Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

W blasku sygnetów XVI

W blasku sygnetów XVIUtwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci oraz zdarzenia są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze biorące udział w czynnościach seksualnych mają ukończone 18 rok życia. Miłego czytania!

     Aurelia dochodziła do siebie powoli, jakby wynurzała się z głębokiej, ciepłej wody. Z początku nie wiedziała, gdzie jest, co się z nią dzieje, czuła tylko błogi spokój oraz niesamowitą przyjemność wypełniającą każdy zakamarek jej ciała. Czuła rozkosz wszędzie: w mięśniach, w skórze, nawet we włosach i paznokciach, jakby każdy nerw śpiewał tę samą, słodką pieśń. Błogość nie ustępowała, to raczej ona przyzwyczajała się do jej obecności, pozwalała jej pozostać rozkoszując się nią.
     Zdała sobie sprawę, że jest zwinięta w kłębek, wtulona w ciepłe, twarde ciało Aleksandra, jego pierś pod jej policzkiem, ramię obejmujące ją mocno, dłoń spoczywająca na pośladku. Zapach jego skóry otulał ją całkowicie. Poruszyła się nieznacznie, poprawiając się, pragnąc poczuć go jeszcze intensywniej, bliżej, głębiej.
     Wreszcie otworzyła oczy, podniosła głowę.
     – Aleks… nie jestem pewna, ale chyba cię kocham… – wyznała cicho, niepewnym głosem, pełnym szczerości i lekkiego zawstydzenia.
     Od razu wtuliła twarz z powrotem w jego pierś, jakby bała się jego reakcji, serce waliło jej mocno. Poczuła również, jak i jego serce pod jej policzkiem bije trochę szybciej, jakby te słowa poruszyły i jego.
     Aleksander zaśmiał się cicho, niskim, ciepłym śmiechem, który zawibrował jej w policzku.
     – Dobrze wiedzieć, że już nie śpisz – odpowiedział spokojnie.
     Dłoń na jej plecach przesunęła się leniwie w górę, muskając kręgosłup.
     – Po takim wspaniałym lodziku teraz powinienem ci się jakoś odwdzięczyć.
     Aurelia otworzyła szeroko oczy, serce zabiło jej szybciej, a przyjemne ciepło rozlało się po brzuchu, cipka zacisnęła się boleśnie, jakby radowała się na samą myśl o wizycie tego olbrzyma w sobie. Nie dowierzała, że to nie koniec wrażeń, które Aleksander miał zamiar zafundować jej tego dnia.
     – Co ty na to, abym teraz ja wylizał cię tam na dole? – zapytał niskim głosem.
     Palce na jej pośladku zacisnęły się prowokująco.
     Aurelia podniosła głowę ponownie, spojrzała prosto w jego ciemne oczy. Rumieniec rozlał się po jej policzkach, ale szeroki uśmiech, pełen niedowierzania w swoje szczęście, zagościł na ustach. Powoli pokiwała głową. Nie musiała nic mówić.
     – Ale w tym celu przenieśmy się do sypialni – oznajmił.
     Aurelia poczuła, jak pochyla się do przodu, jego mięśnie napięły się pod jej dłońmi i bez większego wysiłku wstaje, trzymając ją na rękach jakby nic nie ważyła. Była w jego ramionach leciutka niczym szmaciana lalka, którą mógł ustawić, jak tylko zechce. Ta myśl sprawiła, że cipka zacisnęła się boleśnie, drżąc z podniecenia.
     Aleksander skierował kroki prosto do sypialni. Gdy wszedł do środka, przystanął na chwilę przed olbrzymim łóżkiem, z ciemną, gładką pościelą, pachnącą świeżością i nim.
     – Może chcesz zobaczyć, jak wygląda szczęście? – zapytał figlarnym, pełnym ciepła głosem.
     Nie czekając na odpowiedź, obrócił się bokiem w kierunku ściany, na której wisiało wielkie, panoramiczne lustro sięgające od podłogi aż po sufit.
     Ustawił się tak, by mogła ujrzeć siebie w odbiciu, nagą, wtuloną w jego ramiona, z policzkami rozpalonymi, ustami opuchniętymi od pocałunków i ssania.
     Aurelia spoglądając na swe odbicie i nie dostrzegła zmęczenia. Jej ciało lśniło od potu, skóra błyszczała delikatnie, ale twarz… twarz promieniała szczęściem, oczy błyszczały, policzki różowe różowe i świeże, może z wyjątkiem śliny i resztek kremu na brodzie, ale nawet to dodawało jej nieprzyzwoitego, rozkosznego uroku.
     Coś jeszcze przykuło jej uwagę. Przyrodzenie Aleksandra sterczące dumnie, delikatnie zakrzywione ku górze, pulsujące lekko, podrygując z każdym uderzeniem jego serca. Z czubka żołędzi zwisała długa, srebrzysta nić jej śliny, lśniąca, opierająca się grawitacji, świadcząca o tym, co wydarzyło się nie tak dawno.
     Aurelia otworzyła szeroko usta ze zdziwienia, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Przeniosła spojrzenie na twarz Aleksandra w odbiciu, uśmiechał się szeroko, widząc jej reakcję, a jego oczy błyszczały za szkłami okularów.
     – Jakim cudem takie coś może się zmieścić w ciasnej cipce? – zapytała Aurelia cicho, nie do końca świadoma, że wypowiada te słowa na głos. Głos drżał jej od mieszanki przerażenia i palącego pożądania, a wzrok był skupiony na odbiciu wielkiego, pulsującego kutasa, lśniącego od jej śliny i resztek kremu.
     Aleksander uśmiechnął się szerzej. Bardziej drapieżnie.
     – Może takim, jak był w stanie zmieścić się w twoim gardle – odparł z nuta rozbawienia w głosie.
     Wciąż trzymając ją mocno w ramionach, umieścił prawą dłoń pod jej lewym kolanem, palce zacisnęły się pewnie na jej skórze. Odchylił się lekko do tyłu, przenosząc jej ciężar na prawe ramię, po czym sprawnie, bez wysiłku, lewą dłoń wsunął pod drugie kolano.
     Aurelia, czując ten ruch, sięgnęła ramionami do tyłu, palce wplatając w jego włosy u nasady karku, przytrzymując się mocno. Plecy wygięła się w łuk, piersi wypięła bezwstydnie do przodu.     Aleksander powoli rozkładał jej nogi coraz szerzej i zaczął ją opuszczać, centymetr po centymetrze, kontrolując każdy ruch.
     – Jak będziesz grzeczna – mruknął cicho – to może kiedyś sprawdzimy, czy w twojej się zmieści.
     Aurelia widziała w lustrze, jak opuchnięte, różowe fałdy jej cipki rozchylają się lubieżnie, wilgotne, błyszczące, połączone cienkimi nićmi gęstego śluzu. Z wnętrza wyłoniła się ciężka, przezroczysta kropla. Powoli, leniwie spływała w dół, jakby sama chciała przygotować tego olbrzyma na wizytę w jej ciasnym, niewinnym wnętrzu.
     Aleksander cofnął biodra, a kropla jej śluzu w końcu spadła, lądując na jego nabrzmiałej żołędzi, rozmazując się po niej, łącząc ich narządy intymne srebrzystą, lepką nicią, sutki Aurelii napięły się boleśnie, piersi delikatnie zadrżały, a cipka zacisnęła się rozpaczliwie.
     Patrzyła w lustrze, na swoje nagie odbicie, z rozchylonymi nogami, drżącą w jego ramionach i na jego odbicie, spokojnego, władczego, z kutasem sterczącym dumnie tuż pod nią.
     Aleksander pchnął biodra do przodu i Aurelia w końcu wylądowała cipką na twardym, grubym trzonie jego kutasa. Opuchnięte, różowe fałdy jej skóry objęły jego szerokość, rozciągając się wokół niego, jakby chciały pochłonąć go w poprzek.
     – Twoja cipka wygląda tak rozkosznie, tak niewinnie... – szepnął jej prosto do ucha – … a jednocześnie wydaje się taka spragniona mojego kutasa…
     Nie poruszając biodrami, jedynie ramionami, na których podtrzymywał jej nogi, przesunął jej biodra do przodu. Tym sposobem jej kobiecość powoli ślizgała się po nim, rozmazując gęste soki po całej długości, drażniąc łechtaczkę o zakrzywioną twardość.
     – Aura, uwierz mi, jakbym był samolubny i o nic nie dbał… – mruknął, opuszczając ją jeszcze niżej.
     Nacisk kutasa na jej cipkę stał się większy, cięższy i nieustępliwy. Rozciągając jej wargi, wciskający się między nie, ale nie wdzierający się do wnętrza jej cipki.
     – …rżnąłbym cię bez opamiętania już na blacie w kuchni, zaraz po tym, jak ściągnąłem z ciebie przemoczone majtki.
     Przyciągnął ją nagle do siebie, mocnym, zdecydowanym ruchem sprawiając, że ślizgnęła się po całej jego długości i uderzyła pośladkami w jego brzuch z głośnym, mokrym plaśnięciem. Krzywizna kutasa niemiłosiernie drażniła jej nabrzmiałą, pulsującą łechtaczkę. Aurelia westchnęła głośno z zachwytu, z jednej strony była podniecona jego wyznaniem, z drugiej tymi pieszczotami, tym pocieraniem narządami, które sprawiało, że cipka sączyła się coraz bardziej, soki spływały po jego kutasie, po jajach, kapiąc na podłogę.
     – Dlaczego więc tego nie zrobiłeś? – zapytała podniecona, drżącym głosem.
     Aleksander ponownie poruszył jej biodrami powoli do przodu, rozprowadzając jej gęste soki po całym kutasie.
     – Bałem się – wyszeptał szczerze – cały czas się boję, że przypadkiem wyrządzę ci krzywdę.
     Pośladki Aurelii uderzyły z impetem o jego biodra, wydając przy tym głośny, nieprzyzwoicie mokry dźwięk, aż westchnęła zaskoczona.
     Aurelia otworzyła szerzej oczy, dochodząc do wniosku, że Aleks od tak po prostu rozmawia z nią, trzymając ją na rękach i waląc sobie konia, wykorzystując w tym celu jej cipkę, ślizgając się po niej, drażniąc ją do granic możliwości.
     – A jeżeli ja… tego chcę? – zapytała bez zastanowienia, głosem drżący z pożądania.
     Jej biodra same drgnęły, szukając więcej przyjemnego tarcia.
     Aleksander znów przesunął cipką Aurelii po swoim przyrodzeniu, by po chwili jej pośladki z impetem uderzyły w jego podbrzusze, mokre plaśnięcie rozbrzmiało w sypialni.
     Aurelia spojrzała w lustro, na odbicie lśniącego kutasa, całego wysmarowanego w jej, gęstych sokach, spływających powoli na podłogę tłustymi kroplami tworząc grube srebrzyste nici.
     – Jak tak bardzo tego chcesz – powiedział cicho – to zapamiętaj wszystko, z każdym najmniejszym szczegółem, co dzisiaj z tobą robię.
     Znowu przesunął nią, drażniąc jej łechtaczkę.
     – Jak odwiozę cię do domu, opowiesz wszystko Jadwidze. Chcę, aby przyszła do mnie i błagała mnie o to, bym ją wyruchał. Co ty na to?
     Aurelia zadarła głowę do góry, spojrzała w jego twarz.
     – Zrobię wszystko… by poczuć cię… w sobie – odpowiedziała drżącym głosem z trudem łapiąc oddech.
     Jej biodra poruszyły się same, szukając więcej.
     Aleksander uśmiechnął się do niej drapieżnie, spoglądając jej głęboko w oczy, jakby chciał zajrzeć aż do samego dna jej duszy.
     – Jest jeszcze jedno – powiedział niskim głosem, pełnym obietnicy i władzy.
     Tym razem, czując, że Aurelia jest już na krawędzi, ugiął lekko nogi, cofnął pośladki i z impetem uderzył biodrami w jej pośladki. Głośne, mokre plaśnięcia zaczęły rozbrzmiewać w sypialni, kutas wbijał się mocno między jej wargi, drażniąc łechtaczkę całym trzonem, rozmazując soki po całej długości. Aurelia jęczała głośno.
     – Hmm…? – wydobyła z siebie tylko to, niezdolna do słów, czując, jak kolejny orgazm nieubłaganie nadciąga.
     – Jeżeli już wejdę w twoją spragnioną, ciasną cipkę – wyszeptał, a biodra znów uderzyły mocno, wciskając kutasa między jej fałdy, jakby podkreślając wagę jego słów – to skończę w środku i nie obchodzi mnie, czy będziesz miała dni płodne, czy też nie.
     Aurelia skinęła głową, wyrażając w ten sposób zgodę, bez najmniejszej chwili zawahania. Uniosła podbródek, szukając jego ust, oczy miała przymknięte, wargi rozchylone, drżące z podniecenia.
     Gdy ich usta się spotkały, a języki łapczywie się splotły w gorącym tańcu, rozkosz rozlała się na całe jej ciało. Orgazm uderzył niesamowitą falą, a cipka zaczęła zaciskać się boleśnie wokół niczego, soki trysnęły gęsto, spływając po jego kutasie, po jajach, w końcu kapiąc na podłogę. Jej biodra drżały rozpaczliwie.

***

     Aurelia dochodziła do siebie powoli, jakby budziła się z najgłębszego, najsłodszego snu. Zanim otworzyła oczy, wiedziała już, że musiała odpłynąć, a potem zasnąć. W duchu przeklęła siebie, że do tego dopuściła, przecież Aleksander obiecał, że wylizuje ją tam na dole, że da jej wszystko, czego tak desperacko pragnęła. Zastanawiała się, jak długo była nieprzytomna. Czuła, że jej ciało spoczywa na czymś miękkim, ciepłym, zapewne na pościeli wielkiego łóżka, pachnącej świeżością i nim. Prócz znajomych już zapachów, czuła delikatny miodowy aromat.
     Jej serce biło już spokojniej, ale przyjemność wciąż promieniowała w całym ciele, ciepła i leniwa, jakby rozkosz osiadła w kościach i nie chciała odejść. Uchyliła powieki.
     Pokój tonął w półmroku, rozświetlonym jedynie ciepłym, miodowym blaskiem, który tańczył na ścianach delikatnymi cieniami. Wyglądało to tak, jakby ktoś porozstawiał w sypialni dziesiątki grubych świec i pozapalał je wszystkie naraz, płomienie drgały spokojnie, rzucając złociste refleksy na ciemną pościel, na białe ściany zdobione sztukaterią i na wielkie lustro obok łóżka.
     Zerknęła w bok, w lustrze odbijała się ona sama, naga, rozczochrana, z policzkami wciąż rozpalonymi i Aleksander obok, leżący na plecach. Poza polem jej widzenia coś zdecydowanie się paliło. Ciepły, migoczący blask dochodził zza krawędzi łóżka.
     Uniosła się na łokciach, by zobaczyć co to. Rzeczywiście, na podłodze, na niskim stoliku, na komodzie, wszędzie stały grube, białe walce, a płomienie tańczyły na ich knotach leniwie, spokojnie, wypełniając sypialnię ciepłym, intymnym światłem.
     Zdziwiona przeniosła wzrok w drugą stronę. Za Aleksandrem rozciągało się ogromne okno na całą ścianę, a za szybą… wciąż panował dzień. Jasne, późno–popołudniowe słońce wisiało nad miastem, zalewając niebo swym blaskiem. Zmrużyła oczy, nie mogąc pojąć, jak to możliwe. Na zewnątrz pełne słońce, a w sypialni mrok rozświetlony jedynie świecami.
     – Widzę, że już się wyspałaś – powiedział Aleksander, przekręcając głowę w jej kierunku.
     Jego oczy drapieżnie błyszczały w blasku płomieni.
     – Długo spałam? – zapytała cicho, lekko ochrypłym głosem od niedawnego snu i wcześniej wydawanych jęków.
     Spojrzała najpierw na jego piękną, przystojną twarz na której gościł delikatny uśmiech, a potem, chcąc sprawdzić, czy dużo straciła, skierowała wzrok niżej, na jego krocze. Przyrodzenie wciąż sterczało dumnie. Wciąż było twarde, pulsujące, jakby czas się dla niego zatrzymał.
     – Może kilkanaście minut – odparł spokojnie.
Obrócił się na bok, podparł na jednym łokciu. Wolna dłoń powędrowała powoli na jej brzuch, palce musnęły skórę leniwie, zataczając drobne koła. Potem sunęła wyżej, wyżej, aż objęła delikatnie pierś i zaczęła ją ugniatać. Kciuk co jakiś czas drażnił sutek, który natychmiast stwardniał boleśnie pod jego dotykiem.
     – Wcześniej, gdy ci tłumaczyłem, że masz nie analizować, co czujesz, tylko po prostu cieszyć się tym – powiedział Aleksander niskim, spokojnym głosem – nie miałem na myśli samego orgazmu, a jedynie przyjemność, jaką czerpiesz z całowania.
     Aurelia zmarszczyła brwi, próbując skupić się na jego słowach, choć każdy dotyk sprawiał, że myśli rozmywały się w ciepłej mgle. Sutek bolał słodko pod jego palcami, a przyjemny ból promieniował falą przez pierś, brzuch, aż między uda.
     – Wyobraź sobie, że seks… czy też czynności, które można pod niego podciągnąć – ciągnął ciepłym ale jednocześnie władczym głosem, patrząc jej prosto w oczy – jest jak płynięcie na łodzi. Przyjemność to woda, która, jak jesteś na pokładzie, od czasu do czasu cię chlapnie. Za to orgazm można przyrównać do szalejącego sztormu, gdzie przyjemność raz za razem obmywa całe twoje ciało.
     Mocno, ale z wyczuciem uszczypnął jej sutek, a przyjemny ból wystrzelił przez pierś i rozlał się gorącym żarem po całym ciele.
     Aurelia westchnęła cicho, biodra drgnęły mimowolnie.
     – Wtedy musisz utrzymać się jak najdłużej na pokładzie – mruknął – bo jak woda cię porwie, to na stówę zachłyśniesz się i stracisz przytomność, a po wyciągnięciu cię z wody przez jakiś czas będziesz musiała dochodzić do siebie.
     – Wybacz, Aleks… ale musisz prostszym językiem… abym była w stanie... teraz to zrozumieć… – wyszeptała, jej oddech przyspieszał z każdym ruchem jego dłoni na piersi, jej sutek był napięty, a ciało drżało pod jego dotykiem.
     Aleksander zatrzymał dłoń na chwilę, spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem, w którym była nuta drapieżności.
     – Po prostu nie jesteś przyzwyczajona do takiej ilości przyjemności – wyjaśnił.
     Wznowił pieszczoty, jego palce znów bez pośpiechu ugniatały jej pierś.
     – Twoje ciało jest przebodźcowane i odcina świadomość.
     Przerwał, by chwilę się zastanowić. W tym czasie znów kciukiem delikatnie drażnił sutek.     – Tak jak podczas nokautu organizm odcina świadomość, aby człowiek nie czuł bolesnego upadku. Tak twój organizm, po przekroczeniu pewnego poziomu przyjemności, uznaje to za zagrożenie.
     – Jak z tym walczyć? – zapytała, spoglądając mu prosto w oczy, głosem drżący z podniecenia i determinacji.
     Chciała być świadoma wszystkich orgazmów, jakie Aleksander był w stanie jej zapewnić.
     – Zapewne wystarczy tylko ćwiczyć – odparł cicho – Ale najlepiej mieć świadomość, że zasługujesz na przyjemność i nie jest ona w żadnym stopniu dla ciebie zagrożeniem.
     – Pomożesz? – zapytała głosem drżącym od podniecenia i niepewności.
     Aleksander wypuścił szybko powietrze nosem, z lekkim, rozbawionym westchnieniem, jakby jej prośba była najsłodszą rzeczą, jaką słyszał tego dnia.
     – Obiecałem, że zrobię ci dobrze… i słowa dotrzymam – odparł niskim, ciepłym głosem.
     Puścił jej pierś. Jego palce prowokująco musnęły sutek po raz ostatni i wyciągnął rękę nad Aurelię, sięgając po dwie poduszki. Przysiadł na moment, złożył większą poduszkę na pół i delikatnie umieścił ją pod jej głową, unosząc ją lekko, by mogła wygodniej patrzeć.
     – Podnieś pośladki do góry – wydał polecenie, stanowczym tonem.
     Aurelia ugięła kolana, podparła stopy w sandałkach stabilnie na materacu i uniosła biodra. Jej mięśnie napięły się, mostek wysklepił jej plecy, piersi uniosły się kusząco. Zerknęła w dół, między swoje uda, widząc, jak Aleksander wysuwa spod jej pośladków biały, puszysty ręcznik kąpielowy. Ułożył pod jej plecami mniejszą poduszkę, a ręcznikiem przykrył ją starannie.
     – Możesz opuścić pośladki – powiedział już nieco łagodniej.
     Aurelia opadła powoli, lądując lędźwiami i górną częścią pośladków na małej twardej poduszce, co uniosło jej biodra lekko do góry. Teraz leżała wygodnie, bez większego problemu mogąc zerkać w dół, między piersiami, na płaski brzuch i na swój gładko wygolony wzgórek łonowy, lśniący od wilgoci.
     – Ale ty też musisz mi coś obiecać – powiedział z uśmiechem na ustach.
     – Co takiego? – zapytała niepewnie.
     Jej serce biło coraz szybciej.
     – Będę cię smakował tam na dole – mruknął, przysuwając się niżej – a ty będziesz się starała przetrwać przynajmniej trzy orgazmy.
     Aurelia zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, jej niedowierzanie mieszało się z palącym podnieceniem.     
     – Ale jak to, aż trzy?
     Nie dowierzała w to co słyszy. W końcu wcześniej traciła przytomność przy każdym, nawet mniejszym orgazmie, jaki jej zafundował.
     – Dobrze usłyszałaś, aż trzy – odparł spokojnie, z drapieżnym uśmiechem na ustach. – W końcu jak masz zamiar w najbliższej przyszłości poczuć mnie w sobie, nie możesz stracić władzy nad ciałem zanim ja w tobie nie dojdę.
     Aleksander przybrał wygodną pozycję między jej rozłożonymi nogami, dłonie położył na wewnętrznej stronie ud, delikatnym ale stanowczym ruchem rozchylił je szerzej, odsłaniając ją całkowicie.
     – Ja natomiast nie będę ułatwiał ci sprawy – przerwał, by złożyć pocałunek na wewnętrznej stronie jej uda, ciepły, wilgotny, tak blisko... ale nie wystarczająco blisko.
     – Będę dostarczał ci przyjemności podczas trwania orgazmu.
Kolejny pocałunek wylądował na drugim udzie, tym razem nieco wyżej.
     – A ty będziesz musiała to przetrwać.
Pocałunek, tym razem wylądował zdecydowanie bliżej jej kobiecości.
     – Choć dam ci chwilę odsapnąć po każdym orgazmie – kolejny pocałunek wylądował w pachwinie, tuż obok jej lśniących warg.
     Aurelia spoglądała na niego szeroko otwartymi oczami, pełnymi niedowierzania i palącego głodu, jej biodra drżały w oczekiwaniu. Nie mogła się doczekać, aż poczuje na swojej spragnionej cipce jego wygłodniałe usta.
     – Ale nie zbyt długo…Złożył pocałunek w drugiej pachwinie. Blisko, ale wciąż nie tam, gdzie najbardziej go pragnęła.
     – Jak będę czuł, że twoje ciało się napina, będę je pieścił… – mruknął niskim, chrapliwym głosem.
     Czuła jego gorący oddech na swojej skórze. Między swymi udami ujrzała jego uśmiechnięte usta, kusząco lśniące od jej soków.
     – Ale jak poczuję, że twoje ciało wiotczeje, a ty znów odpływasz… – mówił, patrząc jej prosto w oczy spokojnym głosem – kończymy zabawę.
     – Nie dojdzie do tego – szybko zaprotestowała, drżąc z determinacji i podniecenia, biodra same drgnęły, szukając więcej uwagi.
     – No ja myślę – odparł zadowolony
     Złożył pocałunek tuż nad jej łechtaczką.
     Biodra Aurelii instynktownie wystrzeliły do góry, rozpaczliwie domagając się więcej, ale pewne dłonie na jej udach powstrzymały jej ruch, trzymając mocno, nie pozwalając na ucieczkę.
     Aleksander już nie droczył się dłużej. Wyciągnął język i całą jego szerokością powoli przeciągnął po całej długości jej cipki, od dołu aż po łechtaczkę, zbierając gęste, gorące soki, smakując ją.
     Gdy jego język oderwał się od jej kobiecości, Aurelia ujrzała grubą, kusząco lśniącą nić wilgoci, od czubka jego języka do jej rozchylonych warg. Gdy wsunął język do ust jego powieki opadły na chwilę, a ciche, głębokie mruknięcie dobiegło do jej uszu, wibrując w powietrzu.
     Język Aleksandra ponownie znalazł się na cipce Aurelii. Pracował na niej coraz szybciej, dokładnie wylizując każdy milimetr jej wilgotnych warg, nie omijając łechtaczki, wręcz celowo ją drażnił. Czubkiem języka zataczał małe, szybkie kółka, potem przeciągał płasko, mocno, jakby chciał ją zmusić do tego by całe jej ciało drżało pod jego pieszczotami.
     Aurelia wbiła głowę w poduszkę, wzrok poszybował w górę, ku sufitowi, gdzie migotały cienie świec. Całe jej ciało falowało instynktownie, biodra unosiły się w górę, szukając więcej tarcia, więcej jego języka, więcej tej niekończącej się rozkoszy. Poczuła na nodze ciepły dotyk, palce wędrowały powoli po wewnętrznej stronie uda, do kolana, niżej, aż do kostki. Nagle jej stopa stała się dziwnie lekka.
     Zerknęła w dół, przez mgłę podniecenia i zobaczyła, to czego dokonał. Dłoń Aleksandra delikatnie oswobodziła jej nogę z ciężkiego sandałka, pasek zsunął się z cichym szelestem, a but opadł na pościel. Nawet nie spoglądając co robi, kontynuował. Wprawnym, niemal automatycznym ruchem palców rozpiął zamek na drugiej kostce, a potem zsunął drugi sandałek z jej stopy, zostawiając ją całkowicie nagą.
     „Boże, co on ze mną robi…” – pomyślała Aurelia, zaciskając mocniej piąstki na pościeli po swoich bokach. Materiał skręcił się pod jej palcami, biodra drżały, cipka pulsowała boleśnie, spragniona i gotowa na więcej.
     Gdy Aleksander poradził sobie z obuwiem, obie dłonie wróciły pod jej pośladki, podtrzymywały je mocno, unosząc biodra jeszcze wyżej, tym samym wywierając większy nacisk językiem na jej wargi i łechtaczkę. Teraz lizał ją głębiej, mocniej. Jego język wciskał się między fałdy, smakował każdy centymetr, drażnił łechtaczkę szybkimi, precyzyjnymi ruchami.
     Aurelia niemal instynktownie umieściła już oswobodzone stopy na umięśnionych łopatkach Aleksandra, pięty wbiły się w jego twarde mięśnie, nogi zamknęły się wokół jego głowy, przyciągając go bliżej, nie pozwalając mu się cofnąć. Biodra zaczęły falować coraz szybciej, wręcz desperacko, ocierając się o jego język, szukając więcej tarcia, więcej ciepła, więcej rozkoszy.
     Aleksander nie protestował. W odpowiedzi jego język przyspieszał, lizał ją mocniej, głębiej, jakby chciał ją pochłonąć całą. Ciche, wilgotne dźwięki wypełniły sypialnię: mlaskanie, jej westchnienia i jego mruknięcia zadowolenia.
     Po dłuższej chwili tego rodzaju tortur ze strony Aleksandra, ciało Aurelii nagle napięło się i zaczęło całe drżeć. Dreszcz rozkoszy przeszedł przez nią falą, od czubka głowy po palce stóp, a jej biodra wystrzeliły w górę, szukając więcej kontaktu. Dłonie błyskawicznie powędrowały do głowy Aleksandra, palce wplotły się mocno w jego włosy, przyciągając jego twarz jeszcze głębiej, wciskając ją w swoją drżącą, wilgotną cipkę.
     Aleksander uśmiechnął się pod nosem i zaczął mocno, wręcz agresywnie ssać jej łechtaczkę, jego język wirował wokół niej, usta zaciskały się rytmicznie, jednocześnie w jej zamglone rozkoszą oczy. Jego wzrok był intensywny, pełen kontroli i satysfakcji.
     Aurelia szybko i płytko nabierała powietrza w płuca, jakby nagle zapomniała, jak się powinno oddychać, by po chwili jej usta rozwarły się szeroko i wydała z siebie przeszywający, wysoki krzyk rozkoszy. Całe ciało zadrżało, cipka zacisnęła się spazmatycznie, soki trysnęły gęsto, spływając po jego brodzie i szyi, a uda drżały niekontrolowanie.
     Gdy uchwyt na jego włosach zelżał, Aleksander przestał ssać łechtaczkę, dając jej chwilę oddechu. Jej biodra wciąż podskakiwały w drobnych konwulsjach, cipka pulsowała.
     Przełożył ramiona nad jej uda i wspiął się nad nią, by spojrzeć na nią twarzą w twarz. Ujął jej policzki dłonią, kciuk musnął jej rozkosznie wyglądające wargi.
     Aurelia instynktownie objęła go mocno ramionami, jakby bała się, że zniknie.
     – Jesteś tutaj? – zapytał cicho, ciepłym i troskliwym głosem.
     Odpowiedziała powolnym skinieniem głowy, delikatnie uśmiechając się do niego.
     – Gotowa na jeszcze? – zapytał z uśmiechem na ustach.
     Kciukiem drażnił jej dolną wargę.
     – Taaak – westchnęła, kiwając głową.
     Aleksander złożył szybki, delikatny pocałunek na jej ustach, po czym osunął się niżej.
     Wzrok Aurelii powędrował za nim. Ujrzała go klęczącego tuż pod jej rozwartymi udami. Jego wielki, ciężki kutas sterczał dumnie, zakrzywiony lekko ku górze, czubek lśniący od jej soków i kremu. Masywne jaja i nasada kutasa dotykały jej jeszcze wrażliwej cipki, a trzon spoczął na jej łonie, czubkiem sięgając aż nad jej pępek.
     Aurelia wciągnęła powietrze do płuc i na dłuższą chwilę wstrzymała oddech. Ten widok był przytłaczający, piękny, przerażający i kusząco nieprzyzwoity jednocześnie. Myśl, że to wszystko wkrótce będzie w niej, sprawiła, że cipka zacisnęła się znowu, mimo wyczerpania.
     Aleksander umieścił dłonie pod jej biodrami i jakby nigdy nic uniósł je do góry, sprawiając, że jego ciężki, pulsujący kutas przywarł mocno do jej cipki. Trzon ślizgał się po całej długości jej wilgotnych warg, rozmazując jej soki, po czym prześliznął się między pośladkami.
     Poprawił chwyt, chwycił ją od spodu w talii, podtrzymując za miednicę i cipka Aurelii powędrowała wprost do jego ust.
     Zdezorientowana i zaskoczona jego poczynaniami, otworzyła szeroko oczy i napięła ramiona, wbijając je w materac. Instynktownie zaplotła nogi za jego głową, przyciągając go jeszcze głębiej, nie pozwalając mu się cofnąć.
     Aleksander przywarł ustami do jej cipki, jego nos drażnił nabrzmiałą łechtaczkę, podczas gdy język wdzierał się do środka. Nie oblizywał już tylko fałd. Dokładnie badał zakamarki jej cipki czubkiem języka, następnie całą jego szerokością niemiłosiernie rozciągał jej ciasne wnętrze. Ścianki pochwy instynktownie zaciskały się na nim, próbując go zatrzymać, ale on wchodził głębiej, badając dokładnie każdy centymetr.
     Gdy wysuwał język, mocno napierał na przednią ściankę, trafiając w punkt, o którym wcześniej nie miała pojęcia. Czuła, jak tam, wewnątrz, coś eksploduje za każdym razem, gdy czubek języka docierał do tego czułego miejsca. Potem znów się wdzierał, szybko, zdecydowanie rozciągając ją, wypełniając, drażniąc. Usta nie odrywały się od jej cipki ani na chwilę: ssał, lizał, penetrował, nie dając jej chwili odpoczynku.
     Spoglądając w oczy Aleksandra, mogła przysiąc, że ten się uśmiecha za każdym razem, gdy trafiał w ten punkt, jakby wiedział dokładnie, co robi. Język przyspieszał: wchodził i wychodził coraz szybciej, coraz intensywniej, drażniąc jej wrażliwe wnętrze po niedawno odbytym orgazmie.
     Aurelia sapała coraz szybciej, w rytm jego pchnięć, w rytm, który dyktował jego język. W końcu sapnięcia przerodziły się w rytmiczne, coraz głośniejsze jęki i krzyki.
     Aleksander puścił jej talię, a jego dłonie powędrowały do jej piersi, bezlitośnie je ściskając, przy okazji drażniąc palcami jej twarde sutki, wrażliwe po wcześniejszych pieszczotach. Jednocześnie nie przerywał intensywnego rżnięcia językiem jej cipki, wypełniając ją, rozciągając i drażniąc każdy nerw.
     Tego było już dla Aurelii za wiele.
     Instynktownie umieściła dłonie na jego dłoniach, jej palce splotły się z jego palcami, jakby chciała go przytrzymać, nie pozwolić na to, by przestał. Całe jej ciało napięło się jak struna, mięśnie ud drżały, brzuch falował, a piersi uniosły się wysoko. Kolejne fale orgazmu obmywały ją bezlitośnie.
     Aleksander widząc, co się dzieje, nie wysunął języka z jej wnętrza. Jego język rozpoczął istny taniec, napierając na jej czuły punkt, nie pozwalając jej tak łatwo opaść ze szczytu. Usta zasysały, język napierał na jej punkt G, a nos ocierał się o łechtaczkę.
     Wnętrze sypialni rozbrzmiało przeszywającym krzykiem rozkoszy, odbijającym się od ścian, jakby sam dźwięk wstrząsnął powietrzem. Płomienie świec zatańczyły, jakby ogień był przytłoczony natłokiem emocji, które uchodziły z ciała Aurelii przez usta.
     Gdy Aurelia wciąż usiłowała nie stracić świadomości, gdy czuła, że największą falę ma już za sobą i za chwilę będzie jej o wiele łatwiej, wtedy nadciągał kolejny orgazm, jeszcze większy od poprzedniego. Aby przetrwać tę nawałnicę rozkoszy, postanowiła odnaleźć wzrokiem Aleksandra i w nim znaleźć oparcie, w jego ciemnych, błyszczących oczach, pełnych satysfakcji i władzy.
     Aleksander czując, że już trzeci pod rząd orgazm targa ciałem Aurelii i jak z trudem radzi sobie ze zniesieniem tej przyjemności, postanowił przerwać pieszczoty. Jego dłonie opuściły jędrne piersi i powoli, ale zdecydowanie sunęły ku jej biodrom. Jej dłonie towarzyszyły jego dłoniom w tej wędrówce, jakby nie chciała go puścić, aż ostatecznie oswobodził spod jej uścisku najpierw prawą dłoń. Wtem przełożył prawe ramię między swoją szyją, a udem Aurelii. Gdy jej uda się rozluźniły, drugie ramię prześliznęło się już z łatwością. Podtrzymując ją za pośladki, ostrożnie opuścił jej biodra na pościel, delikatnie, jakby bał się, że się rozpadnie.
     Gdy Aleksander chciał się nad nią pochylić, nim oparł dłonie na pościeli, Aurelia sprawnie wplotła swoje dłonie w jego. Spojrzenie nie mogło oderwać się od jego oczu. Jej ciało wciąż drżało od przyjemności, od czasu do czasu szarpane konwulsjami kolejnego, nadchodzącego orgazmu.
     – Trzymasz się jakoś? – zapytał, spoglądając jej prosto w oczy, głosem, w którym rozbrzmiewała nuta troski, która kontrastowała z drapieżnością wcześniejszych pieszczot.
     Aurelia powoli skinęła głową, wciąż z trudem łapiąc oddech.
     – Jakoś dajesz radę? – dopytał.
     – Na razie… tak – odpowiedziała z trudem.
     Aleksander przekrzywił głowę i złożył na jej ustach delikatny pocałunek, jakby chciał jej przypomnieć, że jest tu z nią, a nie tylko nad nią. Gdy oderwał się, spojrzał na nią ponownie.
     Aurelia oswobodziła swoje dłonie z jego uścisku. Położyła je na bokach jego ciała i powoli, czule sunęła w górę, po twardych mięśniach pleców, aż w końcu wsunęła je na jego ramiona, usiłując przyciągnąć bliżej.
     – Przytul… mnie… proszę… – wyszeptała.
     Aleksander opuścił tors niżej, pozwalając jej wtulić się w siebie. Ciepło jego skóry, bicie serca pod policzkiem i zapach jego ciała otuliły ją całkowicie. Przeturlał się z nią w objęciach, płynnie i ostrożnie, aż znalazł się na plecach, a Aurelia leżała na nim, przylegając do niego całym ciałem.
     Jej głowa spoczywała na umięśnionej klatce piersiowej. Na udzie poczuła coś twardego, gorącego, jego kutas wciąż był sztywny, więc niewiele myśląc osunęła się nieco niżej, aż twardy trzon mocno przylgnął do jej krocza. Instynktownie, mocno zacisnęła na nim uda, krzyżując kostki, jakby chciała go zatrzymać tam na zawsze, poczuć go blisko.
     Poczuła, jak dłonie Aleksandra lądują na jej plecach i czule gładzą skórę wzdłuż kręgosłupa, powoli, uspokajająco. Jedna z nich powędrowała wyżej, do jej głowy, palce wplotły się delikatnie w włosy, gładząc je powoli i kojąco.
     To było dokładnie to, czego potrzebowała.
     Kolejne fale przyjemności już nieco słabsze, ale wciąż głębokie, przeżywała mocno wtulona w jego ciało, z jego twardym przyrodzeniem między swoimi udami, czując bicie jego serca pod policzkiem i jego oddechem na swoich włosach.
     Zadarła głowę do góry, by spojrzeć na twarz ukochanego.
     – Dziękuję… – wyszeptała, gdy kolejny orgazm, łagodniejszy, ale wciąż intensywny, szarpnął jej miednicą, sprawiając, że zacisnęła uda mocniej.
     W odpowiedzi Aleksander tylko się uśmiechnął i pogładził ją po włosach, jego palce powoli przeczesywały blond kosmyki.
     Dłoń, do tej pory gładząca plecy Aurelii, powędrowała niżej i spoczęła na jej jędrnym pośladku. Palce zacisnęły się delikatnie, sprawiając, że ciepło przeniknęło przez skórę.
     – Jak poradzisz sobie jeszcze z tym… – mruknął Aleksander, głosem pełnym figlarnej obietnicy.
     Ścisnął pośladek mocniej, palce wbiły się w miękkie ciało.
     – …to możesz się przespać.
     Dłoń zniknęła na moment, tylko po to, by wrócić z impetem. Głośny, ostry klaps rozbrzmiał w sypialni, skóra zapłonęła, a fala przyjemnego ciepła wystrzeliła przez pośladek, biodra i cipkę.
     Aurelia poczuła, jak jej cipka zaciska się rozpaczliwie, wyciskając gęste soki wprost na jego twardego kutasa. Ciaśniej zacisnęła uda na jego twardym przyrodzeniu, trzon pulsował uwięziony między jej wargami i udami. Drżące biodra sprawiały, że cipka ślizgała się po nim dodatkowo potęgując przeżywany orgazm. Mimowolnie wbiła paznokcie w mięsień grzbietu Aleksandra pragnąc jeszcze mocniej się w niego wtulić, przeżyć tę nieziemską rozkosz razem z nim.
     Podniosła wzrok do góry, pragnąc mu podziękować za kolejny orgazm jaki jej właśnie zapewnił, ale nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Z jej ust, wydostało się jedynie westchnienie.
     Poczuła dłoń Aleksandra gładzącą ją po głowie.
     Gdy zrezygnowała z próby podziękowania i chciała odłożyć głowę z powrotem na jego klatkę piersiową, coś przykuło jej uwagę. Za oknem, za którym wciąż trwało, jasne, późne popołudnie, kilka ptaków przelatywało w zwolnionym tempie. Ich skrzydła biły leniwie, jakby powietrze, nagle zwiększyło swoją gęstość, albo jakby cały świat zwolnił, by ta chwila mogła trwać jak najdłużej.
     Aurelia zamrugała zmęczona, szczęśliwa, wciąż drżąca. Nie zaprzątała swych myśli ptakami za oknem. Wtuliła się mocniej w ciepło jego ciała, w bicie jego serca, w zapach skóry i pozwoliła, by ta błogość trwała jak najdłużej.

***

     Aurelia nie była pewna, czy zasnęła, a jeśli tak, to nie wiedziała, na jak długo. Ponieważ jeżeli śniła, to śniła tylko o tym, że leży wtulona w Aleksandra, cały czas czując ciepło jego ciała, bicie serca pod policzkiem, zapach skóry, oraz twardy trzon między udami. Gdy otworzyła oczy, czuła się zrelaksowana i wypoczęta, jakby całe ciało zostało na nowo napełnione spokojem. Błogość wciąż w niej rozbrzmiewała, niczym echo niedawnych orgazmów. Delikatne mrowienie w mięśniach oraz leniwa słodycz w kościach nie chciały zniknąć.
     Ciekawa, czy Aleksander śpi, ostrożnie podniosła głowę, nie chcąc go przypadkiem zbudzić  i spojrzała do góry na jego twarz.
     – Już wypoczęłaś? – zapytał cicho, gładząc ją dłonią po plecach, palce sunęły powoli wzdłuż kręgosłupa, uspokajająco, czule.
     Aleksander leżał na plecach, jedną ręką założoną pod głowę, drugą wciąż na jej plecach. Spoglądał na nią ciemnymi oczami, błyszczącymi w blasku świec.
     – Tak, czuję się jakbym narodziła się na nowo – odpowiedziała szczerze.
     Uśmiechnął się słysząc jej słowa, jakby to właśnie chciał usłyszeć.
     – To może wskoczymy pod prysznic zanim podrzucę cię do domu – zaproponował, palcami wciąż gładząc jej plecy, jakby nie chciał przerywać kontaktu.
     Aurelia skinęła głową, wiedziała, że o wiele łatwiej będzie wytłumaczyć rodzicom, że po szkole postanowiła odwiedzić Aleksandra, gdy nie będzie się wokół niej unosił zapach seksu, soków i jego skóry.
     – Dobry pomysł.
     Podniosła się powoli, znajdując się na czworaka, okrakiem nad nim i rzuciła szybkie spojrzenie na jego twarz. Pochyliła się i złożyła na jego ustach szybki, delikatny pocałunek. Potem, lekko speszona, przeturlała się w bok i usiadła na krawędzi łóżka, spuszczając nogi na podłogę. Nim wstała, odwróciła się i rzuciła mu przelotne spojrzenie. Jej oczy błyszczały, a policzki były zaróżowione z zawstydzenia.
     – Pójdę po gumkę do włosów i zaraz przyjdę – oznajmiła z delikatnym uśmiechem.
     – Jakby co, łazienka jest tam – odparł, wskazując ręką na drzwi za łóżkiem, za którymi znajdowała się garderoba i łazienka przy sypialni.
     – Za chwilę będę – odpowiedziała, wstając powoli, czując przyjemne mrowienie w udach i lekkie drżenie kolan.
     Uśmiechnęła się do niego jeszcze raz – szeroko, szczęśliwie – po czym ruszyła w stronę drzwi, naga, rozczochrana, wciąż otulona jego zapachem i błogością, która nie chciała odejść.
     Nim chwyciła za klamkę, pomieszczenie nagle pojaśniało. Ale ruszyła w stronę przedpokoju, nie chcąc marnować czasu na zastanawianie się nad tym zjawiskiem.

***

     Gdy Aurelia weszła do łazienki, z włosami już związanymi w kok z tyłu głowy, przystanęła na chwilę onieśmielona rozmiarem pomieszczenia. Marmurowe ściany odbijały ciepłe światło kinkietów, podłoga lśniła ciemnym granitem, a ogromny prysznic w aneksie wyglądał jak osobny niewielki pokój. Ale nie chciała marnować czasu na zachwycanie się tym wszechstronnym wnętrzem. Odnalazła wzrokiem Aleksandra, który stał już w aneksie prysznicowym, regulując temperaturę wody. Strumień spadał cicho, para unosiła się leniwie wokół niego. Uśmiechnęła się nieśmiało na jego widok i na ile pozwalały jej wciąż miękkie nogi, pomaszerowała w jego kierunku.
     Gdy stanęła obok, Aleksander chwycił słuchawkę prysznica i skierował strumień wody na jej ciało, a ciepły, równy deszcz spłynął po jej skórze.
     – Może być? – zapytał spokojnie, patrząc jej w oczy.
     Przytaknęła kiwnięciem głowy, z uśmiechem, który nie schodził jej z ust.
     Aleksander zwilżył całe jej ciało. Woda spływała po piersiach, brzuchu, udach, po czym odwiesił słuchawkę. Nabrał na dłonie sporą ilość żelu pod prysznic i zaczął namydlać jej drobne ciało. Palce ślizgały się po ramionach, plecach, biodrach. Omijał jej piersi celowo, drażniąc ją przez pewien czas. Aurelia westchnęła cicho, gdy w końcu przeszedł do nich. Jego dłonie zamknęły się na jej piersiach, ugniatały je powoli, kciuki drażniły sutki, które natychmiast stwardniały pod mydlaną pianą.
     – Odwróć się do mnie tyłem – powiedział cicho, niskim głosem.
     Uczyniła to posłusznie. Aleksander namydlił jej plecy, szerokimi, pewnymi ruchami potem pośladki, palce wślizgnęły się między nie, drażniąc delikatnie. W końcu wrócił do piersi, obejmując je od tyłu, ugniatając je mocniej, twarde sutki ślizgały się między jego palcami.
     Aurelia poddając się tym pieszczotom, odwróciła się nieznacznie, zerkając za siebie i unosząc podbródek do góry. Gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, ich usta zatopiły się w sobie. Pocałunek był głęboki i łapczywy, a języki splotły się natychmiast w nieprzyzwoitym tańcu. Ona znowu zaczęła się rozpływać w rozkosznej ferii doznań. Woda spływała po nich, piana ślizgała się między ciałami, jego dłonie wciąż ugniatały jej piersi.
     Aleksander nagle przerwał pocałunek.
     – Ktoś musi mnie jeszcze namydlić – oznajmił, widząc jej zawiedzione spojrzenie.
     Puścił jej piersi, a gdy się odwróciła do niego, uniósł w dłoni butelkę z żelem pod prysznic.
     Bez słowa Aurelia uniosła obie dłonie. Aleksander wycisnął na nie sporą ilość żelu. Umieściła dłonie na jego twardej klatce piersiowej i zaczęła nimi błądzić po jego ciele, starając się wyryć w pamięci każdy kształt mięśni, każdy kontur, każdy centymetr. Wzrok podążał za dłońmi po ramionach, brzuchu, biodrach, jakby chciała zapamiętać go na zawsze.
     W końcu jej dłonie dotarły do jego nabrzmiałego przyrodzenia. Aurelia nieśmiało, delikatnie trąciła je opuszkami palców, jakby bała się, że się spłoszy. Potem ujęła je w dłoń i powoli, z wyczuciem, zaczęła przesuwać nią po całej długości. Skóra była napięta, żyły wyraźne pod palcami, a czubek lśnił od żelu. Serce waliło jej mocno, podniecenie mieszało się z lekkim zawstydzeniem. Powoli podniosła wzrok do góry, by spojrzeć w ciemne oczy Aleksandra, błyszczące w blasku łazienkowych świateł.
     – Może powinnam jeszcze raz zrobić ci loda? – zapytała cicho, głosem drżący z podniecenia, nie mogąc się doczekać, aż zanurzy tego olbrzyma w swoich ustach.
     – Nie wiem czy mamy czas na zabawę – odparł Aleksander spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta rozbawienia. – Powinniśmy doprowadzić się do porządku i muszę cię odwieźć o w miarę przyzwoitej porze do domu.
     – Będziesz w stanie prowadzić z takim twardzielem w spodniach? – zapytała z uśmiechem, jej dłoń przesuwała się po nim coraz szybciej, palce zaciskały się lekko na trzonie, a jej oczy błyszczały z podniecenia i figlarności.
     Aleksander parsknął śmiechem słysząc jej argument. Spojrzał na nią z góry, z lekkim uniesieniem brwi.
     – Chyba mnie przekonałaś – powiedział głosem, w którym władczość mieszała się z rozbawieniem. – Tylko poczekaj chwilę.
     Chwycił za słuchawkę prysznica i skierował strumień wody najpierw na jej ciało. Ciepły deszcz spłukał resztki piany. Mydliny spływały po piersiach, brzuchu, udach. Potem na siebie, woda ściekała po jego mięśniach, po twardym kutasie, który wciąż sterczał dumnie. Jej dłoń nie przestawała pracować, jakby nie chciała już odpuścić.
     Gdy odwiesił słuchawkę, chwycił Aurelię za szyję zdecydowanie, ale nie sprawiając jej bólu i przyciągnął do siebie. Złożył na jej ustach pocałunek.
     – A teraz na kolana – powiedział swoim władczym tonem, patrząc jej prosto w oczy, po czym puścił jej szyję.
     Aurelia poczuła przyjemny dreszcz w podbrzuszu, jego słowa uderzyły w nią jak piorun. Osunęła się posłusznie na kolana, lądując pośladkami na wilgotnej, ciepłej posadzce. Owinęła usta wokół przyrodzenia Aleksandra. Najpierw delikatnie, czubkiem języka muskając żołądź, potem otworzyła usta szerzej, biorąc go coraz głębiej. Spojrzała do góry, prosto w jego oczy i ujrzała satysfakcję, niemal dumę, gdy posłusznie wykonywała to, co do niej należało.

***



     W pokoju pobrzmiewała cicha muzyka, a kojący głos Lany Del Rey płynął spokojnie na jej nutach. Agata leżała na łóżku z otwartą książką na kolanach, ale od dłuższego czasu nie była w stanie przeczytać ani jednego zdania. Myśli kłębiły się jej w głowie – wiedziała, że grozi jej coś poważnego, ale nie miała pojęcia co dokładnie i jak się przed tym bronić. Jedyną osobą, na której mogła polegać, był Aleksander. Wierzyła, że Aleksander wszystkim się zajmie. Na domiar złego przejmowała się jego stanem zdrowia i zdawało się, że za niedługo może zabraknąć na tym świecie człowieka, na którym najbardziej jej zależy.     Z zamyślenia wyrwało ją ciche stuknięcie drzwi wejściowych, a po dłuższej chwili rozległo się delikatne stukanie do drzwi. Agata wzdrygnęła się wystraszona.
     – To ja Aleks – rozległ się głos jej brata, a jej serce się uspokoiło – jesteś?
     – Tak, wejdź. – odpowiedziała.
     Zamknęła książkę i umieściła ją między kolanami, gdy drzwi się uchyliły i ujrzała Aleksandra.
     – Cześć – powiedział kwaśno się uśmiechając
Nie wiedziała dlaczego, ale miała wrażenie, że coś się w nim zmieniło.
     – Cześć – odpowiedziała ledwo słyszalnym głosem, wypuszczając całe powietrze z płuc.
     Aleksander położył na biurku dokumenty w koszulce na jej biurku, zdjął z ramienia torbę, w której coś głucho postukiwało i położył ją na brzegu łóżka, a sam wszedł na jej łóżko i zajął pozycję tuż obok niej.
     Wydawał się być czymś przytłoczony, aż Agata poczuła delikatny niepokój. Spojrzała zaniepokojona na jego twarz szukając odpowiedzi.
     – Dowiedziałeś się czegoś nowego?
     – Od czasu kiedy ostatni raz się widzieliśmy wydarzyło się tyle dziwnych i trudnych do pojęcia rzeczy, że trudno mi zdecydować od czego zacząć...
     – Co masz na myśli? – zapytała cicho, czując, jak serce bije jej coraz szybciej.
Aleksander spojrzał jej prosto w oczy. Gdy ich spojrzenia się spotkały, na jego ustach pojawił się delikatny, zmęczony uśmiech.
     – Pamiętasz jak ci obiecałem, że jak znajdę magiczny sklep, który obiecałem odwiedzić głosowi z mojego snu, to ci o tym powiem?
     Agata skinęła głową.
     – To go odnalazłem...
     – Odnalazłeś magiczny sklep? – zapytała ze zdziwieniem – Skąd w ogóle wiesz, że jest... magiczny?
     – Daj dłoń – powiedział unosząc nad jej kolanem swoją prawą dłoń z rozpostartymi palcami.     Nie zastanawiając się wsunęła swą dłoń w jego, splatając palce. W dłoni czuła dziwne przyjemne pulsujące ciepło, z każdym uderzeniem serca sięgające coraz dalej wzdłuż jej ramienia.
     – Ile widzisz sygnetów na moich placach?
     Przyglądała się uważnie, ale nic nie dostrzegła.
     – Żadnego...
     – Na pewno? – wtrącił, gdy nie wiedzieć skąd na jego palcach nagle pojawiły się cztery sygnety, z czego dwa wydawały się Agacie dość nietypowe. Dwa sygnety wydawały się posiadać, czarne wypolerowane kamienie, trzeci posiadał kamień zdający się emanować zielonkawo perłowym blaskiem, natomiast sygnet bez widocznego kamienia, w kształcie czaszki, zdawał się wytwarzać czarną mgłę poprzez oczodoły.
     – Jak... to zrobiłeś? – zapytała nie wiedząc do końca co się właściwie wydarzyło.
     – Czyli nie zwariowałem? – zapytał z przekąsem.
     – Po prostu wcześniej ich nie zauważyłam... ale sygnety na baterie, to jeszcze żaden dowód na istnienie magii.
     – Na jakie baterie?
     – No jeden świeci się delikatnie na zielono, a z oczodołów czaszki wydobywa się czarny dym, a w dwóch pozostałych chyba wyczerpało się zasilanie.
     – Poważnie?Aleksander lewą dłonią ściągnął z nosa okulary i podał je Agacie.     – Spójrz przez nie.
     Agata delikatnie wzięła w dłoń okulary Aleksandra i wsunęła je ostrożnie na nos. Znów spojrzała na dłoń Aleksandra. Tym razem pozostałe dwa sygnety również zdawały się wyglądać dość osobliwie. Oczy srebrnego wilka pulsowały czerwienią, dokładnie w rytm przyjemnego ciepła, które czuła w dłoni, a kamień czwartego wydawał się poprzecinany bladymi nitkami po której tańczyły jasne iskierki. Natomiast co dziwniejsze, dostrzegała delikatną, niemal niedostrzegalną krwistoczerwoną poświatę jakby obrysowująca kontur ciała Aleksandra, oraz intensywne krwistoczerwone wzory jakby narysowane światłem na nadgarstku brata.
     Chwyciła dłonią oprawki i kilkukrotnie unosiła okulary, aby sprawdzić czy rzeczywiście przez szkła wszystko wygląda inaczej, jakby nie dowierzała własnym oczom. Po czym spojrzała w oczy Aleksandra. Z początku wydawało jej się, że pomiędzy jego źrenicami, a tęczówką świeci się cienka czerwona obręcz, ale im dłużej wpatrywała się w jego oczy, jego tęczówki zaczynały wytwarzać delikatne różowo–czerwonawe światło, a wewnątrz źrenicy dostrzegła jakiś wzór.
     – Co to wszystko znaczy? – zapytała
     – Przez te szkła widać magię. – wytłumaczył – jeżeli bez nich widzisz inaczej kamienie w sygnetach jak tylko czarne wypolerowane kamienie, to znaczy, że możesz korzystać z ich mocy.
     Agata poczuła jak zasycha jej w ustach, więc zwilżyła końcówką języka wargi.
     – Co za tym idzie... będę cię musiał zabrać do tego sklepu.
     – A te symbole na twojej dłoni?
     Aleksander puścił dłoń siostry i spojrzał na swoją dłoń, jakby zdążył się przyzwyczaić do ich obecności.
     – To – pokazał siostrze wnętrze dłoni – pozwala mi zapalać łatwopalne materiały, a to na nadgarstku jak się świeci oznacza, że znajduję się w miejscu gdzie mogę używać magii. Gdy się nie świeci, automatycznie blokuje mi możliwość używania magii.
     Agata nie wiedziała co ma opowiedzieć na te rewelacje.
     – Co do właściwości poszczególnych kamieni – Aleksander kontynuował – to ten – wskazał palcem na sygnet w kształcie głowy wilka z pulsującymi czerwienią oczami – daje witalność, zapewnia długie życie... ponoć nie jestem w stanie umrzeć ze starości.
Uśmiechnął się półgębkiem gdy Agata na niego spojrzała.
     – Zmienił trochę moje ciało.
     – Jak wchodziłeś to miałam wrażenie... że jesteś nieco większy niż wcześniej.
Agata prawą dłoń położyła na przedramieniu Aleksandra i najpierw delikatnie ścisnęła, ale czując jak jego twarde mięśnie stawiają opór, zacisnęła palce jeszcze mocniej. Gdy poczuła jak z podniecenia twardnieją jej sutki, wystraszyła się i cofnęła dłoń.
     – Ponoć efektem ubocznym działania kamienia... jest odczuwanie pociągu seksualnego do blisko spokrewnionych kobiet. – wyznał niepewnym głosem
     Agata zmarszczyła brwi.
     – Jak to „ponoć”? Nie masz co do tego pewności?
     – Można tak powiedzieć...Oczy Agaty się zaszkliły. Miała nadzieję, że dzięki magii czy czymkolwiek to jest, będzie miała okazje zbliżyć się do brata.
     – … trudno mi to jednoznacznie stwierdzić – kontynuował, unikając jej wzroku. – Może to brzmi dziwnie… może to jakiś chory fetysz, ale już od dłuższego czasu czuję pociąg… zarówno do ciebie, jak i do innych kobiet z naszej rodziny. – wyznał, wpatrując się w ich splecione dłonie, jednocześnie bojąc się spojrzeć siostrze w prosto w oczy.
     Gdy do Agaty dotarło, to co właśnie usłyszała, uśmiechnęła się, szybko pochyliła się do brata i pocałowała go w kącik ust.
     Aleksander odwrócił głowę w jej kierunku, chwycił ją za brodę i zetknęli się czołami.
     – Wcześniej tylko podejrzewałem, a teraz mam pewność, że czujesz to samo. Mimo wszystko i tak trudno było mi to tobie wyznać.
     – Rozumiem… – wyszeptała Agata drżącym głosem. – Czy to oznacza… że to zrobimy?
Aleksander spojrzał na nią uważnie, jego ciemne oczy złagodniały. Powoli uniósł dłoń i delikatnie odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy.
     – Jeśli tylko będziesz tego chciała – powiedział półszeptem, niemal muskając ustami jej ucho – to zabiorę cię w tę niedzielę na randkę… pod pretekstem prowadzenia dochodzenia. Chcę, żeby twój pierwszy raz był warty zapamiętania.
     Agata poczuła, jak serce podskakuje jej w piersi i zamiera na chwilę. Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Rumieniec zalał jej policzki gorącą falą.
     – Chcę… – wyrzuciła z siebie szybko, jakby bała się, że za moment zabraknie jej odwagi. Słowo wypadło niemal jak westchnienie.
     Nim zdążyła pomyśleć, pochyliła się i złożyła na jego ustach szybki, niepewny pocałunek – delikatny, ale pełen tłumionej tęsknoty. Jej wargi drżały, gdy się odsunęła, a oczy błyszczały z mieszanki ekscytacji i lęku.
     Aleksander przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, potem delikatnie objął jej policzek dłonią, kciukiem muskając dolną wargę.
     – Wracając do kamieni… – powiedział cicho.
Gestem skierował jej uwagę na ich wciąż splecione dłonie. Uniósł je lekko, a palcem wskazującym drugiej ręki delikatnie dotknął sygnetu z czarnym kamieniem, który był poprzecinany cienką siecią jasnoszarych żyłek, po których od czasu do czasu przemykała pojedyncza, ledwo widoczna iskierka – jakby wewnątrz tliło się coś żywego.
     – To jest kamień przeznaczenia – wyjaśnił spokojnie. – Nagina los w taki sposób, by szczęście mi sprzyjało.
     Agata uniosła brew, patrząc na sygnet z mieszanką niedowierzania i rozbawienia.
     – Powinieneś zakreślić losowe liczby i wysłać kupon – rzuciła żartobliwie.
     Aleksander parsknął cichym śmiechem, kręcąc lekko głową.
     – Testowałem jego działanie w nieco inny sposób – odparł z lekkim uśmieszkiem. – Na pewno działa na rzut monetą czy rzut kością.
     – Ale co najważniejsze – kontynuował Aleksander, patrząc jej prosto w oczy – przejdźmy do kamieni, których ty też możesz używać, skoro widzisz je bez moich okularów.
     Delikatnie zsunął z jej nosa swoje okulary lewą ręką, po czym sam je założył. Następnie wskazał sygnet z zielonym kamieniem, który mienił się subtelną, perłową poświatą, jakby w jego wnętrzu pulsowało blade, żywe światło.
     – To jest kamień snów – wyjaśnił spokojnie. – Gdy jesteś w jego posiadaniu, możesz mieć bardzo realistyczne sny. Możesz również odwiedzać sny innych… i decydować, co im się śni.
     Agata patrzyła na sygnet z szeroko otwartymi oczami. W jej spojrzeniu mieszało się niedowierzanie z rosnącą fascynacją i lekkim dreszczem podniecenia.
     – Brzmi jak coś niesamowitego… – wyszeptała cicho, prawie bez tchu.
     – Może się czasami przydać – odparł Aleksander z uśmiechem, puszczając jej oczko.
Następnie wskazał palcem sygnet przedstawiający czaszkę, której oczodoły zdawały się pochłaniać światło wokół siebie.
     – W tej czaszce ukryty jest klejnot cienia. Pozwala on siedmiokrotnie spowalniać czas w zamkniętych pomieszczeniach, dosłownie wtapiać się w cień i poruszać się w nim niezauważonym. Ponoć pozwala też wkroczyć w krainę cieni i podróżować nią ze znaczną szybkością.
     – Przetestowałeś wszystko? – zapytała Agata z niedowierzaniem.
     Aleksander pokręcił głową, delikatnie oswobadzając swoją dłoń z jej uścisku.
     – Testowałem jedynie spowalnianie czasu – przyznał. Sięgnął po swoją torbę i wygrzebał z niej prostokątne zawiniątko. – W wolnej chwili poczytaj.
     Agata z ciekawości rozwiązała sznurek i rozchyliła materiał. W środku znajdowała się książka w miękkiej okładce. Przekartkowała ją pobieżnie. Na pierwszych stronach opisane były właściwości wszystkich kamieni, które posiadał Aleksander. W dalszej części natrafiła na wzmiankę, że posiadacz kamienia życia może kolekcjonować zdolności dziewic, które rozdziewiczy.
     Aleksander wstał, wyciągając ze swojej torby kilka grubych świec, i zaczął rozstawiać je na meblach w dość sporych odstępach.
     Agata przewróciła kolejną stronę. Tym razem były tam rysunki symboli wraz z przypisanymi do nich cechami oraz opisami, jakie zdolności posiadają poszczególne niewiasty i co może zyskać ich posiadacz kamienia życia.
     – Spowolnienie czasu wiąże się z tym, że światło wpadające z zewnątrz przez okna nie jest w stanie rozchodzić się normalnie po pomieszczeniu – tłumaczył Aleksander spokojnie. – Dlatego potrzebne jest dodatkowe oświetlenie.
     Agata kartkowała książkę, usiłując w myślach przypisać poszczególne cechy sobie lub swoim znajomym. Od czasu do czasu zerkała na Aleksandra, czując coraz większe zdumienie.
     Po rozstawieniu wszystkich świec Aleksander podszedł do biurka, pochylił się nad nim i wyłączył muzykę. Następnie wyłączył komputer. Gdy ekran zgasł, sięgnął pod biurko i wyłączył listwę zasilającą.
     – Podobnie dzieje się z siecią elektryczną – kontynuował. – Jeżeli zasilanie pochodzi z zewnątrz, można uszkodzić podłączone do niej urządzenia.
     Wychodząc spod biurka i prostując się, chwycił telefon Agaty i rzucił go na łóżko obok jej biodra.
     – Podobne zjawisko zachodzi, jeżeli chodzi o sieć komórkową czy internet – dodał, patrząc na nią znacząco.
     Aleksander podszedł do włącznika przy drzwiach i spojrzał na Agatę. Ta pochłaniała kolejne wersy książki z szeroko otwartymi oczami, na jej twarzy malowało się niedowierzanie pomieszane z rosnącą fascynacją. Gdy w końcu oderwała wzrok od kartek i spojrzała na brata, w jej głosie wybrzmiało oszołomienie.
     – To wszystko prawda?
     Aleksander skinął głową, powoli i poważnie.
     – Tak jak w twoich oczach widziałem jakiś symbol, tak ty widziałaś podobny w moich?
     – Zgadza się – potwierdził, a żeby podkreślić swoje słowa, pstryknął palcami i wskazał na jedną ze świec. Na jej knocie natychmiast pojawił się ciepły, żywy płomień. – W twoich oczach jest zazdrość.
     Aleksander dwukrotnie pstryknął palcami, wskazując dwie kolejne świece. Na obu niemal natychmiast rozbłysły płomienie, rzucając miękkie, tańczące światło na ściany pokoju.
     – Normalnie byłabyś zdenerwowana i oburzona, czytając, że mogę chcieć przespać się z innymi…
     – Ale…? – wyszeptała Agata, czując, jak serce bije jej coraz szybciej.
     – Ale na drugim końcu korytarza znajduje się Małgosia, której dominującą cechą charakteru jest życzliwość. Wasze moce się równoważą. To znaczy mniej więcej tyle, że ty nie potrafisz być zazdrosna w jej towarzystwie, a ona w twoim potrafi nie tylko myśleć o innych, ale także zwracać uwagę na własne pragnienia.
     – Co jeżeli ona pójdzie do pracy, albo ja na uczelnię? – zapytała Agata cicho, z lekkim niepokojem w głosie.
     Aleksander spojrzał na nią spokojnie, choć w jego oczach błysnęła pewność.
     – Wtedy będę musiał liczyć, że jesteś pod na tyle mocnym moim wpływem, że bardziej niż poddać się własnej zazdrości będziesz chciała dotrzymać złożonych mi obietnic.
     Sięgnął do przełącznika przy drzwiach i wyłączył światło. Pokój natychmiast pogrążył się w półmroku, rozświetlonym jedynie ostatnimi, złotawymi promieniami dnia wpadającymi przez okno oraz ciepłym, migotliwym blaskiem kilku świec.
     Aleksander stał w cieniu. Nagle jego sylwetka pociemniała, jakby nieznacznie wtapiając się w mrok, a potem zupełnie się rozpłynęła.
     – Podróżowanie w cieniu chyba zdało test – usłyszała jego głos tuż obok siebie.
     Agata drgnęła zaskoczona. Aleksander siedział już na łóżku, tuż przy niej, jakby nigdy się nie ruszał.
     – Dosłownie, przez chwilę widziałem, jak oblizujesz wargi w zwolnionym tempie – powiedział z rozbawieniem w głosie. – A teraz na poważnie, póki nie jesteś zaślepiona swoją zazdrością… Co powiesz na to, abym zdobył kilka zdolności, które mogłyby nam się przydać?
     – Nam? – powtórzyła Agata, unosząc brew. W jej głosie zabrzmiało zarówno zaskoczenie, jak i delikatne, ciepłe zaciekawienie.
     – Tak, nam. Przecież jesteśmy w tym razem – powiedział Aleksander cicho, ale stanowczo.
Przewrócił kilka stron w książce, po czym podsunął ją bliżej Agaty.
     – Jak dokładnie to przeczytasz, to zrozumiesz, że abym cię ochronił, wystarczy, że się z tobą prześpię.
     Wskazał palcem na fragment tekstu. Agata pochyliła się, czytając słowa: „Każda dziewica, z którą posiadacz kamieni rozdziewiczy, zyska nieśmiertelność i nie będzie podatna na lubieżny dotyk innych, gdyż pośrednio będą chroniona mocą kamieni.”
     – Jeśli tylko chcesz, możemy na tym poprzestać – kontynuował spokojnie. – Ale mogę obdarować nieśmiertelnością również inne kobiety, przy okazji zdobywając zdolności, dzięki którym będę mógł zemścić się na Darii oraz na wszystkich gościach, którzy zgodzili się wyrządzić tobie krzywdę.
     Agata spojrzała głęboko w oczy brata. W jej głowie kłębiły się skrywane od lat pragnienia. Nie chciała się nim dzielić. Na samą myśl, że inne kobiety mogłyby go dotykać, czuć go w sobie, coś boleśnie ściskało ją w piersi. Zazdrość była ostra, gorąca… ale jednocześnie przypomniała sobie symbol, który widziała w jego oczach.
     Jej oddech stał się nieco płytszy.
     – Co symbolizuje znak widoczny w twoich oczach? – zapytała Agata, wpatrując się uważnie w twarz brata.
     Aleksander przerzucił kilka stron książki i pokazał jej dwa symbole, które różniły się od siebie tylko nieznacznie. Jeden z nich był dokładnie taki, jaki widziała wcześniej w jego oczach – ostry, skomplikowany, emanujący ledwo widoczną, pulsującą czerwienią.
     – Z tego, co mi powiedziano – odparł spokojnie – to jest „zemsta sprawiedliwa”. Czarodziejka ze sklepu przypuszczała, że wcześniej mogłem posiadać „sprawiedliwość”, która pod wpływem tego, co odkryłem, ewoluowała właśnie w „zemstę”.
     Agata przymrużyła oczy, starając się przeczytać opis, ale w panującym półmroku litery rozmazywały się, ledwo dostrzegalne.
     Aleksander pstryknął kilkukrotnie palcami, zapalając kolejne świece. Pokój wypełnił się ciepłym, złotym blaskiem. Następnie położył prawą dłoń na jej dłoni – gest był delikatny, ale pewny.
     Agacie nagle zdawało się, że półmrok przestał istnieć. Widziała wszystko równie wyraźnie, jak w środku dnia. Zmarszczyła brwi i ze zdziwieniem spojrzała na brata.
     Ten uniósł brew z lekkim, rozbawionym uśmiechem.
     – To kolejna z właściwości kamienia cieni. W mroku widać wszystko jak za dnia. A skoro ty możesz z niego korzystać… – wzruszył ramionami.
     Agata ponownie spojrzała na tekst. Wynikało z niego, że osoba cechująca się „sprawiedliwością” pragnie pomagać innym, by ci jej zaznali. Natomiast osoby, których cechą jest „zemsta sprawiedliwa”, pragną ukarać tych, którzy komuś wyrządzili krzywdę – lub pragną ją wyrządzić. Pragnienie to jest tym żarliwsze, a zemsta tym dotkliwsza, im bliższa im jest osoba, która została skrzywdzona.
     Agata chwilę się zastanawiała, analizując każde słowo, które przeczytała. Wynikało z tego, że jej brat nie mógł się oprzeć swoim skrytym pragnieniom zemsty – tak jak jej samej często nie udawało się oprzeć atakom chorobliwej zazdrości.
     – Dobrze… – przeniosła spojrzenie na Aleksandra, w jej oczach malowała się powaga. – Tylko obiecaj mi, że będziesz obdarowywał nieśmiertelnością jedynie kobiety, które są tego warte lub będą posiadały zdolności, które ci się przydadzą.
     Aleksander uniósł brew, lekko zaskoczony.
     Agata zamknęła książkę, odłożyła ją i przekręciła się na bok, kładąc dłoń na policzku brata. Jej palce delikatnie musnęły jego skórę.
     – Ale obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego, podążając za swoimi pragnieniami.
     Aleksander skinął głową, patrząc jej głęboko w oczy.
     – Zgoda. Obiecuję – odparł cicho, delikatnie chwytając ją za podbródek.
     – Ty mi za to obiecaj, że nie poddasz się swojej zazdrości i nie zrobisz niczego głupiego.
     – Obiecuję…
     Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, gdyż Aleksander uniósł delikatnie jej podbródek i namiętnie pocałował. Pocałunek był głęboki, gorący, pełen długo tłumionej tęsknoty.
     Gdy oderwał się na chwilę, szepnął chrapliwie, niemal przy jej ustach:
     – Wiesz… nie pozabijałem ich wszystkich tylko dlatego, że cały czas zastanawiam się, jak sprawić, by każde z nich cierpiało jak najdłużej i jak najdotkliwiej…
     Tym razem to Agata przerwała mu, zatapiając się w jego ustach z nową, jeszcze większą żarliwością.
     Nagle oderwała się od jego ust. W jej oczach błysnął cień paniki.
     – Spowolniłeś czas?
     Aleksander pokręcił przecząco głową, na jego ustach pojawił się lekki, rozbawiony uśmiech.
     – W każdej chwili może ktoś wejść…
     – Jak często tata wchodzi do twojego pokoju bez pukania? – zapytał spokojnie.
     – Ale jest jeszcze Małgosia…
     – Która jest bardzo życzliwą osobą i dla której twoje pragnienia są ważniejsze niż jej własne – odparł, unosząc brew. – Ciekawe, czy gdyby nas przyłapała na czymś nieprzyzwoitym, to usiadłaby na rogu łóżka i trzymała za nas kciuki.
     – Weź ty… – trąciła go zaciśniętą piąstką w ramię, rumieniąc się mocno.
     Aleksander parsknął cichym śmiechem.
     – Dobra, kupię nam trochę czasu.
     Oswobodził się z jej objęć, wstał i ruszył w kierunku drzwi. Zanim wyszedł, odwrócił się jeszcze i spojrzał na nią konspiracyjnie.
     – Zaraz wracam.
     Aleksander wyszedł z jej pokoju, zostawiając za sobą niedomknięte drzwi na korytarz.
     – Idziesz już? – dobiegł z dołu głos taty.
     – Na razie idę się odlać, bo mnie ciśnie – odparł Aleksander swobodnie. – Mam z Agą jeszcze parę kwestii do obgadania i za jakieś pięć, dziesięć minut będę uciekał.
     – Mam nadzieję, że nie będziesz wciągał jej w jakieś ryzykowne akcje.
     – Tylko śledzenie niewiernych mężów i żon, nic strasznego.
     – Oby…
     – Wyluzuj.
     Po tych słowach Agata usłyszała zamykanie drzwi do łazienki. Nie minęła minuta, gdy Aleksander był z powrotem w jej pokoju. Zamknął drzwi za sobą cicho, niemal konspiracyjnie.
     – Kupiłem nam trochę czasu – powiedział szeptem, z figlarnym uśmiechem.
     – Taaa… pięć, dziesięć minut… – mruknęła Agata z powątpiewaniem.
     – Dziesięć minut dla nich, to ponad godzina dla nas – puścił jej oczko, siadając na łóżku obok niej.
     Wyciągnął telefon i ustawił minutnik na godzinę.
     – Patrz teraz.
     Skierował palec w stronę okna. Nagle ostatnie promienie dnia przestały wdzierać się do wnętrza pokoju, tworząc jedynie delikatną, złotawą poświatę na szybie. Światło w pomieszczeniu stało się miękkie, stonowane, jakby ktoś przyciemnił cały świat na zewnątrz.
     Agata zamrugała z niedowierzaniem. Aleksander pokazał jej ekran swojego telefonu – komunikat o utracie połączenia z siecią komórkową. Zerknęła na swój aparat. Dokładnie to samo.
     – Jak… powiedzmy, że uwolnię czas, telefony odzyskają łączność i godzina w telefonach się zaktualizuje, cofając zegar o pięćdziesiąt parę minut.
     Uruchomił minutnik na telefonie.
     – Poważnie mamy godzinę tylko dla siebie? – zapytała Agata półszeptem, z niedowierzaniem w głosie.
     Aleksander pokiwał głową, uśmiechając się lekko.
     – Zakomunikowałem im, że za pięć, dziesięć minut wychodzę. Jak będą czegoś chcieli – czy ode mnie, czy od ciebie – będą woleli poczekać.
     Agaty nie trzeba było bardziej zachęcać. Obkręciła się na ramieniu i przełożyła gładko ogoloną nogę nad talią Aleksandra. Jej jędrne pośladki, odziane jedynie w cienkie, różowe szorty, wylądowały na jego twardym brzuchu. Dłonie oparła na jego klatce piersiowej, zaciskając palce i badając twardość mięśni pod koszulą.
     – Jeszcze jedno – powiedział, kładąc dłonie na jej udach. – Musimy być cicho. Jeżeli krzykniesz, to na zewnątrz będzie słyszane to tak samo głośno, dźwięk zmieni jedynie swój ton.
     Agata zbliżyła swoje usta do jego policzka.
     – Będę pamiętała…
     Złożyła szybki pocałunek na jego policzku, następnie drobnymi, gorącymi pocałunkami wędrowała coraz bliżej jego ust, by w końcu namiętnie go pocałować. W tym samym czasie jej dłonie ostrożnie rozpinały guziki jego koszuli. Czuła, jak dłonie Aleksandra ugniatają jej uda, wędrując coraz wyżej, by w końcu mocno chwycić jej pośladki.
     Uniosła nieznacznie biodra, by wyciągnąć koszulę spod siebie i dostać się do pozostałych guzików. W końcu przerwała pocałunek, by na spokojnie rozchylić materiał i przyjrzeć się mocno wyrzeźbionemu torsowi starszego brata.
     – Jakby sam Michał Anioł spędził setki godzin, by dopracować każdy szczegół… – wyszeptała Agata z zachwytem, niemal nabożnie.
Przeciągnęła dłonią po jego klatce piersiowej i torsie, powoli, z czułością badając każdy mięsień, każdą bruzdę i każdy twardy kontur. Jej palce drżały lekko z podniecenia.
     – Też chętnie rzuciłbym okiem… – zaczął Aleksander niskim, chrapliwym głosem.
     Agata nie czekała, aż dokończy. W jednym płynnym, zdecydowanym ruchu podciągnęła koszulkę na ramiączkach i ściągnęła ją przez głowę, odsłaniając przed nim dwie jędrne, idealnie kształtne piersi zwieńczone sterczącymi, ciemnoróżowymi sutkami.
     Aleksander przyglądał się im z rozchylonymi ustami, jego oddech wyraźnie przyspieszył.
     – Twoja delikatna opalenizna w tym świetle… wyglądają jakby ociekały miodem – przełknął ślinę, w głosie słychać było szczere, niemal wygłodniałe uznanie.
     Agata zarumieniła się rozkosznie, ale uśmiechnęła się szeroko, wyraźnie zadowolona z komplementu.
     – Jak chcesz, możesz sprawdzić, czy są równie słodkie…
     Aleksander nie potrzebował drugiego zaproszenia. Chwycił jedną dłonią za jej jędrną pierś, ściskając ją mocno, aż miękkie ciało wypłynęło mu między palcami. Drugą ręką przyciągnął ją bliżej za talię. Pochylił głowę i łapczywie zamknął usta na jej sutku – ssał go mocno, zachłannie, jakby chciał go wciągnąć jak najgłębiej. Język wirował wokół twardego, wrażliwego pączka, raz po raz przygryzając go zębami, wystarczająco mocno, by Agata poczuła słodki, elektryzujący ból.
     Agata jęknęła głośno, odchylając głowę do tyłu. Jej palce wplotły się w jego włosy, zaciskając się mocno, jakby chciała go tam zatrzymać na zawsze. Druga pierś została ugniatana z równą siłą – kciuk drażnił sutek, szczypał go i turlał, sprawiając, że fala gorąca rozlewała się po jej brzuchu i spływała prosto między uda.
     – O Boże… – wysapała, czując, jak cipka zaciska się rozpaczliwie, taka mokra i taka... pusta. Biodra same zaczęły się poruszać, ocierając się o jego twardy brzuch.
     – Aleks… tak…
     Jej głos drżał, sutki pulsowały boleśnie pod jego ustami i palcami. Każdy mocniejszy ssanie i przygryzienie sprawiało, że jej ciało wyginało się w łuk, a z gardła wydobywały się coraz głośniejsze, rozkoszne westchnienia.
     Agata nie mogła oderwać wzroku od swojego brata, który intensywnie pieścił jej piersi. Palce drżały jej z podniecenia, gdy sunęła nimi po twardych mięśniach, badając każdy centymetr. Oddychała coraz szybciej, czując, jak żar między udami staje się niemal nie do zniesienia.
     Siedząc okrakiem na jego brzuchu, sięgnęła dłonią za siebie, nieśmiało, a potem coraz pewniej przesuwając ją po jego kroczu. Gdy poczuła pod palcami twardą, grubą wypukłość, sapnęła cicho, oczy rozszerzyły się jej ze zdumienia i rosnącego głodu.
     – Boże… jest taki wielki… – wyszeptała drżącym głosem, zaciskając palce na trzonie przez materiał spodni.
     Zaczęła go pocierać, na początku powoli, potem coraz śmielej, czując, jak kutas pulsuje i nabrzmiewa pod jej dotykiem.
     Jej biodra przyspieszyły, agresywnie ocierając cipkę o jego twardy brzuch. Podniecenie rosło tak szybko, że ledwo nadążała. W końcu uniosła głowę, spojrzała mu prosto w oczy – jej wzrok był zamglony, policzki czerwone, usta rozchylone.
     – Aleks… – powiedziała półszeptem, drżącym z desperacji – zaraz dojdę… Muszę cię poczuć w sobie… Proszę…
     Aleksander zauważył, że zachowanie siostry staje się coraz głośniejsze – jej sapnięcia, ciche jęki i przyspieszony oddech zaczynały wypełniać pokój. Zdecydowanym ruchem przekręcił się z nią, sprawiając, że leżała plecami na materacu.
     – Jeszcze nie dziś – wyszeptał jej prosto w usta, głosem niskim i władczym, lecz jednocześnie pełnym napięcia.
     Nim zdążyła zaprotestować, zamknął jej usta głębokim, pożądliwym pocałunkiem, tłumiąc każdy dźwięk. Jednocześnie jego dłoń zsunęła się po jej brzuchu, wsunęła pod cienki materiał szortów i majtek, a palce od razu odnalazły jej rozpaloną, przemoczoną cipkę.
     Zaczął pieścić ją intensywnie. Dwa palce przesuwały się po nabrzmiałych wargach, a kciuk zataczał szybkie kółka wokół łechtaczki. Agata jęknęła mu w usta, biodra uniosły się instynktownie, błagając o więcej. Aleksander nie zwalniał, pieścił ją stanowczo, czując jak ona cała pod nim się wije.
     Aleksander nie zwalniał. Jego palce przesuwały się stanowczo po jej nabrzmiałych, śliskich wargach, a kciuk zataczał szybkie, mocne kręgi wokół łechtaczki. Agata wiła się pod nim, biodra unosiły się same, ocierając się desperacko o jego dłoń.
     Nagle całe jej ciało wygięło się w łuk – mocno, niemal boleśnie. Plecy oderwały się od materaca, głowa odchyliła się do tyłu, a usta rozchyliły w niemym krzyku. Calutka drżała, każdy mięsień napięty był jak struna. Potężna fala orgazmu uderzyła w nią z siłą, której się nie spodziewała, a cipka zacisnęła się gwałtownie, pulsując i tryskając gorącymi sokami prosto na jego palce.
     Jej jęk został stłumiony przez usta Aleksandra, który natychmiast zamknął ją w głębokim, pożądliwym pocałunku, pochłaniając każdy dźwięk.
     Agata drżała w jego ramionach przez długie minuty, biodra drgały konwulsyjnie, a cipka wciąż pulsowała, wyciskając z siebie resztki rozkoszy. Gdy wreszcie zaczęła opadać, gdy jej ciało zwiotczało i osunęło się bezwładnie na materac, Aleksander powoli wysunął dłoń z jej majtek.
     Nie spuszczając z niej wzroku, podniósł palce do ust i oblizał je powoli, z widoczną rozkoszą, smakując każdy, nawet najmniejszy ślad jej soków. Jego oczy były ciemne, głodne, pełne satysfakcji.
     Ten widok uderzył w Agatę jak prąd. Coś w niej pękło – podniecenie, czułość i desperacka potrzeba bliskości zmieszały się w jedno. Oplotła ramiona wokół jego szyi, przyciągając go do siebie z całą siłą, jaką miała i pocałowała go – głęboko, namiętnie, jakby jutra miało nie być. Całowała go łapczywie, niemal agresywnie, wsuwając język do jego ust, smakując siebie na jego wargach.

***

     Maciej od kilku godzin siedział w swoim samochodzie, zaparkowanym z bezpiecznej odległości od domu Agaty Wilczyńskiej. Wieczór był pogodny, ale on czuł nieprzyjemny, lepki chłód w żołądku. Myślał już, że tego dnia nic ciekawego się nie wydarzy, gdy kilkanaście minut wcześniej pod dom zajechał ciemny golf jej starszego brata. Wyciągnął notatnik na siedzenie pasażera, gotowy odnotować wszystko po jego wyjściu.
     Sięgnął po lornetkę i przyłożył ją do oczu. Światło w pokoju Agaty zgasło nagle, pogrążając wnętrze w gęstym, wręcz nienaturalnym mroku. Maciej zmarszczył brwi, próbując dostrzec choćby najmniejszy ruch, choć co wydawało mu się dziwne, zdał sobie sprawę, że zasłon w oknie również nie dostrzega, mimo, że doskonale wiedział, że powinny tam być.
     Początkowo podchodził bardzo sceptycznie do pomysłu Darii.
     Darię poznał przez aplikację randkową i co jakiś czas spotykali się na seks. Wiedział, że nie jest jej jedynym facetem w jej życiu, ale spotkania z nią były na tyle intensywne i uzależniające, że nie potrafił z nich zrezygnować. Daria miała w sobie coś niebezpiecznego – potrafiła sprawić, że czuł się wyjątkowy, potrzebny, a jednocześnie całkowicie od niej uzależniony. Gdy się spotykali, słuchała go z pozornym zainteresowaniem, patrzyła mu głęboko w oczy, a gdy dochodziło do seksu, oddawała się mu z takim żarliwym, niemal drapieżnym zaangażowaniem, że zapominał o całym świecie.
     Maciej był zszokowany, gdy pewnego wieczoru Daria wyznała mu prawdę. Leżeli nadzy w jej mieszkaniu, spoceni po intensywnym seksie, a ona nagle powiedziała mu spokojnie, niemal z dumą, że ma chłopaka, z którym nie sypia, i że niesamowitą satysfakcję sprawia jej świadomość, że go zdradza.
     Twierdziła, że nie jest to zwykły fetysz. Mówiła o pustce, która pochłaniała ją od środka, o wewnętrznym demonie, którego musiała karmić w jedyny znany jej sposób, by choć na chwilę poczuć się spełniona.
     Zamiast odejść, Maciej został. Szok szybko zamienił się w dziwną, perwersyjną fascynację. Czuł się wyjątkowy, to jemu się zwierzyła, to jego wybrała, by zaspokajał tę mroczną potrzebę. Przez kilka miesięcy wierzył, że jest dla niej kimś więcej niż tylko kochankiem.
     Ale z czasem Darii przestało wystarczać zwykłe zdradzanie. Potrzebowała czegoś silniejszego, głębszego, bardziej ryzykownego.
     Wiedząc, że Maciej pracuje na Uberze od świtu do późnej nocy, poprosiła go o przysługę. Najpierw miała to być dyskretna obserwacja jej chłopaka. Później, jego siostry. Wtedy jeszcze nie wiedział, że w głowie Darii narodził się plan, który z czasem ewoluował w coś zarówno niegodziwego, jak i cholernie podniecającego.
     Mianowicie Daria planowała zbliżyć się do siostry swojego chłopaka, zaprosić ją na imprezę, by „lepiej się poznać”. Podać jej środki psychoaktywne, a w końcu wciągnąć ją w orgię, uzależnić od seksu na spotkaniach organizowanych przez Darię w gronie jej zaufanych znajomych.
     Planowała wszystko nagrywać, by w razie czego móc ją szantażować i w ten sposób zmuszać do kolejnych spotkań.
     Maciej z początku uważał, że to cholernie zły, niebezpieczny pomysł. Lecz Daria obiecała mu coś, czego nie był w stanie odrzucić. Powiedziała, że gdy plan się powiedzie, on będzie pierwszym, który będzie mógł zerżnąć Agatę. Pierwszym, który rozdziewiczy tę cichą, niewinną siostrę jej chłopaka.
     Według jego wielomiesięcznych obserwacji Agata z nikim się nie spotykała. Był niemal pewien, że wciąż jest dziewicą.
     Niemal natychmiast się zgodził.
     Z początku tłumaczył sobie, że sama obserwacja to nic złego. Że to tylko patrzenie z dystansu i robienie notatek. Nic poza to, co robił dla Darii do tej pory. Lecz granice szybko się zatarły. Z czasem coraz częściej wracał myślami do tego, co obiecała mu Daria. Zaczęły go nawiedzać coraz bardziej perwersyjne, plugawe fantazje. On, Daria i odurzona, bezbronna Agata. Widział siebie, jak bierze ją ostro, głęboko, podczas gdy Daria trzyma ją za włosy i zmusza, by patrzyła mu prosto w oczy. Fantazjował o tym, jak Agata początkowo przerażona, a później całkowicie uzależniona, błaga go o więcej, drżąc i zalewając się sokami, podczas gdy on rżnie ją w każdy możliwy sposób, a Daria uczestniczy w tym wszystkim czerpiąc z tego mroczną satysfakcję.
     Maciej poprawił kutasa w spodniach, który boleśnie napęczniał na samą myśl o tym, co miało nastąpić, a co wedle zapewnień Darii było nieuniknione. Podniecenie w nim rosło z każdym dniem, za każdym razem, gdy z odległości widział śliczną, niewinną twarz Agaty, w jego głowie natychmiast pojawiały się obrazy, jak ta sama twarz wykrzywia się w rozkosznym grymasie, jak błaga go drżącym, załamującym się głosem, żeby rżnął ją mocniej, agresywniej, głębiej.
     Nagle światło w oknie znowu się zapaliło. Maciej szybko uniósł lornetkę do oczu, mając nadzieję dostrzec choćby cień Agaty. Jej sylwetka rzeczywiście pojawiła się w oknie, na krótką, ulotną chwilę. Po chwili światło w pokoju zgasło równie nagle, jak się zapaliło, pogrążając wnętrze w ciemności.
     Gdy odkładał lornetkę, kątem oka dostrzegł coś dziwnego. Ciemny, niewyraźny kształt błyskawicznie przemknął przez smugę światła rzucanego przez latarnię. Maciej potrząsnął głową, zrzucając to na późną godzinę i zmęczenie.
     Nagle serce podskoczyło mu w piersi. Mógłby przysiąc, że jakieś zwierzę bezszelestnie przebiegło przez zarośla wzdłuż drogi, prosto w jego kierunku. Starał się uspokoić oddech, tłumacząc to sobie bujną wyobraźnią po całym dniu pracy. Nie pomogło. Wnętrze samochodu zrobiło się nagle nienaturalnie chłodne, a zimny, wilgotny podmuch musnął jego kark, zjeżając mu włoski na skórze.
     Zerknął w lusterko wsteczne, spodziewając się zobaczyć coś za autem.
     W odbiciu, tuż za jego siedzeniem, tkwiła ciemna, niewyraźna sylwetka, jakby uformowana z samego cienia.
     Przez krótką, chwilę zdającą się w jego wyobraźni rozciągać w nieskończoność, strach kompletnie go sparaliżował. Sylwetka nie poruszała się, tylko go obserwowała,  bezkształtna, ale wyraźnie ludzka. Maciej, drżącymi palcami, sięgnął do włącznika światła. Słabe, żółtawe światło rozlało się po wnętrzu samochodu.
     Sylwetka wciąż tam była.
     Przerażony krzyknął głośno i gwałtownie obrócił się przez ramię.
     Za nim nie było nikogo.
     Cień rozpłynął się w powietrzu tak szybko, jakby nigdy nie istniał. Pozostało jedynie echo lodowatego dreszczu na jego karku i przyspieszone, chaotyczne bicie serca.
     Dokładnie zlustrował tylną kanapę, ale nikogo ani niczego tam nie dostrzegł. Samochód był pusty.
     – Kurwa, może to wyrzuty sumienia… – zaklął cicho pod nosem, prostując się w fotelu.
     Przelotnie zerknął na fotel pasażera i zmarszczył brwi. Notatnik, który wcześniej położył obok siebie, zniknął.
     Racjonalizując uznał, że musiał go strącić w panice. Schylił się i zajrzał pod fotel pasażera, potem otworzył schowek. Notatnika nigdzie nie było. Zmarszczył brwi jeszcze mocniej, sięgając ręką w przestrzeń między fotelami.
     Wtedy go zobaczył.
     Notatnik leżał na fotelu pasażera, niemal w tej samej pozycji, w jakiej go wcześniej zostawił.
     Maciej zamarł. Serce znowu przyspieszyło mu gwałtownie, a w gardle zaschło. Przez kilka sekund wpatrywał się w notes, jakby ten mógł w każdej chwili zniknąć lub zmienić się w coś innego.
     – Muszę być naprawdę zmęczony… – powiedział do siebie cicho, ale w jego głosie nie było już pewności. Tylko narastający, lodowaty niepokój, który powoli wpełzał mu pod skórę.
     Jego uwagę zwróciły nagle otwierające się drzwi domu Agaty. Z wnętrza wyszedł Aleksander, ściskając w dłoni zmięte kartki papieru. Szedł szybkim, zdecydowanym krokiem. Przeszedł przez bramę, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, nie oglądając się za siebie.
     Maciej mógłby przysiąc, że przez ułamek sekundy, gdy ciemny golf mijał jego auto, Aleksander z wyraźnym gniewem w oczach spojrzał w jego kierunku. Ten wzrok był zimny, przeszywający, jakby wiedział, że jest obserwowany. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że sylwetka Aleksandra dziwnie przypominała tę ciemną, niewyraźną postać, którą widział wcześniej w lusterku wstecznym.
     – Może rzeczywiście to tylko wyrzuty sumienia… – mruknął do siebie niepewnie, próbując uspokoić nerwy.
     Telefon Macieja wydał charakterystyczny dźwięk powiadomienia o nowym kliencie czekającym na transport.
     – Dobra, ostatni przejazd na dziś i jadę się przespać – powiedział głośno, jakby chciał sam siebie przekonać.
     Zaakceptował zlecenie. Gdy na ekranie telefonu wyświetliła się lokalizacja klienta, uruchomił silnik i ruszył, starając się nie myśleć o tym, co zobaczył.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Super opowiadanie ma pani niezwykły talent czekam na następne opowiadania .Serdecznie pozdrawiam

    12 godz. temu