Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Instynkt (Braku) Kontroli IV

Zniknął. Zapadł się pod ziemię.

Przez kolejne parę dni drzwi z numerem trzynaście pozostawały zamknięte na głucho. Tomasz nie pojawiał się na siłowni, nie mijałam go na klatce schodowej, a z jego mieszkania nie dobiegał absolutnie żaden dźwięk. Żadnego wiercenia, żadnych kroków, żadnej muzyki. Przez pierwsze dwa dni wmawiałam sobie, że pewnie po prostu wyjechał służbowo albo miał coś ważnego do załatwienia. Ale kiedy minął trzeci, a potem czwarty dzień, zaczęłam odczuwać coś na kształt irracjonalnej, narastającej furii.

Ten facet rozbudził we mnie głód, pokazał mi ułamek tego, do czego był zdolny, doprowadził mnie do absolutnego szaleństwa na tym pieprzonym balkonie, a potem po prostu wyłączył się z życia.

Ślad na szyi z malinowego powoli zmieniał kolor na bladożółty, ale wciąż tam był – fizyczny dowód na to, że tamta noc nie była tylko moim wymysłem. Każde spojrzenie w lustro przypominało mi o jego silnych palcach i o tym brutalnym chwycie. Moje ciało funkcjonowało w stanie ciągłego napięcia. Nie mogłam się skupić na zajęciach, myliłam się podczas tłumaczenia, a noce były koszmarem pełnym urywanych, gorących snów, z których budziłam się potwornie sfrustrowana i lepka od potu.

I nie tylko potu.

Był wieczór. Siedziałam w salonie, na ulubionej kanapie na tle odsłoniętej cegły. Próbowałam czytać notatki, ale litery tańczyły mi przed oczami. Byłam w samych majtkach i luźnej, rozpiętej koszuli. W mieszkaniu panowała cisza, która z każdą minutą coraz bardziej dzwoniła mi w uszach.

Zirytowana rzuciłam notatki na stolik kawowy. Czułam to znajome, pulsujące mrowienie w dole brzucha. Od paru dni cipka domagała się uwagi z uporem, którego wcześniej u siebie nie znałam. Musiałam spuścić to ciśnienie, bo inaczej bym zwariowała.

Wstałam z kanapy, podeszłam do komody w sypialni i wyciągnęłam z dolnej szuflady ulubiony wibrator. Miał gładki, wyprofilowany kształt i zawsze idealnie spełniał swoje zadanie, gwarantując mi szybki, pewny orgazm, kiedy tylko tego potrzebowałam.

Wróciłam do salonu. Światło było przygaszone, w tle cicho grała jakaś zmysłowa, wolna playlista. Położyłam się na plecach na kanapie, zginając nogi w kolanach i opierając stopy o miękki materiał.

Wzięłam głęboki wdech, próbując wyrzucić z głowy obraz ciemnych oczu Tomasza, ale to było silniejsze ode mnie. Zamknęłam powieki, a w mojej wyobraźni od razu pojawił się jego drapieżny uśmiech. Kiedy odsunęłam majtki na bok, ten obraz tylko się umocnił.

Cholera…

Rozsunęłam wargi sromowe palcami wolnej dłoni. Byłam mokra. Cholernie mokra. Sama myśl o jego dłoniach i dotyku sprawiała, że moje ciało reagowało natychmiastowo. Włączyłam wibrator – ciche, mechaniczne bzyczenie wypełniło przestrzeń między udami. Przyłożyłam gładką główkę do łechtaczki, czując przyjemne, intensywne drżenie, które powoli zaczęło rozchodzić się po ciele.

– Mmm... – mruknęłam cicho, odchylając głowę do tyłu.

Zaczęłam powoli wsuwać zabawkę do środka. Weszła z lekkim oporem. Stymulowałam się przez chwilę w ten sposób, aż w końcu mogłam wsunąć ją dalej. Po ciele przeszły mi przyjemne dreszcze. Zamruczałam zadowolona i przez chwilę pieściłam się w ten sposób, czując, jak cipka robi się coraz bardziej mokra.

