SPONSORING

Co ona tu robi? W tym towarzystwie bez żadnych hamulców? Przecież to nie są jej klimaty! Dlaczego dała się namówić Jolce na tę imprezę? No fakt, fajna muzyka można się przy niej wybawić. Ale co to za towarzystwo? Prawie każda dziewczyna na tej dyskotece była z dużo starszym partnerem. Skąd one ich brały? Jej przyjaciółka także tonęła w ramionach jakiegoś 50-latka. Przecież w swoim mieście ma podobno chłopaka. Ona tak by nie mogła. Fakt, była teraz wolna, ale w tym miejscu nie znalazła nikogo godnego uwagi. Teraz żałowała, że tu przyszła. Jeszcze musiała wykosztować się na tę kieckę! Przez nią popadła w kolejny dług. Masakra. Upiła kolejny łyk drinka.
- Zatańczysz? – Usłyszała tuż obok ucha.
Podniosła głowę na stojącego obok mężczyznę. Już chciała odburknąć, że nie, ale zmieniła zdanie. Skoro tu przyszła to chociaż się pobawi. Wstała i poszła z nim na parkiet. Po dłuższej chwili usłyszała.
 Mała, załapałaś jakiegoś doła czy co? – Zagadnął jej partner.
 Wiesz, nie zawsze można mieć super humor. Przynajmniej ja tak nie potrafię. Szczerzyć zęby z byle powodu, aby tylko komuś się podobało. – Nawet nie próbowała być uprzejma.
Mężczyzna roześmiał się.
 Mam na imię Wiktor. A ty?
 Weronika – odpowiedziała, chociaż facet działał jej na nerwy i najchętniej wyszłaby z lokalu.
 Nie widziałem cię tu wcześniej – ciągnął dalej, nie zwracając uwagi na opryskliwy ton.
 Bo nie mogłeś jestem pierwszy raz.
 Sama? – Prawie szepnął jej koło ucha.
 Z przyjaciółką. Tylko że ona zniknęła. Na mnie chyba też pora. – Chciała wywinąć się z otulających ją ramion w coraz wolniejszym tańcu.
 Nie jest jeszcze tak późno, zostań. – Nie ustępował partner.
 Myślę, że towarzystwo kogoś, kto ma doła nie jest czymś wymarzonym. - Starała się być opryskliwa. - Poza tym przed zajęciami mam jeszcze pracę. Nikt za mnie nie zapłaci rachunków. Proza życia.
 Intrygujesz mnie i chciałbym cię bliżej poznać.  
 Po co?
 A chociażby dlatego, że jesteś piękną kobietą – powiedział otwarcie - tylko zamkniętą w sobie. Chciałbym cię rozgryźć.
 Mógłbyś połamać zęby. Jestem niestrawna. – Rzuciła zgryźliwie.
Ponownie rozległ się perlisty śmiech Wiktora. Pochylił się i pocałował dziewczynę w usta. Stanęła zaskoczona, lecz po chwili wyrwała się z jego ramion. Wiktor jednak był szybki, momentalnie złapał ją za rękę.
 Co jest, skarbie?
 Nic, muszę już iść. – Nie umiała nic innego wymyślić. - I nie całuję się z każdym nowo poznanym facetem – dodała.
 Ale podobało ci się, prawda? – To było raczej stwierdzenie faktu.
Zarumieniła się. Rozpracował ją. Wystarczyła zaledwie chwila, aby pobudzić jej uśpione zmysły. Zawirowało w podbrzuszu. Kilka miesięcy minęło od rozstania z Wojtkiem. Ale na razie nie chciała być z nikim. A seksu przypadkowego nie uznawała. Opanowała się, podniosła głowę i powiedziała;
 Nic szczególnego. – Chciała, aby jej głos zabrzmiał pewnie, ale tak nie było.
 Ooooo, ostra jesteś. W łóżku także? – Bezpośredni do bólu.
Stanęła z otwarta buzią. Kolejny raz ją zaskoczył. Jeszcze nikt tak do niej bezpośrednio nie mówił. I to kto? Dopiero co poznany facet z dyskoteki. Kiedy pierwsze zaskoczenie minęło, powiedziała:
 Wiesz, pomyliłeś mnie z kimś. Nie szukam faceta do łóżka. A na pewno nie podstarzałego ogiera.
 A więc nie jest tak źle, skoro nazywasz mnie ogierem. – I znowu ten perlisty, elektryzujący śmiech. - Zostań, a przekonasz się.
