
Nie miałam pojęcia, w jaki sposób dotarłam do domu. Pamiętałam moment, kiedy wsiadałam do auta, wściekła, bo przecież to był prezent od Wojtka. Chwilę się wahałam czy nie wrócić i nie oddać mu kluczyków, ale uznałam, że w takiej chwili emocje i pośpiech będą moim najgorszym doradcą. Kolejny przebłysk miałam, kiedy byłam już pod mieszkaniem. Nie pamiętałam ani sekundy z drogi. Musiałam jechać na jakimś podświadomym autopilocie. Dobrze, że nikogo nie zabiłam, ale szkoda też, że sama nie zginęłam.
Spakowałam bardzo szybko kilka swoich rzeczy, zabrałam najpotrzebniejsze kosmetyki i nie zostawiając żadnej kartki, wyszłam z mieszkania. Nie zamierzałam się tam pojawiać przez kilka następnych dni. Musiałam odpocząć od Moniki, Wojtka i wszystkiego, co mi się z nimi kojarzyło. Było to trudne, zważywszy na fakt, że większość rzeczy i gadżetów, jakimi dysponowałam, były kupione za pieniądze od sponsora, albo prezentem od niego. To pokazało mi, jak bardzo wciągnął mnie ten świat. Po raz kolejny napłynęły mi łzy do oczu, ale z niemałym wysiłkiem udało mi się je zatrzymać.
Pojechałam do swojego rodzinnego domu. Nic innego nie przychodziło mi do głowy. To zawsze było miejsce, gdzie mogłam wrócić i poczuć się bezpiecznie, a właśnie tego potrzebowałam najbardziej w mojej sytuacji.
Rodzice byli zaskoczeni moją wizytą, podobnie zresztą jak moje rodzeństwo. Wszyscy od razu zaczęli oglądać i dopytywać o auto, którym przyjechałam. Rozważałam, żeby zostawić je na jakimś parkingu pod kościołem i dowlec się do domu piechotą, ale bałam się, że ktoś mógłby się połasić na takie cacko. Wymyśliłam szybko legendę, że dostałam pracę jako sekretarka w kancelarii prawnej i to służbowy samochód. Pokazałam nawet ojcu dowód rejestracyjny, co całkowicie mnie uwiarygodniło. Wszyscy patrzyli na mnie z zazdrością i poklepywali mnie po ramieniu, komplementując moje osiągnięcia. Gdyby tylko znali prawdę...
Najmniej odzywała się, co jest równoznaczne, z tym że kompletnie mi nie wierzyła moja mama. Grała przede mną, a ja przed nią. Starałam się unikać sytuacji, kiedy byłyśmy tylko we dwie, ale na dłuższą metę nie było na to większych szans. Po kilku dniach wszyscy pojechali do miasta, a my zostałyśmy same.
— Córeczko, czy na pewno wszystko u ciebie dobrze? Obserwuje cię, odkąd przyjechałaś i widzę, że coś cię trapi — zaczęła spokojnie, patrząc na mnie i analizując moje reakcje.
Uśmiechnęłam się szeroko, za wszelką cenę starając się pokazać jej, że nie dość, ze wszystko u mnie dobrze, to jeszcze śmieszą mnie jej podejrzenia. Plan miałam dobry, ale wykonanie pozostawiało wiele do życia. Sporo było w tym teatru, co od razu wyłapała. Udało mi się jedynie ugrać chwile spokoju, która trwała nie więcej niż tyle ile potrzeba było na obranie trzech ziemniaków.
— W jaki sposób zatrudnili cię w tej kancelarii? Myślałam, że tam przyjmują tylko studentów prawa, albo aplikantów.
— Nie tylko, jak widać — zripostowałam, mając nadzieje, że na tym ten dialog się zakończy.
Mama spojrzała na mnie z lekkim uśmieszkiem. Zabolało mnie to, chyba nawet bardziej od sytuacji sprzed kilku dni z mieszkania.
— Wiem, że dla was ja i ojciec jesteśmy tylko głupimi ćwokami ze wsi..
— Mamo!
— Nie przerywaj mi! Może i jesteśmy prości, ale co nieco potrafimy kojarzyć. Nikt nie dostaje od razu w nowej pracy samochodu służbowego i nie kupuje sobie za pierwsza pensje najnowszego modelu telefonu komórkowego. Doskonale wiem, w jaki sposób na to zarobiłaś!
Zabrakło mi śliny w gardle. Powiedziała to spokojnym i rzeczowym tonem, jak gdyby miała co najmniej kilka dowodów i pewność. To nie były jej fantazje czy przemyślenia. Ona wiedziała, czym się zajmuje! Ale jakim cudem? Czy to możliwe, że Wojtek zdradził? A może Monika? Nie wierzyłam. Jaki mieliby w tym cel? A może po raz kolejny postanowili się zabawić moim kosztem? To było możliwe, ale nie miało najmniejszego sensu kontekście propozycji, jaką mi złożyli.
