Aqrab/Skorpion. Cz. 3

Aqrab/Skorpion. Cz. 3Niniejsze opowiadanie jest dziełem fikcji. Wszelkie postacie historyczne, daty i wydarzenia zostały celowo zmienione lub przekształcone na potrzeby narracji.

Zamyślony emir Hamy stał na tarasie swojego gabinetu, wpatrując się w żyzną dolinę rzeki Orontes oraz w swoje miasto. Choć jego twarz zdobiły delikatne zmarszczki, a w ciemnych włosach pojawiły się srebrne nitki, on i jego miecz wciąż pozostawali bezlitośni dla wrogów. Mimo że bardziej uważał się za myśliciela niż wojownika, gdy sytuacja tego wymagała, zakładał zbroję i ruszał do walki.

Wybudowana na wzgórzu cytadela dominowała nad okolicą, stając się jednym z symboli miasta obok Wielkiego Meczetu i norii – ogromnych drewnianych kół wodnych, które od wieków stanowiły część Hamy i, z pomocą Allaha, pozostaną tu przez kolejne stulecia. Z charakterystycznym skrzypieniem czerpały wodę z rzeki, odprowadzając ją do licznych akweduktów oraz kanałów, które nawadniały gaje oliwne, sady figowe, pola zbóż i ogrody.

Położona na szlaku prowadzącym do Damaszku i Aleppo, Hama łączyła północ z południem kraju, rozwijając się i zyskując na znaczeniu. Kolejni emirowie i gubernatorzy dbali o dobrobyt oraz komfort jej mieszkańców.  
„I w raju znalazł się szatan” – pomyślał z goryczą Umar Al-Muzaffar. A tym szatanem był Raszid ad-Din Sinan. To on od dłuższego czasu spędzał mu sen z powiek.

Emir oderwał ciemne oczy od miasta, które przygotowywało się do popołudniowego odpoczynku, i zwrócił wzrok na swojego młodszego brata, Hassana – jednego z głównych dowódców Saladyna, który tego ranka przybył do Hamy.  
– Jak się miewa sułtan? – zapytał, przypatrując się mu z uwagą.
Mężczyzna, zanim odpowiedział, zmarszczył gniewnie brwi, a jego twarz wykrzywił grymas nienawiści.  
– Ledwie uszedł z życiem – Hassan wciąż drżał z wściekłości na samą myśl o tym incydencie. – Jeden ze szczurów Raszida przedostał się do Saladyna z wiadomością, że ma zapomnieć o Masjaf, inaczej zginie.

Umar, z całej siły zacisnął dłonie w pięści, a w ustach zmełł przekleństwo.  
– Który z nich?  
– Aqrab – padła pogardliwa odpowiedź.  
– Zostawił skorpiony?  
– Tak.

Emir powoli pokiwał głową. Mógł się domyślić, że to on. W ciągu ostatniego roku zabił wielu wrogów Sinana. Równie tajemniczy i niebezpieczny jak powstałe z ognia dżinny.  
– Czy coś się stało naszemu kuzynowi? – na twarzy Umara pojawiło się szczere zatroskanie.  
– Na szczęście jest cały i zdrowy. Jednak kara nie ominęła strażników, którzy pełnili wtedy wartę… Wszystkich ścięto.

Emir ponownie zapatrzył się na miasto. Świat, w którym przyszło im żyć, bywał okrutny i mściwy, a władza kusiła każdego. Kto raz w niej zasmakował, nie potrafił się jej oprzeć, i tylko śmierć była w stanie mu ją odebrać.  
– Dołączy do nas przeciwko Raszidowi? – głos emira zdradzał skrywane obawy, ponieważ od tej odpowiedzi wiele zależało.  
– Tak, ale chwilowo jego uwagę zajmują krzyżowcy. Gdy tylko nieco ich utemperuje, ruszy z tobą na Masjaf.

Umar, rozluźnił dłonie i odetchnął głęboko. Z jego ciała opadło całe napięcie, które narastało od chwili, gdy Sinan, posługując się rękami Skorpiona, rozpoczął czystki w kraju  
– Jak długo zamierzasz z nami zostać? – zapytał emir, uśmiechając się do młodszego brata. Wysoki i dumny Hassan był jednym z najlepszych wojskowych, jakich znał. Nic dziwnego, że Saladyn pragnął mieć go blisko siebie.
– Jakiś czas. Sułtan wezwie mnie, gdy tylko moja obecność stanie się niezbędna. Emir skinął głową. Nie zawsze się zgadzali, ale może teraz, gdy byli już dojrzałymi ludźmi, uda im się do siebie zbliżyć.  
– W porządku. Jak zawsze, twoja komnata czeka na ciebie.

Mężczyzna ukłonił się i ruszył w stronę drzwi, zostawiając zadumanego i wsłuchującego się w pracujące norie brata.
Już miał wychodzić, gdy w drzwiach stanęła Parisa. Widząc ją po niemal roku nieobecności, doznał lekkiego wstrząsu. Stała się piękną młodą kobietą, co właściwie nie powinno go dziwić, ponieważ była niezwykle urokliwym dzieckiem. Świadomie lub nie, roztaczała wokół siebie czar, który subtelnie oddziaływał na mężczyzn. Nikt nie potrafił przejść obojętnie obok jej niewinności i delikatnego piękna.

– Stryju. – Zaskoczona obecnością Hassana i speszona jego przenikliwym spojrzeniem, spuściła wzrok.  
Dziwnie się czuła, będąc obiektem tak uważnej obserwacji, zwłaszcza ze strony członka rodziny.  
– Witaj, Pariso.

Dostrzegając zdegustowaną minę dziewczyny, mężczyzna natychmiast przybrał neutralny wyraz twarzy, zdając sobie sprawę, że ujawnił swoje myśli, czego zawsze starał się unikać.
Światu pokazywał budowaną latami fałszywą fasadę, czekając i cierpliwie realizując swój plan krok po kroku. Nikt nie miał powodu, by wątpić w jego starannie wykreowany wizerunek.  

– Wybacz, ale od naszego ostatniego spotkania bardzo wydoroślałaś. Przyglądając się tobie i Tariqowi, człowiek uświadamia sobie nagle, że czas płynie nieubłaganie.  
Mimo usilnych starań, nie zdołał uspokoić Parisy, która wyczuła w jego głosie fałszywą nutę.
– Rozumiem – odparła spokojnie, udając, że akceptuje jego tłumaczenie. – Dzieci mają to do siebie, że w końcu dorastają – dodała z niezamierzoną ironią.  
Aby ukryć swoje skrępowanie, szybko dodała:  
– Ojciec chciał mnie widzieć.

Wyczuwając chłód bijący od bratanicy, Hassan zmrużył oczy i, nic nie mówiąc, tylko nieznacznie skinął głową.
Idąc do swojej komnaty, upominał samego siebie, że musi się bardziej pilnować, ponieważ miał zbyt wiele do stracenia.

Parisa stała jeszcze przez chwilę, starając się opanować zdenerwowanie i zapomnieć o osobliwym zachowaniu stryja.  
Aby się uspokoić, rozejrzała się po pomieszczeniu, które fascynowało ją od dzieciństwa. To właśnie tutaj Umar przyjmował ważnych gości i podejmował decyzje dotyczące miasta.

W powietrzu unosiła się dobrze znana jej woń oliwy i kadzidła. Na podłodze leżały grube dywany, które tłumiły kroki, potęgując wrażenie wytworności.  
Spojrzała na niski stolik, ozdobny kałamarz i leżące obok zwoje pergaminu. Pamiętała, że jako mała dziewczynka była niezwykle dumna ze swojego ojca, którego uważała za najmądrzejszego człowieka na świecie. Minęły lata, a ona wciąż tak o nim myślała, szanując poświęcenie, z jakim zarządzał Hama. Kochała swoją wspaniałą i dumną matkę, ale to z ojcem łączyła ją wyjątkowa więź.

Jej sentymentalne rozmyślania przerwało pojawienie się Tariqa. Na jego widok ogarnął ją niepokój. Czyżby rodzice dowiedzieli się o porannym incydencie na targu? Niepewnie wpatrywała się w brata, nerwowo zagryzając dolną wargę.  

