
Ostatnie godziny plażowania, jutro powrót do domu. Pomna słów Ewki na temat Marka i tego jego ”titty fuck” nie uszło mojej uwagi, to jego zainteresowanie jej biustem.
Zerka na nią co chwilkę i pewnie sobie myśli, że tego nie widać. Ja to widzę a i Ewka też skoro specjalnie robi wszystko by mu to ułatwić. Zresztą nic dziwnego troszeczkę sama jej ich zazdrościłam Przy tym jej dużym “C” takim w kształcie łezki, to moje “A”, te dwa małe małe stożki wyglądały raczej mizernie. Satysfakcjonowałoby mnie już średnie B, nie byłabym wtedy Tereską i nie naśmiewał by się z nich Marek, bawiąc się nimi powtarzając często “ z tyłu wypukła z przodu deska, na imię ma Tereska “ No więć zauważyłam że Mareczek poświęca dużo uwagi Ewce, może nawet nie tyle samej jej co jej cyckom. I gdy Ewka z Kajetanem poszli na spacer, ja łapałam rentgeny a Mareczek posypywał mnie gorącym piaskiem, by go potem zdmuchiwać z mojego brzucha co nie powiem ale było bardzo przyjemne i co ukierunkowało moje myśli w wiadomym kierunku i zaskoczyłam go pytaniem.
- A podoba ci się Ewka?-
- Ty mi się podobasz kochanie!- Odpowiedział po dłużej chwili nieco zakłopotany zakłopotany.
- Czyli ona ci się podoba. I ponoć powiedziałeś Kajetanowi, że chętnie byś z nią zrobił na hiszpana? -
- No co ty! Masz śliczne cycuszki uwielbiam je! I nic takiego nie powiedziałem! Kto ci takich głupot naopowiadał? - Widzę że najchętniej zmieniłby temat, ale drążę dalej.
- A co powiedziałeś?
- Anka! To było przy wódce i oboje mieliśmy trochę w czubie, może jakieś bzdury sobie tam opowiadaliśmy, nie pamiętam!
- Ale że przy wódce i że rozmawialiście o nas to pamiętasz! A kim ja dla ciebie jestem, że opowiadasz kumplowi a może nawet i innym kumplom co robimy w łóżku co…. !?
- Tak jak wy byście na nasz temat nie plotkowały!
- Jasne! Jak wy to opowieści z Narnii a my to plotki! No to powiedz mi czy ta według ciebie plotka……., o tym że chętnie byś sie spuścił pomiędzy jej cyckami jest prawdziwa czy to tylko mój wymysł ?
- No dobra rozmawialiśmy o tym tyle że wcale nie mówiłem o sobie tylko spytałem czy ona się na to zgadza.
- Mnie o to nigdy nie pytałeś. - Udałam urażoną co jednak było wielkim wysiłkiem z uwagi na pieszczącą strużkę piasku i nagły przypływ żalu, że mimo szczerych chęci ale nie jest to miejsce by ulżyć mu z tym widocznym wzwodem jego spodenkach, więc rzuciłam hasło do wody. Nie zdążyłam dobiec do brzegu, gdy on już był zanurzony w niej po szyję. A gdy w końcu do niego dotarłam, z trudnością łapiąc grunt pod nogami, - a może to tylko była taka wymówka - wyskoczywszy mu na biodra, jedną ręka trzymając się kurczowo za jego szyję, z pewną nadzieją wsuwam drugą w bokserki. I nadzieja pęka jak bańka mydlana. Bo zamiast tego co jeszcze przed chwilą prężyło się w nich tak dumnie, że mało co a miało by z nich wyskoczyć, znajduję tam tylko coś miękkiego skurczonego. Kurde żal wiadomo co ściska, a taką miałam już ochotę!
***
- Dziś znów serwerownia? - Spytała Ewka gdy schodziliśmy już z plaży spojrzawszy na mnie z dziwnie obiecującym wzrokiem.
- Nie! Dziś drogie panie jesteśmy do waszej dyspozycji, więc po powrocie wystroicie się pięknie bo zabieramy was na kolację, do ponoć najlepszej knajpy w okolicy.
***
Na miejscu są już nasi gospodarze i zostaje przedstawiona towarzystwu i o dziwo bo nagle awansuję na dziewczynę Marka. A wystarczyło zamiast tego “moja dziewczyna Anna”, poprostu Anna i tyle. Ale Marek widocznie jak większość samców, pewnie poczuł się władny zaznaczyć granicę swych włości. Będę musiała chyba zastanowić się co z tym fantem zrobić bo nasz, ten tak zwany “związek” sprowadzał się do przecież do jednego. Mareczek jest miłym facetem ale nie jest tym wymarzonym królewiczem na białym koniu z którym bym miała żyć długo i szczęśliwie. Świetny w łóżku i bardzo dobry przyjaciel, no może trochę więcej niż przyjaciel bo nie kocham się z wszystkimi przyjaciółmi, ale trochę jak na mój gust za trzpiotowaty. Taki że tak powiem jeszcze trochę chłopczyk w krótkich spodenkach mocno bujający w obłokach.
Co do naszych gospodarzy, to faceci nie powiem całkiem całkiem do rzeczy, w każdym razie na pierwszy rzut oka. A co do ich partnerek to szczerze mówiąc, chyba nie były to ich żony. Ale co mi tam, w papiery nikomu nie mam zamiaru zaglądać.
Wino kobiety i śpiew. Można by powiedzieć że tańce hulanki, ale czy swawole? No może co dla niektórych. Były i swawole o czym miałam się przypadkowo okazję przekonać, poszedłszy za potrzebą do toalety. Właśnie podciągałam majtki gdy za drzwiami kabiny rozległ się potężny rumor, obijanie się o ściany, umywalki i już chciałam wyjść z kabiny, myśląc że to jakieś laski się znów pobiły o jakiegoś faceta gdy nagle usłyszałam mniej więcej taki dialog.
Kurdę! Co ty robisz?! Jeszcze ktoś tu wejdzie!- Mówiła ona, na to męski głos, -a przecież to była damska toaleta- wydaje się że jakby znajomy,.
Pieprzyć go! -
Czyli to wcale nie jakieś laski a parka a musiało ich cholernie przypilić bo słyszę jak rumorem pakują się do sąsiedniej kabiny. Zasuwka zamyka się z trzaskiem. I jej ciało, a może jego ciału, albo i obojga obijają się o ścianki. Akcja jaka się tam toczyła była szybka i gwałtowna, a w wyobraźni widzę ją pochyloną rękoma wspartą o sedes, świecącą wypiętym kuperkiem majtki pewnie gdzieś na ziemi. Zarzuconą wysoko na plecy sukienką. A on trzymając ją za biodra, ordynarnie wali w nią sztych za sztychem jak w bęben. I stąd te odgłosy. PLASK - on swoim łonem o jej mokre krocze. ŁUP - to ona, głową o ścianę. A po krótkiej chwili jej głośne “Oooooooh!” i jego “O Q…a!”, Obwieszczają mnie i światu koniec przedstawienia. Po czym odgłos oddzieranego papieru z rolki. Jasne ona musi sobie wytrzeć co nieco. Z zzzzzzzz zasuwanego zamka, on z kolei nie pójdzie przecież z rozwalonym rozporkiem, i oboje jakby nigdy nic grzecznie myją rączki i w małych odstępach jedno po drugim wychodzą. I na mnie przychodzi nagłe olśnienie, ten typek co tu był z tą lalunią to przecież menedżer. Nasz dzisiejszy gospodarz któremu w tańcu łapska ciągle zjeżdżały na moje pośladki, a czasem nawet niżej, a ślinił się przy tym obleśnie waląc przy tym jakieś dwuznaczne teksty. Kim za tym była ta lalunia, którą to tak właśnie obsłużył, bo na pewno żadna z tych, co to z nimi przyszły. Wracającą do stolika przywitał ten jego dwuznaczny uśmieszek, zupełnie tak jakby chcąc powiedzieć “a przecież mogłaś być ty”. Czyli że co? Wiedział że też tam byłam? Gdyby mi nie było żal tej jego dziewczyny, to pewnie odpowiedziałabym mu równie drwiąco. - “Gdybym to była ja, głupi palancie, to siągneła bym ci spodnie a nie uwalała bym ich swoimi soczkami. “-
Chyba nie tylko ja zauważyłam tą, biała plamę na jego rozporku. Zauważyła to pewnie jego towarzyszka, wieszając mu na szyję, jakby starając się go osłonić swoim ciałem, coś mu tam szepcząc do ucha po czym oboje szybko zniknęli. Po niedługiej chwili zaginęła gdzieś w akcji również i ta druga para i zostaliśmy sami. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po parkiecie, gdy Kajetan rzucił hasło nocnego spaceru nad morze. Piękna ciepła noc, rozgwieżdżone niebo a morze spokojne jak nigdy. Nie ma ogłuszającego szumu wiatru, odgłosu fal i mewy nie drą swego dzioba. Nic, tylko zakochać się i umrzeć. Przysiedliśmy w koszach hotelowej plaży gdy nagle nasi chłopcy ściągając na wyścigi z siebie ciuchy, zaproponowali wspólną kąpiel. My, że nie, że pewnie zimno, że nie mamy strojów. Oni że też ich nie mają i przecież nikt nas tu nie widzi, raz że ciemno a dwa, że oprócz nas nikogo i tak tu nie ma. A widząc brak entuzjazmu z naszej strony pognali na golasa do wody.
- Tylko się nam tam nie potopcie!- Krzyknęła za nimi Ewa i zmiana tematu.
- Ładnie mu zaprawiłaś te spodnie! Było chociaż warto? - Czyli Ewka również zauważyła
- No co ty! - Zaprotestowałam.
- A kto? Cały wieczór aż się prawie ślinił do ciebie, a w tańcu, to jak tylko mógł, to obmacywał cię po tyłku, a zauważyłam że zbytnio się nie opierałaś. I raptem oboje znikacie. Chyba mi nie powiesz, że gadaliście tam o pogodzie.....?
- To nie byłam ja!
Nie ty……..? O ja pierdolę! To była ta blondyna? Ta z kusą kiecką, że prawie całą małą było jej widać? -
- Nie wiem? Nie widziałam, ich tylko słyszałam. Byłam siku, jak wpadli do kabiny obok.
- Jasne! Tylko coś cholernie długo to trwało.
- Nie mogłam wyjść, by się nie zorientowali że ktoś tu jeszcze jest. -
- To musiała być ona! Na bank ona! Cały czas wodziła za nim swoimi ślepiami. A potem, jakiś mocno wkurwiony facet, chyba mąż, o mało jej nie przyłożył i szybko się zmyli. A to ci mała q…wka! -
- Ale ten cały twój Mareczek, to się specjalnie nie zmartwił tym, że tak nagle zginełaś i długo cię nie ma.
- Nic dziwnego, cały czas zaglądał ci między cycki, to w głowie miał pewnie widok, jak je zaciskasz dłońmi na jego fiucie, a nie gdzie ja się podziałam. - I obie nas opanował niepohamowany śmiech.
- Co wam tak wesoło?- Spytał Kajetan - Podzielcie się tym z nami też chętnie się pośmiejemy. -
Obaj panowie stali przed nami otrząsując się z wody, bez cienia wstydu prezentując, prawie przed naszymi nosami swoje męskie atrybuty, odbijające się o ich uda.
- Woda cieplutka jak widzę. - Trudno było wyczuć, czy to miało być z strony Ewy pytanie czy stwierdzenie faktu, a widząc ich pytające miny dodała.
- Bo te wasze termometry nie skurczyły się za bardzo. -
- Mówisz, jakbyś miała ochotę zmierzyć sobie nim temperaturę. - A tego po moim Mareczku się nie spodziewałam a i Ewka pewnie też nie. Tylko po Kajetanie widać było, że nie jest tym wcale zaskoczony. Czyżbyśmy znów były tematem ich rozmów?
- To co zbieramy się? W głosie Ewki czuć było zaskoczenie ta obscesową odzywką Marka. Ale wstając odzyskała rezon i odszczekneła się mu ostro.
- Mareczku…..To pytanie, czy to miała być jakaś konkretna propozycja? Bo jak propozycja, to raczej kiepska i chyba spóźniona. - Z kolei Mareczkowi mowę odjęło. - Anka! Idziemy! - I obie, brodząc w wodzie z szpileczkami w dłoniach ruszyłyśmy w stronę naszego hotelu, zostawiając naszych panów daleko z tyłu.
- Oni wszyscy mają tylko jedno w głowach. Myśli sobie taki jeden z drugim, że jak rzuci durne hasło, to my już całe w skowronkach i zaraz rozkładamy przed nimi nogi.- Nie wiem czy powiedziała to w złości czy zawiedziona.
- Gadasz tak, jakby mała cię nie swędziła. - Mówiąc to obejrzałam się za nimi ale musieli być chyba daleko za nami bo w tych ciemnościach nigdzie nie było ich widać.
Gdy wróciłyśmy do pokoju jako pierwsza zajęłam prysznic. Stojąc pod strugami ciepłej wody, ciągle mając przed oczyma te dwa obijające się o ich uda fiuty, z paluszkami tam głęboko, wyobrażałam sobie, że właśnie jestem brana przez Kajetana.
- Oj, chyba wiem o czym teraz myslisz? - Ja pierdzielę byłam tak sobą zajęta tymi myślami, że nawet nie zauważyłam jak Ewka wślizgnęła się do kabiny. Zesztywniałam i odruchowo zacisnąwszy mocno uda chwyciłam jej dłoń, bo to jej paluszki czułam w sobie, nie pozwalając jej na więcej.
- A nie miała byś czasem ochoty na taką mała zamianę? Bo ja od razu mówię że tak, ale nie zrobię nic, czego ty byś nie chciała. -
Szepnęła mi do ucha, jednocześnie delikatnie przy szczypując jego małżowinę ząbkami. Wiem że powinnam powiedzieć to swoje -NIE!! Nie jestem taka.- Ale jaka jestem. Jeśli zamiast tego NIE, milczę jak grób a moje ciało przestaje mnie słuchać? I uda się rozluźniają a moja dłoń, zaciśnięta na jej dłoni zamiast odsunąć natręta, to wprost przeciwnie, wcale nie chce by z stamtąd zniknęła. Małpa to widzi, czuje i wie, a robiąc we mnie swoimi paluszkami, to swoje “chodź do mnie” sprawia, że wprost pożądam jej tu i teraz. Tylko dlaczego Ale jej paluszki wycofały się równie szybko jak się pojawiły, gdy usłyszałyśmy dochodzące zza drzwi łazienki odgłosy, zwiastujące wejście naszych panów.
Ewka wyszła pierwsza a ja po jakimś czasie, zastając całe to towarzystwo w bardzo dwuznacznej sytuacji. Panowie tylko w bokserkach, obaj rozwaleni na kanapie. Ewka siedzi bokiem na kolanach Kajetana z kieliszkiem Prosecco w doni. Z nogami na kolanach Marka z spoczywającą na jej udzie - niebezpiecznie wysoko spoczywającą- dłonią mojego Mareczka, lubieżnie wpatrzonego w jej cycki wychylające się spod szlafroczka.
- Siądziesz i napijesz się z nami?- Pyta z tym swoim kusicielskim uśmieszkiem, z ociąganiem zdejmując swe nóżki z kolan Marka, widać że chyba nieco zawiedzionego ale z widocznym pod jego bokserkami wzwodem. Siadam więc na zwolnione miejsce na jego - Kurna, chyba to moje kolana!- i wiercąc kuperkiem staram się pośladkami wymacać to jego podniecenie. Trochę zdezorientowana,spoglądam na nią. A ona upiwszy prosecco z kieliszka nie połyka tylko odchyliwszy się do tyłu podaje swe pełne usta Kajetanowi, który spija je z jej ust, dosłownie wysysając je z nich do ostatniej kropli. Jednocześnie rozsuwając szerzej jej szlafroczek, obnaża te jej piękne pełne pierwsi w całej okazałości. I robi to z całkowitą premedytacją do tego bezczelnie obserwując moją, czy może raczej Marka reakcję. Nie musiałam wcale tego sprawdzać, bo doskonale czułam na swoich pośladkach jak Marek zareagował na ten widok. Z niego to zresztą też niezły gagatek. Rozwiązuje paseczek szlafroczka, odsłaniając do niby tak przypadkiem, odsłaniając mnie całą, nabrzmiałe piersi z sterczącymi suteczkami, mój meszek, i bawiące się nim jego paluszki. Powinnam jakoś zareagować? Nie wiem, może należało się zerwać, poprawić szlafroczek i opieprzyć zboka, zakryć to, co nie na sprzedaż a co miało być dla niego, i tylko dla niego! I wyjść obrażona! Tak podpowiada rozum! Tyle że rozum to jedno, a świdrujące mi ciągle w głowie, to jej - A nie miałbyś ochoty na zamianę? i mając ciągle jeszcze przed oczyma to coś, co Ewka trzymała w ustach. A na dodatek jeszcze ten odciskający się na moich pośladkach wzwód Marka, to drugie.
Wszystko to razem wywołują bunt w moim ciele. I ono nie słucha już rozumu tylko robi swoje. Rozchylające się drżące uda, eksponują już w całej okazałości moje mocno już nabrzmiałe i skrzące się oznakami całkowitej uległości płatki róży a te jakby zapraszały. Ba! Wprost błagały weź mnie. A Ewka nie próżnuje, klęcząc między nogami Kajetana mając to jego monstrum w ustach zupełnie tak jakby się mściła by pochłonąć go całego, pracuje głową w górę i w dół. A z tego co widać i słychać nie daje rady. I gdy już jest ten moment. Że wyprężony, zagryzająć do białości wargi wstrzymuje oddech mając dojść, Ewka zamiast dać mu upust i ulżyć w “cierpieniu” nagle nieruchomieje. I zaciskając paluszki gdzieś u nasady jego prącia powstrzymuje wytrysk, wypuszczając go z ust, odwraca głowę spoglądając na mnie, widząc moją ekscytację, z tym swoim figlarnym uśmieszkiem na ustach, jakby chciała powiedzieć do mnie - A to dla ciebie kochana- jakby nigdy nic wstaje. Chwyta moją dłoń podając ją Kajetanowi, który stara się delikatnie przyciągnąc mnie do siebie. A ja spojrzawszy na Marka, trzymając się kurczowo jego dłoni, niemo, wzrokiem wołam, - pomocy, obroń mnie, nie pozwól na to.- I już wiem że na próżno proszę, błagam, gdy z uśmiechem od ucha do ucha puszcza moją dłoń i ląduje obok Kajetana. Jeszcze mam szansę, jeszcze mam okazję się uratować ale gdy bierze mnie na ręce i niesie do ich pokoju wiem że już przepadłam i nic mnie nie uratuje. Wtuliwszy się w jego szyję już nie protestuję. To zupełnie tak jak ta scena balkonowa w Dzikiej Orchidei gdzie główna bohaterka Emily kurczowo trzyma się kraty, spoglądając przez nią w dół na próżno wzrokiem błaga stojącego tam Jamesa o ratunek. Tak samo dla mnie już też nie było ratunku. Kopnięte przez Kajetana drzwi zatrzasnęły się za nami z łoskotem, zostawiając za nimi swe wszelkie rozterki, zabrałam ze sobą już tylko pożądanie.
***
I tradycyjnie już jak w poprzednich częściach prośba o kciuk w górę lub w dół, w zależności jak to ocenisz, a już szczytem mego zadowolenia będzie choć króciutki komentarz od serca.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
GMeloni
Czekam na resztę z niecierpliwością!