To kolejne, słoneczne majowe popołudnie, kiedy popijam piwo siedząc na murku przy parkowym akwenie, nad którym porywa mnie jedynie cisza i błogość tego miejsca, a każdy problem chociaż na chwilę staje się błahostką. Lubię to. Widok znad stawu zdecydowanie mnie uspokaja i zachwyca. Gładka tafla wody mieni się w świetle, odbijając chmury i sylwetki drzew rosnących wokół brzegu. Miejscami powierzchnię przecinają delikatne kręgi po rybach lub owadach muskających wodę. Przy brzegu rozciągają się pasy trzcin i sitowia, których smukłe łodygi kołyszą się rytmicznie na lekkim wietrze. Wśród całej tej zieleni można dostrzec dzikie kwiaty i soczystą trawę, dodające krajobrazowi kolorów i życia. W powietrzu unosi się świeży zapach wilgotnej ziemi i roślinności, a ciszę przerywa jedynie śpiew ptaków, szum liści oraz sporadyczny plusk wody. Nad powierzchnią stawu unoszą się ważki, a czasem można dostrzec kaczkę spokojnie sunącą po wodzie, zostawiającą za sobą delikatny ślad fal. Światło - czy to poranne, miękkie i chłodne, czy wieczorne, ciepłe i złociste - nadaje temu miejscu wyjątkowy nastrój, podkreślając przede wszystkim harmonię natury. Cieszę się, że chociaż przez chwilę mogę być częścią tego miejsca i podziwiać je bez przeszkód.
Przynajmniej tak mi się wydawało, bo kiedy tylko o tym pomyślałem, w kieszeni jeansów zawibrował mi telefon.
Maja: Śpisz?
Paweł: Jeszcze nie. Co jest?
Maja: Sama nie wiem. Chyba po prostu gorszy wieczór.
Paweł: Znowu za dużo myślisz?
Z Majką przyjaźniliśmy się od jakiegoś czasu, poznając się na samym środku chodnika, kiedy to ja, inteligentnie wychodząc ze Sturbucks'a uderzyłem ją drzwiami tak mocno, że przez jakiś czas nawet miała odbity inicjał z klamki na przedramieniu. Wiem, romantyczne pierwsze wejście.
Majka była młodszą ode mnie kobietą o subtelnej urodzie i spokojnym spojrzeniu, które dla wnikliwych i spostrzegawczych zdradzało więcej, niż sama chciałaby powiedzieć. Miała długie, ciemne włosy opadające miękkimi falami niemal do pasa i ciepłe, szaro-zielone oczy, w których często krył się smutek pomieszany z ostrożnością. Twarz miała delikatną, pełną łagodnych rysów, a smukła i zadbana sylwetka dodawała jej naturalnej elegancji. Nie próbowała przyciągać uwagi na siłę, a wręcz przeciwnie, najczęściej pozostawała gdzieś z boku, cicha i wycofana. Należała do skrytych osób, przyzwyczajoną do ukrywania własnych emocji pod spokojem i lekkim dystansem. Poprzedni związek zostawił w niej ślady, których nie potrafiła łatwo wymazać. Rzadko mówiła o tym, co ją boli, a jeszcze rzadziej pozwalała komuś zobaczyć swoją wrażliwość. Choć na pierwszy rzut oka wydawała się chłodna i nieosiągalna, w rzeczywistości była niezwykle uczuciowa, wierna i delikatna. Porównując siebie do niej, jestem w głębokim szoku że to akurat mi postanowiła na tyle zaufać i chociaż trochę się otworzyć. Nie byłem aniołem, a tym bardziej ideałem. Mam nawet wrażenie, że wręcz powinna ode mnie uciekać.
Maja: Trochę. O wszystkim naraz. O pracy, ludziach, sobie.
Paweł: Brzmi jak klasyczny, piątkowy wolny wieczór w Twoim wykonaniu.
Maja: Idiota.
Paweł: Ale Twój ulubiony.
Maja: Nie przyzwyczajaj się.
Paweł: Dobra, a teraz serio. Co się stało?
Maja: Mam wrażenie, że stoję w miejscu, a wszyscy wokół wiedzą czego chcą od życia.
Paweł: Większość tylko dobrze udaje.
