
Zamykam oczy i od razu widzę dwie twarze.
Lena.
Majka.
Dwie kobiety. Dwie historie. Dwie miłości, tak różne, że czasami sam nie rozumiem, jak mogły zmieścić się w jednym sercu.
Lena była moim światem przez tyle lat. Znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Wiedziała, kiedy milczę, bo jestem zmęczony, a kiedy dlatego, że wszystko we mnie krzyczy. Nie musiałem niczego udawać. Wystarczyło jedno spojrzenie, a ona już wiedziała. Byliśmy dla siebie domem. Nie idealnym. Pełnym pęknięć, nieporozumień i słów, których nigdy nie powinniśmy byli wypowiedzieć. Ale jednak domem.
Potem pojawiła się Majka.
Nie weszła do mojego życia z hukiem. Nie próbowała walczyć z moją przeszłością. Po prostu była. Uśmiechała się tak, jakby wierzyła, że jeszcze potrafię być szczęśliwy. Przy niej przypomniałem sobie, jak to jest śmiać się bez wysiłku. Jak to jest budzić się rano i czekać na kolejny dzień.
I właśnie dlatego wszystko jest takie trudne.
Bo kocham Majkę. Wiem to.
A jednak są chwile, kiedy myślę o Lenie. Zwłaszcza teraz, kiedy wróciła.
Nie dlatego, że chcę wrócić. Przynajmniej tak sobie powtarzam. Wystarczy zapach perfum podobny do jej ulubionych. Piosenka, której słuchaliśmy podczas długich podróży. Kubek schowany na najwyższej półce. Czasem jedno słowo. I nagle wracają wspomnienia.
Najgorsze jest poczucie winy.
Kiedy trzymam Majkę za rękę, zdarza się, że przez ułamek sekundy przypomnę sobie Lenę. Wtedy mam ochotę ukarać samego siebie. Jak mogę patrzeć w oczy kobiecie, którą kocham, skoro gdzieś w środku nadal noszę ślady po innej?
Czy to znaczy, że nie kocham wystarczająco?
A może po prostu człowiek nigdy do końca nie przestaje kochać tych, którzy byli ważni?
Coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy tęsknię za Leną... czy za sobą sprzed lat. Za mężczyzną, którym byłem, kiedy jeszcze wierzyłem, że miłość wystarczy, żeby wszystko naprawić.
Może nie brakuje mi jej. Może brakuje mi tamtego życia. Tamtych marzeń. Tamtej pewności.
Majka zasługuje na kogoś, kto patrzy tylko na nią. Kogoś, kto nie budzi się czasem z imieniem innej kobiety ukrytym gdzieś głęboko w pamięci. Bo ona nie zrobiła nic złego. Nie prosiła mnie, żebym zapomniał. Nigdy nawet o to nie pytała.
Poczułem, jak coś ściska mnie w gardle.
To było jedno z tych pytań, na które nie istnieje dobra odpowiedź.
Milczałem.
Nie dlatego, że chciałem uciec. Dlatego, że bałem się prawdy.
– Paweł... - szepnęła.
Westchnąłem i opuściłem wzrok.
– Nie wiem - przyznałem w końcu.
Widziałem, jak zabolały ją te dwa słowa.
– Gdybym powiedział „tak”, skłamałbym. Bo gdybym nie rozstał się z Leną, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Nie poznałbym cię takim, jakim mnie poznałaś. Może w ogóle nasze drogi nigdy by się nie przecięły. - urwałem na chwilę - Ale gdybym powiedział „nie”, też byłoby to nieuczciwe. Bo wtedy brzmiałoby to tak, jakbyś była tylko skutkiem mojego rozstania. Jakbyś była kimś przypadkowym. A nie jesteś.
Podniosłem na nią wzrok. Powoli szkliły jej się oczy, a ja nie potrafiłem tym razem rozszyfrować czy z żalu, ze złości czy ze wzruszenia. Nie odezwała się słowem, ciągle patrząc mi głęboko w oczy.
– Prawda jest bardziej skomplikowana. Nie wiem, czy los doprowadziłby mnie do ciebie inną drogą. Nie wiem, czy zakochałbym się w tobie, gdyby moje życie wyglądało inaczej. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na takie pytanie. - Sięgnąłem po jej dłoń i poczułem jak drży. - Wiem tylko jedno. Kiedy cię poznałem, nie pokochałem cię dlatego, że straciłem Lenę. Pokochałem cię za to, kim jesteś. Za twój śmiech, cierpliwość, upór, za to, jak patrzysz na świat. Za to, jak patrzysz na mnie. Rozstanie z Leną sprawiło, że nasze drogi mogły się spotkać. Ale to nie ono sprawiło, że cię pokochałem. Tego nie zrobiło moje rozstanie. To zrobiłaś ty.
