Taka pora

Taka poraLubię, gdy lato altruistycznie oddaje się w całości ziemi, by ta wykrzesała niezliczone płody, przykryła się zamaskowała, ubrała w tęczę ziół.  
Obchodzę z daleka by nie zniweczyć jej trudu, drewnianym krokiem, nieprzemyślanym stąpnięciem, zatwardziałej natury.


        Pochylam głowę, gdy sierpień prezentuje mi podsumowanie współpracy, patrząc z dumą i rozmachem zatacza kręgi swej kulminacji.  
To on zwieńcza dzieło, to na nim spoczywa dopilnowanie, swym żarem, wymuskaniem, nadaje kolorytu i smaku, by każdy o swym sadzie marzył.


        Jeszcze tylko kilka chwil, a i słonecznik nabierze wigoru, godziny bezczynności, pływającego powietrza, światła wsiąkającego w każdy cień, który skulony szuka wytchnienia.  
Wytrzymam dla nich, niech to trwa, przecież to dla nich ważne, to ich arena, niech się wystroją, podokazują, czekały cały rok.


       I nalegam by nikt tego nie zmieniał, niech to trwa, wstrzymajcie ten cykl, ja nie chcę by zbierano, zrywano, ogołocono ziemię.  
Nie czekam na wrzesień by przyprawił mnie o dreszcze, zmusił do rozsądku, porankiem narzucił odzienie, chcę chłonąć ten czas

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 191 słów i 1137 znaków.

Dodaj komentarz