Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare Sekrety

Tam Gdzie Zostawiam Kurz II: Nowe Zapachy, Stare SekretyKolejne dwa miesiące minęły mi w rytmie, którego sama bym po sobie nie wymazała ze scenariusza własnego życia. To, co zaczęło się od jednego wieczoru pełnego paniki i ucieczki, przekształciło się w regularny, zmysłowy romans. Regina miała rację, świat nie stał się przez to prostszy, ale za to zyskał niesamowity dreszcz emocji. Polubiłam tę grę pozorów, sekret pod skórą i bliskość z kobietą, która dawała mi tyle pewności. Kiedy jej mąż wyjeżdżał, ogromne, jasne mieszkanie stawało się naszą bezpieczną przystanią. Kiedy był w domu, wszystko wracało do normy, a Regina wciąż zachowując nienaganny profesjonalizm po prostu odwoziła mnie po pracy do mojego mieszkania, muskając moją dłoń na pożegnanie tuż przed blokiem, gdy nikt nie patrzył.

Ta relacja zmieniła we mnie coś fundamentalnego. Przestałam patrzeć na dziewczyny na uczelni czy przypadkowe kobiety w tramwaju tak jak kiedyś. Zaczęłam dostrzegać detale: zapach perfum, linię obojczyka, sposób, w jaki materiał układał się na biodrach i wtedy w moim piątkowym grafiku na stałe rozgościła się Martyna…

Martyna miała trzydzieści lat i była absolutnym przeciwieństwem posągowej Reginy. Zgrabna, filigranowa brunetka o burzy ciemnych, falowanych włosów, które wiecznie upinała w luźny, niesforny kok. Miała nieziemsko smukłe nogi i zaskakująco obfity biust, który w połączeniu z jej drobną sylwetką tworzył mieszankę potwornie magnetyczną. Sprzątałam u niej w każdy piątek, prosto po wyjściu z uczelni z lektoratu z angielskiego. Z każdym tygodniem łapałam się na tym, że zamiast powtarzać słówka, na zajęciach bezwiednie myślę o niej. Pod wpływem Reginy moja fascynacja Martyną szybko przerodziła się w coś głębszego, w nocne fantazje, od których budziłam się z przyspieszonym oddechem.

Tamten piątek miał być zwyczajny, ale los postanowił rzucić mi wyzwanie. Kiedy otworzyłam drzwi swoimi kluczami, w domu panowała głęboka, luksusowa cisza. Wiedziałam, że mąż Martyny zabrał ich pięcioletnią córeczkę na weekend do rodziców na wieś a Martyna miała swoje sprawy, a dom był idealnie pusty.

Zaczęłam od sypialni. Miałam na sobie luźną, różową bluzkę, która co chwilę zsuwała się z jednego ramienia, i białe, dżinsowe szorty. Było ciepło, a praca fizyczna sprawiała, że na moim karku pojawiły się pierwsze kropelki potu. Zbierała z fotela porozrzucane rzeczy Martyny, żeby ułożyć je w szafie, gdy w moje dłonie wpadła miękka, jedwabna koszulka nocna w kolorze głębokiego szmaragdu. Nagle serce zabiło mi mocniej. Pokusa przyszła tak szybko, że nawet nie próbowałam z nią walczyć. Rozejrzałam się odruchowo po pustym pokoju, po czym powoli, z drżącymi dłońmi, uniosłam materiał do twarzy. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki, powolny wdech. Koszulka pachniała Martyną, drogim balsamem do ciała, nutą słodkich migdałów i czymś tak intymnie kobiecym, że natychmiast poczułam falę gorąca rozlewającą się w podbrzuszu. Ten zapach spotęgował wszystkie moje fantazje z ostatnich tygodni. Obraz Martyny, jej falowanych włosów i obfitego biustu uwięzionego w tym szmaragdowym jedwabiu stał się tak wyraźny, że aż zakręciło mi się w głowie. Nie byłam w stanie dalej sprzątać. Nogi miałam jak z waty. Odłożyłam koszulkę na bok, zrobiłam krok w stronę wielkiego, małżeńskiego łóżka i położyłam się na nim wprost na wznak. Materiał pościeli był przyjemnie chłodny pod moimi nagimi udami. Odetchnęłam ciężko, kładąc jedną dłoń na rozgrzanym brzuchu, a drugą rzucając nad głowę. Patrzyłam w sufit, a moje myśli całkowicie odpłynęły w stronę kobiety, której zapach wciąż miałam na ustach...

Leżałam na środku wielkiego, małżeńskiego łóżka Martyny, a pode mną rozciągała się idealnie gładka, chłodna pościel. Wokół panowała ta głęboka, luksusowa cisza, która tylko potęgowała to, co działo się w mojej głowie. Zamknęłam oczy, a obraz Martyny pojawił się pod moimi powiekami natychmiast – tak wyraźny, jakby stała tuż obok. Wyobraziłam sobie, jak wchodzi do sypialni, jak jej burza ciemnych, falowanych włosów rozsypuje się na ramionach, a te smukłe, nieziemskie nogi niosą ją prosto w stronę łóżka. Wizualizowałam sobie jej obfity biust, unoszący się przy każdym, głębszym oddechu, i to jej spojrzenie, którym mogłaby mnie zmierzyć. W mojej fantazji nie była już tylko klientką. Była kobietą, która patrzy na mnie z tym samym głodem, jaki ja nosiłam w sobie od tygodni. Temperatura w pokoju nagle gwałtownie wzrosła. Poczułam, jak na moim ciele pojawiała się gęsia skórka, a przez kręgosłup przetaczał się pierwszy, elektryzujący dreszcz. Moje dłonie, dotychczas bezwładne, niemal same rozpoczęły powolną, badawczą wędrówkę. Ruszyły wzdłuż ciała, na razie badając granice, gładząc skórę opuszkami palców w delikatnym, poznawczym otwarciu. Zrobiło mi się potwornie gorąco. Luźna, różowa bluzka, i tak już zsunięta z ramienia, nagle zaczęła mnie parzyć. Uniosłam się lekko i jednym, zdecydowanym ruchem ściągnęłam ją przez głowę, rzucając gdzieś na podłogę. Chwilę później pozbyłam się też dżinsowych szortów. Zostałam na tym wielkim łóżku tylko w bieliźnie w koronkowych, turkusowych figach, które idealnie opinały moje biodra. Kiedy znów opadłam na materac, kontrast między chłodem pościeli a rozpaloną skórą niemal odebrał mi oddech. Moje dłonie wróciły do pracy. Przesuwałam palcami po brzuchu, po wewnętrznej stronie ud, zatrzymując się na krawędzi turkusowego materiału. Wyobrażałam sobie, że te dłonie nie należą do mnie. Że to drobne, ale pewne palce Martyny przesuwają się po mojej skórze, że to jej zapach migdałów i drogiego balsamu otula mnie z każdej strony. Każde muśnięcie własnego ciała bolało teraz tą słodką, wyobrażoną bliskością. W mojej głowie zapanował absolutny chaos. Myśli i emocje kotłowały się wokół jednego, szalonego faktu: byłam w pracy. Przyszłam tu sprzątać, dostałam klucze z zaufania, a teraz leżałam naga w sypialni swojej klientki, bezwstydnie fantazjując o niej i pieszcząc się na jej własnym łóżku.

Wątpliwości uderzyły we mnie nagłą falą. Co ja robię? Kim ja się stałam? Przecież to przekroczenie wszelkich granic, to czyste szaleństwo. Jeśli Martyna albo jej mąż z dzieckiem nagle by wrócili... Jeśli zostawię tu jakikolwiek ślad... Wstyd palił mnie od środka, ale to było niesamowite, jak bardzo ten strach, ten zakazany owoc, podkręcał całą atmosferę. Poczucie winy nie zgasiło pragnienia, ono zadziałało jak benzyna dolana do ognia. Chciałam tego. Pod wpływem Reginy obudziło się we mnie coś, czego nie potrafiłam, a przede wszystkim nie chciałam już kontrolować. Moje biodra uniosły się lekko, zupełnie bezwiednie, a oddech stał się płytki i urywany, gdy palce wsunęły się pod turkusową koronkę, szukając ukojenia w tej parzącej fantazji o kobiecie, która nie miała pojęcia, co zostawiała w swoim domu, oprócz kurzu...

Moje palce drżały, kiedy zsuwały się z rozgrzanego brzucha coraz niżej. Leżałam z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w luksusowy sufit sypialni Martyny, a serce tłukło mi się w piersiach jak oszalałe. Wiedziałam, że jestem bezpieczna, że dom należy tylko do mnie na długie godziny, a mąż z małą są daleko na wsi. Ta absolutna, pewna samotność dawała mi przyzwolenie na bezwstyd, o jaki jeszcze dwa miesiące temu w ogóle bym siebie nie podejrzewała. Rozwarłam delikatnie uda, pozwalając chłodnemu powietrzu z pokoju muskać moją odsłoniętą skórę. Kontrast był obłędny. Jedna moja dłoń powędrowała w górę, chwytając za piersi, które unosiły się ciężko w rytm mojego przyspieszonego oddechu. Drażniłam kciukami stwardniałe sutki, wyobrażając sobie, że to Martyna pochyla się nade mną, a jej ciemne, falowane włosy łaskoczą moje ciało. Druga dłoń błądziła po moim płaskim brzuchu, aż palce natrafiły na chłodny metal kolczyka w pępku. Zaczęłam się nim bawić, obracać go delikatnie, czując, jak każdy ten mały ruch wysyła falę gorąca prosto w dół, pod turkusową koronkę. W pewnym momencie przerwałam te pieszczoty. Chciałam odwlec tę chwilę, nacieszyć się samym dreszczem tego, gdzie się znajdował. Moje dłonie chwyciły za elastyczną gumkę fig. Zaczęłam ją lekko naciągać, pozwalać jej wracać na miejsce, czując miękki, koronkowy materiał, który ocierał się o moje rozpalone ciało.

Boże, co Regina we mnie obudziła? — pomyślałam z mieszaniną zachwytu i przerażenia. Ta nowa ja, ta śmielsza Gabrysia, która polubiła ryzyko i zapach kobiecej skóry, bawiła się w sypialni kolejnej kobiety, u której sprzątała. To było toksyczne, zakazane, a jednocześnie tak potwornie podniecające, że aż kręciło mi się w głowie. Chciałam Martyny. Chciałam jej zmysłowości, jej obfitego biustu przy moim ciele, jej szeptu. W końcu pragnienie wygrało z resztkami kontroli. Powoli, przesuwając palcami wzdłuż linii bioder, odchyliłam elastyczny materiał turkusowych fig. Moja dłoń wsunęła się pod spód, szukając schronienia między moimi udami. Kiedy opuszki palców dotknęły mojej kobiecości, cichy, urwany jęk uciekł z moich ust i rozpłynął się w pustym pokoju. Wyczułam wyraźną, gęstą wilgoć, która była ostatecznym dowodem na to, jak bardzo ta fantazja mną zawładnęła. Moje ciało było już całkowicie gotowe, rozgrzane do granic możliwości samym myśleniem o kobiecie, której ubrania jeszcze przed chwilą składałam. Wiedząc, że nikt mnie nie usłyszy, pozwoliłam dłoni na pełną, intymną pieszczotę. Zaczęłam badać samą siebie, zataczając powolne, coraz mocniejsze kręgi, a każdy dotyk na tej śliskiej, wrażliwej skórze sprawiał, że mocniej wpijałam pięty w materac łóżka Martyny, zatracając się w tym całkowicie. Wilgoć pod moimi palcami była gorąca, gęsta i parząca. Zamknęłam mocno oczy, a obraz Martyny pod moimi powiekami stał się tak intensywny, że niemal fizycznie czułam jej obecność w tym pokoju. Wyobraziłam sobie, że te smukłe, trzydziestoletnie ramiona opierają się nad moją głową, a jej obfity biust muska moje piersi przy każdym poruszeniu. Nacisk moich palców stał się mocniejszy, bardziej zdecydowany. Zaczęłam od powolnych, okrężnych ruchów, drażniąc najbardziej wrażliwe miejsce i badając, jak daleko mogę się posunąć na łóżku własnej klientki. Moje ciało natychmiast odpowiedziało na ten rytm, biodra uniosły się lekko, szukając mocniejszego kontaktu z dłonią, a z gardła wyrwał mi się cichy, niespokojny świst.
— Martyna… — to imię uciekło z moich ust szeptem, niemal bezwiednie, i zniknęło w luksusowej ciszy pustego domu.
Nagle zmieniłam rytm. Podprowadzona narastającą falą gorąca, zaczęłam poruszać palcami szybciej, krótszymi, bardziej precyzyjnymi pociągnięciami. Reakcja była natychmiastowa. Przez całe moje ciało przeszedł gwałtowny dreszcz, a na skórze od brzucha aż po dekolt wyrosła gęsia skórka. Mój oddech całkowicie stracił stabilność, stał się rwany, płytki, łapany z trudem przez rozchylone usta, żeby utrzymać to obłędne tempo, musiałam zmienić pozycję. Cofnęłam jedną rękę za siebie i zaparłam się dłonią głęboko w miękkie, wielkie poduszki Martyny, unosząc lekko całe ramy ciała. Druga dłoń, ta wolna, powędrowała wyżej. Chwyciłam się mocno za lewą pierś, zaciskając na niej palce, jakbym desperacko potrzebowała jakiegoś oparcia w tym narastającym chaosie. Drażniłam kciukiem stwardniały sutek, a ból mieszał się z tak potężną rozkoszą, że aż zakręciło mi się w głowie. Wszystko we mnie płonęło. Wątpliwości, strach przed przyłapaniem, poczucie winy, to wszystko stopiło się w jedną, czystą, zmysłową energię. Pieszczenie samej siebie z myślą o innej kobiecie, na jej własnej pościeli pachnącej migdałami, doprowadzało mnie do szaleństwa. Rytm mojej dłoni między udami stał się teraz chaotyczny, szybki i bezwzględny. Moje biodra drżały, poruszając się w bezwiednym, drapieżnym tańcu. Czułam, że fala zbierała się pod moją skórą i za chwilę miałam eksplodować, nie dając mi żadnych szans na ratunek. Palce zapierały się o poduszkę coraz mocniej, materiał pościeli rwał się w moich dłoniach, a oddech zmienił się w cichy, niemal błagalny szloch.
— Tak… pro… proszę… — dławiłam się własnym głosem, całkowicie zatracona w iluzji, że to Martyna doprowadza mnie do tego stanu.
Napięcie przeciągnęło się do granic możliwości, stając się niemal bolesne. Moje plecy wygięły się w łuk, pięty wbiły się mocno w materac, a dłoń między udami wykonała kilka ostatnich, najszybszych, głębokich pociągnięć i wtedy to we mnie pękło. Ciało Martyny w mojej głowie i moje własne ciało na łóżku zbiły się w jedno. Poczułam gwałtowny, paraliżujący skurcz, który zaczął się głęboko w podbrzuszu i rozszedł falą uderzeniową po każdym centymetrze skóry. Mój oddech zatrzymał się całkowicie. Z moich ust wyrwał się głośny, przeciągły jęk, który zarył w ścianach pustej sypialni. Drżałam cała, nieskontrolowanie, a kolejne fale rozkoszy przetaczały się przeze mnie, sprawiając, że opadłam bezwładnie na poduszki. Moja dłoń wysunęła się wolno spod turkusowej koronki, opadając ciężko na prześcieradło. Leżałam nieruchomo, z szeroko otwartymi oczami, patrząc w sufit, podczas gdy mój oddech powoli, z trudem wracał do normy. Moje serce dudniło w piersiach tak głośno, że słyszałam je w uszach. To było… niesamowite i zupełnie inne niż z Reginą. Tutaj paliło mnie ryzyko i czysta, surowa fantazja. Obróciłam głowę w bok, wtulając twarz w poduszkę, która wciąż delikatnie pachniała jej balsamem. Wiedziałam jedno. To już nie był tylko dreszczyk emocji. Zaczynałam chcieć czegoś o wiele bardziej niebezpiecznego.

Leżałam tak przez dłuższą chwilę, pozwalając, by to szalone tętno w moich uszach wreszcie ucichło. Moje ciało wciąż było miękkie, ociężałe od rozkoszy, która przed momentem mną zawładnęła. Zapach migdałowego balsamu Martyny wydawał się teraz jeszcze intensywniejszy. W końcu zmusiłam się do ruchu. Czas uciekał, a ja wciąż miałam przed sobą dom do posprzątania. Podniosłam się z łóżka z lekkim zawrotem głowy, odnalazłam rzucone na podłogę białe szorty i różową bluzkę, a potem naciągnęłam je na swoje wciąż rozgrzane ciało. Z nabożną wręcz uwagą wygładziłam pościel, naciągając narzutę i układając poduszki dokładnie tak, jak leżały wcześniej. Nikt nie mógł się domyślić, co się tu wydarzyło. Nikt.

Przez kolejną godzinę pracowałam jak w transie, napędzana tą dziwną, nową energią. Kończyłam właśnie kuchnię, polerując fronty szafek, gdy w przedpokoju nagle zgrzytnął zamek w drzwiach. Zamarłam z ze ściereczką w dłoni. „Przecież mieli wrócić dopiero w niedzielę”. Chwilę później w progu kuchni stanęła Martyna, a za nią potoczył się cichy turkot walizki na kółkach. Wyglądała… obłędnie. Najwyraźniej nie wracała od teściów z wsi, tylko z jakiejś biznesowej delegacji. Miała na sobie kusą, mocno opinającą ciało dzianinową sukienkę w kolorze grafitowym, która bezwstydnie podkreślała jej smukłą talię i ten niesamowity, obfity biust, o którym przed chwilą fantazjowałam. Jej ciemne, falowane włosy były całkowicie rozpuszczone, rozsypując się w artystycznym nieładzie na ramionach. Moją uwagę przykuły jednak jej buty, czarne sandałki na niebotycznie wysokiej szpilce, z seksownymi, cienkimi wiązaniami owiniętymi wokół kostek i stóp. Poczułam, jak na ten widok krew uderzała mi do policzków. Modliłam się w duchu, żeby nie zauważyła mojego zmieszania.
— O, Gabrysia! Cześć, super, że jeszcze jesteś — odezwała się, posyłając mi zmęczony, ale wyjątkowo ciepły uśmiech. Puściła rączkę walizki, która z cichym kliknięciem oparła się o ścianę. — Dzień dobry… to znaczy, cześć, Martyna — wykrztusiłam, starając się, by mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie. — Myślałam, że wracacie dopiero za dwa dni. — Ach, plany się zmieniły — westchnęła, masując sobie kark, przez co jej biust uniósł się niebezpiecznie wysoko pod grafitową dzianiną.  
— Mąż został z małą u rodziców, a mnie wezwali pilnie na spotkanie z klientem w Warszawie. Prosto z pociągu przyjechałam, jestem wykończona. Te cholerne szpilki mnie wykończą.
Zrobiła krok w stronę wyspy kuchennej, a każde stuknięcie jej obcasów o kafle rezonowało prosto w moim brzuchu. Usiadła ciężko na hokerze, a krótka sukienka podjechała jej wysoko do góry, odsłaniając idealnie gładkie, smukłe uda.
— Jak dobrze, że tu posprzątałaś. Ten dom to teraz jedyna oaza spokoju — mruknęła, patrząc na mnie swoimi ciemnymi oczami. — Napijesz się ze mną kawy? Albo czegoś zimnego? Bo ja chyba muszę na chwilę usiąść, zanim w ogóle pójdę się rozpakować do sypialni.
Na słowo „sypialnia” moje serce zrobiło fikołka. Stałam tam, w moich skromnych dżinsowych szortach, patrząc na tę pewną siebie, trzydziestoletnią kobietę, i nagle poczułam, że ta gra stawała się o wiele bardziej realna, niż mogłam przypuszczać.
— Chętnie, tylko skończę przecierać ekspres i możemy się czegoś napić — odpowiedziałam, starając się, by mój głos nie drżał, choć w środku cała się trzęsłam.
Martyna skinęła głową, podniosła się leniwie z hokera i ruszyła w stronę korytarza. Słyszałam stukanie jej szpilek, a potem cichy dźwięk otwieranych drzwi do sypialni. Odetchnęłam głęboko, opierając się o blat. „Udało się. Wszystko jest w porządku.”