Majka nie odezwała się od razu. Patrzyła na nasze splecione dłonie, jakby próbowała znaleźć w nich odpowiedź, której nie dały moje słowa. Po chwili delikatnie wysunęła swoją rękę.
– Wiesz, co boli najbardziej? – zapytała cicho. – Nie to, że powiedziałeś „nie wiem”.
Uniosłem wzrok, trochę zaskoczony.
– Boli mnie to, że ja wiem - Przez chwilę walczyła ze łzami, ale nie odwróciła wzroku - Gdybym poznała cię kilka lat wcześniej, zakochałabym się w tobie tak samo. Nie zastanawiałabym się, czy moje uczucie zależy od tego, z kim wtedy byłeś. Po prostu bym cię kochała.
Jej głos niebezpiecznie zadrżał.
– A kiedy zadałam ci to pytanie... przez sekundę miałam nadzieję, że usłyszę, że nie wyobrażasz sobie świata, w którym mnie nie spotykasz. Wiem, że to byłoby niemożliwe. Wiem, że życie tak nie działa. Ale serce czasem potrzebuje usłyszeć coś, czego rozum nigdy nie zaakceptuje. Wiesz czego się boję? -zapytała.
Otarła łzę, która zdążyła spłynąć po policzku, a kiedy pokręciłem głową odpowiedziała jeszcze ciszej niż dotąd.
– Że zawsze będę kobietą, która pojawiła się po Lenie. Tą „następną”. Tą, której nie byłoby, gdyby tamto się nie skończyło. - zrobiła krok do tyłu - Ja nie chcę być czyjąś konsekwencją. Nie chcę być nagrodą pocieszenia ani nowym rozdziałem napisanym dlatego, że poprzedni się urwał.
Jej oczy znów spotkały moje.
- Chcę być wyborem, Paweł - podkreśliła głośniej - Nie jedynym możliwym. Nie przypadkiem. Nie lekarstwem. Wyborem.
Zapadła cisza.
– Kocham cię. Właśnie dlatego zadałam ci to pytanie. Bo jeśli mam iść z tobą przez życie, muszę wiedzieć, że kiedy patrzysz na mnie, nie widzisz kobiety, która przyszła po Lenie. Chcę, żebyś widział mnie. Tylko mnie - Odwróciła wzrok i dodała już niemal szeptem - Bo ja, kiedy patrzę na ciebie... nie widzę mężczyzny po przejściach. Widzę mężczyznę, z którym chciałam się zestarzeć. I chyba najbardziej boli mnie myśl, że ty wciąż próbujesz pogodzić się z przeszłością, podczas gdy ja od dawna próbuję budować z tobą przyszłość.
Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało. Cisza nie była już spokojna. Ciążyła między nami jak coś, czego nie dało się odsunąć ani przemilczeć.
Patrzyłem na Majkę i po raz pierwszy od dawna miałem wrażenie, że nie walczę z własnymi myślami. Walczyłem z nią. Albo raczej o to, żeby nie powiedzieć czegoś, czego potem nie da się cofnąć.
– Masz rację – powiedziałem w końcu cicho.
Majka prychnęła pod nosem, ale w jej oczach nie było już cienia ulgi.
– To nie brzmi jak zwycięstwo.
– Bo nim nie jest.
Zrobiłem krok w jej stronę, ale ona od razu się spięła.
– Nigdy nie patrzyłem na ciebie jak na kobietę po Lenie – powiedziałem. – To nie tak.
– A jak? – zapytała ostro. – Bo ja mam wrażenie, że dokładnie tak.
Zmarszczyłem brwi.
– Nie rozumiesz mnie.
– To może wreszcie przestań mówić tak, żebym musiała się domyślać.
Westchnąłem ciężko.
– Chodzi mi o to, że to nie ty żyjesz w cieniu mojej przeszłości. To ja w nim stoję. Ciągle próbuję zrozumieć, dlaczego wszystko się rozsypało. Czy mogłem coś zrobić inaczej. Czy mogliśmy uratować to, co mieliśmy.
Majka zaśmiała się krótko, bez cienia rozbawienia.
