W poszukiwaniu szczęścia cz - 37

W poszukiwaniu szczęścia cz - 37##Kilka dni później##

**Oczami Gosi**

    Minęło już parę dni od spotkania mojego i Naci. Nalegala, żebym powiedziała jej, o co w tym wszystkim chodziło lecz ja mam inny plan i kiedy go wysłuchała od razu skończyła namawiać mnie do wyjawienia choć trochę.
     Cóż, moim planem była jeszcze bardziej, szczera rozmowa z Hubertem niż w Krakowie na hali. Chciałam wyjawić mu to wszystko, nie ukryć przed nim żadnego faktu. Chciałam wyjaśnić mu to wszystko, jako pierwszemu, dlatego też wolałam żeby moja przyjaciółka dowiedziała się później o tym. Darzę go wielkim zaufaniem, a co dla mnie najważniejsze jeszcze większą miłością.
    Bardzo żałuję tego że nie dałam sobie pomóc wtedy, gdy doszło do tego strasznego wydarzenia, jakim jest utrata mojego dziecka. Stchórzyłam i dałam pomóc sobie tylko trenerowi, nie poprosiłam nawet o pomoc i nie udałam się po nią do najważniejszych osób w moim życiu. Żałuję tego wszystkiego, ale i tak jestem wdzięczna trenerowi, że okazał mi w jakiś sposób zrozumienie.  
     Hubert dowiedział się o dziecku...ale już gdy nie żyło około roku...to tak boli. Każdego dnia przez ten cholerny rok obwiniałam się o śmierć tej kruszynki i tak samo brzydziłam się sobą, gardziłam sobą gdyż nie byłam w stanie dać szczęścia mężczyźnie mojego życia.  
     Chcę mu to wyjawić, nie chce niedociągnięć, w sumie temat dziecka już mu wyjaśniłam, ale pozostała kwestia mojej kariery, przyszłości i tego czy będę mogła ją dzielić właśnie z Hubertem.  
     Czas wstać i to nie z łóżka które jest wygodne dzięki temu, że śpi się w nim z osobą, którą się kocha lecz z łóżka które jest puste, pozbawione życia...takie właśnie jest, gdy Hubert nie dzieli go ze mną i strasznie delikatnie obchodzi się z każdą rzeczą i sprawą związaną ze mną.
    Pewnie śpi na kanapie jeszcze, bo jest sobota i ma wolne od zajęć, tak mi się przynajmniej wydaję...
     Korzystam z tego iż szafa stoi w sypialni, wyciągam, czystą, czarną, koronkową bieliznę i krótkie, czarne spodenki do tego granatową w małe gwiazdki, obcisłą bluzkę z długim rękawem. Przemykam się cicho do łazienki gdyż zauważyłam wcześniej iż moje przypuszczenia się sprawdziły, Hubert śpi słodko na kanapie...bez koszulki...co za widok. No, ale co się dziwić jest lato i gorąco, w dodatku, zawsze odkąd pamiętam zdejmował koszulkę na noc, twierdząc, że tak będzie mu wygodniej.
Och przez ten trudny rok tak bardzo tęskniłam, za nim całym. Nie tylko jego ciałem, ale i duszą...nim, którego tak kocham, cierpiąc jednocześnie iż nie mogę mu dać wszystkiego...
     Myję się szybko, ale tak żeby nie narobić hałasu. Nakładam na siebie ubrania i wychodzę z łazienki w celu zrobienia śniadania dla mnie i dla Huberta.
    Dzisiaj stawiam na słodkie śniadanie , którym są naleśniki z Nutellą...kolejne wspomnienie naszych wspólnych śniadań uderza mi do głowy...tęsknię za tym.
- Nutella. Nie zapomniałaś - nagle słyszę, a na czubku mojego nosa ląduje czekoladowy mus.
- Sprytnie, sprytnie - mówię i odwracam się do mojego napastnika.
- Taki już jestem - widzę uśmiech na twarzy bruneta - to co jemy?  
- Tak, proszę - podaję mu talerz z jego naleśnikami.
- Dzięki, takie śniadania to ja już chce do końca życia...przydało by się tylko coś jeszcze - uśmiecha się promienie.
- O co chodzi z tym " coś jeszcze "? - poruszam pytająco brwiami.
- Mam rozplanowany cały dzień na dzisiaj - mówi, zmieniając specjalnie temat naszej rozmowy.
- Dobrze więc opowiadaj - daruję mu ten temat.

