
Nie zwracając najmniejszej uwagi na to, co dzieje się za jego plecami, Skorpion chwycił Parisę na ręce i ruszył w stronę jej komnaty.
Nadal nie docierało do niego, że dziewczyna, którą porwał, i ta, którą trzymał w ramionach, to ta sama osoba. Nie potrafił oderwać od niej zafascynowanego wzroku, świadomy tulącego się do niego kobiecego ciała. Jedyne, czego teraz pragnął, to zatracić się w niej i zapomnieć o śmierci Fadiego, o Masjaf i o tym piekle zwanym światem.
Parisa przymknęła powieki, nie mogąc znieść palącego spojrzenia Skorpiona. Wciąż przeżywała to, co wydarzyło się przed chwilą. Nie umiała wyrzucić z pamięci jego twarzy wykrzywionej nienawiścią, gdy z dziką satysfakcją ciął policzek Razana.
Po raz pierwszy zobaczyła u kogoś tak ogromną chęć poderżnięcia drugiemu człowiekowi gardła. To nie był ani Skorpion, ani Antares, lecz ktoś zupełnie jej obcy. Gdy tuż po walce spojrzał w jej stronę, w jego oczach dostrzegła pustkę, którą natychmiast ukrył za cynicznym uśmiechem.
Zmęczona tym, co się wydarzyło, oraz tym, czego się dowiedziała, oparła głowę o jego ramię i przylgnęła do niego mocniej. Jej myśli krążyły wokół nadchodzącej nocy. Dzięki matce i babce wiedziała, co dzieje się między mężczyzną a kobietą – przynajmniej w teorii. Tyle tylko, że one opowiadały o zbliżeniu dwojga kochających się ludzi, a nie między wrogami.
Musiała uczciwie przyznać, że od początku coś ich ku sobie ciągnęło, coś pierwotnego, co oboje próbowali w sobie zagłuszyć. Ogarnął ją strach, nie przed niebezpieczeństwem, tylko przed tym, co zaczynało w niej kiełkować.
Gdy postawił ją na podłodze komnaty, zadrżała.
– Nie rób tego – szepnęła, cofając się.
Czuła do siebie pogardę za błagalny ton, który słyszała w swoim głosie, ale nic nie mogła na to poradzić. Bała się, że gdy ją dotknie, prawda wyjdzie na jaw, bo największym problemem nie był Skorpion, lecz ona sama.
A on szedł za nią, nie spuszczając z niej chłodnego wzroku. Zatrzymali się dopiero wtedy, gdy Parisa dotknęła plecami ściany. Oboje lekko rozchylili usta, oddychając nierówno.
– Pewne rzeczy muszą się wydarzyć – odparł cicho. Sam nie wiedział, do którego z nich kierował te słowa. A może do obojga? – Wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. I dziś nie zamierzam przed tym uciekać.
Część niej chciała walczyć ze Skorpionem, wydrapać mu oczy, paznokciami zedrzeć skórę z twarzy, uderzyć tak, żeby zapamiętał ją do końca życia. Ale ta druga Parisa szeptała, że za każdym razem, gdy był blisko, czuła dziwnie podekscytowanie. Dla niego złamała dane ojcu i bratu słowo. Siłą nie zabrał jej z pałacu – dał jej wybór, choć nieświadomy – i jeśli kogoś powinna winić za swoje położenie, to tylko siebie.
Zła, że znowu ją w jakiś sposób oczarował, odpowiedziała ostro:
– Na co czekasz? Zaczynaj!
Przyglądali się sobie gniewnie, tocząc niemy pojedynek.
Skorpion zacisnął z irytacją usta i ponownie wziął ją na ręce, bezceremonialnie rzucając na łóżko. Ruch ten sprawił, że zawiązana w talii tunika poluzowała się, odsłaniając smukłe, ale wyraźnie kobiece kształty. Zaschło mu w gardle na widok jej ciała, a jego słynne opanowanie rozpadło się na kawałki. Żadna kobieta nie stanowiła dla niego takiej pokusy jak Parisa.
