
Jednak ten konkretny, upalny piątek w biurze od samego rana pachniał grzechem. Klara musiała wyjść tuż po południu, miała do ogarnięcia ważne sprawy na uczelni, co zostawiało mnie i szefową w trybie bolesnego, biurowego sam na sam. Postanowiłam, że nie ułatwię jej tego dnia ani trochę.
Ubrałam się z premedytacją. Czarna, idealnie dopasowana garsonka z kusą, o wiele za krótką, powyżej kolan spódniczką i śnieżnobiała koszula, której dwa górne guziki rozpięłam pod pretekstem letniego skwaru. Pod spodem kryła się moja mała tajemnica: czarna, bezwstydnie koronkowa bielizna, usztywniany stanik mocno unoszący piersi i skąpe stringi, do których dopięłam pończochy z bogato zdobioną manszetą. Włosy upięłam wysoko w elegancki kok, przewiązując go satynową, czarną kokardą, a na nogi wsunęłam klasyczne, nieziemsko wysokie szpilki.
Od dziewiątej rano prowadziłam z Martą bezwzględną, cichą wojnę psychologiczną. Siedząc przy swoim biurku, naprzeciwko jej przeszklonego gabinetu, co chwilę zakładałam nogę na nogę, pozwalając, by kusa spódniczka podjeżdżała niebezpiecznie wysoko, obnażając gładź uda tuż pod linią pończoch. Bawiłam się kołnierzykiem koszuli, powoli przesuwając palcem po obojczyku, a gdy tylko czułam na sobie jej wzrok, patrzyłam jej prosto w oczy szelmowsko, z drapieżnym uśmiechem, powoli przygryzając dolną wargę lub zwilżając ją językiem.
Szefowa była niesamowita. Wyglądała jak ikona biznesowej elegancji: szara garsonka, równie dopasowana spódniczka, czarna jedwabna koszula i beżowe pończochy kończące się w czarnych, lakierowanych szpilkach. Włosy miała spięte w nienaganny, gładki kok, ale tym, co rozgrzewało mnie do czerwoności, były jej okulary w ciemnych oprawkach. Siedziała w nich za biurkiem, co dodawało jej niesamowitej, surowej drapieżności. Na moje zaczepki odpowiadała kamienną twarzą, gdy obok kręcili się pracownicy, ale jej spojrzenie zza szkieł paliło żywym ogniem.
Moje przypuszczenia potwierdził komunikator, który co chwilę pulsował na moim monitorze:
- „Marta, jeśli jeszcze raz poprawisz ten kołnierzyk w ten sposób, zamknę cię w archiwum i osobiście sprawdzę, co masz pod tą białą koszulą. Siedź prosto.”
W odpowiedzi przesłałam jej tylko emotikonę diabełka, po czym dyskretnie wyciągnęłam telefon i napisałam SMS-a do Klary:
-„Szefowa zaraz mnie zje wzrokiem w tym biurze. Wracaj do nas szybko po uczelni, dopisz się do tego popołudniowego grafiku, bo czuję, że będzie piekielnie gorąco... 🔥😉”
Godziny mijały, aż w końcu wybiła siedemnasta. Biuro powoli pustoszało. Słyszałam rzucane z korytarza „Miłego weekendu!”, dźwięki wyłączanych komputerów i stukot zamykanych drzwi. W końcu odszedł ostatni pracownik z mojego rzędu, a na open space osiadła gęsta, popołudniowa cisza, mącona jedynie szumem klimatyzacji i promieniami słońca przedzierającymi się przez żaluzje. Zostałyśmy zupełnie same.
Nie czekałam ani sekundy. Wstałam od swojego stanowiska, pozwalając, by szpilki wybiły na parkiecie powolny, prowokujący rytm. Podeszłam do biurka kolegi, który wyszedł przed momentem, tuż przy szklanej ścianie gabinetu szefowej. Oparłam się o blat tyłem, półsiedząc, i spojrzałam na nią przez szybę. Moje oczy płonęły. Z pełną gracją, powolnym ruchem dłoni chwyciłam za rąbek czarnej spódniczki i podciągnęłam ją wysoko, obnażając uda. Koronkowe, czarne manszety moich pończoch i idealnie zarysowane biodra w czarnych stringach błysnęły w słońcu.
Dla Marty to była płachta na byka. Zobaczyłam, jak jej ciało natychmiast tężało. Przez sekundę patrzyła na moje uda, a jej oddech gwałtownie przyspieszył. Wstała zza biurka płynnym, drapieżnym ruchem. Nie zdjęła okularów, zostawiła je na nosie, co w połączeniu z tym, jak ostro błyszczały w nich jej oczy, wyglądało absolutnie hipnotyzująco. Poprawiła klapy szarej marynarki z zachowaniem swojej lodowatej elegancji, wyszła z gabinetu i pewnym, głośnym stukotem szpilek zaczęła zmierzać prosto w moim kierunku...Stukot jej szpilek cichł z każdym krokiem, aż w końcu zatrzymała się tuż przede mną. Przestrzeń między nami skurczyła się do kilku centymetrów, wypełniona zapachem jej ekskluzywnych perfum i ciężkim, elektryzującym napięciem. Szefowa stanęła tak blisko, że jej uda, opięte szarym materiałem spódnicy, otarły się o moje nagie, odsłonięte ciało. Przez moją skórę przeszedł potężny, elektryzujący dreszcz.