    Propozycją na dzisiaj było spędzenie czasu u moich rodziców i jego rodziców, cóż podoba mi się to lecz dzisiaj chciałam mu powiedzieć wszystko od początku do końca.  
    Najpierw odwiedzamy moich rodziców. Nie poruszają oni żadnych niewłaściwych w tym okresie dla nas pytań. Żartują z nami na różne tematy, mój tata jak przedtem dokucza w śmieszny sposób Hubertowi, ale ma w nim też godnego przeciwnika. Te odwiedziny mijają nam w miłej atmosferze.
    Potem czas na odwiedziny u rodziców bruneta. Wizyta jest ta, tak samo przyjemna lecz, gdy ja jestem pochłonieta w rozmowie z młodszym bratem, Huberta, rodzice mojego ukochanego biorą na rozmowę do kuchni, właśnie Huberta. Początkowo mi to nie przeszkadza, ale gdy do Krzyśka dzwoni telefon i przepraszając mnie wcześniej wychodzi porozmawiać, czuje się trochę zagubiona i dlatego decyduję się na pójście do kuchni aby dołączyć do rozmowy. Staje jednak za drzwiami gdyż słyszę rozmowę, której chyba raczej nie powinnam słuchać, choć dotyczy głównie mnie.
- Nic nie zauważyłeś? Jezu, synku jakim cudem można było tego nie zauważyć - słyszę głos mamy Huberta, pani Anny.
- Gosia to tak bardzo zatuszowała, nie chciała żebym widział ją w takim kiepskim stanie...walczyła ze sobą. Chciała dla mnie jak najlepiej, a wyszło gorzej, bo byłem bez niej - mój ukochany się tłumaczy.
- Że też my niczego nie zauważyliśmy! - tym razem słychać Pana Roberta.
- Ja sam dowiedziałem się przypadkiem i to wtedy gdy znalazłem USG przed w dzień jej wyjazdu. W dodatku spieprzyłem sprawę jeszcze bardziej - głos ma ledwo słyszalny - gdy następnego ranka zobaczyłem ją, jakby była załamana to powiedziałem jej że się zakochałem - jego słowa są dla mnie wytłumaczeniem sytuacji sprzed roku.
- Ale jak to? Coś ty wtedy wymyślił! - oburzyła się Pani Anna.
- Chodziło mi o dziecko, gdy tylko zobaczyłem USG dzień wcześniej, pokochałem tą małą istotkę - a więc...on chciał dziecko i w dodatku znalazł USG, którego tak bardzo szukałam, gdy byłam już na miejscu w Krakowie.
- Synu, wiesz, że mogłeś tego uniknąć? - odzywa się jego Tata.
- Tak wiem - mówi Hubert, po czym nie chce już słyszeć dalszej rozmowy, może i chce, ale wiem, że już wystarczająco dużo się na słuchałam, na dzisiaj o dziecku, które straciłam...moje łzy już są zresztą gotowe do wypłynięcia na wierzch.  
    Dalsza część spotkania jest równie przyjemna, ale już po godzinie wracamy do naszego mieszkania.
- Coś się stało? - pyta Hubert gdy przekraczamy próg mieszkania.
- Nie, nic.
- Jesteś jakaś zamyślona - stwierdza.
- Źle się czuje trochę - mówię, bo poniekąd jest to prawda.
- To szybko się myj i wskakuj do łóżka i tak jest już 19.00
- Dobrze, już idę - udaje się do łazienki, tam wcześniej zostawiłam też piżame więc dobrze się składa.
- Zrobię ci herbatę i może coś obejrzymy - słyszę tylko z przedpokoju.
     Ubrana w moją granatową, satynową koszulę nocną wychodzę z łazienki i wchodzę do sypialni, widok, który tam spotykam trochę mnie dziwi.
     Hubert siedzi na "naszym" łóżku  i z przyszykowanym do oglądania telewizorem + herbatą, patrzy się w okno, więc chyba nawet nie zauważył jak weszłam.
- Nie musiałeś - dotykam jego ramienia, a on podrywa się z miejsca, jak oparzony. Spogląda na mnie i widzę jak przełyka śline na mój widok.
- Chcia...łe...m - jąka się.
- Dziękuję - całuje go w policzek - chodź położymy się, zostaniesz dzisiaj, tutaj ze mną? - pytam i wiedzę jak bardzo jest zaskoczony całusem i moim pytaniem.
- Ale...ale mogę? - znów się jąka.
- No jasne, jeśli tylko chcesz - uśmiecham się.
- Więc dobrze - odwzajemnia delikatnie mój uśmiech.
     Kładziemy się na łóżku, ale wstrzynujemy się od czułości, leżymy w odległości.
- To co puszczamy? - pytam.
- Myślałem nad " Uwierz w miłość " - spogląda na mnie. Czy wspominałam już, jak bardzo go kocham? Śmieje się sama w duchu, nadal pamięta mój ulubiony film. Pamiętał o tym wszystkim przez tyle czasu, a ja myślałam, że się pogodzi z moim odejściem.  
     Rzucam się na mojego towarzysza i przytulam do jego torsu.
- Dziękuję - szepcze.
- To ja dziękuję - delikatnie głaszcze moją głowę - Muszę się tylko umyć.
- Oj przestań, po prostu się przebierz w piżame, a umyjesz się jutro.
- W sumie to tylko ściągne koszulkę. Czekaj! - lekko zdejmuje mnie z siebie.
   Ściąga koszulkę, wygląda tak zmysłowo. Może kiedyś jeszcze sam pozwoli mi ściągnąć ją z siebie. Znowu przyciąga mnie do siebie wcześniej włączając film.
      Podczas filmu nawet na chwilę nie czuję zmęczenia i nawet nie przymykam oczu. Mój towarzysz z resztą też - widać iż jest zdeterminowany do obejrzenia ze mną mojego ulubionego filmu po raz kolejny.
     Kiedy film się skończył, Hubert wyłącza telewizor, a ja przesuwam się na " swoją " połówkę łóżka.
- Dobranoc - szepcze.
- Dobranoc Gosiu, słodkich snów - odpowiada i kładzie się wygodnie.
       Jest już 2 w nocy, a ja nawet na chwilę nie zasnełam, mam problem, żeby zamknąć oczy...myśli nie dają mi spokoju. W końcu odwracam się w stronę, na której śpi Hubert...zaczynam mówić, patrząc na jego spokojną od snu twarz.
- Moje życie bez ciebie było takie puste...jest takie puste. Odeszłam, bo wiedziałam, że nigdy nie będę wystarczająca dla ciebie. Nie jestem osobą, która może zaoferować ci wszystko. Nie jestem w żadnym stopniu osobą idealną dla ciebie. Strata dziecka w jakiejś części, mi to uświadomiła. Słyszałam twoją rozmowę z rodzicami - robię pauze i zamykam na chwilę oczy - mam wyrzuty sumienia, chciałeś tego dziecka, tak się cieszyłeś tym USG, a naszego dziecka już nie było - przełykam łzy - Jestem nie udacznikiem, najpierw strata dziecka, potem strata ciebie, a na końcu stracenie możliwości grania, przez kontuzję i wadę serce...na początku dalsze kontynuowanie kariery wchodziło w grę, bo ostrzeżenie o skończeniu jako kaleka nie było takie straszne, no bo dla kogo mogłabym żyć, skoro nie jesteśmy już razem. Jednak potem przejrzałam na oczy i posłuchałam się rad innych osób, musiałam zakończyć karierę dla dobra w jakimś sensie swojego i rodziców, bo na stare lata musieliby mną się opiekować.
Wiesz co ci powiem, może kiedyś zanim odejdę drugi raz? - pytam się ciszy istniejącej w pokoju - Powiem ci wtedy to wszystko co teraz dodając to iż tęskniłam cholernie za tobą i kocham cię ponad moje marne życie. Kocham cię Hubercie - kończę, a kąciki moich oczu są już mokre od pojawiających się słonych łez.
- Nie odejdziesz, już nigdy kochanie! Już nigdy! Tak bardzo cię kocham Gosiu! - słyszę tylko, po chwili zamierając w uścisku Huberta, a potem czując po roku jego wargi na swoich.

*********************************************

Hej kochani!  
Dodaje rozdział, przepraszam że tak trochę długo ale jestem na obozie z moją drużyną i brak czasu cały czas!  
Jakoś udało się poskładać mi dla was ten rozdział na komórce, ale od razu przepraszam za błędy.
Piszcie, komentujcie, " lajkujcie ", a ja no cóż chętnie odpowiem na wszystkie komentarze, bo będą mi potrzebne w wolnej chwili do napisania kolejnych części!  
Dobranoc, a raczej miłego dnia bo już dochodzi 2 w nocy.
Gocha

3 357 czyt.
100%178
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2063 słów i 11090 znaków.

8 komentarzy

 
  • Lovcia

    Lovcia · 22 sie 2016

    Kiedy coś dodasz?

  • Misiaa14

    Misiaa14 · 8 sie 2016

    Ojej *-* kocham kocham kocham!

  • mysza

    mysza · 8 sie 2016 · 287366622

    Kiedy kolejna?

  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 1 sie 2016

    Przecudny rozdział opowiadania Gosiu - taki happy. Wreszcie są razem, bez niedomówień i przemilczeń. Hubert i Gosia nareszcie razem - jak to pięknie brzmi.

  • Lovcia

    Lovcia · 29 lip 2016

    Cudne Kiedy kolejna?

  • grafoman

    grafoman · 27 lip 2016

    Lajkuję ????
    Pytanie miałbym tylko jedno - czy ta choroba serca to coś poważnego ?
    Hubert to twarda sztuka. Rok nie widział Gosi, poczym siedzą razem w strojach "wieczorowych", i on ma w sobie dość siły by się grzecznie położyć bez przytulańska. Respect

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 27 lip 2016

    Rewelacyjna część czekam na kolejną. z niecierpliwością

  • Maruskaa

    Maruskaa · 27 lip 2016 · 212530779

    Wspaniałe !