
Nadeszła zima — prawdziwa, pełna śniegu, co w Polsce od wielu lat nie było już takie oczywiste. Może właśnie dlatego, w niedzielny poranek, mimo dość wczesnej godziny — gdy zegarki wskazywały dopiero 9:45 — na zewnątrz widać było już grupki dzieci bawiących się na śniegu. Wyciągnięte z zakamarków dawno zapomniane sanki, latające śnieżki i aniołki odciskane w białym puchu przypominały, jak ulotne są takie chwile. Kto wie, kiedy znów nadarzy się okazja, by beztrosko wytarzać się w śniegu?
W tym samym czasie, w szpitalu, kończyła się akcja porodowa pewnej kobiety — jednocześnie rozpoczynał się nowy rozdział życia. Rozdział, który miał przynieść kolejną małą osóbkę do rodziny Gosi i Huberta. Czy byli na to gotowi, zrywając się z łóżka o drugiej w nocy? Trudno powiedzieć — na takie momenty chyba nigdy nie da się w pełni przygotować. Tak samo jak na całe wspólne życie, które dopiero miało się przed nimi otworzyć.
A jednak, w tej kilkugodzinnej walce na sali operacyjnej, mimo wszystko można było wyczuć spokój. Może to zasługa opanowania lekarzy, może troskliwej opieki położnej, a może tego, że najbliższe sobie osoby były tam razem — trzymając się za ręce i czując cud narodzin ich miłości. Miłości, która choć bywała kręta, nigdy nie wygasła i nie wygaśnie — pielęgnowana każdego dnia.
O godzinie 10:06 małżeństwo przywitało na świecie zdrową córkę — Klarę. Jej pojawienie się sprawiło, że życie po raz kolejny nabrało jeszcze więcej barw. I choć przed nimi było jeszcze wiele niełatwych rozdziałów, Gosia i Hubert wiedzieli jedno — zrobią wszystko, aby ich córka, i oni sami, zawsze pamiętali, że mają siebie nawzajem. Jako źródło wsparcia, siły i miłości.
Bo wcześniejsze poszukiwania szczęścia przyniosły swoje owoce. I to niejedne…
Mogę zdradzić tylko tyle — ich rodzina powiększyła się jeszcze raz. Tym razem podwójnie.
A szczęście? Zostało. I trwało dalej.
Tak jak śnieg tamtego dnia przykrył świat bielą, tak ich życie wypełniło się spokojem.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz