W poszukiwaniu szczęścia - cz.53

W poszukiwaniu szczęścia - cz.53**Oczami Huberta**
    
     Jest już wrzesień...cholerny wrzesień, mojej żony nie widziałem już od 3 dni. Zachowałem się, jak debil, choć to i tak delikatne określenie. Szczerze zdaje sobie sprawę, iż nie mam zupełnie nic na swoje usprawiedliwienie. Jestem na siebie tak wkurwiony i mam ochotę zniknąć z tego świata, bo wyrządziłem swoimi słowami największą krzywdę, jaką mogłem zrobić osobie, którą kocham najbardziej na świecie. Cholernie boję się o nią, boję się cholernie...wiem że jest słaba psychicznie...dużo przeszła, a ja sprawiłem jej taką dużą krzywdę. Umrę jeżeli mojej małej szarookiej się coś stało. Szukałem jej, ale nic z tego. Dzwoniłem wszędzie, ale nic z tego. Nie wiem gdzie przebywa i co gorsza, czy sobie nic nie zrobiła. Jestem takim skurwisynem!!!
      Drugi dzień ledwo, co kontaktuje, obwiniając się o całą tą popieprzoną sytuację. Słyszę nagle telefon komórkowy, który wydaje dźwięk...ten dźwięk zarezerwowany tylko dla jednej osoby. Biegnę, jak oszalały po telefon do sypialni i po prostu odbieram połączenie, stojąc i mając nogi jak z waty.  
- Jeżeli, jeszcze coś cię interesuje to wiedz, że cię kocham bezgranicznie i chciałam dać ci wszystko - słyszę zachrypnięty i przerywany płaczem głos mojej ukochanej.
- Skarbie - odzywam się, ale w tej samej chwili połączenie już nie trwa...rozłączyła się.
     Jeszcze bardziej załamany upadam na podłogę i jęcze jak opętany, waląc w podłogę, mocno pięściami...mam w dupie, że sąsiedzi z dołumogą nawet i zadzwonić na policję.
      W miarę wybudza mnie kolejny telefon, tym razem nie ten dźwięk, co przed tem.
- Zbieraj manatki i przyjeżdżaj do szpitala na Łacińskiej.Gosia ledwo, co się trzyma...praktycznie ją reanimują - słyszę zapłakany głos przyjaciółki mojej miłości.
    Nic nie mówię...po prostu nie patrzę i wybiegam z mieszkania ubrany w niebieskie ubrudzone dresy, zamykając tylko drzwi. Pobijając rekord jazdy, nie mija  20 minut, a wbiegam na korytarz, który podała mi pielęgniarka w recepcji. Widzę zapłakaną Natalie i ledwo powstrzymującego płacz Piotrka.
- Powiedzcie mi, co się dzieje?? - dopytuje.
- Reanimacja...reanimacja - powtarza Nacia, coraz bardziej płacząc.
- Reanimują Gosie już drugi raz. Pierwszy się udał, ale tętno było słabe i po godzinie znowu nastąpiło zatrzymanie serca, właśnie zaczęli drugi raz - tłumaczy za nią jej narzeczony.
     Odwracam się gwałtownie i przez szybę widzę moją szarooką. Przeciągły jęk wydobywa się z moich ust. Wbiegam do sali i informując szybko lekarzy, iż jestem mężem Gosi łapie, ją za dłoń.
- Nie może pan zostać tu - tłumaczy pielęgniarka - musi pan wyjść, nic pan nie może zrobić.
- To moja żona, moja miłość...ona mnie nie zostawi, a ja jej. Kocham ją - tłumacze przez łzy dotykając nadal jej dłoni i przeżywając jednocześnie razem z nią wstrząsy, które mają pobudzić ją do życia. Musi się udać.  
- Akcja serca przywrócona i jest w normie - oznajmia pielęgniarka, doktorowi. Odczuwam ulgę, ale jeszcze nie zupełną
- Musimy teraz sprawdzić, co z dzieckiem - lekarz wypowiada te słowa, a ja zamieram.
- Czy moja żona jest...w ciąży? - pytam niespokojny.
- Tak w 8 tygodniu - szybko mówi lekarz - musimy zrobić badania, to wiele znaczy.
- Jakie badania? - dopytuje zaniepokojony.
- Jest mała szansa praktycznie minalna, że dziecko nadal żyje. Przykro mi.
   Kurwa!!!  
- Czy mogę być z moją żoną w trakcie badań? - mówię przez łzy.
- Myślę, że tak - odpowiada lekarz - zatem chodźmy - lekarz ustala jeszcze coś z pielęgniarkami, a potem opuszczamy sale i idziemy do nowej, cały czas trzymając moją ukochaną za dłoń płacze. To przeze mnie!

***********
Hej!  
Chciałbym życzyć wam wszystkiego,co najlepsze w te święta i na nowy rok. Nie umiem składać życzeń niestety, ale mogę was zapewnić, że moje życzenia dla was płyną prosto z serca <3
Zostawiam was z krótkim i dramatycznym tak trochę rozdziałem, ale przecież wszystko musi być w porządku, zakończenie też w końcu...w poszukiwaniu szczęścia <3
Zatem trzymajcie się i całuje was ciepło! Wasza Gocha <3

2 777 czyt.
100%216
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 773 słów i 4228 znaków.

6 komentarzy

 
  • Justys20

    Justys20 · 23 gru 2016

    Ten rozdział to prawdziwa proza życia   mam nadzieję, że przyniesie im szczęście.  
    Życzę ci spokojnych, radosnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia oraz jak najwięcej weny twórczej, bo piszesz piękne opowiadania.

  • Caryca

    Caryca · 23 gru 2016 · 193487194

    Opisujesz prozę życia w relacjach partnerskich tak bywa, ja też życzę Wesołych świąt Bożego Narodzenia  spokoju oraz zdrowia bo to najważniejsze no i oczywiście natchnienia i weny twórczej pozdrawiam  

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 23 gru 2016

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością   
    Wesołych Świąt

  • Krolewna

    Krolewna · 23 gru 2016

  • to_nie_ja

    to_nie_ja · 23 gru 2016 · 287366591

    Pewnie nie dodasz nic w czasie świąt :( szkoda, ale poczekamy życzę Ci spokojnych i pełnych radości świąt może przy choince i  12 potrawach nawiedzi Cię wena i  spiszesz kolejną część tego cuda

  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 23 gru 2016

    Bo życie i miłość ma ró   z ne odcienie. Jak mówi się popularnie - raz pod górkę , raz z górki. Hubert za bardzo chciał stąd psychika Gosi nie wytrzymała, choć teraz wszystko może się odwrócic. Oby ku latom "tłustym ". Zdrowych Spokojnych, Radosnych w Rodzinnym gronie Świąt Bożego Narodzenia - Gosiu i  wszystkie czytelniczki / czytelnicy.