Widząc Parisę w gabinecie ojca, Tariq przystanął zaskoczony. Uniósł brwi, jakby pytał, czy wie, o co chodzi, ale dziewczyna pokręciła głową i wzruszyła bezradnie ramionami.  

W tym momencie dołączył do nich Umar. Patrząc na swoje dzieci, poczuł niezwykłą radość. Zarówno syn, jak i córka stawali się ludźmi, jakimi zawsze pragnął ich widzieć.  

Był niewyobrażalnie szczęśliwy, gdy wraz z Ayaną – swoją najdroższą żoną – powitali w swoim życiu Parisę, którą pokochali od pierwszego wejrzenia. Wniosła do ich rodziny tak wiele słońca, gdy już zupełnie stracili nadzieję na potomstwo. Choć krnąbrna i rozpieszczona, miała dobre serce.  

Gdy rok później Ayana urodziła chłopca, Umar zrozumiał, że nic nie jest ważniejsze od jego rodziny. Owszem, był dla Tariqa surowszy niż dla Parisy, ale pragnął, aby syn stał się prawym i silnym mężczyzną, który nie boi się wyzwań, jakie stawia przed nim życie. W tej części świata, gdzie swoje korzenie miały trzy religie, spokój był równie ulotny jak kwiaty, które chwilowo rozkwitły na pustyni po wielu latach suszy.
  
Mężczyzna podszedł do nich, kładąc jedną dłoń na ramieniu Tarika, a drugą delikatnie dotykając policzka córki. Jego zazwyczaj poważne oblicze rozjaśnił czuły uśmiech, który jednak szybko zniknął, gdy przypomniał sobie cel ich wizyty.  

– Nie bez powodu poprosiłem was, byście się tutaj stawili – rzekł, a w oczach rodzeństwa pojawił się lęk.  
Jeśli wydawało się, że byli na przejażdżce bez eskorty i że Parisa omal nie zginęła pod kopytami Layli, surowa kara ich nie ominie. Z duszą na ramieniu wstrzymali oddech, czekając na dalsze słowa ojca.

– Jak wiecie, przez długi czas tolerowałem działania naszego sąsiada, władcy Masjaf. Niestety, nie potrafił tego uszanować i rozpoczął kampanię terroru przeciwko ludziom, którzy, choć niechętnie, akceptowali jego obecność i działalność na tych ziemiach.  
W pierwszej chwili Tariq i Parisa odetchnęli z ulgą, że ich sekret nie wyszedł na jaw, ale szybko zrozumieli, że chodzi o coś znacznie poważniejszego.

Emir z troską przyglądał się ich młodym twarzom. Nie chciał niczego przed nimi ukrywać – tylko znając prawdę, mogli być bardziej czujni wobec nadchodzących zagrożeń.  
– Szykuje się wojna z Raszidem – oznajmił. – Dlatego od dzisiaj macie absolutny zakaz opuszczania murów Hamy oraz tego budynku, nawet w towarzystwie eskorty. Jest bardzo prawdopodobne, że Sinan wyśle na nas swoich zabójców – w tym momencie delikatnie nimi potrząsnął, podkreślając powagę sytuacji – być może nawet samego Skorpiona.

Słysząc imię zwiastujące śmierć, Tariq zmarszczył brwi i uniósł dumnie głowę, dając buńczucznie do zrozumienia, że się nie boi. Parisa natomiast zadrżała z przerażenia. Wszyscy słyszeli o słynnym asasynie, jednym z najlepszych ludzi Sinana.  
Na myśl o Masjaf i jego mieszkańcach dziewczynę ogarnęło dziwne zimno. Dla niej byli niczym mityczne potwory, które wyłoniły się z piasków pustyni, by zamieszkać w ponurej twierdzy i siać zamęt oraz bezprawie. Już sama wzmianka o tym, że ktoś taki jak ten asasyn mógł podążać jej tropem, sprawiła, że jej puls gwałtownie przyspieszył.

– Nie zamierzam was straszyć – wyjaśnił Umarł – ale sytuacja jest poważna i nie chcę, abyście niepotrzebnie ryzykowali swoim życiem.  
– Parisa i ja postąpimy zgodnie z twoim rozkazem, ojcze.  
Tariq znacząco spojrzał na siostrę, mając nadzieję, że niepokojące wieści, które właśnie usłyszeli, wybiją jej z głowy wszystkie nierozsądne pomysły.  

