Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Instynkt (Braku) Kontroli II

UWAGA!

Poniższy rozdział NIE zawiera scen seksualnych. Lojalnie ostrzegam, żeby się nikt nie zawiódł. Jego celem jest budowanie napięcia, które niedługo (może) znajdzie swoje ujście :>

Miłej lektury!

---

Następnego dnia po zdanym przedmiocie wciąż trzymał mnie ten świetny, pozytywny nastrój. Miałam w sobie mnóstwo energii, którą po prostu musiałam gdzieś spożytkować, oraz czasu na… w sumie na cokolwiek chciałam! Poranek spędziłam przy kawie i książce, potem wyszłam na krótki spacer, po powrocie ogarnęłam parę rzeczy dodatkowych z uczelni.

A skoro miałam w sobie tyle energii, to pomysł na popołudnie był oczywisty – siłownia.  
Zgarnęłam z krzesła swój sportowy zestaw. Wskoczyłam w ulubione, bezszwowe czarne legginsy z wysokim stanem. Były niesamowicie wygodne, nigdzie nie uwierały i pozwalały na pełną swobodę ruchów. Na górę narzuciłam stanik sportowy, który trzymał wszystko na swoim miejscu, a na to luźną, wyciętą na plecach koszulkę w odcieniu ciemnej, butelkowej zieleni.

Korytarz był cichy, a drzwi z numerem trzynaście zamknięte. Zbiegłam po schodach, ciesząc się chłodniejszym, wiosennym powietrzem na zewnątrz.

Moja lokalna siłownia, ukryta w jednym z niższych budynków na Ochocie, miała swój specyficzny, lekko oldschoolowy klimat, który bardzo lubiłam. Nie było tu tłumu zapatrzonych w telefony ludzi walczących o idealne oświetlenie do zdjęcia. Były za to maszyny, strefa wolnych ciężarów i sporo ludzi z okolicy. Po raz pierwszy przyszłam tu z bratem i chociaż nieco się bałam z początku, to potem naprawdę polubiłam to miejsce.

Odbiłam kartę na recepcji, pomachałam znajomemu chłopakowi za ladą i po chwili byłam już na sali. Odpaliłam swoją playlistę na bezprzewodowych słuchawkach, całkowicie odcinając się od szumu sali. Zaczęłam od solidnej rozgrzewki jak zawsze. Kolejna nauka mojego brata, który kontuzji nabawił się nie raz i nie dwa.

Podeszłam do strefy drążków. Podciąganie i dipy zawsze sprawiały mi masę frajdy. Złapałam za zimny metal, wzięłam głęboki wdech, spięłam brzuch i podciągnęłam się powoli. Raz, drugi, trzeci. Mój umysł wszedł w ten fajny, wyciszony tryb, w którym liczył się tylko oddech i kontrola nad własnym ciałem.

Skończyłam drugą serię, zeskoczyłam z drążka i sięgnęłam po ręcznik, żeby przetrzeć kark. Kiedy podniosłam wzrok, mój wzrok naturalnie powędrował w stronę wielkiej, ciągnącej się przez ścianę lustrzanej tafli. Wtedy, na drugim końcu sali, w strefie wolnych ciężarów, wyłapałam znajomą twarz.

Tomasz.

Miał na sobie zwykłą, szarą bawełnianą koszulkę i luźne, ciemne spodenki. Siedział na ławce i właśnie kończył serię. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Trzeba było przyznać, że facet naprawdę dobrze wyglądał – był zadbany, miał świetną posturę i poruszał się z tą samą naturalną, spokojną pewnością siebie, którą zauważyłam wczoraj.

Wzięłam butelkę z wodą – stała kompanka na treningach – i pociągnęłam parę łyków. W tym samym momencie Tomasz odłożył hantle i rozejrzał się po sali. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. Na jego twarzy od razu zagościł ten swobodny, przyjazny uśmiech. Zamiast tylko kiwnąć głową z daleka, podniósł się z ławki, przetarł czoło ręcznikiem i niespiesznym krokiem ruszył w moją stronę.

Wyjęłam jedną słuchawkę z ucha, opierając się biodrem o konstrukcję do podciągania.

– Cześć sąsiadko – przywitał się, przystając kawałek ode mnie, żeby nie naruszać mojej przestrzeni treningowej. – Zaczynam myśleć, że Ochota to mała wieś.
– Cześć – odpowiedziałam z uśmiechem, zakręcając wodę. – Albo po prostu mamy podobne grafiki. Jak ci się tu podoba?
– Naprawdę spoko, lubię takie bardziej oldschoolowe klimaty. A przy okazji to najbliższa siłownia od naszej kamienicy, która nie jest przeładowaną sieciówką – wyjaśnił, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. – Mam nadzieję, że wczoraj wieczorem za bardzo nie hałasowałem? Starałem się po cichu skręcać te meble, ale wiesz jak jest.
– Spoko, przecież to normalne. Wiem, jak wyglądają przeprowadzki. Sama nie tak dawno odnawiałam swoje mieszkanie.
– Remontowałaś je sama? – Tomasz uniósł lekko brwi, wyraźnie zaciekawiony.
– Z bratem i ojcem. Bardziej to oni remontowali, a ja pomagałam.
– Ale i tak szacun, że przy tym pracowałaś. Mnie powoli zaczyna brakować cierpliwości do tej kuchni. Wiadomo, kamienica ma swój urok, no ale kurde, ile można?
– To część tego uroku! – rzuciłam i zaśmiałam się lekko. – Trzeba je po prostu polubić. Ale jakbyś potrzebował pożyczyć wiertarkę czy młotek, to śmiało pukaj. Tata zostawił mi całkiem sporo rzeczy.
– Zapamiętam, dzięki. – Tomasz uśmiechnął się szerzej i zerknął na drążek za moimi plecami. – Nieźle dajesz radę. Kalistenika?
– Głównie tak. Jakoś nie lubię ciężarów.
– Też kwestia brata?
– Bingo – odpowiedziałam i w tym momencie zadzwonił mój timer. Wyłączyłam go szybko i uśmiechnęłam się przepraszająco. – Sorry, trening wzywa. Może umówimy się kiedyś na wspólny wypad?
– Jasne, z chęcią! Powodzenia!

Odwrócił się i ruszył z powrotem na swoje stanowisko, a ja włożyłam słuchawkę z powrotem do ucha. Kiedy podchodziłam do drążka na kolejną serię, czułam się naprawdę fajnie. To była zwyczajna, sympatyczna wymiana zdań, ale sprawiła, że od razu polubiłam tego faceta. Był uprzejmy, potrafił normalnie porozmawiać i biła z niego jakaś taka pozytywna, dorosła energia, której często brakowało moim rówieśnikom. Zdecydowanie zapowiadało się na to, że będziemy mieli całkiem niezłe sąsiedzkie relacje.

Godzinę później, po naprawdę solidnym wycisku, zeszłam z maty. Trening wszedł idealnie, głowa była przewietrzona, a mięśnie przyjemnie piekły. Wzięłam szybki prysznic, zmywając z siebie pot, a potem wskoczyłam w swoje ulubione, zwężane szarawary i przewiewną bluzkę. Włosy niedbale związałam  w luźny kok na czubku głowy. Kilka rudych, niesfornych pasm od razu opadło mi na kark i policzki, ale nie miałam siły z nimi walczyć. Zarzuciłam torbę na ramię i wyszłam z szatni.

Tomasz stał oparty plecami o wysoki blat recepcji, z przewieszoną przez ramię sportową torbą. Przeglądał coś w telefonie, ale kiedy tylko usłyszał moje kroki, podniósł głowę. Światło w holu padało na jego twarz, podkreślając mocną linię szczęki i ten kilkudniowy, ciemny zarost. Miał wciąż lekko wilgotne włosy, a cienka, bawełniana koszulka, w którą się przebrał, idealnie leżała na jego szerokich barach. Schował telefon do kieszeni, a jego wzrok powoli, z wyraźnym, choć subtelnym uznaniem przesunął się po mojej sylwetce, zanim wrócił do moich oczu.

Poczułam, jak gdzieś w żołądku robi mi się niebezpiecznie ciepło.
– Czekałeś na mnie, czy to po prostu kolejny zbieg okoliczności? – zapytałam, zatrzymując się tuż przed nim.  
– Zdecydowanie czekałem.

Jego niski głos miał w sobie tę wibrującą nutę, która od razu skracała dystans między nami. Nie uciekł wzrokiem, nie zmieszał się. Patrzył prosto na mnie.

– Pomyślałem, że skoro idziemy dokładnie pod ten sam adres, to trochę głupio byłoby wracać osobno. Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko.
– Zgoda. W drodze powrotnej zawsze raźniej – odparłam, starając się, by mój głos brzmiał tak samo pewnie i swobodnie jak jego.

Przeszliśmy przez przeszklone drzwi siłowni. Wieczorne powietrze było rześkie, niosło ze sobą ten przyjemny, wiosenny chłód, który wibrował w płucach. Ulica była spokojna, skąpana w ciepłym, żółtym świetle latarni. Szliśmy obok siebie, a ja szybko zorientowałam się, że dystans między nami jest znacznie mniejszy, niż wymagała tego szerokość chodnika.

Przy moim metrze sześćdziesiąt osiem rzadko czułam się jakoś bardzo niska, ale Tomasz górował nade mną na tyle, że gdy się do mnie odzywał, musiał lekko pochylać głowę. To sprawiało, że jego słowa trafiały niemal prosto do mojego ucha. Szliśmy równym, niespiesznym krokiem, a nasze ramiona co kilkanaście sekund delikatnie się ocierały.

Każdy taki z pozoru przypadkowy kontakt wysyłał drobny, elektryzujący impuls prosto pod moją skórę. Znałam mowę ciała doskonale – oboje wiedzieliśmy, że moglibyśmy iść dalej od siebie, ale żadne z nas nie zrobiło nawet pół kroku w bok.

– Więc filologia, tak? – zagaił po chwili ciszy, zerkając na mnie z góry. W świetle latarni jego oczy wydawały się jeszcze ciemniejsze. – Muszę przyznać, że wyobrażałem sobie studentki tego kierunku nieco inaczej. Bardziej… powściągliwie. W okularach, z nosem w słownikach i zakopane w grubych swetrach.
– Oceniasz książkę po okładce? – zaśmiałam się, zerkając na niego z ukosa. – Słowniki i grube książki to nasza codzienność, jasne, ale nie da się siedzieć w bibliotece non stop. A ty? Architektura wnętrz brzmi jak zawód dla kogoś, kto musi mieć wszystko pod całkowitą kontrolą.
– Lubię mieć kontrolę – przyznał, a jego ton na ułamek sekundy stał się odrobinę niższy, cięższy. Zawiesił głos akurat na tyle długo, by to zdanie zdążyło zawibrować w powietrzu między nami, po czym uśmiechnął się lekko. – Ale praca z przestrzenią to też improwizacja. Lubię szukać starych rozwiązań, odkrywać, co kryje się pod warstwami farby, i łączyć to z czymś surowym, nowoczesnym. Dlatego kupiłem to mieszkanie naprzeciwko ciebie. Kamienice z lat pięćdziesiątych mają to do siebie, że nigdy do końca nie wiesz, z czym masz do czynienia, dopóki nie zaczniesz kopać głębiej.

Gdy to mówił, jego wzrok znowu zatrzymał się na moich ustach, po czym powoli wrócił do moich oczu. Mój oddech na moment zrobił się płytszy. Ten facet doskonale wiedział, co robi. Rozmawialiśmy o architekturze, ale pod spodem kryło się coś więcej.

– Zgadzam się w stu procentach – powiedziałam, odruchowo poprawiając opadające pasmo włosów. – Włożyliśmy mnóstwo pracy, żeby odnowić moją stronę korytarza, ale nie zabić tego klimatu. Zostawiłam stary, oryginalny parkiet i odsłoniłam czerwoną cegłę w salonie.
– Brzmi nieźle. Może w ramach sąsiedzkiej inspiracji pozwolisz mi kiedyś rzucić okiem, jak to u ciebie wygląda. O ile nie boisz się wpuszczać obcych.
– Zobaczymy, czy zasłużysz, Tomaszu – odparowałam błyskawicznie, zadzierając lekko podbródek. Uwielbiałam tę grę. – Najpierw udowodnij, że potrafisz cicho składać meble, a potem pomyślimy nad zaproszeniem.

Zaśmiał się. Miał ten rodzaj szczerego, głębokiego śmiechu, od którego od razu robiło się cieplej. Gadaliśmy przez resztę drogi, ripostując sobie nawzajem. Był bystry, inteligentny i potrafił słuchać, a jego uwaga była całkowicie, niepodzielnie skupiona na mnie.

Kiedy dotarliśmy do naszej kamienicy i weszliśmy po schodach na trzecie piętro, atmosfera stała się nagle gęstsza. Ciche, przytłumione światło klatki schodowej i zamknięta przestrzeń korytarza zadziałały jak pudło rezonansowe dla naszych oddechów. Zatrzymaliśmy się dokładnie pośrodku, w połowie drogi między drzwiami numer trzynaście i czternaście.

Zapadła ta krótka, charakterystyczna cisza, która pojawia się zawsze, gdy żadne z dwojga ludzi nie chce jeszcze kończyć wieczoru.

Tomasz nie spieszył się z wyciąganiem kluczy. Odwrócił się w moją stronę i oparł szerokim ramieniem o ścianę tuż obok moich drzwi. Znalazł się o krok bliżej, niż wymagała tego zwykła sąsiedzka uprzejmość. Zadarłam głowę, wpatrując się w jego twarz. Czułam ciepło, które od niego biło. Patrzył na mnie w sposób, który sprawiał, że moje serce zaczęło znowu bić tym samym, szaleńczym rytmem, co wczoraj wieczorem pod prysznicem.

Jego spojrzenie zjechało powoli z moich oczu, wzdłuż linii nosa, zatrzymując się na moich ustach. Patrzył na nie tak intensywnie, jakby fizycznie ich dotykał.

– Dzięki za ten spacer, Natalio – powiedział cicho, niemal szeptem, a jego głęboki głos odbił się echem od wysokiego sufitu. – Przyjemnie było wracać we dwoje. Muszę przyznać, że ta kamienica właśnie zyskała w moich oczach ogromny, nieoczekiwany plus.

Zrobiłam minimalny ruch w jego stronę, nawet o tym nie myśląc. Moje ciało po prostu ciągnęło do jego ciepła.

– Zapisałam to sobie – odpowiedziałam równie cicho, krzyżując ręce na piersi i opierając się plecami o swoje drzwi. Głos drżał mi leciutko, zdradzając więcej, niż bym chciała. – Zobaczymy, czy będziesz taki zachwycony, kiedy zacznę uczyć się na głos akcentów o drugiej w nocy. Albo kiedy będę wracać z imprez.

Tomasz przechylił lekko głowę, a na jego usta wypłynął ten powolny, niebezpieczny uśmiech. Zmniejszył dystans o kolejne parę centymetrów. Był tak blisko, że czułam jego miarowy oddech na swoich włosach.

– Jestem bardzo wyrozumiałym sąsiadem. Szczególnie w nocy – mruknął.

Moje serce wykonało fikołka. Napięcie między nami stało się tak gęste, tak namacalne, że wystarczyłoby, by którekolwiek z nas wyciągnęło rękę, a granica zostałaby bezpowrotnie przekroczona. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu przez kilka długich sekund, balansując na tej cienkiej krawędzi.

Jednak Tomasz nie wykonał kolejnego kroku. Zamiast tego, powoli, z niechęcią oderwał plecy od ściany i wyprostował się, dając mi w końcu trochę przestrzeni do oddychania. Sięgnął do kieszeni po klucze.

– Dobrej nocy, Natalio – powiedział, a w jego ciemnych oczach tańczyły iskry rozbawienia i czystego pożądania, z którym wcale się nie krył. – Zregeneruj się po tym treningu.
– Dobrej nocy, Tomaszu – wykrztusiłam, siląc się na uśmiech, choć w środku dygotałam.

Przekręciłam zamek, weszłam do przedpokoju i delikatnie zamknęłam za sobą drzwi. Kiedy usłyszałam, jak zamek w drzwiach naprzeciwko również klika, zamknęłam oczy i oparłam się czołem o chłodne drewno swoich drzwi. Wypuściłam z płuc drżące, długie powietrze. Moje policzki płonęły, oddech był przyspieszony, a sutki pod szarą bluzą były boleśnie twarde.

Ten facet to było chodzące niebezpieczeństwo. Wiedział dokładnie, co robi, jak na mnie patrzeć i co powiedzieć, by doprowadzić mnie na skraj, a potem po prostu odejść i zostawić mnie z tym palącym, wariackim niedosytem.

I najgorsze w tym wszystkim było to, że byłam tą grą absolutnie, całkowicie zachwycona.

Nadalia

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użyła 2555 słów i 14798 znaków. Tagi: #erotyka #opowiadania #romans

Dodaj komentarz