Terapeutka 22

Terapeutka 22Teresa była we mnie zakochana. To chyba najgorsze co mogło się zdarzyć. Nie miałam na to wpływu, nawet za bardzo nie mogłam tego przewidzieć. Na początku łudziłam się jeszcze, że to tylko zauroczenie, ale po kilku kolejnych wizytach zrozumiałam, że sprawa jest znacznie poważniejsza.

Patrząc z boku, można byłoby się z tego śmiać. Pacjentka zakochała się w swojej seksuolog. Ta pomagała jej osiągnąć orgazm i była w tym tak dobra, że aż ta druga się w niej zakochała. Komedia.

Brzmi śmiesznie, ale nie dla mnie. Wyczuwałam w tym ogromne zagrożenie nie tylko dla niej, jej małżeństwa, ale także dla mnie. Teresa była niestabilna emocjonalnie, nadal brakowało jej pewności siebie i w każdej chwili to zakochanie mogło przerodzić się w nienawiść do mnie i chęć zemsty za odrzucenie. Nie miałam wątpliwości, że cały Kraków mógłby się o tym dowiedzieć. Każdy brukowiec kupiłby jej historię za niezłe pieniądze. 

Moje metody były bardzo nowatorskie, bardzo nieetyczne i bardzo skuteczne. Dla mnie liczyło się tylko to ostatnie. Nigdy nie osiągałabym takich wyników z pacjentami, gdybym tylko siedziała w fotelu, słuchała o ich problemach i doradzała, co mają robić. Wybrałam taką drogę, a nie inną, licząc się po części z konsekwencjami. Spodziewałam się raczej wizyty w Izbie Lekarskiej, pozbawienia prawa do wykonywania zawodu czy nawet sprawy karnej, a nie tego, że zakocha się we mnie pacjentka.

Gdybym od razu na pierwszej wizycie nie poszła na całość z moimi pomysłami, pewnie nie doszłoby do tego. Teresa dalej udawałaby, że jest heteroseksualną mężatką, szczęśliwą i z miłością czekającą na potomstwo. Nie wyszłoby na jaw, że tak naprawdę woli kobiety a za mąż wyszła, bo tak trzeba było. Byłam pierwszą kobietą w jej życiu, która otworzyła się na jej problemy. To z tego powodu właśnie mnie obdarzyła uczuciem. Było mi miło z tego powodu, ale czułam, że to się źle skończy. Musiałam przyjąć pewną taktykę.

Kochałyśmy się, jeśli tak to można nazwać dopiero dwa razy. Dobrze robiłyśmy sobie na każdej wizycie. W sumie to dzięki niej po raz pierwszy byłam z kobietą i Bóg mi świadkiem byłam jej trochę za to wdzięczna. To nowe doświadczenie otworzyło w moim umyśle nowe perspektywy, jak może wyglądać seks oralny. Żaden facet nigdy nie zrobił mi tak dobrze językiem, jak Teresa. Często także bawiłyśmy się wibratorami i tutaj to ja sprawiałam swoimi ruchami i znajomością kobiecego ciała, że Tereska odpływała.
Po seksie często leżałyśmy koło siebie nagie, głaszcząc się i patrząc sobie głęboko w oczy. Było to bardzo przyjemne uczucie, choć mimo wszystko wolałabym, aby zamiast Teresy był jednak jakiś facet. W ostatnim czasie moje życie seksualne odżyło głównie dzięki pewnej parze w konflikcie po wizycie w klubie swingersów, ale o tym opowiem innym razem. 

Teresa płaciła mi jak prostytutce. Zostawiała pieniądze na stole. Chyba nie zdawała sobie sprawy, że moje stawki są nieco mniejsze. To był jeden z powodów, dla którego nie chciałam kończyć tej relacji. Częstotliwość jej wizyt i kwoty, jakie zostawiała, sprawiały, że powoli wychodziłam z finansowego dołeczka. 

Od dziś postanowiłam rozpocząć działania, żeby wrócić z naszą relacją na tory bardziej przypominające terapię albo chociaż romans, a nie relację romantyczną. Skupimy się na seksie, żadnego patrzenia w oczy, żadnych miłych słow. Lekka oziębłość i nastawienie, że chodzi tylko o terapie i dobrą zabawę. Po jakimś czasie w jej umyśle pewne zapadki powinny się poprzekładać na odpowiednie miejsca.

Teresa było osobowością na pozór nieporadną, antyspołeczną, ale seksualnie bardzo złożoną. Poza tym, że lubiła kobiety, miała także kilka innych fantazji, których realizacją zamierzałam się zając w ramach naszych zajęć.

Leżałam więc sobie na moim łóżku w samym staniku, skuta na plecach moimi kajdankami, a moja pacjentka naparzała we mnie pejczem. Na jej szczęście nie robiła tego jakoś bardzo boleśnie, ale mimo wszystko czułam ogromny dyskomfort. I nie chodziło tutaj o sam ból, ale o to, że będąc w takim położeniu, mogła ze mną zrobić wszystko: zabić, okraść, torturować.

Leżąc tak i czekając na kolejne uderzenie, przypomniał mi się Darek. Z nim było inaczej. Bawiliśmy się, jeśli tak to można nazwać kajdankami, ale z nim to wyszło spontanicznie. Najpierw to ja nad nim dominowałam, zakładając mu je, żeby mi nic nie zrobił. To miała być dla smarkacza nauczka za jeden niepotrzebny dotyk bez mojej zgody. Potem sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli i to on mnie skuł, ale o niczym innym w tamtej chwili nie marzyłam jak o tym, żeby mnie zgwałcił. Ostatecznie mój pierwszy pacjent okazał się mądrzejszy ode mnie i zamiast mnie zgwałcić i skorzystać z okazji zdjął mi kajdanki.

Teresa bardzo dobrze się bawiła. Leżałam w takiej pozycji, że widziałam tylko ścianę, ale sądząc po sile jej oddechu i ruchach była ogromnie podniecona. Nie skuła mnie zbyt dobrze i obręcz na lewej ręce wpijała mi się nieco w skórę. Nie było jeszcze źle, ale liczyłam, że niedługo mnie uwolni. Tak też się stało.

Moja radość trwała chwilę. Nie zdążyłam potrzeć nadgarstków, kiedy charakterystyczny i podniecający mnie od zawsze dźwięk kajdanek ponownie dobiegł do moich uszu. Tym razem przykuła mnie do łóżka na brzuchu. Sprawiło jej to ogrom przyjemności i śmiechu. Moja intuicja podpowiadała mi, że ta dziewczyna coś planuje i miałam racje.

Zdenerwowałam się, kiedy zaczęła gmerać w moich rzeczach. Wiedziała, gdzie trzymam swój sprzęt i od razu sięgnęła do pudełka, w którym był wibrator. Nienawidziłam, kiedy ktoś grzebał w mojej sypialni, a już na pewno, kiedy bez mojej zgody dotykał bielizny, czy rzeczy tak intymnych, jak wacol.

— Ej chyba przesadzasz. Zostaw to! - krzyknęłam.

— Uspokój się — odpowiedziała spokojnie, jakby była u siebie, albo co najmniej to ona była terapeutką, a ja jej niesforną pacjentką.

— Teresa, nie życzę sobie żebyś dotykała, i – co gorsza – używała mojego sprzętu. To przegięcie!

— Spokojnie Aniu. Zapewniam cię, że będę go używała w taki sposób, że sprawi ci to sporo przyjemności.

Nie zdążyłam zwizualizować sobie tego, jak Teresa wsadza w swoją cipkę mojego wacola, kiedy usłyszałam, jak został włączony. Chwilę potem poczułam go na swojej szyi.

— Teresa przestań!

Miałam gilgotki. Od dziecka. Niewiele osób o tym wiedziało, ale Teresa zorientowała się jakiś czas temu, kiedy podczas wspólnych igraszek zaczęłam się zwijać jak królik. Śmieszyło ją to, ale po kilku łaskotkach dała mi spokój, wyraźnie widząc, że nie jest to dla mnie przyjemne.

Zaczęłam się szamotać, łagodząc swoje dolegliwości. Teresa zaśmiała się pod nosem.

— Nie chce cię gilgotać  — zaznaczyła.

Przejechała wibratorem na linię kręgosłupa. Trafiła w dziesiątkę. To było jak zajebisty masaż. Czułam jak z każdym centymetrem, który pokonywała, maleje we mnie zmęczenie, a rośnie ochota na seks.

— Cudownie — mruknęłam pod nosem.

Zjechała w okolice krzyża. Tam pobawiła się trochę, zataczając kółeczka. Wiedziała, co robi. Zaraz potem jedna wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.

Poczułam, jak zjeżdża na moją cipkę. Byłam podniecona, ale nie na tyle alby wacol mógł spokojnie wpaść w gości. Teresa jednak uważała inaczej.

To, czego się obawiałam odnośnie do możliwości zrobienia mi przez nią krzywdy, zaczynało się spełniać.

Prosiłam, aby przestała, ale miała to gdzieś. Wsadzała go i wyciągała. Zmniejszała i zwiększała prędkość. Najgorsze było to, że coraz głośniej się śmiała, widząc moje reakcje obronne i błagania. Nie pomagało, nawet kiedy się rozpłakałam i krzyczałam, że boli. Chyba wtedy odczuwała największą przyjemność z tego, co robiła.

Moja pacjentka gwałciła mnie tak przez około dwadzieścia minut. To było okropne, a zarazem, kiedy o tym myślę dziwne. Jeszcze kilka tygodni temu chciałam zostać zgwałcona przez Darka a teraz kiedy to się stało, czułam się okropnie. Co się ze mną porobiło? Nie przeszkadzałby mi gwałt prawdziwego faceta, a czułam się jak śmieć, kiedy dla zabawy zgwałciła mnie moim wibratorem pacjentka?

Znałam odpowiedź na to pytanie. Bardziej od bólu i upokorzenia wkurzało mnie to, że pozwoliłam na to za pieniądze. Gdzieś w głębi mnie czułam też złość, że doszło do zamiany ról i to Teresa przejęła nade mną kontrole. Byłam wściekła też o to, że swoimi nowatorskimi metodami doprowadziłam do takiej sytuacji. Pokarało mnie i to solidnie.

W końcu zdjęła mi kajdanki. Chciałam ją pobić, ale skończyło się tylko na uniesionej dłoni i chyba najgroźniejszym wyrazie twarzy, jaki kiedykolwiek pojawił się na mojej facjacie. Najgorsze było to, że nawet to nie doprowadziło jej do pionu.

— Idę do łazienki. Jak wrócę, ma cię nie być — zapowiedziałam, po czym poszłam pod prysznic.

Nie spieszyłam się. Krople wody powoli zmywały ze mnie moje własne wydzieliny i łagodziły ból. Nie miałam zegara w łazience ani telefonu, ale minęła chyba godzina, zanim wyszłam z powrotem. Nie było jej.

Sprawdziłam, czy nic nie zginęło. Telefon i portfel były na swoim miejscu. Wacek umyty prawdopodobnie pod kranem w kuchni leżał na suszarce do naczyń Kurwa mać, jakie ta debilka miała pomysły!

Na stole w salonie leżały dwa tysiące złotych. Wow. Standardowo powinna zapłacić dwieście. Zawsze dawała pięćset, ale dziś dała cztery razy więcej niż zwykle i dziesięć razy więcej niż powinna. To było miłe. A może to było odszkodowanie albo premia pożegnalna? Na samą myśl o tym, że tej idiotki więcej bym nie zobaczyła, zrobiło mi się lepiej. To o czymś świadczyło. Moja podświadomość po raz kolejny mnie nie zawiodła.

Tego dnia Terapia Teresy się skończyła. Zakochała się we mnie — mój błąd. Próbowałam przekierować relacje na wyłącznie seksualną — zostałam brutalnie zgwałcona. Nie miałam więcej pomysłów. Jeśli więcej nie zadzwoni, to będzie super i pozbędę się kłopotu, ale jeśli nadal będzie to kontynuować i tak jak bałam się wcześniej, zacznie mnie szantażować? Nie wiadomo czego po niej się spodziewać. Jeszcze niedawno bała się wszystkiego, była szarą myszką, a teraz mnie zgwałciła w moim własnym mieszkaniu!

Olśniło mnie. Było jedno rozwiązanie, które mogłam wdrożyć. Musiałam tylko odbyć jedną, w sumie dwie poważne rozmowy. To był jeden z moich lepszych pomysłów w ostatnich miesiącach.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.