Emir ponownie się uśmiechnął. Wiedział, że syn dotrzyma danego słowa i jednocześnie upilnuje siostrę. Choć był młodszy, wykazywał znacznie więcej rozsądku niż Parisa, która zawsze pragnęła przygód.
– Możecie odejść – odparł ojciec. – Od Hassana usłyszałem kilka interesujących nowin, nad którymi muszę się zastanowić. Zobaczymy się wieczorem.
Ucałował córkę w czoło, a Tariqa poklepał po plecach. Następnie podszedł do stolika, usiadł na poduszce, zamoczył pióro w kałamarzu i zaczął szybko pisać na pergaminie, zupełnie zapominając o ich obecności.

Kiedy znaleźli się za drzwiami i minęli strażników, Tariq chwycił Paris za rękę, zmuszając ją do zatrzymania się.  
– Mam nadzieję, że słowa ojca wzięłaś sobie do serca – powiedział, wciąż przeżywając poranne wydarzenia na targu.  
– Oczywiście, że tak! – warknęła, zirytowana, że brat nie wierzył w jej zdrowy rozsądek. – Nie zamierzam paść łupem Skorpiona.
Tariq pokręcił głową z udawanym niedowierzaniem.
– Szkoda, że wcześniej nie wpadłem na pomysł, by cię postraszyć tym asasynem. Wtedy miałbym przynajmniej trochę spokoju – dodał z przekąsem.  
– Nie gadaj głupot! – Parisa była naprawdę zła na brata za jego żarty.  
„Wcale nie jestem aż tak lekkomyślna! No, może troszeczkę” – stwierdziła w duchu w przypływie samokrytyki.

Gdy znaleźli się w centralnej części pałacu z imponującą fontanną, brat podszedł do siostry i ujął jej twarz w dłonie.
– Ufam, że naprawdę zastanowisz się dwa razy, zanim w jakikolwiek sposób złamiesz nakaz ojca. – Jego spojrzenie stało się poważne, a głos zdradzał napięcie. – Ty i matka jesteście szczególnie zagrożone, ponieważ wszyscy wiedzą, jak ważne jesteście dla emira. Sinan nie jest głupi. Jeśli zdecyduje się uderzyć z ukrycia… – przełknął głośno ślinę, bojąc się nawet o tym myśleć, ale wiedział, że musi wstrząsnąć siostrą – to wybierze właśnie was.

Parisa patrzyła na brata szeroko otwartymi, pełnymi lęku oczami. Jego słowa poruszyły ją bardziej niż ostrzeżenia ojca.  
Miał rację – ona i Ayana stanowiły dla Umara najsłabszy punkt.  
– Będę uważać – obiecała.  
Tariq uśmiechnął się łagodnie.
– To mi wystarczy.  
Następnie cmoknął ją w czoło i ruszył w stronę męskiej części budynku.  

Zamyślona dziewczyna stała przez chwilę, zanim skierowała się do swojej komnaty. Emir miał tylko jedną żonę – matkę Parisy – dlatego nie było tutaj klasycznego haremu.
Wszędzie panowała cisza, gdyż nastała pora popołudniowego odpoczynku.
  
Wchodząc do pokoju, zobaczyła czekającą na nią Hawę. Służąca podeszła do niej, aby pomóc w rozebraniu się do poobiedniej drzemki. Gdy zdejmowała klejnoty zdobiące szyję i palce księżniczki, przypomniała sobie o wiadomości, którą miała jej przekazać.  
– Dżamal prosił, by powiedzieć panience, że Layla jest dziś jakaś osowiała – oznajmiła.

Dziewczyna na moment zamarła, a potem podziękowała Hawie. Informacja o klaczy była zaszyfrowanym komunikatem, że chłopcu udało się zdobyć ważne dla niej informacje i że czeka na nią w stajni.  
Gdy tylko służąca opuściła pokój, zaczęła gorączkowo zakładać kolejne warstwy męskiego stroju, by na końcu ukryć twarz pod kufiją.  