Marta zmierzyła mnie wzrokiem zza okularów, które uniosły jej profesjonalny chłód do rangi czystej, drapieżnej dominacji.
— Pamiętasz, co pisałam ci na komunikatorze? — odezwała się niskim, aksamitnym głosem, w którym nie było już śladu biurowego dystansu. — Ostrzegałam, żebyś siedziała prosto, Marto. Uśmiechnęłam się szelmowsko, mocniej opierając dłonie o krawędź biurka i prowokująco kołysząc biodrami przeciwko jej udom.
— Ostrzeżenia szefowej zawsze traktuję bardzo poważnie… ale klimatyzacja dzisiaj wyjątkowo słabo działa. Musiałam trochę przewietrzyć atmosferę.
— Przewietrzyć? — Marta uniosła brew, a jej dłoń, powoli i z nienaganną gracją, powędrowała w stronę mojej twarzy. Jej długie palce wsunęły się w moje włosy tuż przy satynowej kokardzie, delikatnie pociągając za pojedyncze kosmyki, by zmusić mnie do odchylenia głowy w tył. Potem zsunęła dłoń niżej, na moją szyję, kciukiem naciskając na pulsującą tętnicę.
— Zrobiłaś z tego biura klatkę, w której trzymałaś mnie zamkniętą przez osiem godzin. To nie były warunki do pracy.
— To były warunki do zbierania nadgodzin — wyszeptałam, a mój oddech przyspieszył, gdy poczułam ciepło jej skóry.
Szefowa nie odpowiedziała słowem. Jej druga dłoń spoczęła na kołnierzyku mojej białej koszuli. Zaczęła bawić się materiałem, muskając palcami brzeg marynarki, po czym powolnym, metodycznym ruchem odpięła trzeci guzik. Potem czwarty i kolejna. Rozchyliła boki koszuli z taką precyzją, jakby otwierała najważniejszy kontrakt w swojej karierze, wydobywając na powierzchnię mój biust uwięziony w czarnym, koronkowym staniku. Kontrast śnieżnej bieli materiału z głęboką czernią koronki i bladością mojej skóry sprawił, że Marta na moment wstrzymała oddech. Jej oczy zza szkieł pociemniały do granic możliwości.
— Twój grafik na dzisiejsze popołudnie właśnie został przejęty — mruknęła, po czym pochyliła się i bezwzględnie przywarła swoimi ustami do moich.
Pocałunek był długi, głęboki i niesamowicie zachłanny, jakby nadrabiała każdą minutę dzisiejszego czekania. Nasze języki natychmiast odnalazły się w drapieżnym, doskonale znanym tańcu, a z moich ust wyrwało się ciche, stłumione westchnienie. W tym samym momencie jej dłonie, dotąd tak eleganckie i powściągliwe, mocno objęły moje piersi przez koronkę stanika. Ścisnęła je zaborczo, badając ich ciężar i sprawiając, że moje ciało bezwiednie wygięło się w łuk na biurku kolegi, szukając jeszcze mocniejszego oparcia w jej ciele. Szpilki stukały głucho o podłogę, gdy próbowałam zacieśnić ten uścisk. Nie przerywając pocałunku, Marta przesunęła dłonie na moje plecy, przyciągając mnie do siebie tak mocno, że czułam bicie jej serca. Kiedy w końcu oderwała się od moich ust, zostawiając je wilgotne i rozgrzane, zeszła zmysłowymi, palącymi pocałunkami niżej wzdłuż linii podbródka, przez pulsującą szyję, aż po dekolt. Moje serce waliło jak oszalałe. Słyszałam swój własny, rwany oddech roznoszący się po pustej otwartej przestrzeni. Szefowa sprawnym ruchem kciuków zsunęła miseczki czarnego stanika w dół, całkowicie obnażając moje piersi. Zachodzące słońce, wpadające przez żaluzje, oświetliło moją skórę, a Marta, nie czekając ani chwili, nabożnie schyliła głowę. Jej ciepły język zaczął kreślić powolne okręgi wokół mojej brodawki, drażniąc ją i doprowadzając mnie do szaleństwa. Po chwili zamknęła usta wokół spiętego, twardego sutka, delikatnie go ssać i podgryzając.
— Marta… ach… — wyjęczałam cicho, a moje palce kurczowo zacisnęły się na szarym materiale jej marynarki na plecach, gniotąc idealnie skrojoną tkaninę.
Moje biodra, wciąż uniesione i oparte o biurko z odsłoniętymi pończochami, zaczęły pulsować w rytm jej zmysłowych ruchów. Czułam, jak cała wilgoć i napięcie z całego dnia zbierają się w jednym miejscu, a obecność jej okularów, które co chwilę delikatnie ocierały się o moją klatkę piersiową przy każdym ruchu jej głowy, nadawała tej biurowej profanacji absolutnie nieziemski, drapieżny wymiar.
Błoga fala rozkoszy rozlała się po moim ciele z taką siłą, że szara marynarka Marty w końcu bezwładnie opadła z jej ramion na podłogę. Nie zamierzałam jednak pozostać bierna. Moje dłonie, dotąd zaciskające się na jej plecach, powędrowały na gładki materiał jej czarnej, jedwabnej koszuli. Gorączkowo, z dreszczem ekscytacji, zaczęłam rozpinać guzik po guziku, aż materiał ustąpił. Wsunęłam dłonie pod tkaninę, natychmiast obejmując jej piękne, pełne piersi uniesione w eleganckim staniku. Marta cicho westchnęła, gdy zaczęłam obsypywać jej dekolt i gładką skórę nad brzegiem bielizny palącymi pocałunkami. Na ułamek sekundy oderwałyśmy się od siebie, łapiąc z trudem rzężące w piersiach powietrze, tylko po to, by za chwilę znów zderzyć się w łapczywym, pełnym drapieżnej tęsknoty pocałunku.
Gdy nasze języki ponownie splatały się w zachłannym tańcu, szefowa zsunęła dłonie niżej, znów skupiając całą swoją uwagę na moich nagich piersiach, a ja oplotłam ramionami jej szyję, całkowicie poddając się jej pieszczotom. Biurowy profesjonalizm legł w gruzach. Chwilę później, działając w idealnym, gorącym porozumieniu, pomogłam jej zrzucić resztę krępujących ubrań koszula i stanik Marty dołączyły do marynarki na podłodze. Teraz to ja, spragniona jej smaku, pochyliłam się nad jej obnażonym ciałem, pieszcząc ustami jej idealne piersi, by po chwili znów wrócić wyżej i pić rozkosz wprost z jej rozgrzanych warg.
Wtedy, w tej gęstej od pożądania ciszy przestrzeni, rozległ się cichy stukot sznurowanych botków na stabilnym słupku i dobrze znany, melodyjny głos:
— No i proszę… a ja się bałam, że ominie mnie najlepsza część zebrania.
Obie z Martą gwałtownie odwróciłyśmy głowy w stronę wejścia. W progu biura stała Klara. Wyglądała obłędnie, dopasowana spódniczka podkreślała jej biodra, biała bluzka idealnie współgrała z ognistym kolorem jej włosów, a spod rąbka materiału błyskały zmysłowe pończochy. Szefowa, wciąż mając na nosie okulary, które teraz wyglądały nieziemsko w zestawieniu z jej nagim biustem, uśmiechnęła się z szelmowską pewnością siebie. Odpowiedziałyśmy jej czymś równie figlarnym, zapraszając wzrokiem do naszego małego grzechu. Klara nie kazała na siebie długo czekać. Podeszła bliżej, a stukot jej obcasów odliczał sekundy do ostatecznego zatracenia. Stanęła tuż obok szefowej. Jej smukły palec powoli, z niesamowitą czułością i bezczelnością zarazem, zaczął kreślić kręgi wokół brodawki Marty, pieszcząc całą jej pierś. Na naszych twarzach pojawiły się szerokie, zmysłowe uśmiechy. Byłyśmy z powrotem w swoim żywiole. Chwilę później Klara uniosła głowę, jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem szefowej i obie złączyły się w głębokim, pełnym namiętności pocałunku. Stałam tuż obok, oparta o biurko, ociekająca pożądaniem, a widok moich dwóch partnerek – eleganckiej szefowej w okularach i bezwstydnie pięknej, rudej Klary, całkowicie zatraconych w sobie rozpalał mnie do czerwoności. Moje ciało drżało od samego patrzenia. Klara doskonale to zauważyła. Przerwała na moment pocałunek z Martą, jej oczy błysnęły dziką satysfakcją na widok mojego podniecenia, i natychmiast odwróciła się w moją stronę, wpijając się w moje usta ze spragnioną, drapieżną pasją. Głęboki, zachłanny pocałunek z Klarą trwał dłuższą, hipnotyzującą chwilę, w której cały świat poza tym biurem przestał istnieć. Czułam na języku słodki smak jej pragnienia, a gdy w końcu oderwała się od moich ust, zeszła zmysłowymi, palącymi pocałunkami niżej, przez mocno pulsującą szyję, obojczyki, aż po moje całkowicie odsłonięte, rozgrzane piersi. Klara działała z bezczelną, niesamowitą precyzją. Jej język zaczął czule i gorąco oplatać brodawkę, zataczając coraz ciaśniejsze kręgi, by po chwili zamknąć usta wokół spiętego sutka i delikatnie go ssać. Moje ciało zareagowało natychmiastowo i potężnie. Z moich ust wyrywały się ciche, urywane jęki, a ręce same, bezwiednie, mocno dociskały głowę Klary do mojego biustu, szukając jeszcze głębszego, bardziej intensywnego dotyku. Każde pociągnięcie jej języka wysyłało palący impuls prosto w dół mojego brzucha.