 Nie mam ochoty. Do nie zobaczenia.
Wyrwała dłoń i wybiegła z lokalu. Słyszała za sobą jego śmiech. Była wściekła. Nie pozwoli nikomu tak się traktować. Nikomu! Jak on śmiał? Ogier się znalazł! Nie, to towarzystwo nie dla niej, teraz wiedziała to już na pewno.
W zajmowanym razem z Gośką pokoju nie zastała przyjaciółki. Umyła się i położyła spać, ale w tym momencie pojawiła się uśmiechnięta twarz Wiktora. I pocałunek. Na samo jego wspomnienie przeszedł ją dreszcz. Musiała teraz przyznać, że był przystojnym facetem. Przesadziła mówiąc o nim "podstarzały”. Jak na jej oko miał nie więcej niż 35 lat. Ale nie miała ochoty na takie przygody. Poza tym nie miała na to czasu: studia i praca. Gośka wróciła rano, kiedy Weronika szykowała się do pracy.
 A ty gdzie? –zagadnęła.
 No wiesz, ja nie mam bogatych rodziców. Muszę zarobić na utrzymanie.  
 Jak się bawiłaś? Poderwałaś kogoś? – Zapytała powodowana ciekawością.
 Głucha jesteś? Nie mam na to czasu. – Nie była to grzeczna odpowiedź. - Poza tym myślę, że tam wszyscy myśleli tylko o jednym: jak się bzykać.
 I co w tym złego? Może to byłoby rozwiązanie twoich problemów finansowych.
 Co masz na myśli? – Zapytała zaskoczona.
 Dobrze, powiem ci, bo albo udajesz, albo jesteś faktycznie głupia. Znajdź sobie bogatego faceta, który za chwile spędzone w twoim towarzystwie będzie cię utrzymywał.
 Gośka! – krzyknęła oburzona.
 No co Gośka? – odpowiedziała zniecierpliwiona koleżanka. - A myślisz, że skąd ja mam kasę? Starzy dają mi tylko dwa tysiące. Jak dla mnie to za mało. Jestem młoda i chcę się wyszumieć, a do tego potrzebna jest kasa.
 Nie, to nie dla mnie. – Stwierdziła.
 Wolisz szorować kible w hotelu? Dziewczyno, pomyśl tylko!
 I ty byłaś tej nocy z tym starym... – Dopiero teraz Weronika powiązała fakty.
 Byłam, ale nie jest taki stary. Ma 52 lata i w łóżku jest wspaniały. – Wyraz zadowolenia pojawił się na twarzy Gośki.
 A twój chłopak?  
 No jest. Nie musi o wszystkim wiedzieć. – Tego tematu raczej nie chciała podejmować. - Wera, pomyśl o tym. Popadasz w coraz większe długi...
 Nie bój się, oddam ci wszystko. – Przerwała koleżance.
 Nie o to chodzi. – Nie miała na celu ściągnięcie długu. - Tylko szkoda mi ciebie. Jesteś ładna i masz ogromny potencjał. Takie jak ty podobają się facetom. Znajdź sobie jednego bogatego i kłopot z głowy. - Próbowała przekonać współlokatorkę.
 To nie dla mnie. Nie potrafiłabym kurwić się za pieniądze – powiedziała zdecydowanie Weronika.
 I dlatego znajdź sobie sponsora. – Naprawdę dziwiła się, że jest to takim problemem. - Co w tym złego, że jeden facet, bo oni często chcą wyłączności, da ci kasę na wszystko. A do łóżka też nie za każdym razem. Ten mój to chce, abym była jego kwiatkiem w butonierce.
 Jest żonaty?
 Tak, żona ma swoją firmę i swoje życie. Dla niej jest w weekendy. Dlatego prawie wszystkie mam wolne. Znalazłabym sobie drugiego, ale Paweł mi nie pozwala. Jakby się dowiedział, a w tym świecie o to łatwo, zerwałby ze mną.
 Porąbane to wszystko, ale ja już muszę lecieć. Zajęcia mamy o 13, 30. Pa!
Weronika wybiegła z mieszkania. Gośka zaskoczyła ją. Nie spodziewała się, że koleżanka znalazła sobie sponsora, bo innego określenia nie mogła znaleźć. Nie, ona nigdy nie pójdzie na taki układ. Ma dwie ręce i potrafi zapracować.


Gośka tak długo ją namawiała współlokatorkę, że dała się skusić ponownie pójść na te dyskotekę. Skoro poznała tajemnicę przyjaciółki, ta postanowiła poznać ją ze swoim partnerem. Musiała tylko obiecać jej, że nie będzie próbować żadnych sztuczek z szukaniem sponsora dla niej. Wera musiała przyznać przyjaciółce racje, że ten jej Paweł był niczego sobie. Jak dla niej, miał jedną wadę: żądał od partnerki całkowitej uległości. Przy nim Gośka nie była sobą. Uległa szara myszka.
Kiedy wracały do stolika z toalety, stanęła wryta. Na jej miejscu siedział Wiktor. Widocznie był znajomym Pawła. Już chciała się wycofać, ale została zauważona. Bezczelny uśmiech zagościł na twarzy nowoprzybyłego. Gośka musiała go znać, bo przywitała się jak ze znajomym. Paweł wstał i przedstawił ich sobie.
 Wiktor, poznaj przyjaciółkę Gośki, Weronikę. Weronika, poznaj Wiktora, mojego wspólnika w biznesie, poza tym mamy inną wspólną pasję -uwielbiamy towarzystwo ładnych kobiet.
 Miło mi cię poznać, Weroniko. – Mężczyzna wstał i pocałował dziewczynę w policzek.
 Mnie też. Jest już późno.... – Czuła się jak w pułapce, z której chciała uciec.
 I dlatego teraz zatańczymy. Chodź.
Nie czekając na odpowiedź wziął dziewczynę za rękę i poszli na parkiet. Jak na złość z głośników sączyła się wolna melodia, dlatego też Wiktor szybko objął dziewczynę. Tak blisko, jakby byli parą od dawna. Weronice zakręciło się w głowie. Zrzucała to na burzę zapachów - mocna woda kolońska pomieszana z zapachem... tak, z zapachem samca. Wygłodniałego i czyhającego na ofiarę. Weronika nie wiedziała co się z nią dzieje. Gdyby nie była w jego ramionach, to osunęłaby się zemdlona. Nie mając wyboru poddała się i przytuliła do partnera. Usłyszała jego szept:
 Nareszcie. Czekałem na to. Lubię grzeczne dziewczynki.
I poczuła jego usta na szyi, delikatne pocałunki parzyły jej skórę. Powinna uciec stąd, ale nie miała siły. Jakby ktoś spuścił całe powietrze z niej. Była wściekła, przede wszystkim na siebie. Nagle wolna melodia skończyła się, a następna zabrzmiała szybkim rytmem. Wyraz niezadowolenia pojawił się na twarzy Wiktora, ale Weronika odetchnęła. Wrócili do zajmowanej loży i tu ponownie dziewczyna znalazła się w klatce. Siedząc pomiędzy Gośką a Wiktorem nie miała gdzie uciec. Przy stole panowała ożywiona rozmowa. Podano kolację. Weronika pomału dochodziła do siebie, w czym jednak nie pomagała bliskość mężczyzny.  
 Hej, dziewczyno, mówi się! –Z zamyślenia wyrwał ją głos Wiktora.
 Tak? Mówiłeś do mnie?  
 Zapraszam cię jutro na "Diabły”. – I zaraz dodał uprzedzając jej wymówki. - Nie wymawiaj się, bo koleżanka cię zdradziła i powiedziała, że lubisz teatr.
 Ale nie mam jutro czasu. – Próbowała znaleźć jakiś sposób na uniknięcie wspólnego wyjścia. - Pojutrze mam kolokwium z psychologii i muszę się uczyć. -  
 Naprawdę nie znajdziesz tych trzech godzinek? – Nie ustępował.
Kiedy to mówił położył swoją dłoń na udzie dziewczyny i delikatnie pieścił. Ponownie zmieszała się. Jednocześnie była wściekła. Wściekła na siebie, na swoje ciało tak mocno reagujące na obecność mężczyzny. To wszystko chyba przez te miesiące postu. A myślała, że jest odporna na takie chwyty.
 Jutro po zajęciach mam pracę... – nie kłamała, ale nie skończyła, bo wtrąciła się Gośka.
 Wiktor, daj nam chwilkę, przekonam Werę. Chodź ze mną do toalety.
Weronika czekała na to. Wreszcie będzie mogła się uwolnić od tego aroganckiego typa! Na razie jednak Gośka naskoczyła na nią.
 Wera, co ty wyprawiasz? Facet - marzenie a ty o jakiejś pracy! – Nie rozumiała postępowania współlokatorki. - Już nigdy nie będziesz musiała iść do pracy. I w dodatku pożera cię wzrokiem. Jakby mógł, to pieprzył by cię na stole, nie zważając na nic ani na nikogo. Bądź mądra a ustawisz się!
 Gośka, ja tak nie mogę! – Nie chciała ustąpić.
 Nie chcę tego słuchać. – Także uparcie powtarzała przyjaciółka. - Wracamy na salę i jutro idziesz z nim na te "Diabły”, wiesz co to jest?
 No jakaś sztuka... – nie słyszała nigdy tego tytułu.
 Czysty erotyk w każdym calu. Ale pięknie zrobiony. Też chciałabym na niego pójść, ale Paweł nie lubi teatru. Jak będę grzeczna, to może go namówię.... – rozmarzyła się. - No nie patrz tak. Trochę uległości za to wszystko, co od niego otrzymuję, to nie duża cena.
 Wracam do domu. Mam na dzisiaj dość. – Weronika chciała uciec.
 Nie zrobisz tego. Miałabym krechę u Pawła na całego, że pozwoliłam ci się wymknąć, ale....
Nie dokończyła, bo kiedy wchodziły na salę Weronika została porwana przez Wiktora ponownie na parkiet.
 Ej, co to znaczy? – Powiedziała oburzona.
 Szkoda tak fajnej muzyczki, poza tym lubię cię mieć w swoich ramionach. Tak ładnie pachniesz... – musnął ustami po jej włosach.  
 A moje zdanie? Liczy się? – zapytała, ale wiedziała dobrze, że nie liczy się.
 Przecież chcesz tego, prawda? – powiedział pewnym głosem - I pójdziemy jutro na tę sztukę, zgoda?
 Ok, zgoda, ale dzisiaj idę już do domu. – Wbrew sobie dziewczyna zgodziła się.
 Za zgodę dziękuję, ale na dzisiaj jeszcze nie koniec. – Ucieszył się. - O której rano masz zajęcia? – Dopytywał dalej.
 O 12, ale rano idę do pracy. – Niczym odpytywana na lekcji udzielała kolejnych odpowiedzi.
 To znaczy gdzie? – I kolejne pytanie.
 Do hotelu SFINKS.
 Masz umowę o pracę?
 Marzenie! Tam robię na czarno, ale po południu mam zlecenie....
 A więc nie musisz iść. – Decyzja i kolejne polecenie. - Nie powinnaś tak ciężko pracować i uczyć się. Z tej drugiej pracy też zrezygnujesz...
 Hola, to jest moje życie i nie pozwolę.... Próbowała się bronić.
 Pozwolisz sobie pomóc, bo inaczej zamęczysz się i nie będziesz miała siły na przyjemności. – Nie pytał, on już zdecydował. - Ok, widzę, że musimy porozmawiać. Wychodzimy stąd. I tym razem nie słyszę słowa NIE, zrozumiałaś?
 Ale... – Nie dokończyła.  
Nie słuchał jej tylko za rękę pociągnął ją do wyjścia. Zdążyła tylko chwycić rzuconą przez Gośkę torebkę i po chwili jechali taryfą. Wiktor podał jakiś adres. Przez całą drogę nie odezwał się. Zaczęła się bać. Nie wiedziała, co ją czeka, a jednocześnie zdawała sobie sprawę, jaki wpływ ma na jej ciało bliskość tego faceta. Pociągał ją, ale nie chciała być od niego zależna. Wiedziała, że powinna walczyć, ale kiedy był tuż obok, głupiała. Wkrótce znaleźli się w okazałej willi, w jednej z bogatszych dzielnic. Rozglądała się niepewnie. Znajdowali się w ładnie urządzonym salonie. Wiktor podszedł do barku i nalał whisky z lodem. Podał dziewczynie, usiadł na sofie i przyglądał się jej. Stała przy wejściu nie wiedząc co ma zrobić. Czuła na sobie wzrok Wiktora. Nerwowo obracała szklankę. W końcu usłyszała:
