
W ciągu ostatniej doby uprawiałam seks z Baranowskim i pozwoliłam się przelecieć jego synowi, czego w planach nie miałam. Potem uchlałam się nad rzeką, skąd zabrała mnie Sylwia i zawiozła do ich domu. W trakcie kąpieli zorientowałam się, że Baranowska i Paweł mają jakąś dziwną relację, której wcześniej nie zauważyłam. Moje obawy potwierdziły się, ale nie było tak źle, jak sądziłam. Sylwia miała z nim relację erotyczną, ale nie kazirodczą. Wszystko mi wyjawiła w trakcie wspólnego masażu w jej prywatnym SPA, gdzie zresztą masował nas jej syn. Na koniec zaliczyłam seans porno ze mną w roli głównej. Potem dostałam propozycję wyjazdu do Niemiec mocno podszytą propozycją szybkiego romansu z Tomaszem. Dzień, choć była już głęboka noc, zakończył się próbą zabicia Pawła przez jego brata i wizytą w szpitalu, gdzie spotkałam swoją matkę i siostrę, która złamała nogę. O ustaleniach ze szpitala i szantażu Baranowskiego nie miałam już nawet siły myśleć. Liczyło się dla mnie tylko to, że teraz mam kilka godzin na sen.
Było już po szóstej, a ja w samo południe miałam zjawić się w tym samym hotelu co wczoraj. Miałam nadzieje, że teraz nie będzie niezapowiedzianych gości. Baranowski i Sylwia w zupełności mi wystarczą. Zastanawiam się jeszcze, co będzie trudniejszym wyzwaniem? Konieczność maskowania rozkoszy, kiedy będzie mnie rżnął swoim ogromnym kutasem przy swojej żonie, czy to, że przeze mnie ta kobieta będzie przeżywać ogromne katusze? Nie chciałam się nad tym rozwodzić. Czułam, że Tomasz i tak wszystkiego nie wyjawił. Na pewno przyszykował jakąś niespodziankę. Nie miałam siły kombinować, co to może być. Sama nie wiem, kiedy zasnęłam.
Po takim dniu powinnam spać jak suseł co najmniej dwanaście godzin. Moja podświadomość obudziła mnie jednak co do minuty na godzinę przed wyznaczonym spotkaniem. Mama i Marysia zapewne jeszcze spały. Zgodnie z tym, co ustaliliśmy wczoraj, a właściwie dzisiaj przeprowadzka Marysi i wyjazd mamy zaplanowane były dopiero na szesnastą.
Stanęłam naga przed łustem, leniwie zapinając stanik. Poprawiłam ramiączka i ułożyłam całe swoje dobro w miseczkach. Wyglądałam sexy, co akurat tego dnia mnie nie cieszyło. Miałam dosyć sukienek. Chodziłam w nich całe lato, czasem po to, aby sprawić przyjemność sobie a czasem mojemu pracodawcy i swoim uczniom. Miałam tego dość. Na zewnątrz był kolejny upalny dzień i kiecka byłaby idealna, ale mimo wszystko założyłam zwiewną czerwoną spódniczkę i białą bluzkę, która idealnie skomponowała się z moim kremowym stanikiem. Wyglądałam patriotycznie w tej biało - czerwonej aranżacji, ale przy tym bardzo kobieco.
Na miejsce dotarłam przed czasem. Moi pracodawcy byli jeszcze szybsi. Bez zbędnych ceregieli i przywitań weszliśmy do pokoju. Baranowscy musieli mieć naprawdę dobre układy w tym hotelu, skoro udało im się zarezerwować apartament od ręki. Nie był to ten sam pokój co wczoraj, co mnie nawet ucieszyło. Wspomnienia z dnia poprzedniego wywoływały u mnie mieszane uczucia.
Zaraz po wejściu odruchowo zerknęłam pod sufit.
— Dziś kamer nie będzie. Przynajmniej taką mam nadzieje — rzucił Baranowski, kiedy zobaczył, co robię.
— Nie będzie — potwierdziła Sylwia z lekkim nieco wymuszonym uśmiechem.
Baranowska wyjęła z torebki dwie płyty. Oryginał i kopia. Pierwszej jakości, powiedziałabym nawet światowej klasy porno. Jakość może odbiegała nieco od tej w HD, ale gra aktorska, zwłaszcza rola żeńska na najwyższym poziomie.
Uśmiechnęłam się lekko, kiedy uświadomiłam sobie, że już dzień po tym zdarzeniu żartuje z tej sytuacji. W gruncie rzeczy byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy. Świadomość, że gdzieś w jakimś sejfie jest film tego rodzaju z moim udziałem i w każdej chwili może zostać wykorzystany w sądzie, gdzie będzie oglądany przez kilka osób, przyprawiała mnie o dreszcze. Wiedziałam, po co i na jaką okoliczność taki film powstanie, zgodziłam się na to, ale była to jedna z najgłupszych i najmniej przemyślanych decyzji w moim życiu.
Baranowski odebrał płyty od żony, wyjął z pudełka i położył na ziemi. Jednym ruchem nogi złamał obie. Siła z jaką to zrobi była zapewne wprost proporcjonalna do poziomu jego wkurwu, co w gruncie rzeczy mnie wcale nie dziwiło.
— No to jeden temat mamy załatwiony. Teraz chciałbym się dowiedzieć, która z was na to wpadła?
Tomasz przeniósł wzrok z Sylwii na mnie, jakby to w mojej twarzy szukał odpowiedzi na zadane przed chwilą pytanie. Stałam nieruchomo, nawet nie mrugając. Było dość absurdalne, że nawet przyszło mu do głowy, że to ja mogłam to wszystko wymyślić. Wczoraj, kiedy zobaczył swój nagi tyłek na ekranie swojej plazmy, Sylwia wytłumaczyła mu, dlaczego powstał ten film. Czy on naprawdę przypuszczał, że to ja chciałam wystąpić w tej produkcji, żeby zabezpieczyć jego małżeństwo przed romansem z inną dziewczyną niż ja? Brzmiało to, jak scenariusz jakiejś telenoweli, ale przecież właśnie coś takiego zaczęła przypominać cała ta sytuacja.
— Oczywiście, że ja — przerwała Sylwia. — Tłumaczyłam ci wczoraj, po co to zleciłam i jaki był tego cel.
Baranowski spojrzał na nią z niedowierzaniem, kiwając głową. Zrobił kilka kroków, po czym wrzucił uszkodzone płyty do swojej teczki.
— Dobra. Znajcie moje dobre serce. Zapomnę o tym, ale nie chce więcej słyszeć o takich pomysłach. Jeśli jeszcze raz kochana małżonko wpadniesz na tak idiotyczny pomysł, będzie to koniec naszego, jak dotąd szczęśliwego małżeństwa.
— Dotąd szczęśliwego? — dopytała Sylwia, za co byłam jej wdzięczna, bo sama byłam ciekawa, co Baranowski miał na myśli, używając takiego zwrotu.
— Nie łap mnie za słówka kochanie. Chodziło mi o to, że taką akcją spokojnie mogłaś zniszczyć to, co przez lata budowaliśmy.
— No tak. Ja jestem wszystkiemu winna. To, że przez sen mówisz imię naszej korepetytorki, podrywasz ją i składasz propozycje, na koniec ruchasz w hotelu...
Czułam, jak robię się czerwona. I nie była to złość, lecz wstyd. Jak mogłam się na to wszystko zgadzać?
— Z mojej perspektywy wygląda to nieco inaczej. To wy to zaaranżowałyście, a Edyta wykorzystała kilka moich słabości, żeby ci to ułatwić. Mam żal zarówno do ciebie, jak i do niej, zwłaszcza po tym, jak wielkie serce jej okazaliśmy.