Nie spuszczając z niej przenikliwego spojrzenia, pozbył się butów, potem odwinął pas z bioder i zdjął luźne spodnie. Wciąż się jej przyglądając, podszedł do łóżka i ułożył się obok niej. Zauważył, że zesztywniała, ale zignorował to. Wbrew temu, co zapewne sądziła, nie zamierzał brać jej siłą. Chciał, by sama mu się oddała.
Parisa zacisnęła dłonie w pięści i z pogardą odwróciła głowę w drugą stronę. Przełknęła głośno ślinę, gdy poczuła dotyk męskich palców, stopniowo zsuwających z niej poły tuniki.
Skorpion z napięciem wpatrywał się w lśniącą skórę Parisy. Nie mogąc się powstrzymać, przesunął po niej dłonią – była jedwabista w dotyku. Wciągnął głęboko powietrze, by mocniej poczuć jej zapach, który odurzał o wiele bardziej niż haszysz. Jeszcze nawet nie zaczął swojej gry, a już tracił nad sobą panowanie. Ale nie zamierzał się spieszyć. Miał ochotę wykorzystać każdą daną mu chwilę.
Pochylił się i językiem przejechał po różowym sutku. Parisa mimo woli wyprężyła się, ale zaraz opadła z powrotem na łóżko. Zębami chwycił brodawkę, drażniąc ją z wyczuciem. W tym czasie dłonią nakrył drugą pierś, którą masował z namysłem. Słyszał jej urywany oddech i widział kropelki potu na szyi.
Powoli oderwał się od niej i delikatnie obrócił jej twarz w swoją stronę.
– Otwórz oczy – szepnął.
Gdy spełniła jego prośbę, zauważył w nich strach i gniew, dumę i uległość, ale to budzące się pożądanie najbardziej nim wstrząsnęło.
– Nie wiem, czy to anioł, czy może sam diabeł postawił cię na mojej drodze – odparł w zamyśleniu.
Parisa nie odpowiedziała, tylko oblizała czerwone usta. Bała się, lecz bardziej niż jego obawiała się samej siebie.
Skorpion nie odrywał wzroku od jej ust, ale ich nie dotknął. Najpierw musiał coś wyjaśnić.
– Jeśli powiesz mi, że mam przestać, przestanę.
Parisa już miała się odezwać, ale poczuła jego palec na wargach.
– Zanim jednak odpowiesz, chciałbym, żebyś dokładnie wiedziała, na co się decydujesz... bądź nie – odparł tuż przy jej uchu.
Dziewczyna kiwnęła głową zafascynowana tym, co zobaczyła w jego oczach. Czyżby za pożądaniem i namiętnością ukrywał się... strach?
– Najpierw pocałuję cię tu – zaczął niskim głosem, muskając kciukiem jej dolną wargę. Gdy zobaczył ją po raz pierwszy, od razu wiedział, że te usta zostały stworzone do grzechu.
Następnie położył dłoń na jej piersi i powoli pogładził.
– A potem dotknę cię tutaj – szepnął i przyglądając się jej zaborczo, lekko uszczypnął twardniejący sutek.
Miał być jak pająk, który najpierw cierpliwie wabi ofiarę do swojej sieci, a gdy ta się w niej znajdzie, już jest jego. Ale role nagle się odwróciły. To ona stała się pająkiem i to go przeraziło, bo kontrola była wszystkim, co miał.
Parisa zacisnęła dłonie w pięści, by zapanować nad przyspieszonym biciem serca. Mimo że bardzo się starała, nie potrafiła oderwać wzroku od Skorpiona.
Westchnęła cicho, gdy poczuła jego dłoń na brzuchu. Masował go łagodnie, zahaczając o krągłość bioder i od czasu do czasu jakby przypadkiem dotykając włoski między udami. Mocno zagryzała usta, żeby powstrzymać jęk. To nie tak miało wyglądać. W tej chwili nienawidziła siebie bardziej niż Skorpiona.
– Tutaj zatrzymam się na dłużej – mruknął zduszonym głosem, sunąć dłonią po jej udzie i jego wewnętrznej stronie.
Oboje oddychali coraz ciężej, nie potrafiąc zapanować nad gorączką trawiącą ich ciała. Nie chcieli tego, ale wszystko działo się poza nimi – wbrew ich woli.
