W poszukiwaniu szczęścia cz - 56

W poszukiwaniu szczęścia cz - 56**Oczami Huberta**

     Po opowiedzeniu już moim treścią o całej zaistniałej sytuacji, jak do tego doszło, nie mieli nawet do mnie pretensji, a tylko Gosia dostała lekki ochrzan za zaniedbanie siebie. Wreszcie przyszedł czas na najważniejsze, szarooka spogląda na mnie, a ja mocniej ściskam jej dłoń.
- Tak w ogóle to zostaniecie dziadkami, a ja wychodzę za tydzień ze szpitala - mówi moja żona.
- O Panie Boże! - wykrzykuje jej mama i zasłania dłonią swoje usta.
- Będę miał wnuka - szepcze jej tata i przytula delikatnie swoją córkę.
    W oczach jej mamy za to widzę łzy, ale na pewno jest szczęśliwa, tak jak jej mąż.
- Tak się cieszę słoneczko - teraz i ona przytula do siebie Gosie, nie mija kilka sekund nawet, a moja żona płacze wraz ze swoją mamą, szczęśliwe.
Kocham ją tak bardzo i naszą fasolkę też...Tak bardzo...
*******
- Co powiesz na weekend we dwoje nad morzem? - pytam Gosi gdy jesteśmy już sami, po wizycie jej rodziców i lekarza.
- Przypominam ci, że mam studia, jeszcze rok mężu - przypomina mi.
- Bez przesady, zaczynasz dopiero w listopadzie kochanie, ale mam praktyki i takie tam.
- Praktyki owszem masz, ale też w listopadzie - karce ją.
- No dobra, nie mądrz się tak - wywraca oczami, ale potem oboje wybuchamy śmiechem.  
- Ale serio pytam masz ochotę na taki odpoczynek? - pytam jeszcze raz.
- W sumie fajnie. Tylko, że ja odpoczne sobie tutaj - wskazuje ręką na salę - a przynajmniej postaram się...nie lubię szpitali. Po za tym Hubert, czy ty nie masz pracy? - przypomina sobie i od razu wykrzywia twarz zabawnie, bojąc się o mnie, choć nie ma czego.
- Odpoczniesz i tak, czy tak, bo lekarz kazał ci się nie przemęczać, z wiadomych przyczyn - przypominam jej - a moja praca, no cóż mój brat cioteczny pomaga mi w warsztacie i nie narzeka, a wręcz jest zadowolony.
- Wygrałeś to - mówi i znów po raz kolejny tego dnia przewraca oczami, szarymi i tylko należącymi do mnie szarymi oczami.  
- Wiem - siadam obok niej na łóżku szpitalnym i delikatnie wtulam się w jej ciepłe ciałko, jest taka drobna pomimo 1.75 m wzrostu.
     Lekarz uświadomił nam, a potem dodatkowo mi na osobności, że ciąża już od początku może być w przypadku Gosi zagrożona. Uświadomił mnie jeszcze bardziej, iż Gosia ma poważne problemy z oddychaniem czasami, a duża wada kręgosłupa będzie dodatkowym obciążeniem na jej plecy gdy płód będzie miał już 5 miesięcy.
Wziąłem to do siebie i już napewno nie doprowadze do sytuacji, w której ja skrzywdziłem moją ukochaną, a ona musi być przez moją głupotę w szpitalu...bo to nie jej głupota, chciała dla mnie zrobić wszystko...kocha mnie tak jak ja ją, ponad wszystko.
********
     Nie lubię spędzać samotnie nocy...w pustym mieszkaniu jest to dla mnie katorga. Nie lubię patrzeć na puste miejsce obok mnie, gdy próbuję zasnąć. Nie lubię być sam, bez niej.  
    Leżę na łóżku w naszym mieszkanku i szczerze mówiąc, nie potrafię zasnąć. Nie mogę na to nic poradzić, leki też mi nie pomagają. Zapach mojej ukochanej roznoszący się po całym domu dobija mnie jeszcze bardziej, tęsknię tak na bardzo i nadal boję się o nią oraz dziecko.
     Nadal też cholernie cieszę się z tego, iż razem z Gosią zostaniemy rodzicami. Wiem, ile to dla nas znaczy, wiem też ile szarooka przeszła. Wiem też to że nam się uda, jestem tego pewien i w głębi duszy o tym wiem. Ciszę w całym pomieszczeniu nagle przerywa dźwięk telefonu. Odbieram bez namysłu, ale dziwię się, iż ktoś dzwoni o tej godzinie w końcu dochodzi północ.
- Halo? - odzywam się.
- Kochanie - słyszę płaczliwy głos Gosi i powoli zaczynam się martwić.
- Coś się stało? Wszystko ok? Dobrze się czujesz? - zadaję jej pytania jak błyskawica.
-Poprostu tęsknię, nie chce tu być - teraz łka, wiem to - śniło mi się.
- Mów dalej skarbie i proszę nie płacz - uspokajam ją.
- Śniło mi się nasze pierwsze dziecko - mówi bardzo cicho, ale po chwili słyszę jej płacz.
- Skarbie proszę, nie płacz. Zaraz jadę do ciebie i gówno mnie obchodzi, że chcesz abym odpoczął...nawet pielęgniarki mnie nie zmuszą - mówię - zaraz będę, ale proszę uspokój się. Kocham cię.  
- Dobrze, dobrze - słyszę i rozłączam się, aby po chwili ubrany w luźne ubrania wyjść z domu i jechać do mojej kruszynki.
      Całą drogę w mojej głowie rozbrzmiewa jej słaby głos, gdy do mnie zadzwoniła...Wiem, że to dopiero początek takich sytuacji, ale musi na pewno wiedzieć, że ma we mnie oparcie, w swoim mężu.
- Nie może pan tu wejść - pielęgniarka oddziałowa oznajmia gdy łapię za klamkę sali, na której leży Gosia.
- Przepraszam panią, ale naprawdę muszę, moja żona zadzwoniła do mnie przed dosłownie 10 minutami, iż miała koszmar z naszym dzieckiem...które poroniła około rok temu...- ledwo mówię i może nie powinienem tego mówić jej, ale inaczej nie zrozumie mnie tylko wezwie ochronę gdyż nie poddam się, muszę wejść do szarookiej - płakała i naprawdę za dużo przeszła więc proszę mi pozwolić wejść. Boję się o nią.
- W takim razie dobrze, proszę wejść - oznajmia cicho.
- Dziękuję pani - odpowiadam.
- Proszę pana - mówi, gdy drugi raz już łapie za klamkę, odwracam się do niej - mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku.  
- Też mam taką nadzieję - odpowiadam i powoli otwieram drzwi.
    Wiem, iż będzie dobrze.

**********
Witam w Nowym roku! <3 <3
Co prawda miałam otworzyć nowy rok Nowym rozdziałem, ale ten cały tydzień, był dla mnie okrutny i szczerze proszę, aby resztą tego roku tak mi nie upływała. :/
Krótki rozdział i od razu przepraszam też za błędy, bo coś czuję, że będzie w tym rozdziale o wiele więcej niż zawsze
Udanego roku i jak zawsze zapraszam was do czytania i komentowania jeśli zechcecie. <3
Gocha <3

2 521 czyt.
100%243
szalona123

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1106 słów i 5898 znaków.

3 komentarze

 
  • czarnyrafal

    czarnyrafal · 17 lut 2017

    Błędy błędami a rozdział przepiękny i co tu więcej pisać. U mnie Gosiu masz kolejny plus.Życzę szybkiego "wyjścia z dołka " i powrotu do zdrowia .   

  • Justys20

    Justys20 · 7 sty 2017

  • cukiereczek1

    cukiereczek1 · 7 sty 2017

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwosci ☺????????