Niepewnie otworzyła drzwi i rzuciła okiem w jedną, a potem w drugą stronę, upewniając się, że nikt nie nadchodzi. Kiedy stwierdziła, że jest bezpiecznie, cicho stawiając kroki, zaczęła skradać się w stronę schodów dla służby, a następnie skierowała się do kuchni, przez którą przemknęła niczym duch, po drodze zgarniając dwa jabłka.  
Opuszczając pałac, schyliła głowę, aby nie zwracać na siebie uwagi, i pobiegła w stronę stajni.

W środku przystanęła na chwilę, starając się przyzwyczaić wzrok do panującego półmroku. Wtedy podszedł do niej Dżamal, z szerokim uśmiechem na umorusanej buzi.
„Dla tego chłopca nie ma rzeczy niemożliwej” – pomyślała rozbawiona Parisa.
Zauważyła, jak oblizywał się na widok jabłka, drugie było prezentem dla „osowiałej” klaczy.  
– Mów, co wiesz – rozkazała, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
– Chyba go znalazłem – oznajmił podekscytowany Dżamal.

Na te słowa serce Parisy gwałtownie przyspieszyło. Wciąż pamiętała śmiałe spojrzenie ciemnych oczu nieznajomego oraz jego aksamitny głos, który uspokoił nie tylko Laylę, ale i ją samą.
– Zatrzymał się u starego Hakima. To niedaleko stąd. Wie panienka, gdzie… Parę kroków za Wielkim Meczetem.

Wszyscy w Hamie wiedzieli, kim jest stary Hakim i gdzie mieści się jego gospoda. Miał trzech synów, którzy zajmowali się interesem, podczas gdy on sam przesiadywał przed budynkiem z charakterystyczną laską, obserwując ludzi zmierzających na pobliski bazar.

– Czego jeszcze się dowiedziałeś? – dziewczyna ponagliła go wzrokiem, gdyż zamiast opowiadać, jej szpieg zajadał się soczystym owocem.  
– Ma wspaniałego konia, tak białego jak najbielsze obłoki na niebie. – Nabożny podziw Dżamala wobec ogiera był intrygujący, zwłaszcza że pracując w stajniach emira, miał styczność z najpiękniejszymi zwierzętami w mieście i okolicy.

Parisa postanowiła, że musi zobaczyć tego niezwykłego rumaka oraz jego tajemniczego właściciela.
– Zaprowadzisz mnie do niego – nakazała zaskoczonemu chłopakowi.  
– Ależ panienko! – Dżamalowi z wrażenia wypadło jabłko z dłoni. – Nie wolno panience!  
Tego było za wiele. Dziewczyna spojrzała na niego z wyższością, nonszalancko unosząc jedną brew.
– Dostaniesz kolejnego dirhama – mruknęła kusząco.

Dusząc się ze śmiechu, obserwowała, jak chciwość walczy w nim z poczuciem odpowiedzialności. W niej samej także odezwały się wyrzuty sumienia, bo przecież obiecała ojcu i bratu, że będzie na siebie uważać. Zaraz jednak wytłumaczyła sobie, że to jedyny raz, gdy złamie dane słowo; później nie wyściubi nosa poza pałac. Gdy chłopiec spojrzał na nią z poczuciem winy, wiedziała, że wygrała.  

Popołudniowy odpoczynek, kiedy wszyscy chronili się przed najdotkliwszym upałem, stanowił doskonałą okazję, by wymknąć się do miasta. Unikając straży, pobiegli za stajnię do niewielkiego zagajnika, w którym skrywał się fragment pękniętego muru. Dorosły człowiek nie miałby szans przecisnąć się przez tę wyrwę, ale Parisie i Dżamalowi, o drobnej posturze, udało się to bez najmniejszego problemu.

Nikt nie zwracał uwagi na dwóch szczupłych chłopców, którzy w palącym słońcu  zmierzali w stronę zajazdu Hakima.  
Dżamal wskazał palcem na tył budynku, gdzie trzymano konie, i powoli zaczęli się w tamtą stronę skradać, starając się unikać spotkania ze starcem lub którymś z jego synów.  
Gdy piasek pod ich stopami nagle zaszurał głośniej, zatrzymali się w miejscu, nerwowo rozglądając się wokół. Kiedy jednak nie dostrzegli nic niepokojącego, ruszyli dalej. Parisa miała nadzieję, że znajdzie nieznajomego przy rumaku. W przeciwnym razie chłopak musiałby go zwabić do stajni.

Zaglądając do środka, od razu zorientowała się, że to on. Z bijącym sercem przyglądała się jego wysokiej, atletycznej sylwetce, tonącej w półmroku. Nie miał na sobie ani płaszcza, ani kufiji, a podwinięta do łokci koszula odsłaniała silne przedramiona porośnięte ciemnymi włoskami.  

Jak zaczarowana wpatrywała się w smukłe męskie palce, powoli przesuwające się po końskim grzbiecie. Nie wiedzieć czemu, na ten widok zrobiło jej się gorąco. Bezwiednie ściągnęła chustę z twarzy, by się ochłodzić, i wtedy napotkała jego oczy – zimne, czarne, skierowane prosto na nią.

Leniwie przesuwał wzrokiem po jej sylwetce, zatrzymując się na dłużej na wargach, które teraz mocno przygryzała. Atmosfera zgęstniała od intensywnej zmysłowości, która niespodziewanie narodziła się między nimi, otulając ich niczym kokon. Powietrze było naładowane jak przed burzą.  

Parisę oblał prawdziwy żar, mimo chłodu panującego w pomieszczeniu. Zaczęła szybciej oddychać, jakby przez pół dnia biegła w upale. Zdegustowana zastanawiała się, skąd to nagłe podekscytowanie. Jak to możliwe, że oczarował ją mężczyzna, o którym wiedziała jedynie, że uratował jej życie?

Skorpion, widząc dziewczynę, której od rana nie potrafił wyrzucić z myśli, próbował ukryć zaskoczenie. Ponownie miała na sobie męski strój, ale tym razem kufija nie zasłaniała jej twarzy. Z pozorną obojętnością przyglądał się jej delikatnym rysom, czerwonym ustom i niezwykłym oczom.  
„Ciekawe, co ona tu robi?”
– Szukasz kogoś? – zapytał znudzonym tonem.
– Tak… ciebie – wyrwało jej się, zanim zdążyła zapanować nad językiem.

Mężczyzna uniósł brwi w zdziwieniu. Nie spodziewał się tak szczerej odpowiedzi. W  
W tym momencie Parisa uświadomiła sobie, że ich rozmowę podsłuchuje jej „szpieg”.  
– Dżamal, idź i przypilnuj Hakima – poleciła.
Chłopiec spojrzał na nią niepewnie, czując, że popełnił błąd, przyprowadzając ją tutaj. Żaden dirham nie był wart kłopotów, które mógł sobie narobić.  
– Dżamal! – ponagliła go, dostrzegając jego wahanie.  
Chłopiec jeszcze przez chwilę przestępował z nogi na nogę, ale w końcu zebrał się w sobie i poszedł.
Skorpion obserwował go, aż zniknął mu z oczu. A więc tak nazywał się jego cień, który deptał mu dziś po piętach.  

Gdy zostali sami, jego uwaga znów skupiła się na dziewczynie. Przez kilka niespokojnych oddechów przyglądali się sobie, zaskoczeni gwałtownym biciem swoich serc.  
– Twój mąż nie ma nic przeciwko temu, że nosisz męskie ubrania? – Skorpion pierwszy przerwał tę pełną magii chwilę.  
Na twarzy dziewczyny pojawiło się zaskoczenie.
– Mój mąż? – powtórzyła, nie rozumiejąc.  
– Mężczyzna, który dziś rano zabrał cię z targu – wyjaśnił.
Parisa zachichotała, gdy pojęła, że chodzi mu o Tarika.
– To nie był mój mąż – odpowiedziała z lekkim uśmiechem igrającym na ustach, które nieustannie przyciągały jego wzrok – tylko brat.

Słysząc to w jego oczach zabłysło coś niebezpiecznego, bardzo męskiego i pierwotnego.
Nagle uświadomiła sobie, że niepotrzebnie zdradziła mu, iż ona i Tariq są rodzeństwem. Może lepiej byłoby, gdyby myślał, że jest mężatką, ale stało się – czasu nie da się cofnąć.
– Po co przyszłaś? – zapytał bezceremonialnie.  
Mimo że była tu zaledwie chwilę, zdążyła już rzucić na niego grzeszny urok. Nie znosił tracić nad sobą kontroli, ponieważ wtedy stawał się rozkojarzony i popełniał błędy, które mogły go kosztować życie.

