń niżej, przez brzuch, aż do moich ud, śledząc krawędź pończoch. Moje ciało wręcz prężyło się pod tym dotykiem, a z moich rozchylonych warg uciekały ciche, nieskontrolowane westchnienia.
Spojrzałam jej głęboko w oczy, z szelmowskim, prowokującym uśmiechem, choć serce biło mi jak szalone.
— Powiedz mi... na co masz dzisiaj ochotę? — zapytałam cicho, zawieszając głos, a mój niski, aksamitny szept wbił się prosto w jej rozchylone wargi.
Iza przybliżyła usta do mojego ucha, muskając wargami płatek małżowiny, i wyszeptała słowa, które sprawiły, że mój żołądek zacisnął się w słodkim skurczu:
— Pragnę smakować dzisiaj Twojego kakaowego punktu rozkoszy... Ale najpierw pragnę kosztować Twojej kobiecości, spijając z niej całą wilgoć.
Aż zamknęłam oczy, a w mojej głowie eksplodowała wizja jej ust, jej języka traktującego moje ciało z tak bezwzględną, analną i intymną namiętnością. Ta obietnica była tak bezczelna, tak podniecająca, że poczułam, jak między moimi udami zbierała się kolejna, gorąca fala.
— Całą? Obiecujesz? — dopytałam, otwierając oczy i wbijając w nią spojrzenie pełne rzucającego wyzwanie głodu. Mój szelmowski uśmiech zadrżał od emocji.
— Absolutnie całą — odpowiedziała Iza bez cienia wahania, a na jej ustach wykwitł triumfalny, seksowny uśmieszek. Widziałam w jej oczach czysty, drapieżny instynkt. Wiedziała, co te słowa ze mną robią.
Nie było już miejsca na dalsze pytania. Iza przyciągnęła mnie mocniej za szyję, a ja naparłam na nią całym swoim ciężarem, gdy nasze usta po raz kolejny spotkały się w dzikim, łapczywym pocałunku. Nasze języki zderzyły się natychmiast, splecione w szalonym rytmie, a ja wpiłam się palcami w jej ramiona, całkowicie zatracając się w tym, co miała zaraz ze mną zrobić. Nasze usta odnalazły się na nowo, ale tym razem ten dziki, przedpokojowy głód zaczął ustępować miejsca czemuś znacznie głębszemu, gęstszemu od emocji. Całowałyśmy się namiętnie, a zarazem z niesamowitą czułością, mieszając oddechy i ciche, urwane szepty, które ginęły gdzieś między naszymi wargami. Nasze dłonie błądziły bez końca. Moje gubiły się w miękkości jej włosów i gładkości materiału garsonki, jej natomiast wciąż pieszcząco otulały mój nagie piersi, rozbudzając zmysły do granic możliwości. Każdy dotyk sprawiał, że powietrze w salonie stawało się coraz bardziej duszne.
W pewnym momencie oderwałam się od niej na milimetr, patrząc w te jej ciemne, zamglone oczy. Poczułam, jak wzbiera we mnie fala rzadko spotykanej szczerości. Przy niej zrzucałam wszystkie maski.
— Jesteś jedyną osobą, której mogłabym powiedzieć, że kocham... — wyszeptałam prosto w jej rozchylone usta, a moje serce uderzyło mocniej na dźwięk słowa, którego tak rzadko używałam w swoim życiu.
Iza zamarła na ułamek sekundy, po czym na jej twarz wypełzł ten jej magnetyczny, niesamowicie prowokujący uśmiech. Przyciągnęła mnie minimalnie bliżej za kark.
— To powiedz — odparła cicho, wyzywająco, a w jej spojrzeniu błysnęła czysta fascynacja.
Przejechałam kciukiem po jej dolnej wardze, nie spuszczając z niej wzroku. W tamtej chwili to była jedyna prawda, jaka istniała.
— Kocham cię, Iza — odpowiedziałam niskim, drżącym od emocji głosem, a zaraz potem dodałam, pozwalając, by szelmowski błysk wrócił do moich oczu: — A moje ciało pragnie cię tak mocno, że zaraz spłonę.
Zatonęłyśmy w kolejnym, potwornie głębokim pocałunku. Przerywałyśmy go tylko na krótkie, intensywne spojrzenia prosto w oczy, jakbyśmy za każdym razem sprawdzały, czy to wszystko dzieje się naprawdę. Napięcie osiągało punkt krytyczny. W końcu Iza oderwała się ode mnie, oddychając z trudem, i rozejrzała się z uśmiechem po salonie.
— Chodźmy do sypialni — zaproponowała, a w jej chrapliwym głosie była już tylko czysta żądza.
Zsunęłyśmy się z kanapy i ruszyłyśmy w stronę drugiego pokoju, trzymając się mocno za ręce. Splot naszych palców był tak ciasny, jakbyśmy bały się, że któraś z nas nagle zniknie.
W sypialni panował kojący półmrok. Iza, nie czekając, zrzuciła zgrabnie brązowe kozaki, szpilki w szpic i położyła się na boku na gładkiej, ciemnobrązowej pościeli. Podparła głowę na dłoni, a jej kusa spódniczka podjechała jeszcze wyżej, odsłaniając idealną linię biodra i beżową pończochę. Zamiast jednak od razu do niej dołączyć, stanęłam tuż przy krawędzi łóżka. Moje spojrzenie stało się drapieżne, a na ustach wykwitł szelmowski uśmiech. Postanowiłam dać jej coś więcej spektakl, na który tak bardzo zasługiwała.
Powoli, celebrując każdą sekundę, uniosłam dłonie i zaczęłam wodzić nimi po własnym ciele, hipnotyzując Izę każdym ruchem. Moje palce przesunęły się po talii, po czym powędrowały w górę, ku szyi. Chwyciłam za wiązanie czarnej sukienki i jednym, płynnym ruchem przerzuciłam górną część przez głowę. Materiał opadł, bezwstydnie i całkowicie odsłaniając moje piersi. Iza gwałtownie nabrała powietrza, a jej wzrok natychmiast utonął w moich nagich kształtach. Zaczęłam zsuwać sukienkę w dół, powoli, z niemal rytualną precyzją. Materiał leniwie sunął po moich biodrach, udach, aż w końcu opadł na podłogę z cichym szelestem. Zostałam przed nią w samych czarnych, skąpych stringach, koronkowych pończochach i niebotycznie wysokich szpilkach, które optycznie wydłużały moje nogi.
Iza patrzyła na mnie z absolutnym zachwytem. Na jej twarzy malował się czysty, nieokiełznany podziw zmieszany z dumą, że ma mnie tylko dla siebie. Przygryzła mocno dolną wargę, po czym oblizała ją delikatnie czubkiem języka, wodząc wzrokiem od moich stóp, przez talię, aż po oczy.
— Masz piękne ciało... — rzekła cicho, a jej głos wręcz wibrował z pożądania.
Nie spuszczałam z niej wzroku, karmiąc się każdym drgnieniem jej rozchylonych warg. Przez kilka uderzeń serca stałam nieruchomo w tym zmysłowym półmroku, pozwalając, by słowa Izy zawisły w powietrzu jak obietnica. Moje dłonie, z wolna, prowokująco wróciły do tańca na moim własnym ciele. Rozpoczęły wędrówkę od napiętej linii szyi, powoli zsuwając się w dół, pieszcząc krągłości piersi i drażniąc twarde sutki, by potem, przez ciasne wcięcie w talii, opaść zmysłowo na biodra. Każdy ten ruch był wyliczony, nasycony bezwstydną gracją, która miała doprowadzić Izę do szaleństwa. Iza śledziła każdy mój palec z absolutnym, nabożnym wręcz skupieniem, a jej oddech stawał się coraz głośniejszy, rwany.
W końcu, z tym samym szelmowskim uśmiechem igrającym na ustach, ugięłam kolana. Niczym drapieżna, rozgrzana kotka wpełzłam na łóżko, sprawiając, że brązowa pościel zaszeleściła pod ciężarem moich ud. Moje szpilki cicho stuknęły o krawędź materaca, gdy kładłam się tuż obok niej, likwidując jakąkolwiek przestrzeń, która mogłaby nas jeszcze dzielić.
Znalazłyśmy się twarzą w twarz, skóra przy skórze. Nie potrzebowałyśmy już żadnych zachęt. Nasze usta zderzyły się ponownie, z miejsca wciągając nas w wir nieprawdopodobnie namiętnego, łapczywego pocałunku. To była czysta, skumulowana gorączka, nasz odwet za te tygodnie rozłąki, za kiepskich klientów, za cały świat, który musiał zostać za drzwiami tego apartamentu. Język Izy wdarł się między moje wargi zaborczo, głęboko, jakby chciał wyssać ze mnie tamto wyznanie miłości, a ja odpowiadałam jej z dokładnie taką samą, szaloną intensywnością, krztusząc się jej smakiem. Nasze dłonie natychmiast ruszyły do walki, towarzysząc nam we wzajemnym, gorączkowym dotyku. Moje palce wpięły się w jej ramiona, rozsuwając poły brunatnej garsonki, szukając drogi do jej nagiej skóry. Iza z kolei, jęcząc nisko w moje usta, błądziła dłońmi po moich plecach i pośladkach, bezwstydnie wciskając swoje palce pod wąski pasek moich stringów. Przyciągała moje biodra tak blisko swoich, że czułam bicie jej serca prosto w swojej klatce piersiowej. Kołysałyśmy się w tym uścisku, zlane w jedno gęste, parujące od pożądania ciało, gotowe na to, by spełnić każdą z szeptanych wcześniej obietnic.
Ciężar jej ciała na moim był najpiękniejszym, najbardziej wyczekiwanym ukojeniem. Gdy Iza wspięła się na mnie, lądując między moimi udami w tej swojej brunatnej garsonce, poczułam, jak cały mój wewnętrzny świat drżał z ekscytacji. Nasze usta połączyły się zaborczo, a języki splecione w szalonym, dzikim tańcu wirowały bez opamiętania, ale ten taniec nie trwał długo. Głód Izy był zbyt wielki, by mogła zatrzymać się tylko na moich wargach. Zaczęła schodzić pocałunkami i gorącym dotykiem niżej, wzdłuż mojej szyi i dekoltu. Jej dłonie i usta skupiły się na moich nagich piersiach. Całowała je, ssała i pieściła z pasją, a zarazem z niesamowitą czułością, która była pełna czystego, niszczycielskiego wręcz żaru. Gdy brała w usta moje stwardniałe sutki, delikatnie drażniąc nabrzmiałe brodawki językiem, wyginałam się pod nią w łuk, cicho pojękując.
„Boże, jak ja tego potrzebowałam...” – ta myśl pulsowała w mojej głowie z siłą dzwonu. „Tylko ona potrafi sprawić, że zapominam o wszystkim. Tylko jej dotyk nie jest pracą, a czystą, narkotyczną rozkoszą.”
Moje ciało reagowało bezwiednie, całkowicie przejmując kontrolę nad moim umysłem. Oddech gwałtownie przyspieszył, stawał się coraz głębszy, urywany, a moje biodra zaczęły instynktownie falować, szukając bliższego kontaktu z jej ciałem. Z każdym jej ruchem czułam na swojej skórze coś chłodnego, to srebrny naszyjnik Izy zwieszał się z jej szyi, ocierając się o moje rozpalone piersi i brzuch przy każdym jej oddechu. Ten kontrast chłodu metalu i parzącego gorąca jej ust doprowadzał mnie do obłędu. Iza schodziła coraz niżej. Jej wargi znaczyły ślad na mojej talii, aż dotarły do płaskiego brzucha. Całowała z nabożną czcią każdy centymetr mojej skóry, każdy punkt, wywołując u mnie drżenie mięśni, po czym wracała na moment wyżej, by znów skosztować moich piersi. W końcu zniżyła się całkowicie, a jej gorący, zwinny języczek zaczął pieszczotliwie jeździć wokół mojego pępka i bezpośrednio w nim. Wzdychałam głośno, bezwstydnie, przymykając oczy i wplatając palce we włosy Izy. Zatrzymała się tam na dłuższą chwilę, torturując mnie tą powolną, zmysłową pieszczotą, od której w moim podbrzuszu zbierała się potężna, niemal bolesna fala wilgoci.
Gdy byłam już na skraju wytrzymania, Iza powoli zaczęła wracać. Jej wilgotny język przesuwał się w górę po moim ciele, znacząc lśniącą ścieżkę przez brzuch, z powrotem ku piersiom, aż wreszcie uniosła się wyżej, prosto ku moim spragnionym ustom. Nasze wargi złączyły się ponownie w potwornie namiętnym, głębokim pocałunku, w którym mieszał się smak naszej skóry i obezwładniającego pożądania.
Nasze usta rozłączyły się z cichym, wilgotnym westchnieniem, gdy Iza powolnymi, niezwykle precyzyjnymi krokami zaczęła się wycofywać, schodząc pocałunkami coraz niżej. Ponownie zatrzymała się na moich piersiach, zostawiając na nich ślad swoich gorących warg, po czym cofnęła się jeszcze bardziej, dając mi chwilę na złapanie rwanego oddechu. Uniosła się nade mną, klęcząc między moimi udami. Patrzyłam na nią z dołu, z dłońmi wciśniętymi w brązową pościel, całkowicie zahipnotyzowana tym, co robiła. Iza, zachowując ze mną intensywny kontakt wzrokowy, zmysłowym, płynnym ruchem zsunęła ze swoich ramion marynarkę od garsonki i niedbale rzuciła ją gdzieś w kąt sypialni. W tym momencie miałam przed oczami widok, który sprawił, że moje serce zamarło na ułamek sekundy. Została w samej dopasowanej, zapinanej kamizelce, która idealnie opinała jej biust, odsłaniając gładkie, rozgrzane barki i smukłe ramiona. Jej brunatna spódniczka pozwijała się i podjechała tak wysoko, że całkowicie odsłoniła czarne stringi, dumnie odcinające się od jasnej skóry bioder, oraz koronkowe manszety beżowych pończoch opięte na jej jędrnych udach. Wyglądała jak ucieleśnienie najgłębszego grzechu.
„Boże, ta kobieta jest absolutnym arcydziełem” – pomyślałam, a w moim podbrzuszu eksplodowała kolejna fala parzącego gorąca. „Chcę jej. Chcę jej teraz, całą sobą”.
Pod wpływem tego widoku i obietnicy, którą Iza nosiła w oczach, instynktownie, powoli rozchyliłam nogi. Moje wysokie szpilki oparły się o materac, a koronkowe manszety moich własnych pończoch napięły się na udach, otwierając przed nią pełen dostęp do mojego ciała.
Iza nie kazała mi czekać. Zniżyła się natychmiast i z nieprawdopodobną czułością zanurkowała prosto między moje rozchylone uda. Zacisnęłam palce na pościeli, gdy jej pierwsze, niesamowicie zmysłowe pocałunki spadły na moją kobiecość, wciąż odzianą w cienki pasek czarnych stringów. Iza była niespieszna, wręcz torturująco dokładna. Jej usta wędrowały tuż nad materiałem bielizny, badając moją pulsującą anatomię przez śliską tkaninę, która zdążyła już całkowicie przesiąknąć moją wilgocią. Przesuwała się wargami i gorącym oddechem po moich wewnętrznych stronach ud, składając nabożne pocałunki dokładnie na samej granicy z manszetami moich pończoch, w miejscu, gdzie skóra była najbardziej wrażliwa na każdy, nawet najmniejszy bodziec. Jęknęłam głośno, rzucając głowę w tył na brązowe poduszki. Całe moje ciało zaczęło delikatnie drżeć i unosić się ku jej ustom, w bezwstydnym, drapieżnym zaproszeniu do pójścia o krok dalej. Cienki materiał moich stringów był już całkowicie bezużyteczną barierą przesiąknięty moim pożądaniem, idealnie przewodził każde, nawet najmniejsze drgnienie jej ust. Iza, mrucząc nisko, zaborczo, zaczęła lizać moją kobiecość przez tę śliską tkaninę. Długie, szerokie pociągnięcia jej gorącego języka wywoływały we mnie fale tak potężnego prądu, że aż prostowałam palce w szpilkach. Jednocześnie jej dłonie nie próżnowały, gładziły moje biodra, mocno wpijały się w pośladki i wędrowały w górę, podsycając ogień szalejący w moim ciele. Moje oddechy zamieniły się w głośne, bezwstydne westchnienia, a ciało zaczęło falować na brązowej pościeli w rytm jej pieszczot. Narastał we mnie błogi, duszny stan absolutnego zatracenia. Sama zaczęłam łapać się za własne piersi, ściskając je i drażniąc sutki, by spotęgować to obłędne napięcie. Nasze dłonie w tym całym chaosie zmysłów co chwilę się odnajdywały. Iza chwytała moje palce, plotła je ze swoimi i dociskała do materaca, by za moment znów puścić i wrócić do błądzenia po moich udach. W końcu Iza uniosła lekko głowę, a jej zamglone, drapieżne spojrzenie spotkało się z moim. Przesunęła palcami pod wąski pasek moich stringów i jednym, płynnym ruchem zsunęła je z moich bioder, żeby jej pomóc, uniosłam nogi wysoko w górę, całkowicie bezwstydnie eksponując je w tym sypialnianym półmroku. Długie, smukłe linie moich nóg w czarnych pończochach, zwieńczone niebotycznie wysokimi szpilkami, wyglądały w tej pozycji nieziemsko prowokująco. Iza westchnęła na ten widok, przesunęła dłońmi z podziwem od moich kostek aż do kolan, po czym powoli opuściłam nogi, ponownie rozkładając je szeroko przed jej twarzą. Całkowicie otwarta, bezbronna i gotowa na wszystko. Iza nie zwlekała ani sekundy. Składając szybkie, parzące pocałunki na wewnętrznej stronie moich ud, zanurkowała ostatecznie w samo centrum mojego wszechświata. Gdy jej gorący, wilgotny język i rozchylone usta po raz pierwszy bezpośrednio, bez żadnych barier, stopiły się z moją kobiecością, moje ciało zareagowało natychmiastowo i gwałtownie. Wyprężyłam się w łuk, wbijając pięty szpilek w materac, a z mojego gardła wyrwał się głośny, nieskontrolowany krzyk rozkoszy. Iza mocno chwyciła mnie za biodra, unieruchamiając moją miednicę, i zaczęła zachłannie, głęboko spijać ze mnie całą wilgoć, dokładnie tak, jak obiecała na kanapie. Iza pieściła mnie z niesamowitą, wręcz niszczycielską pasją, a ja z każdym kolejnym ruchem jej języka zatracałam się coraz bardziej. Byłam w siódmym niebie, niesiona falą rozkoszy, jakiej nie potrafiłam porównać z niczym innym. Przez moje łóżko i apartament przewinęły się dziesiątki klientów i klientek – znałam każde dotknięcie, każdą technikę, wiedziałam, jak kontrolować cudze i własne ciało. Ale to, co działo się tutaj, z Izą, wymykało się wszelkim regułom mojej profesji. Chemia między nami była tak gęsta i autentyczna, że paliła mnie od środka.
„Mój Boże, to już dawno przestała być praca..”. – kołatało mi się w głowie, gdy Iza zaborczo spijała ze mnie każdy gram wilgoci. „To jest czyste szaleństwo. Moje własne, prywatne zatracenie.”
Doskonale pamiętałam naszą pierwszą noc. Iza była wtedy tą wycofaną, spiętą mężatką, która jedynie nieśmiało testowała granice swoich skrywanych fantazji, podarowanych jej w prezencie przez Michała. Ja byłam chłodną, pewną siebie profesjonalistką, która miała bezpiecznie przeprowadzić ją przez ten nieznany świat, ale ta jedna noc obudziła w Izabeli demona, którego nikt już nie potrafił okiełznać. Tamta uległa kobieta zniknęła. Teraz to Iza dyktowała warunki, to ona przejmowała inicjatywę z taką drapieżną pewnością siebie, że odbierało mi to dech w piersiach i ja to uwielbiałam tę świadomość, że nie muszę już być przewodniczką, że mogę po prostu upaść i oddać jej całą kontrolę.
Napięcie w moim ciele urosło tak bardzo, że niemal traciłam kontakt z rzeczywistością. Nasze spojrzenia co jakiś czas próbowały się spotkać, ale działo się to z ogromnym trudem. Rozkosz, którą Iza we mnie pompowała, była zbyt intensywna. Moja głowa bezwiednie odchylała się w tył, wbijając w brązowe poduszki, lub rzucała na boki, gdy z moich ust uciekały kolejne, głośne jęki. Kiedy jednak na ułamek sekundy udawało mi się zmusić powieki do otwarcia i spojrzeć w dół, między swoje rozchylone, uniesione w pończochach i szpilkach nogi, widziałam jej twarz. Iza unosiła na moment wzrok, nie przerywając pieszczoty. W jej oczach płonął totalny, hipnotyzujący mix: był tam drapieżny ogień, nienasycona namiętność kobiety, która bierze to, co jej, ale też głęboka, rozczulająca czułość. Patrzyła na mnie jak na swoje największe trofeum i największą świętość jednocześnie, a ten wzrok doprowadzał moje zmysły do ostatecznego punktu wrzenia. Gorący, zwinny język Izy wirował na mojej łechtaczce z precyzją, która natychmiast odcięła mi dopływ tlenu. Każde mocniejsze pociągnięcie wysyłało elektryczne impulsy prosto do mojego podbrzusza, sprawiając, że zaczęłam bezwiednie unosić biodra z brązowej pościeli. Iza doskonale wyczuła moment, w którym byłam już całkowicie bezbronna. Nie przerywając pieszczoty ustami, powoli, zmysłowo wsunęła swój środkowy palec w moje rozgrzane, maksymalnie wilgotne wnętrze.
— Ahh... Mmm... — z moich ust zaczął wydobywać się głęboki, gardłowy pomruk, który szybko przeszedł w głośne, nieskrępowane stęki rozkoszy.
Nacisk jej palca był idealny. Iza miała nieprawdopodobne wyczucie i zmysł erotyczny, jakby badała moją anatomię od lat i znała każdy ukryty punkt, który mógł doprowadzić mnie do szaleństwa. Poruszała nim rytmicznie, zaborczo, a ja wpiłam dłonie we własne piersi, czując, że zbliżałam się do krawędzi, z której nie ma już powrotu.
„Boże, zrób to... weź ze mnie wszystko...” — ta myśl pulsowała w mojej głowie w takt jej niesamowitych ruchów.
W tamtym ułamku sekundy, niesiona falą obezwładniającego podniecenia, ugięłam kolana jeszcze mocniej i uniosłam nogi, podciągając je wysoko ku górze. Moje smukłe uda w czarnych pończochach oraz niebotycznie wysokie szpilki zawisły w powietrzu, otwierając przed nią najbardziej intymny i bezwstydny dostęp. Iza tylko na to czekała. Spojrzała na mnie z dołu, a w jej oczach błysnął ten obiecany na kanapie, drapieżny ogień. Zgodnie z tym, co szeptała mi wcześniej do ucha, powoli zniżyła swoje usta i gorący język, przenosząc pieszczotę niżej prosto na moje analne miejsce doznań, mój najbardziej skrywany, kakaowy punkt rozkoszy. Gdy jej wilgotny język dotknął tej niesamowicie wrażliwej, pulsującej skóry, całe moje ciało dosłownie zesztywniało w ekstazie. Wyprężyłam się tak mocno, że aż zabrakło mi tchu, a z gardła wyrwał się urwany, piskliwy jęk. Świadomość, że ta elegancka, pewna siebie kobieta klęczała między moimi nogami i z taką pasją celebrowała moją całkowitą nagość, była tak potwornie podniecająca, że czułam, jak świat wokół mnie zaczyna wirować w rytmie jej bezczelnego języka.
Ten parzący dotyk w moim najbardziej intymnym miejscu wywołał we mnie impuls, nad którym całkowicie straciłam kontrolę. Prowadzona czystym, zwierzęcym instynktem, oderwałam plecy od brązowej pościeli i jednym płynnym, szaleńczo zmysłowym ruchem obróciłam się na czworaka. Wbiłam dłonie w materac, uniosłam biodra i wypięłam w jej stronę swoje pośladki, całkowicie obnażając przed nią swoje rozpalone ciało w samych czarnych pończochach i szpilkach. Iza nie straciła ani sekundy. Przyjęła to zaproszenie z drapieżnym mruknięciem i natychmiast kontynuowała rimming, wpijając się ustami i językiem w mój kakaowy punkt rozkoszy z jeszcze większą, zaborczą siłą.
„Mój Boże... tak, dokładnie tak... – myśli w mojej głowie rwały się, zamieniając w czysty, biały szum. Żaden facet, nikt na świecie nigdy nie doprowadził mnie do takiego stanu. Ona mnie posiada. Rozbiera mnie z każdej bariery, z każdego profesjonalizmu. Jestem jej zabawką, jej niewolnicą w tym przedpokoju i sypialni.”
Błogi stan, który dotąd tlił się w moim podbrzuszu, teraz dosłownie mnie przepełnił. Potężna, gęsta fala rozkoszy zalała moje zmysły, paraliżując logiczne myślenie. Moje dotychczasowe ciche mruki i stęki w ułamku sekundy przerodziły się w głośne, nieskrępowane, przeciągłe jęki, które niosły się po całym mrocznym apartamencie. Wyginałam kręgosłup, mocno dociskając dłonie do łóżka, a moje ciało drżało przy każdym bezczelnym pociągnięciu jej wilgotnego języka. Iza była genialna w swoim drapieżnictwie. Słysząc moje głośne jęki i czując, jak cała drżałam, postanowiła podbić stawkę. Do analnej stymulacji językiem dołączyła swoją dłoń. Pomiędzy moje pośladki wsunęły się jej dwa rozgrzane palce, które zaborczo i głęboko wniknęły w moje mokre, pulsujące wnętrze. Zaczęła mnie penetrować z niesamowitą intuicją, dopasowując rytm i głębokość pchnięć idealnie do reakcji mojego ciała. Za każdym razem, gdy mocniej unosiłam biodra lub gwałtowniej łapałam powietrze, jej palce wchodziły we mnie mocniej, obracając się i drażniąc każdą ściankę, podczas gdy jej usta nie przerywały tej wilgotnej, tabuizowanej pieszczoty z tyłu. Byłam rozrywana między dwoma centrami rozkoszy, całkowicie uwięziona w jej dłoniach, błagając w duchu, by ten moment zatracenia nigdy się nie skończył. To było już poza moją jakąkolwiek kontrolą. Palce Izy poruszające się we mnie z taką bezwzględną, idealną precyzją i jej gorący język nieustannie pieszczący mój najbardziej wrażliwy punkt sprawiły, że osiągnęłam granicę. Poczułam, jak całe moje ciało napinało się do granic możliwości, a w podbrzuszu eksploduje potężna, niszczycielska fala skumulowanego gorąca. Zaczęłam szczytować. Moje ciało falowało bezwiednie na brązowej pościeli, a ja, tracąc kontakt z rzeczywistością, przyciągnęłam jedną łydkę mocno ku sobie, naprężając całą nogę w czarnej pończosze i szpilce. Wypinałam pośladki ku Izie z niemal bolesną zachłannością, błagając o każdy milimetr jej dotyku, podczas gdy moja głowa, bezwładna i ciężka od nadmiaru bodźców, opadała głęboko w miękką poduszkę. Moje dotychczasowe jęki stały się rwane, całkowicie nieregularne, aż w końcu z mojego gardła wyrwał się głośny, przeciągły krzyk, gdy przeszył mnie potężny orgazm. To była czysta, spazmatyczna ekstaza, która rozlała się po każdym centymetrze mojego neurotycznie napiętego ciała. Świat pod moimi powiekami eksplodował milionem świateł, a skurcze rozkoszy we wnętrzu wydawały się nie mieć końca.
Gdy fala zaczęła powoli opadać, całkowicie bezsilna padłam brzuchem na materac. Moje mięśnie wciąż drgały w powolnym, poorgazmowym rytmie, a oddech rwał się jak u biegacza na mecie. Iza, widząc moje całkowite rozbicie, natychmiast zmieniła energię. Jej dotyk stracił drapieżność, ustępując miejsca niesamowitej, głębokiej czułości. Zaczęła gładzić moje rozgrzane, wilgotne od potu ciało, składając miękkie, nabożne pocałunki na moich plecach, wzdłuż kręgosłupa i na łopatkach. Po chwili, mrucząc cicho z zadowolenia, wsunęła się i położyła się tuż obok mnie, na boku. Jej dłoń natychmiast zaczęła błądzić po moim ciele. Przesuwała palcami od moich ud w pończochach, przez brzuch, aż po nagie piersi, w zupełnie chaotycznym, niespiesznym rytmie, jakby sama wciąż była oszołomiona intensywnością tego, co przed chwilą się stało.
„Nigdy... nikt...” — ta jedna, jedyna myśl kołatała mi się w głowie, gdy powoli wracałam do zmysłów. „Ona mnie rozbroiła. Nie ma już Leny-profesjonalistki. Jestem tylko ja.”
Wciąż oszołomiona, obróciłam głowę na poduszce w jej stronę, instynktownie poszukując jej warg. Iza tylko na to czekała. Natychmiast złączyła nasze usta. Zaczęłyśmy całować się ponownie, wciąż namiętnie, wciąż głęboko, czując nawzajem swój przyspieszony oddech i smak naszych ciał, ale tym razem było to już powolne, niezwykle czułe wygaszanie. Nasze języki splotły się leniwie, celebrując każdą sekundę tego niesamowitego, intymnego spokoju, który nastał po burzy.
— Tego potrzebowałam… — wybrzmiało nisko, chrapliwie z moich ust, gdy w końcu oderwałam wargi od jej pysznych, wilgotnych warg. Wtuliłam się mocniej w jej szyję, wdychając zapach jej perfum zmieszany z dusznotą naszej ekstazy. — Wiedziałaś, kiedy się zjawić. Moje ciało chyba cię jakoś telepatycznie wezwało.
Iza zaśmiała się cicho, a ten dźwięk wibrował przyjemnie prosto w mój biust. Objęła mnie mocniej, pomagając mi się obrócić, aż ułożyłyśmy się na boku, złączone idealnie na łyżeczkę. Jej brzuch dociskał się do moich pośladków, a jedna z jej nóg w beżowej pończochy wsunęła się między moje, splatając nas w uścisku, z którego żadna z nas nie miała zamiaru się uwalniać. Moje plecy chłonęły ciepło jej kamizelki, a jej dłonie wciąż niespiesznie błądziły po mojej talii i nagich piersiach, kreśląc na skórze leniwe, czułe wzory.
— Mam po prostu idealny instynkt, Lenuś — szepnęła mi prosto do ucha, muskając skrzydełko nosa o mój policzek. — Poczułam nagły spadek temperatury w twoim apartamencie i uznałam, że muszę cię pilnie rozgrzać.
— Och, ucierpiałaby moja reputacja, gdyby ktoś się dowiedział, że zawodowa uwodzicielka daje się tak bezwzględnie rozłożyć na łopatki i rozpieścić zwykłej amatorce — mruknęłam z rozkosznym, figlarnym uśmiechem, odchylając głowę w tył, by skraść jej kolejnego, miękkiego pocałunku.
— Amatorce? — Iza przygryzła delikatnie płatek mojego ucha, sprawiając, że znowu przeszedł mnie dreszcz. — Przypominam ci, kochanie, że ta „amatorka” przed chwilą doprowadziła cię do krzyku. Więc ostrożnie z terminologią.
Zaśmiałam się, a w sypialni na moment zapadła ta cudowna, gęsta od miłości cisza, przerywana jedynie naszymi uspokajającymi się oddechami. Całowałyśmy się niespiesznie, smakując siebie nawzajem, podczas gdy potężna fala orgazmu ostatecznie opadała, zostawiając w moich mięśniach błogą niemoc.
Jednak świadomość upływającego czasu powoli dawała o sobie znać. Zerknęłam na zegarek stojący w głębi pokoju. Mój następny klient miał się pojawić dopiero za niecałe trzy godziny. Miałyśmy mnóstwo czasu, a ja, choć wciąż oszołomiona, poczułam, jak we krwi znowu zaczyna krążyć drapieżna, kocia energia.
— Wiesz… — zaczęłam powoli, odwracając się w jej uścisku przodem do niej, by móc spojrzeć w te jej hipnotyzujące, ciemne oczy. Przejechałam palcem po gładkim materiale jej kamizelki, schodząc niżej, ku rozpiętym połom. — Mamy jeszcze całkiem sporo czasu, zanim ten świat znowu się o nas upomni. Może pani ma ochotę na mały, niezwykle rzetelny rewanż?
Iza uniosła lekko jedną brew, a na jej twarz wypełzł ten jej idealny, zmysłowy, bezczelny uśmieszek. Zaczęła zgrywać się ze mną z niesamowitą pewnością siebie.
— Rewanż? — powtórzyła przeciągle, leniwie wodząc spojrzeniem po moich rozchylonych ustach. — Ach, Lenuś… Przecież ja przyszłam tutaj dzisiaj wyłącznie po to, żeby kosztować ciebie, żeby spić z ciebie wszystko, co masz do zaoferowania. Taki był mój plan minimum i maksimum.
— Och, doprawdy? — mruknęłam, mrużąc drapieżnie oczy. — I myślisz, że pozwolę ci tak po prostu wyjść stąd w tej pięknej, brunatnej garsonce bez pokazania ci, jak bardzo potrafię być wdzięczna?
Iza przybliżyła swoje usta do moich, zawieszając głos w zmysłowym flircie:
— Cóż… nie powiedziałam, że nie jestem chętna na to, co twoje piękne ciało i te zdolne dłonie mogą mi dzisiaj dać. Jestem wręcz… niezwykle ciekawa twoich propozycji.
To było dokładnie to zielone światło, na które czekałam. Mój szelmowski uśmiech stał się szerszy, bardziej obiecujący i drapieżny.
— W takim razie pozwól, że przedstawię moją ulubioną propozycję na dzisiejszy wieczór — wyszeptałam.
Odsunęłam się od niej na moment, sprawiając, że brązowa pościel zaszeleściła głośniej. Wyciągnęłam rękę w stronę nocnej szafki stojącej tuż przy łóżku. Otworzyłam szufladę, a moje palce natychmiast odnalazły to, czego szukałam. Gładki, lśniący, skórzany pas.
Gdy wyciągnęłam go na światło dzienne, prezentując Izie uprząż z zamocowanym, krwistoczerwonym, imponującym straponem, w sypialni jakby na ułamek sekundy zamarło powietrze.
Spojrzałam na Izabelę. Efekt był natychmiastowy i absolutnie magnetyczny. Jej oczy momentalnie pobłyszczały tym dzikim, nienasyconym ogniem, a źrenice rozszerzyły się, niemal całkowicie połykając tęczówki. Na jej twarzy wykwitł ten niesamowicie szelmowski, zmysłowy uśmiech, z którym mocno, niemal do krwi przygryzła dolną wargę, oblizując ją zaraz potem czubkiem języka. Widok tego czerwonego silikonu obudził w niej drapieżnika, który za chwilę miał zostać rzucony na kolana.
Uniosłam się lekko na materacu, rzucając Izie ostatnie, drapieżne spojrzenie, po czym z wprawą zapięłam skórzane pasy na swoich biodrach. Czerwony, lśniący silikon ułożył się idealnie, ostro kontrastując z moją bladą skórą i czarnym paskiem stringów, które wcześniej tak bezwzględnie ze mnie zsunęła. Gdy pasy zacisnęły się na mojej talii, cała ta poorgazmowa niemoc zniknęła, ustępując miejsca czystej, profesjonalnej dominacji wymieszanej z dziką, osobistą fascynacją.
Iza śledziła każdy mój ruch, a głośny, głęboki oddech uwiązł jej w gardle. Bez słowa, idealnie zgrane w swoich pragnieniach, zaczęłyśmy zmieniać pozycję na brązowej pościeli. Ułożyłyśmy się w idealnej, bezwstydnej pozycji lustrzanej sześćdziesiąt dziewięć. Ja opadłam plecami na dół, z głową wciśniętą w poduszki, rozkładając szeroko nogi w czarnych pończochach. Iza wspięła się nade mną, odwrócona tyłem do mojej twarzy, opierając się na kolanach i przedramionach tuż nad moją klatką piersiową.
Widok z dołu był oszałamiający. Dwie piękne blondynki, splątane w tak bezwzględnym, erotycznym uścisku, moje jasne pasma rozsypane na poduszce i jej idealnie ułożone włosy, które teraz opadały w dół, muskając moje uda. Kamizelka Izy rozpięła się mocniej, a jej pośladki w kusej spódniczce wznosiły się tuż nad moimi ustami, otwierając przede mną idealny widok na jej czarne stringi i odsłoniętą kobiecość. Iza nie marnowała czasu. Przesunęła się lekko do przodu, a jej dłonie i usta odnalazły czerwoną zabawkę przymocowaną do moich bioder. Słyszałam jej cichy, gardłowy pomruk, gdy ujęła silikon w dłoń i zaczęła go zmysłowo, intensywnie pieścić. Jej rozgrzane usta i zwinny język zaczęły sunąć po gładkiej powierzchni strapona, nawilżając go obficie śliną, przygotowując na to, co miało zaraz nastąpić. Robiła to z niesamowitą pasją, dumnie unosząc biodra, jakby chciała mi pokazać, jak bardzo nie może się doczekać tego rewanżu. W tym samym ułamku sekundy ja zajęłam się nią. Moje dłonie mocno chwyciły za jej uda, tuż nad beżowymi manszetami pończoch, i rozszerzyłam je jeszcze bardziej, wbijając twarz prosto między jej pośladki. Moje rozchylone usta i rozgrzany język natychmiast odnalazły jej kobiecość, ukrytą pod cienkim paskiem czarnych stringów, które zsunęłam zwinny ruchem z jej bioder. Zaczęłam pić z niej, lizać ją i rozpalać z taką samą drapieżnością, z jaką ona traktowała mnie w salonie. Reakcja Izy była natychmiastowa i gwałtowna. Na każdą najmniejszą pieszczotę mojego języka odpowiadała szarpnięciem ciała. Gdy ssałam jej najbardziej wrażliwy punkt, Iza jęczała głośno, bezwstydnie, prosto w dół, a jej palce mocniej zaciskały się na czerwonej zabawce. Jej ciało nade mną drżało, biodra zaczęły instynktownie pulsować w rytm moich uderzeń języka, a z jej ust wyrywały się rwane, chrapliwe stęki rozkoszy. Była już całkowicie mokra, rozpalona do granic możliwości, a jej gęsta wilgoć mieszała się z moimi pocałunkami, gdy obie zatracałyśmy się w tym szalonym, lustrzanym tańcu. Napięcie w lustrzanej pozycji stało się tak nieznośne, że każda sekunda zwłoki była torturą. Iza, czując, że zbliżała się do punktu bez powrotu, gwałtownie uniosła się nade mną. Z niesamowitą, gorączkową zwinnością zaczęła zrzucać z siebie resztki ubrań. Brunatna spódniczka i czarne stringi opadły na brązową pościel, a chwile później w kąt sypialni poleciała rozpięta kamizelka i stanik. Została przed mną całkowicie naga, jeśli nie liczyć beżowych pończoch na jej długich nogach. Jej jasne ciało w półmroku sypialni lśniło od potu i pożądania. Nie czekając ani sekundy, Iza obróciła się tyłem do mnie i wypięła się na czworaka, mocno wbijając dłonie i kolana w materac. Obejrzała się przez ramię, a w jej zamglonych oczach płonął bezwstydny głód. Uklękłam tuż za nią, chwytając ją mocno za biodra. Zbliżyłam czerwony, obficie nawilżony drąg ku jej kobiecości, ale zamiast od razu wejść, zaczęłam zmysłowo, drażniąco ocierać silikon o jej pulsujące, maksymalnie rozgrzane wargi sromowe. Iza wygięła kręgosłup, cicho pojękując pod wpływem tego napięcia. W końcu docisnęłam biodra i powoli, z nabożną precyzją, zaczęłam zanurzać StrapOna w jej ciasnym, wilgotnym wnętrzu.
— Ahhh… — Iza gwałtownie zasyczała przez zaciśnięte zęby, a jej ciało na ułamek sekundy spięło się, gdy czerwona zabawka centymetr po centymetrze rozpychała jej rozpalone ścianki. Wbiła palce głęboko w brązowe poduszki, przyjmując cały ten ciężar. Gdy silikon wszedł do końca, zamarłam na moment, pozwalając jej przywyknąć, po czym zaczęłam powoli, zmysłowo się poruszać. Moje biodra sunęły w przód i w tył, metodycznie stymulując jej wnętrze, badając każdą strefę, która mogła doprowadzić ją do szaleństwa. Iza reagowała natychmiastowo. Najpierw z jej gardła wydobywały się głębokie, urwane mruki, które przy głębszych pchnięciach przechodziły w chrapliwe stęki ekstazy. Czując, jak jej ciało miękło i zaczynało idealnie współpracować z każdym moim ruchem, powoli dynamizowałam rytm. Moje pchnięcia stawały się mocniejsze, bardziej zaborcze. W sypialni zaczął rozbrzmiewać rytmiczny, nieprzyzwoity odgłos, gdy moja miednica z cichym stukotem uderzała o jej jędrne, uniesione pośladki. Czerwony StrapOn penetrował Izę coraz głębiej i drapieżniej. Z każdym mocniejszym uderzeniem Iza traciła tę swoją nowo nabytą kontrolę, jej stęki ostatecznie pękły, ustępując miejsca głośnym, przeciągłym jękom, które niosły się po całym pokoju. Wyginała ciało, poddając się mojej dominacji z taką samą pasją, z jaką wcześniej sama mną rządziła.
Zwiększyłam tempo, penetrując ją z bezwzględną, drapieżną energią. Moje biodra raz po raz uderzały o jej pośladki, a Iza całkowicie zatraciła się w tym rytmie. Jej ciało działało instynktownie, biodra idealnie korelowały z moimi ruchami, same z głośnym westchnieniem nabijały się na czerwonego StrapOna przy każdym moim pchnięciu. Napięcie rosło z sekundy na sekundę, aż w końcu Iza, krztusząc się własnym oddechem, zapragnęła zmiany.
— Lena… na górze… chcę na Tobie! — wycharczała, oglądając się przez ramię.
Natychmiast zrozumiałam jej bezsłowny rozkaz. Odsunęłam się na moment, dając jej przestrzeń, i sprawnie położyłam się na plecach na brązowej pościeli. Iza, nie marnując ani sekundy, uniosła się na kolanach i z niesamowitą, drapieżną gracją usiadła na mnie okrakiem. Spojrzała mi prosto w oczy, po czym powoli, celowo dociskając biodra w dół, wsunęła w siebie całą długość czerwonej zabawki. Z jej rozchylonych ust wyrwał się głośny, rozkoszny jęk. Pochyliła się lekko i zaborczo złapała mnie za piersi, ściskając je z siłą, która momentalnie rozpaliła we mnie nowy ogień.
„Boże, ten jej wzrok… Ona jest teraz tak potwornie piękna” — pomyślałam, czując, jak serce tłukło mi się w klatce piersiowej. „Uwielbiam to, jak bardzo jest nienasycona. To już nie jest ta nieśmiała kobieta z naszej pierwszej nocy. To drapieżnik, który bierze dokładnie to, czego pragnie.”
Wbiłam w nią swoje spojrzenie, odwzajemniając ten zmysłowy, pełen namiętności wzrok bez cienia profesjonalnego dystansu. Byłam w tym cała, tylko dla niej. Moje dłonie powędrowały w górę, chwytając ją za biodra i gładząc rozgrzaną skórę ud, tuż nad koronkowymi manszetami pończoch. Iza, czując moją pełną obecność, zaczęła nabijać się na StrapOna z niesamowitą, żywą energią. Sama nadawała teraz morderczy, głęboki rytm, ujeżdżając zabawkę z bezwstydną pasją. Jej biodra poruszały się w górę i w dół, a w sypialni znów rozbrzmiewał ten nieprzyzwoity, mokry odgłos naszej zmysłowości. Od tego szalonego tempa jasna skóra Izy zaczynała pięknie lśnić od potu w sypialnianym półmroku. Jej jęki stawały się coraz bardziej intensywne, głośne i urwane, aż w końcu osiągnęły punkt kulminacyjny. Nagle całe ciało Izy gwałtownie zadrżało. Wyprężyła się nade mną w niesamowity, spazmatyczny łuk, zaciskając mocno mięśnie wokół silikonu, a z jej gardła wyrwał się głośny krzyk uwalniający całe nagromadzone napięcie. Gdy fala orgazmu uderzyła w nią z pełną siłą, Iza całkowicie straciła władzę w nogach i bezwładnie padła prosto w moje otwarte objęcia. Jej rozgrzana, wilgotna klatka piersiowa docisnęła się do mojej. Zamknęłam wokół niej ramiona, tuląc ją mocno do siebie. Od razu zaczęłam czule obsypywać pocałunkami jej piersi, łapiąc ustami krople potu na jej skórze, by po chwili unieść się wyżej i wbić się w jej usta. Nasze wargi złączyły się w potwornie głębokim, łapczywym, a zarazem przepełnionym miłością pocałunku, w którym smakowałyśmy siebie nawzajem po tej kolejnej, wspólnej burzy.
Iza leżała na mnie całkowicie bezwładna, jej skóra była mokra od potu, a serce biło tak mocno, że czułam to uderzenie w swojej własnej klatce piersiowej. Zdyszana, z ciężkim oddechem wtulała się w moją szyję, szukając schronienia po tej szalonej fali, która przed chwilą ją zalała. Obejmowałam ją mocno, a moje dłonie powoli, uspokajająco gładziły jej plecy i wilgotne pośladki, celebrując tę chwilę absolutnej bliskości, ale ten spokój był tylko pozorny. Iza, wbrew logice i zmęczeniu, miała ochotę na znacznie więcej. Nienasycony demon, którego w niej obudziłam, znowu dał o sobie znać.
— Lena... — wyszeptała chrapliwie, a jej gorący oddech uderzył prosto w płatek mojego ucha, wywołując u mnie natychmiastowy dreszcz. — Nie zdejmuj go... Chcę jeszcze. Chcę inaczej.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Iza zwinie uniosła się na kolanach. Nie schodząc ze mnie, po prostu odwróciła się i usiadła okrakiem, ale tym razem plecami do mojej twarzy. Uniosłam wyżej tułów, opierając się na przedramionach, i natychmiast dosunęłam się do niej od tyłu. Moje piersi mocno docisnęły się do jej gładkich pleców, a ramionami oplotłam jej talię, wędrując dłońmi w górę, by zaborczo chwycić i ścisnąć jej pełne, rozpalone piersi. Nasze oddechy znów stały się głośne, a w sypialni rozbrzmiały zmysłowe, głębokie mruki. Ta pozycja miała w sobie coś potwornie bezwstydnego nie widziałyśmy swoich twarzy, ale czułyśmy każdy, nawet najmniejszy skurcz swoich ciał. Iza, trzymając się moich ud dla równowagi, powoli opuściła biodra, pozwalając, by czerwony StrapOn ponownie zniknął w jej maksymalnie rozgrzanym, mokrym wnętrzu. Z jej gardła wyrwał się głośny, gardłowy jęk. Zaczęła nabijać się na zabawkę w niesamowitym, zmiennym rytmie, raz poruszała się powoli, niemal torturująco głęboko, by po chwili gwałtownie przyspieszyć. Jej biodra kręciły się w tanecznym, hipnotyzującym ruchu, zataczając zmysłowe ósemki, podczas gdy całe jej nieludzko piękne ciało unosiło się w górę i w dół na brązowej pościeli.
„Ona mnie wykończy...” — pomyślałam z zachwytem, a mój własny oddech stał się rwany. „Ta jej bezczelna, drapieżna energia jest jak narkotyk. Chcę dać jej wszystko, co mam.”
Nie mogłam być tylko bierną obserwatorką tego spektaklu. Zaczęłam idealnie korelować swoje ruchy z jej tańcem. Za każdym razem, gdy Iza unosiła się lekko, ja od dołu napierałam biodrami, penetrując ją mocniej, głębiej i zaborczo, sprawiając, że czerwony silikon trafiał dokładnie tam, gdzie tego najbardziej potrzebowała. Napięcie w pokoju osiągnęło punkt wrzenia ,żeby doprowadzić ją do ostatecznego szaleństwa, zsunęłam jedną dłoń z jej piersi w dół, przez płaski brzuch, aż między jej uda. Moje palce bez trudu odnalazły jej nabrzmiałą, pulsującą kobiecość. Zaczęłam stymulować jej łechtaczkę szybkim, pewnym ruchem, idealnie zsynchronizowanym z uderzeniami moich bioder. Reakcja Izy była potężna. Jej plecy wygięły się mocno w tył, opierając się o moją klatkę piersiową, a głowa opadła na moje ramię. Jej jęki stały się głośne, wręcz rozpaczliwe w swojej rozkoszy, a mięśnie jej wnętrza zaciskały się wokół StrapOna z niesamowitą, spazmatyczną siłą. Byłyśmy uwięzione w tym szalonym, gęstym rytmie, niesione falą pożądania, która miała zaraz rozerwać nas obie na strzępy. Skurcze jej wnętrza stały się tak ciasne i gwałtowne, że niemal blokowały ruchy zabawki. Iza zaczęła szczytować z intensywnością, która wprawiła całe jej ciało w głębokie drżenie. Każde zmysłowe nabicie się na czerwonego StrapOna i moja jednoczesna, bezwzględna penetracja palcami od przodu spychały ją w przepaść. Z jej rozchylonych ust wydobywały się wysokie, błogie jęki, przechodzące w niemal bezgłośny zachwyt, a jej ciało wiło się i napinało na moich kolanach, szukając ujścia dla tej parzącej energii i nagle to nastąpiło, potężna, ponowna ekstaza przeszyła ją od stóp do głów. Iza zamarła na ułamek sekundy, po czym z jej piersi wyrwało się długie, drżące westchnienie, a ona sama bezwładnie osunęła się na mnie, całkowicie rozbita i poddana. Natychmiast wysunęłam zabawkę z jej pulsującego wnętrza i mocno objęłam ją od tyłu. Splotłam ramiona na jej brzuchu, kołysząc nas obie na brązowym materacu, i zaczęłam składać dziesiątki miękkich, nabożnych pocałunków na jej spoconych plecach, karku i ramionach. Jej rozedrgane ciało powoli, centymetr po centymetrze, wracało do normy, a tętno uspokajało się w takt mojego własnego serca.
W końcu Iza, wciąż ciężko oddychając, obróciła głowę na moim ramieniu w poszukiwaniu moich ust. Nie kazałam jej czekać. Pocałowałam ją głęboko, a nasze języki połączyły się w długim, leniwym i niesamowicie czułym tańcu. To nie był już ogień pożądania, ale słodkie, intymne podziękowanie za to, co przed chwilą sobie dałyśmy.
— Hm... chyba próbujesz pobić jakiś sypialniany rekord — mruknęłam figlarnie, muskając ustami jej policzek, gdy w końcu oderwałyśmy się od siebie. — Dwa tak potężne orgazmy w tak krótkim czasie? Będę musiała wystawić pani dodatkowy rachunek za nadgodziny dla mojego kręgosłupa.
Iza zaśmiała się cicho, tym swoim niskim, chrapliwym głosem, który tak bardzo uwielbiałam. Obróciła się w moich ramionach przodem do mnie i przygniotła mnie lekko swoim ciężarem, mrużąc zmysłowo oczy.
— Może po prostu twoje usługi są tak piekielnie dobre, Lenuś, że nie potrafię się opanować — odparła, wodząc palcem po mojej dolnej wardze. — Poza tym, jako bizneswoman wiem, że z dobrej inwestycji trzeba wycisnąć jak najwięcej.
— Bezbożnica — zaśmiałam się, całując czubek jej nosa. — Ale musimy powoli wracać na ziemię, kochanie. Czas ucieka, a realny świat zaraz zacznie pukać do drzwi. Co powiesz na filiżankę dobrej, mocnej kawy, zanim z powrotem zmienisz się w niedostępną szefową firmy?
— Kawa brzmi jak zbawienie. Pod warunkiem, że zrobisz ją ty, a ja będę mogła po prostu patrzeć, jak chodzisz po kuchni — mruknęła z szelmowskim uśmiechem, powoli podnosząc się z łóżka.
Przejście z powrotem do rzeczywistości było płynne, choć podszyte nostalgicznym chłodem, który zawsze towarzyszył końcowi naszych spotkań.
Odpięłam strapona, chowając go z powrotem do szuflady, i obie zaczęłyśmy niespiesznie zbierać porozrzucane ubrania. Sypialniany półmrok ustąpił miejsca ciepłemu światłu w kuchni, gdzie kilkanaście minut później siedziałyśmy przy wyspie kuchennej. Iza miała już na sobie spódniczkę i kamizelkę, choć jej włosy wciąż były w rozkosznym nieładzie. Ja założyłam miękki, czarny szlafrok. Między nami parowały dwa kubki czarnej, aromatycznej kawy.
— Więc... — zaczęła Iza, obracając naczynie w dłoniach i patrząc na mnie z powagą, która kontrastowała z niedawnym szaleństwem. — Kiedy znowu będę mogła cię wynająć, Lenuś? Bo ta nasza... relacja zaczyna niebezpiecznie dominować w moich myślach.
Wypuściłam powoli powietrze, opierając brodę na dłoni. Moje emocje były w tym momencie dziwnie splątane z jednej strony czułam głębokie przywiązanie, z drugiej instynkt samozachowawczy profesjonalistki przypominał o granicach.
— Wiesz, jak to wygląda, Iza. Jesteś moją ulubioną stałą klientką, ale moje terminy bywają bezwzględne. Nasza relacja jest... wyjątkowa, sama to czujesz. ale musimy grać według reguł, żeby to nas nie spaliło.
Iza skinęła głową, choć w jej spojrzeniu mignął cień zawodu, który szybko zamaskowała chłodnym profesjonalizmem.
— Rozumiem. Michał też pytał, kiedy znowu do nas dołączysz. Tęskni za tym układem.
— Niedługo coś zaplanujemy — odpowiedziałam cicho, biorąc łyk kawy, by zabić nagłe ukłucie w piersi. Musiałam zmienić temat, wrócić na bezpieczne tory mojej pracy. — A skoro mowa o obowiązkach... Za niecałe dwie godziny mam kolejne spotkanie. Nowy klient. Podobno dość wymagający menedżer z korporacji, który potrzebuje... specyficznego podejścia.
Iza uniosła brew, a na jej twarzy znowu pojawił się ten znajomy, szelmowski błysk, choć tym razem zabarwiony lekką, dumną zazdrością.
— Współczuję mu — rzekła cicho, odstawiając kubek i wstając z krzesła. Podeszła do mnie, kładąc dłonie na moich ramionach i nachylając się, by złożyć na moich ustach ostatni, krótki, ale niezwykle władczy pocałunek. — Bo po tym, co zrobiłaś ze mną, ten biedny człowiek nie ma pojęcia, że dostanie tylko cień twoich prawdziwych możliwości. Pamiętaj, Lenuś... twoja najlepsza wersja należy do mnie.
Siedziałyśmy w ciszy, niespiesznie dokańczając kawę, dopóki na dnie kubków nie został sam osad. Ciepły napój ostatecznie zmył z naszych ust smak niedawnej ekstazy, pozostawiając jedynie przyjemne, leniwe odrętwienie. Iza zerknęła na swój luksusowy zegarek, westchnęła cicho i odstawiła naczynie na granitowy blat wyspy kuchennej. Czas minął. Sypialniane sekrety musiały z powrotem ustąpić miejsca biznesowej rzeczywistości.
Wstała, wygładziła brunatną spódniczkę i sięgnęła po leżącą na krześle marynarkę od garsonki. Narzuciła ją na ramiona jednym, precyzyjnym ruchem, odzyskując w ułamku sekundy swoją maskę niedostępnej pani prezes. Podeszła do torebki, sprawnym ruchem otworzyła zamek i wyciągnęła z niej gruby, spięty klipsem plik banknotów.
— Twój czas, jak zawsze, był wart każdego grosza, Lenuś — powiedziała z lekkim uśmiechem, chcąc położyć gotówkę na blacie.
Przesunęłam dłoń po blacie i delikatnie, ale stanowczo nakryłam jej palce swoimi, zatrzymując ruch. Spojrzałam jej prosto w oczy, a na moich ustach błąkał się miękki, nieco przekorny uśmiech.
— Schowaj to, Iza. Tym razem nie.
Iza uniosła lekko brwi, zaskoczona moją reakcją. W moim zawodzie odmowa przyjęcia zapłaty była czymś absolutnie niespotykanym, wręcz wbrew wszelkim kardynalnym zasadom.
— Co to ma znaczyć? — zapytała, a w jej głosie rozbłysła figlarna nuta. — Czyżby zawodowa uwodzicielka zaczynała uprawiać charytatywność? A może mój rewanż na StrapOnie był tak dobry, że to ty powinnaś dopłacić mnie?
— Och, nie bądź bezczelna — zaśmiałam się cicho, zabierając dłoń. — Potraktuj to jako... bonus lojalnościowy, albo po prostu jako prezent od kobiety, która dostała dzisiaj dokładnie to, czego potrzebowała. Jeśli przyjmę te pieniądze, to, co przed chwilą wydarzyło się na łóżku, straci swój urok, a to była zbyt dobra zabawa, żeby przeliczać ją na papierki.
Iza uśmiechnęła się szelmowsko, schowała gotówkę z powrotem do torebki i podeszła o krok bliżej, zmniejszając dystans.
— Będę tęsknić, Lenuś. Moje biuro wyda mi się teraz potwornie nudne.
— Ja też będę tęsknić, Iza. Żaden z moich klientów nie potrafi tak widowiskowo przejąć kontroli jak ty — wyszeptałam, muskając jej policzek.
Odprowadziłam ją do przedpokoju. Ostatnie, głębokie spojrzenie, cichy trzask zamka i w apartamencie znowu zapadła głęboka, duszna cisza.
Oparłam się plecami o ciężkie, wejściowe drzwi, zsuwając się po nich o kilka centymetrów. Zamknęłam oczy, wypuszczając z płuc długo wstrzymywane powietrze. W mojej głowie i sercu panował absolutny, emocjonalny chaos, ale dominowało w nim jedno uczucie: głębokie ukontentowanie. Ta wizyta była idealna. Iza dała mi dokładnie to, czego potrzebowałam ogień, czułość i absolutne zatracenie. Jednak gdzieś pod tą warstwą rozkoszy tlił się niepokój.
„To już dawno wyszło poza ramy układu klientka-prostytutka...” — pomyślałam, a ta świadomość wywołała na moich rękach gęsią skórkę. „Złamałyśmy wszystkie zasady. Nie biorę od niej pieniędzy, myślę o niej, gdy jej nie ma, pozwalam jej dominować w sferze, którą dotychczas traktowałam wyłącznie jako matematycznie skalkulowaną pracę. Ryzykuję, ale, do diabła, to ryzyko smakuje zbyt dobrze.”
Wiedziałam jednak, że nie mogę pozwolić sobie na dłuższą chwilę słabości. Zegar nieubłaganie odliczał minuty do przyjścia kolejnego klienta. Musiałam zresetować umysł, zmyć z siebie zapach Izy i z powrotem stać się chłodną, profesjonalną Leną, która wykonuje swoje zadania z chirurgiczną precyzją.
Odepchnęłam się od drzwi i ruszyłam w stronę kuchni. Wyciągnęłam z lodówki lód, sięgnęłam po ciężką butelkę ginu i tonik. Szybkim, wyuczonym ruchem przygotowałam sobie mocnego drinka. Chłód szkła w mojej dłoni przyjemnie kontrastował z wciąż rozgrzanym ciałem. Sącząc powoli alkohol, który przyjemnie zaszumiał mi w głowie i pomógł odsunąć myśli o Izie na boczny tor, skierowałam się do łazienki. Odkręciłam gorącą wodę pod prysznicem. Miałam niecałe półtorej godziny, by zmyć z siebie uczucia i przygotować się na czysty biznes.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Hart
To było tak gorące i tak intensywne że zdziwiłem się że to już koniec. Jesteś mistrzynią opisu. Mam wypieki od tego czytanie. Czy to dobrze?
iskra957
@Hart Myślę, że opowiadanie zatem swoje zadanie spełnioło
Hart
@iskra957 nawet nie dało się tego ukryć, b było widać z daleka
iskra957
@Hart Hihi
Jakub
kiedy seks łączy się z miłością, pożądaniem.. kiedy jest Iskra to jest i ogień..
iskra957
@Jakub Piękne podsumowanie
Bardzo trafne ^^
Jakub
@iskra957
iskra957
@Jakub
Jakub
@iskra957 no ta Iskra to z duzej bo mi się zaraz skojarzyło z Tobą
iskra957
@Jakub Domyśliłam się