Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Moja prywatna terapia cz.2

Moja prywatna terapia cz.2Ciepły wiosenny poranek budził się powoli, jakby nie chciał zbyt gwałtownie przerywać ciszy nocy. Powietrze było świeże, ale już miękkie i przyjemnie nagrzane pierwszymi promieniami słońca. Na trawie błyszczały drobne krople rosy, które migotały jak rozsypane szkło w złotym świetle. Z uchylonych okien wpadał zapach wilgotnej ziemi, kwitnących drzew i młodych liści. W koronach drzew trwał niewidzialny koncert - ptaki śpiewające głośno i energicznie, jakby chciały ogłosić początek nowego dnia całemu światu. Delikatny wiatr poruszał gałęziami i niósł za sobą ciepło oraz obietnicę długiego, pogodnego dnia.  

Obudziłem się powoli, jeszcze między snem a rzeczywistością, czując ciepło drugiej osoby tuż obok. Poranne światło przedzierało się przez zasłony i miękko rozlewało po pokoju, zatrzymując na jej włosach, które rozsypały się na poduszce i moim policzku. Spojrzałem mimowolnie w jej stronę. Spała spokojnie, jakby świat poza tym pokojem na chwilę przestał istnieć. Jej twarz była rozluźniona, pozbawiona codziennego pośpiechu i myśli, które zwykle pojawiają się w ciągu dnia. Miarowy, cichy oddech nadawał tej chwili rytm pełen spokoju. Było w tym coś niezwykle zwyczajnego, a jednocześnie pięknego - ten stan całkowitego spokoju, kiedy człowiek nie udaje niczego i po prostu jest. Potrząsnąłem lekko głową wyrywając się z tych rozmyślań.  

Wstałem z kanapy najciszej jak potrafiłem, otulając Majkę szczelniej kołdrą i skierowałem swoje kroki do łazienki. Oparłem dłonie o chłodną krawędź umywalki. Poranne światło wpadające przez okno przecinało łazienkę jasnymi smugami i zatrzymało się na mojej twarzy, wydobywając z niej drobne szczegóły, których zwykle nie zauważa się w biegu dnia. W oczy rzuciła mi się wyraźnie zarysowana linia szczęki, jeszcze młoda, ale nabierająca bardziej zdecydowanych kształtów. Na policzkach, wzdłuż żuchwy rozciągał się lekki kilkudniowy ciemny zarost - niezbyt gęsty, który dodawał mojej twarzy surowości i dojrzałości. Pod moimi brązowymi oczami widniały delikatne ślady niewyspania - cienkie cienie, ledwie zauważalne, jak pozostałość po zbyt krótkiej nocy. Brwi naturalnie gęste, lekko pochylone, przez co nawet na spokojnym wyrazie twarzy pojawiała się nuta zamyślenia. Spojrzenie wciąż było trochę ciężkie od snu, a powieki jeszcze nie do końca pozbyły się porannej ociężałości. Usta pozostawały lekko rozchylone, a na policzku odciśnięty był niemal niewidoczny już ślad po poduszce. Mięśnie mojej klatki piersiowej były wyraźnie zarysowane, ale zachowywały naturalny wygląd - nie przesadnie masywne, raczej harmonijnie rozwinięte. Górna część klatki łagodnie przechodziła w barki, tworząc szeroką i proporcjonalną linię sylwetki. Światło zatrzymywało się na subtelnych konturach mięśni, zostawiając miękkie cienie między ich zarysami i podkreślając efekt regularnego wysiłku oraz treningu. W lustrze nie było jedynie odbicia siły fizycznej - było też coś z dyscypliny, cierpliwości i wielu godzin pracy, które stopniowo budowały tę sylwetkę.  Patrzyłem jeszcze przez chwilę na swoje odbicie, przesuwając wzrokiem po własnych rysach zanim zniknąłem pod prysznicem puszczając z deszczownicy gorącą wodę.  

Wychodząc z łazienki moje nozdrza wychwyciły zapach śniadania powoli rozchodzący się po domu, ciepły i kojący, jak obietnica spokojnego początku dnia. W powietrzu unosił się zapach kawy, tostów i jeszcze czegoś trudniejszego do nazwania — cichego napięcia, które pojawia się między dwojgiem ludzi po nocy zmieniającej coś, choć żadne z nich jeszcze nie potrafi powiedzieć co dokładnie.
Maja siedziała przy stole w mojej za dużej na siebie bluzie, obracając kubek w dłoniach, a ja  oparty o blat skupiłem chyba zbyt dużą uwagę na nalewaniu sobie kawy, niż było to konieczne.  

- Jak się czujesz? - zapytałem ostrożnie, nie odwracając się od ekspresu, ale w tej samej chwili poczułem jej wzrok na swoich plecach.

- Całkiem dobrze. Jeszcze nie do końca się chyba rozbudziłam, ale to całkiem przyjemny poranek - odpowiedziała spokojnie, odwracając wzrok kiedy szedłem w stronę stołu, zajmując miejsce obok niej.  

- Ja też tak uważam - odpowiedziałem krótko.  

Zapadła krótka cisza, ale nie była do końca niezręczna. Raczej ostrożna. Jakby oboje sprawdzali, gdzie teraz właściwie stoją. Za oknem ktoś przejechał rowerem, gdzieś niżej szczeknął pies. Zwykły poranek, a jednak wszystko wydawało się trochę inne niż dzień wcześniej.

- Jeśli chodzi o wczoraj.. - urwałem na chwilę żeby ostrożnie spojrzeć na jej wyraz twarzy i zatrzymać się w porę, ale przerwała mi wtrącając się zanim jeszcze cokolwiek powiedziałem.

- Paweł, naprawdę tego potrzebowałam. Dziękuję, że mi na to pozwoliłeś i przepraszam, jeśli poczułeś się z tym źle - powiedziała cicho, opuszczając głowę i wbiła wzrok w podłogę.  

Przysunąłem jej krzesło bliżej siebie i ująłem jej podbródek, zmuszając tym samym żeby na mnie spojrzała.

- Nie chcę żeby między nami zrobiło się dziwnie. Chcę żebyś wiedziała, że nie mam żadnego problemu w spaniu z Tobą w jednym łóżku, a jeśli jeszcze Ci to pomogło, to tym bardziej się z tego cieszę. Chcę być przy Tobie w każdym trudnym dla Ciebie momencie i Cię wspierać, bo właśnie na to zasługujesz po tym wszystkim co się kiedyś wydarzyło. Majka, nie musisz być ze wszystkim zawsze sama, masz jeszcze mnie - wyrzuciłem z siebie te słowa prawie na jednym tchu i sam byłem w szoku, bo zaczynało mi na tym zależeć, co właściwie nie było do mnie podobne.  

Majka spojrzała mnie trochę badawczo, jakby sama się nie spodziewała tego co właśnie powiedziałem, ale w jej oczach dostrzegłem dawkę ulgi i wdzięczności. Wiedziałem, że podświadomie właśnie to chciała usłyszeć.  

- Jesteś kochany - pogładziła mnie po policzku z lekko szklącymi się od łez oczu - nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobiła - przyznała.

- Nie zjadła byś tego wszystkiego sama - rzuciłem z uśmiechem wskazując na zastawiony jedzeniem stół, żeby trochę rozluźnić atmosferę.  

Udało mi się, bo Majka zaszczyciła mnie cichym chichotem po którym wzięliśmy się za jedzenie, paplając w międzyczasie o głupotach i spekulacjach na temat dalszych części naszego serialu i zapominając o porannej kwaśnej atmosferze.  

Dzień ciągnął się powoli, miękko i spokojnie, bez żadnej presji, bez planów i bez konieczności wychodzenia z domu. W mieszkaniu panowała ta szczególna cisza charakterystyczna dla wolnych dni — nie całkowita, lecz wypełniona drobnymi dźwiękami codzienności. Cichym szumem miasta za uchylonym oknem, sporadycznym skrzypnięciem podłogi, odległym warkotem samochodów i spokojnym tykaniem zegara wiszącego nad kuchennym wejściem.