Zabolało. Nie dlatego, że mi coś wypominał, ale dlatego, że miał racje. Kurwa mać! To też był człowiek, też miał uczucia i został przez nas nieziemsko wmanewrowany. Miał sporo racji. Nie powinnam była ulegać i zgadzać się na wszystko, co zaproponowała Sylwia. Ten facet okazał mi naprawdę sporo serca i powinnam traktować go z szacunkiem, a nie jak marionetkę. Czułam, jak do moich oczu napływają łzy.
— Może faktycznie zabrakło komunikacji, a za dużo było myślenia i knucia — przyznała Sylwia. — Mimo wszystko uważam, że w moim zachowaniu nie było aż tak wielkiej krzywdy, jak to przedstawiasz. Jedyną osobą, którą powinnam przeprosić, jest Edyta, co zresztą teraz po raz kolejny czynię.
Sylwia przytuliła mnie. Potrzebowałam tego.
— No widzę, że się zaprzyjaźniłyście. Fajnie. Dobrze, zamknijmy tę sprawę. Nie ma płyt, nie ma filmu, pozostały przykre wspomnienia, choć nie wszystkie — rzucił, patrząc na mnie — ale to tylko wspomnienia. Nie wracajmy do tego. Teraz czas pomyśleć o przyszłości i raz na zawsze wyjaśnić, jaka relacja łączy mnie z Edytą.
Zabrzmiało to, co najmniej dziwnie, żeby nie powiedzieć dwuznacznie. Sylwia zrobiła lekko skonsternowaną minę, ale byłam pewna, że moja jest jeszcze bardziej zdziwiona.
— Faktycznie Edyta mi się podoba, ale to chyba nic dziwnego. Nasza korepetytorka to naprawdę piękna i atrakcyjna kobieta. Cieszę się, że właśnie z nią nasi synowie po raz pierwszy byli z kobietą. Nie wnikam, w jakich okolicznościach doszło do tego z Pawłem, mam tylko nadzieje, że nie nagrałaś tego tak jak seksu z Piotrkiem. Wprawdzie czasy mamy takie, że młodzi teraz wszystko nagrywają, ale pamiątka z pierwszego razu bez zgody zainteresowanego to lekka przesada.
— Nie przewidziałam tego, że na to spotkanie przyjdziesz z nim. Nawet nie wiesz jak mi wstyd, że nagrywałam seks własnego syna — odparła szybko Sylwia.
— Wracając do tematu Edyty — kontynuował Tomasz. — Nie mam wpływu na to, co mi się śni. Jedyne, za co mogę przeprosić to, że faktycznie, kiedy ją poznałem i jakiś czas później była obiektem moich fantazji. Przepraszam za to, choć uważam, że była to naturalna reakcja zdrowego mężczyzny na pojawienie się w pobliżu takiej dziewczyny. Niemniej nigdy nie zamierzałem wdawać się z nią w romans i rozbijać naszego małżeństwa!
— Zdania są podzielone — odparowała Sylwia.
— To tylko twoja opinia, no może jeszcze Edyty. Ale musicie mi uwierzyć, że prawda jest taka, że najbardziej na świecie kocham moją żonę, a że czasem pofantazjuje o seksie z inną, nie ma żadnego znaczenia. To tylko fantazje zdrowego faceta. Inna sprawa, że dzięki wam została ona spełniona.
Nie wierzyłam w to, co ten facet bredzi. Jak można kochać kogoś i fantazjować o seksie z kimś innym? Nie mieściło mi się to w głowie, ale widocznie było to możliwie, skoro Tomasz mówił o tym tak otwarcie i w mojej opinii przekonująco. Najbardziej wkurzył mnie tym ostatnim zdaniem. Miał gnojek rację. Sylwia spełniła jego fantazję o seksie ze mną, wpychając mnie podstępem w jego ramiona.
