Wandzia - Początki

WANDZIA
CZĘŚĆ 1 - POCZĄTKI

CZWARTEK

     Nienawidzę robić zakupów w Biedronce. Naprawdę. Nie dość, że mało w niej miejsca, palety stoją w przejściu, to w dodatku codziennie jest tam sporo ludzi. Ale tamtego czwartkowego popołudnia, byłem zmuszony, żeby tam iść. Potrzebowałem zrobić duże zakupy, a tak się złożyło, że wybudowali ją niedaleko mojego miejsca zamieszkania.  
     Wszedłem do Biedronki i od razu skierowałem się w stronę stojaków z pieczywem. Ale chyba się trochę spóźniłem, bo wszystkie stojaki były puste. Kurwa, pomyślałem, i co ja teraz będę jadł. Nie było ani chleba, ani bułek. A jako student, wpierdalałem tylko tosty. No dobra, jeszcze jadłem dania instant, ale umówmy się, na studencką kieszeń były one rarytasem. Dlatego ruszyłem w kierunku półek z najtańszymi zupkami chińskimi i wypełniłem nimi pół koszyka. Sranie gwarantowane, ale lepsze to niż głodówka, pomyślałem, modląc się, żeby to nie była prawda.  
     Kiedy kierowałem się do kasy, wtedy ją spostrzegłem. Dużą kobietę z krótkimi, siwymi włosami. Problem ze mną był taki, że gdy zobaczyłem jakąś grubszą lub starszą panią, to traciłem zmysły. Pociągały mnie MILFy, dojrzałe kobiety i GILFy. Im starsza, tym lepsza. Dlatego, zamiast iść do kasy, ruszyłem w jej kierunku, żeby móc przyjrzeć się jej z bliska. Podszedłem na tyle blisko, że udało mi się poczuć jej perfumy, które były lekkie, ale i słodkie. Przyjrzałem się również jej sylwetce. Miała wielkie piersi, duże uda i piękne stopy, które odziane miała w sandałki na niskim koturnie. Ubrana była w cienką, letnią, ale i krótką sukienkę, która opinała jej pokaźny biust. Byłem pewien, że gdyby się pochyliła, to mogłaby niechcący pokazać światu swoją bieliznę. Moja wyobraźnia zaczęła krążyć wokół tego, jak jej ciało wyglądało pod tą sukienką. Ale przestałem o tym myśleć, kiedy podszedł do niej jej mąż.
     Jej mąż wyglądał jak typowy Janusz. Duży wąs, koszula w kratę, spodenki, białe skarpety i sandały; dosłownie jak wyjęty żywcem z tych memów o Januszu na wakacjach. Wtedy podjąłem decyzję i zagadałem. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana, pomyślałem, choć w ogóle nie piję alkoholu.  
     - Przepraszam, czy mogłaby mi pani pomóc? - zagaiłem. -  Chciałbym coś ugotować, ale mam dwie lewe ręce, a nie chcę cały czas jeść zupek chińskich. - Zaśmiałem się i wskazałem na mój koszyk wypełniony w połowie opakowaniami zupek.
     Spojrzała lekko zaskoczona, ale gdy zauważyła, że naprawdę żywię się tylko zupkami, oznajmiła, śmiejąc się.
     - Hmm, ciężko będzie, ale spróbuję pomóc. Janusz. - zwróciła się do męża, zupełnie innym tonem niż do mnie. - Weź ten koszyk, ja pomogę temu młodzieńcowi. - puściła mi oczko, gdy jej mąż wziął koszyk z jej rąk. Nie był zbytnio zadowolony, ale cóż mogłem poradzić; potrzebowałem jej pomocy.  
     Obeszła ze mną cały sklep, wkładając mi przeróżne produkty do koszyka. Kiedy mój koszyk był prawie pełen, przystanęła i spojrzała na mnie, mówiąc:
     - A wiesz co? Może przyjdziesz do mnie na obiad? Upichcę coś dobrego. Poza tym przydałoby mi się towarzystwo; moje dzieci już dawno żyją na swoim i odwiedzają mnie co pół roku. A Janusz nie spędza ze mną w ogóle czasu. Jemu tylko ryby w głowie.
     Zaskoczyła mnie tą propozycją. Nie sądziłem, że pójdzie tak łatwo.
     - To bardzo miłe z pani strony, ale nie chcę się narzucać, naprawdę - powiedziałem, nie chcąc zgadzać się od razu. - Wystarczająco mi pani dziś pomogła. Znajdę jakiś przepis w necie i spróbuję nie spalić kuchni. - Zaśmiałem się.
     - Ach, ta dzisiejsza młodzież. Tylko ten Internet im w głowach. - Pokręciła głową, śmiejąc się cicho. - To zróbmy tak, zapłacisz za te produkty i jutro wpadniesz do mnie i razem coś ugotujemy, co? Może uda mi się ciebie czegoś nauczyć.
     - A co na to pani mąż? Nie będzie miał nic przeciwko obcej osobie, krzątającej się po jego domu?
     - Tak jak już mówiłam, słodziusieńki, Janusz codziennie jeździ na ryby i nie ma go całymi dniami, a czasami i nocami, więc uwierz mi, przydałoby mi się towarzystwo na moje stare lata.
     - Dobrze, proszę pani. Ma pani przy sobie telefon? Podam mój numer, żebyśmy mogli się później zgadać, co pani na to? - zapytałem, wyjmując swój smartfon z kieszeni. Ona wyjęła swój staromodny telefon z torebki i od razu mi go podała, mówiąc:
     - A możesz ty to zrobić? Zawsze, gdy potrzebowałam pomocy z telefonem, prosiłam o to moje dzieci, ale skoro ich tu nie ma… - Wziąłem od niej telefon, odblokowałem i wszedłem w kontakty. Wpisałem swój numer z lekko trudnością; nie pamiętam, kiedy ostatni raz używałem telefonu z klawiaturą. Potem wpisałem jej numer do swojego smartfona i chwilę się zawahałem, myśląc o tym, jak ją podpisać. Zauważyła, że się nad czymś zastanawiam, więc spytała:
     - O co chodzi, skarbeńku?
     - Nie wiem jak panią wpisać, żebym wiedział, że to pani dzwoni.
     - Jestem Wanda, ale możesz zapisać mnie jako Wandzia. Wtedy będziesz wiedział. - Zaśmiała się, puszczając mi oczko.
     Więc wpisałem ją jako Wandzię. Oddałem jej telefon i podziękowałem jeszcze raz za pomoc. Odpowiedziała, że nie ma problemu i że da mi wieczorem znać, o której mogę do niej przyjść, o ile uda jej się poskromić technologię. Wtedy się z nią pożegnałem, przytulając ją. Dała mi całusa w policzek, a w moich majtkach obudził się potwór. Dotyk jej ciała oraz całus wzbudziły we mnie pożądanie, dlatego odszedłem jak najszybciej, żeby nie zauważyła mojego wzwodu i zakłopotania.
     Podszedłem do kasy, zapłaciłem i ruszyłem w stronę domu. Po drodze cały czas myślałem o pani Wandzie lub Wandzi, jak kazała mi siebie zapisać w kontaktach. Całej mojej drodze powrotnej towarzyszyła bolesna erekcja. Kiedy wszedłem do domu, rozpakowałem wszystko i postanowiłem ostudzić swoje gorące ciało. Zrzuciłem z siebie ciuchy, odkręciłem wodę i wszedłem pod prysznic. Zwaliłem szybko konia, cały czas myśląc o Wandzi - jej dotyku i pocałunku. Wiem, że to był tylko pocałunek w policzek, ale moje hormony buzowały, a ja potrzebowałem sobie ulżyć.
     Kiedy wyszedłem spod prysznica, zobaczyłem jedno niedobrane połączenie, a tuż pod nim widniało powiadomienie o wiadomości. Wandzia.

dzindobry, p4otr  6ddzwonprosze3
       Udało jej się poskromić technologię! Nie dość, że zadzwoniła, to spróbowała jeszcze napisać wiadomość. Niezbyt czytelną, ale udało mi się ją rozszyfrować. Wybrałem jej numer i zadzwoniłem. Odebrała po pierwszym dzwonku.
    - Dzień dobry, pani Wando. Widzę, że pani dzwoniła. Coś się stało? - zapytałem, słysząc w tle odgłosy z telewizora. Chyba leciał “Jeden z dziesięciu”.
     - Dzień dobry, Piotrze. Nie, wszystko w porządku. Po prostu chciałam się spytać, o której byś mógł jutro przyjechać - oznajmiła, a gdy czekała na moją odpowiedź, odpowiadała na pytania, które zadawał prowadzący programu.
     - Emm, niech no pomyślę. Jutro mam zajęcia od 7 do 14, więc koło 15 mógłbym u pani być. Tylko może mi pani podać adres?
     - No, no, już nie paniuj mi tutaj. Wandzia wystarczy. A jeśli się wstydzisz to po prostu Wanda - zaśmiała się cicho. - A mój adres to Norwida 15 przez 8. Jeśli nie trafisz, to po prostu zadzwoń, pokieruję cię.
     - Dobrze, Wandziu. To widzimy się jutro - odpowiedziałem i dodałem. - Coś jeszcze jutro kupić? Jakieś napoje czy coś słodkiego?
     - Nie, złotko. Ja się tym zajmę. Wyślę Janusza rano do piekarni, kupi jakieś ciasto. A właśnie. Janusz jutro będzie w domu, więc będziemy we trójkę. Mam nadzieję, że to nie problem.
     - Nie, nie, Wandziu. Cieszę się, że będę mógł poznać pana Janusza - powiedziałem, mając nadzieję, że nie wykryje rozczarowania w moim głosie.
     - W takim razie wszystko jasne. Do zobaczenia jutro, Piotrku.
     - Do zobaczenia, Wandziu.
        Wanda miała naprawdę piękny głos. Spokojny, dźwięczny. Mimo że zakończyłem rozmowę dość dawno, to wciąż w uszach słyszałem jej śmiech. Chociaż miałem nadzieję, że będziemy tylko we dwójkę, to cieszyłem się na to spotkanie. W końcu mogłem znowu zobaczyć się z Wandzią.

**************************************************************

PIĄTEK

     Kiedy nadszedł dzień spotkania, od samego rana o nim myślałem. Nie mogłem skupić się na zajęciach, więc zerwałem się z ostatniego wykładu o ‘SKŁADNI I MORFOLOGII JĘZYKA ANGIELSKIEGO’. Jeśli nie zrozumieliście, nie martwcie się, ja też nie. Wiedziałem, że będę tego żałował przy zdawaniu sesji, ale chciałem dobrze wypaść na spotkaniu z Wandzią i Januszem.
     Poszedłem do domu, wrzuciłem brudne ciuchy do kosza na pranie i wziąłem prysznic. Nałożyłem krem na twarz, użyłem kulki pod pachę i się ubrałem. Potem jeszcze lekko się wyperfumowałem, włożyłem wszystkie produkty do plecaka, włączyłem muzykę na moich nowych bezprzewodowych słuchawkach i ruszyłem do Wandzi. Cała droga zajęła mi niecałe 20 minut. Kiedy zobaczyłem na Google Maps, że stoję obok jej domu, trochę się zdziwiłem. Był to duży, jednorodzinny dom. Nie sądziłem, że ich na taki stać. Ale podszedłem do drzwi, wziąłem głęboki wdech, żeby się uspokoić, bo trochę się stresowałem i zadzwoniłem dzwonkiem.
     Drzwi otworzyła mi Wandzia, z uśmiechem od ucha do ucha, w zupełnie innym wydaniu niż w dniu, w którym się poznaliśmy. Tym razem założyła białą koszulkę na ramiączkach, przez którą prześwitywał czarny stanik w kwiatki; czarne, opięte spodnie, oraz czarne futerkowe kapcie, które odsłaniały jej pomalowane na czerwono paznokcie u stóp. Nałożyła również lekki makijaż, który ładnie rozświetlał jej okrągłą twarz. Natomiast włosy miała upięte do tyłu.
     Gdy mnie przytuliła na powitanie, jej wielkie piersi odjęły mi możliwość oddychania. Mój członek dał o sobie znać, napierając na materiał moich szarych dresowych spodni. I chyba to był błąd, że wybrałem akurat te spodnie, ponieważ wszystko wtedy widać jak na dłoni. Gdy wypuściła mnie z objęć, próbowałem niepostrzeżenie poprawić swojego członka, ale wyszło zupełnie inaczej. Czułem, że jest jeszcze bardziej widoczny. Modliłem się, żeby tego nie zauważyła. Chociaż bardziej modliłem się o to, żeby nie zobaczył tego Janusz…
     Kiedy Wandzia wprowadzała mnie do środka, nie mogłem się oprzeć i spojrzałem na jej wielki tyłek, kołyszący się w rytm jej kroków. Miałem na niego o wiele lepszy widok niż wtedy w sklepie. Gdy przyjrzałem się jej pośladkom, zauważyłem, że nie widać w ogóle zarysu jej majtek, a miała tak opięte spodnie, że powinny one być widoczne! Więc doszedłem do wniosku, że albo nie ma na sobie żadnych majtek, albo założyła stringi. Nie wiedziałem, którą opcję bym wolał, ale wiedziałem, że dało to mojemu penisowi jeszcze jeden powód, dla którego ma nie opadać. A w sytuacji, w której obecnie się znajdowałem, nie mogłem sobie pozwolić, żeby był on widoczny. Dlatego jeszcze raz szybkim ruchem próbowałem go poprawić, tym razem z sukcesem.
     Wytarłem buty na wycieraczce w przedpokoju, zdjąłem je i ruszyłem w kierunku salonu, z którego wydobywały się dźwięki piątkowej popołudniowej telewizji. Przywitałem się z Januszem podaniem dłoni i udałem się w stronę odgłosów obijających się o siebie talerzy i sztućców. Wtedy moim oczom ukazał się niezapomniany widok. Wandzia schylała się, żeby wyjąć miski z dolnej półki, więc miałem okazję przyjrzeć się jej dekoltowi. Miała tak wielkie piersi, że gdy się schyliła, sięgały prawie do jej kolan. Może nie były one jędrne jak u dziewczyn w moim wieku, ale właśnie to kochałem. Wielkie, obwisłe piersi, które ledwo mieszczą się w obu dłoniach.
     Kiedy domyśliła się, że stoję w przejściu między kuchnią a salonem, podniosła głowę i się uśmiechnęła. Miała piękny uśmiech, który odsłaniał jej bielutkie, proste zęby.
     - O, znalazłeś mnie! - zaśmiała się jeszcze raz swoim melodyjnym śmiechem. - Mała zmiana planów. Obiad jest już gotowy. Byłam tak zaaferowana naszym spotkaniem, że wstałam o 6 i zaczęłam gotować. Nawet upiekłam ciasto. Jabłecznik. Mam nadzieję, że przypadnie ci do gustu. - Puściła mi oczko. Za każdym razem, gdy to robi, to nogi robią mi się jak z waty. Mam wtedy ochotę złapać ją za biodra, przyciągnąć do siebie i pocałować. Ale muszę trzymać swoje fantazje tylko dla siebie, dopóki nie przekonam się, czy mam u niej jakąkolwiek szansę.
     - Jestem pewien, że tak. - Uśmiechnąłem się swoim najlepszym uśmiechem i kontynuowałem. - Ale co mam zrobić z rzeczami, które przyniosłem?
     Wandzia zmarszczyła brwi i stuknęła się otwartą dłonią w czoło.
     - No tak, na śmierć o tym zapomniałam. Bardzo cię przepraszam, Piotrusiu. Obiecuję, że następnym razem coś razem ugotujemy. - Piotrusiu. Dawno nie słyszałem, żeby ktoś się tak do mnie zwracał.  
     - Dobrze, to lepiej schowajmy je, żeby się nie popsuły. - Zacząłem wyjmować produkty zakupione poprzedniego dnia, a Wandzia chowała je do lodówki lub do spiżarni. Miło sobie gawędziliśmy; o wszystkim i o niczym. Dowiedziałem się, że Wandzia była kiedyś nauczycielką języka angielskiego, co sprawiło, że mieliśmy tysiąc kolejnych tematów do rozmowy, bo sam studiowałem filologię angielską. Naszym pogawędkom przerwał Janusz, który wszedł do kuchni, pytając się, kiedy będzie obiad.
     - Jak będzie gotowy, to cię zawołam. A teraz idź oglądać telewizję. - Wandzia machnęła na niego ręką, a Janusz wrócił do salonu, mamrocząc coś pod nosem. - Czasami tak mi działa na nerwy, że mam ochotę go udusić. Wybacz, Piotrusiu.
     - Nie ma problemu. Moi dziadkowie też tacy byli. Ale mimo to i tak było widać, że się kochają. - Na moje słowa Wandzia trochę posmutniała, więc postanowiłem zmienić temat. - Może pomogę nakryć do stołu? Za dzieciaka byłem w tym mistrzem.  
     Kiedy nakryłem do stołu, Wandzia zawołała Janusza i w końcu mogłem zobaczyć, co dobrego przygotowała. Typowy polski, babciny obiad. Ziemniaki z koperkiem, schabowy i mizeria. A do tego domowy jabłkowy kompot. Wszystko wyglądało przepysznie, więc czekałem cierpliwie, żeby to wszystko spróbować. Rozsiedliśmy się na krzesłach przy dużym sześcioosobowym stole; Wandzia naprzeciwko mnie, a Janusz po mojej lewej stronie. Nałożyłem sobie małą porcję, ale Wandzia pokręciła głową.
     - Taki młody chłopak jak ty powinien nałożyć sobie więcej. Chociaż weź sobie drugiego kotleta. - Nie musiała dwa razy powtarzać. Nałożyłem sobie drugiego kotleta i dolałem kompotu, kiedy niespodziewanie odezwał się Janusz.
     - Piotrze, - odchrząknął. - Widzę, że świetnie dogadujesz się z Wandą, więc miałbym do ciebie prośbę. - Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że mnie nie lubi, ale wychodzi na to, że się myliłem. - Jutro jadę w odwiedziny do mojej córki z pierwszego małżeństwa. Nie będzie mnie dwa tygodnie. - Moje zdziwienie przerodziło się w ekscytację. - Więc, czy mógłbym cię prosić o to, żebyś się zaopiekował Wandą?
     - J…jasne - zająkałem się. - Z wielką chęcią. Bardzo polubiłem panią Wandę, więc to będzie dla mnie przyjemność - powiedziałem, a Wandzia się zaczerwieniła. - Poza tym niedługo mam egzaminy, więc przydałaby mi się pomoc kogoś, kto bardzo dobrze zna się na angielskim.
     - No, no, nie wiem, czy będę w stanie pomóc. Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz używałam języka. - Oho, czyżby powiedziała to specjalnie? Spojrzałem na Wandzię, ale nie mogłem nic z niej wyczytać. Miała pokerową twarz. Przyglądała mi się uważnie, patrząc, czy się zaczerwienię, ale zachowałem pozory i odpowiedziałem spokojnie.
     - Wandziu, to jak z jazdą na rowerze. Tego się nie zapomina. - Po moich słowach, to ona spaliła buraka, a ja jedynie uśmiechnąłem się i dokończyłem obiad, który był przepyszny.
     - Wandziu, that was delicious! Naprawdę. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłem tak dobrego schabowego.
     - Oj, przestań! - Wandzia zaczerwieniła się i machnęła ręką. - To nic takiego. To tylko zwykły schabowy.
     Kiedy wszyscy skończyli jeść, Janusz poszedł z powrotem oglądać telewizję, a ja pomogłem pani domu pozmywać brudne naczynia.
     - Dlaczego nie jedziesz z panem Januszem? - zagaiłem, oczekując od niej odpowiedzi.
     - Z Januszem poznałam się, kiedy rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną. Byli ze sobą tylko dwa lata, ale jego była tak go znienawidziła, że wmówiła swojej córce, że to przeze mnie się rozwiedli. Ale cóż… Mam swoje dzieci, także nie przejmuję się tym. Chociaż… - przerwała, a ja byłem ciekaw, co ma do powiedzenia, więc się odezwałem.
     - Chociaż co?
     - Chociaż jestem ciekawa, czemu tak nagle wyskoczył z tym pytaniem do ciebie. Wiesz. O to, żebyś się mną zaopiekował. Przez ostatnie kilkanaście lat nie przejmował się mną. A tu nagle, gdy się pojawiłeś, prosi cię o coś takiego.
     - Jeśli nie chcesz, żebym się tobą opiekował, jak powiedział pan Janusz, to obiecuję, że nie będę się w nic wtrącał. - Chociaż miałem nadzieję, że powie zupełnie co innego, co też zrobiła.
     - Ależ oczywiście, że chcę. Sama bym się tu zanudziła na śmierć. A tak to przynajmniej wiem, że spędzimy razem cudowny czas. - Puściła mi oczko. Znowu! - Pogramy w karty, pogotujemy, pooglądamy jakieś filmy, i jeszcze pewnie znajdzie się kilka rzeczy, które będziemy mogli porobić wspólnie.
     Gdy skończyliśmy sprzątać kuchnię, poszliśmy do salonu i dołączyliśmy do Janusza, który próbował odgadywać odpowiedzi razem z uczestnikami programu “Va Banque”. I szło mu wyjątkowo źle. Za to Wandzi i mi, szło znakomicie. Odgadłem prawie wszystkie hasła, jednak to Wandzia była górą, bo zgadła wszystko. Nie dość, że była atrakcyjna, seksowna, to w dodatku bardzo inteligentna.
     Posiedziałem jeszcze chwilę, ale musiałem się zbierać. Robiło się późno, a nie chciałem nadużywać gościnności Wandzi i pana Janusza. Gdy oznajmiłem im, że muszę wracać do domu, Wandzia posmutniała, ale wstała i razem z Januszem odprowadziła mnie do drzwi, gdzie włożyłem buty i pożegnałem się z panem Januszem, obiecując, że zaopiekuję się jego żoną. Kiedy Janusz wrócił przed telewizor, Wandzia objęła mnie mocno. Otworzyłem drzwi i chciałem wyjść, ale zatrzymała mnie i wskazała palcem na swój policzek.
     - To niegrzecznie tak wychodzić bez pożegnania. - Zaśmiała się, a ja pochyliłem się, by pocałować ją w miejsce, które wciąż pokazywała palcem. Jednak ona odchyliła głowę lekko w bok i zamiast w policzek, pocałowałem ją w usta. Pocałunek trwał może sekundę, ale udało mi się poczuć jak miękkie ma wargi. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo odwróciła się na pięcie i zamknęła drzwi, machając na pożegnanie. Jeszcze przez dobrą chwilę stałem pod jej drzwiami oszołomiony, nie wiedząc do końca, co się wydarzyło, ale otrząsnąłem się i ruszyłem w powrotną drogę do domu.
     Kiedy wróciłem, wskoczyłem od razu pod prysznic i zwaliłem konia, myśląc o piersiach. tyłku i twarzy Wandzi. Potem wskoczyłem do łóżka i zasnąłem, czekając, co przyniesie następny dzień.

**************************************************************

SOBOTA, rano/popołudnie  

     Kiedy wstałem, od razu sięgnąłem po telefon. Była jedenasta. Miałem nadzieję, że zobaczę wiadomość od Wandzi, ale oprócz powiadomień z moich social mediów, żadnego SMS-a od Wandy nie dostałem. Wtedy nagle mój telefon zawibrował i na ekranie pojawiła się ikonka połączenia. Wandzia. Chyba czytała mi w myślach.
     - Good morning, dear - powiedziała dźwięcznie z perfekcyjnym brytyjskim akcentem. - Mam nadzieję, że cię nie obudziłam.
     - Dzień dobry, Wandziu. Nie, spokojnie, nie obudziłaś. Nie sądziłem, że będę spał tak długo. Czy coś się stało?
     - Nie, Piotrusiu. Po prostu Janusz niedawno wyjechał, a ja zdążyłam się już wynudzić. Stwierdziłam, że zadzwonię i spytam, czy nie zechciałbyś ze mną spędzić trochę czasu. Na śniadanie jest za późno, ale mogę przygotować jakieś przekąski. Oczywiście, jeśli nie masz na dzisiaj żadnych planów.  
     Odpowiedziałem niemalże od razu.
     - Miałem pójść na spacer, ale spotkanie z tobą brzmi o wiele ciekawiej - zaśmiałem się. - Tylko muszę się ogarnąć i za niedługo wyjdę.
     - Cieszę się, Piotrusiu. Naprawdę. Nie mogę się doczekać. Mam jeszcze małą prośbę. Mógłbyś po drodze kupić jakieś picie? Cokolwiek, aby tobie smakowało. Dostosuję się.
     - Dobrze, Wandziu. Nie ma sprawy. Do zobaczenia.
     I tymi słowami zakończyłem rozmowę z Wandzią. Zwlekłem się z wyra i podszedłem do szafy. Zastanawiałem się, co na siebie założyć. W prognozie pogody mówili, że ma być ponad dwadzieścia stopni, więc moje ulubione ciuchy odpadały. Dlatego zdecydowałem się na czarne spodenki oraz jasną koszulkę z motywem mojego ulubionego anime. Potem umyłem zęby, wypsikałem się perfumami i byłem gotowy do wyjścia.  
     Po drodze do domu Wandzi zaszedłem jeszcze do sklepu po picie, o które mnie poprosiła. Wahałem się nad wyborem, bo nie wiedziałem, co taka starsza pani może lubić, ale zdecydowałem się na mój ulubiony napój - Tymbark o smaku pomarańczy i brzoskwini. Był to według mnie najbezpieczniejszy wybór.  
     Kiedy dotarłem pod drzwi domu Wandy, zadzwoniłem dzwonkiem i czekałem, aż pani domu otworzy. Usłyszałem szuranie kapci i nie minęła nawet sekunda, kiedy poczułem jak coś, albo raczej ktoś, gniecie moje żebra. Oczywiście była to Wandzia. Kiedy w końcu wypuściła mnie z objęć, mogłem przyjrzeć się jej strojowi na dzisiejsze spotkanie. Tym razem zdecydowała się na przewiewną, białą sukienkę zapinaną na guziki. Nie były jednak one zapięte pod samą szyję, więc sukienka odsłaniała większą część jej pokaźnego biustu, który wisiał swobodnie, gdyż nie był podtrzymywany przez żaden biustonosz. Oderwałem wzrok od jej ciała, żeby nie poczuła się nieswojo, i wszedłem za nią do przedpokoju. Zdjąłem buty i poszedłem do kuchni, w której Wandzia siedziała już przy stole zastawionym przeróżnymi przekąskami. Ustawiłem butelkę Tymbarka na stole i usiadłem naprzeciwko niej.  
     Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Powoli ze stołu znikały wszystkie przekąski przygotowane przez Wandzię. Czułem się trochę głupio, że jedyne, co przyniosłem, to ta jedna butelka Tymbarka. Powiedziałem o tym Wandzi, ale ona tylko machnęła ręką, mówiąc, że jej to nie przeszkadza, bo lubi gotować. Kiedy oboje byliśmy najedzeni, poszliśmy do salonu i włączyliśmy telewizor. Ale oczywiście  nic ciekawego nie leciało. W końcu była sobota. Lekko po trzynastej. Więc po przejrzeniu wszystkich dostępnych programów, postanowiliśmy obejrzeć jakiś film, który leciał na jednym z niszowych kanałów telewizji polskiej. Udało nam się przetrwać do pierwszej reklamy, bo film był tak nudny, że aż prawie usnęliśmy. Więc wyłączyliśmy telewizor i zaczęliśmy rozmowę. Po raz kolejny.
     - Dlaczego akurat filologia angielska? - zapytała Wandzia, kładąc mi dłoń na moim udzie, milimetry od mojego członka, który pod wpływem jej dotyku, wstał na baczność, napierając na materiał moich spodenek.
     - Hmm… Od zawsze lubiłem języki obce. Najbardziej właśnie angielski, więc stwierdziłem, że skoro tak dobrze mi z nim idzie, to czemu by nie… - Ale nie zdążyłem dokończyć, bo Wandzia zrobiła coś, co mnie zaskoczyło. Nachyliła się w moją stronę i swoimi ustami przywarła do moich. Niedługo potem złapała mnie za tył głowy i włożyła mi język do buzi. Naprawdę świetnie całowała; jej język poruszał się z gracją, której musiała nauczyć się wiele lat temu. Gdy zaskoczenie ze mnie ustąpiło, zacząłem poruszać językiem i po chwili znaleźliśmy wspólny rytm. Na początku robiliśmy to powoli i spokojnie, starając się poznać nasze języki jak najlepiej, ale jednak pożądanie wygrało i nasze ruchy stały się silniejsze, pełne pasji. Poczułem, że jej ręka niepostrzeżenie przesuwa się o kolejny milimetr, dotykając mojego penisa. Zachęcony jej odważnym ruchem, swoją dłoń położyłem na jej prawej piersi. Przez cienki materiał sukienki poczułem, jak jej sutki stają się coraz twardsze. Gdy w końcu jej dłoń objęła moje przyrodzenie, naszej zabawie przerwał dzwoniący telefon.
     Świetny timing, pomyślałem. Wandzia przestała mnie całować i odsunęła się speszona. Trzęsącą dłonią wyjąłem telefon z kieszeni i nie patrząc na ekran, odebrałem.
     - Kurwa, Peter, gdzie ty jesteś?! Mieliśmy się dzisiaj razem uczyć na kolosa, pamiętasz?! - Przywitał mnie wkurzony głos mojego przyjaciela. No tak, zapomniałem, że umówiłem się z nim na małą powtórkę przed kolokwium z gramatyki praktycznej. Byłem tak zajęty myśleniem o spotkaniu z Wandzią, że całkowicie uciekło mi to z głowy.  
     - Sorry, Michał. Nagle mi coś wyskoczyło i zupełnie o tym zapomniałem. Daj mi godzinę. Obiecuję, że się zjawię.
     - No ja myślę. Ale za to, że mnie wystawiłeś, musisz postawić nam jakieś dobre jedzenie. Może wtedy ci wybaczę.
     - Nie wystawiłem cię… - próbowałem się tłumaczyć, ale nie chciałem się wygadać o Wandzi. Nie musiał wiedzieć, że spotykam się z o wiele starszą kobietą. Miałby wtedy jeszcze większy powód do wyśmiewania mnie. - No dobra, niech ci będzie. Będę za godzinę. Nara.
     Rozłączyłem się, zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć. Westchnąłem i odwróciłem się w stronę Wandzi. Siedziała tak blisko, że pewnie słyszała, o co chodziło. Na jej twarzy malował się smutek, który próbowała zatuszować uśmiechem.
     - Musisz się już zbierać, prawda? - Zapytała cicho, nie patrząc mi w oczy.  
     - Przepraszam, Wandziu. Byłem tak zaaferowany naszym spotkaniem, że zupełnie zapomniałem o nauce z moim przyjacielem. Przed nami trudny kolos, więc postanowiliśmy, że pouczymy się razem.
     - Nie ma problemu, skarbeńku. Nauka jest ważna. Dlatego idź już i się poucz. Spotkamy się kiedy indziej. Pamiętaj, że Janusza nie będzie przez następne trzynaście dni… Będziemy mieli jeszcze dużo czasu tylko dla siebie.
     Nie wiedziałem, co zrobić. Nie chciałem zostawiać Wandzi samej, ale jednocześnie nie chciałem wystawiać mojego najlepszego przyjaciela. Bros before hoes, tak mawia angielskie powiedzenie. Tylko że Wandzia nie była żadną hoe. Była jej zupełnym przeciwieństwem; kochana, cierpliwa, spokojna, seksowna, a przede wszystkim uczuciowa. Rozważałem wszystkie za i przeciw, ale w końcu się zdecydowałem. Najpierw nauka z Michałem, a potem powrót do Wandzi. Jednak nie wtajemniczyłem jej w swój plan; chciałem zrobić jej niespodziankę.
     Wstałem z kanapy i poszedłem na przedpokój. Włożyłem buty i miałem już wychodzić, kiedy zawołała mnie Wandzia. Wyszła z kuchni i pędziła szybkim krokiem w moją stronę, niosąc duży pojemnik, w który spakowała resztki jedzenia, którego nie udało się nam dojeść.  
     - Wandziu, naprawdę nie trzeba. Zamówię pizzę. Zostaw to sobie na później. - Powiedziałem, jednak ona zbyła mnie machnięciem ręki.
     - Daj spokój. Jesteś młody, musisz dużo jeść. Tyle, co dzisiaj zjadłam, nie zjadłam przez ostatni tydzień. Poza tym muszę zacząć dbać o linię - odpowiedziała, kładąc obie dłonie na swoim brzuchu.
     - Przestań, Wandziu. Nic nie musisz. Dla mnie wyglądasz idealnie. Naprawdę. - Na moje słowa, Wandzia zarumieniła się, a na jej twarzy zagościł uśmiech.  
     Pocałowała mnie na do widzenia. Nie był to ten sam pocałunek, którym zawsze mnie żegnała. Tym razem był on bardziej sensualny. Jej język znowu tańczył w mojej buzi. Nie zdążyłem odpowiedzieć tym samym, bo przerwała i otworzyła drzwi. Wyszedłem bez słowa, bo nie potrafiłem jeszcze dojść do siebie po tym, co się wydarzyło. Najpierw sytuacja na kanapie. Nie sądziłem, że to ona pierwsza cokolwiek zainicjuje. Myślałem, że będę musiał się natrudzić, żeby Wandzia domyśliła się, że mnie pociąga. A jednak poszło o wiele łatwiej. To ona pokazała, że to ja pociągam ją. Potem sytuacja przed drzwiami i małe przypomnienie tego, co robiliśmy jeszcze przed momentem. Żałowałem, że nie zostałem i nie przekonałem się, co może się jeszcze stać. Miałem nadzieję, że sytuacja przerodzi się w coś poważniejszego; że wylądujemy razem w łóżku, ale musiałem jeszcze na to poczekać.
     Nie wiedząc kiedy, znalazłem się pod domem Michała. Wszedłem do niego jak do siebie i po krótkim przywitaniu, zaczęliśmy się uczyć. Jednak było to trudne. Nie potrafiłem przestać myśleć o Wandzie. Chciałem z powrotem znaleźć się w jej przytulnym domu. Dlatego wziąłem się w garść i skupiłem na nauce. Szło mi całkiem dobrze, więc kiedy stwierdziłem, że w miarę ogarniam materiał, jak najszybciej zmyłem się od Michała, zanim zacząłby protestować. Miałem ważniejsze rzeczy do roboty niż niańczenie go.  
     Kiedy znalazłem się na dworze, spojrzałem na telefon. 19:30. Świetnie. Jeśli się sprężę, to będę u Wandy dokładnie o 20:00. Oby tylko nie spała.

**************************************************************

SOBOTA, wieczór

     Pod domem Wandzi znalazłem się dokładnie o 20:00. Nie ukrywam, połowę drogi przebiegłem, ale czego nie robi się dla tak czarującej starszej pani. Zadzwoniłem do drzwi i czekałem, aż się otworzą. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Więc zadzwoniłem drugi raz. Też nic. Nie chciałem dzwonić kolejny raz, bo pomyślałem, że może poszła spać, ale kiedy odwróciłem się, żeby odejść, usłyszałem dźwięk przekręcanego zamka.
     Wandzia nie otworzyła drzwi na oścież, tylko trochę uchyliła, żeby zobaczyć, kto ją nachodzi o tej porze, ale gdy zobaczyła, że to tylko ja, uśmiechnęła się i pozwoliła, żeby drzwi otworzyły się do końca.  
     Chyba przeszkodziłem jej w kąpieli, bo miała mokre włosy, a koszula nocna przykleiła się do jej ciała w miejscach, w których nie zdążyła się wytrzeć. Muszę przyznać, że nie sądziłem, że zobaczę Wandzię w takim stroju. Nie miała na sobie zwykłej koszuli do spania, którą zazwyczaj zakładają babcie, a czarną koronkową, prześwitującą koszulę nocnę na ramiączkach, odsłaniającą o wiele więcej ciała, niż byłem w stanie sobie wyobrazić.
     - O, Piotruś, co za miła niespodzianka. Nie spodziewałam się ciebie o tej porze.
     - Przepraszam, Wandziu. Jeśli już jest za późno, to mogę wrócić jutro.
     - No coś ty, Piotrusiu. Jesteś mile widziany o każdej porze; czy to dnia, czy nocy. A teraz wejdź, proszę. Zrobiło się trochę chłodno na dworze, a ja dopiero się wykąpałam - powiedziała, wpuszczając mnie do środka.
     Wandzia poczekała na mnie, aż zdejmę buty i skierowaliśmy się do salonu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać film. Jednak nie potrwało to długo, bo bez żadnego ostrzeżenia, Wandzia zaczęła mnie całować. Jej koszula nocna odsłaniała jej gładkie nogi, które zacząłem delikatnie pieścić. Powoli jeździłem swoją ręką po jej udzie, złapałem lekko za kolano, aż w końcu dotknąłem jej stopy, z której delikatnym ruchem zdjąłem kapcia. Powoli pieściłem jej grubiutke stopy ani na chwilę nie przerywając całowania.
     Wandzia rozpływała się pod moim dotykiem. Cicho pojękiwała. Kiedy skończyłem pieścić jej stopy, z powrotem położyłem dłoń na jej wielkim udzie. Tym razem po wewnętrznej stronie, blisko jej owłosionej cipki. Czułem gorąc bijący od jej ciała. Wandzia przerwała pocałunki i spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
     - Piotrusiu… - odezwała się Wandzia, trochę trzęsącym się głosem. - Proszę, poczekaj chwilę. Trochę się denerwuję. Wiesz… Janusz był moim jedynym partnerem, z którym “to” robiłam. Mimo że jestem z nim tyle lat, to nigdy nie czułam takiego podniecenia, które odczuwam dzięki tobie. Dlatego chciałabym cię prosić, żebyś był dla mnie delikatny, dobrze? Chcę na nowo odkryć przyjemność, która towarzyszy zbliżeniom.
     - Dobrze, Wandziu. Obiecuję, że nie zrobię niczego, co mogłoby cię skrzywdzić. Jeśli poczujesz się niekomfortowo, po prostu powiedz, a ja przestanę. - Jeśli coś obiecuję, to zawsze dotrzymuję słowa. Nie chciałem jej skrzywdzić. Już wystarczająco została skrzywdzona przez Janusza. Nie bił jej ani nic w tym stylu, ale zaniedbywał ją i jej potrzeby. Nie zasługiwała na to. Dlatego chciałem jej dać najlepszy seks, który będzie pamiętała do końca życia.
     Na kanapie było niezbyt wygodnie, więc poprosiłem Wandzię o zmianę miejsca. Zgodziła się i zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Po drodze wyjaśniła mi, że od wielu lat nie śpi z Januszem w jednym pokoju. Janusz chorował na bezdech senny i musiał na noc nakładać specjalną maskę, która umożliwiała mu oddychanie. A maszyna była głośna, co sprawiało, że Wanda mało kiedy się wysypiała. Dlatego oboje postanowili, że będzie lepiej dla nich obojga, jeśli Wanda zamieszka w drugim pokoju. A skoro i tak jej mąż miał gdzieś jej potrzeby, ona nie miała nic przeciwko.
     Kiedy znaleźliśmy się w jej pokoju, zdjąłem koszulkę, odsłaniając swój tors. Rzuciłem ją na fotel, który stał nieopodal łóżka i podszedłem do Wandzi, przytulając ją od tyłu. Złapałem ją za piersi i obdarowywałem pocałunkami jej szyję, co okazało się dużym wyzwaniem, bo była ode mnie o wiele niższa. Czułem, jak jej ciało trzęsie się pod wpływem mojego dotyku. Kiedy uznałem, że jest odpowiednio podniecona, zdjąłem z niej koszulę nocną jednym sprawnym ruchem. Wandzia zachichotała. A kiedy spytałem, co ją bawi, odpowiedziała, że nikt nigdy nie rozbierał jej w ten sposób. Koszula, którą zdjąłem z Wandzi, poszła w ślad za moją koszulką i wylądowała na fotelu.
     Wandzia odwróciła się w moją stronę i uważnie przyglądała, kiedy zdejmowałem spodenki. Zauważyłem, że jej wzrok powędrował w stronę mojego wzwodu, który nie mógł się doczekać, aż wydostanie się na wolność. Dlatego też szybko pozbyłem się bokserek i stanąłem przed Wandzią, tak jak mnie Pan Bóg stworzył. Na widok mojego penisa, Wanda otworzyła szeroko oczy, zaskoczona jego rozmiarem.
     - Mogę go dotknąć? - spytała. Nic nie odpowiedziałem, tylko złapałem za jej dłoń i położyłem na swoim członku. - Jest taki duży… - skomentowała zafascynowana. Nie uważałem, że byłem jakoś hojnie obdarzony przez naturę, ale jej słowa dodały mi odwagi.
     Poprowadziłem ją do łóżka. Wyglądało to komicznie, bo wciąż w dłoni trzymała mojego penisa. Usiadła na skraju łóżka, a ja uważnie przyjrzałem się jej nagiemu ciału. Jej cipka była zarośnięta; siwe włosy łonowe dosyć gęsto ją pokrywały. Pewnie nie goliła się tam od długiego czasu. W sumie co się dziwić; nie miała dla kogo tego robić. A mi one nie przeszkadzały. Wręcz odwrotnie, podniecały mnie; owłosione cipki były jednym z moich fetyszy. Tak samo, jak wielkie, obwisłe piersi, które spoczywały na brzuchu Wandy. Miała duże, jasne sutki, oraz brodawki tego samego koloru. Jej ciało było trochę pomarszczone, ale to normalne dla kobiety w jej wieku.
     Kiedy wygodnie ułożyła się na łóżku, położyłem się obok niej. Pocałowałem i pomiętosiłem jej prawą pierś. Potem wziąłem jej nabrzmiałego sutka do buzi i zacząłem lekko ssać. Wandzia wydała z siebie cichy jęk. Nie przerywając ssania, położyłem swoją dłoń na jej cipce.
     Najpierw lekko zesztywniała, ale gdy dotarło do niej, co się dzieje, rozluźniła się. Wtedy przypomniałem sobie, co powiedziała mi o Januszu. O tym, że był jedyną osobą, która widziała ją nago. Że nigdy mu nie zależało. Dlatego chciałem jej pokazać, że mi zależy. Dlatego przerwałem ssanie jej sutka i wyszeptałem, patrząc jej w oczy:
     - Wandziu, jesteś naprawdę piękną kobietą. Twoje ciało sprawia, że tracę głowę.  
     - Dziękuję, Piotrusiu - wyszeptała Wandzia. Łzy wzruszenia napływały jej do oczu. - Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Bałam się, jak zareagujesz na moje ciało, skoro jesteś o wiele młodszy ode mnie. Bałam się, że nie będę w stanie cię podniecić. Ale gdy zobaczyłam twoją erekcję, byłam pewna, że jest inaczej.
     Zacząłem znowu ją całować. Obdarowywałem pocałunkami jej szyję, piersi, brzuch, aż dotarłem do jej nóg. Całowałem i lizałem jej stopy. Powoli, delikatnie. Potem znowu całowałem jej nogi, tym razem sunąc w górę jej ciała. Wandzia pojękiwała z przyjemności, co jeszcze bardziej mnie podniecało. Dlatego delikatnie rozłożyłem jej nogi i nachyliłem się nad wewnętrzną stroną jej ud. Kiedy zacząłem je całować, moja kochanka położyła swoje dłonie na mojej głowie, mimowolnie łapiąc mnie za włosy. Cały czas całowałem jej uda, a swój środkowy palec powoli włożyłem w jej cipkę. Była bardzo mokra. Przestałem całować jej uda i całą swoją uwagę skupiłem na jej cipce. Zgięła nogi w kolanach, żeby umożliwić mi lepszy dostęp, a ja napierałem językiem na jej nabrzmiałą łechtaczkę.
     Poruszała swoimi biodrami, a jej oddech stał się szybszy. Traciła kontrolę nad swoim ciałem, co chwilę wyjękując słowa, które wskazywały na przyjemność, którą jej sprawiałem. Nagle jej mięśnie zaczęły się trząść, a jej jęki stały się jeszcze głośniejsze, co dało mi do zrozumienia, że jest blisko orgazmu. Próbowała mówić, ale nie mogła z siebie wydobyć ani jednego słowa; jej orgazm był zbyt intensywny. Połykałem soki, które produkowała jej cipka. Smakowały wyśmienicie. Kontynuowałem ssanie i lizanie, starając się, by jej orgazm trwał jak najdłużej.
     Kiedy trochę się uspokoiła, klęknąłem między jej nogami i swoim penisem ocierałem się o jej ociekającą sokami cipkę. Pragnąłem w końcu w nią wejść.
     - Daj mi go, proszę, Piotrusiu… Chcę w końcu go poczuć… - wyjęczała, nie mogąc złapać tchu.
     Sięgnąłem w stronę szafki nocnej, na którą wcześniej rzuciłem paczkę kondomów, wyjąłem jednego i założyłem wprawnym ruchem. Wandzia ułożyła się wygodniej, bym mógł w nią wejść. Kiedy w końcu mój penis się w niej zanurzył, zamknęła oczy i jęknęła. Poruszałem się w niej powoli, próbując wyczuć rytm. Wandzia uciekła w krainę rozkoszy, w której ostatni raz była dawno temu. Poruszałem się w niej powoli, a jej soki z każdym moim ruchem się z niej wylewały. Kiedy poczułem, że Wandzia jest rozluźniona, przyspieszyłem tempo i moc, z którą napierałem na jej cipkę. Marzyłem o tym, żeby w niej skończyć, ale chciałem, żeby poczuła, jak to jest dojść od takiego seksu.
     - Proszę, dojdź we mnie… Już dłużej nie wytrzymam… Ach!
     Jej słowa podziałały na mnie jak płachta jak byka, więc jeszcze bardziej przyspieszyłem swoje ruchy. Kilkanaście ruchów później doszedłem w jej cipce. Kiedy Wandzia poczuła, że zalewa ją moja gorąca sperma, doszła. Jej ciało zaczęło się całe trząść, a z jej gardła wydobywały się okrzyki rozkoszy. Soki skapywały z jej cipki na kołdrę. Wydostałem się spomiędzy jej nóg, poszedłem do łazienki i zdjąłem prezerwatywę, wypełnioną moim nasieniem. Wytarłem penisa w ręcznik,  który wisiał na haczyku na ścianie. Opłukałem ręcznik wodą i wrzuciłem do pralki. Po chwili wziąłem kolejny czysty ręcznik i wróciłem do Wandzi, która leżała na wznak na łóżku, zmęczona po naszych ekscesach. Kiedy wycierałem jej cipkę, uśmiechała się do mnie. Umieściłem ręcznik pod jej pośladkami, gdyby więcej soków chciało  wydostać się z jej cipki.
     Położyłem się obok Wandy i mocno ją objąłem. Na twarzy miała wymalowaną satysfakcję; była zaspokojona.  
     - Oj, Piotrusiu. Nawet nie wiesz, jak mi było dobrze - powiedziała, komplementując moje zdolności. - Nie chcę cię porównywać do Janusza, więc powiem ci, w czym się różnicie. Sprawiłeś, że czułam się kochana, pożądana. Nie skupiałeś się tylko na sobie, ale upewniłeś się, że ja też będę coś z tego miała. Poza tym masz o wiele większe przyrodzenie niż Janusz. Na początku trochę bolało, ale potem czułam tylko przyjemność. No i najważniejsze, nigdy nikt nie całował mnie tam na dole. Nie wiem, jak wy, młodzi, nazywacie tę czynność.
     - Seks oralny, ale częściej używam terminu ‘minetka’.
     - W każdym razie, to było niesamowite uczucie. Nigdy w swoim życiu nie odczułam tak intensywnego orgazmu. Kiedyś będę chciała odwdzięczyć się tym samym. - Nie mogłem doczekać się lodzika od Wandzi. Ale musiało to poczekać. Nie chciałem wywierać na niej presji. - Naprawdę miło mi się z tobą tak leży. Janusz, gdy skończył, od razu obracał się na drugi bok. Nie przytulał mnie, nie wycierał. Dlatego robiłam to sama i albo szłam spać do drugiego pokoju, albo schodziłam do salonu oglądać telewizję, żeby tylko o tym wszystkim nie myśleć.
     Leżeliśmy tak i gadaliśmy, dopóki Wandzia nie spojrzała na zegarek. Zbliżała się 22:00. Dlatego wstała z łóżka, założyła szlafrok i podała mi ciuchy, które niespiesznie na siebie założyłem. Wiedziałem, że nie będę mógł zostać na noc. Wanda nie chciała, żeby jej wścibscy sąsiedzi plotkowali o młodym chłopaku, który odwiedził ją wieczorem, a wyszedł dopiero nad ranem. Przeprosiła mnie i powiedziała, że pogada o tym ze swoim mężem.
     - Wymyślę coś, żebyś mógł bez żadnego problemu u mnie nocować. - Obiecywała. - Powiem mu, że się boję zostać sama w domu przez te wszystkie włamania, które wydarzyły się w okolicy. Raczej w to uwierzy.
     Zeszliśmy na dół. Weszliśmy na przedpokój i pożegnaliśmy się pocałunkiem pełnym pożądania, które nie zeszło z nas, mimo że uprawialiśmy seks jakiś czas temu. Swoimi dłońmi delikatnie masowałem jej plecy, schodząc coraz niżej, aż w końcu złapałem ją za pośladki.
     - Jeśli będziesz tak robił, nie wypuszczę cię stąd - wyjęczała Wandzia w moje usta. Uśmiechnąłem się i oderwałem się od jej okrągłego ciała. Nie chciałem, żeby miała przeze mnie problemy, gdyby któryś z sąsiadów zdecydował się wypaplać wszystko Januszowi. Wyszedłem za drzwi na chłodne powietrze letniej nocy. Delikatny wiatr smagał mnie po nogach. Wandzia stała w drzwiach w niezawiązanym szlafroku. Powiedziała, że da mi znać, jak tylko spyta się Janusza o moje nocowanie. Była pewna, że się zgodzi. Bo w sumie czemu miałby się nie zgodzić? Przecież wcale nie ruchałem jego żony za jego plecami. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć, zwłaszcza Janusz.
     - Zapamiętaj sobie ten widok, Piotrusiu. Następnym razem będziesz miał większe pole do popisu. - Puściła mi oczko i zrzuciła z ramion szlafrok, odsłaniając swoje nagie ciało, którym miałem okazję się zająć jeszcze nie tak dawno temu.
     - Nie mogę się doczekać - powiedziałem, szczerząc zęby w uśmiechu. Pomachałem jej na dobranoc i odwróciłem się, kierując się w stronę swojego mieszkania.
     Przez całą drogę rozmyślałem o Wandzi. O jej ciele, jej jękach, jej trzęsących się mięśniach. Mój penis znowu powstał z martwych. Jednak postanowiłem nic z tym nie robić, bo miałem nadzieję, że spotkam się z Wandą następnego dnia.
     Kiedy wszedłem do domu, rozebrałem się, wskoczyłem pod prysznic i szybko się umyłem. Położyłem się do łóżka i zacząłem przeglądać Twittera, przeżywając wszystko, co wydarzyło się między mną a Wandzią kilka godzin temu. Miałem nadzieję, że gdy się obudzę, będzie czekała na mnie wiadomość od niej, w której napisze, że Janusz się zgodził na moje nocowanie u niej.  
     
CIĄG DALSZY NASTĄPI!

4 komentarze

 
  • Dedlof

    Bardzo fajne. Nieco naiwne tempo rozwoju tego romansu ale emocje starszej Pani trafnie ujmujesz. Pisz dalej. Wandzia może mieć siostrę  lub sąsiadkę, która za dyskrecję, może pożyczyć sobie Piotrusia na chwilę

    11 lipca

  • conradomoreno

    @Dedlof dziękuję za pozytywny komentarz! gombrowiczem czy sienkiewiczem nigdy nie będę... po prostu staram się przelać moje fantazje na tak zwany papier haha

    12 lipca

  • NowaForma1

    Czekam na więcej  :cool:

    9 lipca

  • Samotny

    Czekam na więcej cześci. Jest podniecajaco

    27 czerwca

  • conradomoreno

    @Samotny bardzo dziękuję za pozytywny komentarz!

    28 czerwca

  • conradomoreno

    Jeżeli macie pomysły na nowe opowiadania, dotyczące starszych kobiet, piszcie śmiało na PV. Mam wiele pomysłów, ale z chęcią przeczytam jakieś nowe.

    27 czerwca

  • Historyczka

    @conradomoreno  

    A starsze - to jaki przedział wiekowy? Od ilu do ilu?

    4 lipca

  • conradomoreno

    @Historyczka od 35 do 75... dla mnie wiek nie ma znaczenia ;)

    5 lipca