Zmiana w jego zachowaniu wystraszyła Parisę. Zdenerwowana gniotła w dłoniach rąbek materiału.  
– Chciałam ci podziękować za uratowanie mi życia – wydukała, speszona jego postawą.  
Jeszcze chwilę temu był miły i spokojny, a teraz nagle stał się oschły i nieprzyjemny.  
– W porządku. Podziękowałaś, możesz już iść – odparł szorstko, ponownie skupiając się na ogierze.

Dziewczyna wiedziała, że powinna odejść, ale coś w tym mężczyźnie ją przyciągało.  
– Jest piękny – zauważyła z uznaniem, wpatrując się w konia.
Już jej nie dziwił zachwyt Dżamala, gdy opowiadał o rumaku; w rzeczywistości był on jeszcze wspanialszy niż w jego opowieściach.  

W dużych, wyrazistych oczach zwierzęcia iskrzyła się inteligencja, a mocna, choć smukła sylwetka zdradzała witalność i siłę. Białe umaszczenie w ciemnym pomieszczeniu jarzyło się niczym promień księżyca. Sam sułtan byłby dumny z takiego wierzchowca.
– Tak. – Skorpion bez pośpiechu głaskał długą końską szyję. – Shamal jest wyjątkowy. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, w przeciwieństwie do ludzi – dodał cicho.
– Shamal – szepnęła dziewczyna. Doskonałe imię dla tak imponującego konia.  
„Pędzić na Wietrze… to byłoby coś” – pomyślała tęsknie. Jako utalentowany jeździec wiele by dała za ten przywilej.  

Widząc ją rozmarzoną, Skorpion poczuł, jak krew pulsuje mu dziko w skroniach. Jej niewinność drażniła go – może dlatego, że sam nigdy nie był niewinny. Musiał szybko nauczyć się zasad panujących w swoim mrocznym świecie.
– A twoje imię? Też jest takie? Doskonałe? – zapytał zaczepnie.
Nie chciał o niej nic wiedzieć, ale ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem.  
Parisa wzruszyła ramionami i spuściła głowę, zawstydzona prowokującym pytaniem. Nikt nigdy tak z nią nie rozmawiał – chłodno, cedząc słowa.

Widząc jej onieśmielenie, Skorpion niespiesznie podszedł do niej, dwoma palcami uniósł jej brodę i spojrzał wprost w jej wielkie, migdałowe oczy. Siła, która ich do siebie przyciągała, była równie groźna i potężna jak pustynna burza.  
Nie powinien tego robić, ale po raz pierwszy w życiu zlekceważył rozum i poddał się chwili.
– Zdradzisz mi je? – cicho zadane pytanie sprawiło, że dziewczyna westchnęła.  
To było nierozsądne i nieodpowiedzialne… ale nie potrafiła mu odmówić.  
– Parisa – odpowiedziała niemal szeptem.  
Mężczyzna uśmiechnął się lekko, unosząc kącik ust.  
– Idealne – mruknął.

Jeszcze ze sobą walczył, jeszcze bronił się przed pokusą, jaką była dla niego ta drobna postać. Jednak w końcu musiał się poddać. Pochylił się i delikatnie musnął jej lekko rozchylone wargi swoimi. Zrobił to ostrożnie, z wahaniem, nie chcąc jej spłoszyć. Gdy ich usta się spotkały, zrozumiał, że popełnił największy błąd w swoim życiu i że przyjdzie mu za to słono zapłacić.  

Choć tę subtelną pieszczotę trudno było nazwać pocałunkiem, Parisie i tak zakręciło się w głowie. Opuściła powieki, wstrząśnięta doznaniami, jakich przed chwilą doświadczyła. Dotknęła palcami swoich warg, a gdy poczuła pod nimi wilgoć, przeszył ją zmysłowy dreszcz.