Moja ulga trwała jednak zaledwie kilkadziesiąt sekund. Stukanie obcasów wróciło, ale tym razem rytm był szybszy, ostrzejszy. Odwróciłam się i poczułam, jak cała krew odpływała mi z twarzy. Martyna stała w progu kuchni. Jej ramiona były skrzyżowane na piersiach, a grafitowa sukienka opinała się mocno na jej ciele. Między palcami prawej dłoni trzymała mały, błyszczący przedmiot. Mój kolczyk z pępka. Ten, którym bawiłam się na jej poduszkach.
— Myślę, że to należy do ciebie — powiedziała, a w jej głosie nie było już śladu wcześniejszego zmęczenia. Była tam lodowata, ostra irytacja.
— Ojej… tak, to mój. Musiał mi wypaść podczas… przekładania pościeli. Bardzo dziękuję — wykrztusiłam, wyciągając rękę, ale Martyna nawet drgnęła. Nie oddała mi go.
— Wypaść? — uniosła brwi, a jej ciemne oczy zwęziły się niebezpiecznie. — Znalazłam go głęboko między poduszkami, Gabrysia. Dokładnie po tej stronie, po której sypia mój mąż.
W tym momencie poczułam, jak wokół mnie kurczyło się powietrze. Wypiek na moich policzkach, który wcześniej mogła wziąć za zmęczenie pracą, teraz stał się jednoznacznym dowodem winy. Tyle że winy zupełnie innej, niż myślała. W jej oczach błysnęła nagła, potężna zazdrość. Ta filigranowa brunetka w jednej chwili zmieniła się w drapieżnika chroniącego swoje terytorium.
— Powiedz mi… — zrobiła krok w moją stronę, a szpilki uderzyły o podłogę jak bat. — Spałaś z nim? Spałaś z moim mężem, zanim wyjechał z małą? Dlatego przychodziłaś wcześniej?
— Co?! Nie! Martyna, przysięgam, nigdy w życiu! — zamachałam rękami, kompletnie spanikowana. — Ja nawet nie rozmawiam z twoim mężem dłużej niż minutę! To nie tak!
— A jak?! — jej głos przeszedł w syknięcie, a wściekłość w niej dosłownie eksplodowała. — Myślisz, że jestem idiotką?! Kolczyk w naszej pościeli, na moim łóżku! Masz klucze do tego domu, ufałam ci! Nie chcę słuchać tych kłamstw. Zabieraj swoje rzeczy i się stąd wynoś. Jesteś zwolniona!
Zanim zdążyłam wykrztusić choćby jedno słowo wyjaśnienia, Martyna odwróciła się na pięcie i energicznym krokiem ruszyła z powrotem do sypialni, trzaskając za sobą drzwiami.

Stałam w kuchni jak sparaliżowana. Serce waliło mi w gardle. Zwolniona. Oskarżona o romans z facetem, który kompletnie mnie nie obchodził. Pod wpływem Reginy zapomniałam o ostrożności, a teraz całe moje podwójne życie mogło runąć przez jeden głupi błąd, ale obok strachu, gdzieś głęboko w brzuchu, poczułam nagły, bezczelny przypływ odwagi. Ta sama śmiałość, która pozwoliła mi rozebrać się na jej łóżku, teraz pchała mnie do przodu.  

Ruszyłam za nią. Otworzyłam drzwi do sypialni bez pukania. Martyna siedziała na brzegu tego wielkiego łóżka, na którym jeszcze przed chwilą przeżywałam ekstazę. Miała założoną nogę na nogę, przez co jej krótka, dzianinowa sukienka uniosła się nieprzyzwoicie wysoko, eksponując gładkie, smukłe uda. Oddychała ciężko, wpatrując się w okno z zaciśniętą szczęką. Nie uciekłam. Zrobiłam kilka cichych kroków, podeszłam bliżej i bez pytania… dosiadłam się na materacu tuż obok niej. Poczułam, jak materac uginał się pod moim ciężarem, a zapach jej migdałowych perfum znów uderzał mi do głowy, podsycając wspomnienie niedawnej pieszczoty. Martyna drgnęła i odwróciła głowę w moją stronę, zaskoczona moją bezczelnością, ale w jej oczach wciąż płonął gniew.
— Powiedziałam, że masz się stąd wynosić — rzuciła Martyna, a jej głos, choć wciąż ostry, lekko zadrżał na widok mojej bliskości.
Siedziałam tuż obok niej, czując bicie własnego serca i to potworne, gęste napięcie, które niemal fizycznie nas odgradzało. Moje dłonie zacisnęły się na krawędzi materaca.
— Martyna, proszę, posłuchaj mnie przez chwilę — zaczęłam, a w moim głosie mieszała się autentyczna obawa z tą nową, szaloną śmiałością. — Nie mam romansu z twoim mężem. Przysięgam ci na wszystko. On mnie w ogóle nie obchodzi, ani trochę.
Martyna parsknęła krótkim, gorzkim śmiechem. Obróciła się do mnie bardziej, nie rezygnując z pozycji z założoną nogą na nogę. Jej smukłe udo prawie dotykało mojego boku, a grafitowy materiał sukienki napinał się na jej obfitym biuście, gdy brała głęboki oddech.
— Ach tak? To masz jakieś inne, racjonalne wyjaśnienie? — zapytała sarkastycznie, świdrując mnie swoimi ciemnymi oczami. — Bo jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy, kiedy znajduję biżuterię nastolatki w moim małżeńskim łóżku.
Przełknęłam z trudem ślinę. Spojrzałam na nią, a potem szybko spuściłam wzrok na swoje bose stopy i białe szorty.
— Mam… — wykrztusiłam cicho. — Ale ono wcale nie jest racjonalne.
Martyna zmarszczyła brwi, a jej wyraz twarzy na moment stężał.  
— Co to niby ma znaczyć? Co ty kombinujesz, Gabrysia?
Moje serce tłukło się o żebra jak oszalałe. Poczułam, jak na policzki wypływa mi potężny, purpurowy rumieniec. Moje spojrzenie błądziło chaotycznie między wzorem na dywanie a jej czarnymi sandałkami na szpilkach. Czułam, że stałam nad przepaścią, ale nie mogłam już się cofnąć.
— Ja… rzeczywiście byłam w tym łóżku — zaczęłam, mówiąc cicho, z głową wciąż mocno spuszczoną. — Dzisiaj. Przed twoim powrotem, ale byłam tam zupełnie sama.
Martyna zamarła. W sypialni zapadła sekundowa, idealna cisza.
— Sama? — powtórzyła z totalnym szokiem i głębokim niedowierzaniem w głosie. — Sama w mojej pościeli? Mam w to uwierzyć? I co ty niby tam robiłaś, co?!
Zatrzymałam się. Zawiesiłam na chwilę głos, czując, że brakowało mi tlenu. Zacisnęłam palce na materiale swoich szortów, wzięłam ostatni, głęboki oddech i niemal szeptem, bezbronnie, wyznałam prawdę:
— Leżałam… i myślałam o tobie. O tym, jaka jesteś piękna. I… — urwałam na moment, by po sekundzie dodać jeszcze cichszym, drżącym głosem: — …masturbowałam się.
W tym samym momencie Martyna gwałtownie cofnęła głowę, jakby uderzyła ją niewidzialna fala. Jej ciemne oczy zrobiły się ogromne, wręcz nienaturalnie szerokie, a idealnie pomalowane usta rozwarły się w totalnym, absolutnym niedowierzaniu. Patrzyła na mnie, jakbym nagle zaczęła mówić w obcym języku, a cała jej dotychczasowa wściekłość w ułamku sekundy wyparowała, ustępując miejsca czystemu oszołomieniu.
Z jej ust wyrwało się tylko ciche, zszokowane:  
— Co takiego…?
— Naprawdę cię przepraszam… — kontynuowałam, wciąż nie śmiąc podnieść wzroku. — Po prostu… poniosła mnie chwila. Jesteś tak niesamowicie piękną kobietą. Masz w sobie coś takiego, że od tygodni nie mogłam przestać o tobie myśleć.
— Jestem… w absolutnym szoku — wtrąciła Martyna. Jej głos nie był już lodowaty, brzmiał raczej tak, jakby próbowała poskładać rzeczywistość na nowo.
— Rozumiem, jeśli teraz wyrzucisz mnie stąd na zbity pysk — dodałam cicho, czując, jak serce powoli zwalnia z tego morderczego rytmu. — Było dokładnie tak, jak mówię. Jeszcze raz przepraszam. Wiem, że to, co zrobiłam w waszym łóżku… może ci się wydawać obrzydliwe.
W sypialni zapadła chwila ciszy, ale powietrze wokół nas drastycznie się zmieniło. Napięcie przestało parzyć wściekłością, a zaczęło pulsować czymś zupełnie innym. Kiedy Martyna w końcu się odezwała, jej ton był o wiele miększy, wręcz ciepły.
— Jestem zaskoczona, Gabrysia. Bardzo, ale… to nie jest obrzydliwe — powiedziała cicho.
Uniosłam lekko głowę i spojrzałam na nią, mrugając ze zdumienia.  
— Dziękuję… za wyrozumiałość — wykrztusiłam.
Na twarzy Martyny gniew całkowicie ustąpił miejsca głębokiemu zaintrygowaniu. Przyjrzała mi się uważniej, poprawiając się na łóżku, przez co materiał jej grafitowej sukienki zaszumiał cicho, a szpilka lekko drgnęła.
— Czy ty jesteś… — zaczęła powoli, zawieszając głos.
— Lesbijką? — dokończyłam za nią, czując, jak fala potężnych emocji wzbierała mi w piersiach. — Nie. Sama nie wiem. Po prostu od pewnego czasu zaczęły mi się podobać kobiety, a twoja uroda… od samego początku mnie uderzyła. Rozpala we mnie takie pragnienia, że moja wyobraźnia po prostu szaleje, kiedy tu jestem.
Zataiłam przed nią Reginę. To był mój sekret, moja tajemnica, którą wolałam zostawić tylko dla siebie. Wystarczyło, że obnażyłam przed nią swoje myśli z dzisiejszego popołudnia. W tym momencie na ustach Martyny pojawił się lekki, niezwykle ciepły uśmiech. Cała złość zniknęła, a atmosfera między nami stała się niesamowicie łagodna, niemal intymna.
— W takim razie… muszę ci wyznać coś w sekrecie — szepnęła, pochylając się odrobinę w moją stronę. — Doskonale cię rozumiem. Sama miałam kiedyś dziewczynę.
Moi oczy zrobiły się szerokie z niedowierzania, ale na moich ustach natychmiast wykwitł uśmiech. — Naprawdę?
— Tak — skinęła głową, a jej ciemne, falowane włosy musnęły ramię. — Na studiach. Mieszkałyśmy razem w akademiku. Byłyśmy ze sobą prawie trzy lata. Nigdy nie powiedziałam o tym mężowi, bałam się jego reakcji. Wiesz, jacy potrafią być faceci.
— I… jak ci się podobała taka relacja? — dopytywałam, nagle potwornie ciekawa, zapominając o całym wcześniejszym strachu.
Martyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a w jej oczach błysnęło wspomnienie czegoś pięknego.  
— Bardzo. To zupełnie inny wymiar intymności, Gabrysia. Kobieta rozumie twoje ciało, wie, jak cię dotknąć, czuje wszystko podwójnie.
Siedziałyśmy blisko siebie, obie uśmiechnięte, a bariery, które jeszcze przed chwilą wydawały się nie do przebicia, właśnie obracały się w pył. Między nami zaczęła krążyć ta sama zmysłowa iskra, którą tak dobrze znałam z wieczorów z Reginą. Podniecenie powróciło, ale teraz było podszyte realną obecnością Martyny, jej zgrabnych nóg w sandałkach na szpilce oraz okrytego biustu materiałem sukienki.
— A… chciałabyś to doświadczenie kiedyś powtórzyć? — zapytałam z nagłą śmiałością, patrząc jej prosto w oczy.
Martyna westchnęła cicho, a jej spojrzenie na moment zjechało na moje usta.  
— Tak, pewnie że tak… ale teraz mam męża, dziecko, poukładane życie. Trudno byłoby mi się wikłać w romans z kobietą, z dziewczyną…
Obie uśmiechałyśmy się do siebie, a powietrze w sypialni stawało się coraz gęstsze i gorętsze. Czułam, że ta rozmowa prowadzi nas w miejsce, z którego nie będzie już odwrotu. Spuściłam lekko głowę, ukrywając nieśmiały uśmiech, ale nie odsunęłam się ani o centymetr. Siedziałam z pochyloną głową, splatając palce i opierając dłonie na swoich udach. Serce wciąż biło mi mocno, ale ten strach, który towarzyszył mi na początku, całkowicie stopił się w narastającym, gęstym podnieceniu. Nagle poczułam ruch na materacu. Martyna przysunęła się tak blisko, że jej udo, skryte pod grafitową dzianiną, otarło się o moje nagie ciele. Kątem oka dostrzegłam to szelmowskie, magnetyczne spojrzenie, którym mi się przyglądała. Uniosła dłoń, a jej palce, pachnące słodkimi migdałami, powoli i niezwykle delikatnie odgarnęły moje włosy za ucho, zsuwając je poza ramię. Nie cofnęłam się. Pozwoliłam jej na to, czując, jak na moim karku znów pojawia się gęsia skórka. Martyna nie zabrała ręki, jej opuszki palców zaczęły leniwie, hipnotyzująco gładzić moje udo, a potem złączone na nim dłonie. Druga jej ręka powędrowała wyżej, na moją szyję. Poczułam ciepło jej skóry, a potem miękki dotyk palców, które ułożyły się na moim podbródku. Subtelnym, ale pewnym ruchem obróciła moją twarz w swoją stronę, zmuszając mnie, bym spojrzała jej prosto w oczy. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, co będzie dalej. Martyna pochyliła się i złożyła na moich ustach pocałunek. Na początku był delikatny, badawczy, jakby sprawdzała moją reakcję, ale z każdą sekundą stawał się śmielszy. Otworzyłam się na nią niemal natychmiast, odpowiadając na ten dotyk z całą pasją, którą do tej pory dusiłam w sobie na tym łóżku. Kiedy na chwilę przerwałyśmy, by złapać oddech, nasze twarze pozostały zaledwie milimetry od siebie. Patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy, a nasze uśmiechy zdradzały absolutnie wszystko: szalejące podniecenie, obłędne emocje i myśli, które krążyły wokół jednego. Bariery przestały istnieć.

Uniosłam lekko dłoń, ujęłam rękę Martyny i złożyłam na jej wewnętrznej stronie czuły, miękki pocałunek. To najwyraźniej pozbawiło ją resztek wahania. Martyna westchnęła cicho i ponownie odnalazła moje usta, tym razem muskając przy tym moją szyję, policzek i podbródek, jakby chciała zapamiętać każdy centymetr mojej twarzy. Kolejny pocałunek był już zupełnie inny. Głęboki, zmysłowy, parzący. Koniuszkiem języka delikatnie rozwarła moje wargi, pewnie odnajdując drogę do mojego wnętrza. Zadrżałam, chwytając ją mocno za ramiona, pod grafitowy materiał sukienki. Odpowiedziałam na to zaproszenie bez wahania. Nasze języki połączyły się w powolnym, namiętnym splocie, tańcząc ze sobą w rytmie, który dyktowało nam czyste, obezwładniające pożądanie. Uniosłam dłoń i delikatnie przyłożyłam ją do ręki Martyny, która wciąż tak czule gładziła mój policzek. Nasze palce się splotły, a ten prosty gest sprawił, że świat poza tą sypialnią przestał dla mnie istnieć. Pocałunki stawały się coraz głębsze, bardziej zachłanne. To było po prostu cudowne parzące, rozpalające do granic możliwości i tak niesamowicie namiętne, że zakręciło mi się w głowie. Z Reginą uczyłam się techniki i śmiałości, ale z Martyną… z Martyną wszystko działo się pod wpływem czystego impulsu i zakazanego owocu, który właśnie zrywałyśmy. Martyna jęknęła cicho w moje usta i wplotła wolną dłoń głęboko w moje włosy, przyciągając mnie do siebie jeszcze mocniej, jakby chciała zlikwidować jakąkolwiek przestrzeń między nami. Poczułam zapach jej migdałowych perfum, zmieszany z ciepłem jej rozgrzanej skóry.

Nabrałam odwagi. Moja wolna dłoń zaczęła nieśmiało, ale z rosnącą ciekawością błądzić po jej ciele. Najpierw przesunęłam palcami po jej gładkiej ręce, wyczuwając drobne drżenie, potem musnęłam odsłonięte ramię, aż w końcu zjechałam niżej, wzdłuż talii opiętej grafitową dzianiną. Materiał był miękki, poddawał się pod moimi palcami. Moja dłoń powędrowała wyżej, na jej obfity biust, o którym tak bardzo fantazjowała jeszcze godzinę temu. Kiedy poczułam pod dłonią szybkie, szalone bicie jej serca i ciężar jej piersi, zadrżałam cała. Nie przerywałyśmy tego obłędnego pocałunku. Odrywałyśmy się od siebie dosłownie na ułamek sekundy, tylko po to, by łapczywie złapać oddech, po czym natychmiast wracałyśmy do siebie z jeszcze większym głodem. Nasze oddechy były głośne, rwące się, a zapach pożądania dosłownie wisiał w powietrzu. Każdy ruch języka, każdy mocniejszy uścisk jej dłoni na moim karku utwierdzał mnie w przekonaniu, że to, co zaczęło się od niewinnej fantazji na tym łóżku, właśnie stawało się moją nową, piękną rzeczywistością Całowałyśmy się bez tchu, łapczywie, zatracając się w tym szalonym tańcu języków. Martyna, nie przerywając pocałunku, przesunęła dłonie wyżej i objęła moje piersi przez cienki materiał różowej bluzki. Poczułam, jak fala gorąca uderzała mi prosto do brzucha. Chwilę później jej zwinne palce wsunęły się pod ubranie, sprawnie i zmysłowo rozpinając mój stanik. Jednym płynnym ruchem ściągnęła ze mnie obie rzeczy, pozbywając się ich na rzecz całkowitej bliskości. Uśmiechnęłam się szeroko, rozpalona do granic możliwości, kiedy moje nagie piersi spotkały się z chłodniejszym powietrzem sypialni. Martyna natychmiast powróciła do moich ust, jednocześnie czule i pewnie i chwytając moje piersi w dłonie, badając ich kształt i drażniąc kciukami stwardniałe sutki. Ta pieszczota odebrała mi resztki nieśmiałości. W reakcji na jej dotyk wsunęłam dłoń pod grafitową dzianinę jej sukienki. Moje palce odnalazły gładkie, niesamowicie seksowne i lekko opalone uda. Powoli, centymetr po centymetrze, zaczęłam podwijać materiał do góry, aż w końcu pod moimi palcami ukazała się miękka koronka fioletowych stringów.  

W tym momencie Martyna na ułamek sekundy przerwała pocałunek. Odsunęła się minimalnie i przyłożyła dłoń do swoich ust, a w jej oczach mignęło nagłe zawahanie, cień myśli o mężu, o dziecku, o granicach, które właśnie przekraczała. Patrzyłam na nią z zapartym tchem, ale podniecenie w niej ostatecznie zwyciężyło. Westchnęła cicho przez rozchylone wargi i z jeszcze większą drapieżnością powróciła do moich ust. Wykorzystałam ten moment. Moje palce zaczęły zsuwać i rozplątywać pasek jej sukienki, podczas gdy nasze języki znów szalały w pełnym pożądania splotu. Atmosfera była tak gęsta, że na chwilę musiałyśmy przerwać ten maraton pocałunków, by dać sobie przestrzeń. Uniosłam się lekko, a Martyna uniosła ramiona, pozwalając mi całkowicie zdjąć z niej grafitową sukienkę przez głowę. Kiedy materiał wylądował na podłodze, aż wstrzymałam oddech. Przed moimi oczami ukazały się jej piękne, niezwykle obfite piersi, idealnie otulone fioletowym stanikiem, który stanowił komplet z koronkowymi stringami. Widok jej filigranowego ciała połączonego z tak pełnymi kształtami był tak obłędny, że moja wyobraźnia, która jeszcze niedawno pracowała tu na sucho, teraz całkowicie skapitulowała przed rzeczywistością. Całowałyśmy się bez pamięci, zacieśniając uścisk tak mocno, jakby każda z nas chciała wtopić się w tę drugą. Nasze nagie ciała lgnęły do siebie, szukając ciepła i łapczywego dotyku. Kątem oka, w przygaszonym świetle sypialni, byłam pod ogromnym wrażeniem gracji jej opalonego ciała. Martyna była idealna, filigranowa, a jednocześnie tak zmysłowo zaokrąglona, gładka i pachnąca migdałami. Moja dłoń, prowadzona już czystym instynktem, zsunęła się z jej biodra i zgrabnie wsunęła pod fioletowy materiał stringów. Martyna drgnęła, a z jej piersi wyrwało się ciche westchnienie. Wykorzystując tę chwilę, oderwałam się od jej ust i pocałunkami przeszłam na jej szyję, schodząc coraz niżej, ku obojczykowi. Martyna natychmiast odchyliła głowę do tyłu, przymykając oczy i ułatwiając mi dostęp do swojej delikatnej skóry. Jej oddech gwałtownie przyspieszył, stając się głośniejszy, bardziej rwący. Lewą dłonią delikatnie przytrzymywałam jej szyję, czując pulsującą pod palcami krew, by po chwili przenieść dotyk niżej i objąć jej pełny, uniesiony biust. Każde moje muśnięcie sprawiało, że Martyna cicho pojękiwała, a jej palce coraz mocniej wpijały się w moje ramiona.

Nagle, napędzana narastającą falą namiętności, Martyna przejęła inicjatywę. Naparła na mnie swoim ciałem, powoli pochylając mnie w tył, aż opadłam plecami na miękkie poduszki. W ułamku sekundy położyła się na mnie, lądując całym swoim ciężarem pomiędzy moimi rozchylonymi udami. Leżała na mnie, a nasza skóra ocierała się o siebie przy każdym, nawet najmniejszym poruszeniu, generując obłędne, parzące wręcz elektrostatyczne napięcie. Grafitowa dzianina i różowa bluzka leżały gdzieś na podłodze, a my, połączone w tym ciasnym, intymnym uścisku, natychmiast odnalazłyśmy swoje usta w kolejnych, niekończących się i zachłannych pocałunkach. Wszystko, co jeszcze godzinę temu było tylko moją samotną fantazją na tym materacu, teraz działo się naprawdę, z Martyną dyktującą rytm z góry. Leżąc pod nią, czułam, jak każdy centymetr mojego ciała pulsował z nadmiaru emocji. Nie chciałam już żadnych barier. Uniosłam dłonie, odnalazłam haftki fioletowego stanika Martyny i jednym, zdecydowanym, zmysłowym ruchem pozbawiłam ją tej ostatniej zasłony, rzucając bieliznę gdzieś w głąb wielkiego łóżka. Kiedy nasze nagie piersi w końcu się otarły, przez moje ciało przeszedł paraliżujący dreszcz. Martyna wydała z siebie cichy, gardłowy dźwięk, a ja nie czekałam ani sekundy dłużej. Zbliżyłam usta do jej obfitego biustu. Moje pocałunki były trochę chaotyczne, niesione tą nagłą furią pożądania, która we mnie wybuchła. Całowałam jej miękką skórę, przechodząc od jednej piersi do drugiej, czując pod wargami szalone bicie jej serca. Jednocześnie mocno obejmowałam Martynę za plecami. Moje dłonie zsunęły się niżej, zgrabnie wsuwając się pod fioletową koronkę stringów. Splotłam palce na jej pośladkach, namiętnie je ściskając, by po chwili powoli, centymetr po centymetrze, zacząć obsuwać materiał w dół jej gładkich ud. Martyna reagowała na to czystym, nieokiełznanym głodem. Jej ciało wygięło się nade mną w łuk, a jej usta zaczęły drapieżną wędrówkę w dół mojego ciała. Całowała moją szyję, obojczyki, aż w końcu dopadła moich piersi. Kiedy jej język i wargi zaczęły pieścić moje nabrzmiałe brodawki, głośno jęknęłam, wpijając palce w jej plecy. To było tak intensywne, że aż pociemniało mi przed oczami. Fioletowe stringi Martyny były już mocno obsunięte, niemal całkowicie uwalniając jej biodra. Napędzana tym bezwstydnym rytmem, przesunęłam dłoń z powrotem do przodu i przyłożyłam otwartą dłoń prosto do jej kobiecości. Była niesamowicie gorąca i mokra. Moje palce natychmiast pokryły się jej gęstą wilgocią, będącą dowodem na to, że Martyna płonęła tak samo jak ja. Zaczęłam koliście, powoli, ale z rosnącym naciskiem pieścić to najbardziej wrażliwe miejsce, a Martyna natychmiast zamarła w bezdechu, by po sekundzie zacząć poruszać biodrami w idealnym, instynktownym rytmie mojej dłoni.

Martyna nagle przerwała tę pieszczotę, jakby intensywność doznań była dla niej zbyt przytłaczająca. Opadła na mnie całym swoim ciężarem, pozwalając, by nasze nagie piersi i rozgrzane brzuchy stopiły się w jedno. Zaczęła leniwie, niesamowicie zmysłowo ocierać się swoim ciałem o moje, a każdy ten ruch wywoływał we mnie falę parzącego gorąca. Ponownie odnalazła moje usta, wciągając mnie w kolejny maraton głębokich, łapczywych pocałunków. W mojej głowie panował absolutny kosmos. Myśli Gabi, tej skromnej dziewczyny od sprzątania, kompletnie przestały istnieć. Zastąpiła je czysta, pierwotna duma i rozkosz. Leżałam w łóżku kobiety, o której jeszcze godzinę temu bezwstydnie fantazjowałam w samotności, a teraz ta sama kobieta drżała nade mną z pożądania, oddając mi całą swoją kontrolę. Martyna nie zamierzała jednak długo czekać. Jej dłoń, poruszająca się z niesamowitą gracją i pewnością siebie, zsunęła się w dół, omijając krawędź moich dżinsowych szortów i turkusowych fig. Wsunęła palce głęboko pod materiał, prosto między moje uda. Gdy tylko jej opuszki palców napotkały moją gęstą, parzącą wilgoć, Martyna uśmiechnęła się zmysłowo w moje usta, po czym natychmiast rozpoczęła zdecydowaną, rytmiczną pieszczotę. Reagowałam na każdy jej dotyk niskimi mrukami zadowolenia, które uciekały z mojego gardła prosto w jej rozchylone wargi. Mój oddech stał się całkowicie rwany, głośny i niespokojny. Szukałam ratunku w jej ustach, całując ją z jeszcze większym, drapieżnym głodem. Byłam już tak niesamowicie rozpalona wcześniejszą samotną zabawą i tą całą rozmową, że dotyk realnej Martyny jej zwinnych, czułych palców, które doskonale wiedziały, co robić natychmiast zaczął zbliżać mnie do krawędzi.
— Martyna… o Boże, tak… — jęczałam, a moje biodra unosiły się instynktownie, szukając mocniejszego nacisku jej dłoni.
Napięcie skoczyło pod sam sufit. Moje ciało zesztywniało, pięty wbiły się w materac, a dłoń Martyny przyspieszyła, idealnie wyczuwając moment, w którym się znajdowałam. Świat wokół mnie zawirował, a pod moimi powiekami eksplodowały tysiące świateł. W ułamku sekundy osiągnęłam potężną, obezwładniającą ekstazę. Głośny, przeciągły jęk wyrwał mi się z piersi, gdy kolejne skurcze rozkoszy przetaczały się przez moje podbrzusze, a ja mogłam tylko mocno trzymać się jej ramion, zatracając się w tym całkowicie.  

Mój orgazm był stosunkowo płytki, to gwałtowne napięcie zeszło ze mnie szybko, pozostawiając jedynie przyjemne mrowienie i nagły, potężny przypływ nowej energii. Moje ciało wręcz domagało się rewanżu. Zdecydowanym, niezwykle zmysłowym ruchem złapałam Martynę za biodra i jednym płynnym gestem przewróciłam ją pod siebie, jednocześnie zsuwając fioletowe stringi całkowicie z jej smukłych nóg i rzucając je na podłogę. Martyna posłusznie opadła plecami na łóżko, rozrzucając na poduszkach burzę swoich ciemnych, falowanych włosów. Patrzyła na mnie z góry z szeroko otwartymi, pociemniałymi z pożądania oczami, oddychając ciężko. Teraz to ja dyktowałam warunki. Spragniona jej ciała, zaczęłam pociągać ją dotykiem i ustami, nie dając jej ani chwili wytchnienia. Objęłam dłońmi jej dwie piękne, niesamowicie obfite piersi, unosząc je lekko ku sobie. Przybliżyłam usta i zaczęłam pieścić jej sutki najpierw delikatnie, a potem coraz bardziej zachłannie, ssąc i liżąc nabrzmiałe brodawki. Martyna wygięła się pode mną w łuk, jej oddech natychmiast przyspieszył, stając się głośny, a z jej gardła wyrywały się niskie, namiętne mruknięcia. Dokładnie, centymetr po centymetrze, celebrowałam jej biust, czując pod dłońmi jedwabistą gładkość jej skóry. Co jakiś czas wracałam wyżej, by łapczywie wpić się w jej usta i całować jej napiętą szyję, po czym z powrotem schodziłam niżej. Moje pocałunki wędrowały wzdłuż jej płaskiego brzucha, mijając linię bioder, aż w końcu, prowadzona zmysłowym zapachem migdałów i czystej kobiecości, zanurkowałam głęboko między jej szeroko rozchylone uda. Wsunęłam dłonie głęboko pod jej rozgrzane uda, unosząc je lekko i stabilizując całe jej ciało, po czym mój język po raz pierwszy dotknął jej kobiecości. Martyna drgnęła tak gwałtownie, że materac łóżka jęknął pod naszym ciężarem, a z jej gardła wyrwał się wysoki, urwany dźwięk. Zaczęłam ją pieścić z pełnym zaangażowaniem, całkowicie zatracając się w tym momencie. Rozkoszowałam się jej ciałem, delektując się tym niebiańskim, intymnym smakiem, który podkręcał moje własne zmysły do granic możliwości. Gorąca wilgoć sączyła się z niej powoli, pokrywając moje usta, a ja piłam ją jak najdroższy nektar. W tym momencie liczyło się dla mnie tylko jedno: dawać. Chciałam zalać ją taką samą rozkoszą, jaką ona dała mi chwilę wcześniej, a może nawet jeszcze większą. Wsłuchiwałam się w każdy dźwięk, jaki wydawała. Jej oddech stał się niespokojny, rwany, a ciche mruknięcia i głośne jęki, które odbijały się od ścian sypialni, były dla mnie najlepszym przewodnikiem. Operowałam językiem z ogromną uwagą – raz pieściłam ją szerokimi, głębokimi pociągnięciami, by za chwilę skupić się na najczulszym punkcie, drażniąc go szybkimi, precyzyjnymi ruchami. Przez cały ten czas unosiłam lekko głowę, by ją obserwować. Chciałam widzieć każdą jej reakcję. Martyna walczyła, by utrzymać ze mną kontakt wzrokowy, patrzyła na mnie swoimi pociemniałymi, zamglonymi z pożądania oczami, ale co jakiś czas całkowicie go gubiła. Przymykała powieki, odrzucała głowę na boki, pociągając za sobą burzę ciemnych włosów, gdy kolejna fala rozkoszy uderzała w jej ciało. Jej piękne, opalone ciało falowało pode mną w bezwiednym, drapieżnym rytmie, a palce rąk wpijały się głęboko w prześcieradło, szukając jakiegokolwiek oparcia w tym zmysłowym chaosie. Martyna była już na samej krawędzi, jej ciało drżało, a oddech stał się bolesnym, rwącym się szlochem. Nagle jednak, w przypływie dzikiej namiętności, wyciągnęła dłonie w dół i ujęła moją twarz, delikatnie, ale stanowczo odciągając mnie od siebie. Uniosła swój tułów, a jej obfite piersi zatańczyły przed moimi oczami, gdy przyciągnęła mnie do góry i wbiła się w moje usta łapczywym, wręcz desperackim pocałunkiem. Pachniała mną, sobą i tym obłędnym migdałowym balsamem.