Spoglądając w zamglone oczy Parisy, wsunął palec w wilgotną szczelinę i zaczął ją gładzić.
– Teraz jest w tobie mój palec – wyszeptał ochryple. – Za chwilę poczujesz tam moje usta – kontynuował – a na końcu ty i ja połączymy się w tym miejscu.
Uwodząc ją zarówno głosem, jak i dotykiem, zapytał:
– Mam przestać?
Parisa nie rozumiała tego, co się z nią dzieje. Nigdy wcześniej nie targały nią tak sprzeczne emocje jak w tej chwili. Miała w sobie zarówno złość, jak i pasję. Gdyby Skorpion zachowywał się brutalnie i wziął ją siłą, mogłaby jeszcze bardziej go znienawidzić i się nim brzydzić. Być może jej ciało by ucierpiało, natomiast duma pozostałaby nienaruszona. Ale on dotykał ją tak łagodnie i subtelnie, że zamiast pogardy czuła rozlewające się po niej przyjemne ciepło. Wstydziła się samej siebie, ale nagle nie miało to już żadnego znaczenia.
Nie walczyła z nim, tylko z samą sobą. I przegrała, bo w głębi duszy chciała przegrać. Nie mogła się dłużej oszukiwać – pragnęła Skorpiona. Tak jak powiedział wcześniej, pewne rzeczy musiały się wydarzyć bez względu na wszystko.
– Nie... nie przestawaj.
Odchyliła głowę do tyłu i rozsunęła szerzej nogi. Oczy miała zamknięte, wargi rozchylone, a piersi unosiły się gwałtownie. Chciała więcej, choć tak naprawdę nie wiedziała, co to znaczy to „więcej”.
Otworzyła ociężałe powieki i spojrzała na skupioną twarz Skorpiona.
– Proszę – wydyszała i nakryła jego dłoń swoją, przyciskając ją mocniej do swojego ciała.
Czując w sobie męskie palce, z jej gardła wyrwało się przeciągłe westchnienie. Nie spodziewała się, że ogarnie ją takie szaleństwo. Uniosła biodra, instynktownie reagując na jego dotyk.
Oboje przekroczyli niewidzialną linię, za którą nie było już odwrotu.
Z każdą chwilą pieszczoty stawały się coraz intensywniejsze, a Parisa wzdychała coraz głośniej. Zupełnie straciła poczucie czasu i przestrzeni. Gdy coś w niej osiągnęło punkt kulminacyjny, zadrżała cała, zaciskając uda i próbując zatrzymać ten moment na dłużej.
Gdy odzyskała świadomość i otworzyła oczy, Skorpion wyciągnął palce z jej wnętrza i, wciąż ją obserwując, wsunął je sobie do ust, by zlizać z nich wilgoć.
Parisa nie mogła przestać patrzeć. To, co robił, było nieprzyzwoite, a zarazem pociągające. Każdy nerw jej ciała był spięty w oczekiwaniu na kolejne podniecające doświadczenia.
Skorpionowi nie umknęła reakcja dziewczyny. Powoli zbliżył usta do jej ust i mocno pocałował, a ona odwzajemniła pocałunek, jednocześnie wsuwając dłonie w jego włosy. Całowali się chciwie, jakby jedno chciało wchłonąć drugie, ledwie panując nad zmysłami.
Zapomnieli o nienawiści, zemście i Masjaf. Byli tylko oni.
Skorpion oderwał się od niej, a następnie spełnił swoją obietnicę – jego język znalazł się dokładnie tam, gdzie wcześniej znajdowały się palce.
Parisa, nie mogąc wytrzymać narastającego napięcia, chwyciła rękami narzutę, na której leżeli, i ściskała ją tak mocno, jakby od tego zależało jej życie. Dreszcze przebiegały przez jej ciało, które pulsowało w rytm jego pieszczot.