Salon wyglądał tak, jakby ktoś mieszkał w nim naprawdę, a nie tylko utrzymywał go w idealnym porządku. Na oparciu kanapy wisiał koc, częściowo zsunięty na podłogę. Na stoliku stały dwa kubki po herbacie, otwarta paczka herbatników i pilot, którego od dawna nikt nie odkładał na miejsce. Jasne światło wpadające przez okna przesuwało się leniwie po ścianach, odbijając się od zakurzonych płyt winylowych stojących przy regale.

Majka siedziała na parapecie z podciągniętymi nogami, ubrana nadal w moją bluzę i miękkie dresowe spodnie. W dłoniach trzymała kubek już dawno wystygłej kawy, ale najwyraźniej wcale jej to nie przeszkadzało. Co jakiś czas obserwowała ludzi przechodzących chodnikiem kilka pięter niżej, jakby oglądała powolny film bez fabuły. Ja leżałem rozwalony na kanapie z laptopem na klatce piersiowej. Miałem zamiar sprawdzić rynek nieruchomości i odpisać na maile kotłujące się na mojej skrzynce, ale jakoś nie mogłem się za to zabrać na dobre. Zamiast czytać sprawozdania finansowe, zerkałem co chwilę w stronę Majki albo w sufit, pogrążony w tym przyjemnym rodzaju bezmyślności, który pojawia się tylko wtedy, kiedy człowiek naprawdę odpoczywa.

- Myślę, że mogłabym dzisiaj nie wychodzić z tego mieszkania przez resztę życia -odezwała się, nie odrywając wzroku od okna.

Prychnąłem cicho.
- Odważna deklaracja jak na osobę, która wczoraj chciała przeprowadzić się do Ameryki po obejrzeniu jednego odcinka serialu.

- To nadal aktualne.

- Oczywiście - przewróciłem oczami.

Uśmiechnęła się lekko pod nosem i upiła łyk zimnej już kawy. W mieszkaniu pachniało świeżym praniem, kawą i czymś słodkim — prawdopodobnie cynamonowymi ciastkami, które Marek kupił dzień wcześniej i które teraz leżały zapomniane na kuchennym blacie.

Po pewnym czasie Maja zeszła z parapetu i usiadła na dywanie obok kanapy, opierając głowę o jej siedzisko blisko mojej głowy.  

- Puść jakąś muzykę - mruknęła.

- Ty wybierasz. Ostatnio puściłem playlistę i powiedziałaś, że brzmi jak kryzys emocjonalny połączony z jesiennym spacerem.

- Bo tak było.

Sięgnąłem po telefon i po chwili mieszkanie wypełniły spokojne, ciche dźwięki starego popu. Muzyka mieszała się z szumem ulicy i miękkim światłem wpadającym do środka, tworząc atmosferę tak spokojną, że oboje mimowolnie zwolniliśmy jeszcze bardziej.

Zaczęliśmy układać porozrzucane na stoliku zdjęcia z jednorazowego aparatu, które wywołaliśmy kilka dni wcześniej. Na większości byliśmy rozmazani, śmialiśmy się albo robiliśmy głupie miny.

- Wyglądam tu okropnie - stwierdziła, pokazując jedno z nich.

Spojrzałem krótko.
- Wyglądasz jak człowiek, który właśnie przegrał walkę z kebabem o trzeciej nad ranem - skwitowałem.

- Czyli pięknie.

- Dokładnie.

Śmiech rozlał się po mieszkaniu cicho i naturalnie, bez większego powodu. Tak samo naturalnie jak cisza, która wracała chwilę później i wcale nie wymagała przerywania.
Późnym popołudniem przenieśliśmy się do kuchni. Nie dlatego, że byliśmy szczególnie głodni, ale dlatego, że leniwe dni zawsze prowadziły nas w końcu do lodówki. Stałem przy blacie, krojąc warzywa z przesadnym skupieniem, podczas gdy Majka siedziała na kuchennym blacie i podjadała ser prosto z opakowania.

- Przysięgam, że nic tak nie poprawia smaku jedzenia jak robienie go bez pośpiechu - powiedziała.

- Nie, to głód poprawia smak.

- Cynik.

- Realista.

Gotowaliśmy powoli, przerywając co chwilę rozmową o wszystkim i o niczym. O starych wspomnieniach. O planach, których pewnie nigdy nie zrealizujemy. O filmach, które oglądaliśmy setki razy. Maja opowiadała historię z dzieciństwa, którą znałem już prawie na pamięć, ale i tak słuchałem jej z rozbawieniem.

Potem jedliśmy na podłodze salonu, bo stolik nadal był zawalony zdjęciami, książkami i pustymi kubkami. Telewizor grał gdzieś w tle, jednak żadne z nas nie zwracało na niego większej uwagi. Co jakiś czas rzucaliśmy wzajemnie jakiś komentarz, na który drugie odpowiadało półśmiechem albo krótkim spojrzeniem.

Wieczór przyszedł powoli. Światło za oknem zrobiło się chłodniejsze i bardziej niebieskie, a mieszkanie stopniowo pogrążyło się w ciepłym półmroku rozświetlanym tylko lampką stojącą obok kanapy. Majka leżała już pod kocem, oparta bokiem o poduszki, podczas gdy tym razem to ja siedziałem na podłodze oparty plecami o kanapę.

- Mam wrażenie, że takie dni mijają szybciej niż wszystkie inne - powiedziała cicho, bawiąc się moimi włosami. Właściwie często to robiła, a ja jakoś nigdy nie przywiązywałem do tego uwagi jakby miało to znaczyć coś więcej, jednak dzisiaj podobało mi się to jakoś szczególnie bardziej niż zazwyczaj.

Odchyliłem głowę do tyłu.
- Bo człowiek nie patrzy wtedy na zegarek.

Przez chwilę żadne się nie odzywało. Za oknem ktoś się śmiał, gdzieś daleko przejechał tramwaj, a muzyka nadal grała cicho w tle.

- Dzięki, że jesteś - rzuciła nagle sennym głosem, jakby powiedziała to zupełnie odruchowo.

Spojrzałem na nią przez ramię i uśmiechnąłem się lekko.
- Ty też jesteś całkiem okej.

Przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się pod nosem i naciągnęła koc wyżej. Wszystko było spokojne, trochę senne i ciepłe — jakby świat za drzwiami na jeden dzień przestał istnieć, zostawiając tylko nas, miękkie światło lampy i ten prosty, rzadki komfort bycia przy kimś, przy kim można po prostu być sobą.

Majka siedziała na kanapie, powoli splatając włosy w luźny warkocz. Miała na sobie za dużą koszulkę i miękkie skarpety, które ciągle zsuwały jej się z pięt. Krzątałem się po kuchni, nalewając wodę do szklanek i odkładając talerze do zlewu trochę ciszej niż zwykle, instynktownie nie chcąc burzyć wieczornego spokoju.

- Nadal nie rozumiem, czemu oglądaliśmy horror przed snem - mruknęła Majka.

- To był thriller psychologiczny.

- Był tam człowiek bez twarzy - skwitowała.

- Artystyczna metafora.

Spojrzała na mnie z powątpiewaniem, na co tylko uśmiechnąłem się pod nosem i zgasiłem światło w kuchni. Mieszkanie od razu zrobiło się ciemniejsze i bardziej ciche.

Łazienka była jeszcze ciepła od gorącego prysznica. Lustro pozostawało lekko zaparowane, a na kafelkach osadzały się pojedyncze krople wody. Maja stała przy umywalce, nakładając krem na dłonie, podczas gdy ja myłem zęby obok niej, oparty nonszalancko o blat.

- Masz ten dziwny zwyczaj patrzenia ludziom prosto w oczy w lustrze - zauważyła.

- A ty masz zwyczaj zauważania rzeczy, których nikt normalny nie zauważa - odgryzłem się.

- Czyli się równoważy.