— No tak. To skoro już spełniłeś swoją fantazję o seksie z nasza Edytką, to może do jasnej cholery wytłumaczysz mi, do czego było ci potrzebne to spotkanie i do czego prowadzi ta mowa. Przyznam szczerze, że jestem już lekko poirytowana, a przypominam, że mamy dziś w planach przekazać dom Edycie i wyjazd do Niemiec. Wiec drogi mężu, kochający mnie najbardziej na świecie streszczaj się do ciężkiej cholery!
Nie spodziewałam się po niej w takiej chwili takiej elokwencji. Spodobał mi się styl, w jakim to przekazała. Tomaszowi najwyraźniej także, o czym świadczyły podniesione nieco kąciki ust.
— Udowodnię ci, czym się różni uprawianie seksu, od kochania się!
Spojrzałyśmy na siebie z Sylwią, nie mając pojęcia, o co mu chodzi.
— Zrobię z Edytą to, co wczoraj, a ty droga żona usiądź i obserwuj.
— Chyba żart...
— Przecież po to tu przyszliśmy. Uprzedzałem w szpitalu, jaki jest cel tego spotkania.
Miał racje. Doskonale wiedziałyśmy, że tak ma to wyglądać, ale jego przedmowa obie nas zbiła z tropu, a mi dała nadzieje, że jednak do tego nie dojdzie.
— Przelecę teraz na twoich oczach Edytę i zrobię to tak, jak o tym fantazjowałem. Potem szybki prysznic i zabiorę się za ciebie droga żono. Zobaczysz różnicę.
Chwile później zostałam poproszona o zdjęcie bluzki. Domyślałam się, jak będzie to wyglądało. Wiedziałam, że nie będzie tak jak ostatnio. To była ewidentna pokazówka, w której ja będę pełnić funkcje dziwki do zerznięcia. To będzie także pożegnały seks Tomasza ze mną. Chciało mi się płakać na myśl o tym, jak mnie potraktuje, ale także na myśl, że nie będzie tak wspaniale, jak wczoraj.
Rozluźniłam się i pogodziłam z własnym losem. Rzucił mnie na łóżko i zaczął całować po szyi i piersiach. Wywołało to we mnie lekkie podniecenie. Postanowiłam pozostać bierna. Nie chciałam przy Sylwii za bardzo pokazywać, jak jest mi dobrze. Pomimo sytuacji i roli, jaką dziś mi przypisał mój kochanek już sam fakt, że taki facet mnie dotykał, wywołał we mnie cudowne uczucia.
Zdjął ze mnie majtki, ale pozostawił biustonosz. Nie chciał pewnie, żeby widziała, jak reaguje na moje cudowne kuleczki. Odwrócił mnie na brzuch i przejechał językiem po szyi. Potem dłonie położył na piersiach i przylgnął do mnie. Poczułam na udzie jego penisa. Miał jeszcze na sobie spodnie, ale i tak czułam jego męskość.
Chwila przerwy na założenie prezerwatywy. Kulminacyjny moment przede mną.
Wszedł szybko, ale delikatnie. Ręce położył na moich ramionach. Kilka szybkich ruchów i zamiana pozycji. Szepnął mi do ucha, żebym się trochę wypięła. Zrobiłam, co kazał, a on od razu zaczął mnie posuwać. Coraz szybciej, coraz mocniej i coraz głębiej. Zamknęłam oczy. Chciałam spojrzeć na twarz Sylwii, zobaczyć jej reakcje, ale nie byłam w stanie. Nie chciałam wiedzieć, jak to odbiera.
Spuścił się szybciej, niż bym tego chciała. Do mojej satysfakcji brakowało jeszcze naprawdę kilka minut. Ale to nie miało znaczenia dla mojego kochanka. Najważniejsze było nawet nie to, że sam doszedł, ale że pokazał, iż jestem dla niego tylko obiektem fantazji i zaspokojenia.
Ze wstydem zabrałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Zmyłam z siebie jego zapach i resztki spermy. Najwidoczniej rżnął mnie tak mocno, że prezerwatywa musiała pęknąć. Przeraziło mnie to, zważywszy na fakt, że akurat dziś mogłabym zajść w ciąże. Nawet nie chciałam o tym myśleć.
Wiedziałam, że czeka na łazienkę, więc nie przesiadywałam w niej zbyt długo. Zapinając bluzkę, usiadłam w drugim fotelu. Sylwia spojrzała na mnie z troską, ale nie odezwała się ani słowem. Poprawiłam sobie włosy i ze łzami w oczach czekałam na dalszą część naszego spotkania.
Baranowski wyszedł z łazienki, całkowicie mnie ignorując. Uśmiechnął się do Sylwii, a chwilę później pochylił nad nią i pocałował. Widziałam na jej twarzy lekki niesmak, żeby nie powiedzieć obrzydzenie. Nie dziwiłam się jej. Przed chwilą całował moje ciało.
— A teraz zobaczysz różnicę — szepnął jej do ucha tak głośno, żebym także ja to usłyszała.
Wyreżyserował to idealnie. Długie pocałunki i gra wstępna. Powoli zdjął z niej sukienkę a z siebie koszule i spodnie, które dopiero co z powrotem nałożył. Nie spieszyło mu się zupełnie inaczej niż kilkadziesiąt minut wcześniej.
W końcu oboje byli całkowicie nadzy. Krępowało mnie to, że tam jestem i muszę na nich patrzeć. Najchętniej wyszłabym z tego pomieszczenia. W sumie zgodnie z tym, co powiedział Baranowski, nic nie stało na przeszkodzie. Teraz to Sylwia była w centrum uwagi i to ona miała poczuć różnice między tym, co widziała wcześniej a tym, co robił z nią teraz. Nie zdecydowałam się jednak na wyjście w obawie przed reakcją mojego pracodawcy.
Nigdy nie widziałam swoich rodziców razem w łóżku. Ojca praktycznie nie znam. Mama nigdy nie spotykała się z nikim innym. Moje koleżanki opowiadały o tym, że zdarzało im się przyłapywać rodziców na seksie. Było to dla mnie obrzydliwe. Teraz jednak kiedy siedziałam spokojnie i patrzyłam na parę czterdziestolatków, którzy się kochają, miałam mieszane uczucia. Z każdą chwilą odnosiłam wrażenie, że Sylwia jest coraz bardziej zaangażowana. Zamknęła oczy, jej usta lekko się otworzyły. Musiało być jej dobrze.
Baranowski nieco teatralnie, może nawet na wyrost sapał i wzdychał, czego przy mnie nie robił, przynajmniej dziś. Wczoraj jego reakcje były zupełnie inne. Zdawał się ogromnie podniecony i szczęśliwy z faktu, że jest w łóżku ze swoją żoną.
Sylwia doszła nieco wcześniej. On potrzebował jeszcze chwili. Jego ruchy były głębsze i wolniejsze niż przy mnie, ale przecież z nią się kochał i delektował jej ciałem, a mnie miał tylko zerżnąć jak dziwkę. Jego plan został zrealizowany. Opadli na swoje poduszki, po czym ją przytulił. Kochanek idealny. Nie poszedł się wysikać, zapalić czy po prostu wykąpać. Przytulił swoją kochankę, pokazał jak mu na niej zależy, zaopiekował się nią.
— Czy ja mogę już iść?
— Tak. Widzimy się o 16.00
Krótko, konkretnie i rzeczowo. Wyszłam stamtąd szczęśliwa. Miałam nadzieje, że kwestia fascynacji moją osobą przez Baranowskiego została zamknięta, a problemy małżeńskie moi pracodawcy będą rozwiązywać już sami.
Wróciłam do domu i położyłam się jeszcze na chwile. Wcześniej przywitałam się z mamą i Marysią, które się pakowały. Także zabrałam kilka dodatkowych rzeczy. Zupełnie zapomniałam o tym, że w domu Baranowskich będzie nam towarzyszył Rafał...
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.