W tym samym czasie szefowa, zachowując swoją niesamowitą, drapieżną zimną krew, płynnym ruchem zepchnęła na bok podkładki i dokumenty, błyskawicznie czyszcząc blat biurka, by przygotować dla nas idealną przestrzeń. Widząc to, Klara na moment uniosła się i ponownie wpiła w moje usta głęboko, zachłannie, dzieląc ze mną smak mojej własnej rozkoszy. Gdy tylko oderwały się od siebie, Klara bez wahania wróciła do pieszczoty mojej jednej piersi, zatapiając się w niej bez reszty, a wtedy dołączyła do niej szefowa. Marta pochyliła się z drugiej strony i w dokładnie ten sam zmysłowy, dopracowany sposób zajęła się moją drugą piersią. Okulary szefowej muskały moją skórę, a dwa gorące języki pracowały na moich brodawkach w niesamowitym, zsynchronizowanym rytmie. To była prawdziwa kulminacja błogiej, nieskazitelnej pieszczoty. Czułam się całkowicie obnażona, zawieszona między ich ustami, z ciałami drżącymi od natłoku emocji. Moje plecy wygięły się w łuk na gładkim blacie biurka, biodra bezwiednie pulsowały w powietrzu, a palce zaciskały się we włosach obu kobiet jednocześnie. Fala absolutnej czułości, pożądania i zmysłowej dominacji przelewała się przez moje piersi. Moje serce waliło w szaleńczym tempie, oddech stał się płytki i rwany, a w głowie miałam już tylko czystą, pulsującą błogość, niosącą mnie prosto w objęcia nieuchronnego uniesienia.
Równowaga w naszym tercecie była czymś absolutnie magicznym. W jednej chwili leżałam rozedrgana na biurku, a już po sekundzie, bez słów, przeniosłyśmy cały ciężar tej namiętności na naszą rudą nimfę. Obie z szefową, jak na zawołanie, skupiłyśmy całą uwagę na Klarze. Zbliżyłyśmy się do niej z dwóch stron. Moje dłonie, wciąż drżące od emocji, oraz smukłe, pewne palce Marty odnalazły guziki jej białej koszuli. Rozpinałyśmy je powoli, z namaszczeniem, pozwalając, by delikatny materiał zsunął się z jej ramion. Oczom naszym ukazał się widok zjawiskowy głęboko czarny, koronkowy stanik, który idealnie oplatał i eksponował jej kształtne, jędrne piersi. Gładziłyśmy ją w milczeniu. Moje dłonie i dłonie szefowej krzyżowały się na jej rozgrzanej skórze, kreśląc czułe okręgi. Klara wstrzymała oddech, a jej brzuch uniósł się i opadł w gwałtownym drżeniu. Kiedy powoli zaczęłyśmy obsuwać ramiączka i materiał bielizny, odsłaniając ją całkowicie, z jej gardła wydobył się cichy, gardłowy mruk zachwytu. Nie czekałyśmy ani chwili dłużej. Pochyliłyśmy się nad nią jednocześnie, każda z nas zajęła się jedną piersią. Ja zatopiłam usta w jej prawej brodawce, pieszcząc ją miękko językiem, podczas gdy szefowa z tą swoją elegancką drapieżnością wpiła się w lewą. Ciało Klary zareagowało natychmiastowo, wygięła się w łuk, jej dłonie wplątały się w nasze włosy, a rwany, głośny oddech wypełnił całą przestrzeń pustego biura. Mruczała jak kotka, poddając się tej podwójnej, symetrycznej pieszczocie.
Na moment przerwałyśmy ten rytuał, by zderzyć się w ustach. Całowałyśmy się naprzemiennie, głęboko i słodko. Moje usta odnajdywały Klarę, po chwili Martę, aż w końcu złączyłyśmy się w jednym, niesamowicie intymnym pocałunku we trzy, mieszając nasze oddechy i smaki. Po tym powiewie wspólnej bliskości wróciłam do tego, co zaczęłam. Zniżyłam głowę ku piersi Klary, skupiając się całkowicie na ssaniu i powolnym, drażniącym lizaniu spiętego sutka. Klara drżała pod moim dotykiem, jęcząc cicho. Szefowa tymczasem przeniosła swoje usta na jej pulsującą szyję, składając tam gorące pocałunki, podczas gdy jej dłoń pewnie ujęła i delikatnie ściskała drugą pierś Klary, potęgując jej rozkosz. Chwilę później usta Marty zeszły z szyi i odnalazły wargi naszej rudej piękności. Zaczęły się całować niezwykle namiętnie, z pasją, która gęstniała z każdą sekundą. Leżałam u ich stóp, całkowicie pochłonięta pieszczotą piersi Klary, czując pod palcami szybsze bicie jej serca i widząc nad sobą, jak te dwie cudowne kobiety zatracały się w swoim własnym, gorącym pocałunku.
Nastroje i role zmieniły się płynnie, w idealnie rozstrojonym, bezsłownym rytmie. Szefowa z gracją położyła się na wyczyszczonym blacie biurka, oddając nam całkowitą kontrolę. Obie z Klarą pochyliłyśmy się nad nią jednocześnie, niczym dwie kapłanki pieszczoty. Zatopiłyśmy usta i języki w jej odsłoniętych piersiach, dzieląc się symetrycznie jej skrzyżowanym zmysłowością ciałem. Usta Marty zza okularów drżały w zachwycie, a jej oddech przyspieszył, gdy zataczałyśmy gorące kręgi wokół jej spiętych brodawek. Od czasu do czasu odstępowałyśmy od jej piersi, by naprzemiennie wpiąć się w jej rozgrzane wargi – raz Klara, raz ja, kradnąc głębokie, słone od pożądania pocałunki.
W pewnym momencie zeszłam pocałunkami niżej, po jej gładkim brzuchu, aż do pasa garsonki. Spojrzałam na Martę zza jej u ud, nasz kontakt wzrokowy był szelmowski, pełen obietnicy i czystej prowokacji. Z uśmiechem i zgrabnym, wyćwiczonym ruchem rozpięłam i zsunęłam z niej ołówkową spódniczkę. Oczom naszym ukazały się w całej okazałości jej długie, niesamowicie zgrabne nogi opięte w beżowe pończochy i wykończone czarnymi, lakierowanymi szpilkami. Klara nie przestawała zajmować się górną częścią jej ciała, jej język błądził między piersią a wrażliwą skórą szyi szefowej, doprowadzając ją do miękkich mruków. Marta z kolei, czując rosnącą temperaturę, zaczęła figlarnie bawić się koronkową gumką swoich beżowych stringów. Podeszłam do tego z absolutnym namaszczeniem. Zmysłowym, niespiesznym ruchem zaczęłam zdejmować z niej bieliznę, powoli zsuwając ją po jej udach. Gdy stringi opadły, delikatnie rozchyliłam jej uda, gładząc dłońmi aksamitną skórę wokół i miękki brzuszek. Zniżyłam głowę, aż mój oddech parzył jej najbardziej intymne miejsce. Czułam i widziałam, że była już całkowicie wilgotna i bezwstydnie rozpalona. Nie każąc jej czekać ani chwili dłużej, zatopiłam usta w pieszczocie jej kobiecości. Mój język odnalazł jej wrażliwy punkt, kreśląc powolne, głębokie i zachłanne ruchy, podczas gdy Klara w górze trzymała ją za ręce, podtrzymując jej pocałunki i pieczętując nasz biurowy grzech. Ciało szefowej falowało na biurku jak struna poddana najwyższej próbie. Każde pociągnięcie mojego języka wywoływało u niej gwałtowny dreszcz, rwany oddech i głębokie, bezwstydne jęki, które niosły się głuchym echem po cichej przestrzeni. Zatapiałam się w jej wilgotnej zmysłowości z absolutnym zachwytem. Ten smak uzależniał za każdym razem tak samo mocno, wyzwalając we mnie dziką, drapieżną dumę. W tym samym czasie Klara z niesłabnącą pasją rozpieszczała górę jej ciała. Jej usta i gorący język zatracały się w pieszczocie piersi szefowej, doprowadzając ją do absolutnego szaleństwa. Spoglądając z dołu, między opiętymi w pończochy udami Marty, miałam idealny widok na ten zmysłowy spektakl. Widziałam, jak szefowa, całkowicie odurzona błogim stanem, poczuła przemożną potrzebę odpowiedzenia dotykiem na dotyk. Nie przerywając mojej pieszczoty, odchyliła głowę w bok i lekko obkręciła ciało, idealnie ustawiając sobie piersi Klary na wysokości własnych ust. Zaborczo i łapczywie wpiła się językiem i wargami w rozgrzaną brodawkę naszej rudej nimfy. Klara wydała z siebie cichy, piskliwy oddech zachwytu, gdy obie kobiety połączyły się w tym wzajemnym, odurzającym tańcu ust i piersi, podczas gdy ja z dołu niezmiennie dyktowałam głęboki, pulsujący rytm tej biurowej symfonii.
Nagle, w samym środku tego zmysłowego szaleństwa, poczułam na swoich wargach ciepły, wilgotny język Klary. Pochyliła się tak nisko, że nasze usta spotkały się dokładnie nad samym centrum kobiecości szefowej. Całowałyśmy się głęboko, zachłannie, dzieląc się jej smakiem i zapachami, a nasze języki przeplatały się w niesamowitym tańcu tuż nad jej rozgrzaną skórą. Klara z idealną precyzją przejęła inicjatywę. Jej język zaczął czule, zwięźle i rytmicznie pieścić nabrzmiałą łechtaczkę Marty. Nie zwlekając, wsunęłam dwa palce w jej gorące, ociekające wilgocią wnętrze. Zgrałyśmy nasze ruchy w jeden perfekcyjny, pulsujący mechanizm: palce wnikały głęboko i zdecydowanie, podczas gdy język Klary dyktował szaleńcze tempo na zewnątrz. Dla szefowej to było absolutne apogeum. Rozwierała nogi jeszcze szerzej, bezwstydnie dociągając nasze dłonie i głowy do siebie, jakby chciała chłonąć tę pieszczotę całą sobą. Jej skóra była gorąca, ciało wiło się na biurku w gwałtownych skurczach, a z gardła wyrywały się coraz głośniejsze, niekontrolowane mruki i jęki, roznoszące się po pustym biurze. Nasza wspólna gra nieuchronnie prowadziła ją prosto w objęcia czystej ekstazy. Napięcie w jej ciele sięgnęło zenitu, aż w końcu Marta wygięła się w potężnym łuku. Spazm rozkoszy przeszedł przez nią jak fala prądu, jej ciało zaczęło gwałtownie drżeć, a ciasne, gorące wnętrze mocno i rytmicznie zacisnęło się na moich palcach. Wokalny triumf jej spełnienia wypełnił przestrzeń, gdy zatraciła się całkowicie w tym uniesieniu.
Powoli, pozwalając falom powracającego spokoju opadać, obie z Klarą zwolniłyśmy ruchy. Palce wysunęły się miękko z jej ciała, a usta wyszeptały ostatnie czułe muśnięcia na jej skórze. Uniosłyśmy się nad leżącą, oszołomioną szefową i spojrzałyśmy sobie w oczy. Złączyłyśmy się w długim, triumfalnym pocałunku, pełnym dzikiej żądzy, dumy i absolutnej satysfakcji z tego, jak spektakularnie doprowadziłyśmy naszą partnerkę na sam szczyt.
Szefowa powoli wracała do przytomności, choć jej oddech wciąż był głośny i rwany. Na nosie nadal miała te swoje drapieżne okulary, ale w jej oczach błyszczała czysta miłość i zmysłowa satysfakcja. Lekkim, władczym gestem dłoni dała nam znak, byśmy pochyliły się nad nią. Nie czekałyśmy ani chwili połączyłyśmy się w długim, słodkim pocałunku we trzy. Nasze języki splatały się razem i naprzemiennie, dzieląc się smakiem spełnienia i zapachami, które wypełniały biuro.
Gdy ten napad czułości powoli opadł, szefowa wstała z biurka z nową energią. Bez słów, działając w pełnym porozumieniu, zajęłyśmy się do końca swoimi strojami. Marta zsunęła z Klary pozwijaną koszulę i stanik, a chwilę później opadła jej skórzana spódniczka oraz czarne stringi. Nasza ruda piękność została jedynie w czarnych pończochach o niezwykłym, paseczkowo-koronkowym wykończeniu i sznurowanych botkach na słupku. Zaraz potem to samo zrobiono ze mną, moja kusa, ołówkowa spódniczka i stanik dołączyły do sterty ubrań na podłodze. Zostałam w samych czarnych pończochach z szeroką, bogatą manszetą i nieziemsko wysokich obcasach.
– Teraz twoja kolej, moja Droga… – mruknęła szefowa z szelmowskim uśmiechem, pomagając mi ułożyć się na czystym, gładkim blacie biurka.
Płożyłam się wygodnie, czując chłód mebla pod plecami, który natychmiast kontrastował z żarem palącym moje ciało. Marta stanęła pewnie między moimi szeroko rozchylonymi udami, biorąc moją kobiecość w swoje całkowite posiadanie, podczas gdy Klara zmysłowym, kocim ruchem weszła na blat biurka tuż obok mnie. Klara ułożyła się w odwróconej pozycji, opierając się na łokciach. Na ułamek sekundy przekręciła głowę, odnajdując moje usta w gorącym, zakręconym pocałunku, po czym nachyliła się niżej, idealnie dopasowując nasze ciała. Jej gorący język i miękkie usta odnalazły moją pierś, zaczynając namiętnie ssać i podgryzać spiętą brodawkę. Położenie Klary było tak doskonałe, że ja bez trudu mogłam zrobić dokładnie to samo. Uniosłam lekko głowę i zatopiłam usta w jej krągłej, pachnącej skórą piersi, gładząc językiem jej nabrzmiały sutek.
– Och... Boże... – wyjęczałam prosto w jej ciało, gdy potężna fala emocji zalała moją klatkę piersiową.
Moje ciało wygięło się w łuk od tej podwójnej, zmysłowej eksplozji. Z jednej strony czułam, jak szefowa na dole operowała przy mojej wilgotnej kobiecości, z drugiej zatracałam się w odurzającym tańcu piersi z Klarą. Byłam całkowicie osaczona ich czułością, ich ciałami i ich zapachami. Moje dłonie wbiły się w biodra Klary, dociągając ją do siebie, a nogi opięte w pończochy zacisnęły się na plecach szefowej. Serce waliło mi jak szalone, a w głowie miałam tylko jedno przemożne poczucie: że to biuro, to biurko i te dwie kobiety stanowią w tej chwili mój cały, najwspanialszy świat. Szefowa operowała na mojej kobiecości z absolutną, perfekcyjną precyzją. Jej gorący język zataczał na mojej nabrzmiałej łechtaczce szybkie, głębokie i niesamowicie namiętne kręgi, doprowadzając mnie do granic obłędu. Błoga, nieprzerwana fala rozkoszy uderzała we mnie z każdym jej pociągnięciem, sprawiając, że moje uda drżały, a biodra bezwiednie unosiły się ku jej twarzy.
W tym samym czasie Klara na górze zmieniła pozycję. Zmysłowym, pewnym ruchem uniosła się na kolanach i usiadła bezpośrednio nad moją twarzą, opierając swoje udowe koronkowe wykończenia pończoch na moich ramionach. Czysta, elektryzująca energia, którą czerpałam z drapieżnej pieszczoty szefowej, natychmiast znalazła swoje ujście. Nie zwlekając ani sekundy, rozchyliłam usta i zatopiłam język w odsłoniętej, ociekającej wilgocią kobiecości Klary. Zaczęłam pieścić ją z ogromną pasją i bezczelną, zmysłową siłą tak samo głęboko i zachłannie, jak Marta robiła to ze mną na dole.
– Ahh... Marta! – głośny, rwanie wykrzyczany jęk Klary rozniósł się po całym biurze, gdy jej dłonie wplątały się w moje rozplecione włosy.
To była absolutna, zmysłowa sieć powiązań. Czułam na języku gorącą słodycz Klary, podczas gdy sama tonęłam w bezwstydnej rozkoszy serwowanej przez naszą szefową w okularach. Nasze ciała na biurku falowały w jednym, szalonym rytmie, wyginając się pod wpływem nakładających się fal dotyku, oddechów i nieuchronnie zbliżającego się uniesienia.
Rozkosz dawana przez szefową działała na mnie jak potężny napęd, Każdy głęboki ruch jej języka, każde ssanie i ciepły oddech na mojej kobiecości przelewały się prosto w pasję, z jaką pieściłam Klarę. Nasza ruda piękność wiła się nade mną, a jej biodra idealnie korelowały z rytmem moich ust. Ocierała się o mój pracujący język z bezwstydną gwałtownością, szukając jeszcze mocniejszego nacisku.
Chłonęłam jej smak jak najdoskonalszą, boską ambrozję, a ociekająca z niej wilgoć była niczym słodki, uzależniający nektar, który pchał mnie do jeszcze większego oddania. Słyszałam jej rwane, piskliwe jęki, czułam, jak jej uda drżały na moich ramionach, a pode mną Marta podkręcała tempo, nie dając mi ani chwili wytchnienia.
I wtedy nastąpił wybuch.
Nie minęło dużo czasu, gdy z dołu uderzyła we mnie tak potężna, niszczycielska fala, że dosłownie straciłam kontakt z rzeczywistością. Potężny, głęboki orgazm wstrząsnął całym moim ciałem. Moje wnętrze zaczęło się gwałtownie kurczyć, ciało wygięło się w bezwolnym spazmie, a biodra same uniosły się do ust szefowej w drapieżnym, niekontrolowanym tańcu. Czułam, jak zatracałam się w tej rozkoszy, jak całe powietrze uciekało mi z płuc.
Pomimo że moje własne ciało drżało w skurczach spełnienia, nie zamierzałam odpuścić. Mimo oszołomienia i rozedrgania, zacięłam się w swojej pieszczocie, chcąc podarować Klarze dokładnie to samo. Zepchnęłam resztki sił w język i usta, przyspieszając i napierając na jej nabrzmiałą łechtaczkę z bezwzględną, czułą precyzją. Klara nie wytrzymała tej próby. Czując, że nie zwalniałam nawet na sekundę po własnym szczycie, wydała z siebie głośny, unoszony echem po pustym biurze krzyczany jęk. Jej ciało wbiło się w moje usta, uda zacisnęły się na mojej głowie, a potężna fala ekstazy przeleciała przez nią, doprowadzając ją do absolutnego, rozedrganego finału.
Gdy ostatnie falowanie naszych ciał powoli ucichło, Klara osunęła się z mojej twarzy i położyła tuż obok mnie na gładkim blacie. Szefowa uniosła się z dołu, poprawiając na nosie okulary, które jakimś cudem przetrwały tę całą nawałnicę, i dołączyła do nas. Splecione w plątaninie długich nóg w pończochach i opartych o biurko ramion, złączyłyśmy się w jednym, głębokim, dusznym pocałunku we trzy. Nasze dłonie błądziły po gorącej skórze, usta mieszały smaki ambrozji, wina i czystej, bezwstydnej miłości. To była chwila absolutnej harmonii.
W końcu oderwałyśmy się od siebie z cichym mlaśnięciem, łapiąc łapczywie oddech. Leżałyśmy tak chwilę w popołudniowym słońcu wpadającym przez żaluzje.
— No... — odezwała się pierwsza Klara, przeciągając się jak kotka i poprawiając zsunięte na udo koronkowe wykończenie pończochy. — Jeśli tak wyglądają standardowe godziny nadliczbowe w tej firmie, to proszę o wpisanie mnie do grafiku na każdy piątek.
Szefowa parsknęła cichym śmiechem, opierając się na łokciu i patrząc na nas z góry z tą swoją drapieżną, elegancką satysfakcją.
— Jako prezeska muszę przyznać, że wydajność zespołu przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Awans dla obu pań jest nieunikniony.
— Tylko nie wiem, czy Dział HR udźwignie opis naszych nowych obowiązków stanowiskowych — zaśmiałam się, zsuwając nogi z biurka i opierając głowę na ramieniu Klary.
— A tak w ogóle... – zastygłam na moment, rozglądając się po przyciemnionym biurze, po czym spojrzałam na Martę z udawaną, szelmowską trwogą: — Szefowo... a my tu w ogóle mamy jakieś kamery?
Klara natychmiast uniosła głowę, a jej oczy rozbłysły łobuzerskim ognikiem.
— Oho! Kamera nad wejściem do serwerowni!
Szefowa nawet nie mrugnęła okiem. Poprawiła okulary palcem i rozejrzała się po suficie z absolutnym spokojem, jakby analizowała wykresy sprzedaży.
— Jedna jest przy wejściu, druga w rogu przy kserokopiarce — odpowiedziała obojętnie. — A jeśli cokolwiek nagrały... to po pierwsze: podgląd do monitoringu mam tylko ja na służbowym laptopie. A po drugie... jeśli ktoś z ochrony przypadkowo to obejrzy, to po prostu stwierdzi, że przeprowadzałyśmy bardzo intensywną, trójstronną fuzję spółek.
— I że prezeska osobiście nadzorowała wdrożenie nowych procedur — dodała Klara, wybuchając głośnym śmiechem.
— Dokładnie — mrugnęła do nas Marta. — A teraz zbierajmy się, zanim stróż nocny naprawdę postanowi sprawdzić, dlaczego klimatyzacja na trzecim piętrze chodzi na maksymalnych obrotach.
Leniwie, chichocząc jak nastolatki po udanym psikusie, zaczęłyśmy zbierać z podłogi nasze rozrzucone ubrania. Wkładanie garniturów, gorsetów i spódniczek na wciąż rozgrzane, ociekające czułością ciała miało w sobie coś niesamowicie pikantnego. Szefowa wygładziła szarą garsonkę, Klara dopięła skórzaną spódniczkę, a ja poprawiłam satynową kokardę we włosach. Wyglądałyśmy znów nienagannie, profesjonalnie i elegancko – tylko w oczach każdej z nas płonął ten sam, nieskazitelny ogień.
Gdy zaszłyśmy do podziemnego garażu, weszłyśmy do auta Marty. Zrobiło się cicho, bezpiecznie i ciepło. Usiadłam z tyłu, a Klara od razu odwróciła się do mnie, splatając nasze palce, podczas gdy szefowa odpaliła silnik. Przez całą drogę do jej mieszkania wymieniałyśmy ciche uśmiechy w lusterku, wiedząc, że to biurowe szaleństwo było tylko przystawką do wieczoru, który dopiero przed nami świtał w naszym wspólnym domu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Noe
[komentarz oczekuje na moderacje]
Szalona1
Ach te twoje poetyckie pióro. Emocje, twoja baza, bliskość, czułość. Kipisz szczęściem, i przekladasz je na tekst. Pięknie! Pozdrawiam!!!
iskra957
@Szalona1 Ja również Ciebie pozdrawiam. Cieszę się, że się podobało
Nie ukrywam, zależy mi na Twojej pozytywnej opinii 
Szalona1
@iskra957, Piszesz pięknie, dobrze operujesz piorem, ale technicznie.... Tekst jest jednak twój i do mnie trafił.
iskra957
@Szalona1 W styl nie byłam i nie jestem dobra :(, a co do reszty to jakoś staram się bawić
Szalona1
@iskra957 , trzymaj się tej resztzly, robisz kawał dobrej roboty. Dla mnie jesteś wielka!!!
iskra957
@Szalona1 Cieszę się, że masz takie zdanie. Doceniam