
Jeszcze do niedawna wszystko wskazywało na to, że już nigdy nie przypomnij sobie, co to jest prawdziwy orgazm. W ciągu ostatniego miesiąca zaczęła ponownie współżyć z mężem, a także kochankiem, którego poznała dzięki pewnej terapeutce. Wprost nie do pojęcia było dla niej, że to właśnie Henryk wprowadził ją do ich życia.
Cała ta sytuacja przypominała groteskę albo jakiś chichot losu, ale bywały takie chwile, kiedy zamiast radości targały nią ogromne wyrzuty sumienia. Mimo wszystko miała romans z młodszym na dodatek żonatym mężczyzną. Najbardziej nie mogła zrozumieć, dlaczego czuje wstyd, kiedy myśli o tamtej kobiecie, a nie o swoim mężu. Miała ku temu przesłanki.
To, że Henryk poszedł do Anny po poradę, należało zapisać mu na plus. Mało który facet odważyłby się na taki krok i przełamał wstyd. Dalej nie było już tak kolorowo.
Terapeutka w mniemaniu Zofii nie była do końca normalna, a już na pewno takie nie były jej metody. Czasem uważała ją za zwykłą prostytutkę, choć tak naprawdę nią nie była. Może czasy się zmieniły i takie nowoczesne metody, polegające na podniecaniu pacjentów były teraz w modzie? Nigdy nie słyszała także, aby jakaś psycholożka wchodziła pod prysznicem na siłowni do kabiny innej kobiety i ją oglądała. Tak było z nimi, kiedy wybrały się na fitness. Anna chciała obejrzeć jej ciało i sprawdzić co można poprawić, aby ponownie podniecić Henryka. Za wielkiego efektu z tego oglądania nie było, ale właśnie na tejże siłowni zapoznała ja z trenerem personalnym, a potem już poszło...
Wiktor był niewiele starszy od jej syna. Skończył AWF, a potem zrobił certyfikat trenera personalnego. Nie sprawiał wrażenia bawidamka ani konesera kobiet. Kiedy po pierwszym spotkaniu w hotelu zapytała go, dlaczego w ogóle zwrócił na nią uwagę, odpowiedział, że lubi bezpośrednie i pewne siebie kobiety. Z tym pierwszy trafił, ale pewną siebie Zofia raczej by siebie nie nazwała w tamtym momencie. Teraz co innego.
Zapewne chodziło mu o to, że kiedy podczas jednej z konsultacji zapytał ją, czego oczekuje, odpowiedziała zgodnie zresztą z tym, co poradziła jej terapeutka, że chciałaby na nowo podobać się mężczyznom. Uśmiechnęła się przy tym zalotnie, co było dla kulturysty pierwszym sygnałem. Na kolejnych zajęciach zaprosiła go do siebie pod pretekstem ustawienia bieżni, którą sobie zamówiła. Faktycznie pomógł jej ustawić sprzęt, a potem kiedy poskarżyła się na ból w plecach, zrobił masaż. Taki scenariusz także napisała terapeutka. Czy już wtedy wiedziała, że tego samego dnia żona jej pacjenta zdradzi go w ich małżeńskim łóżku? Być może tak.
Ten pierwszy raz z innym facetem był dla Zofii czymś metafizycznym. Napięcie, jakie rosło między nimi od jakiegoś czasu, w końcu znalazło swoje ujście. Młodszy kochanek, o jakim czasami fantazjowała, robił z nią dokładnie to, czego chciała. Był silny, stanowczy, a jednocześnie czuły i delikatny. Seks z nim w niczym nie przypominał tego, co oferował jej przez lata Henryk. Z mężem współżyła, a z Wiktorem po raz pierwszy od bardzo dawna się kochała. Powinno być odwrotnie, wiedziała o tym, ale nie do końca rozumiała, dlaczego tak się działo.
Odpowiedź była banalna. Uczucie, jakie łączyło ją z Henrykiem, wygasło. To, że w ostatnim czasie robił, co mógł, było urocze, ale oboje się oszukiwali. Problemy z pożądaniem z jego strony nie były przypadkowe. Z Wiktorem było zupełnie inaczej. Już była nim mocno zauroczona, a dopiero czuła, że niedługo będzie całkowicie zakochana. To nie miało racji bytu ani przyszłości, ale dla tej jednej chwili, kiedy uświadomi sobie, że znów ma szansę przeżyć, to, co w młodości warto było zaryzykować.
Dotyk Henryka był dla niej jak dotyk lekarza, czy przypadkowe muśnięcie obcego faceta w tramwaju. Dotyk Wiktora sprawiał, że cała się elektryzowała. Trener personalny wyznał jej, że zawsze marzył o seksie ze starszą kobietą, ale nigdy nie spodziewał się, że zdarzy mu się to z kimś tak wyjątkowym. Schlebiały jej takie słowa, choć były nieco na wyrost. Nie chciała się nad tym rozwodzić. Potrzebowała słyszeć takie rzeczy na co dzień od dawna.
Po pierwszym seksie, kiedy zrobili to w jej małżeńskiej sypialni, ustalili, że nigdy więcej nie spotkają się w tym miejscu. U niego z oczywistych względów także nie mogli tego robić. Kochali się więc w apartamentach hotelowych, które wynajmowała dla niej terapeutka. Tylko ona wiedziała o tym romansie. Nie dało się tego ukryć przed tą kobietą. Było w tym coś niepokojącego, co budziło obawy dekonspiracji, ale Anna także sporo ryzykowała. Gdyby do przestrzeni publicznej dostały się jej wiadomości do pacjentów albo nagranie rozmów, na którym namawia do zdrady, byłaby skończona. Zofia może nie wyglądała na osobę przebiegłą, ale w gruncie rzeczy taka właśnie była i na wszelki wypadek zabezpieczyła się na okoliczność, gdyby terapeutce przyszło do głowy coś głupiego.
Zofia poprawiła po raz kolejny makijaż i włożyła nową sukienkę. Zamówiła Ubera i pojechała na kolejne spotkanie z kochankiem. Zawsze zdradzała według określonego schematu. Wykupowała u Wiktora dwie godziny indywidualnych konsultacji, które miały się odbywać u niej w domu. Faktycznie konsultacje nie dotyczyły ćwiczeń, a nowych pozycji, których ku jej zaskoczeniu młody ogier znał naprawdę wiele. Uwielbiała, kiedy robił z nią, co tylko chciał i brał tak, jak było mu wygodnie. Nie chodziło o samą stymulację, ale poczucie, że właśnie jakiś facet zaspokaja dzięki niej swoje żądze, które wywołała w nim swoją osobą. Już sama myśl o tym sprawiała, że była bliska osiągnięcia orgazmu. Ogromny sprzęt jej trenera tylko dokańczał dzieła.
Henrykowi nie mówiła o tym, że ma konsultacje. Nigdy o tej porze nie było go w domu. Wiedział, że chodzi na fitness, ale nie miał pojęcia o tym, że ma trenera i kiedy to robi. Po wszystkim zawsze brali prysznic, w trakcie którego zmywali ze swoich ciał swoje ślady. Ślady tego, co zrobili. Prysznic po zdradzie stanowił nie tylko konieczność, ale dawał także pozory oczyszczenia z wyrzutów sumienia.
Kolejne spotkanie miało odbyć się za dwa tygodnie. Stanowczo za długo będzie musiała na nie czekać. Wszystko przez zaplanowany za tydzień wyjazd w góry z okazji trzydziestej rocznicy jej małżeństwa. Henryk zaplanował go trzy tygodnie temu. Mieli pooddychać góralskim powietrzem i nacieszyć się sobą. Kilka dni miało być dla nich okazją do poznania się na nowo i odbudowania tego, co w ostatnich latach uległo destrukcji.
Czy ona tego chciała? Bardzo kłopotliwe pytanie. Nie chciała rozpadu ich małżeństwa, ale ratowanie go na siłę przynosiło marny efekt. Z drugiej stronie paradoksalnie to właśnie ta akcja ratunkowa zapoczątkowała jej romans z Wiktorem. Gdyby nie terapeutka nigdy..
Terapeutka. Ich bagaż na tym wyjeździe. To ona miała do nich dołączyć jako ta, która pomoże im w tych sprawach. To z nią w pokoju Henryk zacznie to, co chce skończyć z żoną. Znała ten plan. Nie miała pretensji ani do niej a ni do niego. Być może dlatego, że sama robiła coś o wiele gorszego.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.