Nic jej nie przygotowało na przyjemność, która uderzyła w nią z impetem, gdy język Skorpiona pieścił ją między nogami. Drgnęła zawstydzona, bo nie wiedziała, że coś takiego jest możliwe. Lecz coraz śmielsze muśnięcia sprawiły, że szybko zapomniała o tym, co wypada, a co nie. Rzucała głową to w prawą, to w lewą stronę, nie potrafiąc nad sobą zapanować. Raz jęczała, a raz dyszała, powoli zbliżając się do orgazmu. Nagle mocno chwyciła go za włosy, wygięła ciało w łuk i krzyknęła.
Skorpion, nie czekając dłużej, ułożył się między jej udami. Wchodząc w nią powoli, z każdym pchnięciem coraz mocniej się w niej zagłębiał. Przez cały ten czas wpatrywał się w Parisę, której skóra lśniła od potu, tak jak i jego. Była inna niż kobiety, które znał. Coś dziwnego w nim obudziła – coś, czego śmiertelnie się bał.
Chcąc powstrzymać niebezpieczne myśli, pchnął mocniej, przebijając się przez naturalną barierę jej ciała. W odpowiedzi na ból cała się spięła i syknęła cicho. Aby ją uspokoić, musnął ustami jej szyję, kreśląc językiem malutkie kółka tuż przy uchu. Gdy się trochę rozluźniła, zaczął na nią napierać – na początku spokojnie, ale z każdym chrapliwym oddechem coraz szybciej i mocniej.
Krew pulsowała im w skroniach, ciała zalewała fala gorąca, a w ich oczach odbijała się rozkosz. Szczytowali jednocześnie, tuląc się do siebie i wydając ciche okrzyki.
Gdy uniesienie opadło, Parisa była zupełnie skołowana tym, co się właśnie wydarzyło. Zszokowała ją jej własna, intensywna reakcja na to, co robił z nią Skorpion. Poczuła się nagle bezbronna jak dziecko. „I co dalej?” – ta myśl nie dawała jej spokoju. Na chwilę o tym zapomniała, ale wciąż była w twierdzy, zdana na łaskę Raszida. Jej sytuacja, już wcześniej zła, nagle stała się beznadziejna. Załamana zamknęła powieki, by odciąć się od wszystkiego.
Skorpion, trzymając Parisę w ramionach, obrócił się na plecy. Patrząc w sufit, zastanawiał się nad tym, czego właśnie doświadczył. Seks nigdy nic dla niego nie znaczył, był tylko chwilową ulgą. Aż do dziś. Żadnej kobiecie nie oddał się tak, jak Parisie. To rozdrapało stare rany i wprowadziło chaos do jego życia. Nie chciał tego. Coś ścisnęło go w żołądku. Znieruchomiał, jakby bał się, że zaraz się rozpadnie. Musiał stąd wyjść. Musiał odzyskać kontrolę. Uwolnił się z jej uścisku, wstał i zaczął się ubierać.
Zdezorientowana Parisa uniosła się lekko na posłaniu i w milczeniu wpatrywała się w Skorpiona. Po intymności, którą dopiero co dzielili, nic już nie pozostało. W jej oczach pojawiły się łzy, ale szybko zamrugała, by przypadkiem nie spłynęły po policzkach.
„Za nic w świecie nie okaże słabości”.
Uniosła wysoko podbródek i, z mocno zaciśniętymi ustami, przyglądała się, jak chowa nóż, którym nie tak dawno rozciął policzek Razana. Zadrżała na samo wspomnienie pojedynku. Miała wrażenie, że między nimi była nienawiść sięgająca samego dna piekieł.
A teraz stał przed nią, pełen złości, i niespiesznie przesuwał wzrokiem po jej nagim ciele. Gdy już się napatrzył, bez słowa opuścił komnatę.
Parisa z ciężkim westchnieniem opadła na skotłowaną narzutę.
– Głupia, głupia, głupia – powtarzała sobie bez końca.
Wtuliła twarz w materiał przesiąknięty ich wspólnym zapachem i dopiero wtedy się rozpłakała. Najgorsze było to, że sama tego chciała, choć przecież mogła powiedzieć „nie”.
*
Skorpion, przemierzając harem, rozglądał się czujnie, szukając Razana. W końcu znalazł go rozłożonego na poduszkach, z nagą Nadirą u boku. Mężczyzna uniósł ociężałe od narkotyków powieki i spojrzał na niego. Przejechał dłonią po zaschniętej ranie i uśmiechnął się diabolicznie.
– Zniszczę cię… – odchylił głowę do tyłu, a w jego oczach pojawił się złowieszczy błysk. – Ale najpierw zabawię się z tobą tak jak wtedy.
Zamroczony ponownie opadł na poduszki, pociągając za sobą dziewczynę. Skorpion przyglądał mu się dłuższą chwilę, a potem z całej siły kopnął w nogę. Razan roześmiał się głośno i odpłynął w narkotyczny sen.
Zanim odszedł, Skorpion zerknął jeszcze na Nadirę. Była wściekła, choć starała się to ukryć. Wiedział dlaczego, ale mało go to obchodziło. Bardziej martwił się o Parisę.
Wychodząc z haremu, mruknął do stojącego przy drzwiach Alara:
– Miej oko na księżniczkę i Nadirę… Mam co do nich złe przeczucia.
Wielki Nubijczyk uśmiechnął się, pokazując białe zęby.
– Jak powyrywają sobie trochę włosów z głowy, zaraz im przejdzie ochota na kłótnie. – Służył w Masjaf od lat, więc takie sceny nie robiły na nim większego wrażenia.
Skorpion poklepał go po potężnym ramieniu i wyszedł. Gdy drzwi się za nim zatrzasnęły, wyciągnął z uchwytu pochodnię i ruszył przed siebie.
Po dusznym haremie tunel wydawał się zimniejszy niż zwykle, a cienie jeszcze bardziej niepokojące. Przyglądając się kamiennym ścianom, miał wrażenie, że z każdym krokiem coraz mocniej na niego napierają, a demony, które od zawsze w nim mieszkały, próbują wydostać się na powierzchnię. Obudziły się przez Razana i… Parisę.
Żeby przed nimi uciec, zaczął biec. Gdy znalazł się na dziedzińcu, nad którym rozciągało się rozgwieżdżone niebo, zaczął zachłannie łapać powietrze. Tym razem go nie dogoniły, ale któregoś dnia w końcu to zrobią. Być może nadszedł czas, by się z nimi zmierzyć.
Spojrzał na strażników z pochodniami, którzy strzegli Masjaf przed wrogami. Bez zastanowienia skierował się ku kamiennym schodom, którymi wszedł na mury. Oparty ramieniem o blankę, zapatrzył się na majaczące w oddali góry. Ich szczyty jaśniały w świetle księżyca, ale tam, gdzie nie docierały srebrne promienie, kryły się tajemnicze istoty, czyhające na zbłąkane dusze.
Ale i w Masjaf nie brakowało potworów. Skorpion nieobecnym wzrokiem patrzył przed siebie. Czyż sam nie stał się jednym z nich?
Myślami powrócił do przeszłości. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek uda mu się zostawić ją za sobą. Być może wtedy, gdy zabije Razana i Raszida, a z niewolnika stanie się wreszcie panem samego siebie.
Miał dziesięć lat, gdy się o niego upomniał. W Orlim Gnieździe wszyscy słyszeli o Sinanie. Tak samo jak o jego zabójcach. Podobno byli najlepsi – elita wśród elit. Wielu mu zazdrościło, że trafi właśnie do Masjaf. Skorpion zaśmiał się gorzko. Gdyby tylko wiedzieli, co to oznacza, cieszyliby się, że uniknęli tego piekła.
Początkowo on także był zachwycony. Chciał stać się legendą, by pokazać światu, że nawet wyrzutek może być kimś. Od razu po przyjeździe trafił pod skrzydła Razana. Starszy od niego o trzy lata szczycił się wieloma zabójstwami, bo Raszid od małego wysyłał go tam, gdzie nikt nie spodziewał się dziecka zdolnego do zabijania – zwłaszcza tak ładnego. Nie było zadania, którego by nie wykonał. Imponował mu wszystkim, co robił. Skorpion chciał być taki jak on. I poniekąd taki się stał. Do czasu.