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz! - odpakowałam w najgorszy możliwy sposób. Nie dość, że widać było, że kłamie, to jeszcze za wszelką cenę starałam się grać idiotkę. Tylko winna w takiej sytuacji pozwoliłaby sobie na takie zachowanie.
— A ja myślę, że wiesz doskonale. Nie zamierzam cię oceniać ani mówić ci jak masz żyć. Jesteś dorosła i samodzielna. Pamiętaj tylko o dwóch rzeczach.
— Jakich?
— Właściwie o trzech. Po pierwsze: nie przerywaj mi, jak mówię. Po drugie: zawsze będę cię kochać, bez względu na to, co zrobisz. Po trzecie: wybaczę ci wiele, ale nigdy nie zaakceptuje córki prostytutki!
Nie pozwoliła mi odpowiedzieć. Szybko podniosła się z krzesła i oddaliła z pomieszczenia. Nie zdążyłam się zaśmiać ani oburzyć. Nie zareagowałam w żaden sposób, co było jak potwierdzenie jej słów i obaw.
Chciało mi się płakać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Nie miałam siły bronić się przed zarzutami, które były prawdziwe. Tak, byłam prostytutką. Najwyższy czas zacząć nazywać rzeczy po imieniu. Sponsoring brzmiało bardziej elegancji i dawało pole do obrony, ale w gruncie rzeczy oba słowa oznaczały to samo. Uprawiałam seks dla korzyści. Byłam prostytutką.
Chciałam pójść za nią i próbować ją wyśmiać, ale to nie miałoby najmniejszego sensu. Znałam tę kobietę całe życie i doskonale wiedziałam, że przekonanie jej, że się myli będzie bardzo trudne i tylko bardziej mnie pogrąży. Mogłam tylko modlić się, żeby nie podzieliła się swoimi domysłami z resztą rodziny. Nie sądziłam, aby zrobiła mi coś takiego, ale w ostatnim czasie zawiodłam się już na kilku ludziach.
Przez cały obiad i całe popołudnie nie odzywałyśmy się do siebie. Wieczorem poszłam się położyć. Chciałam zapomnieć o wszystkim i skupić się na przemyśleniach dotyczących mojej przyszłości. Niestety nic z tego nie wyszło.
Dźwięk telefonu zagłuszył mój spokój. Domyślałam się, kto dzwoni i trochę z przymusu, trochę ze strachu przesunęłam zieloną słuchawkę.
— Wszystko ok? — usłyszałam chłodny i pozbawiony jakiejkolwiek empatii głos.
— Bywało lepiej.
— Ciesze się. Nie podoba mi się, że tak sobie znikasz. Powinnaś nas uprzedzić.
Nas. Już nie tylko jego, ale "nas". A więc Moniczka na dobre zagościła w naszym trójkącie. Nie! Wróć! Co za bzdura! Przecież ona była z nim w komitywie przede mną. To ja dołączyłam, a nie ona.
Nie zamierzałam odpowiadać na jego uwagi. Spodziewał się pewnie, że przeproszę i obiecam, że to się nie powtórzy. Nie tym razem.
— Pobądź jeszcze kilka dni u rodziców i wracaj. Czekamy na decyzję.
— Skąd do cholery...
— Z kątowni!
Przeraziło mnie to, że wiedział, gdzie jestem. Nie znał tego adresu, w każdym razie ja nigdy mu go nie podawałam. Monika być może go znała, bo kiedy czasem rodzice coś mi przysyłali, na kopercie był zawsze adres zwrotny. Jeśli faktycznie typowała mnie na ich agentkę, mogła zbierać takie informacje.
Poczułam się osaczona, kiedy uświadomiłam sobie, że nigdzie się od nich nie uwolnię.
— Samochód ma GPS.
Idiotka. Jak mogłam o tym nie pomyśleć.
— Rozumiem. Nie martw się, wracam za kilka dni.
— Bardzo mnie to cieszy — odpowiedział tonem znacznie milszym niż dotychczas. W takim razie czekamy na ciebie.
Usłyszałam tylko dźwięk zakończonego połączenia. Potraktował mnie tak jak zawsze. Tylko raz poczułam od niego trochę zrozumienia i troski — po gwałcie na komisariacie. Teraz i tak już wiem, że robił to, bo miał w tym interes.
Miałam za sobą długi i ciężki dzień. Noc nie wydawała się wcale lepsza. Musiałam podjąć ważną decyzję. Chciałam się uwolnić z tego układu, oddać samochód, prezenty i zapomnieć o Monice i Wojtku. Z drugiej strony odczuwałam ogromne pragnienie zemsty.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
BjornJarnsida
To chyba najsłabszy fragment w tym bardzo dobrym cyklu opowiadań