Włączyłam mocniejszy tryb wibracji. Kręciłam biodrami, szukając tego odpowiedniego kąta, tej fali, która zazwyczaj zalewała mnie po kilku minutach zabawy. Próbowałam skupić się na wibracjach, na rytmie...

Ale coś było nie tak.

Otworzyłam szeroko oczy, patrząc w sufit. Wibrator, który do tej pory uważałam za idealny, wydawał się nagle... pusty. Był zbyt gładki, zbyt lekki i zdecydowanie za cienki. Wsuwałam go i wysuwałam, ale zamiast narastającej rozkoszy, czułam narastającą frustrację. Moje wnętrze, wciąż pamiętające bezlitosny nacisk dwóch grubych, szorstkich palców Tomasza, nie reagowało na ten kawałek silikonu.

Zacisnęłam zęby. Przyspieszyłam ruchy dłoni, wbijając zabawkę głębiej, mocniej, desperacko szukając satysfakcji. Wyobrażałam sobie tę potężną, twardą jak skała wypukłość, o którą ocierałam się na balkonie. Przypominałam sobie ciężar jego ciała dociskający mnie do muru.  

Ten głupi, mechaniczny wibrator był żałosną namiastką.

Byłam tak rozpalona fantazją o Tomaszu, że orgazm w końcu nadszedł. Zaczął się budować od łechtaczki, sztucznie wymuszony wysokimi obrotami zabawki. Całe ciało napięło się, ugięłam palce u stóp, a z gardła wyrwał się głośny, przeciągły krzyk. Skurcze przeszły przez brzuch, ale... były płytkie. Brakowało im tej głębi, tego obezwładniającego, brutalnego wyzwolenia, które dał mi on. To było mechaniczne uwolnienie napięcia, po którym zamiast błogostanu przyszła czysta, paląca złość.

Wyłączyłam wibrator z głośnym kliknięciem i odrzuciłam go na drugi koniec kanapy, jakby mnie poparzył.

Usiadłam, opierając łokcie na kolanach i ukrywając twarz w dłoniach. Oddychałam ciężko, a moje ciało wciąż drżało, jednak wcale nie byłam zaspokojona. Cipka nadal domagała się wypełnienia. Czułam się tak potwornie pusta i wkurzona na samą siebie, że miałam ochotę krzyczeć. Ten skurwiel z naprzeciwka dosłownie mnie zepsuł. Wystarczyło mu kilka minut na balkonie…

Wytarłam twarz dłońmi i podniosłam wzrok na ciemny przedpokój. W tym samym momencie, jakby w odpowiedzi na moją frustrację, ciszę w mieszkaniu przerwał dźwięk. Ktoś wchodził po schodach.

Ogarnęłam się szybko i wyjrzałam przez wizjer. Tomasz. Właśnie wszedł do swojego mieszkania.

Zamarłam, z okiem wciąż przyklejonym do wizjera. Kiedy usłyszałam cichy chrzęst zamka w jego drzwiach, coś we mnie pękło. Frustracja wyparowała, a na jej miejsce wlała się czysta determinacja, która odcięła racjonalne myślenie.

Nie mogłam tak dłużej funkcjonować. Nie zamierzałam spędzić kolejnej nocy na bezsensownym wierceniu się w pościeli i fantazjowaniu o facecie, który dzielił ode mnie zaledwie kilka metrów przestrzeni, a który z taką łatwością mnie zignorował.

Odsunęłam się od drzwi i biegiem ruszyłam z powrotem do sypialni. Niemal zdarłam z siebie koszulę, rzucając ją na podłogę. Podeszłam do szafy, otwierając ją gwałtownie. Nie szukałam niczego praktycznego. Wyciągnęłam krótką, czarną halkę z cienkiego jedwabiu na ramiączkach. Materiał gładko spłynął po ciele, oblepiając pełne piersi i kończąc się ledwie za pośladkami. Pod spodem nie miałam absolutnie nic poza majtkami. Moje stwardniałe sutki odznaczały się przez tkaninę.

Narzucałam na ramiona równie cienki, czarny szlafrok, wiążąc go tylko luźno w talii. Nie dbałam o to, że jestem bosa. Nie obchodziło mnie, czy ktoś z sąsiadów akurat wyjdzie na klatkę. Serce waliło jak oszalałe, krew szumiała w uszach, a w dole brzucha wciąż czułam to piekące, niezaspokojone pulsowanie.

Nacisnęłam klamkę własnych drzwi. Przeszłam przez korytarz w trzech szybkich krokach. Chłodne kafelki pod stopami tylko wyostrzyły moje zmysły. Zatrzymałam się pod trzynastką. Wzięłam jeden, głęboki, drżący wdech i zanim zdążyłam stchórzyć, zapukałam dwukrotnie. Zdecydowanie i głośno.

Cisza. A potem usłyszałam ciężkie kroki.

Zamek zgrzytnął i drzwi otworzyły się powoli. Tomasz stał w progu. Był w trakcie rozpinania granatowej koszuli – materiał rozchodził się na boki, odsłaniając nagą, twardą klatkę piersiową. Na jego twarzy malowało się zmęczenie po całym dniu, ale zniknęło w ułamku sekundy, gdy tylko jego wzrok padł na mnie.

Przesunął spojrzeniem od moich bosych stóp, po nagie uda błyszczące w półmroku klatki schodowej, aż po głęboki dekolt, z którego zsunęła się jedna strona szlafroka. Jego oczy natychmiast pociemniały jeszcze bardziej. Zmieniły się w oczy wygłodniałego drapieżnika.

– Natalia? – mruknął niskim, chropowatym głosem. Oparł dłoń o futrynę, blokując mi wejście, jakby chciał sprawdzić, jak daleko się posunę i czy mam odwagę. – Coś się stało?
– Wpuść mnie – zażądałam cicho, a mój głos drżał z nieskrywanego pożądania.
Uniósł jedną brew, a na jego usta wypłynął ten opanowany, bezczelny uśmiech, który tak mnie doprowadzał do szału.
– Jest późno. Myślałem, że po tylu dniach wolisz swoje samotne wieczory.
– Przestań ze mną pogrywać, Tomek – warknęłam cicho, zrzucając z siebie resztki dumy. Zrobiłam krok do przodu, wchodząc prosto w jego przestrzeń. Piersi niemal otarły się o jego twardy brzuch, a on zmuszony był ustąpić mi z drogi. – Znikasz na ileś dni po tym, co zrobiłeś mi na balkonie?

Jego uśmiech zniknął. Zastąpiło go coś surowego, zwierzęcego. Zrobił krok w tył, wpuszczając mnie do środka, po czym zatrzasnął drzwi za moimi plecami tak mocno, że aż podskoczyłam. Zamek kliknął z głuchym trzaskiem, odcinając nas od reszty świata.

Znaleźliśmy się w jego przedpokoju. Wszędzie wokół wciąż unosił się zapach gładzi, drewna i tej wyraźnej, duszącej nuty męskich perfum. Było tu surowo i ciemno, oświetlała nas tylko lampa z salonu.

– Co ci zrobiłem, Natalio? – zapytał głucho, stając tuż przede mną. Był tak duży. Tak przytłaczający, gdy patrzył na mnie z góry. – Przecież ledwie cię dotknąłem.
Złapałam za węzeł szlafroka i pociągnęłam. Czarny materiał opadł bezszelestnie na podłogę. Zostałam przed nim tylko w tej cieniutkiej jedwabnej halce.
– Właśnie to mi zrobiłeś – wykrztusiłam, patrząc mu prosto w oczy, podczas gdy całe ciało dygotało z podniecenia. – Od kilku dni wariuję, bo jedyne, o czym myślę, to jak mocno mnie przycisnąłeś do tej ściany.

Oczy Tomasza zjechały na moje biodra, a jego szczęka zacisnęła się tak mocno, że usłyszałam zgrzyt zębów. Widziałam, jak pod materiałem jego ciemnych jeansów rośnie i napina się ten sam obezwładniający kształt, który doprowadził mnie do obłędu.
Zrobiłam ostatni krok, zadzierając głowę. Położyłam drżące dłonie na jego rozpiętej koszuli, wsuwając palce na gorącą skórę jego klatki piersiowej. Był twardy jak skała.

– Błagam cię – szepnęłam. To słowo smakowało niesamowicie uwalniająco. – Przeleć mnie. Chcę, żebyś mnie pieprzył tak mocno i głęboko, żebym zapomniała, jak się nazywam. Błagam. Zrób to.
Jego samokontrola ostatecznie pękła.
– Sama tego chciałaś – warknął.

Złapał mnie oburącz za biodra z taką siłą, że stęknęłam, i jednym ruchem poderwał mnie do góry. Pisnęłam, odruchowo oplatając nogi wokół jego pasa, a on przyparł mnie do surowej ściany przedpokoju. Zderzenie wybiło mi resztki powietrza z płuc, ale nie dbałam o to.

Jego usta brutalnie zderzyły się z moimi. Pocałunek był niszczycielski, głodny i pełen złości za te dni czekania. Wpiłam palce w jego gęste włosy, oddając pocałunek z taką samą zwierzęcą desperacją.

Jedna z jego dłoni natychmiast zsunęła się na moje pośladki, zgarniając materiał halki do góry, aż poczułam na nagiej skórze szorstki denim jego spodni, pod którym pulsował ten przerażająco wielki, twardy kutas. Docisnął mnie do ściany biodrami, a z moich ust wyrwał się jęk prosto w jego wargi.

Tak bardzo tego potrzebowałam.

Oderwał się ode mnie ze świszczącym oddechem. Silne dłonie, dotąd miażdżące moje pośladki i uda, nagle się rozluźniły. Zanim zdążyłam zrozumieć, co się dzieje, Tomasz po prostu puścił mnie, pozwalając, by bose stopy z głuchym plaśnięciem uderzyły o chłodne kafelki przedpokoju.

Zatoczyłam się lekko, opierając dłonie o ścianę, by nie upaść. Spojrzałam na niego zdezorientowana, ciężko łapiąc powietrze.

– Nawet nie wiesz, o co tak naprawdę prosisz, Natalio – mruknął chropowatym, niskim głosem.

W ciemnych oczach płonął zwierzęcy głód, ale kontrolował każdy ruch. Złapał mnie mocno za ramiona i bez ostrzeżenia nacisnął na nie w dół. Jego siła była tak przytłaczająca, że nogi natychmiast się ugięły i z głośnym uderzeniem opadłam na kolana. Jedwabna halka podwinęła się aż na uda, zostawiając mnie całkowicie odsłoniętą u jego stóp.

Dźwięk rozpinanej klamry paska i gwałtowny chrzęst metalowego zamka odbiły się głośnym echem w pustym, ciemnym przedpokoju. Kiedy odchylił brzegi sztywnego materiału i zsunął materiał bokserek, moje serce zamarło, a oddech uwiązł mi w gardle.

To, co wcześniej czułam przez warstwy dresów na balkonie, z bliska wyglądało jeszcze bardziej przerażająco i fascynująco. Jego kutas był potężny. Długi, nienaturalnie wręcz gruby, z wyraźną siatką pulsujących żył pod napiętą skórą. Z tak bliska czułam bijący od niego żar i ten specyficzny zapach pożądania.

W życiu nie widziałam z bliska faceta o takich gabarytach. Spanikowałam, zastanawiając się, jak ja w ogóle mam to przyjąć.

Tomasz nie dał mi jednak czasu na analizę. Wplótł palce w moje włosy na tyle głowy, zaciskając dłoń w mocny, dominujący, ale nie sprawiający bólu chwyt. Zmusił mnie, bym podniosła wzrok.

– Bierz go do ust – rozkazał miękko. – Zobacz, na co tak bardzo czekałaś.

Dłonie mi drżały, gdy uniosłam je i niepewnie oparłam o umięśnione uda. Rozchyliłam wargi, czując, jak krew pulsuje mi w skroniach. Nachyliłam się i ostrożnie wysunęłam język, przesuwając nim po nabrzmiałej, wilgotnej żołędzi. Smakował słono, męsko, intensywnie. Tomasz syknął cicho przez zaciśnięte zęby, a jego palce we włosach szarpnęły mną lekko do przodu.

– Głębiej. Weź go całego.

Otworzyłam usta najszerzej, jak potrafiłam i objęłam wargami gorącą główkę. Gdy spróbowałam wsunąć go głębiej, natychmiast się zakrztusiłam. Grubość jego członka sprawiała, że usta były maksymalnie rozciągnięte, a szczęka zaczęła boleć już po kilku sekundach. Nie mogłam objąć wargami całego obwodu naraz.

Tomaszowi to jednak nie przeszkadzało. Zaczął poruszać biodrami, zmuszając mnie do przyjęcia go głębiej. Z każdym pchnięciem wsuwał potężny trzon w moje usta, wpychając go coraz dalej w gardło. Dławiłam się, krztusiłam cicho, a po policzkach popłynęły łzy, ale on wcale nie zamierzał zwalniać. Z każdym ruchem wyciągał mi głowę do tyłu, by ułatwić sobie penetrację, ucząc moje usta i gardło swojego rozmiaru.

– Tak. Dokładnie tak – mruczał z góry, a jego głos wibrował od rozkoszy.

Próbowałam nadążyć za jego rytmem, ssać go mocniej, pracować językiem na twardych żyłach, ale to on dyktował tempo. Używał moich ust bezwstydnie, rżnąc gardło raz za razem. Czułam się brudna, zdominowana i całkowicie mu poddana.

Ten kontrast – on, silny i w pełni ubrany, górujący nade mną, a ja, na kolanach, w samej halce i majtkach, dławiąca się jego rozmiarem – rozpalał we mnie dzikie, masochistyczne podniecenie. Cipka pulsowała histerycznie, a uda ocierały się o siebie, próbując znaleźć choć trochę ulgi.

Nagle zatrzymał się. Sapnął głośno, wyciągnął kutasa z ust i mokrego, błyszczącego od śliny otarł o policzek. Złapałam łapczywie powietrze, krztusząc się lekko i ocierając usta wierzchem dłoni. Spojrzałam w górę, w jego ciemne, płonące oczy.

Pociągnął mnie za włosy, zmuszając, bym wstała z kolan. Kiedy znów stanęłam z nim twarzą w twarz, z trudem łapiąc równowagę na miękkich nogach, on nie zamierzał się powstrzymywać.

– Sama tego chciałaś – warknął.

Zamiast przyprzeć mnie do ściany w przedpokoju, zacisnął palce na moim nadgarstku i pociągnął mnie za sobą w głąb mieszkania. Nie stawiałam żadnego oporu, idąc za nim na oślep. Weszliśmy do salonu. W powietrzu wciąż unosił się zapach świeżej, schnącej farby. Pomieszczenie świeciło pustkami, nie licząc jednej, wielkiej, skórzanej kanapy, która stała na samym środku, oświetlona jedynie poświatą wpadającą przez okna z podwórka.

Tomasz opadł na siedzisko, rozstawiając szeroko nogi. Pociągnął mnie w dół, a ja bez wahania opadłam na kolana prosto na twardy parkiet między jego udami. Cieniutki jedwab halki natychmiast podwinął się do góry.

Patrzył na mnie z góry, a jego klatka piersiowa unosiła się ciężko w przyspieszonym rytmie. Wplótł palce w moje włosy na potylicy, zaciskając dłoń w mocny, dominujący chwyt. Zmusił mnie, bym podniosła wzrok na jego głodne oczy.

– Bierz go do ust – rozkazał miękko.

Moje dłonie drżały, gdy uniosłam je i ponownie oparłam o umięśnione uda. Rozchyliłam wargi, czując, jak krew szumi mi w skroniach. Nachyliłam się i ostrożnie wysunęłam język, przesuwając nim po nabrzmiałej, wilgotnej żołędzi. Tomasz syknął cicho przez zaciśnięte zęby, a jego palce we włosach szarpnęły mną lekko do przodu.

Uśmiechnęłam się lekko i objęłam wargami gorącą główkę. Gdy spróbowałam wsunąć go głębiej, szybko zaczęłam się krztusić. Tomaszowi to jednak w ogóle nie przeszkadzało. Przejął inicjatywę. Zaczął poruszać biodrami, wpychając potężny trzon w usta. Z każdym pchnięciem wchodził głębiej w moje gardło.

Cipka pulsowała nieustannie. Byłam tak mokra, że czułam soki spływające mi po wewnętrznej stronie ud.

Ssanie go, dławienie się tym rozmiarem i brak powietrza nakręcały mnie w sposób, jakiego nigdy dotąd nie doświadczyłam. Czułam w gardle każdy puls, każdy grubszy splot żył. Napięcie w dole brzucha stało się nagle nieznośne. Palące, ciężkie i wściekle domagające się ujścia.

Gdy Tomasz pchnął biodrami głębiej, przytrzymując moją głowę w miejscu i zmuszając mnie, bym przyjęła go do samego końca, mój opór pękł. Z gardła, wokół jego twardego kutasa, wyrwał się stłumiony, wibrujący jęk, który on musiał poczuć na własnej skórze.
I wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam, mimo skrajnego podniecenia.  

Orgazm uderzył we mnie niczym tsunami.

Moje paznokcie wbiły się w jego uda. Zalała mnie potężna fala rozkoszy. Ciało zesztywniało, a cipka zaczęła konwulsyjnie pulsować, wylewając z siebie obfite soki, podczas gdy ja wciąż dławiłam się jego przyrodzeniem, płacząc z nadmiaru doznań. Całe nogi drżały mi histerycznie. Nie mogłam przestać go ssać, nawet gdy skurcze targały całym moim ciałem, a brak tlenu sprawiał, że przed oczami latały mi ciemne plamy.

Tomasz poczuł to natychmiast. Zatrzymał się i patrzył na mnie z niedowierzaniem, wymieszanym z czystą, samczą satysfakcją.

Powoli, pozwalając mi wziąć świszczący, desperacki haust powietrza, wysunął kutasa z ust. Oparłam dłonie o podłogę, kaszląc cicho i dysząc ciężko, podczas gdy resztki orgazmu wciąż przyjemnie mrowiły w udach. Od ust ciągnęła mi się cienka, błyszcząca stróżka śliny.
Tomasz puścił moje włosy. Złapał mnie pod brodę i podniósł głowę, zmuszając, bym na niego spojrzała. Uśmiechał się drapieżnie.

– Doszłaś – stwierdził z fascynacją, niemal szeptem, przesuwając kciukiem po dolnej wardze. – Doszłaś, po prostu dławiąc się kutasem. Jesteś idealną suką, mała.

Jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się potwornie gorąco, a już i tak wrażliwe ciało znów zareagowało pulsującym żarem. Zrozumiałam, że to, co się właśnie stało, to była zaledwie przystawka przed tym, co ten facet miał zamiar ze mną zrobić.

Zanim zdążyłam wyrównać oddech i uspokoić wciąż drżące ramiona, jego dłoń z powrotem zacisnęła się na włosach. Nie zamierzał dać mi odpocząć.

– Ale to dopiero początek, Natalio – mruknął, nakierowując się z powrotem na moje usta. – Dokończ to.

Zebrałam resztki sił, posłusznie rozchyliłam wargi i ponownie przyjęłam go do środka. Usta były śliskie od śliny, a całe ciało wciąż mrowiło po potężnym orgazmie, co sprawiało, że każdy, nawet najdrobniejszy ruch, odczuwałam teraz ze zdwojoną siłą.

Tomasz całkowicie przejął kontrolę nad rytmem. Poruszał biodrami ostro, bezlitośnie wbijając się w gardło. Złapałam dłońmi za twarde pośladki, przyciągając go do siebie i pomagając mu narzucić mordercze tempo. Ssałam go chciwie, oplatując językiem każdą pulsującą żyłę, dławiąc się i połykając, dokładnie tak, jak tego chciał. Słyszałam jego urywany, ciężki oddech. Z każdym pchnięciem uderzał z głuchym plaśnięciem o usta, a jego mięśnie na brzuchu napinały się raz po raz.

Wiedziałam, że jest blisko. Jego chwyt na potylicy stał się wręcz bolesny, a pchnięcia straciły swoją metodyczność na rzecz czystego, zwierzęcego instynktu.

– Dość – warknął nagle, a jego głos załamał się od podniecenia.

W ostatniej sekundzie, z głośnym, gardłowym stęknięciem, wyszarpnął się z moich ust. Gorące, gęste strugi spermy uderzyły z impetem w policzki, nos i wpółotwarte wargi. Było tego dużo – mnóstwo wręcz. Tomasz drżał na całym ciele, a twardy kutas pulsował, zalewając mnie bezwstydnie. Traktował mnie po prostu jak zabawkę do spełnienia swojej potrzeby, a mnie się to cholernie podobało.

Jęknęłam i zadrżałam na całym ciele. Zamknęłam na chwilę oczy, czując obfitość i lepkość jego nasienia na twarzy, po czym powoli podniosłam powieki.

Patrzyłam na niego z dołu, wciąż klęcząc na twardym parkiecie. Oddychałam ciężko przez usta. Musiałam wyglądać jak absolutny obraz uległości – w podwiniętej halce, z rozmazanym makijażem, potarganymi włosami i twarzą umazaną gęstą spermą.

Tomasz stał nade mną, dysząc ciężko. W jego ciemnych oczach paliła się czysta, nieskrywana, samcza satysfakcja. Zlustrował mnie od góry do dołu, wyraźnie zadowolony z tego, jak mnie zdominował, po czym powoli rozluźnił palce i puścił włosy.

Nie pomógł mi wstać. Nie zapytał, jak się czuję. Zamiast tego schował wciąż na wpół twardego członka, naciągnął bokserki i z głośnym, metalicznym zgrzytem zapiął rozporek.
Pochylił się lekko w moją stronę. Przesunął szorstkim kciukiem po dolnej wardze, rozmazując kroplę nasienia, po czym spojrzał mi prosto w oczy.

– Odezwę się do ciebie – powiedział spokojnym, władczym tonem, który nie znosił absolutnie żadnego sprzeciwu. – Bądź grzeczna i na mnie czekaj.

Wyprostował się i bez słowa odwrócił, zostawiając mnie samą na środku pustego salonu. Usłyszałam, jak jego kroki oddalają się w stronę łazienki, a po chwili rozległ się szum wody z kranu.

Siedziałam na podłodze, zdezorientowana, ubrudzona, lepka i tak potwornie, niewyobrażalnie nakręcona, że nie potrafiłam nawet wstać. Ciało wciąż mi drżało, a między udami czułam palącą, bolesną pustkę. Przysięgłam sobie, że więcej nie dam się tak upokorzyć, ale prawda była brutalna: gdyby tylko kazał mi teraz przeczołgać się do tej łazienki, zrobiłabym to bez najmniejszego wahania.

Dodaj komentarz