Uśmiechnęliśmy się do siebie lekko i wróciliśmy do swoich wieczornych rytuałów. Wszystko było znajome i spokojne - odkładanie telefonu na ładowarkę, gaszenie kolejnych świateł, poprawianie poduszek na kanapie, sprawdzanie dwa razy, czy drzwi są zamknięte.

Później siedzieliśmy jeszcze chwilę w półmroku salonu. Ja opierałem się ramieniem o bok kanapy przeglądając coś w telefonie, a Majka była już zawinięta w kołdrę po sam nos.

- Mam rozumieć, że już za każdym razem będziemy spać razem? - zapytałem ostrożnie odkładając telefon na stolik.

Majka spojrzała na mnie wzrokiem, który zdradzał lekkie zakłopotanie i powoli podniosła kołdrę chcąc się z niej wyplątać.

- Nie mam nic przeciwko, po prostu zapytałem - powiedziałem spokojnie, łapiąc ją za rękę i kładąc się obok niej, wślizgując się pod odsłoniętą kołdrę - Ja czuję się z tym komfortowo.

Przyjrzała mi się bardziej badawczo, czego właściwie się spodziewałem. Sam nie mogłem pojąć, dlaczego taki rodzaj bliskości z nią przychodzi mi tak łatwo. Ułożyłem się wygodnie na plecach, a Majka odwróciła się do mnie plecami, kładąc głowę na małej poduszce. Przymknąłem oczy. Leżeliśmy obok siebie, początkowo trochę zbyt ostrożnie, jakby każde z nas było aż za bardzo świadome obecności drugiego. Między nami pozostawała niewielka przestrzeń, która z każdą minutą wydawała się coraz mniej potrzebna.

Majka spała odwrócona bokiem, z dłonią schowaną pod policzkiem. Kilka kosmyków włosów opadało jej na twarz, poruszając się lekko przy każdym spokojnym oddechu. Ja nie mogłem zasnąć. Leżałem nieruchomo, patrząc w sufit i słuchając cichego szumu nocnego miasta oraz jej oddechu tuż obok.
W pewnym momencie Majka poruszyła się przez sen, nieświadomie przesuwając się bliżej. Jej ramię musnęło moją dłoń, a chwilę później odruchowo wtuliła się lekko w mój bok, jakby szukała ciepła. Zesztywniałem na krótką chwilę, bardziej z zaskoczenia niż niepokoju. Potem powoli odwróciłem głowę w jej stronę. W półmroku widziałem tylko zarys jej twarzy i spokojny wyraz, którego nie ukrywał już żaden codzienny dystans ani żartobliwość. Było w tym coś niezwykle delikatnego - ta bezbronna bliskość pojawiająca się wtedy, gdy człowiek przestaje kontrolować każdy gest . Nie wiem czemu, ale prawie automatycznie ostrożnie przesunąłem dłoń, przykrywając jej palce swoimi. Majka drgnęła lekko, ale nie odsunęła się.  
Wręcz przeciwnie - westchnęła cicho przez sen i przysunęła się jeszcze odrobinę bliżej.

I choć nie padło ani jedno słowo, między nami wydarzyło się coś ważnego. Nie nagłego ani dramatycznego. Raczej spokojnego i ciepłego, jak moment, w którym człowiek nagle uświadamia sobie, że obecność drugiej osoby stała się czymś więcej niż tylko przyzwyczajeniem.

Za oknem noc trwała dalej swoim rytmem, ale dla nas czas zwolnił całkowicie. Pozostaliśmy tylko my, ciepło wspólnej kołdry i to ciche, ostrożne uczucie rodzące się gdzieś pomiędzy snem a bliskością.

Niedziela minęła nam dość szybko. Zjedliśmy wspólne śniadanie, większość dnia oglądaliśmy serial, graliśmy w planszówki i opowiadaliśmy sobie swoje życiowe historie. Późnym popołudniem odwiozłem moją przyjaciółkę do domu. Zaparkowałem samochód pod jej blokiem i zgasiłem silnik, trzymając jedną z dłoni wciąż na kierownicy.  
Majka sięgnęła po klamkę, ale nie otworzyła drzwi od razu. Zatrzymała dłoń w połowie ruchu i spojrzała na mnie jeszcze raz.

- Dziękuję za ten wspólny weekend. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego - powiedziała szczerze i miękko.

- Ja też.. dziękuję - odpowiedziałem ciszej, niż było to konieczne - Wrzucę go do swojego top dziesięć weekendów.  

- Masz taką topkę weekendów? - zapytała.

- Wszystkie spędzone z Tobą - przyznałem szczerze i dopiero po chwili do mnie dotarło co powiedziałem.  

Matko, co się ze mną dzieje? Z wrażenia ugryzłem się w język i ostrożnie spojrzałem jej w oczy. Nasze spojrzenia spotkały się na dłużej niż powinny, ale żadne z nas nie odwróciło wzroku pierwsze.  

- W przyszłym tygodniu mam spotkanie biznesowe. Mój największy kontrahent zaprosił mnie na przyjęcie - powiedziałem powoli, przerywając tą ciszę między nami - Byłbym szczęśliwy, jeśli zgodziłabyś się mi na nim towarzyszyć - podniosłem kącik ust w uśmiechu.

- Sprawdzę swój bardzo napięty grafik, ale myślę że dla Ciebie zrobię wyjątek i znajdę małą lukę w moim planie dnia - odpowiedziała zgryźliwie z cichym chichotem.  

Ot, cała ona. Nawet jeśli jej się oświadczysz, to zapyta delfina czy przypadkiem nie rzucił w Ciebie ostrygą.

W końcu otworzyła drzwi. Chłodne powietrze wpadło do środka, przerywając ciepło samochodu i tę delikatną bańkę, w której przez chwilę byliśmy tylko my. Zatrzymała się jeszcze na progu, zanim je zamknęła.  

- Dobranoc - powiedziała cicho znów patrząc mi w oczy.

- Dobranoc - odpowiedziałem cicho, spokojnym głosem, ale jakby nadal czegoś mi brakowało.  

W tym momencie Majka pochyliła się bardziej, zbliżając swoją twarz do mojej, zostawiła na moim policzku subtelnego buziaka. Złapała za torbę i zamknęła drzwi bez słowa.  
Siedziałem w samochodzie jak wryty, patrząc w miejsce, w którym przed sekundą siedziała. Nie odjechałem od razu. Ona z kolei nie weszła tak szybko do klatki — przez moment stała jeszcze pod latarnią rzucając mi krótkie spojrzenie, zanim zniknęła za drzwiami.

I choć żadne z nas tego nie powiedziało, oboje chyba czuliśmy, że ten zwyczajny „weekend z przyjacielem” mimo, że był jednym z wielu takich, był czymś, co na długo zostanie między nami w ciszy.

BadAngel

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użył 3565 słów i 19604 znaków, zaktualizował 20 maj o 16:34.

2 komentarze

 
  • Użytkownik Amorek99

    Znowu bardzo miły fajny spokojny tekst który naprawdę sam się broni a czyta się na jednym wdechu. Ja nie oceniam jakości pisania a treść jest naprawdę fajnie. 😎😎😎💪💪💪

    2 godz. temu

  • Użytkownik NickyBeata

    Ładna polszczyzna ! Aż miło się czyta.. przyjemne zaskoczenie w porównaniu z większością jakże kiepskich opowiadań tutaj.  

    Bardzo subtelne..

    lektura tego Twojego opowiadania to wręcz chwilami  prawie artystyczne doświadczenie.

    Przedwczoraj

  • Użytkownik BadAngel

    @NickyBeata Bardzo dziękuję za Twoją opinię. Każda jest dla mnie cenna, nawet ta bardziej konstruktywna. Mam nadzieję, że kolejna część przyniesie równie pozytywne odczucia.

    Przedwczoraj

  • Użytkownik NickyBeata

    @BadAngel moglibyśmy się przyczepić do kilku zdań ale ogólnie jest to dosyć wysmakowane i na poziomie.

    Przedwczoraj