Terapeutka 10

Terapeutka 10Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że człowiek, który założył pierwszy sklep internetowy, położył ogromne zasługi dla rozwoju seksuologii. Połowa ludzi miałaby problem, żeby wejść do stacjonarnego sklepu i poprosić o wibrator, kajdanki czy lubrykant. W internecie wszystko było prostsze. Klient był niemal anonimowy, co doskonale wpływało na psychikę kupującego.  
Zgodnie z obietnicą zamówiłam mojej nowej pacjentce, Teresie wibrator. Wybór był ogromny, a moje zadanie było o tyle trudne, że nie kupowałam go dla siebie. Po pierwszej wizycie i rozpoznaniu schorzenia młodej mężatki wiedziałam, czego potrzebuje, ale kompletnie nie miałam pojęcia, jaki model dla niej wybrać.
Ostatecznie padło na blisko dwudziestocentymetrowego potwora, w czerwonym kolorze. Seksualność Teresy była mocno uśpiona i żeby zmienić ten stan rzeczy, potrzeba było solidnych argumentów. Liczyłam, że to, co kupiłam będzie odpowiednie do tego zadania.
Dostawa dotarła na drugi dzień, a ja nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła. Musiałam przecież sprawdzić, czy wszystko z nim okey. Kupiłam w sklepie na dole największą prezerwatywę, jaką mieli. Chłopak za ladą uśmiechnął się do mnie lekko, co poprawiło mój nastrój i dało mi energię na cały dzień. Lubiłam z nim czasem poflirtować. Podobała mi się jego pewność siebie.
Gumka nie pokryła całego trzonu, ale nie zamierzałam wkładać go do końca. Pojeździłam nim trochę po udach, a potem w wiadomym miejscu. Oczywiście moja fantazja o seksie z przystojniakiem na łożu z baldachimem po raz kolejny zawładnęła moim umysłem. Tym razem dorzuciłam do tego jeszcze kajdanki, którymi ów przystojniak przykuł mnie i unieruchomił. Efekt był cudowny.  
Wibrator spełnił moje oczekiwania, choć kilka razy miałam wrażenie, że wibruje zbyt słabo. A może był to efekt tego, że swój zawsze ustawiałam na maksa? Teresa nigdy nie używała takich zabawek i w jej przypadku nie będzie takich problemów.
Zapakowałam go z powrotem i odłożyłam na półkę. Miałam nadzieję, że moja pacjentka się nie rozmyśli, a ja nie zostanę z kolejnym plastikowym kutasem bez zwrotu kasy.
Na szczęście moje obawy były chybione. Dziewczyna pojawiła się kolejnego dnia o umówionej porze.
Nie była zdenerwowana tak bardzo, jak ostatnio. Widziałem na jej twarzy lekką ekscytację i podniecenie. A może tkwił w niej demon seksu, który za chwilę się ujawni? Dziewczyna ewidentnie nie mogła się doczekać swojego pierwszego orgazmu w życiu. Miałam nadzieję, że go osiągnie. W przeciwnym razie skompromituje się w jej oczach.
Zauważyłam lekki opór, kiedy kazałam jej się rozebrać.
- Spokojnie. Też jestem kobietą. Nie zrobię ci krzywdy i co najważniejsze nie masz się czego wstydzić. Przy tobie to ja wyglądam blado.
Dziewczyna uśmiechnęła z lekką satysfakcją, którą starała się ukryć. Jej piersi były naprawdę pokaźne i moje ustępowały im we wszystkim. Nie miałam z tym problemu. Od zawsze wychodziłam z założenia, że wszystko zależy od tego, jak się nimi kołysze. Żaden facet nigdy nie narzekał na moje cycki.
Dziewczyna zdjęła stanik, a potem podwinęła spódnice i ściągnęła majtki.
- Myślę, że może się pobrudzić. Wiem, że to krępujące, ale lepiej będzie, jak rozbierzesz się całkiem.
Chwilę potem patrzyłam na nią, jak leży zupełnie naga na mojej kozetce. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak bardzo przydałby mi się fotel ginekologiczny.
Dziewczyna mogłaby swobodnie rozłożyć nogi, a jej doznania związane z masturbacją byłyby głębsze. Na kozetce nie było tak wygodnie. Z drugiej strony, po co przyzwyczajać pacjentki do pozycji, której nie zajmą w swojej sypialni?
Istniało ryzyko, że mąż będzie musiał kupić fotel, żeby zaspokoić żonę. Gorzej, jak żona zacznie chodzić do ginekologa, żeby on ja zaspokoił skoro ma już taki sprzęt.
Z moich głupich myśli wyrwały mnie chrząknięcia pacjentki. Uśmiechnęłam się ciepło i podałam jej wibrator. Zrobił na niej wrażenie.
- Kupiłam ci od razu taki, bo uznałam, że będzie najlepszy. Być może to, co posiada w spodniach twój mąż, ma inne rozmiary, ale później, kiedy już nauczysz się zaspokajać, to nie będzie miało żadnego znaczenia.
- Mam nadzieję — powiedziała z uśmiechem na ustach.
Była ostrożna w swoich ruchach. Wiedziałam, że to potrwa, ale nie zamierzałam jej popędzać. Chodziło mi przede wszystkim o jej dobro i tylko nim się kierowałam.
Na jej miejscu na pewno nie działałabym tam zachowawczo i pozwoliła sobie na kilka mocniejszych i głębszych pchnięć. Teresa nie sprawiała jednak wrażenia jakby nie potrafiła znaleźć swojego grala. Przeciwnie, z każdą chwilą była coraz bardziej zarumieniona i sapała coraz mocniej. Jej ciało było w fazie preorgazmu i od momentu, kiedy po raz pierwszy dowie się, co to jest rozkosz, dzieliło ja kilka chwil.
Nie pomyliłam się. Krzyknęła lekko, a potem szeroko otworzyła usta. Zastygła na chwilę, po czym ponownie zaczęła stymulację wibratorem. Wyprostowała obie nogi i ponownie je podkurczyła, aby po chwili powrócić do stanu pierwotnego.
Wydawało się, że traci panowanie nad swoim ciałem, ale ona doskonale wiedziała, czego chce. Nie była całkowitą nowicjuszką. Być może nieudane pożycie z mężem było jej kluczem do sukcesu. Zamiast szukać tego, co ją zadowala, skupiła się na tym, by nie robić tego, co na nią nie działała. Byłam pełna podziwu.
- I jak?
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Było nieźle. Mam nadzieję, że nie zbłaźniłam się czy coś. Nigdy…
- Spokojnie. Nie robiłaś nic, czego mogłabyś się wstydzić. Ostatnio ty patrzyłaś na mój orgazm a dziś ja na twój.  
- Nikt wcześniej tego nie widział.
- Już niedługo to się zmieni, a kolejnym widzem będzie twój mąż.
Dziewczyna nagle posmutniała.
- Nie wydaje mi się, żeby potrafił zrobić to samo co ja przed chwilą.
Jej refleksja była jak najbardziej słuszna. Przy stosunku facet potrafi podniecić, stymulować, jego zapach podnosi nasze podniecenie, ale nigdy nie zrobi takiej roboty jak wibrator. To smutne, ale prawdziwe. Najlepszym wyjściem było połączenie, tylko która kobieta odważy się zaproponować taki seks? Koniec związku murowany!
- Masz rację, ale nauczę cię jak zbliżyć się do tego stanu. Na razie masturbuj się, ile tylko możesz, i odkrywaj swoje ciało.
- Jak często powinnam to robić?
- Codziennie — odpowiedziałam niemal od razu, jakby to było coś oczywistego.
Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że po tylu latach dziewczyna powinna nadrobić zaległości.
- Obawiam się, że nie znajdę na to miejsca ani czasu. Panicznie boję się, że ktoś mnie na tym nakryje.
- Nie „na tym” tylko na zaspokajaniu. Nie możesz się tego wstydzić. Jesteś kobietą i masz swoje potrzeby. Nikt nie ma prawa ci tego zabraniać ani cię za to karcić.
Kiwnęła głową bez przekonania.
- Jeśli chcesz, możesz wpadać do mnie codziennie i tutaj to robić. Tylko zadzwoń wcześniej i uprzedź. Inni pacjenci mogliby być w szoku.
Teresa uśmiechnęła się na samą myśl o takim rozwiązaniu.
- A może kiedyś…
- Wspólna masturbacja? Dlaczego nie!
Teresa niedługo potem opuściła mój gabinet. Jej ostatnie słowa cały czas brzmiały w mojej głowie. Wiedziałam już, dlaczego seks z mężem jej nie satysfakcjonował i czemu chciała bawić się ze mną. Byłam zła, że wcześniej tego nie skojarzyłam. Zapowiadało się ciekawie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto