Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Korepetytorka 44

Korepetytorka 44Marysia popadła w jakąś histerię. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego mama tak nagle wyjeżdża do Niemiec, a ona ma się przeprowadzić do willi Baranowskich. Mimo usilnych starań mamy, a potem także moich moja siostra oświadczyła, że nigdzie się nie rusza. Doszło do sytuacji, w której mama chciała przeprosić Tomasza i odwołać swój wyjazd. wtedy to ja musiałabym ją zastąpić. To nie wchodziło w grę. Za żadne skarby świata nie chciałam psuć tego, co wspólnie wynegocjowaliśmy w szpitalu. Poza tym wyszłybyśmy na idiotki, a ja straciłabym szansę na naprawienie relacji z Rafałem. Chyba to było dla mnie największym motywatorem w tej chwili.

Dopiero po godzinie płaczu udało się ją przekonać. Byłam dla niej miła, ale w środku wszystko się we mnie gotowało. Gówniara nie miała pojęcia, co przeszłam i jak bardzo się poświęcałam, żeby dostała nową pompę. Nie powiem, była to przygoda mojego życia, ale w tym czasie omal nie zostałam zgwałcona, niewiele brakowało, a trafiłabym do aresztu i uprawiałam seks z ojcem i jego dwoma nastoletnimi synami. To było jak dla mnie naprawdę dużo i choć nie mogłam jej tego opowiedzieć, chciałam, żeby chociaż w takiej chwili współpracowała i odrobinę nam pomogła.

Sylwia przyjechała po nas i nasze rzeczy punktualnie. Marysia znała ją ze szkoły. Wiele godzin przegadały o jej chorobie, pomagała jej radzić sobie z tym, przez co przechodziła. Na jej widok moja siostra nieco się rozchmurzyła.

Najważniejszą rzeczą była logistyka. Musiałam zajmować się siostrą i Pawłem praktycznie cały czas. Ona nie mogła nic robić ze złamaną ręką, a on nie był w stanie nawet się ruszać ze złamaną nogą. Zapadła decyzja, że zostaną rozlokowani na parterze w dwóch położonych obok siebie pokojach. Tuż za nimi był salon, gdzie będą mieli dostęp do telewizji i szybkie przejście do kuchni. To było spore ułatwienie zwłaszcza dla mnie. Nie musiałam biegać z talerzami na górę. Niestety o pomocy jak na razie mogłam zapomnieć. Siostra Sylwii miała chore dziecko i to był dla niej priorytet. Obiecała zajrzeć do nas dopiero za kilka dni.

Ochroniarz, który miał jechać z Sylwią, mamą, Baranowskim i Piotrkiem do Niemiec był przystojnym czterdziestolatkiem w garniturze. Nigdy nie zgadłabym, czym się zajmuje. Najpewniej zaszufladkowałabym jako biznesmena z kręgu Tomasza. Jego nienaganny wygląd i wysoka kultura osobista sprawiały, że zwracał na siebie uwagę zwłaszcza kobiet. Robił dobre wrażenie, ale mi znacznie bardziej podobał się inny ochroniarz. Miał się zjawić dopiero wieczorem, ale i tak już od szesnastej nerwowo spoglądałam na zegarek. Bałam się tego spotkania. Nie miałam pojęcia czego się po nim spodziewać.

Z lekkim opóźnieniem cała ekipa wyruszyła do naszych zachodnich sąsiadów. Poczułam ulgę, że nie ma mnie w tym samochodzie. Oczywiście wolałabym podróżować i spotykać ciekawych ludzi niż opiekować się dwójka nastolatków, ale biorąc pod uwagę kontekst i to, co mogło się wydarzyć, znacznie bardziej wolałam rozkapryszoną Marysię i Pawła.

Mój uczeń i moja siostra nie za bardzo przypadli sobie do gustu. Siedzieli na kanapie w salonie, spoglądając na siebie podejrzliwie. Paweł także nie był w dobrym nastroju. Miał ogromny żal do matki, że zostawiła go w takiej sytuacji i jeszcze większy o to, że Piotrek po tym, co wydarzyło się zaledwie kilka godzin wcześniej, w nagrodę jedzie z nimi do Niemiec. W tej kwestii miał rację. Piotrek powinien dostać solidną nauczkę. Ta miała nastąpić po wyjeździe, jeśli wierzyć słowom Tomasza, ale zapewne będzie miał inne sprawy na głowie i zapomni, aby ukarać syna za to, że omal nie zabił brata.

Patrząc na nich z boku, chciało mi się trochę śmiać. Paweł był mocno speszony i zawstydzony. Marysia trochę nieśmiała i zagubiona. Na jej twarzy widziałam jeszcze pozostałości gniewu, jaki niespełna trzy godziny wcześniej kompletnie nią zawładnął. Co jakiś czas jedno zerkało na drugie, ale jak na razie oboje milczeli jak zaklęci, udając, że pochłonął ich niskobudżetowy serial kryminalny.

Dzwonek do drzwi kompletnie mnie zaskoczył. Rafał miał się zjawić dopiero za godzinę. 

— Cześć. Nie otwieraj od razu, najpierw sprawdzaj kto to  — rzucił na przywitanie, po czym wyminął mnie i równie chłodno przywitał się z Marysią i Pawłem.

Przez chwilę stałam jak wryta. Lekko mnie zabolało, że nawet na mnie nie spojrzał. Liczyłam na coś więcej z uwagi na to, co do tej pory nas łączyło. Ale z drugiej strony po tym, co wydarzyło się w tamtym motelu i tak dobrze, że w ogóle się do mnie odezwał.

Podążyłam za nim do kuchni, rzucając tylko lekkie uśmiechy młodzieży.

— Cześć  — powiedziałam, siadając przy stole. Czułam się fatalnie. Obserwowałam, jak powoli robi sobie kawę. Chciałam mu pomóc, ale szybko porzuciłam ten pomysł. Na pewno nie byłby zainteresowany moją pomocą.

— Rafał, ja... — zaczęłam, urywając w pół zdania. Bo co niby miałam dalej powiedzieć? "To nie jest tak, jak myślisz, ja na tym nagraniu tylko udawałam".

Nie miałam pojęcia, co dokładnie powiedziała mu Sylwia i jak to przedstawiła. Żałowałam, że jej o to nie zapytałam, ale wszystko działo się zbyt szybko, nie było czasu, żeby o tym nawet pomyśleć.

— Macie cukier w tym domu?

Nie zdążyłam odpowiedzieć. Rafał szybko namierzył cukiernice i wsypał do swojej filiżanki trzy kopiate łyżeczki.

— Wiem, że cokolwiek powiem i tak w to nie uwierzysz, ale...

— Ale nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. Oficjalnie nie byliśmy parą, miałaś prawo sypiać, z kim popadnie — skontrował.

Czułam, jak do moich oczu napływają łzy. Powiedział to takim tonem, że nie mogło być inaczej. Jeśli gdzieś wewnątrz mojej duszy jeszcze tliła się jakakolwiek nadzieja, to właśnie zgasła.

Przez chwile, żadne z nas w ogóle się nie odzywało. Uznałam, że najlepiej będzie jak damy sobie chwile na przetrawienie.

— Przyszłam tu do pracy jako korepetytorka, żeby zarobić na pompę insulinową dla Marysi. Potem sytuacja się bardzo skomplikowała. Dostałam pieniądze, ale w zamian Sylwia poprosiła mnie, żebym zrobiła to z Tomaszem, bo chciała mieć na niego dowody zdrady, żeby w razie, gdyby zrobił to z inną, mogła zagrozić rozwodem z jego winy.

Patrzył na mnie jak na idiotkę i wcale mu się nie dziwiłam. Brzmiało to jak scenariusz słabej telenoweli latynoamerykańskiej. Poza tym wiedział to już od Sylwii.

— Rozumiem, że seks z tym młodym to przypadek? Zawsze sypiasz ze swoimi uczniami?

— Nie! Nie miałam pojęcia, że go ze sobą przyprowadzi. Przecież nawet Sylwia tego nie przewidziała. Musiałam to z nim zrobić. 

— Nie musiałaś! Chciałaś! I miałaś z tego ogromną przyjemność — poprawił mnie, w międzyczasie biorąc łyk kawy.

— Bzdura. Doskonale o tym wiesz. Nie musisz mnie karać swoim zachowaniem za to, co zrobiłam. I bez tego czuje się jak dziwka.

Chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Widziałam to po jego twarzy.

— Śmiało. Powiedz, że czuje się jak dziwka, bo tak naprawdę nią jestem. Wiem, że właśnie to cisnęło ci się na usta.

Milczał. Patrzył na mnie nieco łagodniej niż jeszcze chwile wcześniej.

— Nie podoba mi się to, co zrobiłaś. Najśmieszniejsze jest to, że nie mam żalu o to, że przespałaś się z nimi, ale o to, że nie powiedziałaś mi całej prawdy o tym, jaką rolę odgrywasz w tym układzie.

— Nie odgrywałam żadnej roli! Poza tym, co miałam ci powiedzieć? 

Kolejna chwila milczenia. Tym razem nie uciekaliśmy wzrokiem, ale patrzyliśmy na siebie. Było lepiej. On wyrzucił trochę z siebie i ja także. To nieco rozładowało napięcie.

— Będziesz w stanie mi to wybaczyć i dać mi drugą szansę?

Nie odpowiedział. Wypił za to do końca kawę i podstawił kubek po kolejną. Najwyraźniej miał za sobą nieprzespaną noc. Nie było się czemu dziwić. Po tym, co zobaczył, nikt by nie zasnął. A na dodatek dostał polecenie, że kolejnego dnia ma ze mną zamieszkać.

— Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Jedyne co wiem, to, że mam ochotę cię przelecieć.

Zatkało mnie. Spodziewałabym się wszystkiego, ale nie takiej propozycji. Po tym, co się stało, powinien poczuć do mnie odrazę i obrzydzenie, on tymczasem zaproponował mi seks. Był nieprzewidywalny i chyba to najbardziej mi się w nim podobało. 

Odwrócił się i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Miałam na sobie krótką spódniczkę i bluzkę na ramiączkach, spod której wystawał stanik. Na pewno wyglądałam zachęcająco. W każdej innej sytuacji oburzyłabym się i nie zgodziła. Teraz było inaczej. Nie miałam już nic do stracenia. Skoro szansą na powrót do naszej relacji miało być łóżko, musiałam z niej skorzystać. Pod pretekstem pokazania mu jego pokoju udaliśmy się na górę. Zaprowadziłam go do sypialni Baranowskich. Największe łóżko w domu aż zachęcało, żeby skorzystać.

— Rób ze mną, co chcesz  — szepnęłam mu do ucha, kiedy zdjął ze mnie bluzkę i rzucił mnie na pościel. 

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.