 Usiądź koło mnie, Weroniko. Ja nie gryzę. Chociaż, jak już ci powiedziałem ostatnio, miałbym ochotę cię schrupać.
 A ja ci powiedziałam, że mógłbyś stracić na tym zęby. – Nic innego nie przyszło jej do głowy.
 Widzę, że wraca dawna Weronika. – Zaśmiał się - To dzisiejsze twoje zachowanie to z powodu mojej męskości, prawda? Najpierw ustalimy pewne szczegóły, a dopiero później będę się z tobą kochał. Bo pragniesz tego, mam rację?
 Nie!!! I pozwól mi odejść. Nie jestem dziwką! – Jednocześnie chciało jej się płakać i jakiś żar zalewał jej ciało.
 Nie, nie jesteś. – Przyznał rację. - Nie muszę korzystać z usług dziwek. Ty jesteś spragnionym pieszczot i czułości kaczątkiem. Pączkiem, który w moich dłoniach rozwinie się w piękna różę. A teraz posłuchaj. Podobasz mi się i myślę, że wzajemnie.
 Twoja skromność nie ma granic... – Rzuciła.
 Żmijka. – I ponownie ten hipnotyczny śmiech, który topił jej opór. - Jesteś studentką i masz się zająć tylko studiami. Zrezygnujesz z wszelkich prac. Opłacę wszystkie twoje wydatki. Jeden warunek...
 Mam się z Tobą pieprzyć? – Wpadła mu w słowo.
 Pieprzyć i tak się będziemy. – Nie zaprzeczył. - Moim warunkiem jest bezkolizyjne zaliczenie wszystkiego.
 Słucham? Jesteś moim ojcem? – Nie wierzyła własnym uszom.
 Też tego chcą? Mądrzy z ich ludzie. Mieszkasz z Gośką, prawda? Jutro opłacę ci czynsz. Myślę, że pięć stówek na tydzień, na drobne wydatki ci wystarczy. Jak by co, to mów. Chce tylko wiedzieć, na co potrzebujesz większą gotówkę.
 I nie robisz ze mnie dziwki?  
 Nie, bo tęsknisz za seksem za mną od pierwszej chwili poznania i robilibyśmy to bez względu na wszystko. Masz jakieś długi?
 Nie Twoja sprawa, poradzę sobie. – Nie zamierzała odpowiadać, ale jej chęci nie miały nic do powiedzenia.
 Oj, dziecko z ciebie. Ile tego długu nazbierałaś? – Nalegał.
 Dwa tysiące pięćset pięćdziesiąt– Kolejny raz grzecznie odpowiedziała.
Uuuu, ładna kwota. Ale to nic. Jutro wszystko spłacisz. Umowa stoi? – Stoicki spokój bił od niego.  
 Wiktor, ja nie mogę.  
 Czego nie możesz? Przyjąć pomocy od przyjaciela? To przecież naturalne, że pomagamy sobie. – Wyjaśniał spokojnie, jak małemu dziecku. - Za moją pomoc nie żądam seksu, żeby było wszystko jasne.
 Słucham? – Obawiała się, czy czasem czegoś nie wypiła, co mieszało jej w głowie.
 Ty myślałaś, że będę chciał za tych marnych parę stówek kupić u ciebie usługi seksualne? – Odpowiedział pytaniem - Nie, nic z tego. Powtórzę jeszcze raz: dobre wyniki w indeksie. A sprawa seksu to druga rzecz, o której także chciałem porozmawiać. Pragnę cię, o czym dobrze wiesz. I tu także tylko jeden warunek: żadnych skoków w bok. Dopóki będziesz ze mną nie ma innych kutasów koło ciebie. Ilu miałaś facetów?
 Nie muszę odpowiadać – odburknęła.
 Nie, nie musisz, ale odpowiesz, prawda? – Zaśmiał się. - Zresztą nie, powiem ci sam po pierwszym naszym razie. I skoro wszystko już uzgodniliśmy, to skończymy te pogawędkę, dobrze?
 Na nic się nie zgadzam i chcę do domu... – Tak, chciała uciec, i to jak najdalej.
 Boisz się, że mnie nie zadowolisz?
 Nie za dużo sobie przypisujesz? Jesteś arogantem i despotą! Jesteś... jesteś.... nikim...
I ponownie Wiktor roześmiał się głośno, wyjął z jej ręki niedopity drink, odstawił go na stolik, a dziewczynę pociągnął za sobą. Weszli na górę do pięknej sypialni, w której królowało wielkie łoże. Sama myśl o niej samej, kochającej się w tym miejscu wywołała dreszcz emocji, co nie uszło oczywiście uwadze Wiktora. Uśmiechnął się. Odszedł kilka kroków dalej, włączył pilotem nastrojową muzykę i zaczął się rozbierać. Cały czas bacznie obserwował Weronikę. Kiedy był już tylko w slipach podszedł do niej, podniósł jej spuszczoną głowę do góry i pocałował. Dziewczyna zapłonęła. Jeszcze starała się ukryć swoją reakcje, ale przy Wiktorze to było niemożliwe. Chciała uciec z tej sypialni, ale chciała też aby jak najszybciej znaleźć się w ramionach mężczyzny. On tymczasem zaszedł ją z tyłu i pomału rozpinał zamek sukienki, która po chwili znalazła się na ziemi. Za jej przykładem poszedł koronkowy czarny stanik, a po chwili też i figi. Z powrotem stanął przed nią i zlustrował ją od góry na dół. Stała nago przed obcym facetem i … i podobało się jej to. Wyciągnął do niej rękę. Podała swoją. Wiedziała, że zrobi wszystko, o co Wiktor ją poprosi. Nie tylko poprosi. Czegokolwiek zażąda. Była stracona. Podeszli do łóżka. Usłyszała cichy głos:
 Połóż się i daj mi spróbować twych soczków. Bo już są, prawda? Twoja kobiecość już pracuje...
Bez słowa wykonała polecenie. Położyła się, rozszerzając nogi, aby mógł bez problemu skosztować jej soczków, które wyciekały już po wargach. Ujrzała zachwyt w oczach Wiktora. Pochylił się i językiem dotknął nabrzmiałej łechtaczki. Wystarczyło kilka ruchów, aby Weronika eksplodowała. Nie mogła, nie potrafiła dłużej zataić reakcji swego ciała. I chociaż zapewne Wiktor miał inny plan, też nie wytrzymał. Szybko zdjął slipy uwalniając sztywnego, jak marmur, członka i naparł nim na różową szparkę. Dziewczyna wyszła mu naprzeciw i po chwili rozległ się jej krzyk rozkoszy. Z każdą chwilą coraz głośniejszy, coraz mocniejszy. Kiedy Wiktor eksplodował w niej, ona podążyła za nim i wstrząsnął jej ciałem potężny orgazm. Opadli bez sił, nadal połączeni. Wraz z powrotem miarowego oddechu Wiktor wyszedł z wciąż gorącej pochwy i pochylił się nad dziewczyną. Palcem wodził po obrysie jej ust. Wargami przyszczypywał naprężone brodawki.
 I jak było? Jestem ogierem? – Szepnął.
 Tak mi wstyd...  
 O nie, Weroniko, nie ma mowy o wstydzie. To było piękne, chociaż musisz się jeszcze wiele nauczyć. Spróbuję zgadnąć: miałaś przede mną jednego, góra dwóch facetów, prawda?
 Jednego. – Odpowiedziała. - Nie wytrzymał mojego wyjazdu.
 Dawno cię zostawił?
 W listopadzie. Potrzebował dziewczyny na co dzień, a mnie nie było stać na cotygodniowe powroty... – odpowiadała jak na spowiedzi.
 I dobrze się stało. Teraz jesteś tylko moja. Odpowiedz szczerze: jak się czujesz?
 Wspaniale... nie powinnam, ale... – Nigdy nie umiała kłamać.
 Oczywiście, że powinnaś tak się czuć. – Przerwał - A będzie jeszcze lepiej. Odpoczęłaś już?
 Tak, już...
I kochali się następną godzinę. Do utraty sił. Do ostatniego tchu. Po czym Weronika zasnęła w ramionach kochanka. Obudziło ją następnego dnia narastające podniecenie. To Wiktor zagłębiał się swoim językiem w gniazdko rozkoszy. Pomału wznosiła się na wyżyny. I kiedy trysnęła fontanną soków, on spił je do ostatniej kropli. Teraz ona uklękła przed mężczyzną i zajęła się jego członkiem. Robiła kiedyś loda, ale doświadczenia w tym nie mała zbyt dużego. Jednak przy pomocy kochanka wkrótce także i on zalał ją spermą, którą połknęła do ostatniej kropli. Kiedy ochłonęli, wzięła prysznic, zjedli śniadanie i Wiktor odwiózł ją do wynajmowanego mieszkania. Na pożegnanie dostała dwie koperty.
 Weroniko, to nie jest zapłata za seks, żebyśmy się dobrze zrozumieli? – Powtarzał do znudzenia.
 Możesz nazywać jak chcesz... – Obstawała przy swoim.
 To jest moja inwestycja. Proszę uregulować długi, druga jest na drobne wydatki. Czynsz przeleję bezpośrednio, podaj mi tylko numer konta. Będę o 18. I jeszcze jedno: żadnego rozmyślania w stylu: to nie powinno się stać. Stało się i tylko od ciebie zależy, jak będą układały się nasze stosunki. A potrafi nam być bardzo miło, prawda?
 Masz rację, ale...ale ja też mam uczucia – powtarzała uparcie - nie jestem przedmiotem....
 O tak, na pewno nie jesteś przedmiotem, jesteś ogniście reagującą kobietą. Po prostu stało się i tak zostanie. Ja chciałabym ci nieba przychylić. Aha, nie ubieraj się, przywiozę ci coś. A teraz muszę już jechać, praca czeka.
Weronika wróciła do mieszkania i zaszyła się pod kołdrę. Po godzinie wróciła Gośka, ale Wera udawała że śpi, nie miała ochoty na rozmowę. Bo co miała powiedzieć? Że sprzedała się za parę groszy? To prawda, musiała przyznać, że Wiktor pociągał ja jak nikt inny. W porównaniu z nim Wojtek był nikim. I nie chodzi o pieniądze i majątek. Nie potrafiła nie reagować na jego obecność. Zostałaby jego kochanką nawet bez żadnej umowy, dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Był jak narkotyk, który odurzał ją już nawet swoja obecnością. Przy nim nie była sobą.

Dziękuję Micra21 za cenne uwagi - jak zwykle trafione w dziesiątkę - i pomoc.

Minka227

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 4122 słów i 23485 znaków, zaktualizowała 16 gru 2015.

8 komentarzy

 
  • villemo92

    Podoba mi się :D

  • Jerzy

    Świetne

  • kołoxxxx

    W teatrze byłoby dobre ale krzyżowcy predzej stos rozpalą niestety .pozdrawiam

  • kołoxxxx

    Co to ma być , literacki poemat  
    Raczej bajka pozdrawiam

  • merlin

    Naprawdę dobre ;)

  • Minka227

    @merlin Dziękuję ;)

  • Czytelniczkaa

    Czekam na ciąg dalszy :-)

  • Minka227

    @Czytelniczkaa Już wstawiłam wszystkie części

  • Micra21

    Bardzo mądry i ładnie napisany tekst. Duże brawa dla Autorki razem z pozdrowieniami :)

  • Minka227

    Przepraszam, że zamiast myślników są te krateczki, walczyłam od wczoraj z tym. Musiałabym cały tekst przerobić, może w jakiejś wolnej chwili (tylko kiedy????)