Zanim zdążyłam pomyśleć, co się dzieje, jej dłonie powędrowały do paska moich dżinsowych szortów. W cudownym, gorączkowym chaosie, szarpiąc za materiał, zsunęła ze mnie szorty razem z turkusowymi figami, pozostawiając mnie całkowicie nagą. Martyna pchnęła mnie lekko, układając z powrotem na plecach, a sama ułożyła się bokiem do mnie, opierając się na jednym ramieniu. Jej smukłe, opalone udo splotło się z moimi, a wolna dłoń i usta natychmiast odnalazły drogę między moje nogi. Kiedy jej zwinny języczek dotknął mojej łechtaczki, aż uniosłam się na materacu. Wydałam z siebie głośny, nieskontrolowany jęk. Martyna skupiła się na tym jednym punkcie z absolutną, ognistą pasją. Jej język operował szaleńczo, zmysłowo, kreśląc szybkie, mokre wzory, które wysyłały prądy czystej rozkoszy prosto do mojego podbrzusza. Leżałam bezbronna, a moje ciało zaczęło powoli, rytmicznie falować w takt jej niszczycielskiej pieszczoty. Z moich rozchylonych ust wydobywały się ciche, ciągłe jęki, których nie byłam już w stanie kontrolować, żeby nie oszaleć z nadmiaru tych bodźców, uniosłam dłonie jedną ręką desperacko odgarniałam z jej twarzy ciemne, falowane włosy, które łaskotały moją skórę, a drugą błądziłam po jej rozgrzanych plecach i gładkim boku. Doznania były tak potężne, że w pewnym momencie straciłam kontakt z rzeczywistością. Sypialnia Martyny, sprzątanie, cały ten dom, wszystko zniknęło. Liczył się tylko ten wilgotny, parzący dotyk. Pod wpływem tej zmysłowej furii sama zaczęłam bezwiednie łapać się dłońmi za własne piersi, ściskając je i drażniąc sutki, co tylko potęgowało to obłędne uczucie. Błoga, gęsta fala gorąca zaczęła powoli, centymetr po centymetrze, wypełniać całe moje ciało, od czubków palców u stóp aż po same brzegi świadomości. Wiedziałam, że przy tym tempie i z taką pasją, z jaką Martyna mnie piła, za kilka sekund po prostu spłonę. Martyna pracowała językiem po prostu cudownie, idealnie wyczuwając moment, w którym byłam już bliska zatracenia. Gdy napięcie we mnie sięgnęło zenitu, celowo zwolniła tempo, dając mi ułamek sekundy na złapanie tchu, po czym całkowicie przerwała pieszczotę. Usłyszałam jej cichy, satysfakcjonujący mruk, gdy przesunęła się wyżej wzdłuż mojego ciała.

W ułamku sekundy znalazła się nadchodzącą pozycją frontalną, kładąc się na mnie całym swoim gładkim, opalonym ciałem. Nasza skóra natychmiast się połączyła, generując potężną dawkę gorąca. Piersi oparły się o piersi, gniotąc się zmysłowo przy każdym oddechu, ale to, co najgęstsze, działo się niżej. Nasze kobiecości, obie niesamowicie rozgrzane i ociekające wilgocią, spotkały się bezpośrednio, stykając się i ocierając przy najmniejszym poruszeniu. Objęłam Martynę mocno za plecy, wbijając palce w jej skórę, jakbym szukała ratunku. Ona, czując to przyzwolenie, natychmiast podchwyciła rytm. Jej biodra zaczęły powoli, głęboko falować, przesuwając się po moim ciele i generując tarcie, od którego momentalnie zakręciło mi się w głowie. To było surowe, niesamowicie pierwotne i obezwładniające uczucie. W tym samym czasie nasze usta odnalazły się w niemal bolesnym, głębokim i namiętnym pocałunku. Nasze języki znów szalały, splatając się w tym samym tempie, w jakim poruszały się nasze biodra. Czułam każdy skurcz jej mięśni, każdy głośny, rwany oddech, który uciekał prosto do mojego gardła. Cały świat skurczył się do tego jednego łóżka, do tego hipnotyzującego, wspólnego tańca ciał, w którym zatarły się już wszelkie granice między mną a moją klientką. Ocierałyśmy się o siebie z coraz większą, wręcz dziką energią. Ten rytm stał się tak chaotyczny i zachłanny, że momentami traciłyśmy to idealne połączenie naszych kobiecości,  wtedy nasze rozgrzane, mokre ciała ześlizgiwały się niżej, ocierając się o swoje uda, co tylko potęgowało to szalone podniecenie. Całowałyśmy się przy tym nieustannie, bez opamiętania, odrywając usta od siebie tylko na ułamek sekundy, by wypuścić głośne, rwane jęki rozkoszy. W końcu ta skumulowana fala energii uderzyła w nas obie jednocześnie. Dopadł nas mały, stosunkowo płytki orgazm, który sprawił, że nasze ciała spazmatycznie zadrżały, a z gardeł wyrwały się przeciągłe westchnienia.

To nas jednak nie uspokoiło. Byłyśmy wciąż absolutnie nienasycone. Opadłyśmy obok siebie na wilgotną pościel, ciężko dysząc. Martyna natychmiast przytuliła mnie do swojego boku, a jej dłoń zaczęła leniwie, czule gładzić moje ramię i talię. Ja gładziłam jej odsłonięte, opalone plecy, wciąż oszołomiona tym, co się wydarzyło.
— Boże, Gabrysia… — szepnęła Martyna, a jej ciemne oczy błyszczały w półmroku. — To było… niesamowite. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi tego brakowało. Rozkoszuję się każdą sekundą z tobą.
— Ja też — uśmiechnęłam się, wtulając nos w jej szyję pachnącą migdałami. — Masz już dosyć?
Martyna parsknęła cichym, zmysłowym śmiechem, a jej palce mocniej zacisnęły się na moim boku.  
— Dosyć? Skądże! Ty mnie po prostu rozpalasz, dziewczyno. Jedna chwila z tobą sprawia, że chcę więcej. Nie mam najmniejszego zamiaru kończyć.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Martyna udowodniła, że nie rzuca słów na wiatr. Jednym płynnym, niezwykle zgrabnym ruchem zmieniła pozycję i usiadła na mnie okrakiem, opierając swoje kolana po obu stronach moich bioder. Jej obfite piersi uniosły się dumnie, gdy wzięła głęboki oddech. Patrzyła na mnie z góry z szelmowskim uśmiechem, po czym wychyliła rękę do tyłu, wsuwając dłoń między nasze uda. Jej palce natychmiast odnalazły moje rozgrzane, ociekające wilgocią miejsce i bez zbędnego czekania zaczęły koliście, zmysłowo je pieścić. Zadrżałam, unosząc głowę z poduszki, gdy ten nagły dotyk natychmiast podpalił gasnący na moment ogień Martyna pracowała dłonią z niesamowitym taktem i wyczuciem, idealnie odnajdując rytm, który sprawiał mi największą przyjemność. Siedząc na mnie okrakiem, kontrolowała każdy nacisk swoich palców, a jej ruchy były płynne, głębokie i nieziemsko zmysłowe. Przez cały ten czas nasze spojrzenia stale się spotykały. W półmroku sypialni wymieniałyśmy figlarne, szelmowskie uśmiechy, które mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa. Między nami nie było już ani grama wstydu,  tylko czysta, bezczelna wręcz satysfakcja z tego zakazanego sam na sam. Z mojego gardła co chwilę wyrywały się ciche mruki zadowolenia, a Martyna w odpowiedzi tylko mrużyła zadowolona swoje ciemne oczy, nie przerywając ani na moment tej hipnotyzującej pieszczoty. W miarę jak fala gorąca znów zaczęła wzbierać w moim podbrzuszu, moje ciało i nogi zaczęły się bezwiednie wiercić na materacu. Szukałam mocniejszego punktu oparcia, chcąc jeszcze bardziej docisnąć się do jej dłoni. W pewnym momencie, napędzana tą rozkosznym chaosem, postanowiłam wykorzystać swoje wygimnastykowanie. Zaskoczyłam Martynę, jednym płynnym, elastycznym ruchem uniosłam nogi wysoko do góry i z pełną gracją oparłam swoje bose stopy i łydki bezpośrednio na jej gładkich, opalonych ramionach. Ta nowa pozycja całkowicie otworzyła mnie na jej dotyk, a Martyna na moment zamarła, głośno wciągając powietrze. Spojrzała na mnie z góry z jeszcze większym podziwem i błyskiem absolutnego zachwytu w oczach. Jej uśmiech stał się jeszcze bardziej drapieżny, a palce, mając teraz idealny i niczym nieskrępowany dostęp, natychmiast przyspieszyły koliście, wbijając mnie głęboko w poduszki.  Moja kobiecość płonęła żywym ogniem, a całe ciało zalała fala tak gęstej, obezwładniającej błogości, że na moment straciłam kontakt z rzeczywistością. Moje uniesione na jej ramionach nogi wiotczały z rozkoszy, aż w końcu bezwiednie opadły z powrotem na miękki materac, bezwładne i drżące. Martyna jednak ani na sekundę nie zaprzestała swojej pieszczoty. Doskonale wyczuła, że ta zmiana pozycji tylko bardziej mnie odsłoniła. Jej zwinne palce wciąż koliście i z niesamowitym wyczuciem krążyły wokół mojego najbardziej wrażliwego miejsca, sprawiając, że moje biodra same unosiły się do góry w niemal błagalnym rytmie. Widząc mój stan, Martyna uśmiechnęła się zmysłowo, po czym pochyliła się nade mną całym swoim ciężarem. Jej obfite piersi znów przygniotły moje, a jej ciemne, pachnące migdałami włosy musnęły moje policzki, gdy wbiła się w moje usta głębokim, łapczywym pocałunkiem. Całowała mnie bez tchu, drapieżnie mieszając swój oddech z moim, podczas gdy jej dłoń tam na dole doprowadzała mnie do czystego szaleństwa. Byłam uwięziona między tą słodką pieszczotą a parzącym dotykiem jej warg, czując, że kolejna, tym razem potężna fala ekstazy zbierała się gdzieś w głębi mojego brzucha i zaraz całkowicie mną zawładnąć miała. Te łapczywe, głębokie pocałunki i bezlitosna, cudowna pieszczota jej dłoni doprowadzały mnie do szaleństwa, ale zamiast całkowicie się poddać, poczułam nagły, potężny przypływ pożądania. Zapragnęłam znów przejąć kontrolę, poczuć jej smak i zalać ją taką samą falą gorąca.

Wykorzystując moment, gdy Martyna na ułamek sekundy rozluźniła uścisk, naparłam na nią całym swoim ciałem. Złapałam ją mocno za biodra i zdecydowanym, pełnym pasji ruchem przewróciłam nas na materacu. Martyna wydała z siebie cichy, zaskoczony okrzyk, gdy wylądowała plecami na łóżku, a ja natychmiast znalazłam się nad nią. Nie dałam jej ani chwili na złapanie oddechu. Od razu schyliłam się do jej pięknego ciała. Moje dłonie i usta powędrowały prosto do jej obfitego biustu. Jedną z jej piersi ujęłam w dłoń, namiętnie ją ściskając, podczas gdy drugą całkowicie zawładnęły moje usta i język. Zaczęłam ssać i lizać jej stwardniały, nabrzmiały sutek, a Martyna głośno jęknęła, wplatając palce w moje włosy i dociskając moją głowę mocniej do swojego ciała. Moje pocałunki stawały się coraz bardziej drapieżne i zachłanne. Schodziłam nimi coraz niżej, znacząc śladami moich wilgotnych warg jej płaski, napięty brzuch i delikatną skórę wokół bioder. Zapach jej podniecenia i słodkich migdałów dosłownie odbierał mi zmysły. Martyna płonęła. Czując, dokąd zmierzałam, wydała z siebie niski, gardłowy mruk, po czym uniosła swoje zgrabne, opalone nogi wysoko do góry. Splotła je za moimi plecami, przyciągając mnie do siebie z niesamowitą siłą, całkowicie się przede mną otwierając i nie pozostawiając miejsca na żadne wahanie. Złapałam ją mocno za pośladki, a moje usta i język po raz kolejny, z pełną i ognistą pasją, zanurkowały głęboko w jej gorącą, ociekającą wilgocią kobiecość. Martyna gwałtownie uniosła biodra, a z jej rozchylonych ust wyrwał się głośny, rozkoszny krzyk, który natychmiast utonął w ciszy sypialni.  W pewnym momencie mój język ustąpił miejsca palcom. Wsunęłam jeden z nich głęboko w jej rozgrzane, niesamowicie wilgotne wnętrze, które natychmiast zacisnęło się wokół mojej dłoni. Operowałam paluszkiem sprawnie, zadziornie i z rosnącą śmiałością, drażniąc ją od środka tak, że biodra Martyny momentalnie uniosły się wyżej, szukając jeszcze głębszego dotyku, żeby doprowadzić ją do absolutnego szaleństwa, zaczęłam chaotycznie, w miłosnym zapamiętaniu zapętlać wszystkie czynności. Unosiłam się na chwilę, by łapczywie wpiąć się w jej usta, potem schodziłam niżej, całując jej obfite piersi i ssąc twarde sutki, a wolnym kciukiem nieustannie stymulowałam jej nabrzmiałą łechtaczkę. Jednocześnie mój palec w jej wnętrzu pracował coraz dynamiczniej, penetrując ją w szybkim, drapieżnym rytmie. Martyna kompletnie straciła kontrolę. Unosiła cały swój tułów do góry, prężąc się nade mną, a z jej piersi wyrywały się głośne, rwące się stęki, głębokie jęki i ciężki, świszczący oddech. Jej małe, zgrabne ciało wiło się na pościeli w konwulsjach czystej rozkoszy. Desperacko uniosła dłonie, ujmując moją szyję i przyciągając moją twarz do góry w poszukiwaniu kolejnych, zachłannych pocałunków, którymi mogłaby zagłuszyć swój krzyk. Widząc, że jest już na samym skraju, jeszcze bardziej przyspieszyłam ruchy dłoni. Nagle poczułam, jak gorące wnętrze Martyny gwałtownie zacieśnia się na moim palcu, pulsując w silnych skurczach. Przeszła ją potężna, obezwładniająca ekstaza. Jej ciało wygięło się w łuk, a z gardła wyrwały się wysokie, kwiczące spazmy rozkoszy, które przepełniły całe jej bicie serca. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu, całkowicie bezwładna, padła ciężko na łóżko.

Leżała z rozrzuconymi na poduszce ciemnymi włosami, a jej miarowy, ale wciąż bardzo głęboki oddech wracał do normy niezwykle długo. Nie chciałam przerywać tej magii. Powoli, niezwykle czule zaczęłam całować całe jej zgrabne, opalone, filigranowe ciało. Moje usta wędrowały po jej brzuchu, piersiach, a potem przesuwały się po bokach jej talii w kojących, pełnych wdzięczności pieszczotach. W końcu dotarłam z powrotem do jej twarzy i delikatnie musnęłam jej rozgrzane wargi. Martyna powoli otworzyła pociemniałe oczy, nagle złapała się dłońmi za głowę, jakby wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się przed chwilą stało, i spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
— Boże, Gabrysia… co ty ze mną robisz? — wyszeptała zachrypniętym od jęków głosem, a na jej ustach błąkał się bezbronny uśmiech. — Przecież ja zaraz oszaleję. Miałaś tylko posprzątać…
Usiadłam na niej wygodniej, opierając dłonie po obu stronach jej głowy i posłałam jej najbardziej szelmowskie, pewne siebie spojrzenie, na jakie było mnie stać.
— Przecież posprzątałam, pani Martyno — mruknęłam z rozbawieniem, celowo wracając do oficjalnego tonu, co w tej sytuacji brzmiało niesamowicie grzesznie. — Pozbyłam się całego kurzu… i przy okazji wszystkich pani hamulców.
Martyna zagryzła dolną wargę, a w jej oczach znów błysnęły te zmysłowe, figlarne iskierki.  
— Bezczelna jesteś, wiesz? I niesamowicie niebezpieczna.
— Niebezpieczna? Skądże — zaśmiałam się cicho, pochylając się i muskając noskiem jej policzek. — Po prostu bardzo dokładnie wykonuję swoją pracę, z z tego, co widzę, pani sypialnia wymaga jeszcze… bardzo szczegółowej pielęgnacji. Nie uważa pani?
Martyna westchnęła cicho, splatając dłonie na moim karku i przyciągając mnie z powrotem do swoich ust.  
— Uważam, że powinnaś dostać za to ogromną premię… a teraz ucisz się i całuj mnie dalej.  
Nasze usta połączyły się w kolejnym, niesamowicie namiętnym splotu, ale Martyna nagle przerwała pocałunek. Odsunęła się na centymetr, a na jej twarzy pojawił się ten drapieżny, pewny siebie uśmiech, który tak bardzo mnie rozpalał.
— A teraz czas na załącznik do premii, Gabrysiu — wyszeptała, a w jej głosie brzmiała czysta, nieznosząca sprzeciwu żądza.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Martyna zdecydowanym ruchem naparła na moje ramiona i położyła mnie na plecach, rozkładając moje bezwładne jeszcze nogi. Sama natychmiast zanurkowała głęboko między moje uda. Kiedy poczułam jej ciepły oddech na swojej skórze, gwałtownie wciągnęłam powietrze, a chwilę później jej język dotknął mojej łechtaczki. Pracowała z niesamowitym wyczuciem, ale i z dziką, skumulowaną pasją. Doskonale wiedziała, jak bardzo byłam już uwrażliwiona po wcześniejszych pieszczotach. Każdy ruch jej języka był jak uderzenie pioruna, które trafiało prosto w moje podbrzusze. Po ułamku sekundy poczułam, jak do tej mokrej stymulacji dołącza jej paluszek, który zgrabnie wsunął się w moje rozgrzane wnętrze. Martyna nie czekała, po chwili dołączyła drugi, zaczynając penetrować mnie głęboko i rytmicznie. Nowa, potężna fala niebiańskiej rozkoszy momentalnie zalała całe moje ciało. Byłam tak niesamowicie podniecona, tak skrajnie rozpalona wszystkim, co działo się w tym łóżku przez ostatnie godziny, że mój organizm natychmiast skapitulował pod jej dotykiem. To nie trwało długo. Moje biodra zaczęły szaleńczo unosić się do góry, palce rąk wbiły się w prześcieradło, a z gardła wyrwał się głośny, przeciągły krzyk rozkoszy. Nadszedł potężny, głęboki orgazm, który wręcz mną wstrząsnął. Moje wnętrze zaciskało się spazmatycznie na jej palcach w rytm pulsującej ekstazy, a pod moimi powiekami eksplodowały tysiące świateł. Byłam całkowicie bezbronna, oddając Martynie każdą cząstkę siebie

Gdy tylko skurcze rozkoszy zaczęły powoli ustępować, uniosłam się lekko na łokciach, wciąż oszołomiona intensywnością tego, co się stało. Pierwsze, co ujrzałam, to twarz Martyny pochylona nade mną, z pociemniałymi z pożądania oczami i wilgotnymi ustami, natychmiast przywarła do moich warg. Odpowiedziałam na ten pocałunek z całym nagromadzonym we mnie ciepłem. Chwilę później Martyna, całkowicie pozbawiona sił, padła na mnie ciężko, pozwalając, by nasze rozgrzane ciała stopiły się w jedno. Leżałyśmy tak, zatracone w sobie. Całowałyśmy się nieustannie, bardzo długo, jakby czas poza tą sypialnią przestał istnieć. Nasze języki głęboko tańczyły w leniwym, pełnym bliskości rytmie, a ja mocno obejmowałam jej filigranowe plecy, gładząc rozgrzaną skórę.

Po niezliczonej chwili tych głębokich pocałunków, nasze usta w końcu się rozdzieliły, a my wymieniłyśmy się długimi, ciepłymi uśmiechami. Ciszę sypialni przerwał cichy, nieco rozczarowany własnymi myślami głos Martyny.
— Boże, Gabrysia… niezła ze mnie hipokrytka, co? — zaśmiała się blado, kręcąc głową i opierając podbródek na moich piersiach. — Najpierw niemal odchodziłam od zmysłów, podejrzewając mojego męża o romans z tobą. Kiedy byłam w delegacji, a on miał przecież jechać z dzieckiem do rodziny… a teraz sama leżę tu z tobą.
Wtuliłam palce w jej ciemne włosy, a na moich ustach pojawił się lekki, dwuznaczny uśmiech. Spojrzałam na nią trochę cynicznie, trochę szczerze, próbując nieco wybielić całą tę sytuację.
— Wiesz… niektórzy mówią, że z kobietą to nie zdrada — mruknęłam, puszczając do niej oko. — To zupełnie inna kategoria, inny wszechświat.
Martyna uśmiechnęła się zmysłowo, widać było, że ta perspektywa pomaga jej przefiltrować poczucie winy i powoli zaakceptować to, co się wydarzyło. Wykorzystałam ten moment, by dopytać wprost, patrząc jej głęboko w oczy:
— A tak szczerze… żałujesz?
— Absolutnie nie — odpowiedziała natychmiast, bez cienia wahania w głosie. — Ani jednej sekundy. Dziewczyno, ty masz w sobie taki ogień, że po prostu nie dało się przed tym obronić.
— Staram się jak mogę — odpowiedziałam skromnie, choć mój szelmowski uśmiech całkowicie temu przeczył. Przesunęłam dłonią po jej gładkim boku. — Cieszę się, że spełniając swoje własne pragnienie, mogłam ci przy okazji przypomnieć, jak to jest być z kobietą. Z tego co mówiłaś, minęło już trochę czasu…
— Oj, tak… — westchnęła głęboko Martyna, a jej spojrzenie stało się na moment bardzo dorosłe i pełne zamyślenia. Rozwinęła tę myśl, gładząc mnie po policzku: — Naprawdę, takie doświadczenia nie mają żadnego porównania z facetami. To zupełnie inny rodzaj delikatności, a jednocześnie niesamowitej pasji i zrozumienia ciała. Kobieta wie, gdzie dotknąć, bo sama to ma. To było… kosmiczne.
Wymieniłyśmy kolejne uśmiechy, a nasze dłonie błądziły bezwiednie po nagich partiach ramion i pleców. Martyna nachyliła się na krótki, słodki pocałunek, po którym znowu wróciłyśmy do cichej rozmowy, nie szczędząc sobie komplementów.
— Jesteś niesamowicie piękna, Gabrysiu — szepnęła, przyglądając się mojej twarzy i dekoltowi. — Masz w sobie coś tak magnetycznego, że ten dotyk… to było najlepsze, co mnie spotkało od lat.
— Powiedziała kobieta, która wygląda jak bogini — zrewanżowałam się, z zachwytem patrząc na jej idealne, opalone, małe i filigranowe ciało, z którego wciąż bił niesamowity seksapil. — Twoje piersi, twoja skóra… Martyna, dla takiego widoku i takich jęków warto byłoby rzucić każdą inną pracę.
Martyna cicho mruknęła zadowolona, wtulając się mocniej w moje ramię. Atmosfera między nami stała się niezwykle intymna, lekka i pełna wzajemnego podziwu, jakby ta chwila miała trwać wiecznie.
— Następnym razem będę musiała zostawić ci w sypialni wyjątkowo trudne plamy do usunięcia — zamruczała figlarnie Martyna, kreśląc palcem kółka na mojej piersi. — Żebyś miała powód spędzić tu więcej czasu.
— Oho, czyli to nie był jednorazowy wyskok? — zapytałam z uśmiechem, przygryzając lekko dolną wargę i patrząc na nią z ukosa.
— Skądże. Jeśli tylko będziesz chciała, chętnie będziemy to powtarzać. Nie wyobrażam sobie teraz powrotu do czysto „profesjonalnych” relacji — odparła Martyna, a na jej twarzy pojawił się ten sam figlarny, szelmowski wyraz, który widziałam u niej wcześniej. Po chwili jednak spoważniała, a w jej oczach pojawiła się lekka skrucha. — Tak w ogóle… przepraszam cię za te moje wcześniejsze fochy i podejrzenia. No i za to głupie straszenie zwolnieniem. Na pewno cię nie zwolnię, Gabrysiu. Jesteś… niezastąpiona.
Uśmiechnęłam się skromnie, gładząc ją kojąco po ramieniu. Wykazałam się pełną wyrozumiałością, w końcu doskonale rozumiałam, jakie emocje musiały nią targać.  
— Wybaczam — szepnęłam ciepło. — Każdy może mieć gorszy dzień, a zazdrość bywa ślepa. Najważniejsze, że tak pięknie to sobie wyjaśniłyśmy.
Nastała długa, błoga chwila ciszy, którą wypełniały tylko ciche, leniwe pocałunki. Leżałyśmy wtulone w siebie, chłonąc resztki opadających emocji, aż Martyna uniosła się na partnerki i spojrzała na mnie z błyskiem w oku.
— Co powiesz na wspólną kąpiel? — zaproponowała, wskazując głową na otwarte drzwi do luksusowej łazienki połączonej bezpośrednio z sypialnią. — Mam ogromną wannę, puszczę nam gorącą wodę, zrobimy mnóstwo piany i nasypiemy tych moich ulubionych, migdałowych soli.
— Brzmi jak plan idealny — przystałam natychmiast, bo moje ciało wciąż przyjemnie rwało po tych wszystkich uniesieniach.
Kiedy wanna napełniła się pachnącą, gęstą pianą, Martyna weszła do wody pierwsza, opierając się o brzeg wanny. Chwilę później dołączyłam do niej, siadając wygodnie między jej rozchylonymi nogami i opierając się plecami o jej obfite, miękkie piersi. Ciepła woda momentalnie rozluźniła nasze mięśnie. Martyna oplotła mnie ramionami w pasie, a jej dłonie zaczęły leniwie gładzić moją skórę pod wodą. Co chwila odwracałam głowę, by skraść jej krótki, wilgotny pocałunek, a w powietrzu unosił się cichy, intymny dialog. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, śmiejąc się z drobiazgów, aż woda zaczęła powoli stygnąć, zwiastując koniec tej nieziemskiej kąpieli.

Gdy wyszłyśmy z łazienki, ubrałam się niespiesznie w swoje dżinsowe szorty i bluzkę. Martyna zaparzyła nam jeszcze pyszną, aromatyczną kawę, którą wypiłam w salonie, wymieniając z nią ostatnie, znaczące spojrzenia. Pożegnałyśmy się czułym, ale już spokojniejszym pocałunkiem w przedpokoju, po czym udałam się w drogę powrotną do domu.

Dopiero w autobusie, gdy emocje zaczęły opadać, w mojej głowie ruszyła lawina myśli. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że takie relacje zaczynają mi się naprawdę, niesamowicie podobać. Z nieskrywaną satysfakcją pomyślałam o tym, że właśnie weszłam w głęboką intymność z kolejną mężatką. W mojej głowie same zaczęły się porównania między Reginą a Martyną. Regina była starsza, bardziej stonowana, jej dotyk miał w sobie dojrzałą elegancję, podczas gdy Martyna filigranowa, zgrabna, drapieżna była jak żywy, nieokiełznany ogień, który eksplodował przy najmniejszym bodźcu. Obie te relacje, choć tak różne, miały jeden wspólny mianownik: lesbijskie stosunki.
Te doświadczenia z kobietami z każdym kolejnym razem utwierdzały mnie w głębokim przekonaniu, że kobiece ciało i ta wyjątkowa, zmysłowa bliskość są po prostu wspaniałe, o wiele bardziej satysfakcjonujące niż cokolwiek innego. Opierając głowę o szybę pojazdu, uśmiechnęłam się sama do siebie pod nosem. Na razie zdecydowanie nie zamierzałam zmieniać tego kursu. Moje nowe życie podobało mi się aż za bardzo.

2 komentarze

 
  • Użytkownik Hart

    Zaiskrzyło niesamowicie intensywnie i zmysłowo. Każdy detal był przepełniony pragnieniem i oddaniem. Twoje spojrzenie na uczucia są tak głębokie że czasami sam nie wiem czy czytam czy patrzę. Jesteś niesamowita. Pozdrawiam i cieszę się że mogę to czytać

    5 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @Hart Dzięki, dzięki. Cieszę się, że utrzymuję poziom :p

    4 godz. temu

  • Użytkownik Jammer106

    Cóż napisać  
    No cala Iskra. Sensualnosc, piękne ujęcie odczuć i przeżyć kobiety, plastyczny język i długo by wymieniać.
    Rozkoszowalem się czytając, płynąłem tekstem , a ten jawił mi się jak kadry dobrego erotycznego filmu.
    Łapka w górę i głos na tak.
    Pozdrawiam serdecznie.

    15 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @Jammer106 Aż tak pochwalnej oraz ciepłej opinii się nie spodziewałam. Pozostaje mi tylko podziękować i cieszyć się tym, że nie zawiodłam oczekiwań :*

    14 godz. temu