Skorpion całował wiele ust w swoim życiu, ale nigdy tak niedoświadczonych, a jednocześnie tak słodkich. Był przyzwyczajony do panowania nad swoim ciałem, lecz w tej chwili niezwykle trudno było mu się od niej oderwać. Ostatecznie jednak cofnął się, niecierpliwie przejeżdżając palcami po swoich długich włosach.  
Wizyta dziewczyny wzbudziła w nim niepokój. Nie potrafił określić, dlaczego tak się czuł, ale instynkt nigdy go nie zawiódł.

W tym momencie Dżamal przybiegł z ostrzeżeniem, że Hakim zmierza w ich stronę. Parisa drgnęła zaskoczona, bowiem całkowicie zapomniała, gdzie się znajduje, i że poza nimi są inni ludzie. Zapach siana i zwierząt przywrócił ją do rzeczywistości. Gorączkowymi ruchami ukryła twarz i włosy pod chustą.  
– A ciebie jak nazywają? – rzuciła szybko, nagle uświadamiając sobie, że zna imię jego konia, podczas gdy on sam wciąż pozostawał dla niej zagadką.

Na posępnej twarzy Skorpiona pojawił się okrutny grymas, a jego oczy niebezpiecznie się zwęziły.
– Antares.  
Dziewczyna wpatrywała się w niego z zaskoczeniem.  
Antares – najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Skorpiona, samo jego centrum… serce Skorpiona.  
Gdzieś w oddali, jak słabnące echo, pojawiło się ostrzeżenie, które szybko zniknęło. Słysząc ponaglenie Dżamala, ruszyła w stronę wyjścia. Po raz ostatni odwróciła się w stronę mężczyzny, by napotkać jego badawczy wzrok. Następnie spuściła głowę i pobiegła za chłopcem.

4 komentarze

 
  • Użytkownik unstableimagination

    Norie z Hamy! Super sprawa :)
    Rozumiem Umara. Któż by tak uroczej Parisy nie rozpuścił? Zresztą nie jest tak źle, miewa nawet napady samokrytyki :)
    Jakże słuszny komentarz o ulotności spokoju w tamtej części świata!
    Oj, Dżamal, co ty za tego dirhama narobiłeś…
    Świetna scena Parisy i „Antaresa”!

    24 marca

  • Użytkownik Marigold

    @unstableimagination Parisa jest krnąbrna i rozpieszczona, ale do czasu. Historia dopiero się zaczyna, przed nią i Skorpionem wiele zawirowań! Mnie też scena Parisy i Antaresa się podoba ;)  
    Dzięki za (jak zawsze) interesujący komentarz!  <3

    24 marca

  • Użytkownik nefer

    Bardzo dobrze stopniowane napięcie, plus dodatkowy wątek w osobie planów (zapewne złowrogich) stryja. Tak trzymaj. 😀

    24 marca

  • Użytkownik Marigold

    @nefer Staram się powoli zagęszczać atmosferę, zarzucam sieci ;) A złowrogi stryj to klasyka gatunku :D Dzięki!

    24 marca

  • Użytkownik Hart

    No to teraz będzie się dopiero działo. Wygląda na to że tu będzie jeszcze sporo zawirowań i dylematów. Jest fascynacja i oczarowanie. A co będzie jak Skorpion zrozumie że to jest jego cel? Nie będę wyprzedzał faktów, ale czuję że wszystko skończy się szczęśliwie dla tych dwojga. Mam nadzieję że mnie nie zawiedziesz. Oczywiście czekam już na kolejną dawkę emocji. I pozdrawiam serdecznie. Buziaki😘

    22 marca

  • Użytkownik Marigold

    @Hart cześć :) Będzie dużo zawirowań i jeszcze więcej dylematów! :D Pamiętaj, że Skorpion ma swoją prywatną wendettę, a Parisa... no cóż, stanie się pionkiem w wielkiej polityce. Bardzo się cieszę, że mam w Tobie czytelnika :) Dzięki!  <3

    22 marca

  • Użytkownik Amorek99

    Czekam na każdą część z niecierpliwością rewelacja.

    22 marca

  • Użytkownik Marigold

    @Amorek99 cześć :) Miło poznać ukrytego czytelnika ;) Bardzo Ci dziękuję za tak pochlebny komentarz. Fajnie, że moje "niszowe" opowiadania komuś się podobają. Dzięki!

    22 marca