Tuż po jego trzynastych urodzinach Razan – wtedy szesnastoletni – oznajmił, że nadszedł czas, by dowiedział się, jak to jest być z kobietą. Oczywiście uzgodnił to wcześniej z Raszidem, który miał pełną kontrolę nad swoimi asasynami i każdym aspektem ich życia. Kiedy Skorpion to usłyszał, był wniebowzięty.
Poza wybrańcami nikt nie widział tych cudownych istot, o których krążyły rozpustne plotki. Każdy z chłopców marzył o nich, leżąc w swych zimnych, ciasnych celach. W końcu i on miał dostąpić tego zaszczytu i przekroczyć bramę rajskiego ogrodu.
Na to wspomnienie w jego oczach pojawił się groźny błysk, a rysy twarzy stwardniały.
Tak, wtedy po raz pierwszy miał kobietę. Także wtedy po raz pierwszy i ostatni palił haszysz, który już na zawsze miał mu przypominać o tamtym wieczorze. Najbardziej ironiczne w całej tej sytuacji było to, że jak przez mgłę pamiętał nałożnicę, z którą wtedy spał, za to nigdy nie zapomniał tego, co wydarzyło się potem.
Kiedy z nią skończył i leżał na poduszkach, szczęśliwy jak nigdy dotąd, podszedł do niego Razan. Jego drwiący wzrok powinien go ostrzec, ale był tak odurzony seksem i narkotykami, że nie zwracał na nic uwagi.
– Chodź ze mną – odparł i wyciągnął ku niemu dłoń, pomagając mu wstać. – To jeszcze nie koniec.
I poszedł za nim.
Razan zaprowadził go do jednej z komnat położonych w głębi haremu. Czekały tam na nich dwie kurtyzany, które pieściły się nawzajem. Taki widok rozpaliłby każdego oprócz umarłego. A on czuł się wtedy bardziej żywy niż kiedykolwiek wcześniej.
Podekscytowany sądził, że dołączy do obu piękności, lecz Razan miał inne plany. Rozkazał kobietom się wynieść, a one, wystraszone ostrym tonem jego głosu, natychmiast wykonały polecenie.
Zostali sami.
Zdezorientowany Skorpion patrzył na rozbawionego przyjaciela – jak lubił wtedy o nim myśleć, choć powinien być mądrzejszy i wiedzieć, że w Masjaf nie istniało coś takiego jak przyjaźń.
Od początku do końca chodziło o kontrolę. Tylko ona się liczyła.
Razan kazał mu się rozebrać. Skorpion opierał się, lecz w końcu uległ. Wtedy tamten podszedł do niego i chwycił go za kark. Przez chwilę tylko mu się przyglądał, a potem go pocałował.
Zszokowany Skorpion próbował odwracać głowę, ale bezskutecznie. Razan trzymał go w żelaznym uścisku – najpierw za szyję, a gdy zaczął się wyrywać, boleśnie wykręcił mu ręce. Był od niego silniejszy. I o wiele bardziej bezwzględny.
Szamocząc się, obaj stracili równowagę. Razan obrócił go na brzuch i przygniótł swoim ciałem. Skorpion nie mógł już nic zrobić. Nie bronił się, gdy poczuł go w sobie.
Pamiętał tylko, że zamknął oczy i czekał, aż to się skończy. Ogarnęła go obojętność i było mu wszystko jedno, co się z nim stanie. Mógł go nawet zabić, mało go to wtedy obchodziło.
Po wszystkim Razan wstał, splunął na niego i wyszedł.
Sam nie wiedział, jak długo leżał w komnacie, ze wszystkich sił próbując wyprzeć myśl o tym, co się właśnie wydarzyło. O gwałcie.
Ani wtedy, ani później nie uronił ani jednej łzy. Za to czuł upokorzenie, którego nie udało mu się pozbyć do dziś. Nie był już tym samym Skorpionem co kiedyś. W jakimś sensie umarł. Za to narodził się ktoś zupełnie inny – bezduszny jak Masjaf.
Patrząc w dal, rozmyślał o dwunastu latach, które minęły od tamtych wydarzeń. O dwunastu latach wyrzeczeń, doskonalenia się w każdej możliwej sztuce walki i władaniu każdym rodzajem broni. A wszystko po to, by zabić dwóch ludzi.
W tym momencie pomyślał o Parisie. Popełnił błąd, idąc z nią do łóżka – pierwszy od chwili, gdy Razan go zgwałcił. Na więcej błędów nie mógł sobie pozwolić.
– Nie cofnę się – wysyczał ze złością, coraz mocniej zaciskając dłonie w pięści. – Nawet dla niej.
*
Następnego ranka Raszid obserwował nagą Najwę, a gdy skończył się ubierać, podszedł do niej i ją pocałował.
– Jutro wyruszam do Hamy – oznajmił.
Najwa nie była zaskoczona. Spodziewała się tego, odkąd Parisa zdradziła, że jest córką Umara.
– Razan zajmie się wszystkim, gdy mnie nie będzie.
Kobieta natychmiast się wyprostowała i popatrzyła na niego czujnie.
– Razan?
– Tak.
– A co ze Skorpionem? – zapytała na pozór obojętnie, lecz delikatne drżenie głosu zdradzało napięcie.
– Zostaje tutaj – odparł twardo.
Najwa podniosła, nie kryjąc już swojego niepokoju.
– Wiesz, co się stanie, kiedy wyjedziesz, prawda?
Raszid uśmiechnął się drapieżnie.
– Wiem doskonale.
Szanowni Czytelnicy, kolejna część Skorpiona ukaże się po 10 czerwca.
2 komentarze
Hart
To dzisiaj było takie piękne i namiętne . A zarazem pełne sprzeczności i walki wewnętrznej. Oboje chyba muszą nauczyć się siebie. Przypomina mi to trochę to co ja chcę przekazać swoim pisaniem tocząc odwieczną walkę z swoim ja. Tak czy siak to jest nasze życie i przeżywamy go na swoich zasadach. Chyba nadziei ostateczne starcie dwóch rywali. Mam nadzieję że wszystko skończy się happy endem . Dziękuję Ci za to co przeczytałem i czekam na cdn. Buziaki lecą do Ciebie😘
Marigold
@Hart bardzo lubię Twoje komentarze, zawsze są pełne refleksji
A słowa, że intymne chwile między Skorpionem a Parisą są piękne i namiętne to dla mnie prawdziwy komplement - liczyłam na taki odbiór.
Relacja tych dwojga będzie pełna wzlotów i upadków. Emocji nie zabraknie!
Dziękuję
Amorek99
Uffff 🤯🤯🤯🤯🥵🥵🥵🥵🥵 gorąco mi.......🔥🔥🔥🔥🔥 Warto było czekać oj warto...... Brak mi słów po prostu .... Oj zamieniłbym się że Skorpionem przy Parisie...💪💪💪🤩🤩🤩 Później już z Razanem to już na pewno nie 😤😤😤 w mojej głowie już mam tysiące sposobów na które Skorpion go eksterminuje 🤩🤩🤩. Znowu zostawiasz nas w takim momencie gdzie wszystko się może zdarzyć....😭😭😭 No i teraz czekanie jesteś niesamowita w tym swoim pisaniu..... To okropne co robisz z czytelnikiem 😂😂😂🤣🤣🤣 Podnosisz poprzeczkę sobie mocno w górę, daje 39,5 na 10 a te pół mniej by był zapas do 40 😁😁😁😉😉😉. Podsumowując genialne....
Marigold
@Amorek99 Gałki oczne pogubiłam! 39,5?! No to teraz zaczęłam się stresować!!!!!
Jeśli chodzi o powód nienawiści Skorpiona do Razana to wszystko wiadomo, ale tak naprawdę gra dopiero się rozpoczyna.
Ale to dobrze!
Tzn. że historia wciąga i wzbudza emocje, a to najważniejsze w pisaniu.
Dzięki
Cieszę się, że scena erotyczna się podobała. Zdradzę, że trochę nad nią siedziałam
Obawiam się, że nie raz polecą inwektywy w moim kierunku
Teraz ja ocenię Twój komentarz! 40/40 - jak zawsze zresztą
Ps. Czas szybko minie