Maja: Zawsze masz na wszystko odpowiedź?
Paweł: Nie. Po prostu nie lubię, kiedy jesteś smutna.
Przeważnie kompletnie nie interesowały mnie uczucia innych ludzi. Nie przywiązywałem do tego uwagi, sam nie pytałem ani nie dzieliłem się swoim, nie licząc oczywiście rodziny. Rodzina to świętość. Wszystko się trochę zmieniło kiedy pojawiła się Majka. Gdy zaczęła się ze mną dzielić swoimi przemyśleniami czy planem dnia to zauważyłem, że nawet podświadomie czekam aż to zrobi.
Maja: To trochę słodkie.
Paweł: Nikomu nie powtarzaj, mam reputację do utrzymania.
Maja: Za późno, właśnie wpisuję post na Facebooka.
Paweł: Będę pierwszy który polubi i zgłosi za obrazę majestatu.
Maja: Dobra. Dzięki, że odpisałeś.
Paweł: Zawsze odpiszę. Nawet w środku nocy.
Maja: Zapamiętam.
Schowałem telefon do kieszeni i postanowiłem zebrać się do domu. Wstałem z mojego stałego miejsca i skierowałem swoje kroki na ścieżką prowadzącą do wyjścia. Była pokryta drobnymi liśćmi, które cicho szeleściły pod butami. Powoli zapalały się lampy rozstawione wzdłuż alejek, rzucając ciepłe, rozmyte światło i tworząc dzięki temu niemal filmowy klimat. Co jakiś czas między drzewami przebijały się już światła miasta - okna mieszkań, przejeżdżające samochody, neony sklepów powoli budzących wieczorne życie. Im byłem bliżej domu, tym bardziej moje kroki stawały się wolniejsze, jakby nie chciały jeszcze wracać do codzienności. W głowie zaczynały na nowo kotłować się myśli, codzienne problemy i rozterki. W końcu zza rogu pojawił się znajomy budynek, a kiedy spojrzałem w ciemne okna, momentalnie zrobiło mi się pusto i zimno. Przecież nikt w nim na mnie nie czeka. Smutne.
Domek przy parku stał na uboczu, lekko schowany między starymi drzewami i wysokimi krzewami, jakby czas zatrzymał się tam wiele lat temu. Był niewielki, z jasną, popękaną miejscami elewacją i ciemnym, trochę już zużytym dachem, który pamiętał lepsze czasy. Drewniane okiennice skrzypiały przy silniejszym wietrze, a ganek z niewielkimi schodkami nosił ślady wieloletniego użytkowania. Mimo wieku było w nim jednak coś ciepłego i niezwykle spokojnego - coś, co od razu przywoływało wspomnienia dzieciństwa.
Wokół domu rozciągał się niewielki ogród, nieco zaniedbany, ale wciąż pełen życia. Jakoś nie widziałem się w roli ogrodnika i postanowiłem utrzymać przy życiu tylko najmniej wymagające rośliny. Rosły tam stare jabłonie, czereśnie, krzewy malin i porzeczek i kwiaty, które babcia sadziła przed laty. W powietrzu rozciągał się zapach drewna, wilgotnej ziemi i starych desek nagrzanych jeszcze słońcem.
W środku domu panował półmrok i charakterystyczna cisza starych domów.
Drewniana podłoga skrzypiała przy każdym kroku, a meble wyglądały tak, jakby od lat stały dokładnie w tym samym miejscu. Na półkach wciąż leżały pożółkłe książki, porcelanowe filiżanki i drobne pamiątki, których nie miałem serca wyrzucić. Choć domek był stary i wymagał wielu napraw, za które planowałem się wziąć w najbliższym czasie, miał w sobie duszę. Każdy kąt przypominał o obecności babci - o jej spokojnym głosie, zapachu herbaty i wieczorach przy ciepłym świetle lampy naftowej. To nie był tylko odziedziczony budynek, ale miejsce pełne wspomnień. Te były dla mnie szczególnie cenne, bo większość wyjętych z mojego życia nie było przyjemnych.
Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i ruszyłem w stronę kuchni, żeby wrzucić coś na ząb. Zdecydowanie dzisiaj nie miałem weny na rozbudowane gotowanie, co swoją drogą na ogół bardzo lubiłem. Otworzyłem lodówkę, obejrzałem wnikliwie jej zawartość i ostateczny wybór padł na owocowy jogurt z granolą. Wykwintnie, wiem. Rozsiadłem się w salonie na kanapie i odpaliłem netflixa. Tak, porządny telewizor i dobry internet było moim priorytetem w tym miejscu. Pracuję często zdalnie zarządzając swoją firmą deweloperską. Nie należy ona do największych, ale przynosi mi wystarczające zyski na godne życie.
Stary zegar głośno wybijał dwudziestą drugą, kiedy mój telefon znowu dał o sobie znać.
Maja: Powiedz mi szczerze... Ja naprawdę podejmuję aż tak złe decyzje?
Paweł: Co się stało?
Maja: Pokłóciłam się z mamą. Znowu uważa, że robię wszystko źle i wyolbrzymiam każdy problem. Może faktycznie jestem problemem.
Paweł: Nie jesteś. Po prostu za dużo bierzesz do siebie.
Maja: Łatwo Ci mówić.
Paweł: Wcale nie łatwo. Po prostu znam Cię na tyle długo, żeby wiedzieć, że zawsze jesteś dla wszystkich, tylko nie dla siebie.
Maja: Najgorsze jest to, że czasami chciałabym po prostu usłyszeć od kogoś, że jestem wystarczająca.
Paweł: Maja. Jesteś. Naprawdę. Zbieraj się, będę po Ciebie za kwadrans. I zanim zaczniesz się ze mną wykłócać - nie przyjmuję reklamacji.
W odpowiedzi dostałem jedynie emotkę z ociekającą łezką, znakiem tego że idealnie odczytałem jej skrytą potrzebę bycia blisko kogoś komu ufa i strachem przed samotnością. Przeważnie udawało mi się ją rozczytać zanim sama cokolwiek zechciała powiedzieć i cieszyłem się nawet, że rozumiemy się w tych cięższych kwestiach wręcz bez słów.
Kilkanaście minut później podjechałem pod jej blok. Wysiadłem i odpaliłem papierosa opierając się o maskę samochodu czekając aż zejdzie na dół. Mieszkała na spokojnym osiedlu, w nowym czteropiętrowym budynku. Osiedle sprawiało wrażenie miejsca stworzonego z myślą o spokoju i codziennym komforcie. Jasne, nowoczesne bloki w świetle nocnych lamp były ustawione w równych odstępach, a miedzy nimi znajdowało się dużo zieleni - świeżo posadzone drzewa, zadbane trawniki i niewielkie alejki. Cała okolica była cicha i uporządkowana. Nie było słychać hałasu miasta, jedynie odległy szum ulic i sporadyczne rozmowy mieszkańców odbijające się echem. Nowe chodniki i drogi wyglądały jeszcze niemal idealnie, a zapach świeżego drewna, farby i mokrego betonu przypominał, że osiedle dopiero zaczynało żyć własnym rytmem.
Dopalałem papierosa, kiedy zobaczyłem jej sylwetkę wyłaniającą się z mroku przede mną, a kiedy światła latarni otuliły jej twarz i spojrzałem w jej oczy dotarło do mnie, jak bardzo chciała się stąd wyrwać.
- Cześć, Piękna - powiedziałem miękko przytulając ją do siebie kiedy wystarczająco się zbliżyła, a ona od razu wtuliła głowę w moje ramię. Robiła tak tylko wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebowała.
- Dziękuję, że przyjechałeś - wydusiła cichym i lekko łamliwym głosem po chwili.
- Nie ma sprawy, w końcu ktoś musi zrobić mi kolację i masaż stóp - dosyć często żartowaliśmy w ten sposób i przerzucaliśmy się sarkazmami. Uwielbiałem to, że potrafi to odczytać i odciąć mi się tym samym.
- Wiedziałam że nie robisz tego bezinteresownie cwaniaku - uśmiechnęła się delikatnie sprzedając mi kuksańca w bok i usadowiła się na miejscu pasażera podając mi swoją spakowaną torbę, którą wrzuciłem zaraz po tym do bagażnika i sam zasiadłem za kierownicą.
Droga do mojego domu minęła nam spokojnie, bez rozmów. W tle leciała nasza ulubiona playlista do auta, a Majka oparta o fotel spoglądała gdzieś w przestrzeń za oknem. Nie chciałem naciskać, wiedziałem że zacznie sama kiedy będzie gotowa. Czasami łapałem się na tym, że obchodzę się z nią jak z jajkiem i w jej przypadku bardzo uważam na wypowiadane przez siebie słowa, nie chcąc jej żadnym z nich w żaden sposób urazić.
- Chcesz o tym pogadać? - rzuciłem cicho kiedy leżeliśmy na kanapie oglądając "The Walking Dead".
- Chyba nie dzisiaj, mam dość jak na jeden wieczór - odpowiedziała krótko nie odrywając wzroku od ekranu.
- Dobrze. Pamiętaj, że zawsze dla Ciebie jestem i zawsze stanę po Twojej stronie. Jesteś dorosła i sama podejmujesz wszystkie decyzje. Nie rób niczego co będzie niezgodne z Tobą. Jesteś mądra i doskonale wiesz co jest dla Ciebie dobre - uśmiecham się w jej stronę lekko, a kiedy zawiesza na mnie wzrok, wręcz tonę w jej spojrzeniu zostając w nim na odrobinę za długo.
- Jesteś kochany - kwituje lekko się rumieniąc i przytula się do mnie kładąc głowę na mojej klatce piersiowej, a ja od razu oplatam ją ręką i całuję w czubek głowy. Czasami pozwalamy sobie na takie odpały i obdarzamy się wzajemnie jakimiś gestami, ale coś wewnątrz mi mówiło, że dziś miało to odrobinę większe znaczenie.
Po kilku obejrzanych odcinkach zrobiło się strasznie późno i postanowiliśmy położyć się spać. Standardowy wieczorny rozkład wdrożono w życie. Oboje wykąpani, ona śpi w mojej sypialni, ja na kanapie w salonie. Tak było za każdym razem kiedy robiliśmy sobie nocowanki, każde z nas miało swoją przestrzeń i czuło się komfortowo. Przeglądałem jeszcze facebooka przez sen, gdy podłoga niedaleko mnie zaskrzypiała.
- Nie możesz spać? - zapytałem odkładając telefon na stolik i przeniosłem wzrok w jej stronę. Była w swojej standardowej różowej piżamie, włosy związane w kok, makijaż zmyty. Wszystko na swoim miejscu
- Nie mogę zasnąć i przyszłam zapytać... - urwała na chwilę ostrożnie dobierając słowa i opuściła głowę wbijając wzrok w podłogę - czy mógłbyś dzisiaj spać ze mną? - wydusiła z siebie cicho lekko unosząc głowę i przenosząc zagubiony wzrok w moją stronę, bawiąc się nerwowo paznokciem.
Nie powiem, byłem w ciężkim szoku i zwyczajnie nie wiedziałem jak się zachować. Przez te kilka miesięcy nigdy nie zdarzyło nam się spać ze sobą w jednym łóżku. Nawet jak zasnęła przy serialu to przenosiłem ją do swojej sypialni, a sam szedłem na kanapę nie myśląc nawet o tym, żeby przejść przez nasz niewidzialny szlaban. Podniosłem się opierając się na łokciach i uważnie jej się przyjrzałem, ale nie zauważyłem niczego co by mnie zastanowiło. To wciąż była ta sama Majka którą znałem.
- Jasne, chodź. Coś się stało? - zapytałem ostrożnie i uniosłem kołdrę żeby mogła się swobodnie położyć, a kiedy tylko to zrobiła, wtuliła się we mnie niczym małe dziecko i pozwoliła sobie na cichy, subtelny płacz. Zamurowało mnie, bo nigdy wcześniej tak się nie zachowała. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego ile rzeczy musiało leżeć jej na sercu, aby pozwoliła sobie na takie odkrycie swoich uczuć, a w pewnym momencie z tego zrobiło mi się tak smutno z tego powodu, że nawet mi wymsknęła się łezka. Tym bardziej byłem w szoku. Nie pytając więcej o nic przytuliłem ją mocno do siebie i najzwyczajniej na świecie pozwoliłem jej się wypłakać delikatnie głaskając ją po głowie, dopóki nie zasnęła w moich objęciach...
C.D.N
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz