Terapeutka 16

Terapeutka 16Mało brakowało. Takimi słowami najogólniej i najłagodniej można było posumować to, co się stało. Bo jak inaczej nie przeklinając skomentować sytuacje, w której przejeżdżając na czerwonym świetle, omal nie doprowadziło się do wypadku samochodowego?

      Henryk nigdy nie dostał nawet mandatu, nie wspominając o udziale w jakichś stłuczkach czy wypadkach. W jednej chwili przez brak uwagi i koncentracji to wszystko mogło się zmienić. Przez brak uwagi i koncentracji? Nazywajmy rzeczy po imieniu! Przez podniecenie i sterczącego penisa w spodniach, którym kilka razy zdarzyło mu się nawet potrzeć o nogę podczas wciskania sprzęgła, co wcale nie ułatwiło sprawy.

      Jeszcze tylko dwie ulice, niespełna kilometr i wszystko będzie jasne. Tylko co, jeśli znowu wyjdzie klapa? Podniecenie, jakie wywołała w nim terapeutka, było ogromne i na szczęście w ogóle nie zamierzało ustawać. A co jeśli przy Zosi nagle wszystko minie, wacek opadnie? Wstyd, zakłopotanie, niespełnione nadzieje i łzy w oczach żony. Nie zniesie tego wszystkiego na raz. Jak to możliwe, że młoda seksuolog tak na niego działa, a kobieta, z którą żyje od tylu lat, wcale go nie podnieca? To pytanie było zasadne, ale w gruncie rzeczy głupie. Kontrastowały się w nim pobożne życzenia i rzeczywistość.

      W końcu. Udało mu się zaparkować pod kamienicą. Na szczęście pora była jeszcze taka, że wszyscy byli w pracy. Miał nadzieje, że jego żona nie zapragnęła nagle zrobić zakupów. To byłby swoisty dramat. W drzwiach minął młodą sąsiadkę.

     —  Dzień dobry panie Henryku — rzuciła na powitanie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

     Dziewczyna była naprawdę atrakcyjna. Studiowała medycynę. Mieszkała tuż obok. Wielokrotnie jeszcze zanim zdecydował się skorzystać z usług Anny, zastanawiał się, czy nie zaproponować jej czegoś w rodzaju układu sponsorowanego. Słyszał o takich relacjach i choć podchodził do nich z odrazą, to w chwili, kiedy jego pożycie legło w gruzach, a na horyzoncie pojawiła się śliczna blondynka, inaczej zaczął na to patrzeć.

     —  Dzień dobry. Przepraszam cię, ale bardzo się śpieszę — odpowiedział, po czym przepraszająco płożył dłoń na piersi. 

     Studentka kiwnęła porozumiewawczo, a jej wzrok delikatnie uciekł w stronę krocza mężczyzny. Zauważyła? Co sobie pomyślała? Czy od teraz będzie miał łatkę zboczeńca? Na pewno przyszło jej do głowy, że to na jej widok. Nic dziwnego. Czerwona sukienka i białe szpilki robiły swoje. Do tego kręcone blond włosy spadające na ramiona. Każdy facet zareagowałby wzwodem. Na pewno tak pomyślała. A może jednak nie? Może nie zauważyła? To były w sumie tylko sekundy. Jeśli jednak tak się stało, to na pewno będzie go teraz unikać. Może kiedyś jej to wyjaśni, o ile będzie miał okazje. Młode dziewczyny są teraz bardzo przewrażliwione na punkcie swojego bezpieczeństwa, a on prawdopodobnie zyskał łatkę potencjalnego gwałciciela. No, chyba że studentka lubi takie klimaty, wtedy....

     — O czym ty w ogóle myślisz człowieku? Skup się na tym, co masz zrobić  — powiedział do siebie, stając przed drzwiami własnego mieszkania.

     Klucze? Zostały w samochodzie. Jasna cholera, że też akurat dziś musiał ich zapomnieć.

     Nie zamierzał zbiegać po schodach. Tydzień temu naprawiał dzwonek, zastanawiając się, po co to robi, skoro sam go nigdy nie używa. Właśnie po to.

     Nie zdążył zadzwonić. Jego ręka zawisła w powietrzu, kiedy w drzwiach ujrzał Zosię. 

     Wyglądała zjawiskowo, jak przed laty, kiedy ją poznał. Miała na sobie zwiewną bluzkę, spod której przebijał biustonosz. Aksamitna spódnica do kolan i bose nogi od razu przyciągnęły jego uwagę.

     — Pan do kogo?  — Zapytała uwodzicielsko.

     Nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Dwadzieścia minut temu macał i całował po cyckach seksuolożkę, żeby się podniecić. Chwile wcześniej spotkał w drzwiach kamienicy młodą seksbombę, o której kilka razy fantazjował. Teraz patrzył na kobietę, z którą był od niemal trzydziestu lat i nie był w stanie się nadziwić jej urodą i seksapilem. Czy jemu to wszystko przypadkiem się nie śni?

     — Zosiu... — wydobył z siebie, po raz kolejny mierząc ją wzrokiem. Nie poznawał własnej żony. Przez ułamki sekund przyszło mu nawet o głowy, że to nie dla niego się tak wystroiła, a w mieszkaniu jest jakiś kochanek. Wcale by się nie zdziwił. Zośka była jeszcze w stosunkowo młodym wieku i skoro on nie był w stanie jej zaspokoić, mogła sobie znaleźć kogoś, kto wypełni tę lukę.

     — Zapraszam pana do środka  — powiedziała, po czym zrobiła mu miejsce. Na lekko trzęsących się nogach przekroczył próg mieszkania, starając się nie odrywać od niej wzroku. Już dawno jej takiej nie widział i jak bóg mu świadkiem tęsknił za tym widokiem. Terapeutka, studenta z sąsiedztwa czy tuzin innych kobiet mogły go uwodzić i pokazywać co mają najlepsze, ale żadna nie była w stanie zastąpić tego, na co teraz patrzył. Seks bez miłości to co innego niż kochanie.

     — Będziesz tak stał? Rozbieraj się, gorąco dziś  — szepnęła mu do ucha, po czym sama zaczęła delikatnie rozpinać guziczki swojej bluzki. 

     Zabolało. Ale ból spowodowany ocieraniem napletka o zamek spodni, to był najprzyjemniejszy ból na świecie. Zwłaszcza dla faceta, który przez ostanie kilka miesięcy był przekonany, że jest impotentem i już nigdy nie zaspokoi własnej kobiety.

     Nie był w stanie się ruszyć. Nie ogarniał tego, co działo się wokół niego. Sekundy zdawały się minutami. Patrzył jak na zwolnionym tempie, kiedy piersi jego żony wychodziły na światło dzienne spod bluzeczki podtrzymywane koronkowym bordowym staniczkiem. Pragnął takiego widoku. 

     Pocałunek. Nie buziak, nie muśnięcie po policzku Długi namiętny pocałunek, taki jak trzydzieści lat temu. Już zapomniał jakie to przyjemne. Podniecające zresztą też, ale w tym zakresie osiągnął już maksimum.

     — Wybacz Zosiu, ale ....

     —Tak?  — zapytała z lekkim zaciekawieniem. Na pewno pomyślała, że zaraz przeprosi i powie, że nic z tego. Była przyzwyczajona do takich sytuacji. Przez ostanie kilka lat miały miejsce niemal za każdym razem, kiedy inicjowała zbliżenie.

     — Będziesz musiała mi pomóc się rozebrać, bo....

     Przybliżyła się do niego i po raz kolejny pocałowała.

     — Oczywiście kochanie  — szepnęła mu zmysłowym tonem na ucho.

     Jej dłoń niemal natychmiast znalazła się na pasku spodni. Odetchnął z ulgą, kiedy uwolniła go od uścisku. I tak nie zapinał się do końca. Śpieszyło mu się, poza tym wiedział, że istnieje duża szansa, że będzie musiał je teraz zdjąć. No tak. Spodziewał się, że wpadnie do mieszkania i będzie musiał namówić żonę na seks. Sytuacja przybrała całkowicie inny obrót, co stanowiło miłą niespodziankę.

     Objęła jego męskość. To było cudowne. Tak dawno tego nie robiła. Nie miała okazji. Jego penis już odzwyczaił się od dotyku kobiety. Terapeutka kilka razy przejechana tu i tam ręką, ale to nie to samo. To ta kobieta, która stała teraz przed nim półnaga miała wyłączne prawo do pieszczenia jego przyjaciela.

     — Widzę, że nie tylko w rozbieraniu muszę ci pomóc.

     Nie skomentował. Nie był w stanie. Zresztą w takiej sytuacji słowa nie były konieczne. Wszystko zmierzało w konkretnym kierunku, Było jasne i klarowne.

     — Zapraszam cię do sypialni, powiedziała, po czym ruszyła w stronę największego pomieszczenia w domu. 

     Henryk patrzył, jak żona z gracją stawia każdy krok, a jej dłonie wędrują na plecy i rozpinają stanik. Po chwili bordowy biustonosz wylądował na ziemi. 

     Otępienie minęło. Ruszył za nią, po raz kolejny nie wierząc, że to się dzieje naprawdę.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • eksperymentujacy

    Ciekawe się rozwija ;)

    17 czerwca

  • MarcinWrona

    No no ....
    Dzieje się.
    Może sexbomba z sąsiedztwa się z czasem przyłączy do terapii małżeńskiej 😉

    17 czerwca