– Czyli jednak.
– Co „jednak”?
– Czyli jednak nadal tam jesteś. Przy niej. Przy tym, co było. Przy tym, czego już nie ma.
– To nieprawda.
– Nie? – Jej głos podniósł się o ton. – To dlaczego za każdym razem, kiedy próbuję z tobą rozmawiać o nas, kończy się na Lenie? Dlaczego zawsze wracasz do przeszłości, jakby teraźniejszość była tylko przerwą między jednym wspomnieniem a drugim?
Zamilkłem na moment, bo nie miałem gotowej odpowiedzi.
– A gdzie w tym wszystkim jestem ja? – zapytała ciszej, ale z większą siłą niż wcześniej.
To pytanie zabolało bardziej niż wszystkie poprzednie.
– Jesteś tutaj – odpowiedziałem po chwili. – Ze mną.
– Naprawdę? – Jej oczy błysnęły gniewem. – Bo ja mam wrażenie, że jestem obok ciebie, a nie z tobą. Jak ktoś, kto ma czekać, aż skończysz rozpamiętywać swoje życie.
– Nie rozpamiętuję.
– Kłamiesz.
– Nie kłamię.
– Paweł, proszę cię. – Jej głos zadrżał. – Ja widzę, kiedy jesteś ze mną, a kiedy odpływasz. Widzę to w twoich oczach. W tym, jak milkniesz. W tym, jak czasem patrzysz gdzieś obok mnie, jakbyś widział kogoś innego.
Poczułem, jak narasta we mnie złość.
– A może po prostu szukasz problemu tam, gdzie go nie ma?
Majka zesztywniała.
– Słucham?
– Może zamiast ciągle doszukiwać się Leny między nami, powinnaś wreszcie uwierzyć, że jestem tutaj, bo chcę być tutaj.
Jej twarz stężała.
– Nie odwracaj tego przeciwko mnie.
– Nie odwracam.
– Odwracasz. – Zrobiła krok do przodu. – Bo kiedy pytam o coś ważnego, ty uciekasz w półprawdy. A kiedy próbuję powiedzieć, że mnie to rani, robisz ze mnie zazdrosną, przewrażliwioną kobietę.
– Bo czasem właśnie tak się zachowujesz - wypaliłem.
Zapadła cisza. Była tak nagła, że aż usłyszałem własny oddech.
Majka patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie była pewna, czy naprawdę to powiedziałem.
– Powtórz – wyszeptała.
Od razu pożałowałem tych słów, ale było już za późno.
– Powiedziałem, że czasem przesadzasz.
– Przesadzam? – Jej głos podniósł się gwałtownie. – Ja ci mówię, że czuję się jak druga opcja, a ty mówisz, że przesadzam?
– Nie powiedziałem, że jesteś drugą opcją.
– Ale tak się czuję! – wybuchnęła. – I chyba właśnie to powinno cię obchodzić, a nie to, czy użyłam odpowiednich słów!
Przesunąłem dłonią po twarzy.
– Nie mogę co chwilę udowadniać ci, że cię wybieram.
– Nie proszę cię o udowadnianie. Proszę cię o szczerość.
– Jestem szczery.
– Nie, Paweł. – Pokręciła głową. – Jesteś ostrożny. To nie to samo.
Znów zapadła cisza, ale tym razem była napięta do granic.
– Powiedz mi coś – odezwała się po chwili. – Gdyby Lena jutro zapukała do drzwi i powiedziała, że chce wrócić... co byś zrobił?
Serce zabiło mi gwałtowniej.
To pytanie było jak cios.
– Naprawdę musisz mnie o to pytać?
– Tak. Muszę.
– Nie wiem.
Widziałem, jak jej twarz twardnieje.
– Znowu „nie wiem”.
– Bo to nie jest proste pytanie.
– Dla mnie jest.
– Dla ciebie wszystko jest proste, kiedy chodzi o ocenianie mnie.
– Nie ocenianie. – Jej głos był już lodowaty. – Tylko słuchanie tego, co sam mi mówisz. A mówisz mi, że nadal nie potrafisz zamknąć przeszłości. Że nadal się zastanawiasz. Że nadal coś w tobie wraca do niej.
– Bo to była ważna część mojego życia!
– A ja? – krzyknęła. – Ja jestem czym? Przypadkiem? Nagrodą pocieszenia? Kobietą, która przyszła po tym, jak wszystko się rozsypało?
– Nie powiedziałem tego!
– Ale tak się czuję!
Jej głos załamał się na ostatnim słowie, ale zamiast złagodnieć, tylko bardziej się rozgniewała.
– I wiesz, co jest najgorsze? Że ty nawet nie próbujesz tego zrozumieć. Ty tylko bronisz siebie. Swoich wspomnień. Swojego bólu. Swojej Leny.
– Nie mów o niej w ten sposób.
– A jak mam mówić? – wrzasnęła. – Jak mam mówić o kobiecie, która wciąż stoi między nami, choć nawet jej tu nie ma?
– Nikt nie stoi między nami!
– Ty stoisz! – krzyknęła. – Ty i twoja nieumiejętność odpuszczenia!
Poczułem, jak coś we mnie pęka.
– Myślisz, że to takie łatwe? – powiedziałem ostrzej, niż zamierzałem. – Myślisz, że człowiek po prostu wymazuje lata życia, bo pojawiła się nowa kobieta i chce pewności?
Majka zamarła.
– Nowa kobieta? – powtórzyła cicho. – Naprawdę tak o mnie myślisz?
– Nie o to mi chodziło.
– Ale właśnie to powiedziałeś.
– Bo jestem zmęczony tym, że każda rozmowa kończy się tym samym. Że cokolwiek powiem, ty i tak słyszysz tylko Lenę.
– Bo ty sam ją tam wpychasz!
– Nie! – podniosłem głos. – To ty nie chcesz przyjąć do wiadomości, że człowiek może kochać kogoś teraz, a jednocześnie mieć przeszłość!
Majka cofnęła się o krok.
– Nie chodzi o przeszłość, Paweł. Chodzi o to, że ty nie jesteś ze mną do końca.
– To nieprawda.
– Jest prawda. – Jej oczy zaszkliły się od łez, ale głos miała twardy. – I właśnie dlatego tak boli. Bo ja naprawdę próbuję. Naprawdę chcę ci wierzyć. Ale nie mogę budować czegoś z kimś, kto wciąż stoi jedną nogą w innym życiu.
– Więc co? – zapytałem gorzko. – Mam udawać, że niczego nie było? Mam wyrzucić wszystko, co przeżyłem, żebyś mogła czuć się bezpiecznie?
– Nie! – krzyknęła. – Masz przestać traktować mnie jak kogoś, kto ma cierpliwie czekać, aż sam się z siebie pozbierasz!
Te słowa uderzyły we mnie mocniej, niż chciałem przyznać.
– Myślisz, że to takie proste? – powiedziałem już ciszej, ale z wyraźną złością. – Że wystarczy jedno twoje pytanie, jedno moje zapewnienie i wszystko nagle będzie idealne?
– Nie chcę idealnie. – Głos jej drżał. – Chcę prawdziwie.
– To właśnie jest prawdziwie!
– Nie, Paweł. – Pokręciła głową. – Prawdziwie byłoby wtedy, gdybyś potrafił powiedzieć bez zawahania, że jestem twoim wyborem. A ty nawet teraz brzmisz tak, jakbyś sam nie był tego pewien.
Zamilkłem. Bo miała rację. I chyba właśnie to doprowadziło mnie do furii.
– Może dlatego, że nie da się wszystkiego sprowadzić do jednego zdania! – wybuchłem. – Może nie jestem tak prosty, jak byś chciała!
Majka spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
– Nie chodzi o prostotę. Chodzi o uczciwość.
– A ja jestem nieuczciwy?
– Wobec mnie? Tak. Czasem tak.
Te słowa zawisły między nami ciężko i bezlitośnie.
Patrzyłem na nią, a ona na mnie, oboje zbyt dumni, żeby odpuścić, i zbyt zranieni, żeby się cofnąć.
– Jeśli naprawdę tak o mnie myślisz – powiedziałem w końcu chłodno – to może problem nie leży tylko we mnie.
Majka zacisnęła usta.
– Właśnie. Zawsze musi być też we mnie. Zawsze znajdziesz sposób, żebyśmy oboje byli winni, byle tylko nie przyznać, że to ty nie potrafisz zamknąć przeszłości.
– A ty nie potrafisz przestać mnie za nią karać.
– Nie karzę cię. – Jej głos był już cichy, ale pełen gniewu. – Ja tylko próbuję ocalić siebie.
To zdanie zawisło w powietrzu jak wyrok.
Nie odpowiedziałem od razu.
Bo wiedziałem, że jeśli teraz coś powiem, może już nie być odwrotu.
A mimo to cisza między nami była jeszcze gorsza niż kłótnia, która właśnie zaczęła się rozpadać na kawałki.
Cisza trwała jeszcze kilka sekund.
Majka odwróciła się powoli, podeszła do wieszaka i zdjęła swoją kurtkę. Robiła to spokojnie, niemal mechanicznie. Właśnie ten spokój przestraszył mnie bardziej niż krzyk.
– Co robisz? – zapytałem.
– Wychodzę.
– Majka, proszę...
Nie spojrzała na mnie.
– Potrzebuję od ciebie oddechu.
– Nie uciekaj.
Zaśmiała się cicho.
– Uciekam? Nie, Paweł. To ty od miesięcy uciekasz. Ja po prostu wychodzę do siebie.
Zasunęła zamek kurtki i sięgnęła po klucze.
Podszedłem bliżej.
– Nie kończmy tego w taki sposób.
Dopiero wtedy odwróciła głowę.
W jej oczach nie było już złości.
Było zmęczenie.
– Wiesz, co jest najgorsze?
Milczałem.
– Że ja już nawet nie jestem zła na Lenę.
Zmarszczyłem brwi.
– Jest mi jej chyba nawet żal.
Patrzyłem na nią zaskoczony.
– Bo mam wrażenie, że ona też nigdy nie dostała od ciebie całego ciebie.
Te słowa odebrały mi głos.
– A ja... – uśmiechnęła się smutno. – Ja po prostu nie chcę skończyć tak samo.
Otworzyła drzwi.
– Majka...
Odwróciła się jeszcze raz.
– Kiedy będziesz gotowy wybrać nie między mną a Leną... tylko między przeszłością a przyszłością... wtedy zapukaj.
I wyszła.
Drzwi zamknęły się cicho. Nigdy wcześniej zwykły dźwięk zamka nie brzmiał tak ostatecznie.
Przez kilka minut stałem bez ruchu. Patrzyłem na zamknięte drzwi, jakby miały się za chwilę znowu otworzyć. Nie otworzyły się.
Usiadłem na kanapie.
Potem wstałem. Przeszedłem do kuchni. Z kuchni wróciłem do salonu.
Nie mogłem znaleźć sobie miejsca.
W głowie wciąż słyszałem jej głos.
„Chcę być wyborem.”
Dlaczego nie potrafiłem jej tego po prostu powiedzieć? Przecież to właśnie czułem. A może nie?
To pytanie wróciło jak bumerang. Otworzyłem szafkę. Butelka whisky stała tam od miesięcy. Kupiona na jakąś okazję, której nigdy nie było. Nalałem sobie. Pierwszy łyk palił gardło. Drugi był łatwiejszy. Po trzecim przestałem liczyć. Nie piłem dlatego, że chciałem zapomnieć. Piłem, bo chciałem choć na chwilę przestać myśleć. Ale alkohol nie ucisza myśli. On tylko sprawia, że stają się głośniejsze. Przypominałem sobie Lenę. Potem Majkę. Potem znowu Lenę. Jakbym całe życie chodził po zamkniętym kręgu.
Telefon zawibrował.
Spojrzałem niechętnie na ekran.
Lena.
Przez chwilę tylko patrzyłem na jej imię. Odebrałem.
– Halo? - rzuciłem.
– Paweł?
Jej głos był dokładnie taki, jak go pamiętałem.
Spokojny.
– Wszystko w porządku?
Zaśmiałem się krótko.
– Brzmię aż tak źle?
– Brzmisz jak ktoś, kto próbuje udawać, że wszystko jest dobrze.
Milczałem.
– Piłeś?
Nie odpowiedziałem.
– Gdzie jesteś? – zapytała.
– W domu.
– Przyjadę.
– Nie musisz.
– Wiem.
Po prostu się rozłączyła.
Pół godziny później usłyszałem dzwonek.
Otworzyłem drzwi.
Lena stała na wycieraczce w ciemnym płaszczu, z włosami wilgotnymi od deszczu.
Przez moment tylko na siebie patrzyliśmy.
– Marnie wyglądasz – powiedziała cicho.
– Ty nadal mówisz wszystko wprost.
Uśmiechnęła się smutno.
– Ktoś musi.
Wpuściłem ją do środka.
Usiedliśmy naprzeciw siebie.
Przez długą chwilę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Dopiero po pewnym czasie powiedziałem:
– Pokłóciłem się z Majką.
Nie zapytała o szczegóły.
– Kochasz ją?
Pytanie zaskoczyło mnie bardziej niż wszystkie, które tego wieczoru usłyszałem.
– Tak.
– To dlaczego wyglądasz, jakbyś właśnie stracił wszystko?
Przetarłem twarz dłońmi.
– Bo chyba zrozumiałem, że można kochać i jednocześnie ranić.
Lena spuściła wzrok.
– To już wiemy oboje.
Jej słowa nie były wyrzutem.
Były wspomnieniem.
Po chwili usiadła obok mnie na kanapie.
Nie było między nami napięcia sprzed lat.
Była tylko dziwnie znajoma cisza.
Oparłem głowę o oparcie.
– Przepraszam.
– Za co?
– Za wszystko.
Lena delikatnie położyła dłoń na mojej dłoni.
– Ja też mam za co przepraszać.
Spojrzałem na nią.
Była tak blisko, że przez moment świat zwolnił.
Objęliśmy się. Nie z tęsknoty za dawną namiętnością. Z tęsknoty za spokojem, który kiedyś umieliśmy sobie dawać.
Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę, aż Lena powoli odsunęła się i spojrzała mi w oczy.
– Paweł...
– Tak?
– Jesteś pijany.
Uśmiechnąłem się blado.
– Trochę.
– Nie „trochę”. – Jej palce przesunęły się po moim policzku z czułością, która odebrała mi resztki pewności. – Masz w oczach cały ten wieczór.
Nie odpowiedziałem.
Lena westchnęła cicho, jakby walczyła sama ze sobą, po czym nachyliła się i oparła czoło o moje.
– Nie chcę, żebyś dziś był sam.
To zdanie zabrzmiało prościej, niż powinno, a jednak poruszyło we mnie coś głębokiego i dawno uśpionego.
– Lena...
– Wiem – szepnęła. – Wiem, że wszystko jest poplątane. Wiem, że jutro znowu będziesz miał w sobie Majkę, wyrzuty sumienia i tysiąc pytań bez odpowiedzi. Ale teraz jesteś tutaj. Ze mną.
Jej dłoń wsunęła się w moje włosy, a potem zatrzymała na karku.
Pocałowała mnie najpierw delikatnie, jakby sprawdzała, czy jeszcze pamiętam jej dotyk. Odpowiedziałem od razu, zbyt szybko, zbyt zachłannie, jak człowiek, który przez długi czas stał na brzegu i wreszcie pozwolił sobie wejść do wody.
Pocałunek był ciepły, miękki i nieśpieszny. Nie miał w sobie pośpiechu ani desperacji.
Był jak powrót do miejsca, które znało nasze imiona lepiej niż my sami.
Kiedy odsunęła się od moich ust, uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.
– Nadal pamiętasz – powiedziała.
– Ciebie nie da się zapomnieć - przyznałem.
Przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu, a potem wstała i podała mi rękę.
– Chodź.
Poszedłem za nią bez słowa.
W sypialni było ciemno i cicho. Lena odsunęła zasłonę, wpuszczając do środka blade światło ulicznej latarni. Odwróciła się do mnie powoli, jakby chciała dać mi czas na cofnięcie się, ale nie cofnąłem się ani o krok.
– Jeśli chcesz, mogę zostać tylko do rana – powiedziała cicho.
– Zostań – odpowiedziałem bez wahania.
Jej spojrzenie złagodniało.
Podszedłem bliżej i objąłem ją ostrożnie, niemal z nabożnością, jakby była czymś kruchym i jednocześnie najprawdziwszym, co wydarzyło się tego wieczoru.
Oparła głowę na moim ramieniu.
– Paweł?
– Tak?
– Nie musisz dziś niczego rozstrzygać.
Przymknąłem oczy.
– Wiem.
– To dobrze.
Jej palce splotły się z moimi.
A potem po prostu zostaliśmy tak razem — w półmroku, w ciszy, w ciepłej bliskości, która nie potrzebowała już słów.
I po raz pierwszy od wielu miesięcy nie czułem, że stoję między przeszłością a przyszłością.
Czułem jej oddech przy mojej szyi, miękkość jej dłoni i spokój, który wrócił do mnie razem z nią, jakby ten wieczór miał zakończyć się nie odpowiedzią, lecz czułym, długim pocałunkiem i obietnicą, że tej nocy nikt nie będzie musiał być sam.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz